Strudel z mincemeat w cieście filo

strudel-012

Pomieszanie z poplątaniem – tak w skrócie można nazwać dzisiejszą propozycję na świąteczny deser. Moje ulubione wyspiarskie nadzienie świąteczne zostało zawinięte w greckie (czy szerzej turecko-grecko-bałkańskie) ciasto filo i udaje, że jest austriackim strudlem. Pół kulinarnej Europy na jednym talerzu – kosmopolityczny tygiel pod cukrowym puchem. Poza oczywistą zaletą – czyli smakiem – docenić trzeba jeszcze aspekt wizualny. Posypany cukrem pudrem wypiek wygląda bardzo zimowo, niczym przykryta śniegiem zapomniana kłoda w lesie.

Bardzo lubię wypieki z ciasta filo na święta, bo nie są zapychające i zmieszczą się zarówno przed obiadem, jak i po nim. U mnie oba strudle zniknęły błyskawicznie, kto przechodził przez kuchnię łapał kawałek i kruszył niemiłosiernie wokół siebie. Od razu było widać, że ryczka ukryta za wyspą była popularnym miejscem konsumpcji w kuchennym zaciszu…

Z filo praktycznie każdego roku robiłam babeczki nadziewane masą makową, ale bakaliowy strudel chyba wygra w tym roku i jeszcze go powtórzę w same święta. Jest bardzo szybki w przygotowaniu, co jest niewątpliwą zaletą w domu pełnym dzieci. Mniejsza pociecha powiedziała mi wczoraj przed snem po raz pierwszy „kokam”. Właśnie po to są dzieci, by je kochać i by one nas „kokały”. Taki mam plan na święta – spędzić je z dziećmi, nikoniecznie w kuchni…

strudel-011

STRUDEL Z MINCEMEAT W CIEŚCIE FILO

  • 450 g mincemeat
  • 2 jabłka
  • 1 łyżeczka świeżo otartej skórki z cytryny
  • 6 arkuszy ciasta filo
  • 120 g roztopionego masła (sklarowanego)
  • 75 g cukru demerara
  • cukier puder

Jeżeli używamy ciasta mrożonego, należy rozmrozić je wg instrukcji na opakowaniu.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. Skórkę z cytryny i pokrojone jabłka mieszamy z mincemeat.

Rozkładamy wilgotną ściereczkę na blacie, układamy na niej pierwszy arkusz ciasta filo, a drugą wilgotną ściereczką przykrywamy pozostałe arkusze. Pierwszy arkusz smarujemy roztopionym masłem przy pomocy pędzelka, następnie posypujemy cukrem, układamy kolejny arkusz (pamiętając, by pozostałe przykryć wiglotną ściereczką) i znów smarujemy masłem i posypujemy cukrem. Postępujemy tak, aż położymy ostatni arkusz.

Na wierzchu ciasta układamy nadzienie, zostawiajać 5 cm pustej krawędzi. Ciasto zwijamy tak, jak zwija się roladę, zaczynając od dłuższego brzegu. Strudel układamy (miejscem złączenia ciasta do dołu) na wyłożonej papierem blaszce (lub nasmarowanej masłem). Wierzch strudla smarujemy masłem i nacinamy (wyznaczając porcje).

Pieczemy 30 min., podajemy ciepły lub w pokojowej temperaturze, posypany obficie cukrem pudrem.

Ciasto, którego używałam, było zbyt długie, by zmieścić się na blaszce. Przecięłam je w poprzek przed nałożeniem nadzienia i zrobiłam dwa krótsze strudle.

strudel-013
(Przepis z drobnymi zmianami wg „Easy Food” Christmas Annual 2013)

 

Tarta jabłkowa z mincemeat

tarta-mincemeat-009

Mincemeat, czyli korzenno-alkoholowe nadzienie bakaliowe do babeczek zwanych mince pies, to mój ulubiony wyspiarski przysmak świąteczny. W Irlandii po prostu kupujemy gotowe, ale jeżeli ktoś ma czas i fantazję przygotowuje nadzienie we własnej kuchni. Mnie jeszcze bardzo brakuje czasu, bo fantazji mam aż nadto, więc preferuję kupne, ale na pewno w przyszłości wypróbuję kilka przepisów, by którymś się w końcu pochwalić na blogu.

