Kotlety jagnięce z marchewkami w klonowym karmelu

marchewki 23

Jak marchewka wygląda, każdy widzi… Wiedzieliście, że marchewki w zależności od odmiany mogą być nie tylko pomarańczowe, ale także białe, żółte lub fioletowe?! Człowiek uczy się całe życie. O tym, że marchewka może wywoływać jakiekolwiek emocje, dowiedziałam się od innych mam, a sprawa dotyczy zagadnienia, czy na pierwszy stały posiłek dziecka wybrać marchew świeżą czy ze słoiczka. Z tym gorącym problemem zetknęłam na długo po tym, jak moje dzieci zaczęły jeść coś więcej niż mleko, i do dziś wydaje mi się jednym z najbardziej absurdalnych, ale zajrzyjcie na jakiekolwiek forum dla młodych matek, a będziecie przecierać oczy ze zdumienia.

marchewki 21

Nie sądziłam, że marchewka może mnie czymś zaskoczyć, aż do wczoraj, gdy natknęłam się na maluchy pod wdzięczną nazwą „tęczowe marchewki”. Oczami wyobraźni od razu zobaczyłam je właśnie w klonowym karmelu, więc śpiewając z zachwytu i podrygując rytmicznie, wzięłam od razu słuszną porcję. Króliczka i Chomiczek patrzyli na mnie podejrzliwie, chyba obawiając się, że rodzicielce się pogorszyło. Biedne dzieci, nie pierwszy raz najadły się przeze mnie wstydu w sklepie… Żartuję! Malutka zawsze tańcuje w sklepie, w końcu cały czas gra tam muzyka.

Do moich marchewek wymyśliłam sobie kotlety jagnięce, ale kotlety ze schabu również się nadadzą. Ponieważ królową obiadu w tym zestawie jest jarzyna, mięso usmażyłam sauté – bez niczego, bez żadnych dodatków, marynat czy panierek. I to jest właśnie największym zaskoczeniem – podajecie na oko niepozorny obiad, a okazuje się, że odkłamaliście duszoną marchewkę. Nie znoszę tradycyjnej („przedszkolnej”) marchewki z groszkiem, a wersja bez groszku, to już kojarzy mi się tylko z dietą dla osób z chorym żołądkiem. Za to karotka z syropem klonowym… Niebo w gębie! Nie unikniecie grzechu łakomstwa, obiecuję!

marchewki 24

KOTLETY JAGNIĘCE Z MARCHEWKAMI W KLONOWYM KARMELU

  • 8 kotletów jagnięcych
  • 600 g młodych marchewek
  • 3 łyżki masła w temp. pokojowej
  • ¼ szklanki syropu klonowego
  • ½ łyżeczki brązowego cukru
  • puree ziemniaczane: ziemniaki, trochę mleka i łyżka masła
  • sól

Ziemniaki myjemy, obieramy, zalewamy wodą, solimy i gotujemy do miękkości. Marchewki dokładnie myjemy, osuszamy, kroimy w plasterki i gotujemy kilka minut (na półtwardo). Odcedzamy marchewki, dodajemy masło, syrop klonowy i cukier, mieszamy, aż masło się stopi, a następnie dusimy, aż sos się skarmelizuje.

Kotlety smażymy sauté: zaczynamy od obsmażenia tłuszczu (stawiając kotlety razem, pionowo), a następnie smażymy z każdej strony po 3-4 minuty.

Ugotowane ziemniaki odcedzamy, dodajemy łyżkę masła i trochę mleka, a następnie ubijamy na gładkie puree.

Ziemniaki nakładamy gałkownicą do lodów, aranżujemy kotlety, opierając je o ziemniaki, na końcu wykładamy marchewki. Garnirujemy zieleniną.

marchewki 22

(pomysł na marchewki z Kulinarnego Atlasu Świata)
Advertisements

Czerwone curry z jagnięciny

curry z jagnięciny 22

Nazbierało mi się sporo egzotycznych produktów – sos rybny, pasty curry, ocet ryżowy, makarony soba i udon, puszki mleka kokosowego, pędów bambusa, kasztanów wodnych i kiełków fasoli mung, ryże przeróżne – i teraz muszę to wszystko zużyć… Wyglada na to, że sezon azjatycki jeszcze trochę tutaj potrwa.

