Makaron nadziewany ricottą i szpinakiem

makaron szpinak 014

Ricotta ze szpinakiem to klasyczne połączenie, którego nie trzeba specjalnie przedstawiać. Bardzo lubię przekładać tym nadzieniem lasagne, ale tym razem przemogłam się i nafaszerowałam pennoni rigati giganti. Makaron, który kupiłam już jakiś czas temu, trochę mnie przerósł…, bo nie mogłam się zdecydować, czy go nadziać i zapiec, czy wymyślić do niego jakiś sos. Są dostępne mniejsze pennoni, ale mój makaron miał otwory niemal tak duże jak cannelloni, tylko o nieregularnych kształtach.

Koniec końców postanowiłam zrobić zapiekankę. Wysypałam więc całą zawartość paczki i wybrałam te sztuki, które przynajmniej na jednym końcu miały wystarczająco okrągły, szeroki otwór, by łatwo było nałożyć do niego nadzienie. Niektórzy polecają nadziewać przy pomocy rękawa cukierniczego, ale wtedy trzeba naprawdę drobno posiekać cebulę, pieczarki i szpinak, żeby nadzienie miało konsystencję prawie pasty. Ja jednak lubię widzieć różnicę między daniem przygotowanym w domu, które właśnie wygląda nieprofesjonalnie, a idealnym produktem fabrycznym. Nakładanie łyżeczką farszu to jest zabawa, w sumie nie na moją cierpliwość, ale od czasu do czasu mogę się wysilić.

Rodzina zacierała ręce z radości, widząc, że szykuje się im uczta. Mąż zaglądał przez ramię i komentował: – Ja zjem tyle, Królisia tyle, to tobie kochanie zostaną dwie rurki… Chciałby mieć tak pojemny żołądek, a przecież jeszcze czekało słodkie „co nieco” –  z pozostałych białek zrobiłam kokosanki. Z podanych składników wychodzą cztery solidne porcje, ale danie łatwo można zmodyfikować, by móc nakarmić nim większą ilość osób. Polecam, klasyczne smaki nigdy nie wychodzą z mody!

makaron szpinak 011

MAKARAON NADZIEWANY SZPINAKIEM I RICOTTĄ

  • 300 g pennoni rigati giganti lub 250 g cannelloni
  • 680 g passaty pomidorowej
  • 2 łyżki oliwy
  • 300 g świeżego szpinaku (i łyżka masła) lub 250 g mrożonego
  • opakowanie ricotty (ok. 250 g)
  • 2 żółtka
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 1 mała cebula
  • szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • 60 g cheddara
  • 100 g pieczarek
  • duża garść świeżej bazylii
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Świeży szpinak myjemy i gotujemy na dużej patelni, na maśle, aż liście zwiędną. Odstawiamy do wystygnięcia, a następnie dość drobno kroimy. Mrożony szpinak wystarczy posiekać. Bazylię siekamy, cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę. Oczyszczone pieczarki drobno siekamy. Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę. Cheddar ścieramy na drobnych oczkach tarki. Cebulę, szpinak, żółtka, 40 g sera, czosnek, ricottę, połowę bazylii i pieczarki mieszamy razem w misce i przyprawiamy gałką, solą i pieprzem.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Farszem nadziewamy makaron (łyżeczką lub za pomocą rękawa cukierniczego). Nafaszerowany makaron układamy w żaroodpornym naczyniu tak, aby leżał w jednej warstwie. Na wierzch wylewamy passatę pomidorową, skrapiamy oliwą, przyprawiamy solą i pieprzem, a następnie posypujemy pozostałą bazylią i resztką cheddara. Przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy na 20 minut do piekarnika. Następnie zdejmujemy folię i pieczemy bez przykrycia jeszcze 20 minut (aż makaron będzie miękki – łatwo sprawdzić, naciskając wykałaczką lub końcem noża).

makaron szpinak 015

(przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” April 2016)

