Sałatka z pieczonej dyni i pestek granatu z sosem klonowo-musztardowym

sałatka z dyni i granatu 24

Leje, leje, leje…

… i tylko chwilami przebłyskuje słońce, zamienia ulice w połyskliwe wstęgi, odbija się w głębokich kałużach, na moment oślepia bursztynowym blaskiem.

Niestety kolory najczęściej widzę na własnych gumiakach, którymi człapię cieknącymi potokami, w jakie zamieniają się nieliczne i do tego dziurawe jak szwajcarski ser chodniki w naszej uroczej wsi. Mam gdzieś elegancję, bo w takich strugach wody nie da się wyglądać szacownie, szczególnie gdy parasol wygina się na wszystkie strony szamotany atlantyckim wietrzyskiem.

sałatka z dyni i granatu 22

Jesień – taką malowniczą, tryskającą barwami – robię sobie na talerzu. Sałatka z dyni to tylko jeden z przykładów, jak można sobie wyczarować ukochaną porę roku bez narażania się na zmienność aury za oknem. A i ciepło przyjemnie rozchodzi się od gorącego piekarnika, i słodki zapach dyni wypełnia kuchnię. Kilka składników, a wizualnie mamy efekt „wow”, zwłaszcza za sprawą rubinowych pestek granatu. Prawdziwego sznytu dodaje sałatce niebanalny sos, który został podprawiony syropem klonowym. Ten ostatni po dłuższej przerwie wrócił u mnie do łask i na nowo podbił moje podniebienie. Sam sos można w przechowywać kilka dni w słoiku w lodówce i zużywać do zwyczajowej zieleniny obiadowej – kilka liści sałaty, pomidor, czarne oliwki i odrobina sosu ożywią zwyczajowy zestaw obiadowy „ziemniaki plus kotlet”.

sałatka z dyni i granatu 21

sałatka z dyni i granatu 23

SAŁATKA Z PIECZONEJ DYNI I PESTEK GRANATU Z SOSEM KLONOWO-MUSZTARDOWYM

  • 8 garści mieszanych liści sałatowych
  • 100 g pestek granatu
  • 1 średnia dynia piżmowa
  • 70 g koziego twarogu
  • oliwa
  • pieprz

Sos:

  • 100 ml greckiego jogurtu
  • 4-5 łyżeczek musztardy
  • 3 łyżki syropu klonowego
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżka białego octu winnego
  • odrobina świeżo zmielonego pieprzu

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Dynię obieramy, usuwamy pestki, a miąższ kroimy w kostkę. Przekładamy do naczynia żaroodpornego, skrapiamy oliwą i oprószamy pieprzem. Mieszamy, aż dynia będzie równo obtoczona oliwą. Pieczemy przez 30 minut (w połowie pieczenia wysuwamy naczynie i obracamy kawałki dyni). Po upieczeniu odstawiamy do wystudzenia.

Jogurt mieszamy z syropem klonowym, oliwą i octem. Dodajemy po łyżeczce musztardę, mieszając i sprawdzając smak (bo w zależności od użytej musztardy, jej ilość się może być różna – więcej dodamy musztardy Dijon, a mniej ostrej Strong Irish). Ewentualnie doprawiamy pieprzem.

Umytą i osuszoną sałatę układamy na talerzach. Wykładamy dynię, posypujemy pokruszonym twarogiem i pestkami granatu. Polewamy sosem klonowo-musztardowym. Podajemy z pieczywem.

sałatka z dyni i granatu 25


Warzywa dyniowate 2017

Advertisements

Risotto z pieczarkami i orzechami włoskimi

risotto z grzybami 21

Bardzo lubię brązowe pieczarki. Są one o wiele aromatyczniejsze od białych, mają wyrazisty, intensywny smak i ładnie prezentują się w potrawie. Są też nieco twardsze od białych, a pod czas gotowania zachowują swój kolor. Lubię je również ze względu na brak innych grzybów w irlandzkich sklepach. Poza pieczarkami żadnych grzybów tutaj nie dostanę, więc jestem skazana na suszone, które kupuję za zawrotne pieniądze w polskim sklepie. Przymilam się też do rodziny w kraju, by na święta przysłali mi woreczek prawdziwków.  Jest to co roku najbardziej wyczekiwany prezent!

