Tagliatelle z sosem orzechowym (salsa di noci)

salsa-015

Kulinarnie Liguria słynie jako ojczyzna pesto. Pesto alla genovese dla rozmiłowanego w kulinariach Włocha oznacza świeżo przygotowany sos z prawdziwej (lokalnej) oliwy i liguryjskiej bazylii o drobnych liściach, a nie maziatą papkę ze słoika utrwaloną w najlepszym razie octem. W tym miejscu zgadzam się z konserwatywnymi smakoszami – pesto ze sklepu jest albo zupełnie bez smaku, albo… obrzydliwe. Tylko co zrobić, gdy wciąż za mało słońca, by cieszyć się bazylią?

Zastanowiło mnie, z czym też Liguryjczycy mieszają makaron poza bazyliowym sezonem… Łatwo się domyślić, że muszą mieć inne sosy, bo przecież nie wcinają makaronu na sucho. Sos orzechowy – salsa di noci – jest numerem dwa. Nie zrobił takiej kariery poza granicami kraju jak pesto, ale wcale nie znaczy, że jest mniej wart. Paradoksalnie łatwiej go odtworzyć na drugim końcu Europy, bo orzechom wszystko jedno jakie słońce je ogrzewa i jaki wiatr owiewa, a bazylię na pesto musi podmuchać wiatr od Morza Liguryjskiego i ogrzać słońce, które oświecało głowę Kolumba.

salsa-013

Oczywiście wcale nie rozchodzi się o bazylię. O orzechy też nie. Tylko o błagający o zjedzenie makaron zalegający w kuchennej szafce. Te tagliatelle akurat zielone (od dzikiego czosnku), a nudno zielone polewać zielonym. Dlatego tak bardzo było mi potrzeba innego sosu, który byłby równie prosty, równie smaczny i do tego oryginalny. Salsa di noci spełnia wszystkie te warunki, więc ze spokojnym sumieniem mogę zaopatrzyć się w kolejną paczkę makaronu…

salsa-016

TAGLIATELLE Z SALSA DI NOCI

  • 18 orzechów włoskich
  • 50 g orzeszków piniowych
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • 250 ml świeżej śmietany
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 3 łyżki świeżo startego parmezanu
  • 1 1/3łyżki masła
  • tagliatelle

Orzechy włoskie łuskamy, wyłuskane wkładamy do malaksera wraz z orzeszkami piniowymi. Obieramy ząbek czosnku i wraz z natką pietruszki dodajemy do orzechów. Całość miksujemy – orzechy mają być drobno posiekane, ale nie zamienione w pastę. Przekładamy do miski, wlewamy pomału śmietanę, ciągle mieszając. Doprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy.

Tagliatelle gotujemy al dente wg instrukcji na opakowaniu. Ugotowane odcedzamy. Do garnka z makaronem wkładamy parmezan, masło i wlewamy sos.  Garnek ustawiamy na bardzo małym ogniu i całość mieszamy, gotując chwilę, aż sos się zagrzeje,  a ser i masło rozpuszczą. Serwujemy na podgrzanych talerzach.

salsa-012
(przepis wg Culinaria Italy z moimi niewielkimi zmianami)

 

Dhal z soczewicy z jarmużem i szpinakiem

dhal-003

Czy wiecie, że soczewica jest jedną z najstarszych roślin uprawnych? Na terenie dzisiejszej Polski uprawiano ją już w okresie neolitu. Pewnie też nie wiecie, że jest jednym z najbardziej pożywnych produktów spożywczych? A to właśnie na soczewicy opierała się dieta starożytnych Egipcjan, Greków a później Rzymian! Soczewica zaczęła znikać z codziennego menu wraz ze zwiększaniem się konsumpcji mięsa – do tego stopnia, że sama znałam ją przede wszystkim jako roślinę… biblijną, za miskę której Ezaw sprzedał pierworództwo.

