Tagliatelle z sosem orzechowym (salsa di noci)

salsa-015

Kulinarnie Liguria słynie jako ojczyzna pesto. Pesto alla genovese dla rozmiłowanego w kulinariach Włocha oznacza świeżo przygotowany sos z prawdziwej (lokalnej) oliwy i liguryjskiej bazylii o drobnych liściach, a nie maziatą papkę ze słoika utrwaloną w najlepszym razie octem. W tym miejscu zgadzam się z konserwatywnymi smakoszami – pesto ze sklepu jest albo zupełnie bez smaku, albo… obrzydliwe. Tylko co zrobić, gdy wciąż za mało słońca, by cieszyć się bazylią?

Zastanowiło mnie, z czym też Liguryjczycy mieszają makaron poza bazyliowym sezonem… Łatwo się domyślić, że muszą mieć inne sosy, bo przecież nie wcinają makaronu na sucho. Sos orzechowy – salsa di noci – jest numerem dwa. Nie zrobił takiej kariery poza granicami kraju jak pesto, ale wcale nie znaczy, że jest mniej wart. Paradoksalnie łatwiej go odtworzyć na drugim końcu Europy, bo orzechom wszystko jedno jakie słońce je ogrzewa i jaki wiatr owiewa, a bazylię na pesto musi podmuchać wiatr od Morza Liguryjskiego i ogrzać słońce, które oświecało głowę Kolumba.

salsa-013

Oczywiście wcale nie rozchodzi się o bazylię. O orzechy też nie. Tylko o błagający o zjedzenie makaron zalegający w kuchennej szafce. Te tagliatelle akurat zielone (od dzikiego czosnku), a nudno zielone polewać zielonym. Dlatego tak bardzo było mi potrzeba innego sosu, który byłby równie prosty, równie smaczny i do tego oryginalny. Salsa di noci spełnia wszystkie te warunki, więc ze spokojnym sumieniem mogę zaopatrzyć się w kolejną paczkę makaronu…

salsa-016

TAGLIATELLE Z SALSA DI NOCI

  • 18 orzechów włoskich
  • 50 g orzeszków piniowych
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • 250 ml świeżej śmietany
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 3 łyżki świeżo startego parmezanu
  • 1 1/3łyżki masła
  • tagliatelle

Orzechy włoskie łuskamy, wyłuskane wkładamy do malaksera wraz z orzeszkami piniowymi. Obieramy ząbek czosnku i wraz z natką pietruszki dodajemy do orzechów. Całość miksujemy – orzechy mają być drobno posiekane, ale nie zamienione w pastę. Przekładamy do miski, wlewamy pomału śmietanę, ciągle mieszając. Doprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy.

Tagliatelle gotujemy al dente wg instrukcji na opakowaniu. Ugotowane odcedzamy. Do garnka z makaronem wkładamy parmezan, masło i wlewamy sos.  Garnek ustawiamy na bardzo małym ogniu i całość mieszamy, gotując chwilę, aż sos się zagrzeje,  a ser i masło rozpuszczą. Serwujemy na podgrzanych talerzach.

salsa-012
(przepis wg Culinaria Italy z moimi niewielkimi zmianami)

 

Udziec jagnięcy w czerwonym winie (wolno pieczony)

baran-015

Jak uczcić urodziny Męża? Solidną porcją mięsa! Udziec jagnięcy robi wrażenie, ale przygotowanie go jest wyjątkowo proste i nie zajmuje wiele czasu. Właściwie piecze się sam, bo nie trzeba go podlewać, obracać, zmieniać temperatury. Im dłużej będzie się piekł – a właściwie piekł, dusił i gotował równocześnie – tym bardziej będzie się rozpływał w ustach.

