Comber jagnięcy w cieście francuskim

comber w cieście 22

W czasie przerwy świątecznej blog zalała taka ilość spamu, że zamiast pisać o tym, co dobrego było u nas na niedzielnym obiedzie, zajmuję się blokowaniem intruzów. Niestety przez ten wysyp zainteresowania jakiegoś nawiedzonego spamera, prawdopodobnie mieszkającego w Rosji, sprawił, że filtr zaczął blokować wszystko, co przychodziło. Także stali czytelnicy bloga trafili na listę podejrzanych, o czym przekonałam się z niemałym zdziwieniem. Mam nadzieję, że był to jednorazowy atak i więcej się nie przytrafi. Continue reading

Advertisements

Scotch broth – szkocki rosół z jagnięciną

scotch broth 021

O ile kuchnia angielska ma opinię okropnej, o tyle kuchnia szkocka uchodzi za niemożliwą do przełknięcia. Jej synonimem w wyobrażeniu większości jest haggis – owczy żołądek wypełniony podrobami z cebulą, mąką owsianą, tłuszczem i ziołami. Czy rzeczywiście jest taka upiorna? Continue reading

Kotlety jagnięce z marchewkami w klonowym karmelu

marchewki 23

Jak marchewka wygląda, każdy widzi… Wiedzieliście, że marchewki w zależności od odmiany mogą być nie tylko pomarańczowe, ale także białe, żółte lub fioletowe?! Człowiek uczy się całe życie. O tym, że marchewka może wywoływać jakiekolwiek emocje, dowiedziałam się od innych mam, a sprawa dotyczy zagadnienia, czy na pierwszy stały posiłek dziecka wybrać marchew świeżą czy ze słoiczka. Z tym gorącym problemem zetknęłam na długo po tym, jak moje dzieci zaczęły jeść coś więcej niż mleko, i do dziś wydaje mi się jednym z najbardziej absurdalnych, ale zajrzyjcie na jakiekolwiek forum dla młodych matek, a będziecie przecierać oczy ze zdumienia.

marchewki 21

Nie sądziłam, że marchewka może mnie czymś zaskoczyć, aż do wczoraj, gdy natknęłam się na maluchy pod wdzięczną nazwą „tęczowe marchewki”. Oczami wyobraźni od razu zobaczyłam je właśnie w klonowym karmelu, więc śpiewając z zachwytu i podrygując rytmicznie, wzięłam od razu słuszną porcję. Króliczka i Chomiczek patrzyli na mnie podejrzliwie, chyba obawiając się, że rodzicielce się pogorszyło. Biedne dzieci, nie pierwszy raz najadły się przeze mnie wstydu w sklepie… Żartuję! Malutka zawsze tańcuje w sklepie, w końcu cały czas gra tam muzyka.

Do moich marchewek wymyśliłam sobie kotlety jagnięce, ale kotlety ze schabu również się nadadzą. Ponieważ królową obiadu w tym zestawie jest jarzyna, mięso usmażyłam sauté – bez niczego, bez żadnych dodatków, marynat czy panierek. I to jest właśnie największym zaskoczeniem – podajecie na oko niepozorny obiad, a okazuje się, że odkłamaliście duszoną marchewkę. Nie znoszę tradycyjnej („przedszkolnej”) marchewki z groszkiem, a wersja bez groszku, to już kojarzy mi się tylko z dietą dla osób z chorym żołądkiem. Za to karotka z syropem klonowym… Niebo w gębie! Nie unikniecie grzechu łakomstwa, obiecuję!

marchewki 24

KOTLETY JAGNIĘCE Z MARCHEWKAMI W KLONOWYM KARMELU

  • 8 kotletów jagnięcych
  • 600 g młodych marchewek
  • 3 łyżki masła w temp. pokojowej
  • ¼ szklanki syropu klonowego
  • ½ łyżeczki brązowego cukru
  • puree ziemniaczane: ziemniaki, trochę mleka i łyżka masła
  • sól

Ziemniaki myjemy, obieramy, zalewamy wodą, solimy i gotujemy do miękkości. Marchewki dokładnie myjemy, osuszamy, kroimy w plasterki i gotujemy kilka minut (na półtwardo). Odcedzamy marchewki, dodajemy masło, syrop klonowy i cukier, mieszamy, aż masło się stopi, a następnie dusimy, aż sos się skarmelizuje.

Kotlety smażymy sauté: zaczynamy od obsmażenia tłuszczu (stawiając kotlety razem, pionowo), a następnie smażymy z każdej strony po 3-4 minuty.

