Pieczeń po bawarsku z sałatką ziemniaczaną

pieczen-04

Po pięknej, ciepłej jesieni niespodziewanie przyszedł mróz, który pokrył białymi kryształami lodu całą okolicę. Zimno jest okropnie, ale pejzaż wygląda wspaniale w zimowym stroju. Powietrze krystalicznie czyste daje doskonałą widoczność i orzeźwiającą świeżość – jak w reklamie gumy do żucia. W ruch poszły czapki, rękawiczki i szaliki, których zamotanie zajmuje tyle czas, że docieramy rano do szkoły równo z dzwonkiem. Ma to swoje plusy, bo Króliczka pędzi od razu do klasy i nie prosi, bym poczekała do dzwonka przed szkołą – w taki mróz byłoby to już poświęcenie… Kawa po powrocie smakuje nieziemsko… Stoimy sobie z Chomiczkiem przy kuchennych drzwiach, obserwujemy ptaszki, które zlatują się na śniadanie – sikorki, pliszki i rudziki – i delektujemy się kawowym aromatem, pałaszując przy tym korzenne bułeczki.

Właśnie na te bułeczki chciałam dać Wam przepis, ale nie mam serca, by przysiąść do zdjęć. Są niezbyt fotogeniczne, więc się trochę rozmijamy. Bez słodyczy można się (podobno) obejść, ale bez solidnej strawy w taki dzień jak dziś już trudno. Pieczeń po bawarsku to flagowe danie kuchni niemieckiej, do której zazwyczaj podaje się kapustę oraz kluski (które przypominają trochę nasze pyzy bez nadzienia) lub knedle. U mnie w nieco lżejszej wersji z bawarską sałatką ziemniaczaną.

pieczen-01

Kilogram wieprzowiny to nieco za dużo na naszą rodzinę. Następnego dnia zastanawiałam się jak ją odgrzać, żeby nie wyschła na wiór – niestety taka przypadłość mięsa wieprzowego, że niby tłuste, ale lubi wyschnąć w piekarniku. Odgrzałam… na parze. Pokroiłam resztę pieczeni w plastry i odgrzałam garnku do gotowania na parze. Polecam ten sposób, mięso pozostało soczyste.

pieczen-03

PIECZEŃ PO BAWARSKU Z SAŁATKĄ ZIEMNIACZANĄ

(BAYERISCHER SCHWEINEBRATEN MIT KARTOFFEL-GURKEN-SALAT)

Kartoffel-Gurken-Salat

  • ½ kg ziemniaków
  • cebula
  • mały ogórek
  • 100 ml gorącego bulionu mięsnego
  • 1 ½ łyżki białego octu winnego
  • 1 ½ łyżki oliwy
  • pieprz
  • sól
  • natka pietruszki

Umyte ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie ok. 25 minut. Odsączamy, schładzamy pod bieżącą wodą i obieramy ze skórek. Odstawiamy do zupełnego wystygnięcia, a następnie kroimy w dość grube plasterki. Cebulę obieramy i siekamy w kostkę. Bulion mieszamy z octem, oliwą, solą i pieprzem. Marynatą zalewamy ziemniaki wymieszane z cebulą i odstawiamy na ok. 1 h. Ogórek obieramy, kroimy w plasterki i solimy. Odciskamy nadmiar soku i dodajemy do sałatki. Posypujemy posiekaną natką pietruszki.

Schweinebraten

  • 1 kg wieprzowiny z tłuszczem
  • 4 łyżki sklarowanego masła
  • cebula
  • marchewka
  • gałązka selera
  • mały por
  • pęczek natki pietruszki
  • sól
  • pieprz
  • 1 łyżeczka utłuczonego kminku
  • 2 ząbki czosnku
  • jasne piwo