Kupiłam trochę ponad 2 kilogramy udźca (z kością), w piekarniku trzymałam nieco ponad 3 godziny – tyle wystarczy, by mieć mięciutkie, soczyste mięso, ale nie rozpadające się, więc dające się pokroić w plastry. Ważne jest, aby mięso leżało zanurzone w płynie, a nie sterczało do góry (a mało kto ma tak duże naczynia i odpowiednio duży piekarnik) – dlatego warto poprosić jeszcze w sklepie, by rzeźnik przeciął koniec kości, tak by ten koniec dało się ułożyć wzdłuż udźca. Oczywiście można zrobić to samemu w domu, jeśli posiada się… piłę. Mnie zdarzyło się już kiedyś angażować Męża w piłowanie, ale wierzcie mi, że piła do drewna słabo się nadaje do tego celu, bo jej brzeszczot ma zupełnie inny kształt zębów niż piła masarska, dlatego zawsze proszę o przecięcie tej kości lub kupuję mniejszy – ok. 1 kg – kawałek z górnej części udźca.

baran-011

Pieczenie jagnięciny na wolnym ogniu rozpoczynamy od… dużego ognia. Tym razem po prostu obsmażyłam mięso z każdej strony przed włożeniem do piekarnika, ale można wpierw piec w wysokiej temperaturze przez ok. ½ h (jak w tym przepisie), a następnie zmniejszyć temperaturę i rozpocząć proces wolnego gotowania.

Ponieważ jagnięcina jest tłustym mięsem, dobrze jest do niej podać sporą porcję surówki. Zrównoważy ona „ciężkość” mięsa, a także uatrakcyjni potrawę na talerzu. Po tak solidnym obiedzie przyda się… filiżanka naparu z mięty pieprzowej.

baran-017

UDZIEC JAGNIĘCY

  • 1 udziec jagnięcy (2 – 2 ½ kg)
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 3 łyżki oliwy
  • 4 cebule
  • 100 ml czerwonego wina
  • 200 ml bulionu wołowego
  • garść gałązek tymianku

Piekarnik nagrzewamy do 140°C (program z termoobiegiem). Cebulę obieramy i kroimy w cienkie plastry. Ręcznikiem kuchennym osuszamy udziec, a następnie nacieramy solą i pieprzem.

W dużym naczyniu do casserole rozgrzewamy oliwę i wkładamy udziec. Obsmażamy z wierzchu przez 8-10 minut, obracając kilka razy. Gdy zbrązowieje z każdej strony, przekładamy na talerz, a do naczynia wkładamy pokrojone cebule. Cebulę smażymy na średnim ogniu ok. 10 minut, aż zmięknie i nabierze koloru. Dodajemy tymianek i gotujemy jeszcze 2 minuty.

Wkładamy ponownie do naczynia mięso (układamy na cebuli ), wlewamy wino i wywar wołowy, szczelnie przykrywamy (jeśli folią, to dość ciasno) i wstawiamy do piekarnika na 3-3 ½ h. Podajemy z kluskami lub purée z ziemniaków, z cebulą z pieczenia i ulubioną surówką.

baran-014

(wg „Easy Food” February 2016)

Chowder – wyspiarska zupa rybna

chowder-007

Pierwszą irlandzką potrawą jaką poznałam po przyjeździe do Irlandii był właśnie chowder. O ile pierwszym poznanym produktem (poza oczywiście Guinnessem, Baileysem i whiskey, z których jest znana Irlandia na całym świecie) były śmierdzące irlandzkie kiełbaski, których najgorszy sort z zapałem co drugi dzień smażył nasz ówczesny współlokator na śniadanie, lunch i obiad (co miał się rozdrabniać…), o tyle pierwszym całościowym daniem był właśnie chowder.

Nie miałam go jeść, miałam go nalewać klientom coffee shopu, którzy przyszli na lunch. Niby prosta sprawa, a jednak… Restauracyjna chochla to narzędzie w rozmiarze XXL, które z powodzeniem posłużyłoby każdej wiedźmie, a miska na zupę jest w rozmiarze XS, niewiele większa niż duża filiżanka. Chowder był w piątki i w każdy piątek wracałam do domu z oparzoną rękę od tej przeklętej zupy. Zajęło mi kilka tygodni, nim wymyśliłam własny sposób celowania wiadrem w naparstek bez oblewania się wrzątkiem, ale uraz do zupy rybnej pozostał.

