Lemoniada grejpfrutowa

woda 021

Kiedy nad atlantyckie wybrzeże Irlandii dociera fala upałów i temperatura na zewnątrz przekracza 20°C…

Przyzwyczaiłam się, chociaż 10 lat temu nie wierzyłam, że można się przyzwyczaić do irlandzkich temperatur. Dzisiaj chyba nie przeżyłabym polskiego lata z temperaturami szybującymi ponad trzydziestą kreską na skali termometru. Po pierwszym lecie spędzonym na zielonej wyspie spakowałam wszystkie sandałki i japonki do walizki i zabrałam je do Polski, bo stwierdziłam, że mi się tutaj nigdy nie przydadzą. Pierwsze klapki kupiłam dopiero, gdy spodziewałam się Króliczki, ale nie ze względu na rzekomy upał, lecz ze względu na łatwość wkładania i szerokość tego typu obuwia. Każda matka wie o czym mówię…

A jednak się przyzwyczaiłam, organizm zaakceptował umiarkowane temperatury i zimne wiatry od oceanu. Są też benefity wyspiarskiego klimatu – skóra nie jest narażona na ekstremalne warunki, więc się starzeje znacznie wolniej, mamy świeże powietrze a smog znamy tylko z doniesień w mediach, kwiaty w doniczkach kwitną mi do Bożego Narodzenia. Kiedy więc już przychodzi ten dwudziestostopniowy upał, robię jak wyspiarze lemoniadę z cytrusów, wrzucam do niej kostki lodu i czekam do późnego popołudnia, by wyjść z domu, bo wcześniej było za gorąco (żartuję)…

woda 024

woda 027

W międzyczasie zaś wróciłam do porzuconego hobby. Po sukcesie w konstruowaniu torebki komunijnej dla Królisi, poszłam za ciosem i uszyłam sukienkę dla lalki. Na rozgrzewkę wybrałam prosty wzór z wiązaniem na ramionach, ale sprawiło mi to tyle frajdy, że coś mi podpowiada, że w ciągu lata plastikowy rudzielec zyska całkiem sporą garderobę. Szczególnie, że Malutka już martwi się o kurtkę zimową dla lali. Sukienkę uszyłam ręcznie – nauka u mamy i babci nie poszła w las – ale rozważam kupno maszyny do szycia. Zielone światło od męża już dostałam…

woda 023

LEMONIADA GREJPFRUTOWA

  • 750 ml wody mineralnej lub przegotowanej i ostudzonej wody z kranu
  • 3 łyżeczki brązowego cukru
  • ½ pęczka bazylii
  • 2 różowe grejpfruty
  • ½ cytryny
  • lód

50 ml wody wlewamy do miseczki, wsypujemy cukier i mieszamy. Gdy się rozpuści, dodajemy listki bazylii. Listki lekko rozgniatamy (łyżeczką lub tłuczkiem moździerza), przykrywamy i odstawiamy do naciągnięcia w chłodne miejsce na 4 godziny.

Syrop przelewamy przez gęste sitko lub gazę do dzbanka. Wyciskamy sok z cytryny i grejpfrutów. Sok i wodę dolewamy do syropu, mieszamy. Przed podaniem wrzucamy kostki lodu.

woda 026

(wg „Kuchnia. Koktajle” wyd. specjalne 3/2017)

Lasagne z groszkiem, brokułem i pesto

lazania 024

Moja rodzina ogłosiła to danie najlepszą lazanią, jaką kiedykolwiek podałam. Zachwytom nie było końca, a każdy dopytywał, dlaczego nigdy wcześniej takiej nie robiłam. Nie robiłam, bo trochę zabawy przy tym daniu jednak jest – zaczynając od wyciskania mięsa, potem idąc przez smażenie, blanszowanie, opiekanie, mieszanie i składanie w jedną całość. Na końcu ktoś musi to wszystko pozmywać, bo mała zmywarka takiej ilości misek i naczyń nie zmieści. Przy dwójce bardzo absorbujących dzieci wolę jednak dania w stylu pokrój wszystko, wrzuć do gara i duś 2 godziny. Przy ładnej pogodzie mogę jednak wystawić maluchy na podwórko i pilnować je przez kuchenne okno, przy okazji brudząc stos garów i przyrządzając obiad nad obiady.