Piekarnik nagrzewamy do 175°C. Mięso myjemy i osuszamy. Tłuszcz nacinamy pod skosem w kratkę, uważając, by nie przeciąć mięsa. Mięso dokładnie nacieramy solą, świeżo zmielonym pieprzem i utłuczonym kminkiem. Warzywa myjemy, obieramy i kroimy. Czosnek rozgniatamy. Masło roztapiamy w sporym naczyniu żaroodpornym, wrzucamy cebulę, czosnek i pozostałą włoszczyznę, smażymy tylko tyle, by nieco zbrązowiały. Na środku układamy natkę pietruszki, na niej mięso (tłuszczem do góry) i wlewamy 250 ml wody. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 45 minut. Po tym czasie zwiększamy temperaturę do 220°C i pieczemy jeszcze ok. 30 minut. Podczas pieczenia regularnie polewamy mięso piwem. Upieczone mięso odstawiamy na 10 minut, zanim zaczniemy je kroić. Sos przelewamy przez sito i doprawiamy do smaku. Mięso kroimy w plastry, sos podajemy osobno w sosjerce.

pieczen-06

Cassoulet po irlandzku

cassoulet-013

Sama nie wierzę, że ugotowałam coś takiego. Nie wierzę, że to zjadłam. I zupełnie nie mogę uwierzyć, że mi bardzo smakowało!

Kiedy w moje ręce trafia magazyn kulinarny, od razu następuje selekcja przepisów – niektóre ugotuję na pewno, inne chciałabym, ale może za rok, a część zostaje odrzucona już po przeczytaniu listy składników. Danie, którego głównym składnikiem są irlandzkie kiełbaski, oczywiście musiało trafić do tej trzeciej kategorii. I nigdy, przenigdy nie zmienić miejsca! Przecież zawsze deklaruję, że są niezjadliwe!

Prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnęła po ten przepis, ale Mąż mi od kilku dni opowiadał o swojej depresji. A to normalne nie jest – umieranie na man flu jest normalne w jego przypadku, ale na depresję jeszcze się nigdy nie skarżył. A tu od poniedziałku w kółko diagnozował swój stan duchowy, który odbiera mu radość życia i wpycha w przepastny smutek.

Psychologiem nie jestem, ale dobrze wiem, że z pełnym żołądkiem świat wydaje się piękniejszy. Niestety zapiekanka z kurczaka (pomimo podwójnej porcji zjedzonej z apetytem) nie pomogła. Curry z jagnięciny (pomimo zupełnego obżarstwa) również nie przyniosło zadowalających rezultatów, choć z objawów choroby zdążyła zniknąć bezsenność. Szukając inspiracji na danie bijące depresję jak Wołodyjowski szablą przeciwników, trafiłam na cassoulet z irlandzkich „przysmaków”. Musiało zadziałać. Jeśli żona gotuje coś, co sama uważa za truciznę, tylko po to, by ucieszyć męża, to musi to działać. Pacjent z zadowoleniem stwierdził, że opłacało się chorować i jeśli tak ma wyglądać kuracja, to on nie chce wyzdrowieć…

Francuska kuchnia chłopska w wydaniu irlandzkim jest zaskakująca smaczna. Naprawdę polecam spróbować!

cassoulet-012

CASSOULET PO IRLANDZKU

  • 350 g irlandzkich kiełbasek wieprzowych
  • 300 g boczku
  • ½ cebuli
  • 5 ząbków czosnku
  • 4 łyżki świeżej bułki tartej lub kawałek bagietki (10 cm)
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • 2 łyżeczki listków tymianku
  • świeżo zmielony pieprz
  • 1 puszka pomidorów (400 g)
  • 160 ml wywaru drobiowego
  • 220 g fasoli cannellini (lub 2 puszki – 400 g każda)
  • oliwa

Suchą fasolę przebieramy, płuczemy i zalewamy zimną wodą. Zostawiamy do namoczenia na 8 godzin (lub na całą noc). Namoczoną fasolę odcedzamy, płuczemy, wkładamy do garnka i zalewamy wodą (wody powinno być przynajmniej 4 cm ponad poziom fasoli). Zagotowujemy, gotujemy na dużym ogniu 10 minut, po czym zmniejszamy temperaturę i gotujemy na wolnym ogniu pod przykryciem ok. 1 h. Ugotowaną fasolę odsączamy.

Czosnek obieramy, odkładamy 4 ząbki na bok, a jeden wkładamy do malaksera. Dodajemy połowę porcji natki pietruszki i połowę świeżo otartych listków tymianku. Jeżeli wzięliśmy bagietkę, to kroimy ją w kostkę i również wrzucamy do malaksera. Blendujemy składniki, przesypujemy do miski i odstawiamy. Jeżeli mamy gotową bułkę tartą, mieszamy ją w misce ze zblendowanymi ziołami.