Swego czasu robiłam taki grzybowo-orzechowy sos do ryżu z rodzynkmi i orzeszkami piniowymi, bo połączenie to pasuje mi bardzo do jesiennej atmosfery. Chyba każdy ma takie obrazy i smaki zapisane w pamięci związane z poszczególnymi porami roku, bez których nie wyobraża sobie danego sezonu. Kiedy w powietrzu zaczynam czuć zapach spalanego drewna, wtedy wyobraźnia podpowiada mi orzechy i grzyby na talerzu. Tym razem jest to risotto, które swój wyjątkowy smak zawdzięcza goździkom i gałce muszkatołowej. Szybkie danie w sam raz na środek zabieganego tygodnia.

risotto z grzybami 20

RISOTTO Z PIECZARKAMI I ORZECHAMI WŁOSKIMI

  • 250 g brązowych pieczarek
  • 75 g orzechów włoskich
  • 1 cebula
  • 6 goździków
  • 100 ml białego wina
  • ¼ łyżeczki świeżo otartej gałki muszkatołowej
  • 1 łyżka gęstej, świeżej śmietany
  • 25 g masła
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • posiekana natka pietruszki do ugarnirowania
  • 400 g ryżu arborio

Ryż gotujemy w osolonej wodzie wg instrukcji na opakowaniu.

Cebulę obieramy i drobno siekamy. Pieczarki oczyszczamy i kroimy. Orzechy siekamy niezbyt drobno. Rozgrzewamy masło i smażymy cebulę ok. 7 minut, aż zacznie brązowieć. Dodajemy pieczarki, orzechy, goździki i otartą gałkę, gotujemy ok. 5 minut, aż grzyby zaczną mięknąć. Wlewamy wino, przyprawiamy solą i pieprzem i gotujemy jeszcze kilka minut, aż grzyby zmiękną. Dodajemy śmietanę. Sos mieszamy z ugotowanym ryżem, delikatnie podgrzewając. Cały czas mieszamy. Risotto podajemy póki gorące, każdą porcję przybieramy natką pietruszki.

(wg The Meat Free Monday Cookbook)

Sałatka ziemniaczana z rzodkiewkami

sałatka ziemniaczana 21

To już chyba ostatnie tak ciepłe i słoneczne dni w tym roku, choć w głębi duszy mam nadzieję, że prognoza pogody się zmieni i przeczytam jeszcze zapowiedź abundant sunshine! Póki co korzystamy ze sprzyjającej aury, spacerując, bawiąc się na placu zabaw i wystawiając buzie do popołudniowego słońca.

Królisia wróciła do szkoły, w domu zrobiło się ciszej przed południem i zupełnie cicho popołudniami, gdy Chomiś ma drzemkę. Szwędam się po domu i próbuję na nowo zorganizować sobie czas. Na razie trochę chaotycznie – coś tu upiekę, coś tam powycieram, coś wrzucę do pralki, tu poskładam, tam rozłożę. Potem próbuję jak najłagodniej wybudzić Maluszka, który kocha długie drzemki, ale szkoła niestety tego nie przewidziała i ktoś musi podreptać po siostrę. Dopiero dwa dni szkolne za nami, słabo nam wychodzi wtłaczanie się w codzienną rutynę. Za tydzień wystartują zajęcia dodatkowe, zadania domowe i korowód przyjęć urodzinowych. Jeszcze minie kilka dni nim przyzwyczaję się do picia ciepłej (!) kawy bez wstawania z fotela po każdym łyku…

sałatka ziemniaczana 23

W tym „międzyporzu”, jedną stopą wciąż na ciepłym, letnim piasku, a drugą już wśród butwiejących liści, szykuję ostatnie wakacyjne dania, wplatane w już mocno jesienny jadłospis. Sałatka ziemniaczana może być samodzielnym daniem, a można wykorzystać ją jako side dish, czyli po naszemu jarzynę do obiadu. W tym drugim wydaniu doda polotu najzwyklejszemu „drugiemu daniu”.

sałatka ziemniaczana 24

SAŁATKA ZIEMNIACZANA Z RZODKIEWKAMI

  • 750 g młodych ziemniaków
  • 1 pęczek zielonych cebulek
  • 1 łyżka kaparów
  • 6 rzodkiewek
  • 6 korniszonów
  • 2 łyżki musztardy francuskiej
  • 1 łyżka białego octu winnego
  • 3 łyżki oliwy
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki

Ziemniaki myjemy i gotujemy w osolonej wodzie, aż będa miękkie. Odcedzamy, a gdy lekko przestygną, kroimy je na kawałki „na jeden kęs”. Pokrojone przekładamy do miski. Umyte rzodkiewki kroimy w drobne słupki (zapałki). Korniszony i kapary kroimy na kawałki. Z zielonych cebulek usuwamy suche kawałki i korzonki, a następnie kroimy w piórka. Cebulkę, rzodkiewki, kapary i korniszony dodajemy do zmieniaków, mieszamy.

