Lasagne z groszkiem, brokułem i pesto

lazania 024

Moja rodzina ogłosiła to danie najlepszą lazanią, jaką kiedykolwiek podałam. Zachwytom nie było końca, a każdy dopytywał, dlaczego nigdy wcześniej takiej nie robiłam. Nie robiłam, bo trochę zabawy przy tym daniu jednak jest – zaczynając od wyciskania mięsa, potem idąc przez smażenie, blanszowanie, opiekanie, mieszanie i składanie w jedną całość. Na końcu ktoś musi to wszystko pozmywać, bo mała zmywarka takiej ilości misek i naczyń nie zmieści. Przy dwójce bardzo absorbujących dzieci wolę jednak dania w stylu pokrój wszystko, wrzuć do gara i duś 2 godziny. Przy ładnej pogodzie mogę jednak wystawić maluchy na podwórko i pilnować je przez kuchenne okno, przy okazji brudząc stos garów i przyrządzając obiad nad obiady.

W podanym przepisie są kulki z wieprzowych kiełbasek, ale bez szkody dla dania można je pominąć i zrobić jarską lazanię. Moim zdanie są zupełnie zbędne, a według Króliczki to one są najlepsze. Bez żalu pozwoliłam jej wyjeść wszystkie z mojej porcji, dzięki czemu zyskałam tytuł najlepszej mamy na świecie. Tytułu najlepszej żony się nie doczekałam, bo z ustami pełnymi dokładki trudno rozdawać zaszczyty, a tym bardziej podczas zasłużonej sjesty…

lazania 022

Lazania to nie jest dietetyczne danie, ale ilość warzyw w tej wersji znacznie poprawia jej walory zdrowotne, bo walory smakowe ma jak stąd na księżyc i z powrotem. Żeby cieszyć się tym daniem w pełni, należy pamiętać o dwóch sprawach. Pierwsza sprawa, to pomidorki koktajlowe – wybierzcie najsłodsze jakie znajdziecie. U mnie były irlandzkie piccolo, ale każde słodkie będą taką czerwoną kropką wieńczącą nasz obiad. Druga sprawa, bardzo ważna sprawa, to pesto. To musi być świeże, dobrej jakości pesto, czyli nie pasteryzowana papka ze słoika. Dobre pesto sporo kosztuje, ale można z powodzeniem zrobić je samemu w domu i to nawet kilka dni wcześniej. Zawsze robię pesto wg przepisu Małgosi (autorki bloga Pieprz czy wanilia), a jeśli kupuję, to sprawdzam skład – ważna jest ilość bazylii, dodatki i tłuszcz, bo musi to być najlepsza oliwa, a nie inne oleje roślinne. Wierzcie mi, opłaca się wybierać to, co najlepsze i najsmaczniejsze…

lazania 026

LASAGNE Z GROSZKIEM, BROKUŁEM I PESTO

  • 200 g groszku (mrożonego)
  • 250 g pomidorków koktajlowych
  • 1 brokuł (mały)
  • 150 g świeżego pesto z bazylii
  • 400 g mascarpone
  • 6 irlandzkich, rzemieślniczych kiełbasek wieprzowych
  • makaron lasagne
  • pęczek bazylii
  • 50 ml mleka
  • 100 g startej mozzarelli
  • 3 łyżki startego parmezanu
  • 20 g orzeszków piniowych
  • 4 łyżki oliwy
  • świeżo zmielony pieprz

Z kiełbasek wyciskamy mięso, które następnie formujemy w kulki wielkości pomidorka koktajlowego. Brokuł dzielimy na małe różyczki. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy i obsmażamy kulki mięsne przez 5-10 minut, obracając je, by zbrązowiały z każdej strony. W międzyczasie zagotowujemy wodę w garnku, wkładamy różyczki brokułu, które gotujemy 3-4 minuty, a następnie odcedzamy. Bazylię siekamy.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Pomidorki układamy na blaszce do pieczenia, obtaczamy w pozostałych 2 łyżkach oliwy, przyprwiamy pieprzem i opiekamy przez 10 minut.