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 200°C (z termoobiegiem). Na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy i obsmażamy kiełbaski, aby zbrązowiały ze wszystkich stron. Boczek kroimy w słupki (boczek w plasterkach w paseczki). Zdejmujemy z patelni usmażone kiełbaski, a wkładamy boczek. Smażymy ok. 5 minut, aż nabierze koloru. W tym czasie siekamy cebulę i rozgniatamy pozostały czosnek. Zmniejszamy ogień i dodajemy do boczku cebulę. Smażymy razem 3-4 minuty, po czym dodajemy czosnek i smażymy jeszcze minutę.

Pomidory z puszki odsączamy z nadmiaru płynu (zachowując go), wrzucamy na patelnię i zwiększamy ogień. Smażymy ok. 5 minut, a gdy odparują, wlewamy bulion, wrzucamy fasolę, resztę natki i tymianku. Mieszamy, doprawiamy pieprzem i gotujemy jeszcze minutę.

Przekładamy całość do naczynia żaroodpornego (jeśli wydaje nam się, że mamy za mało płynu, możemy dodać kilka łyżeczek soku odsączonego z pomidorów), na wierzchu układamy usmażone kiełbaski, posypujemy ziołową bułką tartą (nie dociskamy, bo nasiąknie!) i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 20 minut. Podajemy z pieczywem (i ewentualnie z sałatą).

cassoulet-011

(Przepis z nielicznymi zmianami wg „Easy Food” October 2015)

Stolzer Heinrich, czyli kiełbasa turyńska w sosie piwnym

dumny-heniek-08

Oktoberfest dobiega już końca, ale nie szkodzi to spróbowaniu specjałów kuchni niemieckiej. Mam w domu ogromnego fana mięsa (w tym kiełbasy), kartofli i kapusty, toteż kulinarna podróż do niemieckich landów zyskuje nie tylko aprobatę, ale wręcz poklask przy stole. Tym razem wybór padł na Turyngię, z której pochodzi słynna Thüringer Rostbratwurst – kiełbasa wieprzowa z dodatkiem kminku.

Jest to produkt regionalny z oznaczeniem GI – „chronione  oznaczenie geograficzne”, co poświadcza, że została wyprodukowana w konkretnym miejscu, ale już na przykład kminek użyty do jej zrobienia może pochodzić z innych stron. Nie jest to królowa wśród kiełbas, bo konsystencją zbliża się do parówki, ale właśnie wspomniany kminek nadaje jej charakteru. Zamiast usmażyć ją tak po prostu, bez finezji i polotu, przyrządziłam ją tak, jak to robią w Turyngii. A potrawa ma ciekawą nazwę, która znaczy „dumny Henryk”. Wolę nie wnikać, z czego ów Henryczek był taki dumny, ale patrząc na kiełbasę…

Mąż oczywiście oponował przed, jak to nazwał, „zbrzydzeniem kiełbachy piwem”. Gdy spróbował, powiedział tylko „Wow! Dobre to!” Spróbujcie koniecznie, jeśli tylko uda się Wam dostać te kiełbaski.

dumny-heniek-07

STOLZER HEINRICH

  • kiełbasa turyńska (2 szt. na osobę)
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki mąki
  • 250 ml jasnego piwa
  • 250 ml bulionu mięsnego
  • 1 łyżka octu
  • 2 listki laurowe
  • 1 łyżeczka kaparów
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Kiełbasę smażymy na maśle na niezbyt dużym ogniu, aż zbrązowieje. Kiełbasy wyjmujemy z patelni, a n gorące masło wsypujemy mąkę, mieszamy cały czas i gotujemy, dopóki nie zaczną pojawiać się pęcherzyki powietrza. Wlewamy piwo i wywar z mięsa, gotujemy, cały czas mieszając, aż sos zgęstnieje i nie będzie miał żadnych grudek. Dodajemy listki laurowe i ocet, gotujemy jeszcze 10 minut na małym ogniu. Dodajemy kapary, doprawiamy solą i pieprzem. Wkładamy ponownie kiełbaski, podgrzewamy ok. 5 minut.