Ugotowane ziemniaki odcedzamy, dodajemy łyżkę masła i trochę mleka, a następnie ubijamy na gładkie puree.

Ziemniaki nakładamy gałkownicą do lodów, aranżujemy kotlety, opierając je o ziemniaki, na końcu wykładamy marchewki. Garnirujemy zieleniną.

marchewki 22

(pomysł na marchewki z Kulinarnego Atlasu Świata)

Czerwone curry z jagnięciny

curry z jagnięciny 22

Nazbierało mi się sporo egzotycznych produktów – sos rybny, pasty curry, ocet ryżowy, makarony soba i udon, puszki mleka kokosowego, pędów bambusa, kasztanów wodnych i kiełków fasoli mung, ryże przeróżne – i teraz muszę to wszystko zużyć… Wyglada na to, że sezon azjatycki jeszcze trochę tutaj potrwa.

Bardzo lubię kuchnię Dalekiego Wschodu w wydaniu fusion, czyli będącą mieszanką różnych kuchni, zupełnie pozbawioną szacunku dla uświęconej tradycji. Często podkreślam, że nie jestem kulinarną tradycjonalistką. Nie ograniczam się do potraw znanych z dzieciństwa, a inspirując się geograficznie odległymi smakami, nie trzymam się ich klasycznej wersji. Próbuję najbardziej oryginalnej wersji, a potem dryfuję w rozmaitych kierunkach. Im dalej sięgam, tym mniejszą mam pewność, że to, co właśnie czeka na mnie na talerzu, jest dokładną kopią pierwowzoru. Najważniejszy jest smak, więc filtruję wszystko przez moje europejskie podniebienie. Nie może też być zbyt ostro, bo nie jesteśmy do ostrego przyzwyczajeni od dzieciństwa, dlatego moje potrawy są tylko lekko pikantne.

Jeżeli macie podobne odczucia, śmiało zaopatrzcie się na stoisku azjatyckim w najbliższym supermarkecie. Kiedyś zaopatrzylibyście się we wszystko w sklepie kolonialnym, ale obecnie sklepy pod tą nazwą oferują co najwyżej kawę i herbatę. Tak na marginesie – wiecie jakim rozczarowaniem była dla mnie lektura Sklepów cynamonowych Schulza. Byłam święcie przekonana, że za tym tytułem skrywają się sklepy kolonialne, składy pełne aromatycznych przypraw, egzotycznych towarów, które rozbudzają wyobraźnię marzeniami o dalekich podróżach. A tu klops – sklepy owszem były, ale cynamonowe, bo wyłożone wewnątrz brązową boazerią, pełne osobliwości, ale poszukiwanych bardziej przez alchemików niż kucharzy… Korzenie Mandragory, homunculusy i żywe bazyliszki…

Z pełną szafką orientalnych przypraw można eksperymentować z potrawami. Ostatnio zajadaliśmy się czerwonym curry z jagnięciny. Mięso, zioła, cebula i czosnek lokalne, egzotyczne dodatki prosto z Tajlandii, tylko pochodzenia limonki nie udało mi się ustalić – w sklepie owoce przekładane są z kartonów, w których przyjechały do Grange, do eleganckich skrzynek wyłożonych workami jutowymi. W sumie to mało ważne, bo curry wyszło obłędne!

curry z jagnięciny 23

CZERWONE CURRY Z JAGNIĘCINY

  • 500 g jagnięciny z udźca, bez kości
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki oleju
  • 2 łyżki tajskiej, czerwonej pasty curry
  • 200 g mleka kokosowego (pół puszki)
  • 1 łyżka miałkiego brązowego cukru
  • 125 ml wywaru mięsnego (np. wołowego lub jagnięcego)
  • 1 łyżka tajskiego sosu rybnego
  • 2 łyżki soku z limonki
  • 1 puszka kasztanów wodnych (227 g)
  • 2 łyżki posiekanej bazylii
  • 2 łyżki posiekanej kolendry
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • ryż jaśminowy

Mięso obkrawamy z nadmiaru tłuszczu i przerostów, kroimy w kostkę (ok. 3 cm). Cebule obierami i kroimy w plasterki. Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę. Rozgrzewamy olej na dużej patelni. Smażymy cebulę i czosnek przez 2-3 minuty, a następnie dodajemy mięso. Smażymy, aż zbrązowieje ze wszystkich stron.