W dużym garnku mieszamy ze sobą zblanszowane różyczki brokułu, groszek zielony, 200 g mascarpone, pesto, usmażone kulki mięsne i posiekaną bazylię. Podgrzewamy przez kilka minut, aż uzyskamy konsystencję sosu. Sprawdzamy smak, ewentualnie doprawiamy.

Mleko mieszamy z pozostałą porcją mascarpone, aż uzyskamy konsystencję sosu (jeśli zbyt gęsty, dolewamy więcej mleka). Niewielką ilością sosu smarujemy dno naczynia żaroodpornego (25 cm × 35 cm). Układamy warstwę makaronu, na którą wykładamy 1/3 sosu brokułowego, rozkładamy 1/3 pomidorków i przykrywamy kolejną warstwą makaronu. Kontynuujemy w ten sam sposób, kończąc warstwą makaronu i zostawiając kilka pomidorków do dekoracji.

Na wierzch wylewamy biały sos, posypujemy mozzarellą, parmezanem i orzeszkami piniowymi. Dekorujemy pozostawionymi pomidorkami. Pieczemy ok. 35 minut, aż wierzch zacznie się brązowić, a sos będzie bulgotał. Jeżeli wierzch lasagne zacznie brązowieć zbyt szybko, przykrywamy naczynie folią aluminiową lub pokrywką.

lazania 025

(wg „Good Food” April 2016)

Spaghetti z pesto z jarmużu

pasta jarmuż 024.jpg

Mieszkałam przez 24 lata w Katowicach. Wiadomo smog, kopalnie, Rawa mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy. I gołębie – wcale nie mniej niż w Krakowie. Staruszki okupujące ławki na placu Miarki, by dokarmiać gołębie. Staruszki dokarmiające gołębie na przystankach, na podwórkach, na parapetach i balkonach. W wiecznym konflikcie nie tylko z nienawidzącym gołębi mieszkańcami, nie tylko z pracownikami wydziału biologii i weterynarzami, którzy grzmią, że dokarmianie chlebem szkodzi ptakom, ale także z miłośnikami rasowych gołębi, bo gołębiarzy na Śląsku jest sporo. Katowice to upaćkane przez gołębie parapety, samochody, upstrzone pomniki, latarnie miejskie a nawet skrzynki pocztowe. I ten charakterystyczny zapach, gdy mijasz chmarę zgromadzoną nad okruchami kajzerki…

Gdy przeprowadziłam się do Sligo, nie było w nim żadnego wysokiego budynku, a co za tym idzie, nie było też gołębi. Bo gołębie kochają wysokość. Z czasem miasto zyskało kilka wyższych budowli, a wraz z nimi niewielką ilość znienawidzonych ptaków. Na wsi to już o gołębia trudno, kilka cukrówek lata po okolicy. Nie znaczy to, że nie mamy czego sprzątać. Mamy. Mamy żarłoczne mewy, które szczególnie upodobały sobie celowanie w okna połaciowe. Mewy tłoczą się zazwyczaj w porcie. Gdy rybacy przypływają z kutrami i robią selekcję połowu, mewy mają ucztę. Czasami jednak zapuszczają się w poszukiwaniu gniazd innych ptaków, a koło mnie mieszka cała kolonia kawek i gawronów. Wiecie jak dzielnie walczą w obronie swych gniazd. Wtedy już innego mewom nie pozostaje jak dobrać się do psiej miski. Naprawdę niczym nie pogardzą, dlatego tak wiele ich również żeruje przy nadbrzeżnych hotelach, wyjadając zawartość kubłów na śmieci.

pasta jarmuż 022

pasta jarmuż 023

Obserwuję sobie ptaki podczas gotowanie, bo skrzydła pozwalają im na dostanie się w pobliże okna. Płot udaje się sforsować tylko kotom, ślimaki i małe robaczki prześlizgną się pod spodem, a ptaki nie znają granic. Patrzę więc na małe, pocieszne rudziki, na wiecznie wystraszone sikorki, na zięby, pliszki, kawki, gawrony, sroki, kosy, cztery cukrówki i okazyjnie przylatujące mewy. Widzieliście kiedyś, jak zmyślnie małe ptaszki radzą sobie z rozłupaniem ziarna słonecznika? Albo jak bezczelnie mewy potrafią ukraść kanapkę nieopatrznie pozostawianą na stole na podwórku? A gawrony, którym zdarza się gratka złapać coś z grilla, gdy grillujący wolą jeść w domu?