W podanym przepisie są kulki z wieprzowych kiełbasek, ale bez szkody dla dania można je pominąć i zrobić jarską lazanię. Moim zdanie są zupełnie zbędne, a według Króliczki to one są najlepsze. Bez żalu pozwoliłam jej wyjeść wszystkie z mojej porcji, dzięki czemu zyskałam tytuł najlepszej mamy na świecie. Tytułu najlepszej żony się nie doczekałam, bo z ustami pełnymi dokładki trudno rozdawać zaszczyty, a tym bardziej podczas zasłużonej sjesty…

lazania 022

Lazania to nie jest dietetyczne danie, ale ilość warzyw w tej wersji znacznie poprawia jej walory zdrowotne, bo walory smakowe ma jak stąd na księżyc i z powrotem. Żeby cieszyć się tym daniem w pełni, należy pamiętać o dwóch sprawach. Pierwsza sprawa, to pomidorki koktajlowe – wybierzcie najsłodsze jakie znajdziecie. U mnie były irlandzkie piccolo, ale każde słodkie będą taką czerwoną kropką wieńczącą nasz obiad. Druga sprawa, bardzo ważna sprawa, to pesto. To musi być świeże, dobrej jakości pesto, czyli nie pasteryzowana papka ze słoika. Dobre pesto sporo kosztuje, ale można z powodzeniem zrobić je samemu w domu i to nawet kilka dni wcześniej. Zawsze robię pesto wg przepisu Małgosi (autorki bloga Pieprz czy wanilia), a jeśli kupuję, to sprawdzam skład – ważna jest ilość bazylii, dodatki i tłuszcz, bo musi to być najlepsza oliwa, a nie inne oleje roślinne. Wierzcie mi, opłaca się wybierać to, co najlepsze i najsmaczniejsze…

lazania 026

LASAGNE Z GROSZKIEM, BROKUŁEM I PESTO

  • 200 g groszku (mrożonego)
  • 250 g pomidorków koktajlowych
  • 1 brokuł (mały)
  • 150 g świeżego pesto z bazylii
  • 400 g mascarpone
  • 6 irlandzkich, rzemieślniczych kiełbasek wieprzowych
  • makaron lasagne
  • pęczek bazylii
  • 50 ml mleka
  • 100 g startej mozzarelli
  • 3 łyżki startego parmezanu
  • 20 g orzeszków piniowych
  • 4 łyżki oliwy
  • świeżo zmielony pieprz

Z kiełbasek wyciskamy mięso, które następnie formujemy w kulki wielkości pomidorka koktajlowego. Brokuł dzielimy na małe różyczki. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy i obsmażamy kulki mięsne przez 5-10 minut, obracając je, by zbrązowiały z każdej strony. W międzyczasie zagotowujemy wodę w garnku, wkładamy różyczki brokułu, które gotujemy 3-4 minuty, a następnie odcedzamy. Bazylię siekamy.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Pomidorki układamy na blaszce do pieczenia, obtaczamy w pozostałych 2 łyżkach oliwy, przyprwiamy pieprzem i opiekamy przez 10 minut.

W dużym garnku mieszamy ze sobą zblanszowane różyczki brokułu, groszek zielony, 200 g mascarpone, pesto, usmażone kulki mięsne i posiekaną bazylię. Podgrzewamy przez kilka minut, aż uzyskamy konsystencję sosu. Sprawdzamy smak, ewentualnie doprawiamy.