Z powodu braku czasu zamiast kilkudziesięciu babeczek, jedna prosta tarta, ale za to z karmelizowanymi jabłkami na wierzchu. O ile samo nadzienie kupuję, o tyle nie zdecydowałabym się na kupno gotowych babeczek, których skład przyprawia o ból głowy. Mam żelazną zasadę, że nie oszczędzam na jedzeniu (i na zdrowiu), ale nie znaczy to, że bezmyślnie kupuję to, co najdroższe w sklepie.

Nie gonię za egzotyką, tylko unikam produktów podłej jakości, oszukanych, pseudoluksusowych. Kupowanie takich rzeczy, to nie jest oszczędzanie – będą wyglądać nieapetycznie, będą niesmaczne, nie udadzą nam się przez nie potrawy (w szczególności wypieki) i w rezultacie wyrzucimy takie jedzenie. Po co w ogóle wydawać pieniądze na coś, czego potem nie będziemy w stanie zjeść? Lepiej wydać nieco więcej (choć nadal w granicach rozsądku) i skonsumować do ostatniego kawałka, do ostatniego okruszka.

Mincemeat również warto kupić dobrej jakości, by cieszyć się aromatycznym nadzieniem bakaliowym, a nie płakać nad ulepkiem cukrowym z zabłąkaną garstką rodzynek. Do tego potrzebne jeszcze prawdziwe masło oraz dobra gatunkowo mąka, żeby  po 45 minutach wyjąć z pieca przepyszną tartę. Najlepsza póki ciepła, z kulką lodów i czapą bitej śmietany.

tarta-mincemeat-007

TARTA JABŁKOWA Z MINCEMEAT

  • 400 g słodkich jabłek
  • 250 g mincemeat
  • 175 g mąki samorosnącej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 50 g drobnego cukru do wypieków
  • 50 g masła
  • 1 jajko
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 100 ml mleka
  • oraz dodatkowo 2-3 łyżki roztopionego masła i kilka łyżek brązowego cukru

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Okrągłą formę (23-24 cm średnicy) natłuszczamy odrobiną masła.

Mąkę przesiewamy wraz z proszkiem do pieczenia do dużej miski. Wsypujemy cukier, dodajemy skórkę z pomarańczy, jajko, pokrojone w kostkę masło i wyrabiamy palcami. Wlewamy mleko i wyrabiamy, aż składniki się połączą.

Ciasto wykładamy do formy, na wierzchu rozsmarowujemy cienką warstwę mincemeat. Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w cienkie plasterki. Układamy je na wierzchu ciasta. Smarujemy roztopionym masłem i posypujemy brązowym cukrem.

Pieczemy w nagrzanym piekarniku ok. 30 minut. Podajemy z bitą śmietaną lub na ciepło z gałką lodów waniliowych.

tarta-mincemeat-008
(przepis z drobnymi zmianami wg „Easy Food” Christmas Annual 2015)

Tarta dyniowa

tarta-dyniowa-003

Tarta jak jesień. Dosłownie!

Dynia to jesienna królowa, która jakimś cudem odeszła w zapomnienie na polskich stołach, ale na całe szczęście od kilku lat toruje sobie powrotną drogę. Wybór odmian dostępnych na polskich targach wzbudza we mnie  zazdrość, bo w Irlandii właściwie mamy tylko zwykłą dynię i dynię piżmową.

Nie tylko dynia czyni tę tartę kulinarnym odbiciem jesieni. Jest ona bardzo aromatyczna, komponuje się perfekcyjnie z zapachem jesieni – dymem palonych liści (choć palenia liści nie popieram), wilgocią ściółki, wiatrem przynoszącym smak gór. Gdy smętny powiew butwiejących liści przesącza się do domu, odganiamy go zapachami jabłek, śliwek, cynamonu, dyni, kminku lub cząbru…

Jesień ugina się od barw przymglonych, zrudziałych, nieoczywistych, by po deszczu zapłonąć ognistą czerwienią, nim zrzuci z siebie wszelkie kolory i przygotuje świat na zimę. Te wszystkie odcienie brązów, żółcie, oranże, nabłyszczone porannym deszczem, zrywane porywami wiatru, szeleszczące pod stopami, te wszystkie barwy zachwycają, zapierają dech w piersiach, ale przynoszą również melancholijny nastrój.

