Łosoś w pomarańczowej glazurze

łosos 002

Właśnie ukazał się w sieci najnowszy numer „Maszketów”, w którym wśród wielu działów tematycznych znajdziecie rozdział poświęcony rybom. Nie jeść ryb, gdy mieszka się nad Atlantykiem, to wbrew idei eat local, eat fresh. O rybę prosto z połowu łatwiej tutaj niż o świeżo zerwaną truskawkę. Taki klimat…

Nie żebym była ideowcem-terrorystą kulinarnym! Po prostu dzieciństwo i młodość spędziłam na Śląsku, gdzie było dokładnie odwrotnie – do morza dzień drogi, ale truskawki u Babci na krzaczkach słodkie jak marzenie. Teraz mam truskawki z Wexford, a Wexford znajduje się dokładnie po drugiej stronie wyspy, skąd bliżej do Walii niż do mnie, ale przynajmniej atlantyckie ryby są na wyciągnięcie ręki.

Dostępność i obfitość zachęca do próbowania nowych smaków i eksperymentów. Powszechnie wiadomo, że sok z cytryny służy rybie (choć istnieją też zajadli przeciwnicy skrapiania nim ryby), a co powiecie na sok z pomarańczy? Nim przepis trafił do magazynu, wypróbowałam go na mojej rodzinie – pokochali miks miodu, sosu sojowego, oleju sezamowego i pomarańczy. Muszę wymyślić coś nowego, bo od dłuższego czasu (składanie magazynu trochę trwa!) mam łososia w pomarańczowej glazurze regularnie na obiad…

łosos 003

ŁOSOŚ W POMARAŃCZOWEJ GLAZURZE

  • 4 filety z łososia
  • 4 łyżki naturalnego miodu
  • 4 łyżki sosu sojowego
  • sok i skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego
  • 1-2 łyżeczki sosu sriracha (lub suszonych krążków chili w łagodniejszej wersji)
  • olej

W misce mieszamy miód, sos sojowy, sos sriracha, olej sezamowy oraz sok i skórkę z pomarańczy. 4 łyżki marynaty przekładamy do osobnej miseczki i odstawiamy na później. Łososia zanurzamy w misce z marynatą i odstawiamy na ½ h, pamiętając, by obrócić mięso w marynacie po 15 minutach. Piekarnik nagrzewamy do 180°C z termoobiegiem. Blaszkę wykładamy folią aluminiową, którą smarujemy cienką warstwą oleju. Filety układamy na blaszce skórą do dołu i pieczemy (na środkowej półce) ok. 18 minut. Przełączamy piekarnik na funkcję grillowania i zwiększamy temperaturę. Wyjmujemy blaszkę z łososiem, smarujemy mięso pozostałą, wstawiamy ponownie do piekarnika i pieczemy 2 minuty (na najwyższej półce), aż brzegi ryby zaczną się brązowić. Podajemy z ryżem i warzywami.

łosos 001

Tarta rybaka z suszonymi pomidorkami

tarta rybaka 024

Była tarta na słodko, to musi być na słono. A że mamy piątek, to podajemy tradycyjną rybkę w nietradycyjny sposób. Chociaż w moim rodzinnym domu w piątek rządziło jajko sadzone przy obiedzie i nutella przy śniadaniu. Jednak mieszkając nad samiuśkim Atlantykiem, byłoby grzechem nie sięgać po ryby, toteż jemy je bardzo często. Na mojej mapie kulinarnych przysmaków ryby zajmują pierwsze miejsce wśród wszystkich mięs, mogę więc śmiało powiedzieć, że miejsce zamieszkania mi sprzyja.

Wczorajsza tarta kokosowa złapała mnie zdjęciem w gazecie, ale jak się okazało, zdjęcie niezupełnie odwzorowywało przepis, za to przepisowi na dzisiejszą tartę rybaka towarzyszyło jedno z najbrzydszych, najbardziej mdłych zdjęć kulinarnych jakie kiedykolwiek widziałam opublikowane. Źle skadrowane, źle ustawione światło, a balans bieli poszedł w zapomnienie. Po prostu pod każdym względem straszne, a sama potrawa na nim odpychająca. Zdjęcie nigdy nie powinno być czynnikiem decydującym o wyborze potrawy, ale jednak często nie da się przejść obojętnie obok wołającej ze zdjęcia tarcie: – Upiecz mnie! Zjedz mnie! Rozkoszuj się mym niebiańskim smakiem!

