Domowe masło śmietankowe

masło 025

Dobiegający końca maj okazał się bardzo intensywnym miesiącem. W którymś z ostatnich wpisów wspominałam, że zostaję słomianą wdową na cały tydzień, zaraz potem Króliczka miała komunię, na którą przylecieli goście z kraju, ledwo się spakowali rozłożył mnie jakiś paskudny wirus, a gdy tylko się z niego wygrzebałam, Królisia zaangażowała mnie w zdobywanie odznaki Science Investigator.

O komunii po irlandzku może uda mi się jeszcze napisać – a może nie, bo o chrzcie po irlandzku też miałam opowiedzieć, a jakoś czas płynie… Niczego nie chcę obiecywać, żeby nie czuć presji, szczególnie, że czerwiec zapowiada się równie intensywnie jak maj…

Natomiast opowiem Wam o odznace dla młodego naukowca. Malutka kontynuuje swoją karierę w Irish Girl Guides, pożegnała już Ladybirds i obecnie jest w grupie Brownies – mundurek z czerwonego zmienił się na żółty, a wraz ze zmianą barw drużynowych przyszły nowe wyzwania. Cel – zdobycie odznaki Naukowca – Malutka wybrała sobie sama, a żeby go osiągnąć musiała wykonać 4 zadania spośród kilkunastu propozycji. Badała więc przydatność powietrza jako siły napędowej dla transportu, ciężkość lodu, pisanie tajnych wiadomości niewidocznym atramentem oraz zrobiła masło ze śmietany.

Produkcja masła jest banalnie prosta, ale wymaga cierpliwości, nawet jeśli zamiast tradycyjnej maselnicy używa się miksera. Cierpliwość to cecha, która jest absolutnie obca mojej córce, więc można śmiało przypuszczać, że naukowcem jednak nie zostanie… Jak tradycyjnie produkuje się masło opowiada Hannah w filmie poniżej – trafiłam na ten kanał na you tube’ie przypadkiem, kiedy leżałam z zapchanym nosem, i podbił moje serce. Ciekawych rzeczy można się dowiedzieć, a do tego oprawa historyczno-artystyczna dodatkowo działa na wyobraźnię.

Ubijanie maselnicą zostawiam jednak pracownikom żywych skansenów, a we własnej kuchni sięgnęłam po mikser, żeby zrobić masło ze śmietany. Najważniesze to kupić prawdziwą śmietanę – nie może to być miks olejów roślinnych. Musi być to świeża, tłusta (przynajmniej 36%) śmietana (kremówka) – bez dodatków, polepszaczy, stabilizatorów itd. Poza tym potrzebujemy sitko, 3 czyste miski (używam szklanych), lodowata woda i ewentualnie sól – jeśli lubicie solone masło.

masło 026

DOMOWE MASŁO ŚMIETANKOWE

  • 500 ml świeżej śmietanki (36% tłuszczu lub więcej)
  • ewentualnie sól
  • lodowata woda

Śmietanę wlewamy do miski. Ubijamy mikserem na wolnych obrotach tak długo, aż oddzieli nam się tłuszcz, czyli powstanie masło i maślanka. Wygląda to tak, że najpierw ubija nam się śmietanka na sztywną, dalej ją przebijamy i powstają okruchy, ubijamy ją nadal mikserem, więc wkrótce pojawi się odseparowany tłuszcz (masło), ubijamy dalej, aż zupełnie odzieli się tłuszcz (zrobi się jedna masa, „duża gruda” masła, zanurzona w maślance). Wtedy wyjmujemy powstałe masło i układamy je na sitku nad miską, aby dobrze obciekło.

Następnie jeszcze raz masło miksujemy, aby uwolnić resztki maślanki. Zanurzamy masło (i ręce) w lodowatej wodzie, a następnie ugniatamy masło, by wypłynęła resztka maślanki. Czynność kilka razy powtarzamy (za każdym razem wymieniając wodę). Pamiętajmy, żeby mieć zimne dłonie w trakcie ugniatania masła.

Jeżeli chcemy masło posolić, robimy to w tym momencie – posypujemy solą i ugniatamy (ok. ¼ łyżeczki soli na 120 g masła). Możemy dołożyć też inne dodatki smakowe (np. pietruszkę, bazylię lub przeciśnięty przez praskę czosnek).