dumny-heniek-05

Przepis z Culinaria Germany z moimi niewielkimi zmianami

Croissanty zapiekane z bekonem i cheddarem

croissant bacon 009

Croissanty zapieczone z bekonem i cheddarem to popularna przekąska w irlandzkich sandwich barach czy na stoiskach deli na stacjach benzynowych. Kiedyś wydawało mi się skrajnym absurdem słone – mocno słone – nadzienie w słodkim, maślanym rogaliku, ale do odważnych świat należy, więc z ciekawości spróbowałam. Smak mnie zaskoczył, bo jest to po prostu dobre. Zupełnie bez finezji, ale po prostu smaczne jedzenie uliczne. W klasie naszej polskiej zapiekanki z budki.

Zostały mi zachciankowe croissanty… Mąż zazwyczaj dzwoni do mnie, gdy dociera do miejsca, którego ofertą mogłabym być zainteresowana, żeby potem nie było, że poszedł sam i sam się nacieszył. A że nie mam zupełnie czasu na włóczenie się po mieście, to doceniam zapytanie, czy chcę coś z tego czy tamtego sklepu. I tak zachciało mi się croissantów, które dotarły do domu wieczorem, a rano smętnie i przywiędle wychylały się zza chleba. No i co zrobić z takimi biedakami? Zapiec z bekonem z serem!

O ile rodzaj cheddara, gdy zamierza się go roztopić w piekarniku, nie ma wielkiego znaczenia (każdy dobry, ale vintage trochę szkoda), to warto zastanowić się nad bekonem. W Irlandii prym wiedzie back bacon (zwany po prostu rashers lub back rashers), czyli bekon z polędwicy, jednak do kanapek wolę streaky bacon poprzerastany tłuszczem jak polski boczek. Streaky bacon daje się równo spiec, cały robi się chrupki, podczas gdy back bacon przypomina bardziej smażoną szynkę czy ultracienki schabowy, dlatego jest też dużo droższy.

Do irlandzkiego sera i irlandzkiego boczku najlepiej podać irlandzkie piwo. I to nie Guinnessa bynajmniej, a piwo z lokalnego browaru, których niesamowity wysyp nastąpił w ostatnich czasach. Nie żebym narzekała, tylko już się w nich pogubiłam i nie pamiętam, które próbowałam. Trudno, trzeba będzie rozpocząć testowanie od nowa.

croissant bacon 008

CROISSANTY ZAPIEKANE Z BEKONEM I CHEDDAREM

  • 4 croissanty (mogą być z poprzedniego dnia)
  • 180 g streaky bacon
  • 100 g sera cheddar
  • łyżka oleju

Irlandzki bekon sprzedawany jest już pokrojony w plasterki, 180 g to 6 plasterków. Każdy z plastrów rozrywamy wzdłuż włókien na węższe plasterki. Rozgrzewamy olej na patelni i smażymy bekon 5-6 minut, obracając co jakiś czas, aż zrobi się bardzo chrupki. Odsączamy z nadmiaru tłuszczu na papierze kuchennym i odkładamy na talerz.

Piekarnik nastawiamy na funkcję grilla. Ser ścieramy na dużych oczkach tarki. Rogaliki rozkrawamy od strony grzbietu tak, by nie rozciąć zupełnie na dwie połówki. Rozcięte rozkładamy, do środka wkładamy po 3 plasterki bekonu i posypujemy obficie startym serem.

Układamy na tacy z rusztem, wsuwamy do piekarnika (na drugi od góry poziom) i zapiekamy, aż ser się zupełnie roztopi. Podajemy od razu.

croissant bacon 007

Męskie gotowanie w cieniu Benbulbena: Golonka z karmelizowaną marchewką i kapustą

golonka 4Mój Drogi Mąż uznał, że jest to niewybaczlną hańbą, iż opisuję go w kółko jako miłośnika piwa, kartofli i golonek, a na blogu ani jednej golonki, ani choćby kawałka skóry z niej. Żachnęłam się: – Chcesz golonkę, to sobie zrób. Więc zrobił.

