Burgery z marchewki, cukinii i halloumi z dressingiem z tahini

burgery 021

… czyli jak nie zostać jaroszem!

Są pyszne, są sycące, są kolorowe. Wyglądają tak zachęcająco, że naprawdę chce się je zrobić. Ale ich produkcja to droga przez mękę. Bieg surwiwalowy przez bagna i chaszcze. Pot, brud i łzy.

Dosłownie, bo burgery zyskują swoją formę dopiero po odwróceniu ich na patelni. Wcześniej po prostu się nie zlepią na tyle mocno, by móc je byle jak przełożyć. Ale zanim w ogóle położycie je na patelnię, trzeba je mniej więcej uformować, odciskając sok, który zabarwi wam dłonie na pomarańczowo. Położone na patelni trzeba pilnować, żeby się nie rozpadły, no a potem trzeba je obrócić, przytrzymując drugą ręką, a przy tym uważać, żeby się nie oparzyć. O sprzątaniu nie wspominam, bo to kwestia indywidualna – u mnie dla przykładu zawsze jest pobojowisko…

Jeśli więc krąży wam myśl o wegetarianizmie, ale raczej szukacie pretekstu, by tę myśl odegnać precz, to jest to przepis dla was. Co prawda niebo w gębie, ale życia nie starczy, by się tak mordować. Jeśli jednak potrzebujecie pretekstu w drugą stronę, to kupcie sobie kaczkę w Lidlu – 45 minut wyskubywania resztek piór skutecznie zohydzi wam obiad.

Do odważnych świat należy, toteż nie wątpię, że znajdą się amatorzy marchewkowych burgerów. Kto wie, może nawet znajdziecie jakiś patent na ułatwienie sobie pracy. Ja nawet zastanawiałam się nad użyciem okrągłych foremek, żeby utrzymać masę w jednym miejscu na patelni. Ostatecznie uznałam, że dam radę, w końcu nie takie przygody w kuchni miałam. Ogumienie z piekarnika mi na przykład opadło na rękę, gdy wyjmowałam muffiny – blizny już praktycznie nie widać. Wybuch puszki mleka skondensowanego to było coś, chociaż wtedy to nie była moja puszka. Wiec „sypkie” burgery, to już naprawdę lekki kaliber kuchenny.

A dressing z tahini możecie zrobić sobie i bez burgerów. Będzie idealny do wszystkiego, co zawiera marchewkę.

burgery 024

burgery 023

BURGERY Z MARCHEWKI, CUKINII I HALLOUMI  Z DRESSINGIEM Z TAHINI

Dressing:

  • 120 ml jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki tahini
  • 2 łyżki soku z limonki
  • 1 łyżeczka syropu klonowego
  • szczypta soli

Burgery:

  • 200 g halloumi
  • 1 duża marchewka
  • 1 mała cukinia
  • kilka gałązek świeżej mięty lub kolendry
  • sezam

oraz:

  • dobre, chrupiące bułki
  • mieszanka sałat
  • czerwona kapusta ze słoika
  • awokado

Wszystkie składniki dressingu mieszamy ze sobą.

Marchewkę i cukinię obieramy i razem z serem ścieramy na dużych oczkach. Z gałązek mięty lub kolendry odrywamy liski i drobno siekamy. Marchewkę, cukinię, halloumi i miętę mieszamy w misce, a następnie formujemy 6 kotlecików. Obtaczamy każdy w sezamie.

Rozgrzewamy patelnię (odpowiednią do smażenia bez tłuszczu), smażymy kotleciki z obu stron. Bułki rozcinamy, spody smarujemy dressingiem, układamy na nich liście sałaty, na to plasterki awokado, na nich kotleciki marchewkowe, na nich kapustę czerwoną i przykrywamy wierzchami bułek. Podajemy z pozostałym dressingiem.

burgery 022

(przepis wg „Good Food” April 2016)

Sałatka fatoush z grillowanym serem halloumi

fatoush 21

Fatoush (lub fattoush, fattoosh, fattouche, fatush… lub jakkolwiek inaczej zapiszemy fonetycznie z arabskiego) to pochodząca z Lewantu sałatka z opieczonym chlebem pita. Egzotyczna nazwa może być myląca, ale to najzwyklejsza sałatka z sałaty, rzodkiewki, cebulki, ogórka, pomidorów i papryki. Najbardziej egzotycznym dodatkiem jest sumak, przyprawa, którą ciężko dostać w supermarkecie. Znajdziecie ją w arabskich sklepach z żywnością „halal” oraz w sklepach z orientalnymi produktami. Możecie też zastąpić ją… otartą skórką z niewoskowanej cytryny wymieszaną z odrobiną soli.