Cicha skarga Męża polega na zamawianiu chowdera przy każdej możliwej okazji; służbowy lunch czy kolacja „na mieście” – nie ma znaczenia, jeśli tylko w karcie jest chowder, to każe sobie go podać. Trzeci tydzień lutego jest w naszym domu tygodniem świętowania, akurat wypadają walentynki, a kilka dni po nich urodziny Męża. Chciałam mu zrobić niespodziankę, więc ugotowałam mu jedno z jego ulubionych dań kuchni irlandzkiej. Kazał mi napisać, że to najlepszy chowder, jaki jadł, i że rekomenduje go każdemu, kto lubi dobrze zjeść.

Sekret smaku tkwi w różnorodności i w proporcjach. Chociaż jest to bardzo prosta wersja, to ilość i jakość ryb podnosi wartość dania. Spróbujcie koniecznie, a raz na zawsze zmienicie zdanie na temat kuchni wyspiarzy.

chowder-008

CHOWDER

  • 350 g ryb morskich w kawałkach (u mnie łosoś, łupacz i wędzony dorsz)
  • 280 g obranych i ugotowanych krewetek
  • 500 ml wywaru rybnego
  • 300 ml mleka
  • 4 łyżki świeżej śmietany
  • 1 duża cebula
  • 1 mały por
  • 220 g ziemniaków (w sezonie młodych)
  • 120 g surowego boczku
  • 1 łyżka oleju
  • 1 łyżka mąki
  • chili, słodka papryka, pieprz i ewentualnie sól
  • natka pietruszki i chleb do podania

Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, por myjemy i kroimy w plasterki, boczek również kroimy w kostkę. W sporym rondlu rozgrzewamy olej na średnim ogniu, wrzucamy cebulę, por i boczek, które smażymy ok. 8-10 minut, aż zmiękną. Wsypujemy łyżkę mąki i mieszamy.

Wlewamy wywar rybny i podgrzewamy, aż zacznie się delikatnie gotować. Ziemniaki myjemy i kroimy w kostkę. Dodajemy do zupy, gdy wywar zacznie się gotować, przykrywamy i gotujemy ok. 12 minut. Przyprawiamy chili, papryką i pieprzem. Wlewamy mleko, mieszamy. Dodajemy pokrojone na kawałki ryby, mieszamy i gotujemy kilka minut (aż ryby będą ugotowane).

Na koniec wrzucamy krewetki (jeśli były mrożone, musimy je wcześniej rozmrozić). Wlewamy śmietanę, mieszamy i gotujemy jeszcze 1-2 minuty. Sprawdzamy smak, rozlewamy do talerzy, dekorujemy posiekaną natką pietruszki i podajemy z pieczywem.

(przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” March 2016)


Jedzmy ryby!

Jabłkowy Eton Mess

apple-mess-005

Przetwórnia jabłek, a nie kuchnia. Z nieznanych powodów – no dobra, znanych, ale nie ma się czym chwalić… – zalegają nam jabłka. Pojawiają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, żeby następnie machać swoimi ogonkami z prośbą o zjedzenie. Po pewnym czasie to już jest jak w wierszyku, gdzie Powiada robaczek: I dziadek, i babka, /I ojciec, i matka jadali wciąż jabłka, /A ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta!

Kiedy już nikt, ale to absolutnie nikt nie chce zjeść ani jednego więcej rumianego jabłuszka, wtedy odsyłane są do kuchni. I tak jak dla robaczka podróż po befsztyczek, tak i dla domowników niechęć do surowych jabłek kończy się posiłkiem z przetworzonym jabłkiem: Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami, /Duszone są jabłka, pieczone są jabłka /I z jabłek szarlotka, i kompot, i babka!