W małej misce przygotowujemy sos. Mieszamy dokładnie oliwę, ocet, musztardę, sól i pieprz. Gotowym sosem polewamy sałatkę. Posypujemy posiekanymi ziołami i delikatnie mieszamy.

sałatka ziemniaczana 29
(przepis z książki The Meet Free Monday Cookbook)


Warzywa psiankowate 2017

Wileńska zupa koperkowa

koperkowa 09

Paradoksalnie w dzisiejszych nowoczesnych czasach, gdy wszystkie prace ułatwiają nam zaawansowane technologicznie urządzenia, wcale nie zyskujemy na chwilach relaksu, a nawet musimy obcinać z obszarów, które niegdyś były uważane za święte!

Gdzie się podziały rodzinne obiady, które nawet w skromnych gospodarstwach były celebrowane z należytym szacunkiem, które zbierały wszystkich domowników wokół stołu i nie było miejsca na wymówkę od nich? Dzisiaj każdy wpada do domu, kiedy może, zjada coś na szybko i pędzi dalej. Dzieci kończą zajęcia w szkołach o różnych porach, a potem o najróżniejszych godzinach mają zajęcia dodatkowe, rodzice mają elastyczne godziny pracy, co oznacza, że albo stają się nieprzewidywalni, albo wcale ich nie ma.

Nie zmienię świata, który pędzi nie oglądając się na moje sentymenty. Organizuję kulinarnie tydzień według rozkładu jazdy domowników – trudno, jesli nie siadają razem do stołu, jedzą odgrzewane potrawki lub treściwe zupy gulaszowe. Niestety, gdy już uda nam się wspólnie zjeść, na ogół jest dość późno, by wciskać w siebie 3-daniowy obiad. Musimy zadowolić się głównym daniem, a na ciasto poczekać do weekendu. Nie jesteśmy wyjątkiem, tak wygląda sprawa obiadu u większości moich koleżanek. Prawdziwe, rodzinne obiady mają tylko niepracujący lub pracujący we własnym domu freelancerzy; cała reszta zatrudnionych na etacie spędza dzień poza domem, stołując się w coffee shopach, biurowej kuchni lub w zakładowych stołówkach.

Kiedy nachodzą mnie takie refleksje, przypomina się genialna scena z Czterdziestolatka – rozmowa wychowcy z uczniami klasy Jagody. Jeden z uczniów deklaruje tam chęć zostania zawodowym… rencistą, żeby mieć czas na spacery, kontemplowanie przyrody, czytanie książek. Trudno się z nim nie zgodzić. W innych okolicznościach byłby rentierem, a w tej sytuacji pozostaje mu zostać rencistą…

Wracając do kulinarnego wątku i zmierzając do celu… Przez zmianę rozmiaru obiadu i ograniczenie jego czasu do jednego, ale solidnego dania, prawie w zapomnieniu są zupy, po których nadal mamy ochotę jeść. Zupy, które tylko połechtają nasz żołądek, pobudzą do trawienia i zaostrzą apetyt na główne danie. Jeśli już trafia się rodzinny obiad z prawdziwego zdarzenia, na stół wędruje nieśmiertelny rosół. W moim rodzinnym domu rosół był synonimem niedzieli, bo nie było niedzieli bez rosołu. Pomidorową w tym układzie mogliśmy uznać za synonim poniedziałku…

Nie mam nic przeciwko rosołowi, ale powiem szczerze, obecnie rzadko spotykam dobry rosół. Podawany jest na wszystkich weselach – i zazwyczaj woła o pomstę do nieba. Mnie samej często szkoda czasu na nastawianie rosołu, bo wolę skupić się na pieczeni i wypiekach. Dlatego warto mieć w zapasie pomysły na zupy, które nie są tak wymagające, a z powodzeniem wypełnią nam lukę w menu. Właśnie taką zupą jest wileńska koperkowa. Lekkie jak chmurki lane kluseczki oraz znany jako lek na trawienie koperek są idealnym wstępem do biesiady. To naprawdę udany kompromis obiadowy!