W moim rodzinnym mieście, w pobliżu Rynku, znajdował się kiedyś bar serwujący przede wszystkim golonki. Nie były to takie miniaturki, jakie przyrządził Mój Mąż, ale ogromniaste połcie mięsa podawane na ogromnych talerzach przez kelnera, który mógłby konkurować z Zagłobą. Wizyta w tymże przybytku była punktem obowiązkowym każdej podróży do kraju.

Nie jestem wielką fanką wieprzowiny, a golonkę bez żalu oddam każdemu chętnemu, ale od wielkiego dzwona mogę zjeść. Muszę przyznać, że mężowskie mniejsze sztuki ciekawie przyrządzone w miodowej bejcy wzbudziły we mnie pozytywne uczucia. Nie wyskoczyłam ze spodni z zachwytu (ostatecznie to wieprzowina), ale zjadłam bez zasmarowywania każdego kęsa centymetrową warstwą musztardy. Najlepsze okazały się marchewki, które pięknie się skarmelizowały w wytapiającym się tłuszczu i miodzie.

golonka 6GOLONKA Z KARMELIZOWANĄ MARCHEWKĄ I KAPUSTĄ

  • 2 średnie golonki
  • 4 liście laurowe
  • garść ziela angielskiego
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 marchewki
  • 2 pasternaki
  • ¼ główki młodej kapusty

Bejca:

  • 1 łyżka miodu
  • 1 łyżeczka musztardy sarepskiej
  • 1 ząbek czosnku (przeciśnięty przez praskę)
  • odrobina wywaru z golonek

Jarzyny:

  • 2 marchewki
  • ¾ główki młodej kapusty
  • kiszona kapusta (objetościowo tyle, ile młodej kapusty)
  • 1 liść laurowy
  • garść ziela angielskiego
  • wywar z golonek
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól

Golonki wkładamy do dużego garnka z liśćmi laurowymi, zielem angielskim, pokrojonymi marchewkami i pasternakami, kawałkiem kapusty i solą, zalewamy wodą i gotujemy na małym ogniu przez 2 h.

Wyjmujemy golonki z wywaru (wywar zachowujemy), nacinamy skórkę, przekładamy do naczynia żaroodpornego i smarujemy bejcą (dokładnie wymieszane wszystkie ww. składniki). Marchewki obieramy, kroimy wzdłuż i układamy obok golonek. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 160°C (z termoobiegiem) na ½ h.

Obie kapusty szatkujemy, wkładamy do garnka z liściem laurowym i zielem angielskim, podlewamy wywarem z gotowania golonek, przyprawiamy solą i pieprzem i gotujemy ok. ½ h. W razie potrzeby dolewamy wywaru.

Kotlety wieprzowe z jabłkiem i brokułami

kotlety 4Bardzo letnia wiosna się nam skończyła, a przyszła nam wiosna jesienno-zimowa. Lodowata wichura przygnała chmury pełne deszczu, gradu a nawet odrobiny śniegu… Mój Troskliwy Mąż wychodząc do pracy, poradził mi, żebym napaliła sobie w kozie.

Na zewnątrz nie jest jakoś wybitnie zimno, ale organizm tak się już przyzwyczaił do wygrzewania na słoneczku, że odczuwanie chłodu stało się po prostu przykre, a nawet bolesne. Z przykrością patrzyłam jak wiatr zrywa z drzew pierwsze listki, a na mojej wisience przed domem nie pozostał chyba ani jeden płatek…

W taki dzień szuka się ciepła za wszelką cenę. Napaliłam w piecu, poprasowałam trochę i ugotowałam pożywny obiad. Noc zamierzam spędzić tuląc się do termoforka. Podzielam wyspiarskie umiłowanie tego wynalazku. Przydaje się w „łagodnym” irlandzkim klimacie (szczególnie po porządnym wychłostaniu atlantyckimi wiatrami). Tak samo lubię solidną kuchnię, która jest właśnie odpowiedzią na ów nader delikatny klimat… Swoją drogą zastanawiam się, kto miał na tyle fantazji, by nazwać klimat panujący w Irlandii „łagodnym”…

kotlety 5

KOTLETY WIEPRZOWE Z JABŁKIEM I BROKUŁAMI

(zmodyfikowany przepis z „Easy Food”, April 2015)

  • 4 kotlety wieprzowe bez kości
  • ½ cebuli
  • 1 duże jabłko
  • 1 brokuł
  • 180 ml wytrawnego cydru
  • 80 ml śmietany
  • 1 łyżka oliwy
  • 20 g masła
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Cebulę obieramy i kroimy w piórka. Jabłko kroimy w cienkie plasterki, brokuł dzielimy na różyczki.