Mleko mieszamy z pozostałą porcją mascarpone, aż uzyskamy konsystencję sosu (jeśli zbyt gęsty, dolewamy więcej mleka). Niewielką ilością sosu smarujemy dno naczynia żaroodpornego (25 cm × 35 cm). Układamy warstwę makaronu, na którą wykładamy 1/3 sosu brokułowego, rozkładamy 1/3 pomidorków i przykrywamy kolejną warstwą makaronu. Kontynuujemy w ten sam sposób, kończąc warstwą makaronu i zostawiając kilka pomidorków do dekoracji.

Na wierzch wylewamy biały sos, posypujemy mozzarellą, parmezanem i orzeszkami piniowymi. Dekorujemy pozostawionymi pomidorkami. Pieczemy ok. 35 minut, aż wierzch zacznie się brązowić, a sos będzie bulgotał. Jeżeli wierzch lasagne zacznie brązowieć zbyt szybko, przykrywamy naczynie folią aluminiową lub pokrywką.

lazania 025

(wg „Good Food” April 2016)

Pałki z kurczaka w słodko-pikantnej glazurze

pałki 022

Dzisiaj w Irlandii świętujemy Dzień Ojca. Z tej okazji tatusiowi należy dogodzić czymś, co lubi najbardziej. W przypadku mojego męża jest to kurczak. Im mniej wyrafinowany, tym lepszy. Trzecie życie kurczaka, czyli sklepowy kurczak z rożna, to wspomnienie młodzieńczych powrotów do domu, gdy słońce już mrugało nad horyzontem, śmieciarze tłukli się kubłami, a z piekarni dochodził kuszący zapach pieczywa. Jeszcze bardziej kuszący zapach unosił się otwartej 24 h budki z kurczakami. Ciekawe czy ta budka jeszcze istnieje?

Dziś o tej porze wstaje, a nie się kładzie, zaś podejrzanie wyglądającego kurczaka może sobie tylko pooglądać przez szybkę cieplarni w wiejskim sklepie. W tym wieku żołądek domaga się lepszego pożywienia, a i podniebienie nie zadowoli się już byle czym. Specjalnie dla niego zrobiłam pałki w glazurze. Dzięki temu, że gotowały się zanurzone częściowo w sosie i były często obracane, pozostały soczyste i było co z nich ogryzać. Pikantność sosu można dozować dowolnie – odrobina chili doda przyjemnego twistu, a jej duża ilość pozwoli ziać ogniem. Dodatki również można dowolnie zmieniać, a nawet z nich zrezygnować i zrobić sobie po prostu kopiec kurczakowych pałek.

pałki 021

PAŁKI KURCZAKA W SŁODKO-PIKANTNEJ GLAZURZE

  • 240 ml wody
  • 120 ml octu balsamicznego
  • 80 ml sosu sojowego
  • 2 ½ łyżki cukru
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżki sosu sriracha lub 1 łyżeczka suszonych krążków chili
  • 8-10 pałek z kurczaka
  • zielona cebulka do przybrania
  • sezam do przybrania
  • ryż
  • zielenina i dowolne warzywa (np. rukola lub pak choi)

Ryż gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Zieleninę i warzywa przygotowujemy według uznania (rukola na przykład wcale nie potrzebuje dodatków, jest tak intensywna w smaku).

Sos sojowy, ocet balsamiczny i wodę wlewamy do miski. Dodajemy obrany i przeciśnięty przez praskę czosnek, a następnie cukier i sos sriracha (lub chili – ilość pikantnych przypraw zależy od własnych upodobań, można dodać mniej lub więcej). Składniki dokładnie mieszamy, aż cukier się rozpuści.

Sos wlewamy na dużą patelnię, układamy pałki i ustawiamy na dużym ogniu. Gdy sos się zagotuje, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 25 minut, obracając pałki co 7 minut.

