Chowder – wyspiarska zupa rybna

chowder-007

Pierwszą irlandzką potrawą jaką poznałam po przyjeździe do Irlandii był właśnie chowder. O ile pierwszym poznanym produktem (poza oczywiście Guinnessem, Baileysem i whiskey, z których jest znana Irlandia na całym świecie) były śmierdzące irlandzkie kiełbaski, których najgorszy sort z zapałem co drugi dzień smażył nasz ówczesny współlokator na śniadanie, lunch i obiad (co miał się rozdrabniać…), o tyle pierwszym całościowym daniem był właśnie chowder.

Nie miałam go jeść, miałam go nalewać klientom coffee shopu, którzy przyszli na lunch. Niby prosta sprawa, a jednak… Restauracyjna chochla to narzędzie w rozmiarze XXL, które z powodzeniem posłużyłoby każdej wiedźmie, a miska na zupę jest w rozmiarze XS, niewiele większa niż duża filiżanka. Chowder był w piątki i w każdy piątek wracałam do domu z oparzoną rękę od tej przeklętej zupy. Zajęło mi kilka tygodni, nim wymyśliłam własny sposób celowania wiadrem w naparstek bez oblewania się wrzątkiem, ale uraz do zupy rybnej pozostał.

Cicha skarga Męża polega na zamawianiu chowdera przy każdej możliwej okazji; służbowy lunch czy kolacja „na mieście” – nie ma znaczenia, jeśli tylko w karcie jest chowder, to każe sobie go podać. Trzeci tydzień lutego jest w naszym domu tygodniem świętowania, akurat wypadają walentynki, a kilka dni po nich urodziny Męża. Chciałam mu zrobić niespodziankę, więc ugotowałam mu jedno z jego ulubionych dań kuchni irlandzkiej. Kazał mi napisać, że to najlepszy chowder, jaki jadł, i że rekomenduje go każdemu, kto lubi dobrze zjeść.

Sekret smaku tkwi w różnorodności i w proporcjach. Chociaż jest to bardzo prosta wersja, to ilość i jakość ryb podnosi wartość dania. Spróbujcie koniecznie, a raz na zawsze zmienicie zdanie na temat kuchni wyspiarzy.

chowder-008

CHOWDER

  • 350 g ryb morskich w kawałkach (u mnie łosoś, łupacz i wędzony dorsz)
  • 280 g obranych i ugotowanych krewetek
  • 500 ml wywaru rybnego
  • 300 ml mleka
  • 4 łyżki świeżej śmietany
  • 1 duża cebula
  • 1 mały por
  • 220 g ziemniaków (w sezonie młodych)
  • 120 g surowego boczku
  • 1 łyżka oleju
  • 1 łyżka mąki
  • chili, słodka papryka, pieprz i ewentualnie sól
  • natka pietruszki i chleb do podania

Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, por myjemy i kroimy w plasterki, boczek również kroimy w kostkę. W sporym rondlu rozgrzewamy olej na średnim ogniu, wrzucamy cebulę, por i boczek, które smażymy ok. 8-10 minut, aż zmiękną. Wsypujemy łyżkę mąki i mieszamy.

Wlewamy wywar rybny i podgrzewamy, aż zacznie się delikatnie gotować. Ziemniaki myjemy i kroimy w kostkę. Dodajemy do zupy, gdy wywar zacznie się gotować, przykrywamy i gotujemy ok. 12 minut. Przyprawiamy chili, papryką i pieprzem. Wlewamy mleko, mieszamy. Dodajemy pokrojone na kawałki ryby, mieszamy i gotujemy kilka minut (aż ryby będą ugotowane).

Na koniec wrzucamy krewetki (jeśli były mrożone, musimy je wcześniej rozmrozić). Wlewamy śmietanę, mieszamy i gotujemy jeszcze 1-2 minuty. Sprawdzamy smak, rozlewamy do talerzy, dekorujemy posiekaną natką pietruszki i podajemy z pieczywem.

(przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” March 2016)


Jedzmy ryby!

Łosoś w panierce z piekarnika z warzywami

 

losos-008

Lato się skończyło. Za mną pracowity wrzesień. Przygotowania do Celtic Fringe Festival, który zakończył się w minioną niedzielę, oraz do jesiennego numeru „Maszketów” pochłonęły cały mój czas wolny od codziennych obowiązków. Blog praktycznie poszedł w odstawkę i to tak mocno, że błysnęła mi kilkakrotnie myśl, żeby zawiesić go na jakiś czas, bo zwyczajnie nie mieści się w mój kalendarz. Za każdym razem, gdy nachodziły mnie takie myśli, zaraz w oczy rzucał się stos magazynów kulinarnych, półki pełne książek (w tym 5 nowych, podarowanych przez męża), a do ręki sam pchał się aparat, który zyskał dopiero co nowy obiektyw, wyproszony jako prezent urodzinowy, choć do urodzin jeszcze ho, ho…

Lubię wędrować z aparatem po wiejskich drogach, zaglądać między gałęzie, zerkać pod stopy. Każdy dzień przynosi coś nowego, coś zakwita, coś usycha, a pajączki wiją swe sieci, by rosa mogła się sperlić na ich nitkach. Tylko Benbulben niezmiennie tkwi na posterunku stateczny jak stół przykryty ciężkim, zielonym aksamitem. Drzewa zaczynają się żółcić, owoce na dzikich krzewach wysycają się czerwienią, polne rośliny usychają, wypuszczając na wiatr tysiące ziaren. Z kominów unosi się torfowy dym, a poranna mgła przykrywa siwą kołdrą całą dolinę.

Łosoś z fasolką i pomidorkami koktajlowymi urzeka także barwami (i łatwością w przygotowaniu). Bardzo polubiliśmy ten zestaw – na tyle, że trafił do stałego repertuaru obiadowego. Na zdjęciach jest wersja z żółtą fasolką szparagową, ale jeszcze lepiej smakuje z drobną, zieloną fasolką, która lepiej zachowuje swą jędrność w trakcie pieczenia.

losos-009a

 

ŁOSOŚ W PANIERCE Z PIEKARNIKA Z WARZYWAMI

  • 2 filety z łososia bez skóry
  • 250 g ziemniaków
  • 150 g fasolki
  • 125 g pomidorków koktajlowych
  • 2 ząbki czosnku
  • oliwa
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • garść natki pietruszki
  • 30 g parmezanu
  • 2 łyżki musztardy Dijon
  • 60 g bułki tartej*

* W Irlandii używa się świeżego pieczywa do robienia panierki, jest ona znacznie mniej chrupiąca. Zwykła sucha bułka tarta również się nadaje do tego dania.

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 170°C (z termoobiegiem).

W dużej misce mieszamy umyte i pokrojone w ćwiartki ziemniaki, fasolkę, obrane i przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku z łyżką oliwy, solą i pieprzem.Warzywa obtoczone w oliwie i przyprawach układamy w naczyniu żaroodpornym jedną warstwą. Zapiekamy przez 10 minut.

W małej misce mieszamy drobno starty parmezan, bułkę tartą i posiekaną natką pietruszki. Filety smarujemy dokładnie musztardą z każdej strony, obtaczamy w panierce (dociskając ją, żeby dobrze się trzymała). Wyjmujemy naczynie z warzywami z piekarnika, robimy nieco miejsca między nimi i ukłdamy tam filety. Pomidorki obtaczamy w oliwie i dokładamy do warzyw. Wstawiamy całość do piekarnika na kolejne 15-18 minut.