Kurczak z chorizo, fasolką i stuffingiem (oraz o kuchennych przygodach)

swieta-012

I tydzień zleciał. A właściwie przeleciał… między palcami. Zgubił się mi zupełnie. Dzisiaj jednak należało się otrząsnąć, przerwa świąteczna się skończyła, więc przyszło wystawić się na chłód poranka i pomaszerować z dzieckiem do szkoły. Po południu już bardziej przytomnie kroczyłam drogą, na tyle przytomnie, by dostrzec budzącą się do życia przyrodę. Narcyzy przebiły się już przez zmarzniętą ziemię! Niestety pogoda jest kapryśna i poza zwyczajowym wietrzyskiem znad Atlantyku, podarowała nam dziś gradobicie. Sypnęło lodowymi kulkami, ledwo zdążyliśmy się rozsupłać z szalików. Uciec przed gradem się udało, ale pech dosięgnął mnie w ostatnim czasie kilkakrotnie w kuchni…

Zaczęło się już przed wigilią, gdy gotowałam świąteczną czerwoną kapustę. Doprawiam ją czerwonym winem – wygrzebałam butelkę dobrego trunku, zdjęłam metalową folię i widzę, że korek już z zewnątrz pęka. Nie dość, że był za głęboko wciśnięty, to jeszcze kawałek odstawał. Pod wpływem nacisku korkociągu zaczął pylić, a nim wkręciłam się na pożądaną głębokość, dolna część korka, ot tak sobie, odpadła. Wyciągnięcie pozostałej części też nie było proste, ale udało się. Szkoda mi było tego wina, w desperacji więc je przefiltrowałam przez poskładaną pieluszkę tetrową (dzieci mają tyle pożytecznych akcesoriów!) do szklanej butelki z szeroką szyjką. Część wlałam do kapusty, odrobinę do gardła, a resztę zostawiłam mężowi. Wypił, na zdrowie…

swieta-011

W kolejnych dniach trafiły mi się dwie zepsute śmietany. Pierwsza była crème fraîche, która pod wieczkiem porosła błękitną pleśnią. Trudno, miałam jeszcze świeżą śmietanę, więc sos z łososiem do makaronu udało się dokończyć bez większych zgrzytów. Następnego dnia odkupiłam sobie tę świeżą śmietanę, bo była mi potrzebna do planowanego sosu koperkowego. Kiedy jej dzień nastał, posiekałam zioła, zrobiłam zasmażkę i sięgnęłam po śmietanę. Skisła! A niech ją gęś! Szybko połapać dzieci, zmusić do założenia kurtek, czapek, Chomiczka dodatkowo przekonać po raz setny, że w rękawiczce ta wąska część jest na kciuk, a nie na palec wskazujący i pędem do sklepu po śmietanę. Ten sos będzie mi się jeszcze długo śnił…

A ostanie przygody zdarzyły się podczas gotowania poniższego dania. Pierwsza niezwiązana z kuchnią – niespodziewany gość opóźnił moje wejście do kuchni, więc zdjęcia zostały cyknięte telefonem na blacie, bo już nie miałam ani sił, ani nastroju na jakiekolwiek działania z aparatem. Poza nieoczekiwaną wizytą, były jeszcze inne atrakcje. Pierwsza to fasola – miała być czarna. Po otworzeniu puszki okazało się, że jest przepakowana. W tę nieszczęsną puszkę maszyna wepchnęła prawie 500 g fasoli! Co za róg obfitości – tylko nie dało się tego dobra wyjąć. Musiałam wydłubywać widelcem (łyżka zaczęła się odginać!), do zapiekanki użyłam więc białej fasolki, a co zrobiłam z miazgą z czarnej, przekonacie się wkrótce. Druga wpadka jeszcze głupsza. Szpinak okazał się być niemytą jarzyną, co jest dość rzadkie w Irlandii. Wszystkie pakowane liście zazwyczaj są umyte i gotowe do spożycia, a ten szpinak był właśnie taki nieekologicznie zapakowany w folię. Ale z ekologicznym błotkiem w środku. Stoję przy tym rondlu, sięgam ręką do paczki i już mam wrzucać, gdy mi błoto przez palce ścieka. No szlag by to trafił. Myłam liście z takim zaangażowaniem, że furgały po całej kuchni.