Jak nie placki z jabłkami, to pieczeń z jabłkami, jak nie ciasto z jabłkami, to chutney jabłkowy, jak nie chipsy z jabłek, to jabłkowy Eton mess… Ten ostatni ma na wierzchu jabłkowy chipsik z wyciętym serduszkiem, w końcu wczoraj były walentynki…

apple-mess-006

JABŁKOWY ETON MESS

  • 5-6 jabłek
  • 250 ml świeżej śmietany (lub kremówki)
  • 1 łyżka brązowego cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 8 łyżek syropu klonowego
  • 10 ciasteczek imbirowych (ginger nuts)

Dekoracja (opcjonalnie):

Piekarnik nagrzewamy do 160°C (z termoobiegiem), małą blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Z 4 jabłek wycinamy z samego środka duże plastry (najładniej wyglądają z ogonkiem). Z każdego plastra małą foremką w kształcie serduszka wycinamy środek z gniazdem nasiennym. Plasterki układamy na blaszce, wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20 minut.

Deser:

Wszystkie jabłka (łącznie z tymi, z których wycięliśmy po plastrze) obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. Wkładamy do rondla, zasypujemy cukrem i cynamonem, mieszamy i gotujemy na małym ogniu, aż zmiękną. Odstawiamy, by nieco ostygły.

Ciasteczka wkładamy do woreczka i przy pomocy wałka kruszymy je. Śmietanę ubijamy na sztywno. W wysokich szklankach (pucharkach lub innych dekoracyjnych naczyniach) układamy warstwami jabłka, zalewając  je syropem klonowym, zasypując ciastkami i przykrywając czapą bitej śmietany. Układamy tak, by każdą porcję wieńczyła bita śmietana, na której umieszczamy upieczony plasterek jabłka.

apple-mess-004

(wg Woman’s Way Cookbook, Autumn 2015 – z moimi zmianami)

Walentynki 2017 - Czym To się je?

Tiramisu

tiramisu-004

Tiramisu to nasz ulubiony deser. Pod każdym względem doskonały. Aksamitny, słodki i gorzki jednocześnie, skomponowany, by dodawać skrzydeł. Idealny o każdej porze dnia, pasuje do każdej pory roku. Do tego bajecznie prosty i szybki w przygotowaniu. Czego chcieć więcej?

Do tiramisu trzeba użyć najlepszych produktów – musi być prawdziwy serek mascarpone, świeże żółtka, oryginalne ciasteczka savoiardi z Włoch lub upieczone w domu, jeśli śmietana to śmietana, a nie miks maślanki z olejem palmowym, prawdziwa kawa, za to alkohol (wbrew mitom) możecie wybrać, jaki tylko chcecie. Nie musi być to amaretto, spokojnie możecie dodać whiskey lub ulubiony likier. Ja wlałam Baileysa – zawsze jest u nas butelka… Wierzch posypałam wiórkami gorzkiej, 81-procentowej czekolady, bo nie umiałam znaleźć kakao w wiejskim sklepie. Dzisiaj miałam więcej czasu i zrobiłam porządny przegląd półek w sklepie – jest dostępne, ale stoi w rogu, na najniższej półce, przysłonięte stojakiem ze… skarpetkami.

Dzisiaj są walentynki, ale nie proponuję Wam tiramisu z okazji walentynek. Proponuję Wam tiramisu, byście mieli walentynki każdego dnia, za każdym razem, gdy nałożycie sobie solidną porcję na talerz. Efekt murowany, na pewno zakochacie się… w najwspanialszym deserze świata.

tiramisu-006

TIRAMISU

  • 2 opakowania serka mascarpone (250 g każde)
  • 4 żółtka
  • 200 ml kremówki
  • 5 łyżek cukru
  • ok. 24 ciastek savoiardi (200 g)
  • 2 filiżanki mocnej kawy
  • kilka łyżek likieru (wg uznania)
  • kakao lub gorzka czekolada do posypania

Kremówkę ubijamy z łyżką cukru na sztywno, dodajemy żółtka i pozostały cukier, ubijamy ręcznym mikserem na najwyższych obrotach, aż składniki się połączą i uzyskają kremową konsystencję. Mascarpone dodajemy po łyżce i mieszamy mikserem na niskich obrotach.