Bardzo lubię kuchnię Dalekiego Wschodu w wydaniu fusion, czyli będącą mieszanką różnych kuchni, zupełnie pozbawioną szacunku dla uświęconej tradycji. Często podkreślam, że nie jestem kulinarną tradycjonalistką. Nie ograniczam się do potraw znanych z dzieciństwa, a inspirując się geograficznie odległymi smakami, nie trzymam się ich klasycznej wersji. Próbuję najbardziej oryginalnej wersji, a potem dryfuję w rozmaitych kierunkach. Im dalej sięgam, tym mniejszą mam pewność, że to, co właśnie czeka na mnie na talerzu, jest dokładną kopią pierwowzoru. Najważniejszy jest smak, więc filtruję wszystko przez moje europejskie podniebienie. Nie może też być zbyt ostro, bo nie jesteśmy do ostrego przyzwyczajeni od dzieciństwa, dlatego moje potrawy są tylko lekko pikantne.

Jeżeli macie podobne odczucia, śmiało zaopatrzcie się na stoisku azjatyckim w najbliższym supermarkecie. Kiedyś zaopatrzylibyście się we wszystko w sklepie kolonialnym, ale obecnie sklepy pod tą nazwą oferują co najwyżej kawę i herbatę. Tak na marginesie – wiecie jakim rozczarowaniem była dla mnie lektura Sklepów cynamonowych Schulza. Byłam święcie przekonana, że za tym tytułem skrywają się sklepy kolonialne, składy pełne aromatycznych przypraw, egzotycznych towarów, które rozbudzają wyobraźnię marzeniami o dalekich podróżach. A tu klops – sklepy owszem były, ale cynamonowe, bo wyłożone wewnątrz brązową boazerią, pełne osobliwości, ale poszukiwanych bardziej przez alchemików niż kucharzy… Korzenie Mandragory, homunculusy i żywe bazyliszki…

Z pełną szafką orientalnych przypraw można eksperymentować z potrawami. Ostatnio zajadaliśmy się czerwonym curry z jagnięciny. Mięso, zioła, cebula i czosnek lokalne, egzotyczne dodatki prosto z Tajlandii, tylko pochodzenia limonki nie udało mi się ustalić – w sklepie owoce przekładane są z kartonów, w których przyjechały do Grange, do eleganckich skrzynek wyłożonych workami jutowymi. W sumie to mało ważne, bo curry wyszło obłędne!

curry z jagnięciny 23

CZERWONE CURRY Z JAGNIĘCINY

  • 500 g jagnięciny z udźca, bez kości
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki oleju
  • 2 łyżki tajskiej, czerwonej pasty curry
  • 200 g mleka kokosowego (pół puszki)
  • 1 łyżka miałkiego brązowego cukru
  • 125 ml wywaru mięsnego (np. wołowego lub jagnięcego)
  • 1 łyżka tajskiego sosu rybnego
  • 2 łyżki soku z limonki
  • 1 puszka kasztanów wodnych (227 g)
  • 2 łyżki posiekanej bazylii
  • 2 łyżki posiekanej kolendry
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • ryż jaśminowy

Mięso obkrawamy z nadmiaru tłuszczu i przerostów, kroimy w kostkę (ok. 3 cm). Cebule obierami i kroimy w plasterki. Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę. Rozgrzewamy olej na dużej patelni. Smażymy cebulę i czosnek przez 2-3 minuty, a następnie dodajemy mięso. Smażymy, aż zbrązowieje ze wszystkich stron.

Dodajemy pastę curry, mieszamy i chwilę smażymy, zanim dodlejemy mleko kokosowe i wsypiemy cukier. Następnie wszystko mieszamy, zagotowujemy, zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy, aż mięso zacznie mięknąć (ok. 20-25 minut).