Mam właśnie ambiwalentne uczucia wobec książek kucharskich. Z jednej strony uwielbiam oglądać zdjęcia potraw, a z drugiej wiem, jakie triki stosują zawodowi fotografowie, więc lepiej nie widzieć idealnej wersji, niż później być rozczarowanym. Na szczęście w magazynach roi się też od kiepskich zdjęć, więc zdarza mi się pogłaskać samą siebie i powiedzieć, że wyszło mi sto razy lepiej niż w publikacji. I samo danie, i jego zdjęcie…

tarta rybaka 021

tarta rybaka 022

TARTA RYBAKA Z SUSZONYMI POMIDORKAMI

  • 1 arkusz ciasta francuskiego (320 g)
  • 6-8 łyżeczek pesto z suszonych pomidorków
  • 8 suszonych pomidorków
  • 2 porcje fileta z morszczuka (ok. 360 g)
  • 1 porcja fileta z łososia (ok. 180 g)
  • 200 g krewetek (obranych i ugotowanych)
  • 50 g sera cheddar typu vintage
  • świeżo zmielony pieprz
  • rukola do podania (lub ulubione warzywa)
  • listki bazylii lub oregano do przybrania (opcjonalnie)

Jeśli mamy mrożone ciasto i mrożone krewetki, odpowiednio wcześniej je rozmrażamy.

Jeśli mamy podwójny piekarnik – grill ustawiamy na wysoką temperaturę, a piekarnik ogólny na 170°C z termoobiegiem. Jeśli mamy jeden piekarnik zaczynamy od grilla, potem będziemy poczekać, aż temperatura w nim wyrówna do 170°C, zanim wstawimy tartę.

Ciasto rozwijamy, ostrym nożem rysujemy centymetrowy brzeg, uważając, by ciasta nie przeciąć zupełnie. Ciasto smarujemy pesto, ale tylko do granicy zaznaczonego brzegu.

Ryby układamy na blaszce do pieczenia skórą do dołu i wstawiamy na 3-4 minuty pod grzałkę grilla. Po wyjęciu odstawiamy na chwilę do przestudzenia, po czym oddzielamy mięso od skóry i rozdrabniamy na kawałki „na jeden kęs”. Mięso ryb układamy na tarcie. Suszone pomidorki kroimy i posypujemy nimi wierzch tarty. Pieprzymy i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170°C. Pieczemy 10 minut.

Ser ścieramy na drobnych oczkach tarki. Wyjmujemy tartę z piekarnika, dokładamy krewetki, posypujemy cheddarem i wstawiamy ponownie do piekarnika na 8 minut.

Tartę kroimy na porcje i podajemy z zieleniną i ewentualną resztką pesto. Każdą porcję przybieramy bazylią.

tarta rybaka 023

(wg „Easy Food” June/July 2015 z drobnymi zmianami)

Morszczuk w pomidorach z chorizo i fasolką

morszczuk chorizo 027

Bardzo mi się spodobało połączenie fasoli z morszczukiem, gdy gotowałam ostatnio rybne curry. Kiedyś robiłam morszczuka w pomidorach, danie, które również bardzo wysoko uplasowało się na liście moich smaków. Z kombinacji tych dwóch pomysłów narodził się dzisiejszy obiad. Szperając w internecie, okazało się, że jest to klasyczne danie kuchni hiszpańskiej i portugalskiej, ale na półwyspie iberyjskim dodają jeszcze chorizo. Dołożyłam więc chorizo, bo pikantna kiełbasa potrafi doskonale podkręcić smak, a przy tym na pewno zaskoczy męża. Nie mógł się pożalić, że ma obiad bez mięsa. Szczerze mówiąc, to bardziej go dziwiło, że ryba jest zanurzona w sosie pomidorowym. No cóż, rybka lubi pływać, szczególnie w tomacie…