Mnie się jeszcze marzy zobaczyć bociana połykającego żabkę, bo „żurawia połykającego żurawinę” mogę sobie wyobrazić… To mój mąż, który zasiadł do spaghetti z pesto z jarmużu. Zjadł, ale nakombinował się, jakby to przyprawić, żeby zabić smak zielska. Króliczce natomiast trzęsły się uszy i wciągnęła swoją porcję błyskawicznie. Jeszcze domagała się dokładki! Jarmuż albo się lubi, albo nie. Nic na siłę, przynajmniej jeśli nie jest się moim mężem..

pasta jarmuż 025

SPAGHETTI Z PESTO Z JARMUŻU

  • 40 g orzechów włoskich
  • 4 ząbki czosnku
  • skórka i sok z cytryny
  • 200 g jarmużu
  • 100 ml oliwy
  • 60 g parmezanu oraz odrobinę do przybrania
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • świeżo starta gałka muszkatołowa
  • 400 g spaghetti

Orzechy włoskie opiekamy ok. 6 minut w piekarniku nagrzanym do 180°C (alternatywnie możemy uprażyć na suchej patelni). Jarmuż myjemy i odcinamy liściom ogonki. Parmezan ścieramy na tarce.

Spaghetti gotujemy w osolonej wodzie wg. instrukcji na opakowaniu.

Orzechy włoskie miksujemy w malakserze wraz z obranym czosnkiem, skórką otartą z jednej cytryny oraz wyciśniętym z niej sokiem. Partiami dodajemy jarmuż i miksujemy, aż będzie drobno posiekany. Dodajemy sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Ciągle miksując, wlewamy stopniowo oliwę, aż uzyskamy gęsty sos. Przekładamy całość do dużej miski, dodajemy parmezan, a następnie całość mieszamy. Dolewamy ok. 50 ml wody, w której gotował się makaron do pesto, a następnie odsączamy spaghetti. Makaron mieszamy z pesto, posypujemy odrobiną sera i podajemy od razu.

pasta jarmuż 021
(wg „Easy Food” April 2016 z drobnymi zmianami)

 

Makaron z krewetkami w sosie cytrynowym

makaron krewetki 022

Uwielbiam makaron. Uwielbiam w zupie pomidorowej, w rosole, w zapiekance i po prostu z szybkim sosem na obiad. Jedyne dania makaronowe, na widok których chce mi się płakać, to łazanki z kapustą oraz makaron po bolońsku w polskim stylu.

Łazanki na tłusto z kapustą są takim daniem-koszmarkiem z dzieciństwa. Były wielkie łzy każdorazowo nad talerzem i zupełny brak uznania dla rodzicielki, która ten makaron ręcznie zagniatała, rozwałkowywała i kroiła. Tylko żal i zniechęcenie, dłubanie widelcem w potrawie, pociąganie nosem oraz składana samej sobie obietnica, że nigdy we własnym domu nie będę tym straszyć rodziny.

Makaron utopiony w rzadkim sosie pomidorowym z grudami mielonego mięsa oraz przypadkowymi jarzynami to dzieło, które jadłam w wielu polskich domach, a jego wielkimi fanami są mąż i Króliczka. W smaku nie jest złe, ale do jedzenia należy siadać w fartuchu laboratoryjnym, ściany wokół stołu zasłaniać folią malarską i dopiero przystępować do konsumpcji – najlepiej z łyżką w trzeciej ręce jak u inspektora Gadgeta.