Skoro sałatka egzotyczna jest tylko z nazwy, to właściwie pozamiatane, bo czym się tu ekscytować? Ogórkiem z rzodkiewką i cebulką? W The Meat Free Monday Cookbook zwróciłam uwagę akurat na tę sałatkę nie ze względu na nazwę, ale ze względu na zdjęcie. Podana z hummusem i grillowanym serem halloumi sprawiała tak interesujące wrażenie, że po prostu musiałam ją zrobić. Czasami zobaczę coś na zdjęciu i czuję, że to samo musi znaleźć się na moim talerzu, cokolwiek to jest. Zdarza się, że nie jest to zdjęcie ilustracyjne do przepisu, ale po prostu zdjęcie potrawy zobaczone w internecie, wtedy kombinuję, co i ile, i jak to zrobić. Tym razem przepis był obok, więc nie musiałam zgadywać, czy to zielone to ogórek, czy może jednak papryka..

W trakcie mieszania  w misce wysłałam zdjęcie mężowi. Ale się ucieszył! Jak dotarł do domu od razu złapał za widelec! Pierwszy kęs i wielkie oczy: – Och, Ty! Na zdjęciu wyglądało jak kurczak, a to pieczywo! Zjadł do ostatniego listka sałaty, ale powtarzał, że to mi się lepiej udało, niż tegoroczny dowcip primaaprilisowy. Popłakałam się ze śmiechu, bo wcale nie miałam zamiaru go zwodzić, gdyż widział, którą książkę przeglądałam poprzedniego wieczoru. Ach, ci mężczyźni!

ocean 23

fatoush 22

SAŁATKA FATOUSH Z GRILLOWANYM SEREM HALLOUMI

  • 2 opakowania sera halloumi (225 g każde)
  • hummus (przepis tutaj)
  • 3 podłużne chlebki pitta
  • 4-5 łyżek oliwy
  • 4 spore garści mieszanych liści sałatowych
  • ½ ogórka wężowego
  • 5 zielonych cebulek
  • 6 rzodkiewek
  • 200 g pomidorków koktajlowych (słodkich)
  • 1 czerwona papryka
  • 1 zielona papryka
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • 2 łyżki posiekanej kolendry
  • sok z 1 cytryny
  • sól
  • pieprz
  • 2 łyżeczki sumaka (lub skórka otarta z cytryny)

Piekarnik ustawiamy na funkcję grilla. Chlebki pita grillujemy, aż zaczną nabrzmiewać. Wyjmujemy je, ostrożnie rozcinamy, rozkładamy na płasko i smarujemy w środku oliwą. Wkładamy do piekarnika i pieczemy, aż się lekko zezłocą. Kruszymy je na kawałki „na jeden kęs” i zostawiamy do ostygnięcia.

Sałatę myjemy, targamy liście na mniejsze kawałki i wkładamy do dużej miski. Ogórek obieramy (opcjonalnie), kroimy w półplasterki. Z umytych cebulek usuwamy zewnętrzną warstwę, odcinamy końcówkę i kroimy. Myjemy pomidorki, rzodkiewki i papryki. Pomidorki kroimy na pół, z obu papryk usuwamy gniazda nasienne i kroimy w sporą kostkę, z rzodkiewek odcinamy końcówki i kroimy w plasterki (jeśli mają ładne, świeże liście nie wyrzucam ich, tylko robię pyszne i bardzo zdrowe pesto!). Wszystkie warzywa wrzucamy do miski z sałatą. Dodajemy posiekane zioła i pokruszone chlebki pita.

