Domowe masło śmietankowe

masło 025

Dobiegający końca maj okazał się bardzo intensywnym miesiącem. W którymś z ostatnich wpisów wspominałam, że zostaję słomianą wdową na cały tydzień, zaraz potem Króliczka miała komunię, na którą przylecieli goście z kraju, ledwo się spakowali rozłożył mnie jakiś paskudny wirus, a gdy tylko się z niego wygrzebałam, Królisia zaangażowała mnie w zdobywanie odznaki Science Investigator.

O komunii po irlandzku może uda mi się jeszcze napisać – a może nie, bo o chrzcie po irlandzku też miałam opowiedzieć, a jakoś czas płynie… Niczego nie chcę obiecywać, żeby nie czuć presji, szczególnie, że czerwiec zapowiada się równie intensywnie jak maj…

Natomiast opowiem Wam o odznace dla młodego naukowca. Malutka kontynuuje swoją karierę w Irish Girl Guides, pożegnała już Ladybirds i obecnie jest w grupie Brownies – mundurek z czerwonego zmienił się na żółty, a wraz ze zmianą barw drużynowych przyszły nowe wyzwania. Cel – zdobycie odznaki Naukowca – Malutka wybrała sobie sama, a żeby go osiągnąć musiała wykonać 4 zadania spośród kilkunastu propozycji. Badała więc przydatność powietrza jako siły napędowej dla transportu, ciężkość lodu, pisanie tajnych wiadomości niewidocznym atramentem oraz zrobiła masło ze śmietany.

Produkcja masła jest banalnie prosta, ale wymaga cierpliwości, nawet jeśli zamiast tradycyjnej maselnicy używa się miksera. Cierpliwość to cecha, która jest absolutnie obca mojej córce, więc można śmiało przypuszczać, że naukowcem jednak nie zostanie… Jak tradycyjnie produkuje się masło opowiada Hannah w filmie poniżej – trafiłam na ten kanał na you tube’ie przypadkiem, kiedy leżałam z zapchanym nosem, i podbił moje serce. Ciekawych rzeczy można się dowiedzieć, a do tego oprawa historyczno-artystyczna dodatkowo działa na wyobraźnię.

Ubijanie maselnicą zostawiam jednak pracownikom żywych skansenów, a we własnej kuchni sięgnęłam po mikser, żeby zrobić masło ze śmietany. Najważniesze to kupić prawdziwą śmietanę – nie może to być miks olejów roślinnych. Musi być to świeża, tłusta (przynajmniej 36%) śmietana (kremówka) – bez dodatków, polepszaczy, stabilizatorów itd. Poza tym potrzebujemy sitko, 3 czyste miski (używam szklanych), lodowata woda i ewentualnie sól – jeśli lubicie solone masło.

masło 026

DOMOWE MASŁO ŚMIETANKOWE

  • 500 ml świeżej śmietanki (36% tłuszczu lub więcej)
  • ewentualnie sól
  • lodowata woda

Śmietanę wlewamy do miski. Ubijamy mikserem na wolnych obrotach tak długo, aż oddzieli nam się tłuszcz, czyli powstanie masło i maślanka. Wygląda to tak, że najpierw ubija nam się śmietanka na sztywną, dalej ją przebijamy i powstają okruchy, ubijamy ją nadal mikserem, więc wkrótce pojawi się odseparowany tłuszcz (masło), ubijamy dalej, aż zupełnie odzieli się tłuszcz (zrobi się jedna masa, „duża gruda” masła, zanurzona w maślance). Wtedy wyjmujemy powstałe masło i układamy je na sitku nad miską, aby dobrze obciekło.

Następnie jeszcze raz masło miksujemy, aby uwolnić resztki maślanki. Zanurzamy masło (i ręce) w lodowatej wodzie, a następnie ugniatamy masło, by wypłynęła resztka maślanki. Czynność kilka razy powtarzamy (za każdym razem wymieniając wodę). Pamiętajmy, żeby mieć zimne dłonie w trakcie ugniatania masła.

