Bardzo serowe penne z wołowiną

one pot pasta 21

Oops! I did it again… Nie, nie zakochałam się jak Britney. Znowu ugotowałam makaron w sosie. Wiecie, oszczędzanie wody, ekologia i te sprawy… Nie, skąd, to nie z lenistwa… Z lenistwa zrobiłam taką ilość… Połowę sosu zamroziłam, będzie na zaś…

Z podanych składników wyjdą 4 spore porcje lub 6 przeciętnych. Nas co prawda jest czworo, ale Chomiś co najwyżej podziubie, Króliczka zje pół porcji, ja jedną przeciętną i mężowi zostaje jedna spora. Dlatego połowę sosu (przed wrzuceniem do niego makaronu i sera) odlałam do pudełka, a do reszty dałam połowę podanej ilości penne i połowę sera. Gdy rozmrożę sos, zagotuję go i dokończę według przepisu.

Continue reading

Advertisements

Teriyaki z kurczaka

teriyaki 21

Kolejna potrawa inspirowana kuchnią Dalekiego Wschodu. Nie jest to wiernie odtworzone danie, ale wariacja na temat japońskiego teriyaki, czyli pieczenia mięsa w marynacie z sosu sojowego. Nietypowe dodatki to czosnek i sezam, które nie są szczególnie popularne w Kraju Kwitnącej Wiśni, a całościowo potrawa oderwana jest od japońskiej filozofii przygotowywania posiłków, której Europejczyk nie jest w stanie sobie przyswoić – nauczyć się jej oczywiście można, ale zrozumieć chyba jest niemożliwe.

Na studiach musieliśmy wybrać sobie kurs literatury obcej. Była literatura angielska, niemiecka, rosyjska, czeska i słowacka, francuska i literatura Dalekiego Wschodu. Namówiłam przyjaciółkę i zapisałyśmy się na ten ostatni kurs wraz z całkiem pokaźną grupą zakręconych bab. Trafił nam się najmilszy nauczyciel jakiego mogłyśmy sobie wymarzyć, który tak pięknie mówił po japońsku, że wzdychałyśmy z zachwytu. Malował pędzelkiem ideogramy, recytował haiku, opowiadał o swoich tokijskich przygodach.

Prawdopodobnie bez tych zajęć moja znajomość japońskiego piśmiennictwa ograniczyłaby się do twórczości Harukiego Murakamiego, którego smutne powieści cieszyły się wtedy wzięciem. Swoją drogą Murakami sporo pisze o jedzeniu – niekiedy podaje właściwie cały przepis, łącznie ze zmywaniem po obiedzie. Dzięki wykładom i ćwiczeniom mam jako takie pojęcie o historii literatury kraju samurajów oraz jej zrozumienie na najwyższym europejskim poziomie, czyli „wiem, że nic nie wiem”. Zamiast łamać sobie głowę i spalać się przez coś, co i tak mi umknie, skupiłam się na wpływie na literaturę europejską. Pracę magisterską pisałam o haiku… Grochowiaka. Tego, który lubił „z blachy twego kubka pić herbatę gorzką, pani”…

Takie jest też moje „japońskie” gotowanie – dotarło drogą okrężną przez Stany Zjednoczone, pomieszało się z innymi azjatyckimi kuchniami, doprawiło po europejsku, a japoński został tylko szkic, pomysł, ogólny zarys potrawy.

teriyaki 22

TERIYAKI Z KURCZAKA

  • 4 piersi z kurczaka
  • 1 cebula
  • 80 ml naturalnego miodu
  • 120 ml sosu sojowego
  • 60 ml octu ryżowego
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
  • 60 ml wody
  • 1 ½ łyżki skrobi kukurydzianej
  • 2 łyżeczki sezamu
  • 2 zielone cebulki
  • makaron soba
  • odrobina oleju

Piekarnik nagrzewamy do 200°C (z termoobiegiem). Naczynie żaroodporne smarujemy cienką warstwą oleju.