Ta miska soczewicy krąży sobie w literaturze razem z innymi biblijnymi frazeologizmami, ale wciąż ciężko jej trafić do jadłospisu przeciętnej rodziny. Nie trzeba być wegetarianinem, żeby się nią zajadać – do pierogów z soczewicą czy do aromatycznego dhala przekonał się nawet mój mięsożerca. Nie tylko się przekonał, był wręcz zdziwiony, dlaczego tego nie jadamy, skoro to takie dobre. Jak tak dalej pójdzie, może wkrótce na pytanie o obiad, nie będzie oczekiwał nazwy rodzaju mięsa jako odpowiedzi…

Spróbujcie, jeśli dotychczas omijaliście soczewicę w sklepie, na pewno nie pożałujecie. Żebyście nie zapomnieli, co macie kupić – fragmenty dwóch wierszy Tadeusza Nowaka w wykonaniu Marka Grechuty. „Droga za widnokres” to moja ulubiona płyta Grechuty i jedna z niewielu płyt, która podoba mi się od pierwszego do ostatniego dźwięku. Znalazłam ją dawno temu wśród kompaktów w fonotece mojej Babci i tak została ze mną na zawsze…

dhal-004

DHAL Z SOCZEWICY Z JARMUŻEM I SZPINAKIEM

  • 300 g czerwonej soczewicy
  • 1 łyżka kminu rzymskiego
  • 1 łyżka kurkumy
  • 1 łyżeczka gorczycy
  • ½ łyżeczki chili
  • 1 łyżka oleju
  • 1 cebula
  • 4 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru (ok. 3 cm)
  • 2 łyżki pasty pomidorowej
  • 1 puszka pomidorów (400 g)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 200 ml wywaru warzywnego
  • 50 g szpinaku
  • 50 g jarmużu
  • chlebki naan do podania

Soczewicę płuczemy, odsączamy i wsypujemy do rondla. Zalewamy wodą, zagotowujemy – gotujemy przez 5 minut, a następnie odsączamy na sitku.

Obieramy i kroimy cebulę, obieramy i siekamy czosnek (lub rozgniatamy). Obieramy imbir i ścieramy go na tarce. Na suchej, głębokiej patelni lub w sporym rondlu prażymy na średnim ogniu przyprawy: kmin, gorczycę, kurkumę i chili – niecałą minutę, aż ziarna gorczycy zaczną „pykać”. Wlewamy olej, wrzucamy cebulę i gotujemy, mieszając, przez 2-3 minuty. Dodajemy czosnek i imbir, gotujemy jeszcze minutę.

Wlewamy pomidory z puszki, dodajemy purée z pomidorów, cukier, odsączoną soczewicę i zalewamy wywarem z warzyw. Gotujemy na małym ogniu ok. 15 minut, mieszając od czasu do czasu. Jeśli za bardzo zgęstnieje, dolewamy odrobinę wody lub wywaru.

Myjemy i osuszamy liście szpinaku i jarmużu. Małe wrzucamy w całości do potrawy, duże pozbawiamy ogonków i siekamy przed dodaniem do potrawy. Całość mieszamy. Podajemy z chlebkami naan.

(przepis wg „Easy Food” September 2015)


Nasiona roślin strączkowych na talerzu
Nasiona roślin strączkowych na talerzu

“Hummus” z czarnej fasoli (oraz wrapy z tym hummusem)

hummus-z-fasoli-016

Jeśli czytaliście poprzedni wpis, wiecie, że trafiłam na wyjątkową puszkę czarnej fasoli. Nie dość, że była to ekologiczna fasola w samej wodzie (bez soli!), to jeszcze trafiła mi się podwójna porcja. Po otwarciu okazało się, że puszka jest napchana po same brzegi, a fasola tak ubita, że nie tylko nie było co odsączać, ale też ledwo udało się ją wydłubać z puszki. Łyżka mi się zaczęła wyginać, więc wyskrobałam fasolę widelcem. Nie byłabym sobą, gdybym nie zważyła zawartości. Okazało się, że mam całe 480 g fasoli, choć puszka teoretycznie miała zawierać 400 g fasoli wraz z zalewą, a bez zalewy to jedynie 230 g. Czyli miałam bonusowo drugą porcję. Niestety po wydłubaniu jej z opakowania nie prezentowała się zbyt elegancko, bo zamieniła się w breję.