Ostudzoną kawę mieszamy z likierem w płaskim naczyniu. Po kolei zanurzamy połowę ciastek na ułamek sekundy, obracając – nie mogą zupełnie nasiąknąć kawą. Układamy ciasteczka jedno obok drugiego w szklanym naczyniu (22 cm x 22 cm). Na wierzch wykładamy połowę kremu, rozsmarowujemy. Pozostałe ciasteczka nasączamy tak samo kawą z likierem, układamy na warstwie kremu, na wierzch wykładamy pozostały krem. Schładzamy ok. 2 h w lodówce. Przed podaniem posypujemy przesianym kakao lub wiórkami gorzkiej czekolady.

tiramisu-005

(przepis wg Culinaria Italy)

Walentynki 2017 - Czym To się je?

Dhal z soczewicy z jarmużem i szpinakiem

dhal-003

Czy wiecie, że soczewica jest jedną z najstarszych roślin uprawnych? Na terenie dzisiejszej Polski uprawiano ją już w okresie neolitu. Pewnie też nie wiecie, że jest jednym z najbardziej pożywnych produktów spożywczych? A to właśnie na soczewicy opierała się dieta starożytnych Egipcjan, Greków a później Rzymian! Soczewica zaczęła znikać z codziennego menu wraz ze zwiększaniem się konsumpcji mięsa – do tego stopnia, że sama znałam ją przede wszystkim jako roślinę… biblijną, za miskę której Ezaw sprzedał pierworództwo.

Ta miska soczewicy krąży sobie w literaturze razem z innymi biblijnymi frazeologizmami, ale wciąż ciężko jej trafić do jadłospisu przeciętnej rodziny. Nie trzeba być wegetarianinem, żeby się nią zajadać – do pierogów z soczewicą czy do aromatycznego dhala przekonał się nawet mój mięsożerca. Nie tylko się przekonał, był wręcz zdziwiony, dlaczego tego nie jadamy, skoro to takie dobre. Jak tak dalej pójdzie, może wkrótce na pytanie o obiad, nie będzie oczekiwał nazwy rodzaju mięsa jako odpowiedzi…

Spróbujcie, jeśli dotychczas omijaliście soczewicę w sklepie, na pewno nie pożałujecie. Żebyście nie zapomnieli, co macie kupić – fragmenty dwóch wierszy Tadeusza Nowaka w wykonaniu Marka Grechuty. „Droga za widnokres” to moja ulubiona płyta Grechuty i jedna z niewielu płyt, która podoba mi się od pierwszego do ostatniego dźwięku. Znalazłam ją dawno temu wśród kompaktów w fonotece mojej Babci i tak została ze mną na zawsze…

dhal-004

DHAL Z SOCZEWICY Z JARMUŻEM I SZPINAKIEM

  • 300 g czerwonej soczewicy
  • 1 łyżka kminu rzymskiego
  • 1 łyżka kurkumy
  • 1 łyżeczka gorczycy
  • ½ łyżeczki chili
  • 1 łyżka oleju
  • 1 cebula
  • 4 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru (ok. 3 cm)
  • 2 łyżki pasty pomidorowej
  • 1 puszka pomidorów (400 g)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 200 ml wywaru warzywnego
  • 50 g szpinaku
  • 50 g jarmużu
  • chlebki naan do podania

Soczewicę płuczemy, odsączamy i wsypujemy do rondla. Zalewamy wodą, zagotowujemy – gotujemy przez 5 minut, a następnie odsączamy na sitku.