Gotowe masło formujemy w osełkę, zawijamy w papier do pieczenia i przechowujemy w lodówce – niesolone przez tydzień, solone do miesiąca.

masło 023

Burgery z marchewki, cukinii i halloumi z dressingiem z tahini

burgery 021

… czyli jak nie zostać jaroszem!

Są pyszne, są sycące, są kolorowe. Wyglądają tak zachęcająco, że naprawdę chce się je zrobić. Ale ich produkcja to droga przez mękę. Bieg surwiwalowy przez bagna i chaszcze. Pot, brud i łzy.

Dosłownie, bo burgery zyskują swoją formę dopiero po odwróceniu ich na patelni. Wcześniej po prostu się nie zlepią na tyle mocno, by móc je byle jak przełożyć. Ale zanim w ogóle położycie je na patelnię, trzeba je mniej więcej uformować, odciskając sok, który zabarwi wam dłonie na pomarańczowo. Położone na patelni trzeba pilnować, żeby się nie rozpadły, no a potem trzeba je obrócić, przytrzymując drugą ręką, a przy tym uważać, żeby się nie oparzyć. O sprzątaniu nie wspominam, bo to kwestia indywidualna – u mnie dla przykładu zawsze jest pobojowisko…

Jeśli więc krąży wam myśl o wegetarianizmie, ale raczej szukacie pretekstu, by tę myśl odegnać precz, to jest to przepis dla was. Co prawda niebo w gębie, ale życia nie starczy, by się tak mordować. Jeśli jednak potrzebujecie pretekstu w drugą stronę, to kupcie sobie kaczkę w Lidlu – 45 minut wyskubywania resztek piór skutecznie zohydzi wam obiad.

Do odważnych świat należy, toteż nie wątpię, że znajdą się amatorzy marchewkowych burgerów. Kto wie, może nawet znajdziecie jakiś patent na ułatwienie sobie pracy. Ja nawet zastanawiałam się nad użyciem okrągłych foremek, żeby utrzymać masę w jednym miejscu na patelni. Ostatecznie uznałam, że dam radę, w końcu nie takie przygody w kuchni miałam. Ogumienie z piekarnika mi na przykład opadło na rękę, gdy wyjmowałam muffiny – blizny już praktycznie nie widać. Wybuch puszki mleka skondensowanego to było coś, chociaż wtedy to nie była moja puszka. Wiec „sypkie” burgery, to już naprawdę lekki kaliber kuchenny.

A dressing z tahini możecie zrobić sobie i bez burgerów. Będzie idealny do wszystkiego, co zawiera marchewkę.

burgery 024

burgery 023

BURGERY Z MARCHEWKI, CUKINII I HALLOUMI  Z DRESSINGIEM Z TAHINI

Dressing:

  • 120 ml jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki tahini
  • 2 łyżki soku z limonki
  • 1 łyżeczka syropu klonowego
  • szczypta soli

Burgery:

  • 200 g halloumi
  • 1 duża marchewka
  • 1 mała cukinia
  • kilka gałązek świeżej mięty lub kolendry
  • sezam

oraz:

  • dobre, chrupiące bułki
  • mieszanka sałat
  • czerwona kapusta ze słoika
  • awokado

Wszystkie składniki dressingu mieszamy ze sobą.

Marchewkę i cukinię obieramy i razem z serem ścieramy na dużych oczkach. Z gałązek mięty lub kolendry odrywamy liski i drobno siekamy. Marchewkę, cukinię, halloumi i miętę mieszamy w misce, a następnie formujemy 6 kotlecików. Obtaczamy każdy w sezamie.

Rozgrzewamy patelnię (odpowiednią do smażenia bez tłuszczu), smażymy kotleciki z obu stron. Bułki rozcinamy, spody smarujemy dressingiem, układamy na nich liście sałaty, na to plasterki awokado, na nich kotleciki marchewkowe, na nich kapustę czerwoną i przykrywamy wierzchami bułek. Podajemy z pozostałym dressingiem.

burgery 022

(przepis wg „Good Food” April 2016)