Na talerzu układamy porcję ryżu, zieleninę i warzywa, a na wierzchu pałki, które przed zdjęciem z patelni obtaczamy w sosie. Posypujemy pokrojoną zieloną cebulką i ziarnami sezamu. Resztę sosu zlewamy z patelni i podajemy do obiadu.

pałki 023

(wg „Easy Food” June/July 2015)

Spaghetti z pesto z jarmużu

pasta jarmuż 024.jpg

Mieszkałam przez 24 lata w Katowicach. Wiadomo smog, kopalnie, Rawa mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy. I gołębie – wcale nie mniej niż w Krakowie. Staruszki okupujące ławki na placu Miarki, by dokarmiać gołębie. Staruszki dokarmiające gołębie na przystankach, na podwórkach, na parapetach i balkonach. W wiecznym konflikcie nie tylko z nienawidzącym gołębi mieszkańcami, nie tylko z pracownikami wydziału biologii i weterynarzami, którzy grzmią, że dokarmianie chlebem szkodzi ptakom, ale także z miłośnikami rasowych gołębi, bo gołębiarzy na Śląsku jest sporo. Katowice to upaćkane przez gołębie parapety, samochody, upstrzone pomniki, latarnie miejskie a nawet skrzynki pocztowe. I ten charakterystyczny zapach, gdy mijasz chmarę zgromadzoną nad okruchami kajzerki…

Gdy przeprowadziłam się do Sligo, nie było w nim żadnego wysokiego budynku, a co za tym idzie, nie było też gołębi. Bo gołębie kochają wysokość. Z czasem miasto zyskało kilka wyższych budowli, a wraz z nimi niewielką ilość znienawidzonych ptaków. Na wsi to już o gołębia trudno, kilka cukrówek lata po okolicy. Nie znaczy to, że nie mamy czego sprzątać. Mamy. Mamy żarłoczne mewy, które szczególnie upodobały sobie celowanie w okna połaciowe. Mewy tłoczą się zazwyczaj w porcie. Gdy rybacy przypływają z kutrami i robią selekcję połowu, mewy mają ucztę. Czasami jednak zapuszczają się w poszukiwaniu gniazd innych ptaków, a koło mnie mieszka cała kolonia kawek i gawronów. Wiecie jak dzielnie walczą w obronie swych gniazd. Wtedy już innego mewom nie pozostaje jak dobrać się do psiej miski. Naprawdę niczym nie pogardzą, dlatego tak wiele ich również żeruje przy nadbrzeżnych hotelach, wyjadając zawartość kubłów na śmieci.

pasta jarmuż 022

pasta jarmuż 023

Obserwuję sobie ptaki podczas gotowanie, bo skrzydła pozwalają im na dostanie się w pobliże okna. Płot udaje się sforsować tylko kotom, ślimaki i małe robaczki prześlizgną się pod spodem, a ptaki nie znają granic. Patrzę więc na małe, pocieszne rudziki, na wiecznie wystraszone sikorki, na zięby, pliszki, kawki, gawrony, sroki, kosy, cztery cukrówki i okazyjnie przylatujące mewy. Widzieliście kiedyś, jak zmyślnie małe ptaszki radzą sobie z rozłupaniem ziarna słonecznika? Albo jak bezczelnie mewy potrafią ukraść kanapkę nieopatrznie pozostawianą na stole na podwórku? A gawrony, którym zdarza się gratka złapać coś z grilla, gdy grillujący wolą jeść w domu?