Wszechobecna jest jesienna wilgoć, zakradająca się ukradkiem do domu, ciągnąca od podłogi, szparą pod drzwiami, kominem… Mieniąca się brązami tarta ma równie wilgotne nadzienie, wkomponowujące się w otoczenie. Dla mnie jest wymarzonym deserem jesiennym – smakuje, gdy w grubych skarpetach wyciągam stopy w stronę ciepła bijącego od kominka i gdy otulona wełnianym ponczo wystawiam twarz do ostatnich promieni słońca, zapatrzona w mgłę unoszącą się nad doliną.

tarta-02

tarta-dyniowa-001

TARTA DYNIOWA

Spód:

  • 200 g mąki
  • 130 g masła (schłodzonego)
  • 2 ½ łyżki drobnego cukru
  • 5 łyżek zimnej wody

Nadzienie:

  • dynia piżmowa (ok. 1 kg)
  • 2 duże jajka
  • 220 g jasnego cukru muscovado
  • 100 ml świeżej śmietany
  • ½ łyżeczki mielonego imbiru
  • ½ łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
  • 1 łyżeczka cynamonu

Dynię obieramy, usuwamy pestki i kroimy w kostkę. Gotujemy we wrzątku do miękkości. Odcedzamy, rozgniatamy tłuczkiem do ziemniaków i przecieramy przez sito. Przetartą dynię odstawiamy do ostygnięcia.

Mąkę przesiewamy do dużej miski, dodajemy pokrojone w kostkę masło. Wyrabiamy palcami, aż powstaną drobne okruchy. Wsypujemy cukier, mieszamy. Wlewamy wodę, siekamy z mąką. Przekładamy na stolnicę i szybko zagniatamy, następnie formujemy z ciasta krążek, zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na 20 minut.

Wyjmujemy ciasto, zdejmujemy folię, układamy między dwoma arkuszami papieru do pieczenia, rozwałkowujemy. Przekładamy do formy lub tortownicy o średnicy 24 cm, formując dość wysoki brzeg. Przykrywamy folią i wstawiamy ponownie do lodówki na 20 minut. Piekarnik nagrzewamy do 160°C (z termoobiegiem).

Z ciasta zdejmujemy folię, przykrywamy je papierem do pieczenia, na który wysypujemy suchy groch lub ceramiczne obciążniki. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i podpiekamy przez 10 minut. Usuwamy papier z grochem i wstawiamy ciasto na kolejne 10 minut. Upieczony spód odstawiamy do wystudzenia.

Jajka roztrzepujemy razem z cukrem w dużej misce. Dodajemy dynię, śmietanę i przyprawy. Wszystko dokładnie mieszamy. Wylewamy na ostudzony spód, wstawiamy do piekarnika i pieczemy 1 h. Upieczoną tartę odstawiamy do zupełnego wystygnięcia.

tarta-dyniowa-002

 

Irlandzkie ciasto bakaliowe, czyli Irish Boiled Fruit Cake

fc-009a

Najbardziej znanym fruit cake jest oczywiście ciasto świąteczne, które przyrządzić można w ten sposób jak prezentowane, ale należy dodać znacznie więcej bakalii, w tym suszone wiśnie i migdały, kandyzowane skórki cytrusów oraz alkohol, po prawdzie całkiem sporo alkoholu. Ilość dodatków decyduje o stopniu wytworności tego ciasta; w tych świątecznych czasami trudno wyczuć mąkę, bo ilość orzechów i suszonych owoców bywa zawrotna. Innym podobnym wypiekiem jest barmbrack – ciasto na Halloween, które w tradycyjnej wersji jest słodkim chlebem, a we współczesnej czymś na pograniczu biszkoptu.