swieta-014

Mam nadzieję, że wyczerpałam już limit kulinarnych przygód na cały 2017 rok i teraz będzie już przewidywalnie, spokojnie i bezkolizyjnie. Marchewki będą się równo kroić, cebula nie będzie rozmazywać tuszu, a śmietana będzie zawsze świeża. Czego życzę i Państwu!

swieta-013

KURCZAK Z CHORIZO, FASOLKĄ I STUFFINGIEM

  • stuffing (ok. 200 g)
  • cebula
  • duża pierś z kurczaka
  • chorizo (ok. 150 g)
  • puszka pomidorów (400 g)
  • puszka fasolki (400 g)
  • szpinak
  • ząbek czosnku
  • świeży tymianek
  • natka pietruszki
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz kolorowy
  • łyżka oliwy

Chorizo obieramy i kroimy w kostkę, pierś z kurczaka kroimy w nieco większą kostkę. Cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę. W rondlu rozgrzewamy oliwę i wrzucamy posiekaną cebulę. Gdy się zeszkli, dodajemy rozgnieciony ząbek czosnku. Następnie wrzucamy kurczaka i smażymy, aż się zrumieni ze wszystkich stron. Dodajemy chorizo, smażymy jeszcze 2-3 minuty.

Piekarnik rozgrzewamy do 180°C. Do rondla z mięsem wlewamy pomidory, dodajemy posiekaną natkę i otarty tymianek, przyprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy kilka minut, by sos nieco zgęstniał. Fasolkę płuczemy na sitku i odsączamy. Szpinak dokładnie myjemy, dodajemy wraz z fasolką do rondla. Gotujemy chwilę, aż szpinak zwiędnie.

Przekładamy całość do naczynia żaroodpornego. Na wierzch wysypujemy stuffing. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez ok. 20 minut.

Cassoulet po irlandzku

cassoulet-013

Sama nie wierzę, że ugotowałam coś takiego. Nie wierzę, że to zjadłam. I zupełnie nie mogę uwierzyć, że mi bardzo smakowało!

Kiedy w moje ręce trafia magazyn kulinarny, od razu następuje selekcja przepisów – niektóre ugotuję na pewno, inne chciałabym, ale może za rok, a część zostaje odrzucona już po przeczytaniu listy składników. Danie, którego głównym składnikiem są irlandzkie kiełbaski, oczywiście musiało trafić do tej trzeciej kategorii. I nigdy, przenigdy nie zmienić miejsca! Przecież zawsze deklaruję, że są niezjadliwe!

Prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnęła po ten przepis, ale Mąż mi od kilku dni opowiadał o swojej depresji. A to normalne nie jest – umieranie na man flu jest normalne w jego przypadku, ale na depresję jeszcze się nigdy nie skarżył. A tu od poniedziałku w kółko diagnozował swój stan duchowy, który odbiera mu radość życia i wpycha w przepastny smutek.

Psychologiem nie jestem, ale dobrze wiem, że z pełnym żołądkiem świat wydaje się piękniejszy. Niestety zapiekanka z kurczaka (pomimo podwójnej porcji zjedzonej z apetytem) nie pomogła. Curry z jagnięciny (pomimo zupełnego obżarstwa) również nie przyniosło zadowalających rezultatów, choć z objawów choroby zdążyła zniknąć bezsenność. Szukając inspiracji na danie bijące depresję jak Wołodyjowski szablą przeciwników, trafiłam na cassoulet z irlandzkich „przysmaków”. Musiało zadziałać. Jeśli żona gotuje coś, co sama uważa za truciznę, tylko po to, by ucieszyć męża, to musi to działać. Pacjent z zadowoleniem stwierdził, że opłacało się chorować i jeśli tak ma wyglądać kuracja, to on nie chce wyzdrowieć…

