Teriyaki z kurczaka

teriyaki 21

Kolejna potrawa inspirowana kuchnią Dalekiego Wschodu. Nie jest to wiernie odtworzone danie, ale wariacja na temat japońskiego teriyaki, czyli pieczenia mięsa w marynacie z sosu sojowego. Nietypowe dodatki to czosnek i sezam, które nie są szczególnie popularne w Kraju Kwitnącej Wiśni, a całościowo potrawa oderwana jest od japońskiej filozofii przygotowywania posiłków, której Europejczyk nie jest w stanie sobie przyswoić – nauczyć się jej oczywiście można, ale zrozumieć chyba jest niemożliwe.

Na studiach musieliśmy wybrać sobie kurs literatury obcej. Była literatura angielska, niemiecka, rosyjska, czeska i słowacka, francuska i literatura Dalekiego Wschodu. Namówiłam przyjaciółkę i zapisałyśmy się na ten ostatni kurs wraz z całkiem pokaźną grupą zakręconych bab. Trafił nam się najmilszy nauczyciel jakiego mogłyśmy sobie wymarzyć, który tak pięknie mówił po japońsku, że wzdychałyśmy z zachwytu. Malował pędzelkiem ideogramy, recytował haiku, opowiadał o swoich tokijskich przygodach.

Prawdopodobnie bez tych zajęć moja znajomość japońskiego piśmiennictwa ograniczyłaby się do twórczości Harukiego Murakamiego, którego smutne powieści cieszyły się wtedy wzięciem. Swoją drogą Murakami sporo pisze o jedzeniu – niekiedy podaje właściwie cały przepis, łącznie ze zmywaniem po obiedzie. Dzięki wykładom i ćwiczeniom mam jako takie pojęcie o historii literatury kraju samurajów oraz jej zrozumienie na najwyższym europejskim poziomie, czyli „wiem, że nic nie wiem”. Zamiast łamać sobie głowę i spalać się przez coś, co i tak mi umknie, skupiłam się na wpływie na literaturę europejską. Pracę magisterską pisałam o haiku… Grochowiaka. Tego, który lubił „z blachy twego kubka pić herbatę gorzką, pani”…

Takie jest też moje „japońskie” gotowanie – dotarło drogą okrężną przez Stany Zjednoczone, pomieszało się z innymi azjatyckimi kuchniami, doprawiło po europejsku, a japoński został tylko szkic, pomysł, ogólny zarys potrawy.

teriyaki 22

TERIYAKI Z KURCZAKA

  • 4 piersi z kurczaka
  • 1 cebula
  • 80 ml naturalnego miodu
  • 120 ml sosu sojowego
  • 60 ml octu ryżowego
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
  • 60 ml wody
  • 1 ½ łyżki skrobi kukurydzianej
  • 2 łyżeczki sezamu
  • 2 zielone cebulki
  • makaron soba
  • odrobina oleju

Piekarnik nagrzewamy do 200°C (z termoobiegiem). Naczynie żaroodporne smarujemy cienką warstwą oleju.

Kurczaka wkładamy do woreczka lub między dwie warstwy folii spożywczej. Przy pomocy tłuczka (lub wałka) rozbijamy lekko mięso. Kurczaka układamy w przygotowanym naczyniu. Cebulę obieramy i kroimy w cieniutkie plasterki. Rozkładamy ją na mięsie.

W misce mieszamy składniki marynaty – miód, sos sojowy, ocet ryżowy, przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku oraz imbir. Mieszamy, aż dobrze się połączą. Marynatą zalewamy mięso. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na ok. 30 minut.

Makaron gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Zieloną cebulkę kroimy w piórka. Wyjmujemy z piekarnika naczynie z mięsem. Kurczaka kroimy w plastry, odkładamy wraz z cebulą na talerz (lub bezpośrednio na porcje makoronu).