Kurczaka wkładamy do woreczka lub między dwie warstwy folii spożywczej. Przy pomocy tłuczka (lub wałka) rozbijamy lekko mięso. Kurczaka układamy w przygotowanym naczyniu. Cebulę obieramy i kroimy w cieniutkie plasterki. Rozkładamy ją na mięsie.

W misce mieszamy składniki marynaty – miód, sos sojowy, ocet ryżowy, przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku oraz imbir. Mieszamy, aż dobrze się połączą. Marynatą zalewamy mięso. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na ok. 30 minut.

Makaron gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Zieloną cebulkę kroimy w piórka. Wyjmujemy z piekarnika naczynie z mięsem. Kurczaka kroimy w plastry, odkładamy wraz z cebulą na talerz (lub bezpośrednio na porcje makoronu).

Marynatę z pieczenia zlewamy do rondelka. Skrobię rozrabiamy z wodą, wlewamy do sosu i podgrzewamy na średnim ogniu, cały czas mieszając, przez 1-2 min. Gdy sos zgęstnieje, polewamy nim kurczaka. Dekorujemy zieloną cebulką oraz sezamem. Teriyaki podajemy z makaronem soba.

teriyaki 23

(przepis wg „Easy Food” May 2016)

Satay, nie satay, ale z kurczakiem

satay 12

Ukochane danie wakacyjne Króliczki – satay z kurczakiem. Szykuję je przynajmniej raz w tygodniu, a Malutka może jeść je od śniadania do kolacji i nigdy nie ma dość. Myślę, że mogłabym jej zostawić rano cały garnek makaronu z sosem z orzeszków ziemnych oraz stos książek z biblioteki i wyjść z domu – pewnie by nawet nie zauważyła, że zniknęłam. Przy tej potrawie moje starsze dziecko okazuje się być zupełnie samodzielne – nagle wie, gdzie mamy miski, nagle potrafi sobie nałożyć, zjada (pałeczkami!) w zawrotnym tempie i z radości nawet przypomina sobie drogę do zmywarki.

Klucz do sukcesu to masło orzechowe. Jakolwiek to brzmi. Wierzcie mi na słowo – to jest naprawdę dobre! Też nie miałam przekonania, gdy pierwszy raz kręciłam sos fistaszkowy. Ma on konsystencję pasty i sam w sobie nie wygląda zachęcająco, ale w połączeniu z makaronem i pozostałymi składnikami tworzy zaskakująco smaczną kompozycję. Nie dziwi mnie, że podbił podniebienia wyspiarzy – u nas też zagościł na stałe.

W Irlandii bardzo często można spotkać słowo „satay” jako nazwę dania makaronowego z sosem z orzeszków ziemnych, chociaż w rzeczywistości oznacza ono szaszłyki mięsne podawane z rozlicznymi sosami, w tym właśnie z sosem fistaszkowym. Jak to się stało, że zamiast być nadziane na patyczek, mięso trafiło do makaronu? Nie ma pojęcia, ale jedno jest pewne – dobrze się stało! Satay czy nie satay – ważne, że smaczne. Szybkie w przygotowaniu. Idealne, gdy zostało trochę pieczonego kurczaka z poprzedniego dnia. Gdy nie mam resztek – gotuję filet na parze. Muszę jeszcze spróbować z wędzonym kurczakiem, ale czuję, że też będzie pasował.

satay 11

SATAY Z KURCZAKIEM

  • 300 g „chińskiego” makaronu
  • 120 g groszku śnieżnego
  • 1 czerwona papryka
  • 2 zielone cebulki
  • 150 g pieczonego lub duszonego kurczaka (np. resztki z poprzedniego dnia)
  • 2 łyżki sezamu

Sos:

  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu „sweet chili”
  • 100 g masła orzechowego
  • 2 łyżku soku z limonki

W małej misce mieszamy dokładnie wszystkie składniki sosu.