Francuska kuchnia chłopska w wydaniu irlandzkim jest zaskakująca smaczna. Naprawdę polecam spróbować!

cassoulet-012

CASSOULET PO IRLANDZKU

  • 350 g irlandzkich kiełbasek wieprzowych
  • 300 g boczku
  • ½ cebuli
  • 5 ząbków czosnku
  • 4 łyżki świeżej bułki tartej lub kawałek bagietki (10 cm)
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • 2 łyżeczki listków tymianku
  • świeżo zmielony pieprz
  • 1 puszka pomidorów (400 g)
  • 160 ml wywaru drobiowego
  • 220 g fasoli cannellini (lub 2 puszki – 400 g każda)
  • oliwa

Suchą fasolę przebieramy, płuczemy i zalewamy zimną wodą. Zostawiamy do namoczenia na 8 godzin (lub na całą noc). Namoczoną fasolę odcedzamy, płuczemy, wkładamy do garnka i zalewamy wodą (wody powinno być przynajmniej 4 cm ponad poziom fasoli). Zagotowujemy, gotujemy na dużym ogniu 10 minut, po czym zmniejszamy temperaturę i gotujemy na wolnym ogniu pod przykryciem ok. 1 h. Ugotowaną fasolę odsączamy.

Czosnek obieramy, odkładamy 4 ząbki na bok, a jeden wkładamy do malaksera. Dodajemy połowę porcji natki pietruszki i połowę świeżo otartych listków tymianku. Jeżeli wzięliśmy bagietkę, to kroimy ją w kostkę i również wrzucamy do malaksera. Blendujemy składniki, przesypujemy do miski i odstawiamy. Jeżeli mamy gotową bułkę tartą, mieszamy ją w misce ze zblendowanymi ziołami.

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 200°C (z termoobiegiem). Na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy i obsmażamy kiełbaski, aby zbrązowiały ze wszystkich stron. Boczek kroimy w słupki (boczek w plasterkach w paseczki). Zdejmujemy z patelni usmażone kiełbaski, a wkładamy boczek. Smażymy ok. 5 minut, aż nabierze koloru. W tym czasie siekamy cebulę i rozgniatamy pozostały czosnek. Zmniejszamy ogień i dodajemy do boczku cebulę. Smażymy razem 3-4 minuty, po czym dodajemy czosnek i smażymy jeszcze minutę.

Pomidory z puszki odsączamy z nadmiaru płynu (zachowując go), wrzucamy na patelnię i zwiększamy ogień. Smażymy ok. 5 minut, a gdy odparują, wlewamy bulion, wrzucamy fasolę, resztę natki i tymianku. Mieszamy, doprawiamy pieprzem i gotujemy jeszcze minutę.

Przekładamy całość do naczynia żaroodpornego (jeśli wydaje nam się, że mamy za mało płynu, możemy dodać kilka łyżeczek soku odsączonego z pomidorów), na wierzchu układamy usmażone kiełbaski, posypujemy ziołową bułką tartą (nie dociskamy, bo nasiąknie!) i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 20 minut. Podajemy z pieczywem (i ewentualnie z sałatą).

cassoulet-011

(Przepis z nielicznymi zmianami wg „Easy Food” October 2015)

Zapiekanka z kurczaka i brokułów pod beszamelem

zapiekanka-018

Uciekliśmy na halloweenowy weekend z naszej wsi na wieś głuchą, pustą i, jak to się mówi, zabitą dechami. Uciekliśmy do głuszy, żeby uniknąć korowodu dyskotek w pubie za płotem. Zaczynamy się już chyba starzeć, bo coraz bardziej przeszkadza nam nadmiar decybeli trwający do bardzo późnych godzin nocnych, żeby nie powiedzieć wczesnych godzin rannych.