Marynatę z pieczenia zlewamy do rondelka. Skrobię rozrabiamy z wodą, wlewamy do sosu i podgrzewamy na średnim ogniu, cały czas mieszając, przez 1-2 min. Gdy sos zgęstnieje, polewamy nim kurczaka. Dekorujemy zieloną cebulką oraz sezamem. Teriyaki podajemy z makaronem soba.

teriyaki 23

(przepis wg „Easy Food” May 2016)

Gryczane muffiny z jeżynami

muffiny gryczane 023

Lubię ten moment, gdy w Irlandii zaczynają dojrzewać jeżyny. Dzieci ze spaceru wracają z buziami umorusanymi sokiem zerwanych po drodze dzikich owoców, których prawie nikt tu nie zbiera. Zapytałam znajomego, dlaczego nie zjada brambles , czyli dzikich jeżyn, które same rosną mu przy płocie. Podrapał się po głowie i wydukał, że jego mama kiedyś robiła z nich dżemy, ale on nie wie jak. – Jak chcesz, to je zbieraj, ja nie wiem, co z nich zrobić… Mnie dwa razy zachęcać nie trzeba!

muffiny gryczane 027

muffiny gryczane 022

Przy wiejskich dróżkach jeszcze nie ma ich tyle, by móc przynieść znaczącą ilość do domu, ale w sklepach są już tutejsze jeżyny, zamiast zamorskich. Jeżyny nadają się praktycznie do wszystkiego – pasują do serów pleśniowych (spróbujcie takich „koreczków”: ser brie, listek mięty i jeżyna!), do sałatek owocowych (np. schłodzony arbuz z jeżynami i listkami mięty) i do sałatek wytrawnych, do wszelkich wypieków i deserów na zimno, wychodzą z nich genialne dżemy i pyszne lody, a także bardzo zdrowe soki. Jeżyny naprawdę są mocno niedoceniane i niesłusznie przegrywają ze słodszymi malinami i truskawkami.

Dwa opakowania przeznaczyłam na najprostsze babeczki świata, czyli muffiny. Muffiny w ogóle najlepsze są ze świeżymi owocami, które balansują ich suchość swoją wilgocią. Przepis na gryczane bułeczki pochodzi z opakowania mąki (gotujecie czasami z przepisów na opakowaniach?), ale według zaleceń męża zrobiłam podwójną porcję, bo 6 muffinków to zdecydowanie za mało. Miał rację, sama od razu zjadłam dwie sztuki…

muffiny gryczane 020

MUFFINY GRYCZANE Z JEŻYNAMI

  • 200 g mąki gryczanej
  • 200 g miałkiego cukru
  • 4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 100 ml oleju
  • 100 ml mleka
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 250 g jeżyn

Piekarnik nagrzewamy do temp. 180°C (z termoobiegiem). 12-dołkową formę na muffiny wykładamy papierowymi kokilkami.

Mąkę gryczaną wraz z proszkiem do pieczenia przesiewamy do dużej miski, następnie wsypujemy cukier i mieszamy. Do dzbanka wlewawmy olej, mleko i ekstrakt z wanilii, nastepnie wbijamy jajka i wszystko dokładnie mieszamy trzepaczką. Zawartość dzbanka wlewamy do miski z mąką. Całość mieszamy. Wsypujemy umyte i osuszone jeżyny i mieszamy.

Ciastem napełniami kokilki, pilnując przy tym, żeby równo rozdzielić owoce, a następnie wstawiamy blachę do piekarnika i pieczemy przez 30 minut. Po wyjęciu odstawiamy na 5 minut, po czym wyjmujemy babeczki i studzimy na kratce.

muffiny gryczane 021

Satay, nie satay, ale z kurczakiem

satay 12

Ukochane danie wakacyjne Króliczki – satay z kurczakiem. Szykuję je przynajmniej raz w tygodniu, a Malutka może jeść je od śniadania do kolacji i nigdy nie ma dość. Myślę, że mogłabym jej zostawić rano cały garnek makaronu z sosem z orzeszków ziemnych oraz stos książek z biblioteki i wyjść z domu – pewnie by nawet nie zauważyła, że zniknęłam. Przy tej potrawie moje starsze dziecko okazuje się być zupełnie samodzielne – nagle wie, gdzie mamy miski, nagle potrafi sobie nałożyć, zjada (pałeczkami!) w zawrotnym tempie i z radości nawet przypomina sobie drogę do zmywarki.

Klucz do sukcesu to masło orzechowe. Jakolwiek to brzmi. Wierzcie mi na słowo – to jest naprawdę dobre! Też nie miałam przekonania, gdy pierwszy raz kręciłam sos fistaszkowy. Ma on konsystencję pasty i sam w sobie nie wygląda zachęcająco, ale w połączeniu z makaronem i pozostałymi składnikami tworzy zaskakująco smaczną kompozycję. Nie dziwi mnie, że podbił podniebienia wyspiarzy – u nas też zagościł na stałe.