Wlewamy sos rybny, sok z limonki i bulion, gotujemy jeszcze ok. 15 minut. W międzyczasie gotujemy ryż na sypko. Gdy mięso jest miękkie, dodajemy odsączone z zalewy kasztany wodne oraz posiekane zioła i jeszcze podgrzewamy chwilę. Doprawiamy do smaku, jeżeli potrzeba. Podajemy z ryżem.

curry z jagnięciny 24
curry z jagnięciny 21
(przepis z moimi zmianami wg 1001 One Pot, Casseroles, Soups & Stews)

Udziec jagnięcy w czerwonym winie (wolno pieczony)

baran-015

Jak uczcić urodziny Męża? Solidną porcją mięsa! Udziec jagnięcy robi wrażenie, ale przygotowanie go jest wyjątkowo proste i nie zajmuje wiele czasu. Właściwie piecze się sam, bo nie trzeba go podlewać, obracać, zmieniać temperatury. Im dłużej będzie się piekł – a właściwie piekł, dusił i gotował równocześnie – tym bardziej będzie się rozpływał w ustach.

Kupiłam trochę ponad 2 kilogramy udźca (z kością), w piekarniku trzymałam nieco ponad 3 godziny – tyle wystarczy, by mieć mięciutkie, soczyste mięso, ale nie rozpadające się, więc dające się pokroić w plastry. Ważne jest, aby mięso leżało zanurzone w płynie, a nie sterczało do góry (a mało kto ma tak duże naczynia i odpowiednio duży piekarnik) – dlatego warto poprosić jeszcze w sklepie, by rzeźnik przeciął koniec kości, tak by ten koniec dało się ułożyć wzdłuż udźca. Oczywiście można zrobić to samemu w domu, jeśli posiada się… piłę. Mnie zdarzyło się już kiedyś angażować Męża w piłowanie, ale wierzcie mi, że piła do drewna słabo się nadaje do tego celu, bo jej brzeszczot ma zupełnie inny kształt zębów niż piła masarska, dlatego zawsze proszę o przecięcie tej kości lub kupuję mniejszy – ok. 1 kg – kawałek z górnej części udźca.

baran-011

Pieczenie jagnięciny na wolnym ogniu rozpoczynamy od… dużego ognia. Tym razem po prostu obsmażyłam mięso z każdej strony przed włożeniem do piekarnika, ale można wpierw piec w wysokiej temperaturze przez ok. ½ h (jak w tym przepisie), a następnie zmniejszyć temperaturę i rozpocząć proces wolnego gotowania.

Ponieważ jagnięcina jest tłustym mięsem, dobrze jest do niej podać sporą porcję surówki. Zrównoważy ona „ciężkość” mięsa, a także uatrakcyjni potrawę na talerzu. Po tak solidnym obiedzie przyda się… filiżanka naparu z mięty pieprzowej.

baran-017

UDZIEC JAGNIĘCY

  • 1 udziec jagnięcy (2 – 2 ½ kg)
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 3 łyżki oliwy
  • 4 cebule
  • 100 ml czerwonego wina
  • 200 ml bulionu wołowego
  • garść gałązek tymianku

Piekarnik nagrzewamy do 140°C (program z termoobiegiem). Cebulę obieramy i kroimy w cienkie plastry. Ręcznikiem kuchennym osuszamy udziec, a następnie nacieramy solą i pieprzem.

W dużym naczyniu do casserole rozgrzewamy oliwę i wkładamy udziec. Obsmażamy z wierzchu przez 8-10 minut, obracając kilka razy. Gdy zbrązowieje z każdej strony, przekładamy na talerz, a do naczynia wkładamy pokrojone cebule. Cebulę smażymy na średnim ogniu ok. 10 minut, aż zmięknie i nabierze koloru. Dodajemy tymianek i gotujemy jeszcze 2 minuty.