Mąż chciał od razu wyrzucić całą zawartość, ale solennie obiecałam zużyć całość w ciągu 24 godzin. W jakiejś gazecie widziałam kiedyś pomysł na meksykański „hummus” właśnie z czarnej fasoli, ale czas gonił, więc nie wertowałam wszystkich magazynów kulinarnych jakie zalegają mi w domu, by znaleźć przepis, szczególnie, że nie mam pewności, że to była moja gazeta. Mam paskudny nawyk oglądania każdej gazety z przepisami, jaka mi się nawinie. Kiedyś przepisywałam na karteluszkach co ciekawsze przepisy, a potem je gubiłam w przepastnych czeluściach moich toreb. Teraz, dzięki postępowi techniki, robię zdjęcia telefonem, a potem już tylko zapominam o sfotografowanych recepturach. Na szczęście te najciekawsze pomysły zostają w mojej głowie w zarysie, uzupełniam je odrobiną wyobraźni i voilà! – hummusowa pasta do chleba, tortilli czy nachos gotowa.

hummus-z-fasoli-014

Wysmarowałam nią placki tortilli, które potem napchałam warzywami. Mnie wegetariańska wersja w zupełności zadowala, ale mięsożercy mogą usmażyć sobie kurczaka, jeśli bez niego mieliby umrzeć… Mój Mąż już tam dobrze wie, że to o nim… Moim zdaniem bez mięsa jest smaczniejsze, bo że zdrowsze, nie trzeba nikogo przekonywać.

hummus-z-fasoli-013

„HUMMUS” Z CZARNEJ FASOLI

  • 480 g czarnej fasoli z puszki (po odsączeniu z zalewy)
  • 2 papryczki chili
  • 4 łyżki soku z limonki
  • duża garść świeżej kolendry
  • 1 łyżka oliwy

Papryczki rozkrawamy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy na mniejsze kawałki. Wkładamy wraz z wypłukaną fasolą do malaksera, dodajemy pozostałe składniki i dokładnie miksujemy (można użyć też ręcznego blendera).

WRAPY Z „HUMMUSEM” FASOLOWYM

  • 4 wrapy (tortille)
  • hummus z czarnej fasoli
  • oliwa
  • mini kukurydze (2 graści)
  • groszek cukrowy (2 graści)
  • 3 marchewki
  • ½ czerwonej papryki
  • awokado
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • ogórek

Marchewki myjemy, obieramy i kroimy w słupki. Kukurydze myjemy. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju i wrzucamy kukurydze wraz z marchewkami. Smażymy kilka minut, dodajemy umyty groszek cukrowy, przyprawiamy solą i pieprzem. Ogórek kroimy w plasterki, z papryki usuwamy gniazdo nasienne i kroimy w paski. Awokado rozkrajamy na pół, usuwamy pestkę, obieramy i kroimy w plasterki.

Placki tortilli przygotowujemy wg instrukcji na opakowaniu. Każdy smarujemy dość grubo hummusem fasolowym, na nim układamy warzywa, całość składamy i spinamy wykałaczką. Podajemy od razu. Kto woli wrapy na ciepło, może złożone już podgrzać w kuchence mikrofalowej, w piekarniku lub zgrzać w zgrzewarce (opiekaczu) do kanapek.

hummus-z-fasoli-012

Zupa z ciecierzycy (oraz o problemach siedmiolatki)

zupa-z-ciecierzycy-007

Króliczka przechodzi trudny okres zachcianek. Trudny dla rodziców oczywiście…

Pierwsza trudność jest taka, że zazwyczaj sama zainteresowana niespecjalnie wie, co tak naprawdę chce, a nawet jeśli wie, to ma specyficzny problem podzielenia się tą wiedzą. Rodzice powinni się przecież sami domyślić, jakie pomysły rodzą się w głowie ich pociechy.