Oliwę rozgrzewamy na dużej patelni na średnim ogniu. Umyte i osuszone kotlety oprószamy solą i pieprzem z obu stron. Obsmażamy z każdej strony przez 2-3 minuty, aż zbrązowieją. Kotlety przekładamy na talerz.

Na patelnię wkładamy masło, gdy się rozpuści, wrzucamy cebulę, którą gotujemy przez 2-3 minuty, aż zmięknie. Dodajemy różyczki brokułu oraz plasterki jabłka, gotujemy ok. 5 minut, aż zmiekną.

Wlewamy cydr i gotujemy przez 1-2 minuty, drewnianą łyżką zdrapując przywarte do dna patelni drobiny. Dodajemy śmietanę, gotujemy, mieszając, przez minutę.

Wkładamy ponownie na patelnię kotlety, wlewamy sok, który wypłynął z mięsa. Gotujemy przez 6-7 minut, aż kotlety będą gotowe, a cydrowy sos sie zredukuje. Podajemy z pieczonymi ziemniakami.

Pikantna pieczeń wieprzowa nadziewana jabłkami

wieprzowina 2

Wieprzowina kojarzy mi się zawsze z Niemcami. Właściwie nie wiem dlaczego, bo jeśli o jakiejś kuchni nie mam wielkiego pojęcia, to jest to z pewnością kuchnia niemiecka. A nie mam o niej wielkiego pojęcia, bo od zawsze kojarzyła mi się z wieprzowiną, za którą – delikatnie mówiąc – nie szaleję.

Natomiast mam Męża. Mam Męża powszechnie znanego z zamiłowania do wieprzowiny. Zakochanego w boczku, w schabowym, w żeberkach, w golonkach, w szyneczce i w wieprzowej pieczeni. Stąd taka jej ilość na naszym stole – wiadomo, że przez żołądek do serca.

Specjalistą od pieczeni wieprzowej był pochodzący z Nadrenii Alfred Matzerath, ojciec (lub i nie) Oskara w powieści Grassa Blaszany bębenek.  Oskar wspomina go jako doskonałego kucharza:

Oni uporali się właśnie z zupą żółwiową. Maria niosła zielony, słodki groszek konserwowy polany masłem. Matzerath, który był odpowiedzialny za pieczeń wieprzową, osobiście zajął się półmiskiem, zrzucił marynarkę, w samej koszuli krajał plasterek po plasterku i nad kruchym, soczystym mięsem robił tak wniebowzięte miny, że musiałem odwrócić wzrok. Greffowi podano coś innego. Dostał szparagi z puszki, jajka na twardo i rzodkiew ze śmietaną, bo wegetarianie nie jedzą mięsa.

Wprawdzie Oskarowi młodzieńcza namiętność do pani Greffowej nie pozwoliła w pełni cieszyć się wspomnianym obiadem, nie umniejsza to jednak kunsztu kucharza. W innym miejscu powieści Oskar notuje, że na Rzeźnickiej (nomen omen) pachniało przypaloną niedzielną pieczenią. Zaś stojąc nad trumną ojca, snuje takie rozważania:

Stary Heilandt zaczął zgarniać ziemię. Kurtuś pomagał mu niezdarnie, ale gorliwie. Nigdy nie kochałem Matzeratha. Czasem go lubiłem. Dbał o mnie bardziej jak kucharz niż jak ojciec. Był dobrym kucharzem. Jeśli dzisiaj odczuwam nieraz brak Matzeratha, to brak mi jego zrazów królewieckich, jego cynaderek na ostro, jego karpia z rzodkwią i ze śmietaną, takich jego potraw jak zupa węgorzowa z zieleniną, żeberka po kasselsku z kiszoną kapustą i te wszystkie niezapomniane pieczenie niedzielne, których smak wciąż jeszcze mam na języku i w zębach. Uczucia swoje wyrażał w zupach, a zapomniano mu włożyć chochli do trumny. Zapomniano mu włożyć do trumny talii kart do skata. Matzerath lepiej gotował, niż grał w skata. Mimo to grał lepiej niż Jan Broński i prawie tak dobrze jak moja biedna mama. To była siła, to był jego tragizm.