Twarożek ziołowy, czyli co zrobić z rzeżuchą po świętach

twarozek 027

Taka „trawka” z rzeżuchy to piękny akcent na wielkanocnym stole. Może być posiana praktycznie w każdym naczyniu, więc pasuje do niemal każdej koncepcji dekoracyjnej. Pięknie wyglądają ułożone wokół niej (lub bezpośrednio na niej) jajka, które na takim tle nie potrzebują być zdobione. Baranek wielkanocny również zyska wiosenną oprawę, gdy będzie „pasł się” na rzeżuchowym pastwisku. Można wykorzystać ją wraz z innymi ziołami w małych doniczkach jako jadalną ozdobę stołu, którą można skubać w trakcie posiłku! Niestety często zapominamy ją zjeść – nie wszyscy lubią ostry smak rzeżuchy, a czasem po prostu brakuje nam pomysłu na jej wykorzystanie.

Wydaje mi się, że pomysłów zrodziłoby się wiele, gdyby każdy posiadacz rzeżuchowej rabatki zobaczył w niej kiełki. Kiełki już wiele lat temu zagościły w naszych kuchniach i choć szał na nie nieco minął, w wielu domach stały się oczywistym składnikiem codziennych dań. Rzeżuchę można więc dodać wszędzie tam, gdzie dodajemy kiełki lucerny czy brokułu. Jeśli posiadamy jej całe pole, to nawet można zrobić z niej zupę rzeżuchową (przepis znajdziecie w numerze wiosennym „Maszketów” sprzed dwóch lat). Resztkę mojej rzeżuchy zużyłam wraz z koperkiem i szczypiorkiem do zrobieni pysznego, wiosennego twarożku do chleba. Trochę oldschoolowo, ale dla mnie to wspomnienie dzieciństwa.

twarozek 021

TWAROŻEK ZIOŁOWY

  • twarożek (opakowanie 250 g)
  • ½ pęczka koperku
  • ½ pęczka szczypiorku
  • duża garść rzeżuchy
  • świeżo zmielony pieprz kolorowy
  • sól

Zioła siekamy, mieszamy z twarożkiem. Przyprawiamy do smaku solą i pieprzem. Podajemy jako pasta do chleba albo jako dodatek do wędlin lub wędzonego łososia.

twarozek 029

Central Park Bagel

cp bagel 12

Z bajglami to jest ciekawa historia. Każdy, kto bywał w Krakowie, pamięta uliczne kramarki sprzedające bajgle. Przy dworcu kolejowym, prosto z plastikowych skrzynek, w których po bajglach, gdy nikt akurat ich nie odpędzał, skakały gołębie. Zawsze mnie zawstydzało, że tradycyjny krakowski wypiek sprzedaje się w tak odrażający sposób. Nic dziwnego, że mało kto na świecie kojarzy bajgle z Krakowem. Bajgiel to Nowy Jork.

Chociaż do Nowego Jorku bajgle przywędrowały z Europy, a dokładnie wraz krakowskim  Żydami, to jednak świat podbiły jako produkt nowojorski. Sprzedawane w różnych rozmiarach, odmianach, z dodatkami lub bez, jedzone świeże lub opieczone, nadziane absolutnie wszystkim, o czym dusza zamarzy, stały się symbolem Nowego Jorku. W takiej formie podbiły też moje podniebienie, nie jako sucha bułka z krakowskiego rynku, ale jako kanapka pełna pyszności z bajgielowego baru w nowojorskim stylu, których sporo tutaj, w Irlandii.

Samo miasto też jest ikoną – zauważcie, że obok Londynu i Paryża, jest najpopularniejszym miastem-motywem dekoracyjnym.  Miasto występuje też jako tło dla filmowych historii, a jednym z najczęściej „grających” miejsc jest Central Park. Moja mama na pewno wskazałaby „Love Story”, mój mąż „Muppety na Manhattanie” a ja „Hair” jako najlepszy film z Central Parkiem w tle.