Wkładamy ponownie do naczynia mięso (układamy na cebuli ), wlewamy wino i wywar wołowy, szczelnie przykrywamy (jeśli folią, to dość ciasno) i wstawiamy do piekarnika na 3-3 ½ h. Podajemy z kluskami lub purée z ziemniaków, z cebulą z pieczenia i ulubioną surówką.

baran-014

(wg „Easy Food” February 2016)

Curry z jagnięciny

curry-015

Każda pora roku ma taki charakterystyczny obrazek, który powtórzono już tysiące razy w najróżniejszych odmianach, że wydaje się być konieczny dla zaistnienia kolejnego sezonu. I tak zimowy obrazek to zabawy na śniegu, z obowiązkowym lepieniem bałwana, wiosna to piknik i prace w ogródku, jak lato to musi być odpoczynek nad morzem, a jesień to niekończące się spacery po alejkach złotych od opadłych liści…

I chociaż znam pasjonatów kąpieli w lodowatym oceanie w środku zimy oraz takich, co na piknik wybierają się dopiero jesienią, podczas gdy reszta towarzystwa uparcie wędruje w poszukiwaniu grzybów, a nawet widziałam bałwana ulepionego z piasku ze słomianym kapeluszem na głowie i w przeciwsłonecznych okularach – są to jednak pojedyncze przypadki, wyjątki potwierdzające regułę.

Nie jestem ekscentrycznym oryginałem, toteż jesień nastraja mnie do marszu. Jest ciszej, spokojniej, wiejskie drogi wydają się jeszcze bardziej opustoszałe niż zwykle, w powietrzu unosi się zapach butwiejących liści, a pierwsze chłodne porywy wiatru zmuszają do ruchu. Z wędrówki przyjemnie wrócić do ciepłego domu, po którym roznosi się zapach z kuchennego pieca. Aromat kawy, opiekanych kromek chleba, smażących się powideł czy egzotyczne zapachy przypraw z dalekiego świata uzupełniają listopadową atmosferę.

Smacznymi, a przy tym prostym daniami, w sam raz na jesienne dni, są wszelkie potrawy gulaszowe. Dzisiejsze curry z jagnięciny ma dodatkową zaletę – ugotowany sos można odstawić i potrawę dokończyć tuż przed podaniem.

curry-0012

curry-031

CURRY Z JAGNIĘCINY

Jagnięcina:

  • 600 g udźca jagnięcego (lub niezbyt tłustej łopatki)
  • 700 ml zimnej wody
  • 2 łyżki oliwy
  • ½ łyżeczki świeżo otartej gałki muszkatołowej
  • 3-4 listki laurowe
  • 6 ziaren pieprzu
  • ½ cebuli
  • ½ łyżeczki soli

Sos curry:

  • 1/3 łyżeczki chili
  • 2 łyżeczki przyprawy curry
  • 1/3 łyżeczki sproszkowanego kminu rzymskiego
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 cebule
  • 2 łyżeczki przecieru pomidorowego
  • 2 duże pomidory
  • 1 łyżka oliwy
  • wywar pozostały po ugotowaniu jagnięciny (ok. 700 ml)

oraz:

  • 1 puszka ciecierzycy (400 g)
  • sól i pieprz do smaku
  • świeża kolendra do przybrania
  • ugotowany ryż do podania

Jagnięcinę kroimy w kostkę. Cebulę obieramy i siekamy w drobną kostkę. W dużym garnku rozgrzewamy oliwę na średnim ogniu, wrzucamy jagnięcinę i obsmażamy ok. 4 min. Wrzucamy posiekaną cebulę, listki laurowe, pieprz, sól i gałkę, zalewamy zimną wodą i zagotowujemy. Zmniejszamy ogień, przykrywamy garnek i gotujemy 30 min.

Wyjmujemy mięso wraz z cebulą z garnka (łyżką cedzakową) i odstawiamy na bok, usuwamy listki laurowe, a wywar zachowujemy do przygotowania sosu.

Cebulę na sos obieramy i drobno siekamy, czosnek obieramy i rozgniatamy, pomidory kroimy w kostkę. W rondlu rozgrzewamy oliwę, wsypujemy kmin rzymski, chili i curry, dodajemy czosnek i cebulę i smażymy całość przez kilka minut, mieszając. Dodajemy pomidory i koncentrat, wlewamy wywar z jagnięciny i zagotowujemy. Przykrywamy, zmniejszamy ogień i gotujemy przez 30 min. Ugotowany sos dokładnie blendujemy.