Latem koniecznie trzeba zastąpić pomidory z puszki słodkimi pomidorkami koktajlowymi, a jeśli macie ziemniaki w domu, to upieczcie je do tego dania z gruboziarnistą sola i tymiankiem. My akurat ostatnio jedliśmy ziemniaki do wszystkiego, więc machnęłam na nie ręką (a dokładniej nie chciało mi się ciągnąć ze sklepu 5-kilogramowego wora, bo mniejszych zabrakło). Z chlebem również pyszne, szczególnie na kolację. Morszczuka oczywiście można zastąpić dowolną rybą dorszowatą – dorsz czy łupacz (plamiak) sprawdzą się równie dobrze. Tak czy siak to fantastyczna potrawa na pierwsze prawdziwie słoneczne dni, a przy nie wymaga dużo pracy. To ważne – nie popieram duszenia się w kuchni, kiedy cały świat woła, byśmy cieszyli się ciepłymi dniami!

morszczuk chorizo 021

MORSZCZUK W POMIDORACH Z CHORIZO I FASOLĄ

  • 4 filety z morszczuka
  • 60 g chorizo
  • 2 szalotki bananowe
  • puszka pomidorów (400 g)
  • puszka fasolki cannellini, półksiężycowatej lub Jaś (400 g)
  • ½ łyżki świeżo otartych listków tymianku oraz kilka gałązek do przybrania
  • 120 ml białego wina
  • oliwa
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Piekarnik nagrzewamy do 200°C (z termoobiegiem). Szalotki obieramy i drobno kroimy. Z kiełbasy zdejmujemy osłonkę i kroimy w kostkę. Fasolkę opłukujemy na sitku i odsączamy.

Łyżeczkę oliwy rozgrzewamy w rondlu na średnim ogniu. Dodajemy szalotki, chorizo oraz listki tymianku. Mieszamy i smażymy przez minutę. Wlewamy połowę wina, gotujemy 3-4 minuty, aż wino prawie całe odparuje. Wlewamy pomidory z puszki i dodajemy fasolkę. Doprawiamy solą i pieprzem.

Naczynie żaroodporne smarujemy odrobiną oliwy. Na dnie układamy filety z morszczuka, przyprawiamy solą i pieprzem. Wlewamy sos pomidorowy oraz pozostałe wino. Przykrywamy folią aluminiową (lub pokrywką, jeśli naczynie ją posiada) i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Zapiekamy przez 20 minut. Podajemy przybrane tymiankiem ze świeżym pieczywem lub pieczonymi ziemniakami.

morszczuk chorizo 024

Fasolowe curry z morszczukiem

hake curry 012

Ci z Was, którzy zaglądają tutaj od jakiegoś czasu, doskonale wiedzą, że mąż mój całkiem dobrze daje sobie radę w kuchni. Bardzo lubię, gdy dla nas gotuje, bo naprawdę nie jestem takim typem blogerki, co od rana do nocy siedzi w kuchni, by osiągnąć rekordową ilość wpisów na blogu. Mam tyle innych zajęć, zainteresowań i pomysłów na spędzenie czasu, że kuchnią dzielimy się pół na pół.

Gdy właśnie zostało ustalone, że ma gotować on, a nie ja, zapytał, na co mam ochotę. Miałam na rybę, przytaknął, poszedł do sklepu i wrócił ze stekami. Bo one tak kusiły, takie ładne były, a ryba…, cóż…, pływa pewnie jeszcze w oceanie. Och ty! Steki zjedliśmy – pyszne były, a ryba trafiła na stół kolejnego dnia. Bez zastanowienia, akurat jakiś przepis nawinął się w gazetce z Lidla.