Uciekliśmy w bardzo malownicze miejsce zaledwie 40 minut drogi od domu. Gdzie byliśmy, napiszę kolejnym razem, bo do przebrania mam jakieś 600 zdjęć… W każdym razie brak internetu wpływał na nas korzystnie. Zamiast śledzić wiadomości, oddaliśmy się ulubionym rozrywkom. Ja nie rozstawałam się z aparatem, mąż odpływał w wannie, Króliczka odkryła w sobie talent do ping-ponga, a Chomiczek zakochał się w… miotle. Od drogi, na której natężenie ruchu to 2 samochody na dobę oraz rowerzysta raz na trzy dni, odgradzał nas 100-metrowy pas starych drzew, wokół rozciągały się pola i łąki, zaś linię horyzontu wyznaczały charakterystyczne dla naszych stron płaskie góry.

zapiekanka-020

Mnie krótki wypoczynek dodał skrzydeł, z energią zabrałam się za sprawy domowe, a mąż popadł w przygnębienie, bo, jak to wyraził, zrozumiał, w jakim żyjemy zgiełku i harmidrze. Żeby poprawić mu humor, przygotowałam mu na obiad kurczaka z brokułami w parmezanowym beszamelu. Na melancholię podobno nie pomogło, choć zjadł z apetytem dwie porcje. Bardzo polecam, bo chociaż nie wygląda zbyt reprezentacyjnie, to zapiekanka jest przepyszna!

zapiekanka-012

ZAPIEKANKA Z KURCZAKA I BROKUŁÓW POD BESZAMELEM

  • 3 filety z kurczaka
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 400 g brokułów
  • 2 łyżki oliwy
  • 30 g masła
  • 30 g mąki
  • 200 ml mleka
  • 100 g parmezanu
  • 10 listków bazylii
  • 100 g bułki tartej
  • 50 g orzeszków piniowych
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Filety z kurczaka kroimy w kostkę. Cebulę obieramy i drobno siekamy. Rozgniatamy obrane ząbki czosnku. Brokuły dzielimy na różyczki i blanszujemy we wrzątku przez minutę. Parmezan ścieramy na średnich oczkach tarki.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C.

Na patelni rozgrzewamy oliwę (na średnim ogniu). Wrzucamy kurczaka, solimy i pieprzymy, dokładnie mieszamy i obsmażamy przez 3 minuty. Dodajemy posiekaną cebulę i czosnek, wszystko mieszamy i smażymy kolejne 2 minuty. Zestawiamy z palnika.

W rondlu roztapiamy masło (na małym ogniu), wsypujemy mąkę i zasmażamy razem, cały czas mieszając trzepaczką, aż otrzymamy pastę. Wlewamy mleko i wsypujemy parmezan, gotujemy dalej, cały czas mieszając trzepaczką, aż beszamel zacznie gęstnięć. Zdejmujemy z ognia i kontynuujemy mieszanie, aż ser się rozpuści. Doprawiamy pieprzem.

W naczyniu żaroodpornym układamy zblanszowane brokuły i kurczaka z cebulą i czosnkiem. Posypujemy porozrywanymi listkami bazylii i zalewamy beszamelem. Na wierzchu wysypujemy równą warstwę bułki tartej i posypujemy orzeszkami piniowymi. Wstawiamy na 20 minut do nagrzanego piekarnika. Podajemy z solidną porcją mieszanki liści sałatowych.

(przepis wg „Taste Ireland” Autumn & Winter 2013 z moimi drobnymi zmianami)

Quiche bez ciasta z młodymi kartofelkami i łososiem

quiche losos i ziemniaki 005

Sukces kulinarny czasami tkwi już w samej nazwie dania. Naprawdę – to jak nazwiemy naszą potrawę wpływa na jej postrzeganie. Działa to zarówno na dorosłych, jak i na dzieci.

Uwielbiam wszelkiego rodzaju tarty, zapiekanki, pieczonki i inne potrawy jednogarnkowe. Moja córka za to musi mieć wszystko osobno na talerzu.

Uwielbiam młode kartofelki – bo nie trzeba ich obierać, często nie trzeba ich nawet kroić, zazwyczaj nie mają oczek i do tego są uroczo malutkie. Moja córka ostatnio w ogóle nie chce jeść ziemniaków, tylko kasze, ryż lub makaron.