losos-007

Przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” August 2016

Łupacz pieczony w folii na purée z groszku

ryba z groszkiem 07

Koszmar senny każdego blogera kulinarnego. Danie przygotowane, zaaranżowana scenografia, a aparat strzela focha… Pół biedy, gdy fotografujemy coś, co może sobie poczekać na rozwiązanie problemu, ale kiedy stoimy nad talerzem z obiadem, który zamierzamy po szybkiej sesji zjeść, mając nadzieję, że jeszcze będzie ciepły…

Mój aparat zaczął dziś robić niebieskie zdjęcia, a opcja balansu bieli nie chciała się otworzyć. Od razu przed oczami stanął mi nasz pierwszy kompaktowy aparat cyfrowy, który miał zepsuty balans bieli i wszystkie zdjęcia robił niebieskie. Dziś nie miałam czasu się zastanawiać, sprawdziłam tylko, czy w innych warunkach oświetlenia poprawi swoje rezultaty, co zaskutkowało wyniesieniem jedzenia na podwórko i tam zrobieniu dosłownie 6 zdjęć, z których jedno po mocnej obróbce, a drugie po mniejszej zdecydowałam się jednak opublikować.

Jutro będę się zastanawiać, czy to tylko chwilowy kaprys aparatu, czy niestety po wielu latach trzeba będzie się z nim pożegnać. Mąż nawet specjalnie nie oponował, kiwnął głową, że jak najbardziej mogę się już rozglądać za nowym modelem. Mam nadzieję, że się nie rozmyśli! Mam też nadzieję, że  nieudane zdjęcia nie zrażą nikogo, bo potrawa jest naprawdę warta wypróbowania. Króliczka była tak zachwycona rozdrobnionym groszkiem, że nawet nie zauważyła cebuli na rybie. I znów usłyszałam od córki, że jestem the best cook ever, ach…

ryba z groszkiem 08

ŁUPACZ PIECZONY W FOLII NA PURÉE Z GROSZKU

  • 2 filety z łupacza
  • szalotka bananowa
  • masło
  • oliwa
  • sok z cytryny
  • 300 g mrożonego groszku
  • 150 ml bulionu warzywnego
  • 500 g młodych ziemniaków
  • sól gruboziarnista
  • świeżo zmielony pieprz
  • tymianek (suszony)
  • koperek do przybrania

Piekarnik nagrzewamy do 180°C. Umyte ziemniaki kroimy wzdłuż na ćwiartki. Wkładamy do żaroodpornego naczynia, wlewamy oliwę (tyle, by po wymieszaniu ziemniaki były równo w niej obtoczone), posypujemu tymiankiem, pieprzem i niewielką ilością gruboziarnistej soli. Wstawiamy do piekarnika na 30-40 minut.

Szalotkę obieramy i drobno kroimy. Odcinamy dwa kawałki folii aluminiowej, każdy smarujemy odrobiną oliwy na środku. Na folii układamy filety, skrapiamy sokiem z cytryny, posypujemy posiekaną cebulą, a na wierzchu układamy po kawałku masła. Zawijamy luźno folię, układamy na blaszce lub w płaskim naczyniu żaroodpornym i wstawiamy na 15 minut do piekarnika.

Groszek wkładamy do rondla, zalewamy bulionem, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 3-4 minuty. Odcedzamy, zachowując wywar. Dodajemy do groszku 2 łyżki masła i blendujemy, dolewając tyle wywaru, by uzyskać satysfakcjonującą konsystencję. Przyprawiamy solą i pieprzem.

Purée nakładamy na talerze, na wierzchu układamy rybę (skrapiając sokiem z pieczenia) i dekorujemy gałązką koperku. Podajemy z pieczonymi ziemniakami.

Przepis wg „Easy Food” June/July 2016 z moimi zmianami.

Sałatka z młodych ziemniaków z groszkiem i sosem tuńczykowym

sałatka tuna 004

Schowałam się w kuchni. Wcześniej postraszyłam Króliczkę, że jeśli jeszcze raz mnie zawoła, to nie tylko nie będzie miała co jeść, ale nie pozwolę jej zjeść lodów, które sama sobie kupiła za pieniądze wyciągnięte od Tooth Fairy.