Przepis jest z gazetki z Lidla, ale produkty nie. Bardzo mi się nie podoba, że Lidl oznacza np. ryby, jako „produced in Ireland”, a w praktyce znaczy to, że rybę z końca świata w Irlandii tylko zapakowano. Czytajcie dokładnie etykiety, szczególnie to, co napisano na drugiej stronie drobnym drukiem, i nie sugerujcie się nazwą produktu oraz jego ceną. Na przykład mleko kokosowe w puszce może być wodą z dodatkiem kokosu lub samym ekstraktem z kokosa. W naszym lokalnym sklepie w tej samej cenie  (ok. € 2,30) są trzy produkty ekologiczne – mleko kokosowe, gdzie 75% to ekstrakt z kokosu,mleko typu light, gdzie ekstraktu jest 28% oraz mleko kokosowe, gdzie 99,6% to ekstrakt z kokosu. Nieco tańsze (30-50 centów) są produkty „nieekologiczne” z zawartością ekstraktu w granicach 30-50%. Wszystkie puszki mają 400 ml pojemności i trudno wybrać najlepszy produkt, kierując się etykietką. Szczególnie, że wiele osób wierzy, że produkt opisany jako wersja light jest dla nich lepszy. W przypadku mleka kokosowego produkt light najczęściej otrzymuje się przez dolanie większej ilości wody. Kto chce otłuścić (rozcieńczyć), może spokojnie zrobić to w domu, ale po co kupować wodę za tyle pieniędzy? Kupując mleko kokosowe zwróćcie też uwagę na dodatki – właściwie nie powinno być żadnych. Nie spotkałam jeszcze mleka kokosowego, które by ich nie zawierało, wybieram więc takie, które zawiera jedynie minimalną ilość gumy guar, ale może Wam się poszczęści i znajdziecie mleko w puszce bez polepszaczy.

Ten przydługi akapit jest dla mojego drogiego męża, który uważa, że czytanie etykietek jest zbędne, a zgłębianie się w skład, metody produkcji żywności, jej pochodzenie – to już zupełna strata czasu. Uwierzycie, że posłany na zakupy wrócił z mlekiem w kartonie (nigdy nie kupujcie, to głównie woda z ekstraktem z ryżu lub z sokiem z grejpfruta i mnóstwem innych dodatków, do tego dość drogie)?! Nie chciało mu się poszukać na półkach puszki. Trochę go rozumiem, bo one stoją chyba w czterech różnych miejscach, upchane pomiędzy innymi produktami, i naprawdę trudno znaleźć ten poszukiwany rodzaj, ale pójść na taką łatwiznę… Nie darowałam, posłałam ponownie, chociaż psioczył pod nosem i odgrażał się, że pójdzie do pubu, a nie do sklepu. A potem po cichutku, za moimi plecami porównywał skład tych mlek, bo jeszcze nie dowierzał!

Gorąco zachęcam Was do czytania etykietek, ale nie do szukania sensacji. Nie panikujcie za każdym razem, gdy zobaczycie w składzie jakieś E. E z cyferkami to oznaczenie substancji dodawanych do żywności, także tych naturalnych. Na przykład wspomniana guma guar to E412, a jest pochodzenia roślinnego, nie laboratoryjnego. Takie E960 wystraszy nie jedną osobę, która równocześnie z zapałem słodzi herbatę słodzikiem ze stewi – a to dokładnie to samo. Co ciekawe – oburzamy się na dodatki w żywności, a jednocześnie w ogóle nie zastanawiamy się, ile z nich znajduje się np. w tabletkach – witaminach, suplementach czy zwykłej tabletce od bólu głowy. A chemia w chemii? Kremy, pudry, zjadane wraz z kanapką szminki… A barwniki w ubraniach, które również mogą przeniknąć do naszego organizmu… A powietrze pełne najróżniejszych substancji chemicznych… Jak tu nie zwariować? Przy tych doniesieniach o smogu to nawet bretarianinem nie można zostać (trzeba byłoby chyba wyemigrować do Irlandii). Polecam więc rozsądek i… optymizm. Optymizm Pollyanny. Zawsze szukajcie dobrej strony, bo każdy kij ma dwa końce. I nie dajcie się zwariować!

hake curry 011

FASOLOWE CURRY Z MORSZCZUKIEM

  • ½ kg wyfiletowanego morszczuka
  • 1 puszka fasolki cannellini (400 g)
  • 3 pory
  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 15 g świeżego imbiru
  • 2 łyżki masła
  • 200 ml wody
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1 łyżka mieszanki curry
  • garść posiekanej natki pietruszki
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • ryż

Por myjemy, kroimy w plasterki lub półplasterki. Obieramy imbir i kroimy w kostkę. Rybę kroimy na spore kawałki.