Druga trudność jest taka, że zachciankę nie zawsze można zrealizować i wcale nie dlatego, że brakuje nam dobrych chęci. Przykładowo – wielkim marzeniem Króliczki są wiązane buty, jakiekolwiek, byle były wiązane. Ma jednak drobną nóżkę, a w jej rozmiarze większość butów ma imitację wiązania lub wiązanie wspierane rzepami lub zamkiem. Do dorosłych butów musi jeszcze jej troszkę stopa urosnąć, z czym absolutnie nie chce się pogodzić…

Kolejna trudność to nieumiejętność przewidzenia wystąpienia krótkotrwałej potrzeby przez rodziców. Takiej do zrealizowania z dnia na dzień. Przykładowo – dzień przed wycieczką dostała ze szkoły wytyczne, że ma zabrać gumiaki w siatce oraz kurtkę przeciwdeszczową. Kurtkę ma, ale gumiaków jej w tym roku nie kupiliśmy, bo już wyrosła ze skakania po kałużach. Zaproponowałam jej martensy (które dostała w ramach poszukiwania wspomnianych butów wiązanych, niestety nie są na 100% spełnieniem marzeń, bo mają również zamek). Nie chciała, bo choć martensy są doskonałe do chodzenia po błocie, to najważniejsze okazało się zabranie butów w siatce, by mieć zabawę z ich zmienianiem. Ostatecznie pojechała z butami do jazdy konnej, co ją na szczęście usatysfakcjonowało…

Następna trudność zachciankowa to sytuacja, gdy nasza córka sama przyznaje, że sprawa jest bzdurna, ale „nic na to nie poradzi”… Taka jak dołujące uczucie zazdrości, bo koleżanka przyniosła do szkoły nową lalkę. – A ja nie mam nic fajnego! – rozpacz, foch, złość, żal, dziki ryk i rzeka łez. Szczęśliwie mąż doznał oświecenia i przypomniał sobie, że Króliczka dostała na urodziny jakieś bony do sklepu z zabawkami. W sobotę mogła więc zaspokoić swoje pragnienie (bez uszczerbku dla naszego portfela) i kupiła sobie lalki z konikiem…

Najmniej trudności sprawiają mi jej zachcianki kulinarne. Ostatnia – ugotuj mi zupę, jakiej jeszcze nigdy nie jadłam. Mówisz i masz. Zupa z ciecierzycy. Sądząc po minie z jaką Króliczka ją jadła, nie przypadła jej do gustu, ale za nic w świecie nie przyznałaby się. Przełykając kolejną łyżkę z grymasem na twarzy, wygłaszała wciąż peany na temat dania. Kto lubi ciecierzycę, będzie zachwycony, a kto nie lubi, tego pewnie i tak nic do niej nie przekona.

zupa-z-ciecierzycy-008

zupa-z-ciecierzycy-006

ZUPA Z CIECIERZYCY

  • 2 puszki ciecierzycy (400 g każda)
  • 3 łyżki oleju słonecznikowego
  • ½ łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka nasion kminu rzymskiego
  • 2 ząbki czosnku
  • 2-centymetrowy kawałek imbiru
  • papryczka chili (lub suszone krążki chili)
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • crème fraîche (lub jogurt grecki)
  • świeża kolendra
  • zielona cebulka

Ciecierzycę płuczemy i dokładnie odsączamy na sitku. Czosnek obieramy i kroimy. Imbir obieramy i ścieramy na tarce. Papryczkę chili rozkrawamy i usuwamy nasiona (jeśli używamy świeżej). Olej rozgrzewamy w rondlu, wrzucamy czosnek, imbir, kmin, kurkumę i chili. Smażymy, mieszając, aż czosnek nabierze koloru.

Wrzucamy ciecierzycę i zalewamy wodą tak, by było jej ok. 1 centymetr ponad warzywami. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 15 minut. Blendujemy na gładko. Przyprawiamy solą i pieprzem i podgrzewamy.