Zwyczaj z Wróżką od Zębów nie byłby taki irytujący, gdyby nie podbijanie stawki za ząb przez co bardziej pomysłowych rodziców. Przed ostatnią transakcją z wróżką Króliczka napisała do skubanej list, że wycenia swój ząb na całe 5 euro (skoro koledze tyle Zębuszka zapłaciła, to dlaczego ona miałaby się zadowolić tylko jedną monetą!). Co mieli zrobić rodzice? Zapłacili okup w imieniu wróżki.

Z zazdrością myślałam o rodzicach w kraju, którzy nie muszą wykupywać kolejnych mleczaków swych pociech, ale koleżanka mnie uświadomiła, że Świnka Peppa skutecznie rozpropagowała ten zwyczaj wśród polskich rodzin. Zapomniałam jednak zapytać, ile kasuje skubana nad Wisłą!

Używając mało pedagogicznych metod, czyli groźby, a także przywłaszczając sobie prawo do rozporządzania mieniem dziecka (no co, w końcu to ja jestem matką), wywalczyłam te 30 minut bez „Mamo! Maaaamooo! Maaaaaaamoooooo!” i zniknęłam w kuchni, żeby ugotować ziemniaki i zrobić z nich sałatkę. Króliczka z Chomiczkiem bawili się w zagrodzie – błoga cisza, bo Maluszek nie pamięta o mnie, dopóki jego starsza siostra nie zaczyna mnie wołać, kartofle się gotowały, a ja – przycupnięta na ryczce – ukradkiem czytałam artykuł o wrednych matkach. Takich, co nie bardzo lubią „Mamo, zobacz!”, „Mamo, podaj!”, „Mamo, a wiesz…?”, „Mamo, a gdzie jest…?” i „Mamo, a on znowu…”

sałatka tuna 005

SAŁATKA Z MŁODYCH ZIEMNIAKÓW Z GROSZKIEM I SOSEM TUŃCZYKOWYM

  • 500 g młodych ziemniaków
  • 120 g mrożonego młodego groszku (petit pois)
  • 2 zielone cebulki
  • 4 garście szpinaku (drobne liście „baby”)
  • 160 g tuńczyka w sosie własnym z puszki (w małych kawałkach)
  • 100 g jogurtu greckiego
  • 1 łyżka majonezu
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon
  • sok z połowy cytryny
  • sól i swieżo zmielony pieprz
  • 4 jajka

W średniej misce mieszamy jogurt z majonezem, musztardą i sokiem z cytryny. Tuńczyka odsączamy i dodajemy do sosu, mieszamy. Przyprawiamy solą i pieprzem.

Umyte i pokrojone w ćwiartki kartofelki gotujemy ok. 15-20 minut w osolonej wodzie. Jajka gotujemy na półtwardo (lub na twardo, jeśli nie lubicie płynnego żółtka). Jajka na półtwardo gotuję w ten sposób: jajka w temperaturze pokojowej wkładam do gotującej się, osolonej wody i gotuję przez 5 minut, następnie szybko schładzam pod bieżącą, zimną wodą, aby przerwać gotowanie.

Umyty i osuszony szpinak układamy na talerzach (lub w większym półmisku). Umytą zieloną cebulkę kroimy. W rondelku zagotowujemy wodę, zdejmujemy z ognia i wkładamy mrożony groszek, blanszujemy przez minutę, a następnie odsączamy na sitku.

Odcedzamy kartofelki i mieszamy z sosem tuńczykowym. Dodajemy groszek i przekładamy na talerze ze szpinakiem. Posypujemy posiekaną cebulką, a na wierzchu układamy jajka przekrojone na pół. Oprószamy pieprzem i podajemy od razu.

sałatka tuna 006
Przepis z moimi zmianami z „Easy Food” June/July 2015


Warzywa psiankowate 2016
Warzywa psiankowate 2016

Quiche bez ciasta z młodymi kartofelkami i łososiem

quiche losos i ziemniaki 005

Sukces kulinarny czasami tkwi już w samej nazwie dania. Naprawdę – to jak nazwiemy naszą potrawę wpływa na jej postrzeganie. Działa to zarówno na dorosłych, jak i na dzieci.