Są różne metody pieczenia tego ciasta, wersja z gotowaniem bakalii w mleku jest tylko jedną z nich. Mnie jednak ta metoda bardzo się podoba, bo aromat unoszący się z rondla błyskawicznie wypełnia kuchnię. Do tego ciasta, podobnie jak do świątecznego piernika, najchętniej używam przyprawy do wina Schwartza. Nie jest to reklama, po prostu akurat ta kombinacja bardzo mi pasuje, choć odkryłam to przypadkowo. Kiedyś zabrakło mi przyprawy do piernika i zastąpiłam ją właśnie tą do wina, choć nie byłam pewna efektu, bo nie zawiera ona cynamonu. Okazała się niezmiernie dobrym wyborem i od tego czasu właściwie używam jej zawsze.

A ciasto? Moja rodzina je uwielbia. Jest dość szybkie w przygotowaniu, tylko długo siedzi w piekarniku. Jednak, gdy za oknem wieje i leje, nie spieszno nam wystawiać nos za drzwi. To idealny czas, by pokręcić się koło piekarnika, przy którym jest rozkosznie ciepło i do tego tak pięknie pachnie. Ciasto po upieczeniu i wystudzeniu można zawinąć w papier i zamknąć w szczelnym pojemniku, pozostanie świeże przez kilka dni. U nas znika bardzo szybko, gdy rozsiądziemy się na kanapie, wyciągniemy stopy w stronę buzującej kozy, a Króliczka „umila” nam wieczór, ćwicząc „Mary had a Little Lamb” na tin whistle, czyli popularnym onegdaj także w Polsce flażolecie.

fc-008

fc-007

IRISH BOILED FRUIT CAKE

  • 280 g suszonych rodzynek, koryntek i sułtanek
  • 40 g orzechów włoskich (z grubsza posiekanych)
  • 150 g cukru demerara
  • 115 g masła (oraz odrobina do natłuszczenia formy)
  • 1 łyżeczka przyprawy do piernika lub grzanego wina
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • ½ łyżeczki sody oczyszczonej
  • 225 ml mleka
  • 225 g mąki samorosnącej (self-raising flour)
  • 2 duże jajka, rozbełtane

Suszone owoce, posiekane orzechy, cukier, masło pokrojone w kostkę, przyprawy oraz sodę wsypujemy do dużego rondla i zalewamy mlekiem. Rondel powinien być przynajmniej 2 ½ – 3-litrowy, żeby piana nie wykipiała. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy, stawiamy na średnim ogniu i doprowadzamy do wrzenia, cały czas mieszając. Zmniejszamy ogień i gotujemy 5 minut, co jakiś czas mieszając. Zdejmujemy z ognia i odstawiamy do ostygnięcia na 30 minut.

W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do 160°C z termoobiegiem. Natłuszczamy formę masłem i wykładamy papierem do pieczenia. Użyłam 24-cm tortownicy, ale mniejsza lepiej się sprawdzi (ciasto będzie wyższe).

Do mleka z bakaliami wsypujemy przesianą mąkę i dodajemy rozbełtane jajka. Mieszamy wszystkie składniki, przelewamy do przygotowanej formy, wyrównujemy wierzch i wstawiamy do nagrzanego piekarnika.

Pieczemy przez 30 minut, po czym zmniejszamy temperaturę do 140°C i pieczemy dalsze 90 minut (do suchego patyczka). Po upieczeniu odstawiamy na 10 minut, po czym wyjmujemy i studzimy na kratce.

przepis wg The Complete Irish Pub Cookbook z moimi niewielkimi zmianami

Sernik na zimno z rabarbarem

rab ser 022

Rabarbar jest pierwszym zwiastunem wiosny w kuchni. W irlandzkich sklepach pojawia się już pod koniec marca i jest pierwszym po zimie – aż chciałoby się powiedziec owocem – świeżym warzywem stosowanym w słodkiej, domowej produkcji.