koperkowa 08

WILEŃSKA ZUPA KOPERKOWA

  • 1 porcja włoszczyzny (u mnie 3 marchewki, 1 pasternak i 1 mała rzepa)
  • 2 jajka
  • 3-4 łyżki mąki
  • 4 łyżki posiekanego koperku
  • 1 łyżka masła
  • 120 g gęstej, kwaśnej śmietany
  • kilka listków laurowych
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • sól

W rondlu zagotowujemy 1 ½ l osolonej wody. Włoszczyznę myjemy, obieramy i wkładamy do gotującej się wody wraz z listkami laurowymi i zielem angielskim. Zmniejszamy temperaturę, przykrywamy i gotujemy wywar ok. 45 minut. Wywar przecedzamy do większego garnka.

Mąkę wsypujemy do dzbanka, dodajemy jajka i odrobinę wody. Roztrzepujemy na gładkie, rzadkie ciasto. Zagotowyjemy wywar warzywny i wlewamy do niego cienką strużką ciasto. Gdy kluski wypłyną, zdejmujemy zupę z ognia. Dodajemy masło, śmietanę i posiekany koperek. Krótko podgrzewamy razem.

(przepis z moimi zmianami wg Kulinarnego Atlasu Świata)

Młode ziemniaczki z masłem i koperkiem, czyli lato zawitało do Irlandii

kartofelki 031

To już trzecie lato w tym roku – tak podsumowała rewelacyjną wiadomość moja siostra. Tym razem lato trwało całe 3 dni… Lipiec nad Atlantykiem zazwyczaj jest dość deszczowy, więc każdy przebłysk słońca, każdy ciepły, suchy dzień to święto do oznaczenia w kalendarzu. Bo kiedy przestaje padać, wioska zamienia się w raj.

Wtedy z wdzięcznością myślę, ile radości daje mieszkanie nad oceanem, w pobliżu pięknej, piaszczystej plaży otoczonej pasmem górskim. Góry nad samiutkim oceanem robią wrażenie nie mniejsze niż wysokie, strome klify. Korzystamy więc, ile można. Co tam obiad – po południu, a nawet wieczorem warto wyskoczyć, by pochlapać się w wodzie. Szum morza uspokaja, wycisza, a fale oblewające łydki działają jak najlepszy masaż, są naturalną hydroterapią. Chodzenie po piasku boso pobudza receptory i działa doskonale na mięśnie stóp – wystarczy 15 minut spaceru, by poczuć się bardziej zrelaksowanym i zadowolonym. Morskie powietrze również przyczynia się do poprawy naszego samopoczucia.

kartofelki 021

 

Lekka, krótka pianka to letni niezbędnik w naszej części wyspy – gdy przychodzi przypływ, przynosi ze sobą chłodniejszą wodę. Królisia w swoim „kostiumie” bryka po falach ku zazdrości brata, który brodząc ze mną wzdłuż brzegu, z tęsknotą wodzi wzrokiem za siostrą i tatą wychylającymi się spomiędzy fal. Muszę go mocno trzymać, bo najchętniej pobiegłby prosto w wodę.

kartofelki 030

Niezbędnik plażowy mamy zawsze spakowany, by móc się w 5 minut zebrać i ruszyć na plażę oddaloną 3 minuty drogi od naszego domu. Po powrocie nikt nie ma głowy do wyszukanych obiadów. Królisia woła oczywiście o szybki makaron – uwielbia sztandarowe danie polskich przedszkoli sprzed lat, czyli makaron z twarogiem, cukrem i cynamonem. Z okazji upałów – przedwczoraj było 25°C, co tutaj jest anomalią (!) – zafundowałam Królisi kolejny wakacyjny przysmak z Polski. Młode ziemniaczki z masłem i koperkiem! I kefirem dla pełni szczęścia.