Łazanek w moim domu nie ma i raczej nie będzie. Natomiast makaron z sosem gotujemy na zmianę. Raz jest pycha-pycha moje danie, a raz nie-wiem-czy-to-zupa-czy-to-gulasz męża, czyli słynne polskie spaghetti po bolońsku. To się nazywa sztuka kompromisu w małżeństwie…

makaron krewetki 023

LINGUINE Z KREWETKAMI W SOSIE CYTRYNOWYM

  • 350 g makaronu linguine
  • 400-450 g krewetek (królewskich)
  • 250 ml wywaru warzywnego
  • 60 ml soku z cytryny
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 120 ml świeżej, słodkiej śmietany
  • 3 ząbki czosnku
  • ½ łyżeczki suszonych krążków chili
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka oliwy
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • posiekana natka pietruszki do przybrania

Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę lub rozgniatamy. Jeśli mamy krewetki w całości, musimy je sprawić. Makaron gotujemy w osolonej wodzie wg instrukcji na opakowaniu. Po ugotowaniu odcedzamy, ale zostawiamy trochę wody.

Oliwę rozgrzewamy na dużej patelni na średnim ogniu. Dodajemy jeden rozgnieciony ząbek czosnku i chili, mieszamy i wrzucamy sprawione krewetki. Gotujemy 3-5 minut (aż krewetki zrobią się różowe), wtedy przekładamy je na talerz.

Na tę samą patelnię wlewamy wywar warzywny, sok z cytryny oraz dodajemy pozostały czosnek. Zagotowujemy. Gotujemy 2-3 minuty, drewnianią szpatułką zeskrobując przywarte drobiny z dna patelni. Zminiejszamy ogień i gotujemy jeszcze 5 minut, po czym dodajemy masło i mieszamy, aż się roztopi.

Dodajemy otartą skórkę z cytryny oraz śmietanę. Gdy zacznie się delikatnie gotować, doadajemy krewetki i odcedzony makaron. Mieszamy, by sos dokładnie oblepił makaron. Jeśli sos jest zbyt gęsty dodajemy kilka łyżek wody z gotowania makaronu. Przyprawiamy pieprzem. Nakładamy na talerze, posypująć posiekaną natką pietruszki.

makaron krewetki 021

(wg „Easy Food” April 2016 z moimi zmianami)

Makaron nadziewany ricottą i szpinakiem

makaron szpinak 014

Ricotta ze szpinakiem to klasyczne połączenie, którego nie trzeba specjalnie przedstawiać. Bardzo lubię przekładać tym nadzieniem lasagne, ale tym razem przemogłam się i nafaszerowałam pennoni rigati giganti. Makaron, który kupiłam już jakiś czas temu, trochę mnie przerósł…, bo nie mogłam się zdecydować, czy go nadziać i zapiec, czy wymyślić do niego jakiś sos. Są dostępne mniejsze pennoni, ale mój makaron miał otwory niemal tak duże jak cannelloni, tylko o nieregularnych kształtach.

Koniec końców postanowiłam zrobić zapiekankę. Wysypałam więc całą zawartość paczki i wybrałam te sztuki, które przynajmniej na jednym końcu miały wystarczająco okrągły, szeroki otwór, by łatwo było nałożyć do niego nadzienie. Niektórzy polecają nadziewać przy pomocy rękawa cukierniczego, ale wtedy trzeba naprawdę drobno posiekać cebulę, pieczarki i szpinak, żeby nadzienie miało konsystencję prawie pasty. Ja jednak lubię widzieć różnicę między daniem przygotowanym w domu, które właśnie wygląda nieprofesjonalnie, a idealnym produktem fabrycznym. Nakładanie łyżeczką farszu to jest zabawa, w sumie nie na moją cierpliwość, ale od czasu do czasu mogę się wysilić.