W małej misce mieszamy pozostałą oliwę z sokiem z cytryny oraz solą i pieprzem. Zalewamy sałatkę, posypujemy sumakiem (lub skórką z cytryny), mieszamy i odstawiamy na pół godziny.

Tuż przed podaniem grillujemy ser halloumi pokrojony na plasterki ok. 1 – 1 ½ cm (na patelni lub w piekarniku – wg instrukcji na opakowaniu). Sałatkę podajemy z usmażonym serem i hummusem.

ocean 22
(przepis wg The Meat Free Monday Cookbook z niewielkimi zmianami)

Makaron nadziewany ricottą i szpinakiem

makaron szpinak 014

Ricotta ze szpinakiem to klasyczne połączenie, którego nie trzeba specjalnie przedstawiać. Bardzo lubię przekładać tym nadzieniem lasagne, ale tym razem przemogłam się i nafaszerowałam pennoni rigati giganti. Makaron, który kupiłam już jakiś czas temu, trochę mnie przerósł…, bo nie mogłam się zdecydować, czy go nadziać i zapiec, czy wymyślić do niego jakiś sos. Są dostępne mniejsze pennoni, ale mój makaron miał otwory niemal tak duże jak cannelloni, tylko o nieregularnych kształtach.

Koniec końców postanowiłam zrobić zapiekankę. Wysypałam więc całą zawartość paczki i wybrałam te sztuki, które przynajmniej na jednym końcu miały wystarczająco okrągły, szeroki otwór, by łatwo było nałożyć do niego nadzienie. Niektórzy polecają nadziewać przy pomocy rękawa cukierniczego, ale wtedy trzeba naprawdę drobno posiekać cebulę, pieczarki i szpinak, żeby nadzienie miało konsystencję prawie pasty. Ja jednak lubię widzieć różnicę między daniem przygotowanym w domu, które właśnie wygląda nieprofesjonalnie, a idealnym produktem fabrycznym. Nakładanie łyżeczką farszu to jest zabawa, w sumie nie na moją cierpliwość, ale od czasu do czasu mogę się wysilić.

Rodzina zacierała ręce z radości, widząc, że szykuje się im uczta. Mąż zaglądał przez ramię i komentował: – Ja zjem tyle, Królisia tyle, to tobie kochanie zostaną dwie rurki… Chciałby mieć tak pojemny żołądek, a przecież jeszcze czekało słodkie „co nieco” –  z pozostałych białek zrobiłam kokosanki. Z podanych składników wychodzą cztery solidne porcje, ale danie łatwo można zmodyfikować, by móc nakarmić nim większą ilość osób. Polecam, klasyczne smaki nigdy nie wychodzą z mody!

makaron szpinak 011

MAKARAON NADZIEWANY SZPINAKIEM I RICOTTĄ

  • 300 g pennoni rigati giganti lub 250 g cannelloni
  • 680 g passaty pomidorowej
  • 2 łyżki oliwy
  • 300 g świeżego szpinaku (i łyżka masła) lub 250 g mrożonego
  • opakowanie ricotty (ok. 250 g)
  • 2 żółtka
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 1 mała cebula
  • szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • 60 g cheddara
  • 100 g pieczarek
  • duża garść świeżej bazylii
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Świeży szpinak myjemy i gotujemy na dużej patelni, na maśle, aż liście zwiędną. Odstawiamy do wystygnięcia, a następnie dość drobno kroimy. Mrożony szpinak wystarczy posiekać. Bazylię siekamy, cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę. Oczyszczone pieczarki drobno siekamy. Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę. Cheddar ścieramy na drobnych oczkach tarki. Cebulę, szpinak, żółtka, 40 g sera, czosnek, ricottę, połowę bazylii i pieczarki mieszamy razem w misce i przyprawiamy gałką, solą i pieprzem.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Farszem nadziewamy makaron (łyżeczką lub za pomocą rękawa cukierniczego). Nafaszerowany makaron układamy w żaroodpornym naczyniu tak, aby leżał w jednej warstwie. Na wierzch wylewamy passatę pomidorową, skrapiamy oliwą, przyprawiamy solą i pieprzem, a następnie posypujemy pozostałą bazylią i resztką cheddara. Przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy na 20 minut do piekarnika. Następnie zdejmujemy folię i pieczemy bez przykrycia jeszcze 20 minut (aż makaron będzie miękki – łatwo sprawdzić, naciskając wykałaczką lub końcem noża).