Jeżeli chcemy masło posolić, robimy to w tym momencie – posypujemy solą i ugniatamy (ok. ¼ łyżeczki soli na 120 g masła). Możemy dołożyć też inne dodatki smakowe (np. pietruszkę, bazylię lub przeciśnięty przez praskę czosnek).

Gotowe masło formujemy w osełkę, zawijamy w papier do pieczenia i przechowujemy w lodówce – niesolone przez tydzień, solone do miesiąca.

masło 023

Advertisements

Krem rabarbarowy

rhubarb curd 01

Wyspiarze nazywają go curd, co zawsze wprawia mnie w zakłopotanie. Bo słowo ma dwa „kulinarne” znaczenia. Curd to zsiadłe mleko na twaróg, ale poprzedzone nazwą owocu staje się maślanym kremem zbliżonym do custardu, czyli wyspiarskiego odpowiednika budyniu. Custard i fruit curd różnią się przede wszystkim tym, że pierwszy można jeść bez niczego, a drugi jest zbyt maślany, by nadawał się do konsumpcji prosto ze słoika. Aczkolwiek mojej rodzinie to wcale nie przeszkadzało – jedno podjadało łyżeczką, a drugie palcem…

Kiedy słyszę, że ktoś zrobił jakąś tartę with curd, to zawsze mam wątpliwość, czy jest to słodka, owocowa tarta, czy może bardziej quiche, choć na ogół chodzi o tę pierwszą. Jak widać, angielski też bywa kłopotliwy i wcale nie jest trudno się w nim zaplątać…

Krem z rabarbaru można wykorzystać to tostów, słodkich bułek, jako wypełnienie spodu tarty lub część składową deseru. Krem można również przechowywać – jeśli jeszcze ciepłym napełnicie wysterylizowane słoiki, to możecie trzymać go w lodówce przez 2 tygodnie. Czasami warto przygotować część produktów wcześniej, szczególnie wtedy, gdy mamy naprawdę dużo do przygotowania – na przykład przed świętami lub na dużą uroczystość rodzinną. Wtedy każda minuta jest na wagę złota, więc stojące w lodówce „części składowe” okazują się być wielce pomocne.

W jaki sposób wykorzystałam mój owocowy curd napisze w kolejnym odcinku, ale to nic nie szkodzi, bo przecież nie trzeba go zjeść od razu!

rhubarb curd 21

KREM RABARBAROWY, CZYLI RHUBARB CURD

  • 120 g miodu
  • 2 jajka
  • 300 g rabarbaru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 60 ml wody
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 60 g masła

Miód z jajkami ucieramy w misce, aż się dobrze połączą. Odstawiamy na bok.

Rabarbar kroimy, wkładamy do rondla, dodajemy sok z cytryny, wodę i ekstrakt z wanilii. Mieszamy i wstawiamy, żeby się zagotował. Zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze 5-7 minut, aż rabarbar zupełnie zmięknie. Wlewamy pomału zawartość rondla do miski z miodem i jajkami, mieszając.

Wszystko przelewamy ponownie do rondla, stawiamy na średnim ogniu i gotujemy przez 8-10 minut, cały czas mieszając. Gdy krem zgęstnieje, zdejmujemy z ognia i dodajemy pokrojone w kostkę masło. Blendujemy na gładko. Przekładamy do wysterylizowanych słoików i przechowujemy w lodówce do dwóch tygodni.

rhubarb curd 23
(przepis „Easy Food” September 2015)

Chutney żurawinowo-jabłkowy

chutney-012

Ostatnia porcja świeżej żurawiny w towarzystwie jabłuszek powędrowała do słoików jako chutney. Właściwie zupełnie niepotrzebnie zapakowałam w słoiki, bo nie zamierzam tego przechowywać – w tej chwili zostało mi już tylko pół słoiczka, takie to dobre… Scone’y kokosowe z twarożkiem sprawiły, że opróżniłam pierwszy słoik, naleśniki ze śmietaną ubitą z domowym cukrem waniliowym pochłonęły kolejne półtora słoiczka, zostało jeszcze pół na jutro zamiast konfitur do herbaty.