W Irlandii bardzo często można spotkać słowo „satay” jako nazwę dania makaronowego z sosem z orzeszków ziemnych, chociaż w rzeczywistości oznacza ono szaszłyki mięsne podawane z rozlicznymi sosami, w tym właśnie z sosem fistaszkowym. Jak to się stało, że zamiast być nadziane na patyczek, mięso trafiło do makaronu? Nie ma pojęcia, ale jedno jest pewne – dobrze się stało! Satay czy nie satay – ważne, że smaczne. Szybkie w przygotowaniu. Idealne, gdy zostało trochę pieczonego kurczaka z poprzedniego dnia. Gdy nie mam resztek – gotuję filet na parze. Muszę jeszcze spróbować z wędzonym kurczakiem, ale czuję, że też będzie pasował.

satay 11

SATAY Z KURCZAKIEM

  • 300 g „chińskiego” makaronu
  • 120 g groszku śnieżnego
  • 1 czerwona papryka
  • 2 zielone cebulki
  • 150 g pieczonego lub duszonego kurczaka (np. resztki z poprzedniego dnia)
  • 2 łyżki sezamu

Sos:

  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu „sweet chili”
  • 100 g masła orzechowego
  • 2 łyżku soku z limonki

W małej misce mieszamy dokładnie wszystkie składniki sosu.

Z papryki usuwamy gniazdo nasienne, a następnie kroimy ją w średnie kawałki. Cebulkę kroimy w piórka. Mięso kurczaka kroimy na kawałki lub po prostu rozrywamy widelcem. Groszek blanszujemy przez minutę. Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu.

Odcedzony i przepłukany makaron mieszamy z sosem, dodajemy kurczaka, paprykę, groszek i cebulkę, mieszamy i przekładamy do miseczek. Posypujemy każdą porcję sezamem.

(wg „Easy Food” June/July 2015)

Placki gryczane, czyli bliny bez drożdży

placki gryczane 21

Wygłupiłam się w sklepie, kupując mąkę gryczaną. Chyba z radości, że akurat była (a rzadko u nas jest, bo w Irlandii kasza gryczana w ogóle nie jest znana), tak mnie zaćmiło…

Na początku wakacji zrobili nam w sklepie kasy samoobsługowe  – wystarczająco dawno, by się z nimi oswoić, ale jeszcze często coś mnie przy nich zaskakuje. Tym razem czytnik nie chciał odczytać kodu kreskowego właśnie z mojej mąki. Miły, młody człowiek z obsługi ręcznie wpisał cyfry z kodu i na ekranie wyskoczyło Dove coś tam… No jak Dove, jak ja kupuję mąkę! Uśmiecham się nieśmiało, że tu coś nie to, a pan, że jak najbardziej to. No jak? Odwracam tę moją mąkę, by pokazać, że to mąka, bo może młody człowiek nie wie, i wtedy zauważam nazwę producenta – Doves Farm…

Zupełne zaćmienie – bo firmę kojarzę, chociaż brytyjska. Mąż oczywiście skwitował, że młodego chłopca zobaczyłam i od tego rozum straciłam… A nie…, to powiedział po wizycie w księgarni, gdzie byliśmy po słowniki dla Króliczki. Też był młody człowiek za ladą, ale to już inna historia…

…bo teraz będzie o plackach! Pisałam całkiem niedawno o zupełnym braku świeżych drożdży w irlandzkich sklepach. A mnie się akurat blinów zachciało, i nawet mąkę udało (!) mi się kupić, i na tej mące był przepis na bliny bez nielubianych przez wyspiarzy drożdży. Bliny bez drożdży to już nie bliny, lecz zwykłe placki, ale za to szybko się robi, więc jak macie tylko 15 minut na zrobienie obiadu, to będzie idealny przepis.

Podać możecie je z ulubionymi dodatkami – na słodko lub wytrawnie. Zjadłam z crème fraîche, łososiem i pietruszką, bo koperku w sklepie zabrakło, a moje starsze dziecko eksperymentowało, jedząc na zmianę ze śmietaną i rybą oraz z syropem klonowym. Na koniec wydało werdykt, że najlepsze są z łososiem, ale bez śmietany. Ciekawe, co by powiedziała na kawior?

placki gryczane 20

PLACKI GRYCZANE, CZYLI BLINY BEZ DROŻDŻY

  • 175 g mąki gryczanej
  • 300 ml mleka
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • olej do smażenia
  • dowolne dodatki (u mnie crème fraîche, wędzony łosoś, natka pietruszki)