W takie wiosenny dzień jak dziś przyjemnie by było wziąć na wynos bajgle z jedno z licznych na Manhattanie bagel barów, rozsiąść się na The Great Lawn, gdzieś w pobliżu Metropolitan Museum of Art, wystawić twarz do słońca i chłonąć atmosferę miasta, o którym Alicia Keys śpiewa, że w nim wszystko można. Póki co, na wycieczkę do Stanów się nie zanosi, ale bajgle smakują tak samo dobrze po tej stronie Atlantyku, a słońce świeci dziś nawet w Irlandii.

cp bagel 11

CENTRAL PARK BAGEL

  • wieloziarniste bajgle
  • sałata
  • majonez
  • pomidory
  • usmażona lub gotowana na parze pierś z kurczaka (resztki z poprzedniego dnia nadają się idealnie)
  • boczek
  • sól
  • pieprz

Boczek kroimy w cienkie plastry i smażymy na patelni (do smażenia bez tłuszczu) na chrupko. Kurczaka kroimy w plasterki. Sałatę i pomidory myjemy. Pomidory kroimy w plastry. Bułki rozkrawamy na pół i wrzucamy do tostera (lub grillujemy w piekarniku na najwyższej półce).

Spód bułki smarujemy majonezem, układamy sałatę, pomidory, przyprawiamy solą i pieprzem. Na wierzchu układamy kurczaka i boczek, przykrywamy drugą częścią bułki.


Kuchnia Ameryki Północnej 2017

“Hummus” z czarnej fasoli (oraz wrapy z tym hummusem)

hummus-z-fasoli-016

Jeśli czytaliście poprzedni wpis, wiecie, że trafiłam na wyjątkową puszkę czarnej fasoli. Nie dość, że była to ekologiczna fasola w samej wodzie (bez soli!), to jeszcze trafiła mi się podwójna porcja. Po otwarciu okazało się, że puszka jest napchana po same brzegi, a fasola tak ubita, że nie tylko nie było co odsączać, ale też ledwo udało się ją wydłubać z puszki. Łyżka mi się zaczęła wyginać, więc wyskrobałam fasolę widelcem. Nie byłabym sobą, gdybym nie zważyła zawartości. Okazało się, że mam całe 480 g fasoli, choć puszka teoretycznie miała zawierać 400 g fasoli wraz z zalewą, a bez zalewy to jedynie 230 g. Czyli miałam bonusowo drugą porcję. Niestety po wydłubaniu jej z opakowania nie prezentowała się zbyt elegancko, bo zamieniła się w breję.

Mąż chciał od razu wyrzucić całą zawartość, ale solennie obiecałam zużyć całość w ciągu 24 godzin. W jakiejś gazecie widziałam kiedyś pomysł na meksykański „hummus” właśnie z czarnej fasoli, ale czas gonił, więc nie wertowałam wszystkich magazynów kulinarnych jakie zalegają mi w domu, by znaleźć przepis, szczególnie, że nie mam pewności, że to była moja gazeta. Mam paskudny nawyk oglądania każdej gazety z przepisami, jaka mi się nawinie. Kiedyś przepisywałam na karteluszkach co ciekawsze przepisy, a potem je gubiłam w przepastnych czeluściach moich toreb. Teraz, dzięki postępowi techniki, robię zdjęcia telefonem, a potem już tylko zapominam o sfotografowanych recepturach. Na szczęście te najciekawsze pomysły zostają w mojej głowie w zarysie, uzupełniam je odrobiną wyobraźni i voilà! – hummusowa pasta do chleba, tortilli czy nachos gotowa.

hummus-z-fasoli-014

Wysmarowałam nią placki tortilli, które potem napchałam warzywami. Mnie wegetariańska wersja w zupełności zadowala, ale mięsożercy mogą usmażyć sobie kurczaka, jeśli bez niego mieliby umrzeć… Mój Mąż już tam dobrze wie, że to o nim… Moim zdaniem bez mięsa jest smaczniejsze, bo że zdrowsze, nie trzeba nikogo przekonywać.

hummus-z-fasoli-013

„HUMMUS” Z CZARNEJ FASOLI

  • 480 g czarnej fasoli z puszki (po odsączeniu z zalewy)
  • 2 papryczki chili
  • 4 łyżki soku z limonki
  • duża garść świeżej kolendry
  • 1 łyżka oliwy

Papryczki rozkrawamy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy na mniejsze kawałki. Wkładamy wraz z wypłukaną fasolą do malaksera, dodajemy pozostałe składniki i dokładnie miksujemy (można użyć też ręcznego blendera).