Pomimo tego, że od początku nie wierzyłam, że uda mi się odłożyć choć jeden, jeden malutki, maluteńki słoiczek na ciężkie czasy, to podeszłam profesjonalnie do zadania i słoiki wyjałowiłam… Wrzuciłam je do sterylizatora parowego do butelek, którego wciąż z przyzwyczajenia używamy, choć Chomiczek ma już półtora roku. Jak widać ustrojstwo przydaje się też do innych celów, o których nawet nie śniło się jego producentom…

Chutney miał być w pierwotnym założeniu z gruszkami, ale Króliczka oświadczyła, że nie zje ani jednego czerwonego jabłka w rozmiarze „dla dziecięcej dłoni”. Jabłuszka łypały ogonkami, by coś z nimi zrobić, a że słodkie były, to trafiła im się gratka i wylądowały w rondlu z żurawiną przysypane w bonusie cukrem. I tak powstał chutney z gatunku słodko-kwaśnych owocowych sosów. Doskonały jako dodatek do deserów, prostych ciast i innych mało wyrafinowanych wypieków oraz do wszelkiej maści twarożków i twarogów. A nawet sam w sobie jest wystarczająco pyszny.

chutney-013

CHUTNEY ŻURAWINOWO-JABŁKOWY

  • 5 małych, słodkich jabłek
  • 340 g świeżej żurawiny
  • 30 g cukru demerara
  • 20 g skrystalizowanego imbiru
  • 60 ml wody

Jabłka myjemy, obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w półplasterki. Żurawinę płuczemy, przebieramy i wraz z jabłkami wkładamy do sporego rondla. Zasypujemy cukrem, wlewamy wodę, mieszamy i stawiamy na średnim ogniu. Zagotowujemy, zmniejszamy temperaturę i gotujemy ok. 30-35 minut, aż jabłka będą bardzo miękkie, a całość będzie dość gęsta.

Imbir drobno siekamy i dodajemy do ugotowanego sosu. Mieszamy całość i przekładamy do wysterylizowanych słoików, dociskając, by nie zostało powietrze. Słoiki zamykamy od razu, póki sos jest gorący. Mnie najbardziej smakuje na ciepło, więc przed podaniem go podgrzewam.

chutney-017

Sałatka z kurczakiem i domowym relishem truskawkowym

relish 3Dzisiaj dla miłośników kabaretów absurdalna historia prosto znad Atlantyku. Historia ma swój początek gdzieś w 2008 roku, a obecnie to jedynie powtórka, choć dla mnie akurat pierwszyzna. Dla mnie zaczęła się w dniu wypisu ze szpitala…

Wiadomo, że z niemowlakiem jest trochę zamieszania. Każdy chce go obejrzeć – czy to urzędnik, czy lekarz czy pielęgniarka środowiskowa. Jedni sami przychodzą do domu, do innych trzeba się pofatygować osobiście. Wśród tych mniej lub bardziej przyjemnych wizyt w pierwszych dniach po porodzie należy wizyta w BCG Clinic, czyli w punkcie szczepień na gruźlicę.

W Irlandii podobnie jak na wschodzie Polski zdarzają się przypadki zachorowań na gruźlicę, o czym media od czasu do czasu informują. W kalendarzu szczepień niemowlaka BCG vaccine figuruje jako pierwsze. W szpitalu położna poinformowała mnie kiedy i gdzie mogę zaszczepić Chomiczka, zapisała mi nawet na liście spraw do załatwienia, żebym w całym zaaferowaniu nie pomieszała dat i miejsc.

W tym samym miejscu mieści się nasz odpowiednik urzędu stanu cywilnego, w którym trzeba maluszka zarejestrować, by dostał swój „państwowy numer”. Rozsądnie jest więc obie sprawy załatwić tego samego dnia, by nie jeździć dwukrotnie do miasta. Przypomnieliśmy sobie z Mężem, że papiery ze szpitala mają tendencję do bardzo wolnego docierania do urzędu (tak było w przypadku Króliczki), więc przezornie zadzwoniliśmy upewnić się, czy je mają.