Rodzina zacierała ręce z radości, widząc, że szykuje się im uczta. Mąż zaglądał przez ramię i komentował: – Ja zjem tyle, Królisia tyle, to tobie kochanie zostaną dwie rurki… Chciałby mieć tak pojemny żołądek, a przecież jeszcze czekało słodkie „co nieco” –  z pozostałych białek zrobiłam kokosanki. Z podanych składników wychodzą cztery solidne porcje, ale danie łatwo można zmodyfikować, by móc nakarmić nim większą ilość osób. Polecam, klasyczne smaki nigdy nie wychodzą z mody!

makaron szpinak 011

MAKARAON NADZIEWANY SZPINAKIEM I RICOTTĄ

  • 300 g pennoni rigati giganti lub 250 g cannelloni
  • 680 g passaty pomidorowej
  • 2 łyżki oliwy
  • 300 g świeżego szpinaku (i łyżka masła) lub 250 g mrożonego
  • opakowanie ricotty (ok. 250 g)
  • 2 żółtka
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 1 mała cebula
  • szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • 60 g cheddara
  • 100 g pieczarek
  • duża garść świeżej bazylii
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Świeży szpinak myjemy i gotujemy na dużej patelni, na maśle, aż liście zwiędną. Odstawiamy do wystygnięcia, a następnie dość drobno kroimy. Mrożony szpinak wystarczy posiekać. Bazylię siekamy, cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę. Oczyszczone pieczarki drobno siekamy. Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę. Cheddar ścieramy na drobnych oczkach tarki. Cebulę, szpinak, żółtka, 40 g sera, czosnek, ricottę, połowę bazylii i pieczarki mieszamy razem w misce i przyprawiamy gałką, solą i pieprzem.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Farszem nadziewamy makaron (łyżeczką lub za pomocą rękawa cukierniczego). Nafaszerowany makaron układamy w żaroodpornym naczyniu tak, aby leżał w jednej warstwie. Na wierzch wylewamy passatę pomidorową, skrapiamy oliwą, przyprawiamy solą i pieprzem, a następnie posypujemy pozostałą bazylią i resztką cheddara. Przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy na 20 minut do piekarnika. Następnie zdejmujemy folię i pieczemy bez przykrycia jeszcze 20 minut (aż makaron będzie miękki – łatwo sprawdzić, naciskając wykałaczką lub końcem noża).

makaron szpinak 015

(przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” April 2016)

Tagliatelle z sosem orzechowym (salsa di noci)

salsa-015

Kulinarnie Liguria słynie jako ojczyzna pesto. Pesto alla genovese dla rozmiłowanego w kulinariach Włocha oznacza świeżo przygotowany sos z prawdziwej (lokalnej) oliwy i liguryjskiej bazylii o drobnych liściach, a nie maziatą papkę ze słoika utrwaloną w najlepszym razie octem. W tym miejscu zgadzam się z konserwatywnymi smakoszami – pesto ze sklepu jest albo zupełnie bez smaku, albo… obrzydliwe. Tylko co zrobić, gdy wciąż za mało słońca, by cieszyć się bazylią?

Zastanowiło mnie, z czym też Liguryjczycy mieszają makaron poza bazyliowym sezonem… Łatwo się domyślić, że muszą mieć inne sosy, bo przecież nie wcinają makaronu na sucho. Sos orzechowy – salsa di noci – jest numerem dwa. Nie zrobił takiej kariery poza granicami kraju jak pesto, ale wcale nie znaczy, że jest mniej wart. Paradoksalnie łatwiej go odtworzyć na drugim końcu Europy, bo orzechom wszystko jedno jakie słońce je ogrzewa i jaki wiatr owiewa, a bazylię na pesto musi podmuchać wiatr od Morza Liguryjskiego i ogrzać słońce, które oświecało głowę Kolumba.

salsa-013

Oczywiście wcale nie rozchodzi się o bazylię. O orzechy też nie. Tylko o błagający o zjedzenie makaron zalegający w kuchennej szafce. Te tagliatelle akurat zielone (od dzikiego czosnku), a nudno zielone polewać zielonym. Dlatego tak bardzo było mi potrzeba innego sosu, który byłby równie prosty, równie smaczny i do tego oryginalny. Salsa di noci spełnia wszystkie te warunki, więc ze spokojnym sumieniem mogę zaopatrzyć się w kolejną paczkę makaronu…

salsa-016

TAGLIATELLE Z SALSA DI NOCI

  • 18 orzechów włoskich
  • 50 g orzeszków piniowych
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • 250 ml świeżej śmietany
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 3 łyżki świeżo startego parmezanu
  • 1 1/3łyżki masła
  • tagliatelle