Uwielbiam ryby. Moja córka uwielbia wszelkie inne stworzenia morskie na talerzu, a ryby nie, bo mają ości.

Uwielbiam zieloną cebulkę – mogłabym dodać ją do każdego dania. Moja córka z zasady nie je cebuli bez względu na rodzaj. Nie i już.

Uwielbiam jajka – w każdej postaci. Moja córka zje tylko jajko na miękko, a najlepiej żeby było to jajko bez żółtka.

Jednym słowem prezentowana potrawa powinna okazać się hitem dla mnie i powodem do płaczu nad talerzem dla Króliczki. Tymczasem Malutka zjadła do ostatniego okruszka, piszcząc, że wszystko w niej jest jej favourite. Wszystko za sprawą nazwy. Bo co to jest ten „kisz”? Powiedziałam jej, że to takie ciasto. Z początku nie uwierzyła, bo jak ciasto z ziemniaków. Przekonałam ją, opowiadając jej, jak w czasie wojny, gdy brakowało mąki, do wypieków dodawano ziemniaki i inne warzywa. Z początku nie chciała wierzyć, ale po sekundzie doznała olśnienia, że z marchwi robi się ciasto marchewkowe, a z dyni dyniowe. Miałam jeszcze sekretny argument, czyli mąkę ziemniaczaną, ale nie musiałam jej wyjmować, bo skojarzenie z carrot cake zdziałało cuda. Zajadała potem z takim apetytem, że nawet nie zauważyła, że jak na ciasto, to dziwnie mało słodki ten quiche…

quiche losos i ziemniaki 004

QUICHE BEZ CIASTA Z MŁODYMI KARTOFELKAMI I ŁOSOSIEM

  • 750 g młodych kartofelków
  • 200 g wędzonego łososia
  • 5 zielonych cebulek
  • 3 łyżki posiekanego koperku
  • 200 ml crème fraîche
  • 4 średnie jajka
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Umyte kartofelki gotujemy ok. 15-20 minut. Po ugotowaniu odcedzamy i odstawiamy, by ostygły.

Piekarnik nagrzewamy do 160°C (z termoobiegiem). Ostudzone ziemniaki kroimy w plastry. Łososia kroimy na cienkie paski. Cebulkę siekamy. Połowę ziemniaków układamy w naczyniu żaroodpornym, solimy, pieprzymy, posypujemy połową posiekanego koperku i cebulki, a na wierzchu układamy połowę łososia. Powtarzamy z drugą połową składników w tej samej kolejności.

Jajka rozbijamy do dzbanka i roztrzepujemy ze śmietaną. Wylewamy na kartofle z łososiem. Pieczemy przez 45-50 minut. Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy na kilka minut zanim zaczniemy go kroić.

quiche losos i ziemniaki 006
Wg „Easy Food” April 2015

To my! Młode kartofelki 2016To my! Młode kartofelki 2016

Pomidorowa zapiekanka z rozmarynem

zapiekanka 7Moja Króliczka uwielbia zwierzęta, szczególnie gospodarskie. Bardzo żałuje, że jej szanowny tatuś nie jest farmerem i od czasu do czasu próbuje go namówić na zmianę profesji. W przyszłości chciałaby być i lekarzem, i weterynarzem. Weterynarzem wiejskim, który zajmuje się owcami i krowami.

Na ogół obserwowanie baranków na pastwisku ją zadowala, ale czasami ma wyjątkowo silne pragnienie bliskiego obcowania z naturą. Wtedy konieczna jest towarzyska wizyta na jakiejś zaprzyjaźnionej farmie. Niedawno odwiedziła farmę Mary, która prowadzi gospodarstwo ekologiczne w Leitrim. Opowiadałam Wam, jak Mój Mąż karmił odrzuconego przez matkę baranka – było to właśnie tam.