W urzędzie dokumenty już były, wpakowaliśmy więc Chomiczka do fotelika i udaliśmy się w stronę stolicy naszego pięknego hrabstwa. Na miejscu dowiedziałam się, że nici ze szczepienia, bo punkt szczepień nie działa z powodu… braku szczepionek. Szczepionkę zaaprobowaną w Irlandii produkuje tylko jedna firma, która ma problemy z zaopatrzeniem, toteż w całej Irlandii są opóźnienia. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem w październiku otrzymamy list z zawiadomieniem o możliwości zaszczepienia maluszka. Pani w okienku bardzo nam współczuła niepotrzebnej podróży, pomstowała na personel szpitala, a nam nie pozostało nic innego, jak ustawić się w kolejce do urzędu.

W domu sprawdziłam, co też HSE ma do powiedzenia w tej sprawie. Jakież było me zdziwienie, gdy na oficjalnej stronie w oficjalnym komunikacie przeczytałam, że mam się nie martwić, bo w większości krajów europejskich tego szczepienia nie ma w kalendarzu niemowlęcia, a w ubiegłym roku nie zanotowano w Irlandii przypadków gruźlicy u małych dzieci. No pewnie! Przecież w ubiegłym roku nie było problemu ze szczepionką. Ta beztroska wynika pewnie z faktu, że taki poślizg nie pojawił się pierwszy raz, a kilka miesięcy zwłoki nie zrobi różnicy. Ostatecznie gruźlica to nie krztusiec dla przykładu, tak łatwo się na nią nie da zachorować…

W Irlandii brakuje szczepionki BCG, ale nie brakuje truskawek. Zaintrygował mnie przepis na truskawkowy relish. Co prawda truskawki z bitą śmietaną nigdy mi się nie nudzą, ale odrobina egzotyki nie zawadzi. Fani pikantnych sosów powinni dodać znacznie więcej krążków suszonej chili. Zrobiłam z niewielką ilością, bo na truskawkowy przetwór ostrzyła sobię ząbki Króliczka. Zajadając sałatkę, wciąż wołała: – Mogę jeszcze trochę tego czerwonego sosu? Proszę, Mamusiu…

relish 4RELISH TRUSKAWKOWY

  • 450 g truskawek
  • 3 łyżeczki suszonych krążków chili (lub więcej)
  • 1 łyżeczka świeżo zmielonego pieprzu
  • 50 ml czerwonego octu winnego
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • 150 g cukru

Truskawki myjemy, odrywamy szypułki, przekrawamy na ćwiartki. Wkładamy do rondla, dodajemy pozostałe składniki i zagotowujemy. Zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 25 minut. Przekładamy do wysterylizowanych szklanych słoiczków, szczelnie zakręcamy i przechowujemy w lodówce do 2 tygodni.

SAŁATKA Z KURCZAKIEM I RELISHEM TRUSKAWKOWYM

  • 2 piersi z kurczaka
  • szczypta soli
  • ½ łyżeczki pieprzu
  • 1 łyżka oliwy
  • 3 łyżki relishu truskawkowego oraz 3 łyżki relishu do podania
  • mieszanka liści sałatowych (np. roszpunki i rukoli)
  • pokruszona feta

Kurczaka kroimy na podłużne kawałki, przekładamy do woreczka foliowego, dodajemy sól i pieprz oraz 3 łyżki relishu. Zamykamy woreczek i mieszamy kurczaka z relishem. Wkładamy na 4 godziny do lodówki (lub na całą noc).

Oliwę rozgrzewamy na nieprzywierającej patelni, smażymy kurczaka (ok. 4 min. z każdej strony), odstawiamy na 2 min.

Sałatę mieszamy z fetą, dodajemy kurczaka i podajemy z pozostałym relishem truskawkowym. Opcjonalnie możemy sałatkę skropić octem balsamicznym.

(przepis wg “Easy Food” August 2015)