Rozlewamy do misek. Do każdej porcji dodajemy łyżkę śmietany lub jogurtu oraz posiekaną cebulkę i kolendrę.

zupa-z-ciecierzycy-005

(przepis wg „Food & Wine”, September 2013)

Tarta z buraczkami, karmelizowaną cebulą i kozim serem

tarta buraczkowa 07

Połączenie buraków i koziego sera to zupełny klasyk – świetnie sprawdza się w sałatce, jako nadzienie na tartę, a nawet w zupie. Jako wypełnienie tarty również jest takim absolutnym klasykiem. Można zrobić w ten sposób tartę tatin (odwróconą), tartę z surowymi, startymi na tarce burakami, placek z rzadka zanurzonymi w nim plastrami buraków. Można dodać szpinak, orzechy laskowe lub tak jak w poniższym przepisie – karmelizowaną cebulę. Można użyć koziego twarożka, fety z mleka mieszanego (owczego i koziego) lub tureckiego, bardzo słonego sera beyaz peynir.

Akurat ostatnio udało się mi kupić ten ostatni, dlatego użyłam właśnie tego gatunku. Jest on na tyle słony, że solenie potrawy jest zbędne, a nawet mogłoby zaszkodzić, ale naprawdę idealnie ją dopełnił. Karmelizowana cebula trafiła też tu nieprzypadkowo. Gdy ostatnio ją przyrządzałam do kanapki ze stekiem, następnego dnia znalazłam karteczkę od męża, że całą noc było otwarte okno w kuchni, a zapach cebuli wciąż się unosi i wobec tego karmelizowana cebula trafia na listę potraw zakazanych ze względów estetycznych. Na mnie to oczywiście podziałało jak płachta na byka i przy pierwszej okazji wrzuciłam cebulę na patelnię. Nie znalazłam kolejnej karteczki, a poprzednia była po prostu zemstą za umieszczenie na wspomnianej liście smażonej cebuli à la mąż – nie chcecie wiedzieć, jak ją przyprawiał…

Mając pomysł  na tartę – buraki + cebula + kozi ser – wrzuciłam zapytanie do wyszukiwarki. Jednym z pierwszych wyników był przepis ze strony Dale’a Pinnocka, ale zmieniłam proporcje. W oryginale była to bardzo buraczkowa tarta z odrobiną cebuli, u mnie jest pół na pół. Takie proporcje pozwalają nieco złagodzić smak buraków, których mój mąż szczerze nie znosi. Danie, ku jego ogromnemu zdziwieniu, bardzo mu smakowało. Króliczce też, która szczęśliwie nie rozpoznała w cebuli cebuli, której z zasady nie jada… Jak widać, cuda się zdarzają!

tarta buraczkowa 09

TARTA Z BURACZKAMI, KARMELIZOWANĄ CEBULĄ I KOZIM SEREM

  • 1 arkusz ciasta francuskiego
  • 3 ugotowane i obrane buraczki
  • 2 czerwone cebule
  • 1 łyżka miodu
  • 1 łyżka oliwy
  • 120 g sera beyaz peynir (turecki kozi ser, podobny do fety)
  • świeżo zmielony pieprz
  • tymianek (lub inne zioła) do przybrania

Jeśli używamy mrożonego ciasta francuskiego, rozmrażamy je odpowiednio wcześniej (można na noc włożyć do lodówki, by się pomału rozmroziło). W Irlandii popularne są już ugotowane i obrane buraczki, jeżeli takich nie mamy, również musimy je ugotować odpowiednio wcześniej.

Cebule obieramy i kroimy na cienkie plasterki. Oliwę wlewamy na patelnię, rozgrzewamy na średnim ogniu. Wkładamy cebulę, gotujemy, aż zacznie mięknąć. Następnie wlewamy miód, dokładnie mieszamy i gotujemy, aż cebula się skarmelizuje (ok. 30-40 minut), mieszając co 5 min. Ugotowane i obrane buraczki kroimy w kostkę.

W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do 180°C. Blaszkę do pieczenia wykładamy papierem, układamy na nim ciasto francuskie, przykrywamy drugą warstwą papieru do pieczenia i wysypujemy na środek suchy groch (lub ceramiczne obciążniki). Pieczemy przez 10 minut. Wyjmujemy z piekarnika i ostrożnie usuwamy wierzchnią warstwę papieru wraz z grochem.

