Pieczarki faszerowane szpinakiem

pieczarki 023

Skoro w Irlandii synonimem grzyba jest pieczarka, pieczarki jeść trzeba na sto sposobów, żeby się nie znudziły. Na szczęście lubimy pieczarki, a do tego pieczarka pieczarce różna. Mamy przecież nie tylko zwykłe pieczarki, ale też maluchy zwane button mushrooms, mamy pieczarki z zamkniętymi kapeluszami, mamy brązowe pieczarki – nazywane grzybami z witaminą D, mamy wreszcie duże pieczarki, które świetnie nadają się spód dla solidnych farszów. Continue reading

Advertisements

Fioletowy coleslaw – z czerwonej kapusty i kwaskowatych jabłek

coleslaw 23

Coleslaw to sałatka/surówka, której fenomen trudno zrozumieć, dopóki się jej nie spróbuje. No bo jednak trudno nazwać ją wyrafinowaną, gdy wiemy, że to biała kapusta, trochę marchewki i majonez. Czym się ci Anglosasi tak zachwycają? Dlaczego dadają to do co drugiego dania? Też tak myślałam do momentu, kiedy zostałam poczęstowana hamburgerem z coleslawem. Jest naprawdę cool! Continue reading

Sałatka z pieczonej dyni i pestek granatu z sosem klonowo-musztardowym

sałatka z dyni i granatu 24

Leje, leje, leje…

… i tylko chwilami przebłyskuje słońce, zamienia ulice w połyskliwe wstęgi, odbija się w głębokich kałużach, na moment oślepia bursztynowym blaskiem.

Continue reading

Risotto z pieczarkami i orzechami włoskimi

risotto z grzybami 21

Bardzo lubię brązowe pieczarki. Są one o wiele aromatyczniejsze od białych, mają wyrazisty, intensywny smak i ładnie prezentują się w potrawie. Są też nieco twardsze od białych, a pod czas gotowania zachowują swój kolor. Lubię je również ze względu na brak innych grzybów w irlandzkich sklepach. Poza pieczarkami żadnych grzybów tutaj nie dostanę, więc jestem skazana na suszone, które kupuję za zawrotne pieniądze w polskim sklepie. Przymilam się też do rodziny w kraju, by na święta przysłali mi woreczek prawdziwków.  Jest to co roku najbardziej wyczekiwany prezent!

Continue reading

Sałatka ziemniaczana z rzodkiewkami

sałatka ziemniaczana 21

To już chyba ostatnie tak ciepłe i słoneczne dni w tym roku, choć w głębi duszy mam nadzieję, że prognoza pogody się zmieni i przeczytam jeszcze zapowiedź abundant sunshine! Póki co korzystamy ze sprzyjającej aury, spacerując, bawiąc się na placu zabaw i wystawiając buzie do popołudniowego słońca.

Continue reading

Wileńska zupa koperkowa

koperkowa 09

Paradoksalnie w dzisiejszych nowoczesnych czasach, gdy wszystkie prace ułatwiają nam zaawansowane technologicznie urządzenia, wcale nie zyskujemy na chwilach relaksu, a nawet musimy obcinać z obszarów, które niegdyś były uważane za święte!

Gdzie się podziały rodzinne obiady, które nawet w skromnych gospodarstwach były celebrowane z należytym szacunkiem, które zbierały wszystkich domowników wokół stołu i nie było miejsca na wymówkę od nich? Dzisiaj każdy wpada do domu, kiedy może, zjada coś na szybko i pędzi dalej. Dzieci kończą zajęcia w szkołach o różnych porach, a potem o najróżniejszych godzinach mają zajęcia dodatkowe, rodzice mają elastyczne godziny pracy, co oznacza, że albo stają się nieprzewidywalni, albo wcale ich nie ma.

Nie zmienię świata, który pędzi nie oglądając się na moje sentymenty. Organizuję kulinarnie tydzień według rozkładu jazdy domowników – trudno, jesli nie siadają razem do stołu, jedzą odgrzewane potrawki lub treściwe zupy gulaszowe. Niestety, gdy już uda nam się wspólnie zjeść, na ogół jest dość późno, by wciskać w siebie 3-daniowy obiad. Musimy zadowolić się głównym daniem, a na ciasto poczekać do weekendu. Nie jesteśmy wyjątkiem, tak wygląda sprawa obiadu u większości moich koleżanek. Prawdziwe, rodzinne obiady mają tylko niepracujący lub pracujący we własnym domu freelancerzy; cała reszta zatrudnionych na etacie spędza dzień poza domem, stołując się w coffee shopach, biurowej kuchni lub w zakładowych stołówkach.

Kiedy nachodzą mnie takie refleksje, przypomina się genialna scena z Czterdziestolatka – rozmowa wychowcy z uczniami klasy Jagody. Jeden z uczniów deklaruje tam chęć zostania zawodowym… rencistą, żeby mieć czas na spacery, kontemplowanie przyrody, czytanie książek. Trudno się z nim nie zgodzić. W innych okolicznościach byłby rentierem, a w tej sytuacji pozostaje mu zostać rencistą…

Wracając do kulinarnego wątku i zmierzając do celu… Przez zmianę rozmiaru obiadu i ograniczenie jego czasu do jednego, ale solidnego dania, prawie w zapomnieniu są zupy, po których nadal mamy ochotę jeść. Zupy, które tylko połechtają nasz żołądek, pobudzą do trawienia i zaostrzą apetyt na główne danie. Jeśli już trafia się rodzinny obiad z prawdziwego zdarzenia, na stół wędruje nieśmiertelny rosół. W moim rodzinnym domu rosół był synonimem niedzieli, bo nie było niedzieli bez rosołu. Pomidorową w tym układzie mogliśmy uznać za synonim poniedziałku…