Mnie się jeszcze marzy zobaczyć bociana połykającego żabkę, bo „żurawia połykającego żurawinę” mogę sobie wyobrazić… To mój mąż, który zasiadł do spaghetti z pesto z jarmużu. Zjadł, ale nakombinował się, jakby to przyprawić, żeby zabić smak zielska. Króliczce natomiast trzęsły się uszy i wciągnęła swoją porcję błyskawicznie. Jeszcze domagała się dokładki! Jarmuż albo się lubi, albo nie. Nic na siłę, przynajmniej jeśli nie jest się moim mężem..

pasta jarmuż 025

SPAGHETTI Z PESTO Z JARMUŻU

  • 40 g orzechów włoskich
  • 4 ząbki czosnku
  • skórka i sok z cytryny
  • 200 g jarmużu
  • 100 ml oliwy
  • 60 g parmezanu oraz odrobinę do przybrania
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • świeżo starta gałka muszkatołowa
  • 400 g spaghetti

Orzechy włoskie opiekamy ok. 6 minut w piekarniku nagrzanym do 180°C (alternatywnie możemy uprażyć na suchej patelni). Jarmuż myjemy i odcinamy liściom ogonki. Parmezan ścieramy na tarce.

Spaghetti gotujemy w osolonej wodzie wg. instrukcji na opakowaniu.

Orzechy włoskie miksujemy w malakserze wraz z obranym czosnkiem, skórką otartą z jednej cytryny oraz wyciśniętym z niej sokiem. Partiami dodajemy jarmuż i miksujemy, aż będzie drobno posiekany. Dodajemy sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Ciągle miksując, wlewamy stopniowo oliwę, aż uzyskamy gęsty sos. Przekładamy całość do dużej miski, dodajemy parmezan, a następnie całość mieszamy. Dolewamy ok. 50 ml wody, w której gotował się makaron do pesto, a następnie odsączamy spaghetti. Makaron mieszamy z pesto, posypujemy odrobiną sera i podajemy od razu.

pasta jarmuż 021
(wg „Easy Food” April 2016 z drobnymi zmianami)

 

Tarta rybaka z suszonymi pomidorkami

tarta rybaka 024

Była tarta na słodko, to musi być na słono. A że mamy piątek, to podajemy tradycyjną rybkę w nietradycyjny sposób. Chociaż w moim rodzinnym domu w piątek rządziło jajko sadzone przy obiedzie i nutella przy śniadaniu. Jednak mieszkając nad samiuśkim Atlantykiem, byłoby grzechem nie sięgać po ryby, toteż jemy je bardzo często. Na mojej mapie kulinarnych przysmaków ryby zajmują pierwsze miejsce wśród wszystkich mięs, mogę więc śmiało powiedzieć, że miejsce zamieszkania mi sprzyja.

Wczorajsza tarta kokosowa złapała mnie zdjęciem w gazecie, ale jak się okazało, zdjęcie niezupełnie odwzorowywało przepis, za to przepisowi na dzisiejszą tartę rybaka towarzyszyło jedno z najbrzydszych, najbardziej mdłych zdjęć kulinarnych jakie kiedykolwiek widziałam opublikowane. Źle skadrowane, źle ustawione światło, a balans bieli poszedł w zapomnienie. Po prostu pod każdym względem straszne, a sama potrawa na nim odpychająca. Zdjęcie nigdy nie powinno być czynnikiem decydującym o wyborze potrawy, ale jednak często nie da się przejść obojętnie obok wołającej ze zdjęcia tarcie: – Upiecz mnie! Zjedz mnie! Rozkoszuj się mym niebiańskim smakiem!

Mam właśnie ambiwalentne uczucia wobec książek kucharskich. Z jednej strony uwielbiam oglądać zdjęcia potraw, a z drugiej wiem, jakie triki stosują zawodowi fotografowie, więc lepiej nie widzieć idealnej wersji, niż później być rozczarowanym. Na szczęście w magazynach roi się też od kiepskich zdjęć, więc zdarza mi się pogłaskać samą siebie i powiedzieć, że wyszło mi sto razy lepiej niż w publikacji. I samo danie, i jego zdjęcie…

tarta rybaka 021

tarta rybaka 022

TARTA RYBAKA Z SUSZONYMI POMIDORKAMI

  • 1 arkusz ciasta francuskiego (320 g)
  • 6-8 łyżeczek pesto z suszonych pomidorków
  • 8 suszonych pomidorków
  • 2 porcje fileta z morszczuka (ok. 360 g)
  • 1 porcja fileta z łososia (ok. 180 g)
  • 200 g krewetek (obranych i ugotowanych)
  • 50 g sera cheddar typu vintage
  • świeżo zmielony pieprz
  • rukola do podania (lub ulubione warzywa)
  • listki bazylii lub oregano do przybrania (opcjonalnie)

