Wesołych Świąt!

serce-2aaaa

Drodzy Czytelnicy!

Niech zbliżające się Święta Bożego Narodzenia upłyną Wam w spokoju i radości, w blasku świec, przy wspólnym stole, przy dźwiękach najpiękniejszych kolęd, a Nowy 2017 Rok przyniesie Wam jeszcze więcej inspiracji, nadziei i optymizmu oraz dużo zdrowia i miłości. Bądźmy dobrzy dla siebie nawzajem!

Serdecznie pozdrawiam,

Dagmara

Benbulben Motor Show 2016

ben motor show 015

Kolejna impreza plenerowa w mojej wsi. I ponownie skierowana do miłośników motoryzacji. Tym razem pokaz zabytkowych (mniej lub bardziej, a czasem i wcale) samochodów, motocykli a nawet kilku traktorów. Celem wydarzenia była zbiórka funduszy na rzecz naszego stowarzyszenia (Grange and Armada Development Association) oraz Sligo Bay Lifeboat Station (RNLI).

Plac przed Gilroy’s Tiles zapełniły wypielęgnowane cacka, błyszczące wypolerowaną karoserią i chromowanymi zderzakami. Pod maskami ginęli zainteresowani szczegółami technicznymi mężczyźni, dzieci ciągnęły matki w stronę budki z lodami, fotografowie prawie kładli się na ziemi, by ich obiektywy mogły stanąć oko w oko z tablicami rejestracyjnymi. W tej kwestii jestem zupełną ignorantką, bardziej pociągał mnie ogólny widok na zastałą sytuację, feria barw i powtarzalność elemantów, niż poszczególne modele same w sobie. Jeszcze większym ignorantem był tylko fotoreporter z lokalnej gazety, którego same pojazdy w ogóle nie interesowały, a ludzie, którzy chętnie kupią gazetę, jeśli znajdzie się w niej ich portret rodzinny.

ben motor show 022

Pogoda niemal do końca była piękna. Rozsiedliśmy się wygodnie pod markizą dosłownie u szczytu głównej alei wystawowej z widokiem na Benbulbena. Prawie jak królewska świta mieliśmy ogląd na całe show. Kawa w jednej dłoni, ulotki reklamujące festiwal (Celtic Fringe Fest) w drugiej, nogi przed siebie do słońca, muzyka przygrywała po prawej stronie, po lewej od wjazdu osłaniał nas słomiany galeon, szef udzielał wywiadu reporterce Irish TV, a reszta ekipy docinała sobie nawzajem – żartobliwie, w irlandzkim stylu.

Zabrałam ze sobą Chomiczka, w końcu chłopak powinien interesować się pojazdami mechanicznymi. Co tam się będzie dziecko bawiło zabaweczkami, niech się życia uczy od małego. Nie wiem, czy był zainteresowany samochodami, ale wszyscy podziwiali jego wielkopańskie maniery. Rozłożył się w wózku, ignorował otoczenie i wyglądał na zadowolonego z leniwego życia. Wiadomo – do czasu… Gdy się znudził nicnierobieniem, zdezerterowałam do domu.

Malutki miał wyczucie. Ledwo zamknęłam drzwi wejściowe, zaczęło robić się ciemno, a pięć minut później rozpętała się burza. Ale potem pachniało ozonem!

Traktor i walentynki, czyli romantyzm spod Benbulbena

tractor 917

Gdzie najlepiej spędzić walentynki? Oczywiście w Grange, rozkoszując się widokami, czystym, wiejskim powietrzem i biorąc udział w wyścigu maszyn rolniczych…

Na wyścigi traktorów ciągną tłumnie farmerzy nie tylko z najbliższej okolicy, ale także z innych hrabstw. Wyciągają swoje ulubione maszyny, by pognać na warczących „rumakach” wąskimi drogami wśród malowniczej scenerii gór Dartry. Wśród ciagników wszelkiej maści dostrzegliśmy prawdziwe krążowniki pól i łąk, popularne modele „na każdą kieszeń” oraz unikatowe, wiekowe perełki pieczołowicie zakonserwowane przez sentymentalnych rolników.