Ryż gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Pokrojone pory przekładamy na dużą, dość głęboką patelnię, dodajemy masło i wodę, stawiamy na dużym ogniu i gotujemy pod przykryciem ok. 5 minut. Zmniejszamy ogień i wlewamy mleko kokosowe, przyprawiamy solą, pieprzem, miodem i curry, dokładnie mieszając. Odsączamy fasolkę i dodajemy do sosu, na końcu wkładamy rybę. Przykrywamy i gotujemy ok. 10 minut (aż ryba się ugotuje).

Podajemy z ryżem, posypując każdą porcję posiekaną pietruszką.

hake curry 013

(nieco zmodyfikowany przepis z gazetki z Lidla)

Nasiona roślin strączkowych na talerzuNasiona roślin strączkowych na talerzu

Jedzmy ryby!

Chowder – wyspiarska zupa rybna

chowder-007

Pierwszą irlandzką potrawą jaką poznałam po przyjeździe do Irlandii był właśnie chowder. O ile pierwszym poznanym produktem (poza oczywiście Guinnessem, Baileysem i whiskey, z których jest znana Irlandia na całym świecie) były śmierdzące irlandzkie kiełbaski, których najgorszy sort z zapałem co drugi dzień smażył nasz ówczesny współlokator na śniadanie, lunch i obiad (co miał się rozdrabniać…), o tyle pierwszym całościowym daniem był właśnie chowder.

Nie miałam go jeść, miałam go nalewać klientom coffee shopu, którzy przyszli na lunch. Niby prosta sprawa, a jednak… Restauracyjna chochla to narzędzie w rozmiarze XXL, które z powodzeniem posłużyłoby każdej wiedźmie, a miska na zupę jest w rozmiarze XS, niewiele większa niż duża filiżanka. Chowder był w piątki i w każdy piątek wracałam do domu z oparzoną rękę od tej przeklętej zupy. Zajęło mi kilka tygodni, nim wymyśliłam własny sposób celowania wiadrem w naparstek bez oblewania się wrzątkiem, ale uraz do zupy rybnej pozostał.

Cicha skarga Męża polega na zamawianiu chowdera przy każdej możliwej okazji; służbowy lunch czy kolacja „na mieście” – nie ma znaczenia, jeśli tylko w karcie jest chowder, to każe sobie go podać. Trzeci tydzień lutego jest w naszym domu tygodniem świętowania, akurat wypadają walentynki, a kilka dni po nich urodziny Męża. Chciałam mu zrobić niespodziankę, więc ugotowałam mu jedno z jego ulubionych dań kuchni irlandzkiej. Kazał mi napisać, że to najlepszy chowder, jaki jadł, i że rekomenduje go każdemu, kto lubi dobrze zjeść.

Sekret smaku tkwi w różnorodności i w proporcjach. Chociaż jest to bardzo prosta wersja, to ilość i jakość ryb podnosi wartość dania. Spróbujcie koniecznie, a raz na zawsze zmienicie zdanie na temat kuchni wyspiarzy.

chowder-008

CHOWDER

  • 350 g ryb morskich w kawałkach (u mnie łosoś, łupacz i wędzony dorsz)
  • 280 g obranych i ugotowanych krewetek
  • 500 ml wywaru rybnego
  • 300 ml mleka
  • 4 łyżki świeżej śmietany
  • 1 duża cebula
  • 1 mały por
  • 220 g ziemniaków (w sezonie młodych)
  • 120 g surowego boczku
  • 1 łyżka oleju
  • 1 łyżka mąki
  • chili, słodka papryka, pieprz i ewentualnie sól
  • natka pietruszki i chleb do podania

Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, por myjemy i kroimy w plasterki, boczek również kroimy w kostkę. W sporym rondlu rozgrzewamy olej na średnim ogniu, wrzucamy cebulę, por i boczek, które smażymy ok. 8-10 minut, aż zmiękną. Wsypujemy łyżkę mąki i mieszamy.