Orzechy włoskie łuskamy, wyłuskane wkładamy do malaksera wraz z orzeszkami piniowymi. Obieramy ząbek czosnku i wraz z natką pietruszki dodajemy do orzechów. Całość miksujemy – orzechy mają być drobno posiekane, ale nie zamienione w pastę. Przekładamy do miski, wlewamy pomału śmietanę, ciągle mieszając. Doprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy.

Tagliatelle gotujemy al dente wg instrukcji na opakowaniu. Ugotowane odcedzamy. Do garnka z makaronem wkładamy parmezan, masło i wlewamy sos.  Garnek ustawiamy na bardzo małym ogniu i całość mieszamy, gotując chwilę, aż sos się zagrzeje,  a ser i masło rozpuszczą. Serwujemy na podgrzanych talerzach.

salsa-012
(przepis wg Culinaria Italy z moimi niewielkimi zmianami)

 

Różowe spaghetti z pesto z pieczonych buraków

pink pasta 004

Danie dla małej księżniczki – różowe, mocno różowe, wściekle różowe. Króliczka była zachwycona. Nad miską makaronu mlaskała: – Och! Jak ja lubię, jak Ty gotujesz, mamo! W ogóle dziś miała dzień słodzenia matce. Rano mi powiedziała, że jestem lepszą mamą niż tata tatą. Bo tata ją czymś denerwuje, tylko właśnie zapomniała, co też on takiego denerwującego wyczynia.

Wieczorem, jak każdego wieczoru, awanturowała się z tatusiem o kąpiel, szykowanie mundurka do szkoły, sprzątanie zabawek itd. W drugim pokoju wycieram Chomiczka i słucham jaką pedagogiczną porażkę ponosi każdego dnia małżonek. Dziś nawet mnie to rozśmieszyło, gdy Królisia perorowała ojcu, że zamiast ją pouczać, mógłby być more helpful – w myśl zasady, że jeśli dorosły chce, by dziecko miało coś zrobione, to niech to dla niego zrobi. Dał się wpuścić w maliny, więc gdy słyszałam, jak mu zaczyna brakować argumentów, zawołałam, by przysłał awanturnicę do mnie. Zacierał ręcę: – Toś się doczekała, teraz się będziesz mamie tłumaczyć. Królisia zaraz smyrgnęła do mojego pokoju z uśmiechem od ucha do ucha i diabelskim błyskiem w oku: – Dobrze, że mnie zawołałaś, teraz Tata będzie musiał sam to wszystko posprzątać!

Malutka do tego postanowiła jak najszybciej stać się taka jak mama. Nie jest to z pewnością najlepszy wzorzec, ale jaka dla mnie nobilitacja! Tylko biedny Tata coraz częściej otwiera usta oniemiały i patrzy tępo, nie dowierzając własnym uszom, załamuje też ręce, liczy kolejne siwe włosy i raz po raz burczy pod nosem, gdy akurat stoi koło mnie: – Ona jest już gorsza od Ciebie! Takie to ma życie z dwoma babami… Nie dość, że każda papla jak najęta, że obie strzelają fochy od rana do nocy, to jeszcze mu spaghetti ufarbowały na różowo…

pink pasta 006

RÓŻOWE SPAGHETTI Z PESTO Z PIECZONYCH BURAKÓW

  • 5 małych buraków (lub 4 średnie)
  • oliwa
  • miska lodowatej wody
  • mały pęczek bazylii
  • 80 g orzeszków piniowych (oraz garść do podania)
  • 60 g parmezanu (oraz odrobinę do podania)
  • 4 łyżki ziołowego oleju rzepakowego
  • sok z ½ cytryny
  • spaghetti

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180°C. Buraki oczyszczamy, układamy na blaszce wyłożonej folią aluminiową, skrapiamy oliwą i pieczemy przez ok. godzinę (aż będą dość miękkie, by zsunąć się z wbitego w nie widelca).