Króliczka była w swoim żywiole – jak pamiętacie, ma ona ogromny żal do swojego rodziciela, że nie jest farmerem. Tatusiowie jej koleżanek i kolegów są nimi i według naszej córki tylko mężczyźni z traktorami są warci uwagi. W szoferce ciągnika dyrygowała kolegami z takim przekonaniem, że każdy uwierzyłby, że to farmerskie dziecko z dziada pradziada.

Ponieważ pogoda w niedzielę była wyborna, słońce świeciło przez cały dzień i nawet wiatr poszedł spać, zabraliśmy Chomiczka na spacer, by wyjść naprzeciw traktorom w ich drodze powrotnej do wsi. Maluszek miał w nosie wyścigi i spał w wózku jak suseł, za to my z niecierpliwością czekaliśmy, by zobaczyć znajomych pędzących ku mecie.

Po wyścigu czekał na uczestników poczęstunek w pubie, przed którym stał zapakowany po dach balonami ciągnik. Zagadka polegała oczywiście na podaniu liczby serduszkowych balonów, które z góry wyglądały bardziej na kobiece piersi niż serca… Wieczorem odbyła się wiejska potupanka, a cała zabawa z wyścigiem była imprezą zasilającą budżet wystawy rolniczej, która co roku odbywa się w naszej wsi.

Trzeba mieć fantazję, by wiejskie gonitywy na traktorach urządzić właśnie w walentynki. Czy książę na białym koniu nie jest wystarczająco oklepanym motywem? Gdzie mu tam do rolnika i ciągnika!? Sami przyznacie, że to dopiero szał!

10. Boże Narodzenie w Irlandii

xmas tree 001

Zadumałam się nieco, kiedy policzyłam, że to moje 10. Boże Narodzenie na Zielonej Wyspie. To banalne, ale naprawdę czas upływa szybciej niż nam się wydaje… Pozwoliłam sobie na sentymentalną podróż, wyjęłam albumy ze zdjęciami, przypomniałam sobie cały szereg dobrych zdarzeń, ciepłych słów, miłych chwil, a nawet kilka żartów, które wypełniły te dziesięć spotkań przy choince. Właśnie choinkę wybrałam spośród licznych symboli towarzyszących świętom na punkt centralny wycieczki w przeszłość.

Nasze pierwsze święta w Irlandii. Rok 2006. Za krótko mieszkałam w Sligo, by rwać się do Katowic. Poza tym po raz pierwszy „gospodarzyłam”, bo dotychczas – jako dziecko, dorosłe, ale zawsze dziecko – raczej przeszkadzałam niż pomagałam. A tu pierwszy raz święta miały być po mojemu. W połowie, bo połowa przypadła będącej w tym samym momencie życiowym koleżance. To były bardzo kolorowe święta, a ich punktem kulminacyjnym były teologiczno-biologiczne rozważania, czy Maryja po urodzeniu Jezusa nadal była dziewicą. Zaś choinka dostała miano Statuy Wolności, ze względu na zawadiacko wyciągniętą jedną z górnych gałęzi. Wtedy nauczyłam się, że do świąt tutaj należy przygotować się z dużym wyprzedzeniem, bo w połowie grudnia sklepy zaczynają świecić pustkami.

Po tak barwnych i intensywnych świętach kolejnego roku Mój-Wówczas-Już-Narzeczony zabronił kategorycznie zapraszać kogokolwiek. Święta roku pańskiego 2007 miały być czasem odpoczynku, lenistwa i prywatności. On grał w „Wiedźmina” – jedynkę, ktoś pamięta?, a ja zjadłam całą górę pralinek z Baileysem. Tamtego roku pojawiły się bombki w kolorze czekolady. Zakupiłam ich całe mnóstwo, rezygnując z jakichkolwiek innych ozdób. Choinka miała wyglądać jak usłana czekoladowo-złotą rosą. Wstawiliśmy ją do pokoju dziennego, więc zamiast wigilii przy choince mieliśmy relaks przy niej. Dobrze, że mieliśmy dość mocno wypełniony kalendarz okołoświąteczny, bo zwariowałabym z nudów, gdybym musiała dłużej niż 3 dni patrzeć, jak Mój Drogi ekscytuje się zabijaniem wirtualnych potworów.