Na wierzchu tarty układamy skarmelizowaną cebulę, na niej pokrojone w kostkę buraki. oprószamy pieprzem i posypujemy pokruszonym serem. Wkładamy do piekarnika na kolejne 10 minut (aż ser zacznie się leciutko brązowić na brzegach). Przed podaniem posypujemy świeżym tymiankiem.

tarta buraczkowa 08
Zmodyfikowany przepis ze strony The Medicinal Chef

Różowe spaghetti z pesto z pieczonych buraków

pink pasta 004

Danie dla małej księżniczki – różowe, mocno różowe, wściekle różowe. Króliczka była zachwycona. Nad miską makaronu mlaskała: – Och! Jak ja lubię, jak Ty gotujesz, mamo! W ogóle dziś miała dzień słodzenia matce. Rano mi powiedziała, że jestem lepszą mamą niż tata tatą. Bo tata ją czymś denerwuje, tylko właśnie zapomniała, co też on takiego denerwującego wyczynia.

Wieczorem, jak każdego wieczoru, awanturowała się z tatusiem o kąpiel, szykowanie mundurka do szkoły, sprzątanie zabawek itd. W drugim pokoju wycieram Chomiczka i słucham jaką pedagogiczną porażkę ponosi każdego dnia małżonek. Dziś nawet mnie to rozśmieszyło, gdy Królisia perorowała ojcu, że zamiast ją pouczać, mógłby być more helpful – w myśl zasady, że jeśli dorosły chce, by dziecko miało coś zrobione, to niech to dla niego zrobi. Dał się wpuścić w maliny, więc gdy słyszałam, jak mu zaczyna brakować argumentów, zawołałam, by przysłał awanturnicę do mnie. Zacierał ręcę: – Toś się doczekała, teraz się będziesz mamie tłumaczyć. Królisia zaraz smyrgnęła do mojego pokoju z uśmiechem od ucha do ucha i diabelskim błyskiem w oku: – Dobrze, że mnie zawołałaś, teraz Tata będzie musiał sam to wszystko posprzątać!

Malutka do tego postanowiła jak najszybciej stać się taka jak mama. Nie jest to z pewnością najlepszy wzorzec, ale jaka dla mnie nobilitacja! Tylko biedny Tata coraz częściej otwiera usta oniemiały i patrzy tępo, nie dowierzając własnym uszom, załamuje też ręce, liczy kolejne siwe włosy i raz po raz burczy pod nosem, gdy akurat stoi koło mnie: – Ona jest już gorsza od Ciebie! Takie to ma życie z dwoma babami… Nie dość, że każda papla jak najęta, że obie strzelają fochy od rana do nocy, to jeszcze mu spaghetti ufarbowały na różowo…

pink pasta 006

RÓŻOWE SPAGHETTI Z PESTO Z PIECZONYCH BURAKÓW

  • 5 małych buraków (lub 4 średnie)
  • oliwa
  • miska lodowatej wody
  • mały pęczek bazylii
  • 80 g orzeszków piniowych (oraz garść do podania)
  • 60 g parmezanu (oraz odrobinę do podania)
  • 4 łyżki ziołowego oleju rzepakowego
  • sok z ½ cytryny
  • spaghetti

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180°C. Buraki oczyszczamy, układamy na blaszce wyłożonej folią aluminiową, skrapiamy oliwą i pieczemy przez ok. godzinę (aż będą dość miękkie, by zsunąć się z wbitego w nie widelca).

Po upieczeniu każdy burak zanurzamy na kilka sekund w lodowatej wodzie, następnie obieramy (w rękawiczkach!) – skórka będzie łatwo odchodzić. Obrane odstawiamy.

W sporym garnku zagotowujemy wodę na makaron (gotujemy wg instrukcji na opakowaniu).