kartofelki 025

Chomiś był wniebowzięty, Królisia przerażona. Malutka z niedowierzaniem słuchała, że jej matka przynajmniej raz w tygodniu w czasie wakacji jadała ziemniaki z masłem, a do tego było jeszcze jajko sadzone. – Przecież jajko sadzone je się na śniadanie! – zdumienie mojej małej Irlandki sięga zenitu za każdym razem, gdy wspominam, że w Polsce jajka sadzone serwuje się też do obiadu. Kiedy oboje z mężem rozpływaliśmy się w zachwytach nad kulinarnym wspomnieniem dzieciństwa, nasze starsze dziecko ze zbolałym wyrazem twarzy przełykała „te nudne ziemniaki”, pomstując na barbarzyńskie zwyczaje rodziców. Dobrze, że chociaż kefir jej smakował!

kartofelki 023

MŁODE ZIEMNIAKI Z MASŁEM I KOPERKIEM

  • 1 kg młodych ziemniaków
  • 1/3 kostki masła
  • sól
  • świeży koperek
  • kefir (lub zsiadłe mleko) do podania

Wymyte ziemniaki wkładamy do osolonej wody, zagotowujemy. Gotujemy ok. 15 – 20 minut (w zależności od rozmiaru i gatunku ziemniaków). Koperek siekamy. Masło roztapiamy na garnuszku. Ugotowane ziemniaki odcedzamy, większe kroimy na kawałki (uważając, by się nie poparzyć – najlepiej w rękawiczkach lub pomagając sobie szczypcami). Ziemniaki polewamy masłem, mieszamy delikatnie. Wykładamy na talerze, posypujemy koperkiem i podajemy od razu. Najsmaczniejsze z chłodnym kefirem.

kartofelki 022

Penne z mozzarellą

penne z mozarella 024

Mam wrażenie, że odkąd zaczęły się wakacje, stoję ciągle przy desce do krojenia, a przy tym nic nie gotuję. Maluchy jak te pisklęta w gnieździe ciągle wołają o jedzenie, a przy tym wybredne są jak francuskie pieski. Podtykam im smakołyki, połkną nieomalże z talerzem, a za moment sterczą przede mną z miną wygłodzonego psa. Gdzie im się to mieści? Co do Chomisia, to wiem gdzie mu się mieści – najczęściej pod kanapą, ale Króliczka wpycha w siebie gargantuiczne ilości, a chuda jest jak niteczka. Gdy nadchodzi już długo oczekiwana pora obiadu, Malutka jak mantrę powtarza życzenie, by na obiad był makaron.

Nieważne z czym, ważne, że będzie makaron. Jak tak dalej pójdzie, zmienię nazwę bloga na Tysiąc potraw z makaronu… Żartuję, na pewno nie będzie tak źle. Jeszcze niedawno chciała jeść tylko ryż, ostatnio wrócił makaron do łask, ciekawe co będzie następne?! W każdym razie wczoraj na odczepnego zrobiłam wyjątkowo banalne rurki z mozzarellą – właściwie jedyną fantazją jest tu zapieczenie na koniec w piekarniku, by utworzyła się taka skorupka z sera na wierzchu. Przygotowanie obiadu zredukowane do minimum, żeby móc się oddać innemu hobby, a mianowicie szyciu ubranek dla lalki.

strappy tank top 022

Królisia zażyczyła sobie koszulkę na ramiączkach dla Sii, więc trzeba było to życzenie zrealizować. Porządkowałam ostatnio garderobę dzieci – rosną jak na drożdżach – i znów wór za małych rzeczy stanął w korytarzu. Postanowiłam zrobić mały recycling i z pidżamki wycięłam plecy – starczyło akurat na koszulkę. Biała podkoszulka w niebieskie paski to element niezbędny latem dla każdej elegantki, nawet takiej co mierzy tylko  46 cm! Lala może teraz opalać ramiona i czekać cierpliwie, aż znajdę czas na uszycie jej spódniczki do kompletu…

strappy tank top 023

penne z mozarella 022

PENNE Z MOZZARELLĄ

  • 2 puszki podłużnych pomidorów w całości (400 g każda)
  • 4 łyżki oliwy
  • 2 łyżki posiekanej pietruszki lub bazylii
  • 2 kulki mozzarelli (125 g każda)
  • 150 g parmezanu
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 350 g makaronu penne rigate

Wstawiamy osoloną wodę na makaron. Mozzarellę kroimy w kostkę, parmezan ścieramy na dużych oczkach tarki. Piekarnik nagrzewamy do temp. 180°C.