Uwielbiam wszelkiego rodzaju tarty, zapiekanki, pieczonki i inne potrawy jednogarnkowe. Moja córka za to musi mieć wszystko osobno na talerzu.

Uwielbiam młode kartofelki – bo nie trzeba ich obierać, często nie trzeba ich nawet kroić, zazwyczaj nie mają oczek i do tego są uroczo malutkie. Moja córka ostatnio w ogóle nie chce jeść ziemniaków, tylko kasze, ryż lub makaron.

Uwielbiam ryby. Moja córka uwielbia wszelkie inne stworzenia morskie na talerzu, a ryby nie, bo mają ości.

Uwielbiam zieloną cebulkę – mogłabym dodać ją do każdego dania. Moja córka z zasady nie je cebuli bez względu na rodzaj. Nie i już.

Uwielbiam jajka – w każdej postaci. Moja córka zje tylko jajko na miękko, a najlepiej żeby było to jajko bez żółtka.

Jednym słowem prezentowana potrawa powinna okazać się hitem dla mnie i powodem do płaczu nad talerzem dla Króliczki. Tymczasem Malutka zjadła do ostatniego okruszka, piszcząc, że wszystko w niej jest jej favourite. Wszystko za sprawą nazwy. Bo co to jest ten „kisz”? Powiedziałam jej, że to takie ciasto. Z początku nie uwierzyła, bo jak ciasto z ziemniaków. Przekonałam ją, opowiadając jej, jak w czasie wojny, gdy brakowało mąki, do wypieków dodawano ziemniaki i inne warzywa. Z początku nie chciała wierzyć, ale po sekundzie doznała olśnienia, że z marchwi robi się ciasto marchewkowe, a z dyni dyniowe. Miałam jeszcze sekretny argument, czyli mąkę ziemniaczaną, ale nie musiałam jej wyjmować, bo skojarzenie z carrot cake zdziałało cuda. Zajadała potem z takim apetytem, że nawet nie zauważyła, że jak na ciasto, to dziwnie mało słodki ten quiche…

quiche losos i ziemniaki 004

QUICHE BEZ CIASTA Z MŁODYMI KARTOFELKAMI I ŁOSOSIEM

  • 750 g młodych kartofelków
  • 200 g wędzonego łososia
  • 5 zielonych cebulek
  • 3 łyżki posiekanego koperku
  • 200 ml crème fraîche
  • 4 średnie jajka
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Umyte kartofelki gotujemy ok. 15-20 minut. Po ugotowaniu odcedzamy i odstawiamy, by ostygły.

Piekarnik nagrzewamy do 160°C (z termoobiegiem). Ostudzone ziemniaki kroimy w plastry. Łososia kroimy na cienkie paski. Cebulkę siekamy. Połowę ziemniaków układamy w naczyniu żaroodpornym, solimy, pieprzymy, posypujemy połową posiekanego koperku i cebulki, a na wierzchu układamy połowę łososia. Powtarzamy z drugą połową składników w tej samej kolejności.