Z papryki usuwamy gniazdo nasienne, a następnie kroimy ją w średnie kawałki. Cebulkę kroimy w piórka. Mięso kurczaka kroimy na kawałki lub po prostu rozrywamy widelcem. Groszek blanszujemy przez minutę. Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu.

Odcedzony i przepłukany makaron mieszamy z sosem, dodajemy kurczaka, paprykę, groszek i cebulkę, mieszamy i przekładamy do miseczek. Posypujemy każdą porcję sezamem.

(wg „Easy Food” June/July 2015)

Penne z mozzarellą

penne z mozarella 024

Mam wrażenie, że odkąd zaczęły się wakacje, stoję ciągle przy desce do krojenia, a przy tym nic nie gotuję. Maluchy jak te pisklęta w gnieździe ciągle wołają o jedzenie, a przy tym wybredne są jak francuskie pieski. Podtykam im smakołyki, połkną nieomalże z talerzem, a za moment sterczą przede mną z miną wygłodzonego psa. Gdzie im się to mieści? Co do Chomisia, to wiem gdzie mu się mieści – najczęściej pod kanapą, ale Króliczka wpycha w siebie gargantuiczne ilości, a chuda jest jak niteczka. Gdy nadchodzi już długo oczekiwana pora obiadu, Malutka jak mantrę powtarza życzenie, by na obiad był makaron.

Nieważne z czym, ważne, że będzie makaron. Jak tak dalej pójdzie, zmienię nazwę bloga na Tysiąc potraw z makaronu… Żartuję, na pewno nie będzie tak źle. Jeszcze niedawno chciała jeść tylko ryż, ostatnio wrócił makaron do łask, ciekawe co będzie następne?! W każdym razie wczoraj na odczepnego zrobiłam wyjątkowo banalne rurki z mozzarellą – właściwie jedyną fantazją jest tu zapieczenie na koniec w piekarniku, by utworzyła się taka skorupka z sera na wierzchu. Przygotowanie obiadu zredukowane do minimum, żeby móc się oddać innemu hobby, a mianowicie szyciu ubranek dla lalki.

strappy tank top 022

Królisia zażyczyła sobie koszulkę na ramiączkach dla Sii, więc trzeba było to życzenie zrealizować. Porządkowałam ostatnio garderobę dzieci – rosną jak na drożdżach – i znów wór za małych rzeczy stanął w korytarzu. Postanowiłam zrobić mały recycling i z pidżamki wycięłam plecy – starczyło akurat na koszulkę. Biała podkoszulka w niebieskie paski to element niezbędny latem dla każdej elegantki, nawet takiej co mierzy tylko  46 cm! Lala może teraz opalać ramiona i czekać cierpliwie, aż znajdę czas na uszycie jej spódniczki do kompletu…

strappy tank top 023

penne z mozarella 022

PENNE Z MOZZARELLĄ

  • 2 puszki podłużnych pomidorów w całości (400 g każda)
  • 4 łyżki oliwy
  • 2 łyżki posiekanej pietruszki lub bazylii
  • 2 kulki mozzarelli (125 g każda)
  • 150 g parmezanu
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 350 g makaronu penne rigate

Wstawiamy osoloną wodę na makaron. Mozzarellę kroimy w kostkę, parmezan ścieramy na dużych oczkach tarki. Piekarnik nagrzewamy do temp. 180°C.

Gdy woda zacznie się gotować, wrzucamy makaron, mieszamy i gotujemy ok. 9-10 minut (lub tyle, ile podaje instrukcja na opakowaniu). Do rondla wlewamy oliwę oraz pomidory, stawiamy na średnim ogniu i podgrzewamy, rozbijając pomidory drewnianą łyżką. Wrzucamy połowę porcji parmezanu, całą posiekaną zieleninę i przyprawiamy do smaku. Zagotowujemy i zdejmujemy z palnika.