WRAPY Z „HUMMUSEM” FASOLOWYM

  • 4 wrapy (tortille)
  • hummus z czarnej fasoli
  • oliwa
  • mini kukurydze (2 graści)
  • groszek cukrowy (2 graści)
  • 3 marchewki
  • ½ czerwonej papryki
  • awokado
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • ogórek

Marchewki myjemy, obieramy i kroimy w słupki. Kukurydze myjemy. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju i wrzucamy kukurydze wraz z marchewkami. Smażymy kilka minut, dodajemy umyty groszek cukrowy, przyprawiamy solą i pieprzem. Ogórek kroimy w plasterki, z papryki usuwamy gniazdo nasienne i kroimy w paski. Awokado rozkrajamy na pół, usuwamy pestkę, obieramy i kroimy w plasterki.

Placki tortilli przygotowujemy wg instrukcji na opakowaniu. Każdy smarujemy dość grubo hummusem fasolowym, na nim układamy warzywa, całość składamy i spinamy wykałaczką. Podajemy od razu. Kto woli wrapy na ciepło, może złożone już podgrzać w kuchence mikrofalowej, w piekarniku lub zgrzać w zgrzewarce (opiekaczu) do kanapek.

hummus-z-fasoli-012

Klasyczny hummus (oraz o modnych technikach relaksacyjnych)

hummus-006

Mój troskliwy mąż – zupełnie przypadkiem – postanowił oderwać mnie od garów, bym zadbała o swoje nerwy, które podobno wymagają pilnie ukojenia. Wpadł na to przypadkiem, bo w sklepie ogólnospożywczym znalazł kolorowanki dla dorosłych. Później jeszcze znalazł książki do rysowania wzorków oraz takie z łączeniem punktów. Na każdej napisano, że to wspaniała rozrywka, która odrywa umysł od problemów i pozwala się wyciszyć.

Tę z wzorkami od razu oddałam Króliczce, bo w rysowaniu szlaczków nigdy nie byłam orłem i, szczerze mówiąc, była to wczesnopodstawówkowa mordęga, udręka i tortura. Zabrałam się więc za kolorowanki. Po ukończeniu ok. 70 mogę z całą stanowczością stwierdzić, że bardziej irytują niż uspokajają. Pomijam bezsens działania, ale bardziej mnie relaksuje wieszanie wypranej bielizny, niż kolorowanie w kółko tych samych motywów. Nie chcę powiedzieć, że jest to nudne czy niefajne zajęcie, po prostu mnie nie relaksuje. Łączenie 800 kropek w celu wykonania szkicu piramid egipskich tym bardziej nie odstresowuje. Bolą oczy, kręgosłup, a jak któraś kropka uparcie nie chce się pojawić, to irytacja z miejsca gotowa. Zabawa jest, ale nie relaks.

Wciągają mnie za to krzyżówki – przez cały wrzesień zabawiałam się rozwiązywaniem jolek. Jakoś myśląc o lutnikach z Cremony, łatwiej zapomnieć o codzienności niż podczas kolorowania, gdy ręka mechanicznie wypełnia kontury kolorem, a myśli i tak krążą wokół spraw do załatwienia. Najlepiej jednak ruszyć tyłek z kanapy i porządnie się zmęczyć. Pół godziny intensywnego marszu lepiej łagodzi skutki stresu niż bazgranie po papierze.

Jeszcze lepiej się nie stresować, nie irytować, nie wściekać… Ale jak to zrobić, gdy otwieram piekarnik i znajduję pół kromki oraz okruchy, bo mąż robił sobie wieczorem grzanki… Jak się nie irytować, gdy sięgam po ziele angielskie i znajduję pusty słoik, bo „się zużyło i nie kupiło” – jak się lubi tłumaczyć Pan Zdziwiony… Jak się nie wściekać, gdy się silę na wirtuozerię, a mąż i tak do każdej zupy musi wlać łyżkę maggi, bo zupa bez maggi to nie zupa… Zrobiłam więc sobie hummus, bo nic tak nie relaksuje w kuchni, jak przerobienie czegoś na papkę. Rozbijanie kotletów, rozgniatanie awokado czy zwykłe blendowanie – żywności można uczynić to wszystko, co czasem chciałoby się zrobić kuchennemu intruzowi.

hummus-009

KLASYCZNY HUMMUS

  • puszka ciecierzycy (400g)
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 70 g pasty tahini
  • 2 ząbki czosnku

Ciecierzycę przelewamy na sitko, płuczemy i odsączamy. Czosnek obieramy. Wszystkie składniki wkładamy do malaksera i blendujemy na gładką pastę.