Jajka rozbijamy do dzbanka i roztrzepujemy ze śmietaną. Wylewamy na kartofle z łososiem. Pieczemy przez 45-50 minut. Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy na kilka minut zanim zaczniemy go kroić.

quiche losos i ziemniaki 006
Wg „Easy Food” April 2015

To my! Młode kartofelki 2016To my! Młode kartofelki 2016

Pasta z wędzonej makreli (oraz o kradzieży naszego samochodu)

pasta z makreli 007

– Dzwonię po Gardę!  – Mąż gorączkował się od samego rana. – Samochód nam ukradziono! Że też się ktoś na naszą „krowę” (jak pieszczotliwie nazywamy następcę „złomka”) połasił, przecież stare to i blachę z tyłu ma niewyklepaną (to pozostałość po tym, jak kazałam Mężowi na wstecznym wjechać w szpaler krzaków, w którym, jak się okazało, był ukryty kamienny murek). Tylko fotelików samochodowych dla dzieci szkoda…

Zaniepokojona Króliczka przyczłapała ze smutną miną: – Nasz samochód, ja go tak lubiłam. Przecież w Grange nie ma złodziei. Nasz samochód, w moim ulubionym kolorze. Mój Garfield został w środku. Pocieszałam ją, że nic się nie stało i jak Garda nie znajdzie naszego auta, to kupimy nowe, też czerwone. – Ale na pewno czerwone, dobrze? – Na pewno czerwone, na pewno… Chomiczek jako jedyny był uszczęśliwiony, bo zobaczył rano Tatę, co się bardzo rzadko zdarza, bo Maluszek wstaje po jego wyjeździe do pracy.

Oficer z naszego posterunku zjawił się w minutę, koniec końców to mała wieś. Przywitał się, usiadł w kuchni i poprosił, by mu opowiedzieć, co się zdarzyło poprzedniej nocy.

Mąż zrelacjonował, jak to wrócił z pracy, wypakował zakupy z Lidla (te włoskie, co to były za pół ceny z okazji pokonania Włochów w mistrzostwach), zamknął samochód, wszedł do domu, zostawiając auto od frontu. Tyle.

– Ej, jeszcze potem byłeś w naszym sklepie, bo skąd te wiśnie na stole?! – poprawiam szybko Męża, a on otwiera szeroko oczy, patrzy zdumiony na Pata i zaczyna coś bełkotać pod nosem, że przecież wywoził do kontenerów za sklepem słoiki po ogórkach… Zaraz… Zaraz… Pobiegł świńskim galopem (jak to na Śląsku się goda) do sklepu (który jest po drugiej stronie drogi) i za chwilę widzę, jak czerwony pędzi z powrotem, pokazując mi kciukiem okey.

Wpadł do domu zawstydzony, Pat go pocieszał, że to się często zdarza i najważniejsze, że samochód się odnalazł. – Boże, ale ja już wysłałem wiadomość do pracy! – Powiesz im, że guards tak szybko auto odnaleźli – pożegnał się nasz posterunkowy i pojechał dalej. Tym sposobem poprawiliśmy statystyki wykrywalności sprawców przestępstw i odzyskiwania zrabowanego mienia. Pełny sukces przed 9 rano!

Jak się potem Mąż tłumaczył: – Tak się ucieszyłem, że kupiłem 2 kilo wiśni za 5 euro, że pobiegłem do domu i zapomniałem, że przyjechałem samochodem do sklepu… Nadal się z tego śmieję…

pasta z makreli 009

PASTA Z WĘDZONEJ MAKRELI

  • 2 wędzone filety z makreli
  • 2-3 łyżki majonezu
  • 2 ogórki małosolne
  • łyżka posiekanego koperku
  • łyżka posiekanego szczypiorku
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Z makreli usuwamy ewentualne ości, oddzielamy mięso od skóry i je rozdrabniamy (palcami, ale można widelcem). Przekładamy do miski. Ogórki kroimy w kosteczkę, wsypujemy do ryby wraz z posiekanymi ziołami. Uzupełniamy majonezem, mieszamy. Przyprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy na pół godziny zanim podamy (lub na dłużej, wtedy wstawiamy do lodówki).

pasta z makreli 005

Grzanki z wędzoną makrelą i przepiórczymi jajkami (oraz o wrogach…)

makrela rozmaryn 005

Teoria spiskowa Mojego Męża jest taka, że niby ja potrzebuję mieć wroga… Kogoś lub coś z czym będę mogła walczyć, snując podstępne plany zniszczenia go, których oczywiście nigdy nie zrealizuję. Gdyby jednak udało się wroga zneutralizować, to w mig muszę sobie znaleźć kolejny obiekt, gdyż nie mogę bez tego żyć.