Ugotowaną jagnięcinę wraz z sosem zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 15 min. Dodajemy odcedzoną i opłukaną ciecierzycę, gotujemy jeszcze 2 min. Sprawdzamy smak – doprawiamy solą i pieprzem, jeżeli potrzeba. Posypujemy świeżą kolendrą i podajemy z ryżem.

curry-036

(zmodyfikowany przepis z „Food & Wine” September 2013)

 

Kyseľ

DGR kysel 01

Przygotowując wiosenny numer “Maszketów”, wybrałyśmy się w kulinarną podróż do naszych południowych sąsiadów – do Pepików i Słowoków. O ile kuchnia czeska jest z grubsza znana, o tyle słowacka nie jest już tak popularna w Polsce.

O kuchni słowackiej można długo rozprawiać, ale przede wszystkim trzeba mieć na uwadze, że ta tradycyjna, chłopska jest bardzo różna w zależności od regionu. Oparta na lokalnych produktach, daleka od obcych wpływów nie uległa ujednoliceniu w jedną kuchnię narodową.

Kyseľ to rodzaj polievki, czyli zupy. Kiedy pierwszy raz usłyszałam tę nazwę, byłam pewna, że za moment zostanę poczęstowana kisielem, a tymczasem była to zupa z jagnięciny. Jest wiele odmian – od bardzo grzybowej, przez mocno zakwaszaną octem aż do niemal słodkiej śliwkowej szarej zupy. Na wschodzie Słowacji jest jedną z potraw bożonarodzeniowych.

Jagnięcina – jak pewnie wiecie – jest bardzo popularna w Irlandii, więc każdy przepis z jej udziałem chętnie wypróbuję w swoim domu. Słowacka zupa bardzo nam smakowała, choć była zupełnie odmiennym doświadczeniem kulinarnym, ze względu na egzotyczne z mojej perspektywy połączenie smaków: papryki, kiszonej kapusty i suszonych śliwek. Polecam szczególnie na chłodniejsze dni lub jako wieczorny posiłek po całodniowej wędrówce.

DGR kysel 03

KYSEĽ

  • 500 g mięsa z łopatki jagnięcej
  • 10 g suszonych prawdziwków
  • 2 listki laurowe
  • ząbek czosnku, mała cebula
  • 150 g kiszonej kapusty
  • 50 g suszonych śliwek
  • skórka otarta z połowy cytryny
  • 50 g masła
  • 40 g mąki
  • 10 g mielonej papryki
  • sól
  • pieprz

Mięso jagnięce pokrojone w 2-centymetrową kostkę wkładamy do garnka wraz z oczyszczonymi grzybami, listkami laurowymi, zmiażdżonym czosnkiem i posiekną cebulą. Zalewamy letnią wodą, zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 1 ½ godziny. Następnie dodajemy poszatkowaną kapustę. Śliwki dokładnie myjemy, wkładamy do rondelka wraz ze skórką z cytryny, zalewamy wodą i gotujemy, aż lekko zmiękną. Śliwki wraz z wodą wlewamy do zupy. Masło roztapiamy w rondelku na średnim ogniu, wsypujemy mąkę z mieloną papryką, rozprowadzamy trzepaczką. Gotujemy 2 minuty, cały czas mieszając. Zdejmujemy zasmażkę z ognia i wlewamy tyle zupy, by była dobrze rozcieńczona. Cienkim strumieniem wlewamy do zupy, cały czas mieszając. Podgrzewamy. Zupę podajemy z chlebem.

DGR kysel 02

Cukinia faszerowana jagnięciną (oraz o „man flu”)

cukinia 006

Chomiczka dopadła pierwsza w życiu infekcja. Ma katar. Wystarczający powód, by wydzierać się wniebogłosy, bez wytchnienia, pół nocy i pół dnia. Uspokoił się dopiero, gdy zapakowałam go w fotelik i wręczyłam Tatusiowi, by zawiózł chore niemowlę do lekarza. Pani doktor stwierdziła, że nic mu nie jest i za kilka dni poczuje się lepiej. Zaś jego rodzicielka stwierdziła, że ponad wszelką wątpliwość wyrośnie z niego PRAWDZIWY mężczyzna…

Króliczka, przedstawicielka płci (o, ironio!) słabej, zawsze dzielnie znosiła wszelkie przeziębienia, właściwie ignorowała fakt, ze cieknie jej z nosa i tylko denerwowało ją, że choroba powoduje szybsze wyczerpywanie się baterii. Jej brat w najlepsze korzysta z przywileju dodatkowego czasu noszenia na rękach, czego domaga się głośno i nieustępliwie. O chorobie zapomina tylko… na widok jedzenia.