Gdy woda zacznie się gotować, wrzucamy makaron, mieszamy i gotujemy ok. 9-10 minut (lub tyle, ile podaje instrukcja na opakowaniu). Do rondla wlewamy oliwę oraz pomidory, stawiamy na średnim ogniu i podgrzewamy, rozbijając pomidory drewnianą łyżką. Wrzucamy połowę porcji parmezanu, całą posiekaną zieleninę i przyprawiamy do smaku. Zagotowujemy i zdejmujemy z palnika.

Ugotowany makaron odcedzamy, a nastepnie przekładamy do żaroodpornego naczynia. Zalewamy sosem i dodajemy pokrojoną mozzarellę, mieszamy całość. Posypujemy pozostałym parmezanem i wstawiamy na 10 minut do piekarnika. Podajemy od razu.

penne z mozarella 023

(przepis Twiggy dla The Meat Free Monday Cookbook – zmieniłam tylko proporcje)

Domowa granola z morelami, orzechami laskowymi i pestkami słonecznika

granola 023

Króliczka da się posiekać za jakiekolwiek płatki z mlekiem na śniadanie. Kiedy my opychamy się jajkami na bekonie, tudzież jajecznicą z boczkiem, nasze dziecko z zapałem zajada „karmę dla chomika”, jak to zwykł mawiać mój tata. Dziś zawisły czarne chmury nad moją głową, gdy Malutka odkryła, że zapas muesli się wyczerpał. Postanowiłam wysprzątać kuchenne szafki i zużyć choć część orzechów i suszonych owoców, które tam zalegają, żeby zrobić dziecku granolę. Bakalie do mojej kuchni chyba są wnoszone przez myszy, bo zawsze borykam się z ich nadmiarem.

Tym razem udało mi się zużyć pestki słonecznika i orzeszki laskowe, zawsze to luźniej na półce. Granolę można przygotować z dowolnych składników – po prostu dodajcie ulubione orzechy i pestki do płatków owsianych, uprażcie je z miodem lub złocistym syropem, dosypcie suszonych owoców i gotowe. Chociaż preferuję miód, to musiałam dodać golden syrup, bo akurat miód schodzi nam w ogromnych ilościach – używany jest jako smakołyk, kosmetyk i lekarstwo.

granola 022

Granolę czasami stawia się jako przykład superzdrowego śniadania, ale mnie się tak bardzo zdrowa nie wydaje. Raz – jest to śniadanie na słodko (dlatego tak bardzo kocha je nasza córka), a dwa – ile trzeba jej zjeść, żeby czuć się najedzonym. Szczerze mówiąc, wolę świeże produkty niż suszone, ale od czasu do czasu chętnie podkradnę porcję płatków z sekretnego słoika Królisi. W każdym razie domowa wersja jest na pewno zdrowsza od kupnej, gdyż zawiera znacznie mniej cukru, bo smaku daje jej duża ilość bakalii. W przepisie poniżej jest ich więcej niż samych płatków, w kupnej granoli będzie ich tylko kilka procent! Przygotowanie nie jest ani trudne, ani pracochłonne, a przy tym można zużyć zawartość wszystkich napoczętych opakowań.

granola 021

GRANOLA Z MORELAMI, ORZECHAMI LASKOWYMI I PESTKAMI SŁONECZNIKA

  • 300 g płatków owsianych
  • 115 g orzechów laskowych
  • 120 g rodzynek
  • 110 g suszonych moreli
  • 60 g pestek słonecznika
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego
  • 3 łyżki „złotego syropu”
  • 3 łyżki naturalnego, płynnego miodu

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Miód, golden syrup i olej wlewamy do rondelka i na małym ogniu podgrzewamy, aż się staną się rozpuszczą i połączą. Do dużej miski wsypujemy orzechy laskowe, pestki słonecznika i płatki owsiane, mieszamy, a następnie zalewamy syropem, mieszamy raz jeszcze i wykładamy na blaszkę z rantem, rozprowadzając równo. Pieczemy ok. 10 minut, wyjmujemy blaszkę i mieszamy składniki, wstawiamy ponownie do piekarnika na kolejne 10 minut, pilnując, by zbytnio nie przypiec – płatki mają tylko lekko zbrązowieć.

Po wyjęciu odstawiamy do przestudzenia. Morele kroimy w kosteczkę. Dodajemy wraz z rodzynkami do przestudzonej granoli. Granolę przechowujemy w czystym, szczelnym pojemniku. Podajemy z ulubionym mlekiem lub jogurtem na śniadanie.

granola 024