Z pierwszego w tym roku pęku rabarbaru zrobiłam sernik na zimno. Wierzcie mi – niebiański w smaku. Męża nie dało się odciągnąć od lodówki. Choć to nie w jego stylu, zjadł po kryjomu ostatnią porcję. Tą ostatnią miał się podzielić z Króliczką, ale korzystając z tego, że akurat nie było jej w pobliżu, spałaszował bez mrugnięcia okiem. Coś tam burknął, że Malutka ma cały koszyk czekoladowych jaj z wielkanocnego polowania…

Sernik jest bardzo prosty w przygotowaniu, potrzeba tylko kilka składników i żadnych specjalnych umiejętności. Tylko niestety trzeba nabrudzić mnóstwo naczyń, więc wcześniej warto się umówić z największym łasuchem wśród domowników na zmywanie w zamian za te pyszności. Jak to moja mistrzyni negocjacji mawia, zróbmy dobry deal. Ja nie zrobiłam i zostałam sama z furą misek, podczas gdy pozostali pilnowali lodówki, wierząc, że to przyspieszy schładzanie…

rab ser 021

rab ser 023

SERNIK NA ZIMNO Z RABARBAREM

  • 500 g rabarbaru
  • 100 g domowego cukru waniliowego
  • 100 ml wody
  • 200 g ciasteczek imbirowych (ginger nut biscuits)
  • 120 g masła
  • 2 opakowania serka Philadelphia (razem 360 g)
  • 150 g miałkiego cukru
  • 300 ml kremówki
  • masło do formy

Piekarnik nagrzewamy do 180°C. Ciasteczka imbirowe rozkruszamy w malakserze. Masło pogrzewamy w rondelku na małym ogniu, aż się rozpuści. Mieszamy okruchy ciastek z masłem. Natłuszczamy tortownicę (o średnicy 21-23 cm). Wykładamy masę ciasteczkową i wyrównujemy. Wstawiamy na 30 minut do lodówki.

Rabarbar kroimy na 10-centymetrowe kawałki, układamy w foremce do pieczenia (lub w naczyniu żaroodpornym) na tyle dużej, by cały rabarbar zmieścił się w jednej warstwie. Zasypujemy cukrem waniliowym, zalewamy wodą i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 10 minut. Wyjmujemy i odstawiamy do wystygnięcia.

Serek Philadelphia mieszamy z cukrem, aż cukier się rozpuści. Kremówkę ubijamy, przekładamy do miski z serkiem i delikatnie mieszamy.

Zlewamy syrop, który powstał w trakcie pieczenia rabarbaru. Rabarbar układamy na ciasteczkowym spodzie, a na wierzch wykładamy masę serową. Wygładzamy, wstawiamy na 4 godziny do lodówki (lub na całą noc). Po wyjęciu ustawiamy tortownicę na talerzu i dopiero zdejmujemy obręcz (bo z rabarbaru może wycieknąć nieco syropu). Sernik podajemy skropiony syropem rabarbarowym.

rab ser 024
Wiosenne słodkości 2016

Mazurek cytrynowy

mc 022

Nawet nie cytrynowy, a megacytrynowy… Cytrynowy nie tylko krem, ale również spód… Cytrynowa świeżość, rześkość, wyrazistość… A kolor żółty jak słońce na dziecięcym obrazku…

Miałam zamiar zrobić klasyczne tiramisu, bo dopadło mnie zmęczenie wiosenne… Mąż twierdzi, że mnie zawsze coś zamula. Jak nie zmęczenie wiosenne, to zimowa senność, a jak nie jesienna depresja, to letnie znużenie. Złośliwiec z niego. Tak czy siak czułam, że dobry deser nie zaszkodzi, szczególnie, że znowu każą nam przestawiać czas, czego naprawdę nie lubię.