Ugotowany makaron odcedzamy, a nastepnie przekładamy do żaroodpornego naczynia. Zalewamy sosem i dodajemy pokrojoną mozzarellę, mieszamy całość. Posypujemy pozostałym parmezanem i wstawiamy na 10 minut do piekarnika. Podajemy od razu.

penne z mozarella 023

(przepis Twiggy dla The Meat Free Monday Cookbook – zmieniłam tylko proporcje)

Makaron „Primavera” Artiego Bucco

primavera 022

Makaron “Primavera” to danie stosunkowo nowe, bo narodziło się już po drugiej stronie oceanu, w Kanadzie w latach 70. Gdy przepis zyskał na popularności o autorstwo upomniało się kilka osób w ten lub inny sposób związanych z restauracją „Le Cirque” w Nowym Jorku. Część z nich zgadzała się co do jednego – że danie wymyślili w kanadyjskiej Nowej Szkocji. Faktem jest, że ówczesny szef kuchni w „Le Cirque” nie kwapił się, by wpisać potrawę w restauracyjne menu. Pojawiła się jako okazyjna specjalność, a stała się przebojem po artykule w 1977 roku w „New York Timesie”, gdzie ukazał się też przepis na to niewyszukane danie. Nieoczekiwany sukces sprawił, że znalazło zaraz kilku ojców makaronu „Primavera”, co nie powinno dziwić, bo który kucharz nie chciałby przejść do historii jako autor kultowego dania. Nazwisk pretendentów nie będę przytaczać, bo żaden nie został oficjalnie uznany za twórcę, a i samo danie nie ma klasycznej wersji, a wręcz przeciwnie – jest idealne do interpretowania go po swojemu.

Podstawą jest sos z masła, gęstej śmietany oraz parmezanu, do tego obowiązkowo muszą dojść świeże warzywa – prawie w każdej wersji znajdziecie brokuły, szparagi, groszek i cebulę. Pozostałe dodatki są już zupełnie dowolne, możecie dodać marchewkę, jak w przepisie poniżej, pomidorki koktajlowe, krewetki, kurczaka, cukinię, paprykę, rzodkiewkę, kukurydzę a nawet pieczarki. Nie zapomnijcie o świeżych ziołach, nic tak jak one nie podnosi smaku włoskich potraw!

Przepis, z którego korzystałam, zaczerpnęłam z książki kucharskiej inspirowanej serialem Rodzina Soprano. Serialu nie muszę Wam polecać, na pewno znacie, ale książkę Allena Ruckera i Michelle Sciocolone polecam jako lekturę na lato. Przepisy w niej są bardzo proste i wręcz idealne na letnie miesiące, ale najlepsze są opowieści. Książka jest przede wszystkim wprowadzeniem do życia rodziny amerykańskich Włochów, ale autorzy – wchodząc w role postaci z serialu – wprowadzają nas przez kuchenne drzwi. Naszym gospodarzem jest Artie Bucco, właściciel filmowej restauracji „Nuovo Vesuvio”, którego postać uczyniono narratorem. Zabawne, lekkie i kolorowe historie, porady oraz komentarze są siłą tej nietypowej książki kucharskiej. Dostałam ją od mojej mamy, która wie najlepiej, co dobre. Buon appetito!

primavera 021

MAKARON „PRIMAVERA”

  • 3 łyżki masła
  • ½ cebuli
  • 2 średnie marchewki
  • ¾ szklanki różyczek brokuła
  • 180 g zielonych szparagów
  • 90 g groszku (świeżego lub mrożonego)
  • 200 ml crème fraîche
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 10 listków bazylii
  • 300 g makaronu (tagliatelle, fettuccine lub ewentualnie spaghetti)
  • ½ szklanki świeżo startego parmezanu
  • kilka listków bazylii i odrobina parmezanu do podania (opcjonalnie)

W garnku zagotowujemy 3 litry posolonej wody. Umyte szparagi kroimy na kawałki (ok. 1 ½ cm). Umyty brokuł dzielimy na małe różyczki. Wrzucamy go gotującej się wody na minutę. Wyjmujemy małym sitkiem z rączką lub łyżka cedzakową, odkładamy na bok. Wody nie wylewamy, tylko odstawiamy na bok – w niej ugotujemy makaron.