Wlewamy wywar rybny i podgrzewamy, aż zacznie się delikatnie gotować. Ziemniaki myjemy i kroimy w kostkę. Dodajemy do zupy, gdy wywar zacznie się gotować, przykrywamy i gotujemy ok. 12 minut. Przyprawiamy chili, papryką i pieprzem. Wlewamy mleko, mieszamy. Dodajemy pokrojone na kawałki ryby, mieszamy i gotujemy kilka minut (aż ryby będą ugotowane).

Na koniec wrzucamy krewetki (jeśli były mrożone, musimy je wcześniej rozmrozić). Wlewamy śmietanę, mieszamy i gotujemy jeszcze 1-2 minuty. Sprawdzamy smak, rozlewamy do talerzy, dekorujemy posiekaną natką pietruszki i podajemy z pieczywem.

(przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” March 2016)


Jedzmy ryby!

Łosoś w panierce z piekarnika z warzywami

 

losos-008

Lato się skończyło. Za mną pracowity wrzesień. Przygotowania do Celtic Fringe Festival, który zakończył się w minioną niedzielę, oraz do jesiennego numeru „Maszketów” pochłonęły cały mój czas wolny od codziennych obowiązków. Blog praktycznie poszedł w odstawkę i to tak mocno, że błysnęła mi kilkakrotnie myśl, żeby zawiesić go na jakiś czas, bo zwyczajnie nie mieści się w mój kalendarz. Za każdym razem, gdy nachodziły mnie takie myśli, zaraz w oczy rzucał się stos magazynów kulinarnych, półki pełne książek (w tym 5 nowych, podarowanych przez męża), a do ręki sam pchał się aparat, który zyskał dopiero co nowy obiektyw, wyproszony jako prezent urodzinowy, choć do urodzin jeszcze ho, ho…

Lubię wędrować z aparatem po wiejskich drogach, zaglądać między gałęzie, zerkać pod stopy. Każdy dzień przynosi coś nowego, coś zakwita, coś usycha, a pajączki wiją swe sieci, by rosa mogła się sperlić na ich nitkach. Tylko Benbulben niezmiennie tkwi na posterunku stateczny jak stół przykryty ciężkim, zielonym aksamitem. Drzewa zaczynają się żółcić, owoce na dzikich krzewach wysycają się czerwienią, polne rośliny usychają, wypuszczając na wiatr tysiące ziaren. Z kominów unosi się torfowy dym, a poranna mgła przykrywa siwą kołdrą całą dolinę.

Łosoś z fasolką i pomidorkami koktajlowymi urzeka także barwami (i łatwością w przygotowaniu). Bardzo polubiliśmy ten zestaw – na tyle, że trafił do stałego repertuaru obiadowego. Na zdjęciach jest wersja z żółtą fasolką szparagową, ale jeszcze lepiej smakuje z drobną, zieloną fasolką, która lepiej zachowuje swą jędrność w trakcie pieczenia.

losos-009a

 

ŁOSOŚ W PANIERCE Z PIEKARNIKA Z WARZYWAMI

  • 2 filety z łososia bez skóry
  • 250 g ziemniaków
  • 150 g fasolki
  • 125 g pomidorków koktajlowych
  • 2 ząbki czosnku
  • oliwa
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • garść natki pietruszki
  • 30 g parmezanu
  • 2 łyżki musztardy Dijon
  • 60 g bułki tartej*

* W Irlandii używa się świeżego pieczywa do robienia panierki, jest ona znacznie mniej chrupiąca. Zwykła sucha bułka tarta również się nadaje do tego dania.

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 170°C (z termoobiegiem).

W dużej misce mieszamy umyte i pokrojone w ćwiartki ziemniaki, fasolkę, obrane i przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku z łyżką oliwy, solą i pieprzem.Warzywa obtoczone w oliwie i przyprawach układamy w naczyniu żaroodpornym jedną warstwą. Zapiekamy przez 10 minut.