makaron szpinak 015

(przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” April 2016)

Tagliatelle z sosem orzechowym (salsa di noci)

salsa-015

Kulinarnie Liguria słynie jako ojczyzna pesto. Pesto alla genovese dla rozmiłowanego w kulinariach Włocha oznacza świeżo przygotowany sos z prawdziwej (lokalnej) oliwy i liguryjskiej bazylii o drobnych liściach, a nie maziatą papkę ze słoika utrwaloną w najlepszym razie octem. W tym miejscu zgadzam się z konserwatywnymi smakoszami – pesto ze sklepu jest albo zupełnie bez smaku, albo… obrzydliwe. Tylko co zrobić, gdy wciąż za mało słońca, by cieszyć się bazylią?

Zastanowiło mnie, z czym też Liguryjczycy mieszają makaron poza bazyliowym sezonem… Łatwo się domyślić, że muszą mieć inne sosy, bo przecież nie wcinają makaronu na sucho. Sos orzechowy – salsa di noci – jest numerem dwa. Nie zrobił takiej kariery poza granicami kraju jak pesto, ale wcale nie znaczy, że jest mniej wart. Paradoksalnie łatwiej go odtworzyć na drugim końcu Europy, bo orzechom wszystko jedno jakie słońce je ogrzewa i jaki wiatr owiewa, a bazylię na pesto musi podmuchać wiatr od Morza Liguryjskiego i ogrzać słońce, które oświecało głowę Kolumba.

salsa-013

Oczywiście wcale nie rozchodzi się o bazylię. O orzechy też nie. Tylko o błagający o zjedzenie makaron zalegający w kuchennej szafce. Te tagliatelle akurat zielone (od dzikiego czosnku), a nudno zielone polewać zielonym. Dlatego tak bardzo było mi potrzeba innego sosu, który byłby równie prosty, równie smaczny i do tego oryginalny. Salsa di noci spełnia wszystkie te warunki, więc ze spokojnym sumieniem mogę zaopatrzyć się w kolejną paczkę makaronu…

salsa-016

TAGLIATELLE Z SALSA DI NOCI

  • 18 orzechów włoskich
  • 50 g orzeszków piniowych
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • 250 ml świeżej śmietany
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 3 łyżki świeżo startego parmezanu
  • 1 1/3łyżki masła
  • tagliatelle

Orzechy włoskie łuskamy, wyłuskane wkładamy do malaksera wraz z orzeszkami piniowymi. Obieramy ząbek czosnku i wraz z natką pietruszki dodajemy do orzechów. Całość miksujemy – orzechy mają być drobno posiekane, ale nie zamienione w pastę. Przekładamy do miski, wlewamy pomału śmietanę, ciągle mieszając. Doprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy.

Tagliatelle gotujemy al dente wg instrukcji na opakowaniu. Ugotowane odcedzamy. Do garnka z makaronem wkładamy parmezan, masło i wlewamy sos.  Garnek ustawiamy na bardzo małym ogniu i całość mieszamy, gotując chwilę, aż sos się zagrzeje,  a ser i masło rozpuszczą. Serwujemy na podgrzanych talerzach.

salsa-012
(przepis wg Culinaria Italy z moimi niewielkimi zmianami)

 

Dhal z soczewicy z jarmużem i szpinakiem

dhal-003

Czy wiecie, że soczewica jest jedną z najstarszych roślin uprawnych? Na terenie dzisiejszej Polski uprawiano ją już w okresie neolitu. Pewnie też nie wiecie, że jest jednym z najbardziej pożywnych produktów spożywczych? A to właśnie na soczewicy opierała się dieta starożytnych Egipcjan, Greków a później Rzymian! Soczewica zaczęła znikać z codziennego menu wraz ze zwiększaniem się konsumpcji mięsa – do tego stopnia, że sama znałam ją przede wszystkim jako roślinę… biblijną, za miskę której Ezaw sprzedał pierworództwo.