Zupełnie jak jego – również chory – Tatuś. Tatuś cierpi z powodu choroby znanej w Irlandii jako man flu. Jest to schorzenie, które powoduje, że przedstawiciele gatunku ludzkiego płci męskiej są bardziej chorzy i cierpiący niż pozostali członkowie rodziny. W przypadku płci żeńskiej schorzenie określa się mianem przeziębienia. Wyczerpany chorowaniem i rozżalony, że termometr nie chce wykryć u niego gorączki (nawet ten, który zawsze zawyża temperaturę…), był w stanie wystękać tylko: – A co będzie na obiad?? Upewniwszy się, że obiad będzie mięsny, oddał się przyrządzaniu kolejnych mikstur ratujących życie. Widząc, że dobiera się do sody, zapytałam, czy boli go gardło? – Nie, bolą mnie zatoki, idę wypłukać pro forma. – Zrób sobie inhalację! – Eee, nie, nie lubię…, wolę płukać gardło…

Znacie taką przypadłość? Panowie pewnie się oburzą, ale trudno. Tyle żonom pozostaje, że mogą się pośmiać… podczas przygotowywania obiadu na przykład. Takie cukinie faszerowane aromatyczną jagnięciną, zapieczone pod pomidorową pierzynką i podane z jogurtem i miętą bardzo ucieszyły mojego patrzącego na księżą oborę Męża. Kiedy brał dokładkę, wyglądał na cudownie uzdrowionego, ale później przypomniał sobie, że ciężko choruje i stanął przed nie lada dylematem – wino czy pastylki?

cukinia 005

CUKINIA FASZEROWANA JAGNIĘCINĄ

Sos pomidorowy:

  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka papryki (lub pieprzu kajeńskiego)
  • 1 łyżeczka kolendry
  • 1 łyżeczka kminu rzymskiego (sproszkowanego)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 puszki pomidorów (400 g każda)
  • 200 ml wywaru z wołowiny
  • 1 łyżka oliwy

Cukinie:

  • 4 duże cukinie
  • 1 łyżka oliwy
  • garść posiekanych liści kolendry
  • 450 g mielonej jagnięciny
  • 1 ½ łyżeczki kminu rzymskiego (sproszkowanego)
  • 1 ½ łyżeczki kolendry
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka papryki (lub pieprzu kajeńskiego)
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Do podania: jogurt naturalny, łyżka posiekanych liści mięty

Piekarnik nagrzewamy do 200°C (z termoobiegiem).

Zaczynamy od zrobienia sosu pomidorowego. Rozgrzewamy oliwę na dużej, dość głębokiej patelni na średnim ogniu i smażymy posiekany czosnek przez 2-3 minuty. Wsypujemy przyprawy i smażymy jeszcze minutę, mieszając. Wlewamy pomidory, wywar i wsypujemy łyżeczkę cukru. Gotujemy przez 20 miunt, aż nieco zgęstnieje.

W międzyczasie rozkrawamy cukinie wzdłuż i wydrążamy miąższ ze środka (używając na przykład łyżki do lodów). Miąższ kroimy i dorzucamy do sosu (rozgotowany ładnie go zagęści). Cukinie układamy na tacy do pieczenia, skrapiamy oliwą i pieczemy ok. 15 minut.

W misce mieszamy mięso z przyprawami i liśćmi kolendry, przyprawiamy solą i pieprzem.