W małej misce mieszamy drobno starty parmezan, bułkę tartą i posiekaną natką pietruszki. Filety smarujemy dokładnie musztardą z każdej strony, obtaczamy w panierce (dociskając ją, żeby dobrze się trzymała). Wyjmujemy naczynie z warzywami z piekarnika, robimy nieco miejsca między nimi i ukłdamy tam filety. Pomidorki obtaczamy w oliwie i dokładamy do warzyw. Wstawiamy całość do piekarnika na kolejne 15-18 minut.

losos-007

Przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” August 2016

Łupacz pieczony w folii na purée z groszku

ryba z groszkiem 07

Koszmar senny każdego blogera kulinarnego. Danie przygotowane, zaaranżowana scenografia, a aparat strzela focha… Pół biedy, gdy fotografujemy coś, co może sobie poczekać na rozwiązanie problemu, ale kiedy stoimy nad talerzem z obiadem, który zamierzamy po szybkiej sesji zjeść, mając nadzieję, że jeszcze będzie ciepły…

Mój aparat zaczął dziś robić niebieskie zdjęcia, a opcja balansu bieli nie chciała się otworzyć. Od razu przed oczami stanął mi nasz pierwszy kompaktowy aparat cyfrowy, który miał zepsuty balans bieli i wszystkie zdjęcia robił niebieskie. Dziś nie miałam czasu się zastanawiać, sprawdziłam tylko, czy w innych warunkach oświetlenia poprawi swoje rezultaty, co zaskutkowało wyniesieniem jedzenia na podwórko i tam zrobieniu dosłownie 6 zdjęć, z których jedno po mocnej obróbce, a drugie po mniejszej zdecydowałam się jednak opublikować.

Jutro będę się zastanawiać, czy to tylko chwilowy kaprys aparatu, czy niestety po wielu latach trzeba będzie się z nim pożegnać. Mąż nawet specjalnie nie oponował, kiwnął głową, że jak najbardziej mogę się już rozglądać za nowym modelem. Mam nadzieję, że się nie rozmyśli! Mam też nadzieję, że  nieudane zdjęcia nie zrażą nikogo, bo potrawa jest naprawdę warta wypróbowania. Króliczka była tak zachwycona rozdrobnionym groszkiem, że nawet nie zauważyła cebuli na rybie. I znów usłyszałam od córki, że jestem the best cook ever, ach…

ryba z groszkiem 08

ŁUPACZ PIECZONY W FOLII NA PURÉE Z GROSZKU

  • 2 filety z łupacza
  • szalotka bananowa
  • masło
  • oliwa
  • sok z cytryny
  • 300 g mrożonego groszku
  • 150 ml bulionu warzywnego
  • 500 g młodych ziemniaków
  • sól gruboziarnista
  • świeżo zmielony pieprz
  • tymianek (suszony)
  • koperek do przybrania

Piekarnik nagrzewamy do 180°C. Umyte ziemniaki kroimy wzdłuż na ćwiartki. Wkładamy do żaroodpornego naczynia, wlewamy oliwę (tyle, by po wymieszaniu ziemniaki były równo w niej obtoczone), posypujemu tymiankiem, pieprzem i niewielką ilością gruboziarnistej soli. Wstawiamy do piekarnika na 30-40 minut.

Szalotkę obieramy i drobno kroimy. Odcinamy dwa kawałki folii aluminiowej, każdy smarujemy odrobiną oliwy na środku. Na folii układamy filety, skrapiamy sokiem z cytryny, posypujemy posiekaną cebulą, a na wierzchu układamy po kawałku masła. Zawijamy luźno folię, układamy na blaszce lub w płaskim naczyniu żaroodpornym i wstawiamy na 15 minut do piekarnika.

Groszek wkładamy do rondla, zalewamy bulionem, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 3-4 minuty. Odcedzamy, zachowując wywar. Dodajemy do groszku 2 łyżki masła i blendujemy, dolewając tyle wywaru, by uzyskać satysfakcjonującą konsystencję. Przyprawiamy solą i pieprzem.

Purée nakładamy na talerze, na wierzchu układamy rybę (skrapiając sokiem z pieczenia) i dekorujemy gałązką koperku. Podajemy z pieczonymi ziemniakami.

Przepis wg „Easy Food” June/July 2016 z moimi zmianami.