Cebulę obieramy i kroimy w kosteczką. Groszek, jeśli mrożony, rozmrażamy – wystarczy zalać zimną wodą i odstawić na kilka minut. Marchewkę obieramy i kroimy w ćwierćplasterki. W drugim rondlu roztapiamy masło ma średnim ogniu, wrzucamy marchewkę i cebulę, smażymy przez 5 minut, aż nieco zmiękną.

Wstawiamy ponownie garnek z woda na kuchenkę, wrzucamy makaron i gotujemy al dente (wg instrukcji na opakowaniu). Do rondla z marchewką dokładamy śmietanę, różyczki brokuła, szparagi oraz groszek, mieszamy, doprawiamy pieprzem. Gotujemy na małym ogniu kilka minut. Bazylię kroimy w paseczki, dodajemy do sosu i wyłączamy palnik pod rondlem.

Gdy makaron jest ugotowany, odcedzamy go i przekładamy do rondla z sosem. Dokładnie mieszamy, dodajemy starty ser, mieszamy raz jeszcze i od razu podajemy. Każdą porcję dekorujemy listkami bazylii i odrobiną sera (wg uznania).

primavera 023
(przepis z moimi zmianami wg Książki kucharskiej rodziny Soprano)

Lasagne z groszkiem, brokułem i pesto

lazania 024

Moja rodzina ogłosiła to danie najlepszą lazanią, jaką kiedykolwiek podałam. Zachwytom nie było końca, a każdy dopytywał, dlaczego nigdy wcześniej takiej nie robiłam. Nie robiłam, bo trochę zabawy przy tym daniu jednak jest – zaczynając od wyciskania mięsa, potem idąc przez smażenie, blanszowanie, opiekanie, mieszanie i składanie w jedną całość. Na końcu ktoś musi to wszystko pozmywać, bo mała zmywarka takiej ilości misek i naczyń nie zmieści. Przy dwójce bardzo absorbujących dzieci wolę jednak dania w stylu pokrój wszystko, wrzuć do gara i duś 2 godziny. Przy ładnej pogodzie mogę jednak wystawić maluchy na podwórko i pilnować je przez kuchenne okno, przy okazji brudząc stos garów i przyrządzając obiad nad obiady.

W podanym przepisie są kulki z wieprzowych kiełbasek, ale bez szkody dla dania można je pominąć i zrobić jarską lazanię. Moim zdanie są zupełnie zbędne, a według Króliczki to one są najlepsze. Bez żalu pozwoliłam jej wyjeść wszystkie z mojej porcji, dzięki czemu zyskałam tytuł najlepszej mamy na świecie. Tytułu najlepszej żony się nie doczekałam, bo z ustami pełnymi dokładki trudno rozdawać zaszczyty, a tym bardziej podczas zasłużonej sjesty…

lazania 022

Lazania to nie jest dietetyczne danie, ale ilość warzyw w tej wersji znacznie poprawia jej walory zdrowotne, bo walory smakowe ma jak stąd na księżyc i z powrotem. Żeby cieszyć się tym daniem w pełni, należy pamiętać o dwóch sprawach. Pierwsza sprawa, to pomidorki koktajlowe – wybierzcie najsłodsze jakie znajdziecie. U mnie były irlandzkie piccolo, ale każde słodkie będą taką czerwoną kropką wieńczącą nasz obiad. Druga sprawa, bardzo ważna sprawa, to pesto. To musi być świeże, dobrej jakości pesto, czyli nie pasteryzowana papka ze słoika. Dobre pesto sporo kosztuje, ale można z powodzeniem zrobić je samemu w domu i to nawet kilka dni wcześniej. Zawsze robię pesto wg przepisu Małgosi (autorki bloga Pieprz czy wanilia), a jeśli kupuję, to sprawdzam skład – ważna jest ilość bazylii, dodatki i tłuszcz, bo musi to być najlepsza oliwa, a nie inne oleje roślinne. Wierzcie mi, opłaca się wybierać to, co najlepsze i najsmaczniejsze…