Jeśli mamy mrożone ciasto i mrożone krewetki, odpowiednio wcześniej je rozmrażamy.

Jeśli mamy podwójny piekarnik – grill ustawiamy na wysoką temperaturę, a piekarnik ogólny na 170°C z termoobiegiem. Jeśli mamy jeden piekarnik zaczynamy od grilla, potem będziemy poczekać, aż temperatura w nim wyrówna do 170°C, zanim wstawimy tartę.

Ciasto rozwijamy, ostrym nożem rysujemy centymetrowy brzeg, uważając, by ciasta nie przeciąć zupełnie. Ciasto smarujemy pesto, ale tylko do granicy zaznaczonego brzegu.

Ryby układamy na blaszce do pieczenia skórą do dołu i wstawiamy na 3-4 minuty pod grzałkę grilla. Po wyjęciu odstawiamy na chwilę do przestudzenia, po czym oddzielamy mięso od skóry i rozdrabniamy na kawałki „na jeden kęs”. Mięso ryb układamy na tarcie. Suszone pomidorki kroimy i posypujemy nimi wierzch tarty. Pieprzymy i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170°C. Pieczemy 10 minut.

Ser ścieramy na drobnych oczkach tarki. Wyjmujemy tartę z piekarnika, dokładamy krewetki, posypujemy cheddarem i wstawiamy ponownie do piekarnika na 8 minut.

Tartę kroimy na porcje i podajemy z zieleniną i ewentualną resztką pesto. Każdą porcję przybieramy bazylią.

tarta rybaka 023

(wg „Easy Food” June/July 2015 z drobnymi zmianami)

Kokosowa tarta z truskawkami (bez glutenu i laktozy)

tarta kokosowa 022

Co roku zaskakuje mnie powiadomienie, że blog ma swoją rocznicę. Zaskakuje mnie, bo zwyczajnie nie pamiętam, ani nie przywiązuję wagi do tego wiekopomnego wydarzenia, jakim był dzień zarejestrowania bloga. Dopiero, kiedy stosowna laurka mi wyskakuje wśród powiadomień, przypominam sobie okoliczności narodzin Pocztówek z Irlandii.

Założyłam blog 4 lata temu z powodu urodzin Króliczki. Malutka skończyła wtedy 4 latka i osiągnęła stosowny wiek do rozpoczęcia edukacji szkolnej. Uświadomiłam sobie wówczas, że będę okropnie za nią tęsknić, gdy zacznie znikać na pół dnia za szkolną bramą. Remedium na tęsknotę miał być właśnie blog. Myślałam o jego założeniu już dużo wcześniej, ale właśnie tykający zegar, odmierzający bezlitośnie uciekający czas, stał się kroplą, która przelała miarę. Blog powstał, ale jego kolejne rocznice nie są szczególnie świętowane. Przygotowuję wtedy ciacho na urodziny Malutkiej, a na blogu mogę je jedynie opisać.

Króliczki urodziny przypadają na eksplozję sezonu truskawkowego, więc jej ciasta urodzinowe są tematycznie jednolite. Muszą być z truskawkami. Niestety prześladuje mnie pech i nigdy nie wychodzą mi idealne. Może być to ciasto, które piekę z sukcesem od lat, ale na urodziny Króliczki wyjdzie zakalec. Jak ma być czymkolwiek polane, to z pewnością ta polewa spłynie. Jeśli nadzienie ma stężeć, to z pewnością nie stężeje dokładnie i coś zacznie wyciekać przy krojeniu. Po prostu zawsze ma jakiś mankament. Czasami mam wrażenie, że albo nie lubią mnie truskawki, albo wisi nade mną jakaś klątwa.