Święta 2008 roku spędzaliśmy już jako młode małżeństwo spodziewające się pierwszego potomka. Przylecieli Moi Rodzice, Mama ugotowała nam mnóstwo pyszności, a mnie Mąż wstawił kanapę do jadalni, bym mogła się wylegiwać i jednocześnie rozmawiać z krzatającą się po kuchni Mamą. W drugi dzień świąt zaprosiliśmy znajomych, którzy nie pojechali do Polski. Tata polewał naszym kolegom, a Mama doradzała w sercowych kłopotach koleżankom. To było bardzo udane Boże Narodzenie, tylko nie pamiętam jaka była choinka. Tamtego roku nie była zbyt ważna.

2009 – pierwsze święta Króliczki. Spędzone z Rodziną Mojego Męża. Bardzo mroźne, śnieżne i naprawdę białe. Choinka wyglądała jak dama w krynolinie, trudno ją było przystroić, bo łysa u góry i zbyt gęsta na dole. Kolację wigilijną zjedliśmy w restauracji, dzięki temu zamiast dojadania resztek przez pozostałe dni, miałam szansę się wykazać kulinarnie i przygowotować prawdziwie świąteczne obiady. Boże Narodzenie z maleńkim dzieckiem na ręku nabiera wyjątkowego sensu, wie o tym każda młoda mama…

xmas tree 002

Kolejne święta również były pełne gości. Wyposażenie domu trzeba było pożyczać, bo krzeseł nam brakowało. Zima 2010 była jeszcze bardziej zimowa, śnieżna i biała niż poprzedniego roku. W samochodzie zepsuło się ogrzewanie, a trzeba było jechać na drugi koniec Irlandii na lotnisko. Surwiwal nie podróż. Święta za to były przepyszne, rodzinne, gwarne. Graliśmy w Scrabble, oglądaliśmy filmy o wampirach, na zmianę bawiliśmy się z Króliczką. W Nowy Rok podaliśmy przepiórki, a potem trzeba było się pożegnać z Moją Siostrą i jej Mężem, odwieźć samochodem bez ogrzewania na lotnisko  (mróz po Nowym Roku zelżał) i wrócić do codzienności. Choinki nie pamiętam, tylko rdzewiejący stojak, który owijałam watą i ozdobnymi wstążkami, żeby nie pobrudził nowej wykładziny w pokoju…

Następne Boże Narodzenie spędziliśmy już na wsi. Przyleciał wtedy Mój Teść, więc starałam się zabłysnąć w kuchni, ale i tak mnie z Mężem przegnali od garów, by wspólnie zrobić ich ukochane śląskie makówki. Nie mogłam się powstrzymać i nagrałam krótki film o poczynaniach panów przy garze z makiem. Króliczka miała już 2 i pół roku, trzeba było cały czas ją pilnować, bo była dosłownie wszędzie. Obrus przyklejałam taśmą dwustronną do stołu! Opłatkiem musieliśmy się podzielić, zanim kolacja się ugotowała, bo Malutka była gotowa wyjeść nam cały (olbrzymi!) zapas. Na szczęście choinki nie udało jej się zdemolować, choć pozdejmowała większość bombek, do których dostała. Dziadek dbał, by miała ręce zajęte zabawą, dzięki temu rok 2011 spokojnie mógł dobiec do końca…

xmas tree 003

W kolejnym roku – 2012 – mieliśmy w domu przedszkolaka przerabiającego wszystkie możliwe infekcje. Właśnie wtedy powstały nasze piękne łańcuchy z makaronu. Zawisły na najbrzydszej choince świata. Wyglądała jakby szaleniec pociął ją piłą mechaniczną. Do tego przestały mi się podobać nasze czekoladowe bombki. Zmieniłam wtedy koncepcję kolorystyczną – tylko srebro i złoto. Jakoś mało tych ozdób mi było, więc zawiązałam wielkie kokardy na gałęziach.  Mój Mąż się rozchorował tuż po wigilii, a Króliczka wyzdrowiała i właściwie spędziłyśmy święta we dwie, opychając się kiełbasami, na które chory mięsożerca nie chciał nawet patrzeć. Nie było śniegu, dużo spacerowałyśmy, przeczytałam jej cały stos książek, pokolorowałyśmy dziesiątki Mikołajów i zbudowałyśmy królestwo z klocków. Gdy Mąż wyzdrowiał, upiekłam moje pierwsze w życiu mince pies