Pieczeń na niedzielę była dla Alfreda wysoko ustawionym w hierarchi ważności obowiązkiem:

W tygodniu kilkakrotnie zdarzała się możliwość włożenia tego munduru, ale Matzerath zadowalał się uczestnictwem w niedzielnych demonstracjach na Łąkach koło hali sportowej. Tutaj jednak okazał się nieustępliwy, nawet przy najgorszej pogodzie do munduru nie chciał brać parasola i dostatecznie często słyszeliśmy powiedzenie, które niebawem stało się przysłowiem.
-Służba to służba – mówił Matzerath – a wódka to wódka! – Przygotowawszy pieczeń na obiad, w każdy niedzielny poranek opuszczał mamę i stawiał mnie w przykrej sytuacji, bo Jan Broński, który wyczuł przecież nową niedzielną sytuację polityczną, na swój cywilnie jednoznaczny sposób odwiedzał moją opuszczoną mamę, gdy tymczasem Matzerath stał w szeregu.

W swej opowieści Oskar sporo miejsca poświęca jedzeniu. Opowiada o pieczeni wołowej z rzodkwią, o łososiu reńskim zapijanym szampanem, o proszku do pieczenia Oetkera, o ziemniakach pieczonych w popiele, o jajkach sadzonych, o panierowanych sznyclach, o pieczeni rzymskiej z ziemniakami i czerwoną kapustą, o budyniu czekoladowym z sosem waniliowym, o cieście z kiełbasą, o dyni w occie i cukrze, o świątecznej gęsi nadziewanej suszonymi owocami, o kompocie na deser i oczywiście o rybach, które stały traumatyczną obsesją jego matki.

W powieści nie pojawia się jednak informacja, w jaki sposób Alfred przyrządzał swą niedzielną pieczeń. Wobec tego przedstawiam Wam klasyczne połączenie wieprzowiny i sosu jabłkowego w nowej odsłonie. Przepis pochodzi z “Irish Country Magazine” October/November 2014.

wieprzowina 1

PIKANTNA PIECZEŃ WIEPRZOWA NADZIEWANA JABŁKAMI

  • 1 ½ kg wieprzowiny na pieczeń
  • 50 g masła
  • 1 cebula
  • 300 g jabłek (teraz mogą być antonówki, wiosną papierówki)
  • 100 g brązowego cukru
  • 4 goździki
  • 1 łyżeczka chili
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 2 ½ cm kawałek świeżego imbiru
  • 100 ml octu winnego (lub octu cydrowego)
  • sól morska i świeżo zmielony pieprz

Jabłka obieramy i kroimy w kostkę, cebulę obieramy i szatkujemy, imbir obieramy i kroimy bardzo drobno.

Piekarnik rozgrzewamy do 200°C. W rondelku rozpuszczamy masło, dodajemy jabłka i cebulę, gotujemy na średnim ogniu ok. 5 minut. Wsypujemy cukier, wrzucamy goździki, chili, kurkumę, imbir i zalewamy octem. Doprawiamy solą i pieprzem, dobrze mieszamy, przykrywamy rondelek i gotujemy ok. 10 minut.

Mięso myjemy i osuszamy. Rozkrawamy w poprzek, uważając, by nie rozciąć na pół. Rozkładamy mięso (jak książkę), w środek nakładamy 1/3 masy jabłkowej, delikatnie “zamykamy” mięso, obwiązujemy nitką, wpychając do środka wypływające nadzienie.

Mięso umieszczamy w sporym naczyniu żaroodpornym, na wierzchu układamy resztę nadzienia, nadmiar umieszczamy w naczyniu wokół mięsa. Pieczemy ok. 1 ½ h, polewając mięso wytwarzającym się sosem co 20 minut. Po upieczeniu odstawiamy na kilka minut, po czym kroimy w plastry. Podajemy z wytworzonym sosem jabłkowym.

Literatura na widelcu Literatura na widelcu