Jajka rozbełtujemy w misce, a następnie wsypujemy mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia oraz wlewamy mleko. Mieszamy, aż uzyskamy gładkie ciasto naleśnikowe. Rozgrzewamy odrobinę oleju na patelni i smażymy placki partiami na średnim ogniu. Gdy zaczną uciekać pęcherzyki powietrza, obracamy placki na patelni i smażymy jeszcze chwilkę, aż się zrumienią. Podajemy z dowolnymi dodatkami – do placków pasuje śmietana, wędzony łosoś, masło, kawior itd. Można podać też na słodko, np. z syropem klonowym.

placki gryczane 105

placki gryczane 24

Kotlety z dorsza, czyli irlandzkie fishcakes

kotlety rybne 01

Musicie przyznać, że po angielsku ładnie się nazywają… Gdyby tłumaczyć, używając haseł z początku słownikowej listy, wyszłoby nam ciasto rybne. Słowo cake ma jeszcze jedno znaczenie – oznacza też usmażony na patelni placek. Mamy więc zadomowione w polszczyźnie pankejki, czyli naleśniki, mamy potato cakes, czyli kotlety z ziemniaków, i właśnie fishcakes, czyli kotlety z ryby. W tradycyjnej kuchni irlandzkiej są też placki z surówych ziemniaków, które nazywają się boxty, ale to już zupełnie inna historia…

Rybne kotlety mnie z początku odstraszały. Zastanawiałam się, czy to w ogóle może być dobre – ryba wymieszana z kartoflami i do tego panierowana. Przed oczami stawał mi obraz najbardziej mdłego posiłku, jaki tylko może się trafić na obiad. Spróbować kiedyś jednak trzeba było, bo nie można ocenić smaku samym wzrokiem. Miałam szczęście, bo pierwsze, które jadłam – w Lang’s Restaurant u nas we wsi – były pyszne. Zamawiałam je coraz częściej w różnych miejscach, by przekonać się, że może być to prawdziwa przyjemność lub wielkie rozczarowanie. Niestety miałam rację – fishcake może okazać się mdłą, panierowaną papką. Zdarza się to bardzo rzadko, ale jednak się zdarza.

Ważna jest tu ryba i przyprawy. Najlepiej robić z… dobrej ryby. Jedząc na mieście, możemy narazić się na kotlety z taniej, białej rybki, która mogła być mrożona lub solona, co wpływa na smak i jakość mięsa. Czasem rzeczywiście kotlety nie są odpowiednio przyprawione – raz trafił mi się kotlet nafaszerowany mnóstwem chili, co nie tylko dało palący smak, ale przede wszystkim zupełnie zagłuszyło rybę.

kotlety rybne 02

Najbardziej lubię kotlety z dorsza, nawet bardziej niż te z łososia. Z dorsza i z drobniutko posiekanym estragonem. Zjedzone na pod gołym niebem, gdy bryza od oceanu przynosi lekko słone powietrze. Świetne na przystawkę w towarzystwie zieleniny, na lunch a także na lekką kolację, po której najlepiej przesiąść się na leżak, by z kieliszkiem wina w dłoni obserwować wracające z żerowisk stada kawek i gawronów. Pomarzyć można, a tymczasem trzeba zagonić maluchy do kąpieli, a potem przekonać je do pozostania w swoich łóżkach…

kotlet rybny 05

FISHCAKES (KOTLETY RYBNE)

  • 450 g mączystych ziemniaków
  • 450 g filetów z dorsza (bez skóry)
  • 2 łyżki posiekanego estragonu
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 2 łyżki kremówki
  • 1 łyżka mąki
  • 1 rozbełtane jajko
  • 120 g bułki tartej
  • 4 łyżki oleju
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Umyte ziemniaki kroimy na kawałki i gotujemy w osolonej wodzie ok. 15-20 minut. Odcedzamy i tłuczemy. Filety układamy na patelni z wysokim brzegiem, wlewamy tyle wody, by przykryć ryby, wstawiamy na średni ogień i zagotowujemy. Gdy woda zawrze, zmniejszamy temperaturę, przykrywamy i gotujemy ok. 5 minut. Ryby wyjmujemy łyżką cedzakową i układamy na talerzu. Gdy przestygną, dzielimy na mniejsze kawałki, upewniając się, że nie ma w mięsie ości.