Dla odpowiedniego balansu w 2013 roku stanęła w naszym domu przepiękna choinka. Nadal była srebrno-złota, makaron się uchował, ale okazało się, że tak zagraciłam jadalnię, że nie było w niej miejsca na choinkę… Wstawiliśmy ją do pokoju dziennego, tak by można ją było podziwiać również siedząc przy stole. Tamtego roku przez nasz dom przewinęło się sporo ludzi, my również odwiedzaliśmy innych – upiekłam wtedy naprawdę pokaźną ilość słodyczy. Były to bardzo udane święta, a Królisia w kółko nam śpiewała piosenkę o najmniejszym drzewku świątecznym.

xmas tree 004

2014 – kolejne święta na kanapie! Kolację wigilijną gotowałam trzy dni, bo nie mogłam opanować senności, a Króliczka podczas moich drzemek demolowała dom przy pomocy nożyczek. Nie powinnam narzekać, przecież bawiła się po cichutku, żeby mnie nie obudzić. Zażyczyłam sobie choinkę do samego sufitu, a że kobietom przy nadziei się nie odmawia, Mój Mąż przywiózł najpotężniejsze drzewko, jakie tylko znalazł. Trzeba było je solidnie poprzycinać, żeby ktoś sobie oka nie uszkodził gałązkami, przez co nabrało dość dziwnego kształtu. Przynajmniej dało się wejść do pokoju… Króliczka, która miała wolną rękę przy ubieraniu choinki, wybrała swój ulubiony kolor czerwony na główną barwę, dodała trochę złotych bombek i całą furę słomianych ozdób – jakim cudem namówiła na nie Mojego Męża, nie mam pojęcia! Święta chyba były udane, chyba – bo ja je właściwie spędziłam w objęciach Morfeusza…

Dzięsiąte Boże Narodzenie na irlandzkiej ziemi – rok 2015. Pierwsze jako czteroosobowa rodzina. Ponownie myślami byłam bliżej wędrującej do Betlejem Maryi, gdy tuliłam w ramionach słodko śpiące maleństwo. Choinkę w tym roku Króliczka ubrała samodzielnie, moja rola ograniczyła się do otwierania pudełek. A nie, przepraszam! Malutka zostawiła mi kilka bombek, żebym miała odrobinę przyjemności. Były to bardzo refleksyjne święta i pierwszy raz poczułam się stara. Nie w sensie wieku, ale w sensie dojrzałości, dotarcia do końca pewnego etapu w życiu. Gdy bujałam Chomiczka, patrzyłam na iskrzącą się blaskiem świąteczną jodłę i dumałam nad tymi dziesięcioma latami w Irlandii, a jednocześnie zastanawiałam się, jak będą wyglądać nasze święta za kolejne 10, 20 lat…

xmas skarpeteczki

Tak niewiele nam potrzeba, by przytulić się do nieba

angelmusicians-(41840)

William-Adolphe Bouguereau “Pieśń Aniołów” (1881)

Drodzy Czytelnicy!

Zdrowych, ciepłych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia spędzanych wśród bliskich osób, przy blasku świec, przy mieniącej się choince, za suto zastawionym stołem. Niech magia Świąt wypełni Wam serca spokojem, ukojeniem i radością. Zaś w Nowym Roku wiele sił i zapału potrzebnych do realizowania zamierzeń i pokonywania wszelkich przeciwności. Wszystkiego dobrego!

Pozdrawiam serdecznie,

Dagmara

 

 

 

Remembering the Armada

a10W ubiegły weekend nasza spokojna wieś zamieniła się w uliczną fiestę pełną barw i muzyki. Celtic Fringe Festival 2015 okazał się wielkim sukcesem, a echo wydarzeń dotarło do Hiszpanii, gdzie relację z niego zdały nie tylko historyczne portale internetowe, ale również najważniejsze dzienniki i stacje radiowe. Dlaczego? W sobotę, 19 września, na plaży w Streedagh uczciliśmy pamięć 1100 żołnierzy i żeglarzy, którzy tragicznie zginęli u jej brzegów w 1588 podczas ucieczki Wielkiej Armady po przegranej bitwie z Anglikami.