Dodajemy pastę curry, mieszamy i chwilę smażymy, zanim dodlejemy mleko kokosowe i wsypiemy cukier. Następnie wszystko mieszamy, zagotowujemy, zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy, aż mięso zacznie mięknąć (ok. 20-25 minut).

Wlewamy sos rybny, sok z limonki i bulion, gotujemy jeszcze ok. 15 minut. W międzyczasie gotujemy ryż na sypko. Gdy mięso jest miękkie, dodajemy odsączone z zalewy kasztany wodne oraz posiekane zioła i jeszcze podgrzewamy chwilę. Doprawiamy do smaku, jeżeli potrzeba. Podajemy z ryżem.

curry z jagnięciny 24
curry z jagnięciny 21
(przepis z moimi zmianami wg 1001 One Pot, Casseroles, Soups & Stews)

Udziec jagnięcy w czerwonym winie (wolno pieczony)

baran-015

Jak uczcić urodziny Męża? Solidną porcją mięsa! Udziec jagnięcy robi wrażenie, ale przygotowanie go jest wyjątkowo proste i nie zajmuje wiele czasu. Właściwie piecze się sam, bo nie trzeba go podlewać, obracać, zmieniać temperatury. Im dłużej będzie się piekł – a właściwie piekł, dusił i gotował równocześnie – tym bardziej będzie się rozpływał w ustach. Continue reading

Curry z jagnięciny

curry-015

Każda pora roku ma taki charakterystyczny obrazek, który powtórzono już tysiące razy w najróżniejszych odmianach, że wydaje się być konieczny dla zaistnienia kolejnego sezonu. I tak zimowy obrazek to zabawy na śniegu, z obowiązkowym lepieniem bałwana, wiosna to piknik i prace w ogródku, jak lato to musi być odpoczynek nad morzem, a jesień to niekończące się spacery po alejkach złotych od opadłych liści…

I chociaż znam pasjonatów kąpieli w lodowatym oceanie w środku zimy oraz takich, co na piknik wybierają się dopiero jesienią, podczas gdy reszta towarzystwa uparcie wędruje w poszukiwaniu grzybów, a nawet widziałam bałwana ulepionego z piasku ze słomianym kapeluszem na głowie i w przeciwsłonecznych okularach – są to jednak pojedyncze przypadki, wyjątki potwierdzające regułę.

Nie jestem ekscentrycznym oryginałem, toteż jesień nastraja mnie do marszu. Jest ciszej, spokojniej, wiejskie drogi wydają się jeszcze bardziej opustoszałe niż zwykle, w powietrzu unosi się zapach butwiejących liści, a pierwsze chłodne porywy wiatru zmuszają do ruchu. Z wędrówki przyjemnie wrócić do ciepłego domu, po którym roznosi się zapach z kuchennego pieca. Aromat kawy, opiekanych kromek chleba, smażących się powideł czy egzotyczne zapachy przypraw z dalekiego świata uzupełniają listopadową atmosferę.

Smacznymi, a przy tym prostym daniami, w sam raz na jesienne dni, są wszelkie potrawy gulaszowe. Dzisiejsze curry z jagnięciny ma dodatkową zaletę – ugotowany sos można odstawić i potrawę dokończyć tuż przed podaniem.

curry-0012

curry-031

CURRY Z JAGNIĘCINY

Jagnięcina:

  • 600 g udźca jagnięcego (lub niezbyt tłustej łopatki)
  • 700 ml zimnej wody
  • 2 łyżki oliwy
  • ½ łyżeczki świeżo otartej gałki muszkatołowej
  • 3-4 listki laurowe
  • 6 ziaren pieprzu
  • ½ cebuli
  • ½ łyżeczki soli

Sos curry:

  • 1/3 łyżeczki chili
  • 2 łyżeczki przyprawy curry
  • 1/3 łyżeczki sproszkowanego kminu rzymskiego
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 cebule
  • 2 łyżeczki przecieru pomidorowego
  • 2 duże pomidory
  • 1 łyżka oliwy
  • wywar pozostały po ugotowaniu jagnięciny (ok. 700 ml)

oraz:

  • 1 puszka ciecierzycy (400 g)
  • sól i pieprz do smaku
  • świeża kolendra do przybrania
  • ugotowany ryż do podania

Jagnięcinę kroimy w kostkę. Cebulę obieramy i siekamy w drobną kostkę. W dużym garnku rozgrzewamy oliwę na średnim ogniu, wrzucamy jagnięcinę i obsmażamy ok. 4 min. Wrzucamy posiekaną cebulę, listki laurowe, pieprz, sól i gałkę, zalewamy zimną wodą i zagotowujemy. Zmniejszamy ogień, przykrywamy garnek i gotujemy 30 min.