Ta miska soczewicy krąży sobie w literaturze razem z innymi biblijnymi frazeologizmami, ale wciąż ciężko jej trafić do jadłospisu przeciętnej rodziny. Nie trzeba być wegetarianinem, żeby się nią zajadać – do pierogów z soczewicą czy do aromatycznego dhala przekonał się nawet mój mięsożerca. Nie tylko się przekonał, był wręcz zdziwiony, dlaczego tego nie jadamy, skoro to takie dobre. Jak tak dalej pójdzie, może wkrótce na pytanie o obiad, nie będzie oczekiwał nazwy rodzaju mięsa jako odpowiedzi…

Spróbujcie, jeśli dotychczas omijaliście soczewicę w sklepie, na pewno nie pożałujecie. Żebyście nie zapomnieli, co macie kupić – fragmenty dwóch wierszy Tadeusza Nowaka w wykonaniu Marka Grechuty. „Droga za widnokres” to moja ulubiona płyta Grechuty i jedna z niewielu płyt, która podoba mi się od pierwszego do ostatniego dźwięku. Znalazłam ją dawno temu wśród kompaktów w fonotece mojej Babci i tak została ze mną na zawsze…

dhal-004

DHAL Z SOCZEWICY Z JARMUŻEM I SZPINAKIEM

  • 300 g czerwonej soczewicy
  • 1 łyżka kminu rzymskiego
  • 1 łyżka kurkumy
  • 1 łyżeczka gorczycy
  • ½ łyżeczki chili
  • 1 łyżka oleju
  • 1 cebula
  • 4 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru (ok. 3 cm)
  • 2 łyżki pasty pomidorowej
  • 1 puszka pomidorów (400 g)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 200 ml wywaru warzywnego
  • 50 g szpinaku
  • 50 g jarmużu
  • chlebki naan do podania

Soczewicę płuczemy, odsączamy i wsypujemy do rondla. Zalewamy wodą, zagotowujemy – gotujemy przez 5 minut, a następnie odsączamy na sitku.

Obieramy i kroimy cebulę, obieramy i siekamy czosnek (lub rozgniatamy). Obieramy imbir i ścieramy go na tarce. Na suchej, głębokiej patelni lub w sporym rondlu prażymy na średnim ogniu przyprawy: kmin, gorczycę, kurkumę i chili – niecałą minutę, aż ziarna gorczycy zaczną „pykać”. Wlewamy olej, wrzucamy cebulę i gotujemy, mieszając, przez 2-3 minuty. Dodajemy czosnek i imbir, gotujemy jeszcze minutę.

Wlewamy pomidory z puszki, dodajemy purée z pomidorów, cukier, odsączoną soczewicę i zalewamy wywarem z warzyw. Gotujemy na małym ogniu ok. 15 minut, mieszając od czasu do czasu. Jeśli za bardzo zgęstnieje, dolewamy odrobinę wody lub wywaru.

Myjemy i osuszamy liście szpinaku i jarmużu. Małe wrzucamy w całości do potrawy, duże pozbawiamy ogonków i siekamy przed dodaniem do potrawy. Całość mieszamy. Podajemy z chlebkami naan.

(przepis wg „Easy Food” September 2015)


Nasiona roślin strączkowych na talerzu
Nasiona roślin strączkowych na talerzu

“Hummus” z czarnej fasoli (oraz wrapy z tym hummusem)

hummus-z-fasoli-016

Jeśli czytaliście poprzedni wpis, wiecie, że trafiłam na wyjątkową puszkę czarnej fasoli. Nie dość, że była to ekologiczna fasola w samej wodzie (bez soli!), to jeszcze trafiła mi się podwójna porcja. Po otwarciu okazało się, że puszka jest napchana po same brzegi, a fasola tak ubita, że nie tylko nie było co odsączać, ale też ledwo udało się ją wydłubać z puszki. Łyżka mi się zaczęła wyginać, więc wyskrobałam fasolę widelcem. Nie byłabym sobą, gdybym nie zważyła zawartości. Okazało się, że mam całe 480 g fasoli, choć puszka teoretycznie miała zawierać 400 g fasoli wraz z zalewą, a bez zalewy to jedynie 230 g. Czyli miałam bonusowo drugą porcję. Niestety po wydłubaniu jej z opakowania nie prezentowała się zbyt elegancko, bo zamieniła się w breję.