Rybę mieszamy z ziemniakami, estragonem, skórką z cytryny i kremówką. Przyprawiamy solą i pieprzem. Kotlety formujemy ręcznie lub przy pomocy praski. Oprószamy mąką, a następnie panierujemy w jajku i bułce tartej. Kotlety układamy na blaszce i wstawiamy do lodówki na przynajmniej 30 minut. Olej rozgrzewamy na patelni. Smażymy kotlety na średnim ogniu ok. 5 minut z każdej strony.

kotlety rybne 03

Azjatycka zupa laksa z krewetkami

laksa 021

Laksa to zupa z Azji Południowo-Wschodniej, która ma źródła w kuchni potomków chińskich imigrantów. Przybywali oni w kilku falach, począwszy od XVI wieku, żenili się z miejscowymi kobietami, a ich potomków Malajowie zaczęli nazywać Parenakan. I właśnie z kuchni parenakańskiej (kuchni Nyonya) wywodzi się laksa, która popularna jest w Singapurze, Malezji, Indonezji i w południowej Tajlandii. Wraz z imigrantami z tych krajów dotarła do świata zachodniego, by w odbiegających od oryginału wersjach podbić podniebienia Australijczyków, Amerykanów i Europejczyków.

Trudno byłoby zakwalifikować do konkretnej kuchni oraz do konkretnego rodzaju wariację na temat laksy, którą ugotowałam. Zbyt warzywna na typową curry laksę, bezjajeczna, a do tego stworzona z najpopularniejszych na Zachodzie azjatyckich składników, dostępnych nawet w wiejskim sklepie na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Moja zupa nie jest szczególnie ostra, bo gotowałam ją z myślą o córce, a Malutka ma ograniczoną tolerancję na pikantne przyprawy. Kto lubi bardzo ostre, z powodzeniem może dać więcej pasty curry, a nawet przybrać sobie zupę posiekaną papryczką chili. Warzywa można sobie powymieniać, wybierając oczywiście z tych, które choć mgliście, ale kojarzą się z Azją.

Zupa wyszła naprawdę smaczna, aromatyczna i sycąca. Królisia była zachwycona, bo było wszystko, co lubi – mleko kokosowe, krewetki, groszek, sok z limonki i makaron. Dla tej mieszanki mogła przymknąć oko na nielubiane pieczarki, choć akurat te drobne jest w stanie zaakceptować. W Irlandii mówimy na nie button mushrooms – pieczarki-guziki – bo przypominają obciągane materiałem guziczki dwuwarstwowe. Laksa idealnie pasuje na lunch, szczególnie w deszczowe, wyspiarskie dni, ale nie ma przeszkód, by podać ją o innej porze.

laksa 022

AZJATYCKA ZUPA LAKSA Z KREWETKAMI

  • 300 g makaronu ryżowego “1-minutowego” lub 80 g suchego makaronu ryżowego (nitki)
  • 300 g krewetek, ugotowanych i obranych (mrożonych)
  • 150 g groszku śnieżnego
  • 200 g drobnego szpianku „baby”
  • 100 g malutkich pieczarek
  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 1 limonka
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 ząbek czosnku
  • kawałek świeżego imbiru (2 cm)
  • 1 ½ łyżki czerwonej pasty curry
  • 1 l bulionu z kurczaka
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżka sosu rybnego
  • 1 łyżka brązowego cukru

Suchy makaron gotujemy według opisu na opakowaniu, odcedzamy, przepłukujemy i odstawiamy, a jeśli używamy 1-minutowego, nie musimy go gotować.

Krewetki rozmrażamy – zalewamy je w misce zimną wodą i odstawiamy na kilkanaście minut (na czas gotowania zupy w zupełności wystarczy).

Czosnek obieramy, tak samo kawałek imbiru. W garnku lub rondlu (przynajmniej 3,5-litrowym) rozgrzewamy na średnim ogniu olej kokosowy. Czosnek i imbir przeciskamy przez praskę, wrzucamy do garnka i smażymy ok. 30-45 sekund (aż zaczną uwalniać aromat). Następnie dodajemy pastę curry, mieszamy i gotujemy kolejne 30 sekund. Wlewamy wywar z kurczaka, dodajemy sos sojowy, sos rybny i brązowy cukier. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień do minimum i gotujemy 20 minut. W tym czasie płuczemy pieczarki, szpinak, cytrynę i groszek. Pieczarki kroimy w plasterki. Z limonki wyciskamy sok.