Po upieczeniu każdy burak zanurzamy na kilka sekund w lodowatej wodzie, następnie obieramy (w rękawiczkach!) – skórka będzie łatwo odchodzić. Obrane odstawiamy.

W sporym garnku zagotowujemy wodę na makaron (gotujemy wg instrukcji na opakowaniu).

Obrane buraki, bazylię, starty parmezan, orzeszki piniowe, olej i sok z cytryny blendujemy w malakserze. Przekładamy do dużego garnka, ustawiamy na palniku na średnim ogniu, dodajemy odcedzony makaron i mieszając, dokładnie obtaczamy makaron w pesto buraczkowym. Podajmy od razu, każdą porcję posypujemy odrobiną startego parmezanu i kilkoma orzeszkami piniowymi.

pink pasta 005

(przepis wg „Easy Food”, April 2015)

Na szybko: Tortelloni z łososiowym sosem

tortelloni 034

Poniedziałek często jest dniem „resztkowym”. Po weekendzie zawsze zostaje kawałek pieczeni, jakieś nóżki kurczaka, 3 plastry łososia czy pół kubka śmietany. Można to wyjeść prosto z lodówki, a można też przerobić na szybkie i smaczne danie. Pieczone mięso zazwyczaj trafia na mniej lub bardziej wyrafinowaną kanapkę, ale co zrobić z resztką wędzonego łososia, który był dopiero co częścią kanapki, sałatki, a na większe gotowanie jest go trochę za mało?

Zróbcie z niego sos. Jednym z moich ulubionych sosów do mięs i jajek jest sos bosmański, który u mnie jest m. in. żelaznym punktem śniadania wielkanocnego. Lub jeszcze szybszy sos do makaronu, którym oblałam niezjedzone przez weekend tortelloni – trochę masło maślane – z łososiem i ricottą. Tortelloni kupne, bo lepienie pierożków zostawiam sobie na czasy, gdy nie będę krążyć między drzemką (nie moją, a szkoda…), karmieniem a zmianą pieluszki. Czarny kolor jest efektem dodania „atramentu” kałamarnicy, który można nabyć w saszetkach, gdyby ktoś chciał zrobić czarny makaron w domu.

tortelloni 033

Kiedy siekałam łososia, zastanawiałam się, czy pokazać tu na blogu, na co najczęściej przerabiam pozostałości z poprzedniego dnia. Jest nas tylko dwoje dorosłych w domu plus Króliczka, którą można policzyć jako 1/3 biesiadnika oraz Chomiczek zajęty własnym, specjalnie dla jego niemowlęcego brzuszka przygotowanym pokarmem. Łatwo się domyślić, że u nas zazwyczaj coś zostaje po obiedzie. Jak zostanie cała porcja czegoś, co można łatwo podgrzać, wtedy jedzie z moim Mężem do biura, by zostać skonsumowaną podczas lunchu, ale mniejsze części zostają do mej twórczej dyspozycji. W okolicach karnawału pisałam o tartinkach z wczorajszego kurczaka, dziś sos z resztek łososia – może to dobra droga?

tortelloni 031

TORTELLONI Z ŁOSOSIOWYM SOSEM

  • opakowanie (250 g) świeżych tortelloni z nadzieniem z łososia i ricotty
  • 200 g crème fraîche
  • 3 plastry wędzonego łososia
  • kawałek ogórka wężowego
  • kilka gałązek koperku
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Łososia kroimy w cienki, krótkie paseczki, umyty koperek drobno kroimy (zostawiamy odrobinę do dekoracji). Śwmietanę wraz z łososiem i koperkiem wkładamy do rondelka i podgrzewamy na małym ogniu. Doprawiamy solą i pieprzem.

Tortelloni gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Ogórek kroimy w drobną kostkę. Ugotowane pierożki podajemy z sosem, posypujemy pokrojonym ogórkiem i dekorujemy gałązką koperku.

tortelloni 032