Obieramy i kroimy cebulę, obieramy i siekamy czosnek (lub rozgniatamy). Obieramy imbir i ścieramy go na tarce. Na suchej, głębokiej patelni lub w sporym rondlu prażymy na średnim ogniu przyprawy: kmin, gorczycę, kurkumę i chili – niecałą minutę, aż ziarna gorczycy zaczną „pykać”. Wlewamy olej, wrzucamy cebulę i gotujemy, mieszając, przez 2-3 minuty. Dodajemy czosnek i imbir, gotujemy jeszcze minutę.

Wlewamy pomidory z puszki, dodajemy purée z pomidorów, cukier, odsączoną soczewicę i zalewamy wywarem z warzyw. Gotujemy na małym ogniu ok. 15 minut, mieszając od czasu do czasu. Jeśli za bardzo zgęstnieje, dolewamy odrobinę wody lub wywaru.

Myjemy i osuszamy liście szpinaku i jarmużu. Małe wrzucamy w całości do potrawy, duże pozbawiamy ogonków i siekamy przed dodaniem do potrawy. Całość mieszamy. Podajemy z chlebkami naan.

(przepis wg „Easy Food” September 2015)


Nasiona roślin strączkowych na talerzu

Kokosanki

kokosanki-015

Nie lubię określenia słaba płeć. Nawet bardzo nie lubię. Jednak są takie dni w miesiącu, że muszę przyznać, że kobiecość bywa uciążliwa. Kiedy od rana kręci mi się w głowie, szumi w uszach, żołądek przewraca się z lewej na prawą stronę, a dolne partie ciała zdają się być rozrywane obcęgami, wtedy mam ochotę zmienić płeć i zostać mężczyzną.

Facetem jednak nie zostanę… chyba tylko dlatego, że moje maluchy chcą mieć mamę-kobietę. Taką z długimi włosami do ciągnięcia za nie, z szerokimi biodrami, na których się wygodnie siedzi okrakiem, z miękkimi częściami, które służą za poduszkę. Taką wielofunkcyjną, zawsze pod ręką, z baterią ładowaną przez przytulanie. Mamę, która w najbardziej parszywy dzień miesiąca kombinuje, czym zrobić przyjemność dziecku. W tym wypadku Króliczce, która wczoraj doprowadziła mnie do szewskiej pasji, a jak dziś rano na nią spojrzałam, to pomyślałam, że jest milion razy fajniejszym dzieckiem, niż ja byłam.

Zrobiłam jej kokosanki. Specjalnie dla niej. I teraz muszę się jej zapytać, czy mogę sobie jedną wziąć, bo przecież nie są moje.

kokosanki-011

KOKOSANKI

  • 170 g wiórków kokosowych
  • białka z 4 jaj
  • 100 g cukru
  • ¼ łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160°C (z termoobiegiem). 100 g wiórków kokosowych wysypujemy na blaszkę z rantem i wstawiamy do piekarnika na 1-2 minuty, wyjmujemy, jak tylko wiórki zaczną się brązowić. Odstawiamy, żeby ostygły.

Białka wlewamy do sporej miski, dodajemy cukier, sól i ekstrakt z wanilii. Mieszamy trzepaczką, aż wszystkie składniki się połączą, a białka zaczną się pienić. Wsypujemy ostudzone wiórki, mieszamy, a następnie stopniowo dosypujemy pozostałe wiórki kokosowe, aż uzyskamy miksturę wystarczająco gęstą, by dało się z niej ulepić kulki.

Dużą blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Zwilżamy ręce, żeby mikstura nie przyklejała się zbytnio do dłoni, formujemy kulki i układamy je na blaszce, zostawiając między nimi spore odstępy. Wstawiamy do piekarnika na ok. 15 minut.

Po wyjęciu odstawiamy na 5 minut, po czym wraz z papierem przekładamy na kratkę i pozostawiamy do zupełnego ostygnięcia.

kokosanki-013