zapiekanka 10Króliczka wróciła zadowolona z wycieczki, ale wściekła na swojego Ojca, który nie pozwolił jej wziąć kury na ręce (oczami wyobraźni widząc rozdziobaną córkę…). Musiała zadowolić się głaskaniem ptactwa i bieganiem z nimi po polu. Szczęśliwe kury Mary dają smaczne jajka, które można nabyć m.in. na sobotnim targu w Sligo (przy I.T.).

zapiekanka 9zapiekanka 8Dzięki znajomości z Mary zaczęliśmy zwracać uwagę na produkty, które trafiają do naszego koszyka. Jajka to podstawa, nie wyobrażam już sobie spożywania jajek od kur z chowu klatkowego. Nie chodzi nawet o ekologię czy etykę, ale o sam smak. Jajka szczęśliwych, zdrowych kur są po prostu lepsze i nie wywołują sensacji żołądkowych u co wrażliwszych osób.

Kury Mary były niedawno bohaterkami Leitrim Matters, programu publicystycznego stacji IrishTv. Jest to telewizja internetowa, więc kliknijcie tutaj: Leitrim Matters odc. 47 i przewińcie do mniej więcej 11 minuty. Obejrzałam z sentymentem, bo swego czasu jeździłam do Mary pomagać w czyszczeniu i ważeniu jajek. W filmie nie pokazano, jak się ręcznie stempluje jajka, a było to moje ulubione zajęcie. Maleńkie, gumowe pieczątki wkłada się na palce wskazujące i delikatnie przystawia się stempelki jajkom. Najmniej lubiłam obsługiwać wagę, zawsze się bałam, że zsuwające się rynienkami jajka na końcu się potłuką.

Więcej o farmie Mary możecie przeczytać na jej stronie internetowej: Bluebell Organic Farm, a poniżej doskonały pomysł na wykorzystanie pysznych, ekologicznych jajek w aromatycznej zapiekance.

zapiekanka 6POMIDOROWA ZAPIEKANKA Z ROZMARYNEM

  • 1 łyżka oliwy
  • 100 g jamón serrano lub pancetty
  • 2 średnie czerwone cebule
  • 6 dużych jajek
  • 250 ml świeżej śmietany
  • 150 ml crème fraîche
  • 100 g startego sera cheddar + 40 g na wierzch
  • 5 suszonych pomidorów w zalewie z oliwy
  • 1 łyżeczka świeżego rozmarynu + 1-2 gałązki do przybrania
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 2 średniej wielkości pomidory
  • odrobina masła do formy

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160°C (z termoobiegiem). Naczynie żaroodporne smarujemy odrobiną masła. Pokrojoną wędlinę obsmażamy na łyżce oliwy (3-4 minuty). Zdejmujemy z patelni szynkę, a wrzucamy posiekane cebule. Cebule smażymy ok. 6 minut. Mieszamy z szynką i przekadamy do przygotowanego naczynia.

Jajka, obie śmietany, 100 g sera cheddar i pokrojone suszone pomidory mieszamy razem w sporym dzbanku (lub misce). Doprawiamy solą i pieprzem, dodajemy rozmaryn, mieszamy i zalewamy cebulę i szynkę. Posypujemy pozostałym startym cheddarem (40 g), a na wierzchu układamy pokrojone w plastry pomidory.

Pieczemy w nagrzanym piekarniku ok. 45 minut. Po wyjęciu odstawiamy na 15-20 minut lub do całkowitego wystygnięcia. Podajemy przybraną gałązkami rozmarynu. Smaczna na ciepło i na zimno.

(zmodyfikowany przepis z “Irish Country Magazine” June/July 2013)

Śródziemnomorska zapiekanka z dorsza

dorsz 2

Zastanawia mnie morze nienawiści przelewające się w komentarzach czytelników w polskich mediach. Nie ma znaczenia, jaka informacja zostaje opublikowana, niezwłocznie pojawia się grono nienawistników, plujących jadem na wszystkie strony.