Kim lub czym są moi wrogowie. Ano są to na przykład psie siuśki w mojej rabacie, niszczące rośliny skuteczniej niż RoundUp. Albo kupy tych samych psów zrobione do tej samej rabaty. Inni to palacze na placu zabaw. Kolejna grupa anonimowych wrogów to pijani wytaczający się z pubu za płotem i wrzeszczący mi pod oknami o północy. Kierowcy przejeżdżający na czerwonym świetle na przejściu przed szkołą Króliczki, a kolejni to miłośnicy palenia śmieciami w kominkach lub w ogródkach.

Snuję więc podstępne plany ogrodzenia rabatki metalowym płotkiem. Posyłam pełne wyrzutu spojrzenia w stronę palących matek, co najczęściej skutkuje tylko zabraniem własnych dzieci z placu zabaw. Ze złości na porykujących pijaków z przybytku zza płotem, namawiam usilnie Męża, by chodził do pubu za kościołem. Marzą mi się progi zwalniające co 10 metrów w okolicy szkoły i obowiązkowe filtry na kominach jako kara dla utylizujących śmieci w kominkach domowych.

Z innymi wrogami rozprawiam się sama – prowadzę aktywną krucjatę przeciwko ślimakom buszującym w doniczkach, poluję na muchy w kuchni, chodzę napominać młodzież urządzającą dyskotekę na podwórku o 12 w południe, a nawet przypilnowałam sąsiada, żeby usunął halloweenową dekorację w postaci martwej kawki zawieszonej na drzewie (w celu odstraszenia innych kawek)… Taka wojownicza myszka jestem.

A Mąż? Rozkłada ręcę, mówiąc, że nic na to nie poradzi. Dobitniej: -Przecież nie wystrzelam wszystkich psów w okolicy, nie wysadzę w powietrze pubu, nie położę się plackiem przed przejściem dla pieszych, a w ogóle to nie masz już czym się zajmować…?!

I tak sobie rozprawiamy nad wzorami kulturowymi i ich rozbieżnością w aspekcie normatywnym i behawioralnym. Bo niby wszyscy wiemy, jak żyć, by żyć dobrze, ale co zrobić, gdy żyjąc gorzej, czujemy się z tym lepiej?! Gotujemy jajka, opiekamy chleb i dochodzimy do wniosku, że nic się nie zmieniło od czasów starożytnych – kult Apolla i kult Dionizosa nijak zgodzić się nie mogą.

makrela rozmaryn 004

GRZANKI Z WĘDZONĄ MAKRELĄ, JAJKAMI PRZEPIÓRCZYMI I ROZMARYNEM

  • pieczywo (może być z poprzedniego dnia), wędzone filety z makreli, jajka (u nas przepiórcze), łyżeczka świeżego rozmarynu, masło, sól, świeżo zmielony pieprz

Pieczywo posmarowane masłem opiekamy (w piekarniku). Mięso makreli rozrywamy widelcem na cząstki, wkładamy do miski i podgrzewamy w mikrofalówce. Jajka przepiórcze gotujemy 2,5 minuty (na miękko) do 4 minut (na twardo), następnie zalewamy zimną wodą, by szybko przerwać proces gotowania. Rozmaryn siekamy.

Ugotowane jajka obieramy. Jeśli są na miękko – wkładamy do miski, wsypujemy rozmaryn i widelcem lekko rozgniatamy jajka, mieszamy, solimy i pieprzymy. Jajka ugotowane na twardo rozkrawamy na pół. Na opieczonym chlebie układamy jajka i makrelę. Pieprzymy, solimy, posypujemy rozmarynem.