Z tym czasem to naprawdę szaleństwo. Rzekomo oszczędzać ma nam ta zmiana energię. Rzekomo, bo co za różnica czy światło pali się dłużej rano, czy dłużej wieczorem? Już się tak miło wstawało nad ranem (matki małych dzieci wstają baaaardzo wcześnie, choć wcale nie mają na to ochoty), a tu znów witają egipskie ciemności.

mc 023

Słodkie poprawiacze nastroju powinny być zapisywane przez lekarzy. Szczególnie te z gatunku „lift me up”! Najchętniej zrobiłabym tiramisu, ale w końcu świątecznie miało być, więc tradycyjnie upiekłam mazurek. Taki sam jak rok temu. Cytrynowy. Przepis dopiero w tym roku, w ubiegłym jakoś mi mazurek zniknął nim się dobrze sfotografował.

Rok temu Króliczka stała nade mną podczas dekorowania, błagając, by dać dużo skórki z cytrusów i jeszcze więcej płatków migdałowych. W tym roku dekorowałam go… w sypialni, gdzie usypiałam Chomiczka. Luli, luli i wyszły mi pokraczne bazie. Za grosz talentu do zdobienia ciast. Nikt nie jest doskonały! Najważniejsze, że było pysznie i kuracja się udała!

mc 027

mc 025

MAZUREK CYTRYNOWY

ciasto:

  • 150 g mąki pszennej
  • 75 g masła
  • 30 g cukru pudru
  • 1 żółtko
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 1 łyżka zimnej wody

krem cytrynowy:

  • 2 jajka
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 80 ml soku z cytryny (z 2 cytryn)
  • 100 g masła
  • 100 g białej czekolady

do przybrania: kandyzowana skórka z cytryny i pomarańczy, płatki migdałowe

Mąkę przesiewamy, dodajemy cukier puder, zimne masło, żółtko, skórkę z cytryny oraz łyżkę wody, zagniatamy ciasto, owijamy folią i schładzamy ok. 1 h.

Formę wykładamy papierem, wylepiamy rozwałkowanym ciastem. Z 1/3 ciasta formujemy rant, spód nakłuwamy widelcem i schładzamy ok. 30 min.

Schłodzone ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180°C na ok. 20 minut. Po upieczeniu odstawiamy do wystudzenia.

Przygotowujemy krem: do rondla wbijamy jajka, dolewamy sok z cytryny, dodajemy skórkę, mieszamy i podgrzewamy na małym ogniu, cały czas mieszając. Dodajemy po kawałku masło, mieszamy, by masa nie przywarła do dna rondla. Zdejmujemy z palnika, dodajemy pokruszoną czekoladę, mieszamy, aż się rozpuści. Krem lekko studzimy, co jakiś czas mieszając. Przestudzony krem wylewamy na kruchy spód. Dekorujemy, gdy masa zacznie tężeć.

mc 024

(przepis za Smakołyki Bereniki)

Tarta korzenna ze śliwkami (oraz o zakonnicy, która miała troje dzieci)

tarta korzenna 9Króliczka wróciła ze szkoły przeszczęśliwa – raz, że dostała od wychowaczyni cukierek, a dwa, że nie było nic zadane do domu. Obie szczęśliwości zawdzięczała wizycie niezwykłego gościa w klasie. Na lekcje przyszła Sister Annette.

– I miała świeczkę, Mamo!
– Świeczkę? Hmmm… Coś jeszcze miała?
– Tak, takie dzieci… Troje…
– Dzieci?!!! Zaraz, zaraz… Wróć… To na pewno była zakonnica?
– Kto?! To była sister!

W tym miejscu nieco zmieszana zaczęłam wątpić, czy sister to siostra zakonna, czy może pielęgniarka. Nie wyglądało to dobrze…

– A czym się zajmuje siostra Annette? Może chorymi?
– Nie, no Mamo, nie wiesz! Ona się modli cały czas! Zamiast takich lazy people, którzy zapominają o tym!

Więc jednak zakonnica… Z trojgiem dzieci…, w katolickiej szkole…, niemożliwe…

– A co robiły te dzieci?
– Jak to co? Bawiły się, tańczyły w kółeczku! No wiesz, wokół tej świeczki… No i jeszcze tam był aniołek!

Nie dosypiam, ale jeszcze nie zwariowałam. Siostra zakonna i dzieci tańczące wokół świeczki? Za chwilę mi tu jeszcze z jakimś duchem gotowa wyskoczyć. Jaki u licha aniołek?