Nienawiść, obrażanie wszystkich, obrzydzanie życia, pustota wypowiedzi i wszechobecna zazdrość, zawiść i, przepraszam, ale muszę tak napisać, bezdenna głupota komentujących. W tym morzu zazwyczaj znajdziesię ktoś naiwny, kto próbuje podnieść poziom dyskusji, ale natychmiast jest zmuszany do ucieczki, gdyż lecą w niego puszki, zgniłe pomidory, żółć i – modne ostatnio słowo – hejt.

Zastanawiają mnie też fani teorii spiskowych, propagatorzy nieistniejących afer i skandali oraz wyznawcy tajemniczych “Onych”. Skąd tyle psychozy wśród młodych ludzi?

Uroczym (dla mnie) przerywnikiem są uwagi “polonistów”, czyli komentarze osób poprawiających błędy innych użytkowników. Nie muszę dodawać, że poprawiacze sami byka na byku strzelają. Ci ostatni mnie wzruszają swym zamiłowaniem do ortografii, której wprawdzie nie znają, ale dzielnie bronią. Nazywam ich Don Kichotami…

Najbardziej zastanawia mnie niestety brak krytycznych komentarzy, które byłyby przyczółkiem do dyskusji i wymiany argumentów. Każdy kij ma dwa końce, każdy medal ma dwie strony – mówią przysłowia. Trzeba krytycznie podchodzić do serwowanych informacji, ale to nie oznacza, że zacząć należy od wylania kubła gnoju. Nie zgadzam się, wyrażam swoje zdanie. Bez nienawiści do oponenta, bo każdy ma swoje racje.

Przykre jest szczególnie to, że odbija się na poziomie serwisów informacyjnych. By nakarmić swoich wiernych czytelników, rzuca się im coraz częściej ścierwo i pomyje, by mieli się w czym nurzać. Lub papkę, od której zapachu aż mdli.

Zaś Wam, Moi Drodzy Czytelnicy, którzy przycupnęliście przy blogach, dostarczając wysmakowaną rozrywkę , a często i wartościową wiedzę, którzy z entuzjazmem kroczycie przez życie, podam dziś świeżutkiego dorsza atlantyckiego zapiekanego ze słonecznymi, letnimi warzywami. I kiwam do Was pogodnie kieliszkiem białego wina. Sláinte!

dorsz 1dorsz 4

ŚRÓDZIEMNOMORSKA ZAPIEKANKA Z DORSZA
(mocno zmodyfikowany przepis wg “Taste Ireland”, Autumn 2014)

  • filet (bez skóry) z dorsza (150 g na porcję)
  • cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 16 pomidorków koktajlowych (różne odmiany)
  • 10 oliwek (dowolnych)
  • 1 łyżka kaparów
  • 2 kopiaste łyżki posiekanej natki pietruszki
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 150 ml bulionu (warzywnego lub rybnego)
  • 2 łyżki oliwy
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

1. Cebulę kroimy w cienkie półplasterki. Czosnek drobno siekamy. Pomidorki przekrawamy na połówki. Oliwki odsączamy i grubo siekamy. Kapary również odsączamy.

2. Piekarnik rozgrzewamy do 200°C. Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy cebulę i smażymy ok. 10 minut na średnim ogniu, mieszając od czasu do czasu. Dodajemy czosnek i smażymy jeszcze przez 1-2 minuty.

3. Patelnię zdejmujemy z ognia, dodajemy oliwki, pomidory, kapary oraz posiekaną natkę pietruszki, wlewamy sok z cytryny oraz bulion, przyprawiamy pieprzem i solą (z solą uważamy, bo bulion oraz oliwki i kapary są już słone). Warzywa mieszamy ze sobą.

4. Jeśli mamy jeden duży filet, kroimy go na tyle porcji, na ile osób przygotowujemy danie. Rybę oprószamy solą i pieprzem z każdej strony i układamy w naczyniu żaroodpornym. Na wierzchu każdego kawałka ryby układamy porcję warzyw, resztę układamy w przestrzeniach między filetami. Wstawiamy naczynie do nagrzanego piekarnika i zapiekamy ok. 20-25 minut.

Warzywa psiankowate 2014 Warzywa psiankowate 2014 Pora na pomidora!