Obrane buraki, bazylię, starty parmezan, orzeszki piniowe, olej i sok z cytryny blendujemy w malakserze. Przekładamy do dużego garnka, ustawiamy na palniku na średnim ogniu, dodajemy odcedzony makaron i mieszając, dokładnie obtaczamy makaron w pesto buraczkowym. Podajmy od razu, każdą porcję posypujemy odrobiną startego parmezanu i kilkoma orzeszkami piniowymi.

pink pasta 005

(przepis wg „Easy Food”, April 2015)

Faszerowane ogórki i wiosenne „Maszkety”

DGR ogórki 03

Praca nad wiosennym numerem „Maszketów” dobiegła końca i magazyn jest już dostępny w sieci. Serdecznie zapraszam do lektury, bo numer wyszedł bardzo ciekawy i jak zwykle pelno w nim pięknych zdjęć – i to nie tylko kulinarnych!

maszkety okladka

Od kuchennej strony zaczyna się bardzo zielono. Wiosenną atmosferę w kuchni wprowadzają kiełki, groszki, wszelkiej maści liście. Jest świeżo i soczyście, a przede wszystkim bardzo warzywnie, co cieszy każdego, komu po zimie ciężko dopiąć się w pasie. Nie o dietę jednak chodzi, ale o ogólny zastrzyk energii, taki pozytywny, żywieniowy boost. Dla równowagi zaglądamy za miedzę do sąsiadów i podsuwamy przysmaki – uchodzących za ciężkie – kuchni czeskiej i słowackiej. Poza tym opychamy się babeczkami i prezentujemy śląskie dania bezmięsne.

W numerze znalazło się miejsce na garść artykułów, których rozpiętość tematyczna jest dość spora. Geograficznie podróżujemy od Meksyku, poprzez śląskie kopalnie, Czechy, Słowację aż do Japonii. Jest też artykuł poświęcony puszkom zupy Campbell Andy’ego Warhola, które to kilka dni temu padły ofiarą kradzieży w muzeum w Springfield w Missouri. Tekst powstał znacznie wcześniej i tylko zrządzenie losu sprawiło, że akurat w tak nieprzyjemnych okolicznościach świat przypomniał sobie o jednej z najważniejszych prac króla pop-artu.

Wyjąc o wiosnę, zagryzam smętka ogórkami. Z nadzieją dziś zerkałam na niebo, które nawet się wypogadzało na dłużej niż 5 minut. Wyraziłam opinię, że życzyłabym sobie, aby w przyszłym tygodniu zrobiło się już naprawdę ciepło. Kolega usadził mnie, z przekąsem komentując: -Yeah, maybe for one day… I gdzie Ci optymistyczni Irlandczycy?!

Ogórki z twarożkiem to klasyk, kulinarna tradycja, smak dzieciństwa. Nie rozumiem zupełnie, jak pyszny twarożek mógł zostać zdetronizowany przez spulchniane azotem serki typu almette… W lokalnym sklepie kupuję niemiecki twaróg z mleka od alpejskich krów, bez podejrzanych dodatków. Nie mieszam go ze śmietaną (co to w ogóle za pomysł??), za to dosypuję do niego kiełki. Pamiętajcie, żeby nie wyrzucać liści rzodkiewki – zróbcie z nich genialne pesto!

DGR ogórki 01

FASZEROWANE OGÓRKI

  • 2 ogórki wężowe
  • 250 g chudego twarogu
  • pęczek rzodkiewek
  • pęczek zielonej cebulki
  • 2 garści kiełków (lucerny, rzodkiewki, brokułu)
  • sól
  • pieprz

 

Ogórki obieramy (niekoniecznie), kroimy na kawałki (2 ½ cm). Wydrążamy łyżką mniej więcej do połowy. Twaróg mieszamy z drobno pokrojonymi rzodkiewkami, posiekaną zieloną cebulką i kiełkami. Zostawiamy troszkę warzyw do dekoracji. Twarożek doprawiamy solą i pieprzem, nadziewamy ogórki, formując „górki”. Dekorujemy każdą porcję ćwiartką plasterka rzodkiewki i odrobiną zieleniny.