lazania 026

LASAGNE Z GROSZKIEM, BROKUŁEM I PESTO

  • 200 g groszku (mrożonego)
  • 250 g pomidorków koktajlowych
  • 1 brokuł (mały)
  • 150 g świeżego pesto z bazylii
  • 400 g mascarpone
  • 6 irlandzkich, rzemieślniczych kiełbasek wieprzowych
  • makaron lasagne
  • pęczek bazylii
  • 50 ml mleka
  • 100 g startej mozzarelli
  • 3 łyżki startego parmezanu
  • 20 g orzeszków piniowych
  • 4 łyżki oliwy
  • świeżo zmielony pieprz

Z kiełbasek wyciskamy mięso, które następnie formujemy w kulki wielkości pomidorka koktajlowego. Brokuł dzielimy na małe różyczki. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy i obsmażamy kulki mięsne przez 5-10 minut, obracając je, by zbrązowiały z każdej strony. W międzyczasie zagotowujemy wodę w garnku, wkładamy różyczki brokułu, które gotujemy 3-4 minuty, a następnie odcedzamy. Bazylię siekamy.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Pomidorki układamy na blaszce do pieczenia, obtaczamy w pozostałych 2 łyżkach oliwy, przyprwiamy pieprzem i opiekamy przez 10 minut.

W dużym garnku mieszamy ze sobą zblanszowane różyczki brokułu, groszek zielony, 200 g mascarpone, pesto, usmażone kulki mięsne i posiekaną bazylię. Podgrzewamy przez kilka minut, aż uzyskamy konsystencję sosu. Sprawdzamy smak, ewentualnie doprawiamy.

Mleko mieszamy z pozostałą porcją mascarpone, aż uzyskamy konsystencję sosu (jeśli zbyt gęsty, dolewamy więcej mleka). Niewielką ilością sosu smarujemy dno naczynia żaroodpornego (25 cm × 35 cm). Układamy warstwę makaronu, na którą wykładamy 1/3 sosu brokułowego, rozkładamy 1/3 pomidorków i przykrywamy kolejną warstwą makaronu. Kontynuujemy w ten sam sposób, kończąc warstwą makaronu i zostawiając kilka pomidorków do dekoracji.

Na wierzch wylewamy biały sos, posypujemy mozzarellą, parmezanem i orzeszkami piniowymi. Dekorujemy pozostawionymi pomidorkami. Pieczemy ok. 35 minut, aż wierzch zacznie się brązowić, a sos będzie bulgotał. Jeżeli wierzch lasagne zacznie brązowieć zbyt szybko, przykrywamy naczynie folią aluminiową lub pokrywką.

lazania 025

(wg „Good Food” April 2016)

Spaghetti z pesto z jarmużu

pasta jarmuż 024.jpg

Mieszkałam przez 24 lata w Katowicach. Wiadomo smog, kopalnie, Rawa mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy. I gołębie – wcale nie mniej niż w Krakowie. Staruszki okupujące ławki na placu Miarki, by dokarmiać gołębie. Staruszki dokarmiające gołębie na przystankach, na podwórkach, na parapetach i balkonach. W wiecznym konflikcie nie tylko z nienawidzącym gołębi mieszkańcami, nie tylko z pracownikami wydziału biologii i weterynarzami, którzy grzmią, że dokarmianie chlebem szkodzi ptakom, ale także z miłośnikami rasowych gołębi, bo gołębiarzy na Śląsku jest sporo. Katowice to upaćkane przez gołębie parapety, samochody, upstrzone pomniki, latarnie miejskie a nawet skrzynki pocztowe. I ten charakterystyczny zapach, gdy mijasz chmarę zgromadzoną nad okruchami kajzerki…