– Królisiu, a dlaczego dzieci tańczyły przy świczce?
– No jak to Mamo? No, bo Bóg jest holy, przecież wiesz!

Teraz to Malutka patrzyła na mnie z powątpiewaniem. Taka duża mama, a nic nie rozumie. Rzeczywiście, to wszystko się zupełnie kupy nie trzymało. Czułam, że coś tu nie gra, ale zamurowało mnie, kiedy usłyszałam ciąg dalszy opowieści…

– Bo wiesz Mamo, one nie były żywe…
– Aaa??? Eee??? To znaczy jakie były?
– No nieżywe! Bo wiesz, jest November… I teraz modlimy się za tych, co już nie żyją, za ich souls. I dostałam jeszcze stamp w książce, tam gdzie pisałam o tym, kto nie żyje. Ale ja nie pamiętałam, kto już nie żyje, tylko o pradziadku napisałam, bo prababcia przecież nie mieszka z pradziadkiem…
– Kochana, dobrze, dobrze… Ale wróćmy do tych dzieci… To one umarły, tak??
– Co?? Jak mogły umrzeć, skoro one są nieżywe! Mamo!

To się nazywa logiczne myślenie. Z tyłu głowy myśl o sięgnięciu po whiskey walczyła mi z myślą o naparzeniu podwójnej melisy. Może to tylko sen?!

– A aniołek? Aniołek tam był, bo dzieci były nieżywe, tak?
– Mamo, zapomniałam, dlaczego był aniołek…
– Szkoda, ale cóż… A dlaczego dzieci były nieżywe?
– A widziałaś kiedyś żywy candle holder Mamo?! – oburzyła się Króliczka i pokazała mi, że powinnam się postukać w głowę!

Taka układanka… Świecznik ozdobiony postaciamy dzieci (podobno bardzo ładny, „kupisz mi taki, Mamo?!”), aniołek był figurką, a Króliczka odziedziczyła talent gawędziarski po swym Tatusiu – nikt nie wie, o czym oni mówią, ale brzmi nieźle!

tarta korzenna 6Tak sobie dospacerowałyśmy do domu, potrącając opadłe liście i lawirując wózkiem Chomiczka pomiędzy kałużami… Wszystkim, którzy mają dosyć cmentarnego, upiornego listopada polecam korzenną tartę ze śliwkami. Aromat unoszący się w kuchni przywodzi na myśl Boże Narodzenie, rozgrzewa serca i myśli… Byle do świąt, Moi Drodzy!

tarta korzenna 7tarta korzenna 8TARTA KORZENNA ZE ŚLIWKAMI

  • 200 g mąki
  • 100 g masła
  • 1 łyżeczka przyprawy korzennej (do grzanego wina lub do piernika)
  • 180 g brązowego cukru trzcinowego
  • 1 jajko
  • 400 – 500 g śliwek
  • cukier puder (opcjonalnie)

Mąkę i pokrojone w kostkę masło wkładamy do miski malaksera, miksujemy razem. Gdy mąka połączy się z masłem, wsypujemy prawie cały cukier (zostawiamy trochę do posypania śliwek), przyprawę korzenną oraz wlewamy rozbełtane jajko. Miksujemy, aż składniki się połaczą.

Powstałe ciasto przekładamy na folię spożywczą, zawijamy i wstawiamy do lodówki na godzinę.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160°C (z termoobiegiem). Umyte śliwki przekrawamy na połówki, usuwamy pestki, a następnie każdą połówkę kroimy w półplasterki (ilość zależy od rozmiaru śliwek, nie powinny być zbyt cienkie).

Schłodzonym ciastem wykładamy dno natłuszczonej formy, na cieście układamy promieniście śliwki, posypujemy resztą cukru. Wstawiamy do piekarnika na ok. 45 minut. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem (lub podajemy z lodami waniliowymi lub bitą śmietaną – według uznania).

tarta korzenna 99

(przepis „Taste Ireland” Annual 2015/2016)

Jesienne słodkości!