W tym roku wybrałam dwa różne przepisy – jedno ciacho karmelowe z bananami, drugie kokosowe z truskawkami. Króliczka zadecydowała, że chce oczywiście z truskawkami. Przepis był ryzykowny, bo w kwestii ciast jestem konserwatywna. Mąka pszenna, jaja, cukier i masło. Dzisiejsze ciasto nie zawiera żadnego z tych 4 podstawowych składników, jest za to tłuszcz kokosowy, miód, orzechy, daktyle i płatki owsiane. Brzmi intrygująco, co nie?

tarta kokosowa 024

Orzechowy spód wyszedł bardzo dobry, ciasto ma ciekawą, bogatą konsystencję i bardzo dobrze formowało się nim brzegi. Niestety nadzienie nie stężało tak, jak powinno. Przypuszczam, że to wina mleka kokosowego, które było za cienkie. Po długim weekendzie wiejski sklep świecił pustkami, a najbardziej przetrzebione było stoisko z mlekiem w puszkach. Czyżby cała wieś gotowała curry z kurczaka z okazji wolnego poniedziałku?! Na zdjęciach nie widać dokładnie, ale nadzienie ma częściowo płynną postać, a spodziewałam się lepszego efektu. Być może nie powinnam się tego spodziewać, ale w oryginalnym przepisie nie ma o tym ani słowa (ale nie ma też słowa, by wylepić ciastem także brzegi formy, więc kto wie?), a na zdjęciu pokazana jest tylko nierozkrojona tarta. Na plus na pewno należy zaliczyć fakt, że łatwo się ją kroi i ciasto nie przywarło do blaszki, a do tego wyszła bardzo smaczna, choć smak może wydać się odrobinę dziwny dla kogoś, kto lubi mąkę, jajka, masło i cukier w każdym wypieku.

tarta kokosowa 023

KOKOSOWA TARTA Z TRUSKAWKAMI

(bez glutenu i laktozy)

Spód:

  • 150 g orzechów włoskich
  • 70 g płatków owsianych
  • 70 g mąki ryżowej
  • ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 łyżki oleju kokosowego oraz odrobina do natłuszczenia formy
  • 3 łyżki naturalnego miodu

Nadzienie:

  • 4 duże daktyle
  • 120 g oleju kokosowego (rozpuszczonego)
  • 250 ml mleka migdałowego
  • 200 ml mleka kokosowego (½ puszki)
  • skórka otarta z pomarańczy
  • 50 ml miodu
  • 1 łyżka ekstraktu z wanilii
  • szczypta soli

Dekoracja:

  • truskawki
  • wiórki kokosowe

Piekarnik nagrzewamy do 160°C (program z termoobiegiem). Odrobiną oleju kokosowego natłuszczamy okrągłą formę (najlepiej w wyjmowanym dnem) o średnicy 23-24 cm. Składniki na spód wsypujemy do malaksera i miksujemy, aż będziemy mieć w miarę zwarta i gładką masę. Wylepiamy nią dno oraz brzegi tortownicy i wstawiamy na 15-20 minut do piekarnika. Po wyjęciu odstawiamy do zupełnego ostudzenia.