Następnie do zupy dodajemy mleko kokosowe, pokrojone pieczarki, szpinak oraz sok z limonki. Gotujemy 2-3 minuty. Następnie dodajemy rozmrożone i wypłukane krewetki oraz groszek śnieżny. Gotujemy kolejne 2-3 minuty. Dodajemy makaron i gotujemy jeszcze 1 minutę. Rozlewamy do misek.

laksa 025

(wg „Easy Food” May 2016 z moimi zmianami)

 

Tam, gdzie grałem na skrzypcach… Dooney Rock w pobliżu Sligo

dooney rock 104

Kiedy opatrzy mi się wiejska plaża, mewy, kraby, wodorosty, wydmy i morskie fale, wtedy zgarniam rodzinę na spacer w inne, choć równie piękne okoliczności przyrody. Nad brzeg jeziora, do lasu, gdzie dęby, świerki, cisy, sitowie tworzące szuwary, czaple, łabędzie i niemal gładka tafla spokojnej wody z lekką mgiełką unoszącą się tuż nad nią.

Dooney Rock to kolejne miejsce na literackiej mapie krainy Yeatsa. Irlandzki noblista wspomniał je w uroczym wierszu The Fiddler of Dooney, czyniąc je obowiązkowym punktem dla miłośników twórczości poety, wędrujących jego śladami po hrabstwie Sligo.

Dooney Rock to niewielkie wzniesienie na brzegu jeziora Gill, który porasta wiekowy lasek. To uroczysko na skraju miasta, zaledwie kilka minut drogi od samego centrum. Wystarczy wyjechać drogą na południe (albo Pearse Road, albo N4) i zaraz za miastem skręcić w R287 (droga do Dromahair), minąć kościółek Św. Jana, dalej minąć zjazd do Holy Well (którą przy okazji też warto odwiedzić), by dotrzeć do celu. Miejsce jest dobrze oznaczone, znajduje się przy nim niewielki parking oraz tablice informacyjne.

Przejście wszystkim dróżkami nie zajmuje więcej niż 30 minut, ale jeśli zejdziecie ze ścieżki, jeśli przysiądziecie na powalonym pniu, jeśli zapatrzycie się na drugi brzeg jeziora, to nim się zorientujecie, godzina minie niespostrzeżenie. Wybraliśmy się w niedzielę rano i mieliśmy cały zakątek dla siebie. Turyści jeszcze spokojnie dojadali full Irish breakfast w hotelach i pensjonatach, okoliczni mieszkańcy szykowali się do kościoła, a nam zostawiano niczym niezmącony spokój zielonej oazy.

dooney rock 116

Króliczka początkowo była nadąsana, ale kiedy pozwoliliśmy jej biegać po lesie, gdzie chce, gdy zaczęła wspinać się na zbocza jarów, wypatrywać pająki i ślimaki, rozróżniać gatunki drzew i krzewów oraz bawić się z echem, nie chciała wracać do domu. Chomiczek miał zadziwienie wymalowane na buzi cały czas i tylko od czasu do czasu wołał głośno „wow!” lub „tam!”, pokazując paluszkiem wszelkie cudowności. Razem z tatą próbowali balansować na leżących gdzieniegdzie pniach.

Przez obiektyw aparatu mogłam przybliżyć się do obiektów migoczących na horyzoncie – próbowałam dojrzeć pozostałości po chacie Beezie Gallagher, która aż do swej tragicznej śmierci u schyłku 1949 r., mieszkała na niewielkiej Cottage Island, z ciekawością przypatrywałam się Church Island, która od strony jeziora gubi swój brzeg, zupełnie ukryty pod konarami siegającym tafli wody, powiodłam wzrokiem po budynkach St. Angela’s College i zatrzymałam się na wyznaczającym horyzont Benbulbenie. Spacerując, zadzierałam głowę, by dojrzeć czubki drzew i przekonać się, czy widać przez nie niebo. Zdałam sobie sprawę, że magii lasu, nawet takiego skrawka, nie da się ująć jednym kadrem, opisać jednym zdaniem. Trzeba się w niego zanurzyć, by poczuć wszystkim zmysłami jego atmosferę. Zapach butwiejących liści, dźwięk spadającej szyszki, wilgoć, która osiada na skórze, miękkość mchu pod dłonią. Wyjść z cienia ciężkich gałęzi ku jasnym brzegom jeziora. Chłonąć ciszę, przerywaną jedynie krzykiem porywającej się do lotu czapli. Przysiąść na ławce i pozwolić wyobraźni spotkać skrzypka z Dooney…

fiddler of dooney 01