Wyjmujemy mięso wraz z cebulą z garnka (łyżką cedzakową) i odstawiamy na bok, usuwamy listki laurowe, a wywar zachowujemy do przygotowania sosu.

Cebulę na sos obieramy i drobno siekamy, czosnek obieramy i rozgniatamy, pomidory kroimy w kostkę. W rondlu rozgrzewamy oliwę, wsypujemy kmin rzymski, chili i curry, dodajemy czosnek i cebulę i smażymy całość przez kilka minut, mieszając. Dodajemy pomidory i koncentrat, wlewamy wywar z jagnięciny i zagotowujemy. Przykrywamy, zmniejszamy ogień i gotujemy przez 30 min. Ugotowany sos dokładnie blendujemy.

Ugotowaną jagnięcinę wraz z sosem zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 15 min. Dodajemy odcedzoną i opłukaną ciecierzycę, gotujemy jeszcze 2 min. Sprawdzamy smak – doprawiamy solą i pieprzem, jeżeli potrzeba. Posypujemy świeżą kolendrą i podajemy z ryżem.

curry-036

(zmodyfikowany przepis z „Food & Wine” September 2013)

 

Kyseľ

DGR kysel 01

Przygotowując wiosenny numer “Maszketów”, wybrałyśmy się w kulinarną podróż do naszych południowych sąsiadów – do Pepików i Słowoków. O ile kuchnia czeska jest z grubsza znana, o tyle słowacka nie jest już tak popularna w Polsce.

O kuchni słowackiej można długo rozprawiać, ale przede wszystkim trzeba mieć na uwadze, że ta tradycyjna, chłopska jest bardzo różna w zależności od regionu. Oparta na lokalnych produktach, daleka od obcych wpływów nie uległa ujednoliceniu w jedną kuchnię narodową.

Kyseľ to rodzaj polievki, czyli zupy. Kiedy pierwszy raz usłyszałam tę nazwę, byłam pewna, że za moment zostanę poczęstowana kisielem, a tymczasem była to zupa z jagnięciny. Jest wiele odmian – od bardzo grzybowej, przez mocno zakwaszaną octem aż do niemal słodkiej śliwkowej szarej zupy. Na wschodzie Słowacji jest jedną z potraw bożonarodzeniowych.

Jagnięcina – jak pewnie wiecie – jest bardzo popularna w Irlandii, więc każdy przepis z jej udziałem chętnie wypróbuję w swoim domu. Słowacka zupa bardzo nam smakowała, choć była zupełnie odmiennym doświadczeniem kulinarnym, ze względu na egzotyczne z mojej perspektywy połączenie smaków: papryki, kiszonej kapusty i suszonych śliwek. Polecam szczególnie na chłodniejsze dni lub jako wieczorny posiłek po całodniowej wędrówce.

DGR kysel 03

KYSEĽ

  • 500 g mięsa z łopatki jagnięcej
  • 10 g suszonych prawdziwków
  • 2 listki laurowe
  • ząbek czosnku, mała cebula
  • 150 g kiszonej kapusty
  • 50 g suszonych śliwek
  • skórka otarta z połowy cytryny
  • 50 g masła
  • 40 g mąki
  • 10 g mielonej papryki
  • sól
  • pieprz

Mięso jagnięce pokrojone w 2-centymetrową kostkę wkładamy do garnka wraz z oczyszczonymi grzybami, listkami laurowymi, zmiażdżonym czosnkiem i posiekną cebulą. Zalewamy letnią wodą, zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 1 ½ godziny. Następnie dodajemy poszatkowaną kapustę. Śliwki dokładnie myjemy, wkładamy do rondelka wraz ze skórką z cytryny, zalewamy wodą i gotujemy, aż lekko zmiękną. Śliwki wraz z wodą wlewamy do zupy. Masło roztapiamy w rondelku na średnim ogniu, wsypujemy mąkę z mieloną papryką, rozprowadzamy trzepaczką. Gotujemy 2 minuty, cały czas mieszając. Zdejmujemy zasmażkę z ognia i wlewamy tyle zupy, by była dobrze rozcieńczona. Cienkim strumieniem wlewamy do zupy, cały czas mieszając. Podgrzewamy. Zupę podajemy z chlebem.

DGR kysel 02