Przygotowanie nadzienia zaczynamy od zmiksowania w malakserze na gładko daktyli wraz rozpuszczonym olejem kokosowym. Następnie do misy malaksera dokładamy pozostałe składniki i ponownie miksujemy na gładko. Przelewamy nadzienie do upieczonego spodu i wstawiamy na noc do lodówki. Przed podaniem dekorujemy truskawkami i wiórkami kokosowymi.

tarta kokosowa 021

(przepis wg „Easy Food” April 2016)

Falafele z ciecierzycy i batatów

falafel 022

Falafele, czyli wegetarianizm nie jest zły. Całkiem niedawno pokazałam Wam kotlety z marchewki, które są arcypyszne, ale też koszmarne w przygotowaniu. Napisałam wtedy, że jak ktoś chce spróbować gotować jak jarosz, ale w gruncie rzeczy szuka powodu, by się skutecznie zniechęcić, to jest to przepis idealny. Dzisiaj mam przepis idealny dla tych, którzy chcieliby uniknąć rozczarowania i ugotować prosty i pyszny wege obiad, który niczego nie udaje.

To ostatnie sformułowanie jest kluczem do sukcesu. Jarska dieta może być tak kolorowa, różnorodna, bogata w smaki i konsystencje, że potrawy w stylu sojowy schabowy zdają się być kiepskim żartem. Wystarczy sięgnąć do bogactwa kuchni, które tradycyjnie były kuchniami głównie bezmięsnymi – jak kuchnia indyjska czy egipska – by zanurzyć się w świat nieskończonej ilości przepisów i inspiracji. Paradoksalnie praktycznie każda tradycyjna kuchnia regionalna obfituje w dania bezmięsne, bo przez stulecia mięso bardzo rzadko trafiało na stół zwykłego zjadacza chleba. Właśnie dlatego stało się symbolem władzy i dobrobytu, a dopiero dzięki przemysłowej hodowli przestało być towarem dostępnym nielicznym.

Chociaż nie jestem jaroszem, bo nie pogardzę stekiem czy solidnym gulaszem, a za kaczką wprost przepadam, to jednak nie wyobrażam sobie codziennie wcinać mięso na obiad. Przesada w żadną stronę nie jest dobra, dlatego nawet zdeklarowanych mięsożerców warto czasem nakarmić wegetariańskimi daniami, a takie falafele naprawdę mogą zaskoczyć. Są pyszne, możecie mi wierzyć na słowo.

falafel 033

FALAFELE Z CIECIERZYCY I BATATÓW

  • ½ kg batatów
  • 1 puszka ciecierzycy (400 g)
  • 3 ząbki czosnku
  • 6 zielonych cebulek
  • 1 mała czerwona cebula
  • mały pęczek natki pietruszki
  • mały pęczek kolendry
  • sok z 1 cytryny
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 3 łyżeczki kminu rzymskiego całego
  • 2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
  • 2 łyżeczki mielonej kolendry
  • 1 łyżeczka papryki
  • szczypta pieprzu kajeńskiego
  • ½ łyżeczki pieprzu
  • szczypta soli
  • 2 łyżki ziaren sezamu

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Bataty myjemy i kroimy na kawałki (bez obierania). Układamy na blaszce i pieczemy przez 25 minut. Upieczone bataty przekładamy do dużej miski. Dodajemy odsączoną i opłukaną ciecierzycę, obrane ząbki czosnku, sok z cytryny oraz przyprawy: mielony kmin rzymski, mieloną kolendrę, paprykę, pieprz kajeński, sól, pieprz i sos sojowy. Całość blendujemy, uważając, by nie zostały większe kawałki.

Cebulę obieramy, zieloną cebulkę myjemy i odcinamy korzonki. Zieloną cebulkę, czerwoną cebulę oraz świeże zioła siekamy, dodajemy do masy na kotlety, dosypujemy ziarna kminu rzymskiego. Całość dokładnie mieszamy.

Formujemy 4 duże kotlety lub 8 mniejszych, obtaczamy w sezamie. Układamy na blaszce i pieczemy 15-20 minut, w połowie pieczenia obracamy kotlety. Podajemy z relishem pomidorowym lub paprykowym i sałatą. Do falafeli pasuje też hummus i chlebki pita.

falafel 021

(wg „Easy Food” April 2015)