Mąż chciał od razu wyrzucić całą zawartość, ale solennie obiecałam zużyć całość w ciągu 24 godzin. W jakiejś gazecie widziałam kiedyś pomysł na meksykański „hummus” właśnie z czarnej fasoli, ale czas gonił, więc nie wertowałam wszystkich magazynów kulinarnych jakie zalegają mi w domu, by znaleźć przepis, szczególnie, że nie mam pewności, że to była moja gazeta. Mam paskudny nawyk oglądania każdej gazety z przepisami, jaka mi się nawinie. Kiedyś przepisywałam na karteluszkach co ciekawsze przepisy, a potem je gubiłam w przepastnych czeluściach moich toreb. Teraz, dzięki postępowi techniki, robię zdjęcia telefonem, a potem już tylko zapominam o sfotografowanych recepturach. Na szczęście te najciekawsze pomysły zostają w mojej głowie w zarysie, uzupełniam je odrobiną wyobraźni i voilà! – hummusowa pasta do chleba, tortilli czy nachos gotowa.

hummus-z-fasoli-014

Wysmarowałam nią placki tortilli, które potem napchałam warzywami. Mnie wegetariańska wersja w zupełności zadowala, ale mięsożercy mogą usmażyć sobie kurczaka, jeśli bez niego mieliby umrzeć… Mój Mąż już tam dobrze wie, że to o nim… Moim zdaniem bez mięsa jest smaczniejsze, bo że zdrowsze, nie trzeba nikogo przekonywać.

hummus-z-fasoli-013

„HUMMUS” Z CZARNEJ FASOLI

  • 480 g czarnej fasoli z puszki (po odsączeniu z zalewy)
  • 2 papryczki chili
  • 4 łyżki soku z limonki
  • duża garść świeżej kolendry
  • 1 łyżka oliwy

Papryczki rozkrawamy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy na mniejsze kawałki. Wkładamy wraz z wypłukaną fasolą do malaksera, dodajemy pozostałe składniki i dokładnie miksujemy (można użyć też ręcznego blendera).

WRAPY Z „HUMMUSEM” FASOLOWYM

  • 4 wrapy (tortille)
  • hummus z czarnej fasoli
  • oliwa
  • mini kukurydze (2 graści)
  • groszek cukrowy (2 graści)
  • 3 marchewki
  • ½ czerwonej papryki
  • awokado
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • ogórek

Marchewki myjemy, obieramy i kroimy w słupki. Kukurydze myjemy. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju i wrzucamy kukurydze wraz z marchewkami. Smażymy kilka minut, dodajemy umyty groszek cukrowy, przyprawiamy solą i pieprzem. Ogórek kroimy w plasterki, z papryki usuwamy gniazdo nasienne i kroimy w paski. Awokado rozkrajamy na pół, usuwamy pestkę, obieramy i kroimy w plasterki.

Placki tortilli przygotowujemy wg instrukcji na opakowaniu. Każdy smarujemy dość grubo hummusem fasolowym, na nim układamy warzywa, całość składamy i spinamy wykałaczką. Podajemy od razu. Kto woli wrapy na ciepło, może złożone już podgrzać w kuchence mikrofalowej, w piekarniku lub zgrzać w zgrzewarce (opiekaczu) do kanapek.

hummus-z-fasoli-012

Zupa z ciecierzycy (oraz o problemach siedmiolatki)

zupa-z-ciecierzycy-007

Króliczka przechodzi trudny okres zachcianek. Trudny dla rodziców oczywiście…

Pierwsza trudność jest taka, że zazwyczaj sama zainteresowana niespecjalnie wie, co tak naprawdę chce, a nawet jeśli wie, to ma specyficzny problem podzielenia się tą wiedzą. Rodzice powinni się przecież sami domyślić, jakie pomysły rodzą się w głowie ich pociechy.