Barwny korowód pod przewodnictwem galicyjskich muzyków z grupy aCentral Folque wyruszył pieszo ze wsi, by po godzinie dotrzeć na plażę, na której już czekali z pokazem walk na miecze artyści Claoímh. Na samej plaży wygrabiono setki krzyży (od rana przyjaciele festiwalu pracowali z grabiami ogrodowymi), a oficjalną część otworzył przewodniczący GADA, który wjechał na plażę w rydwanie na miarę naszych czasów. Modlitwy odmówili wielebni Tom Hever (ksiądz z katedry w Sligo) oraz Isaac Hanna (rektor z kościółka w Drumcliff). Następnie nurkowie zrzeszeni w Sligo Sub Aqua Clubie złożyli na dnie oceanu wieniec w barwach Królestwa Hiszpanii. Dzieci wzięły udział w dwóch konkursach – na najlepszy kostium inspirowany losami Armady oraz w budowaniu zamków z piasku. Zabawę kontynuowano we wsi, gdzie w namiocie w parku rozbrzmiewała do późnej nocy muzyka, zaś lokalne piwo sprzedawano… w czteropakach…

Króliczce bardzo się podobało na plaży, żałowała tylko, że zapomnieli z Tatą zabrać łopatki i nie zrobiła zamku z piasku. Sądząc po stanie jej odzieży, chyba jednak zdążyła nogą wykopać jakiś dół w piachu… Mojemu Mężowi też się podobało, szczególnie rzemieślnicze piwa, które przyniósł pod pachą… Jeśli chcecie zobaczyć więcej zdjęć, polecam fotorelację Ciarana McHugh udostępnioną na fanpage’u festiwalu.

Kuchnia dla zabieganych: Makaron z kurczakiem i kukurydzą

pasta 4Nasz wiejski festiwal zbliża się wielkimi krokami. Wiele tygodni przygotowań, wiele spotkań, wiele dyskusji za nami. Mobilizujemy ostatnie siły, by dopiąć wszystko na ostatni guzik. Potwierdzamy ostatnie ustalenia, czekamy niecierpliwie na naszych gości i modlimy się do boga Słońca o pogodę.

W tym roku przygotowaliśmy program z rozmachem, sięgając do najlepszych tradycji festiwalowych. Chcemy przypomnieć o losach rozbitków z trzech statków hiszpańskiej Armady i zgromadzić na plaży Streedagh 1100 gości. Zaś w samym sercu wsi organizujemy ogromne przedsiewzięcie artystyczne, na które zaprosiliśmy twórców m. in. z Hiszpanii i z Australii.

fest 2015 malePoza tym oczywiście nie zabraknie wycieczki śladami kapitana De Cuellara, kosztowania wodorostów oraz konferencji naukowej. Dokładny program dostępny jest na stronie festiwalu i na stronie stowarzyszenia. Ulotka informacyjna również się poleca uwadze.

Na stole zaś króluje jedno z ulubionych dań Króliczki. Makaron i kukurydza zawsze cieszą się wzięciem, a szybkość i prostota tego dania to dowód, że sukces w kuchni można osiągnąć naprawdę przy niewielkim nakładzie pracy i środków.

pasta 3MAKARON Z KURCZAKIEM I KUKURYDZĄ

  • 300 g penne rigate
  • 200 ml kwaśnej śmietany
  • 500 g kukurydzy z puszki
  • 4 zielone cebulki
  • 200 g piersi z kurczaka
  • 2 łyżeczki ostrej przyprawy (mieszanki chili lub przyprawy Cajun)
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 80 g parmezanu
  • oliwa

Piersi z kurczaka kroimy w kostkę, mieszamy z papryczkową przyprawą. Na patelni rozgrzewamy oliwę i smażymy kurczaka. Usmażonego odstawiamy na bok.

W garnku zagotowujemy osoloną wodę i gotujemy makaron według wskazówek na opakowaniu.

Kiedy gotuje się makaron mieszamy śmietanę z kukurydzą i posiekaną zieloną cebulką w dużym garnku. Dodajemy kurczaka i podgrzewamy na wolnym ogniu.

Ugotowany makaron odcedzamy, zostawiając trochę wody z gotowania. Przekładamy do garnka z kurczakiem i mieszamy. Przyprawiamy solą i pieprzem. Przed podaniem posypujemy obficie świeżo startym parmezanem.

(przepis z „Easy Food” June/July 2015 z niewielkimi zmianami)