Gdy cukinie się upieką, faszerujemy je mięsem i przykrywamy sosem. Zapiekamy przez 20 minut. Podajemy od razu polane jogurtem i posypane posiekaną miętą.

cukinia 004
(przepis wg „Easy Food” April 2015)

Jagnięcina pieczona na wolnym ogniu (slow roast)

jagniecina 04

Właściwie za cały komentarz do tego dania wystarczy orzeczenie mojego Męża: – Od dzisiaj chcę mieć już zawsze tak upieczoną jagnięcinę!

Niezbyt się ucieszył, kiedy powiedziałam, że mięso będzie siedzieć w piecu całe trzy godziny. Oczyma wyobraźni widział spaloną na węgiel nogę, z której smętnie wyłania się okopcona kość. Ewentulanie wyschnięte na wiór mięso, które trzeba będzie chyba zatopić w tłuszczu na kilka dni, by nie utknęło w przełyku. Jest jednak oddanym mężem, więc wyglądając cudu, pocieszał mnie, że on zje tę nogę w każdej postaci, nawet niezjadliwej…

Chyba żadne z moich dań nie zaskoczyło go tak bardzo jak to. Pieczenie na wolnym ogniu nie jest żadną nowością, to jednak jest odwrotnością naszych czasów, gdzie wszystko ma być zrobione sprawniej, szybciej, efektywniej. Ta odwrotność już od jakiegoś czasu zatacza coraz szersze kręgi. Zmęczeni pośpiechem, życiem na najwyższych obrotach coraz częściej szukamy przeciwagi. Nawet ukuto pojęcie slow-life, którym opisuje się powrót do prostego, spokojnego życia. Wśród kuchennych sprzętów miejsce szybkowarów zaczynają zajmować slow-cookers (wolnowary).

Z wolnowarami to w ogóle jest ciekawa historia, bo stały się modne w latach 70. wśród dynamicznego, pracującego społeczeństwa amerykańskiego. Gospodynie domowe wstawiały w nich obiad rano, wychodziły do pracy, a po powrocie mogły podać od razu do stołu. Dziś jednak trafiają do kuchni jako symbol zdrowego żywienia.

Nie mam i nie zamierzam kupować kolejnego sprzętu, bo do wolnego gotowania wystarcza mi elektryczny piekarnik z kilkoma programami i szerokim zakresem temperatury. Wolnowar nie przemawia do mnie, bo gotowanie polegające na wrzuceniu wszystkiego do urządzenia, zalania wodą i włączenia na kilka godzin nie brzmi zachęcająco. Co innego od czasu do czasu przygotować danie na wolnym ogniu, a co innego szykować tylko jednogarnkowe dania z wolnowaru. Nie mam również szybkowaru ani „multiwaru” (multi-cookera). I całkiem mi z tym dobrze…

jagniecina 06

JAGNIĘCINA PIECZONA NA WOLNYM OGNIU

  • udziec jagnięcy, ok. 1200 g (łopatka również się nada)
  • 2 marchewki
  • 1 cebula
  • 300 ml bulionu warzywnego
  • ½ pęczka natki pietruszki
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 4 listki laurowe

Mięso osuszamy, odcinamy nadmiar tłuszczu spod spodu, na tłuszcz na wierzchu nacinamy w kratkę (uważając, by nie przeciąć mięsa). Mięso oprószamy solą i nacieramy grubo zmielonym pieprzem.

Cebulę obieramy i kroimy w piórka, obraną marchewkę kroimy w cienkie słupki. Warzywa układamy na dnie naczynia żaroodpornego (niewiele większego niż mięso). przetykamy listkami laurowymi. Na środku układamy natkę pietruszki, na niej stawiamy mięso. Warzywa zalewamy bulionem tak, by nie przykryć ich zupełnie.

Piekarnik nagrzewamy do 200°C (z termoobiegiem). Naczynie z mięsem przykrywamy folią aluminiową. Musi być przykryte szczelnie i dość ciasno. Wstawiamy do piekarnika na 20 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 130°C i pieczemy ok. 3 h. Po wyjęciu odstawiamy na 10 minut zanim odkryjemy. Podajemy z kaszą jęczmienną i warzywami z pieczenia.

Wytworzony sos może okazać się bardzo tłusty, wtedy albo używamy bardzo oszczędnie, albo musimy go rozcieńczyć.

jagniecina 05