Druga trudność jest taka, że zachciankę nie zawsze można zrealizować i wcale nie dlatego, że brakuje nam dobrych chęci. Przykładowo – wielkim marzeniem Króliczki są wiązane buty, jakiekolwiek, byle były wiązane. Ma jednak drobną nóżkę, a w jej rozmiarze większość butów ma imitację wiązania lub wiązanie wspierane rzepami lub zamkiem. Do dorosłych butów musi jeszcze jej troszkę stopa urosnąć, z czym absolutnie nie chce się pogodzić…

Kolejna trudność to nieumiejętność przewidzenia wystąpienia krótkotrwałej potrzeby przez rodziców. Takiej do zrealizowania z dnia na dzień. Przykładowo – dzień przed wycieczką dostała ze szkoły wytyczne, że ma zabrać gumiaki w siatce oraz kurtkę przeciwdeszczową. Kurtkę ma, ale gumiaków jej w tym roku nie kupiliśmy, bo już wyrosła ze skakania po kałużach. Zaproponowałam jej martensy (które dostała w ramach poszukiwania wspomnianych butów wiązanych, niestety nie są na 100% spełnieniem marzeń, bo mają również zamek). Nie chciała, bo choć martensy są doskonałe do chodzenia po błocie, to najważniejsze okazało się zabranie butów w siatce, by mieć zabawę z ich zmienianiem. Ostatecznie pojechała z butami do jazdy konnej, co ją na szczęście usatysfakcjonowało…

Następna trudność zachciankowa to sytuacja, gdy nasza córka sama przyznaje, że sprawa jest bzdurna, ale „nic na to nie poradzi”… Taka jak dołujące uczucie zazdrości, bo koleżanka przyniosła do szkoły nową lalkę. – A ja nie mam nic fajnego! – rozpacz, foch, złość, żal, dziki ryk i rzeka łez. Szczęśliwie mąż doznał oświecenia i przypomniał sobie, że Króliczka dostała na urodziny jakieś bony do sklepu z zabawkami. W sobotę mogła więc zaspokoić swoje pragnienie (bez uszczerbku dla naszego portfela) i kupiła sobie lalki z konikiem…

Najmniej trudności sprawiają mi jej zachcianki kulinarne. Ostatnia – ugotuj mi zupę, jakiej jeszcze nigdy nie jadłam. Mówisz i masz. Zupa z ciecierzycy. Sądząc po minie z jaką Króliczka ją jadła, nie przypadła jej do gustu, ale za nic w świecie nie przyznałaby się. Przełykając kolejną łyżkę z grymasem na twarzy, wygłaszała wciąż peany na temat dania. Kto lubi ciecierzycę, będzie zachwycony, a kto nie lubi, tego pewnie i tak nic do niej nie przekona.

zupa-z-ciecierzycy-008

zupa-z-ciecierzycy-006

ZUPA Z CIECIERZYCY

  • 2 puszki ciecierzycy (400 g każda)
  • 3 łyżki oleju słonecznikowego
  • ½ łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka nasion kminu rzymskiego
  • 2 ząbki czosnku
  • 2-centymetrowy kawałek imbiru
  • papryczka chili (lub suszone krążki chili)
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • crème fraîche (lub jogurt grecki)
  • świeża kolendra
  • zielona cebulka

Ciecierzycę płuczemy i dokładnie odsączamy na sitku. Czosnek obieramy i kroimy. Imbir obieramy i ścieramy na tarce. Papryczkę chili rozkrawamy i usuwamy nasiona (jeśli używamy świeżej). Olej rozgrzewamy w rondlu, wrzucamy czosnek, imbir, kmin, kurkumę i chili. Smażymy, mieszając, aż czosnek nabierze koloru.

Wrzucamy ciecierzycę i zalewamy wodą tak, by było jej ok. 1 centymetr ponad warzywami. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 15 minut. Blendujemy na gładko. Przyprawiamy solą i pieprzem i podgrzewamy.

Rozlewamy do misek. Do każdej porcji dodajemy łyżkę śmietany lub jogurtu oraz posiekaną cebulkę i kolendrę.

zupa-z-ciecierzycy-005

(przepis wg „Food & Wine”, September 2013)