Gdy przeprowadziłam się do Sligo, nie było w nim żadnego wysokiego budynku, a co za tym idzie, nie było też gołębi. Bo gołębie kochają wysokość. Z czasem miasto zyskało kilka wyższych budowli, a wraz z nimi niewielką ilość znienawidzonych ptaków. Na wsi to już o gołębia trudno, kilka cukrówek lata po okolicy. Nie znaczy to, że nie mamy czego sprzątać. Mamy. Mamy żarłoczne mewy, które szczególnie upodobały sobie celowanie w okna połaciowe. Mewy tłoczą się zazwyczaj w porcie. Gdy rybacy przypływają z kutrami i robią selekcję połowu, mewy mają ucztę. Czasami jednak zapuszczają się w poszukiwaniu gniazd innych ptaków, a koło mnie mieszka cała kolonia kawek i gawronów. Wiecie jak dzielnie walczą w obronie swych gniazd. Wtedy już innego mewom nie pozostaje jak dobrać się do psiej miski. Naprawdę niczym nie pogardzą, dlatego tak wiele ich również żeruje przy nadbrzeżnych hotelach, wyjadając zawartość kubłów na śmieci.

pasta jarmuż 022

pasta jarmuż 023

Obserwuję sobie ptaki podczas gotowanie, bo skrzydła pozwalają im na dostanie się w pobliże okna. Płot udaje się sforsować tylko kotom, ślimaki i małe robaczki prześlizgną się pod spodem, a ptaki nie znają granic. Patrzę więc na małe, pocieszne rudziki, na wiecznie wystraszone sikorki, na zięby, pliszki, kawki, gawrony, sroki, kosy, cztery cukrówki i okazyjnie przylatujące mewy. Widzieliście kiedyś, jak zmyślnie małe ptaszki radzą sobie z rozłupaniem ziarna słonecznika? Albo jak bezczelnie mewy potrafią ukraść kanapkę nieopatrznie pozostawianą na stole na podwórku? A gawrony, którym zdarza się gratka złapać coś z grilla, gdy grillujący wolą jeść w domu?

Mnie się jeszcze marzy zobaczyć bociana połykającego żabkę, bo „żurawia połykającego żurawinę” mogę sobie wyobrazić… To mój mąż, który zasiadł do spaghetti z pesto z jarmużu. Zjadł, ale nakombinował się, jakby to przyprawić, żeby zabić smak zielska. Króliczce natomiast trzęsły się uszy i wciągnęła swoją porcję błyskawicznie. Jeszcze domagała się dokładki! Jarmuż albo się lubi, albo nie. Nic na siłę, przynajmniej jeśli nie jest się moim mężem..

pasta jarmuż 025

SPAGHETTI Z PESTO Z JARMUŻU

  • 40 g orzechów włoskich
  • 4 ząbki czosnku
  • skórka i sok z cytryny
  • 200 g jarmużu
  • 100 ml oliwy
  • 60 g parmezanu oraz odrobinę do przybrania
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • świeżo starta gałka muszkatołowa
  • 400 g spaghetti

Orzechy włoskie opiekamy ok. 6 minut w piekarniku nagrzanym do 180°C (alternatywnie możemy uprażyć na suchej patelni). Jarmuż myjemy i odcinamy liściom ogonki. Parmezan ścieramy na tarce.

Spaghetti gotujemy w osolonej wodzie wg. instrukcji na opakowaniu.

Orzechy włoskie miksujemy w malakserze wraz z obranym czosnkiem, skórką otartą z jednej cytryny oraz wyciśniętym z niej sokiem. Partiami dodajemy jarmuż i miksujemy, aż będzie drobno posiekany. Dodajemy sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Ciągle miksując, wlewamy stopniowo oliwę, aż uzyskamy gęsty sos. Przekładamy całość do dużej miski, dodajemy parmezan, a następnie całość mieszamy. Dolewamy ok. 50 ml wody, w której gotował się makaron do pesto, a następnie odsączamy spaghetti. Makaron mieszamy z pesto, posypujemy odrobiną sera i podajemy od razu.

pasta jarmuż 021
(wg „Easy Food” April 2016 z drobnymi zmianami)