hummus-007

PITA Z HUMMUSEM, WĘDZONYM KURCZAKIEM I WARZYWAMI

  • chlebki pita (u mnie z kolendrą)
  • hummus
  • wędzony filet z kurczaka
  • marchewka
  • seler naciowy
  • ogórek
  • mieszanka liści sałatowych i ziół

Sałatę myjemy i osuszamy. Marchewkę obieramy i kroimy w cienkie słupki. Seler dokładnie myjemy i również kroimy w słupki. Ogórek i kurczaka kroimy w plasterki. Chlebki wkładamy do mikrofalówki na 30-40 sekund, po wyjęciu każdy rozcinamy do połowy. Do środka wkładamy liście sałaty i zioła, marchewkę, seler, kurczaka i ogórek. Na końcu dodajemy 2 łyżki hummusu.

Steak sandwich z karmelizowaną cebulą i purée z groszku

steak z groszkiem 04

Zostało mi trochę purée z groszku z poprzedniego dnia, a w lodówce leżał jeden, nadprogramowy stek (pozostałość po ofercie kup 3 za cenę dwóch). Postanowiłam połączyć je ze sobą, a żeby był to naprawdę wyborny posiłek, ukoronowałam go nieco oszukaną karmelizowaną cebulą. Oszukaną, bo nie do końca słodki smak pochodził z cebuli, a z cukru. Cebula nie potrzebuje go, bo w sobie samej zawiera słodycz, ale żeby ją wydobyć potrzeba ok. 45 min. gotowania na małym ogniu, a mnie zależało na szybkim posiłku.

Dodatkową, dobrą wiadomością jest rezultat zdjęć – aparatowi się odmieniło i tym razem nie malował na niebiesko. Niestety jego „komputerek” zaczyna się psuć, więc w niedalekiej przyszłości i tak będzie trzeba go wymienić na nowszy model. Obawiałam się, że stek również zrobi się smerfny, więc zdjęcia miały być tylko testem – stąd są bez polotu. Ręce trzęsły mi się podczas fotografowania, mimo, że nastawiłam się na porażkę.  Potem sama siebie strofowałam, że nie powinnam się przejmować niesprawnym aparatem, ale okazało się, że podchodzę zbyt emocjonalnie do zdjęć, by tak sobie machnąć ręką na efekty. Tym dziwniejsze, że ostatnio zupełnie nie mam czasu ani możliwości, by fotografie były po prostu ładne. Już w tym głowa Chomiczka, by swoim głośno okazywanym niezadowoleniem popsuć zupełnie twórczą atmosferę towarzyszącą fotografowaniu. Dobrze, że chociaż zjeść mogłam w spokoju, bo maluszek zawędrował do wanienki, inaczej chyba by się zapłakał, nie mogąc spróbować mięsa…

steak z groszkiem 05

STEAK SANDWICH Z KARMELIZOWANĄ CEBULĄ I PURÉE Z GROSZKU

  • kromka chleba
  • ½ czerwonej cebuli
  • 1 łyżka brązowego cukru
  • 1 łyżka masła
  • 1 striploin steak (stek nowojorski, ok. 1.5 cm grubości)
  • oliwa
  • purée z groszku (przepis TUTAJ)
  • 1 łyżeczka relishu Ballymaloe

Cebulę obieramy, kroimy w plasterki. Na patelni roztapiamy masło na średnim ogniu, wrzucamy pokrojoną cebulę. Gotujemy, mieszając co 5 minut, aż zmięknie. Dodajemy cukier i dalej gotujemy, aż zacznie się karmelizować. Mieszamy co 5 minut, aby zbrązowiała, ale się nie przypaliła (ok. 15 min).

Na drugiej patelni rozgrzewamy bardzo mocno oliwę. Kładziemy mięso i smażymy 2 minuty z jednej strony, następnie obracamy i smażymy 2 minuty z drugiej. Zdejmujemy z patelni i odkładamy na deskę na 2-3 minuty.

Kromkę chleba tostujemy (niekoniecznie), purée z groszku podgrzewamy. Chleb smarujemy warstwą purée z groszku, na wierzchu układamy stek, na nim skarmelizowaną cebulę i dekorujemy łyżeczką relishu.