Nie mam nic przeciwko rosołowi, ale powiem szczerze, obecnie rzadko spotykam dobry rosół. Podawany jest na wszystkich weselach – i zazwyczaj woła o pomstę do nieba. Mnie samej często szkoda czasu na nastawianie rosołu, bo wolę skupić się na pieczeni i wypiekach. Dlatego warto mieć w zapasie pomysły na zupy, które nie są tak wymagające, a z powodzeniem wypełnią nam lukę w menu. Właśnie taką zupą jest wileńska koperkowa. Lekkie jak chmurki lane kluseczki oraz znany jako lek na trawienie koperek są idealnym wstępem do biesiady. To naprawdę udany kompromis obiadowy!

koperkowa 08

WILEŃSKA ZUPA KOPERKOWA

  • 1 porcja włoszczyzny (u mnie 3 marchewki, 1 pasternak i 1 mała rzepa)
  • 2 jajka
  • 3-4 łyżki mąki
  • 4 łyżki posiekanego koperku
  • 1 łyżka masła
  • 120 g gęstej, kwaśnej śmietany
  • kilka listków laurowych
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • sól

W rondlu zagotowujemy 1 ½ l osolonej wody. Włoszczyznę myjemy, obieramy i wkładamy do gotującej się wody wraz z listkami laurowymi i zielem angielskim. Zmniejszamy temperaturę, przykrywamy i gotujemy wywar ok. 45 minut. Wywar przecedzamy do większego garnka.

Mąkę wsypujemy do dzbanka, dodajemy jajka i odrobinę wody. Roztrzepujemy na gładkie, rzadkie ciasto. Zagotowyjemy wywar warzywny i wlewamy do niego cienką strużką ciasto. Gdy kluski wypłyną, zdejmujemy zupę z ognia. Dodajemy masło, śmietanę i posiekany koperek. Krótko podgrzewamy razem.

(przepis z moimi zmianami wg Kulinarnego Atlasu Świata)

Młode ziemniaczki z masłem i koperkiem, czyli lato zawitało do Irlandii

kartofelki 031

To już trzecie lato w tym roku – tak podsumowała rewelacyjną wiadomość moja siostra. Tym razem lato trwało całe 3 dni… Lipiec nad Atlantykiem zazwyczaj jest dość deszczowy, więc każdy przebłysk słońca, każdy ciepły, suchy dzień to święto do oznaczenia w kalendarzu. Bo kiedy przestaje padać, wioska zamienia się w raj.

Wtedy z wdzięcznością myślę, ile radości daje mieszkanie nad oceanem, w pobliżu pięknej, piaszczystej plaży otoczonej pasmem górskim. Góry nad samiutkim oceanem robią wrażenie nie mniejsze niż wysokie, strome klify. Korzystamy więc, ile można. Co tam obiad – po południu, a nawet wieczorem warto wyskoczyć, by pochlapać się w wodzie. Szum morza uspokaja, wycisza, a fale oblewające łydki działają jak najlepszy masaż, są naturalną hydroterapią. Chodzenie po piasku boso pobudza receptory i działa doskonale na mięśnie stóp – wystarczy 15 minut spaceru, by poczuć się bardziej zrelaksowanym i zadowolonym. Morskie powietrze również przyczynia się do poprawy naszego samopoczucia.

kartofelki 021

 

Lekka, krótka pianka to letni niezbędnik w naszej części wyspy – gdy przychodzi przypływ, przynosi ze sobą chłodniejszą wodę. Królisia w swoim „kostiumie” bryka po falach ku zazdrości brata, który brodząc ze mną wzdłuż brzegu, z tęsknotą wodzi wzrokiem za siostrą i tatą wychylającymi się spomiędzy fal. Muszę go mocno trzymać, bo najchętniej pobiegłby prosto w wodę.

kartofelki 030

Niezbędnik plażowy mamy zawsze spakowany, by móc się w 5 minut zebrać i ruszyć na plażę oddaloną 3 minuty drogi od naszego domu. Po powrocie nikt nie ma głowy do wyszukanych obiadów. Królisia woła oczywiście o szybki makaron – uwielbia sztandarowe danie polskich przedszkoli sprzed lat, czyli makaron z twarogiem, cukrem i cynamonem. Z okazji upałów – przedwczoraj było 25°C, co tutaj jest anomalią (!) – zafundowałam Królisi kolejny wakacyjny przysmak z Polski. Młode ziemniaczki z masłem i koperkiem! I kefirem dla pełni szczęścia.

kartofelki 025

Chomiś był wniebowzięty, Królisia przerażona. Malutka z niedowierzaniem słuchała, że jej matka przynajmniej raz w tygodniu w czasie wakacji jadała ziemniaki z masłem, a do tego było jeszcze jajko sadzone. – Przecież jajko sadzone je się na śniadanie! – zdumienie mojej małej Irlandki sięga zenitu za każdym razem, gdy wspominam, że w Polsce jajka sadzone serwuje się też do obiadu. Kiedy oboje z mężem rozpływaliśmy się w zachwytach nad kulinarnym wspomnieniem dzieciństwa, nasze starsze dziecko ze zbolałym wyrazem twarzy przełykała „te nudne ziemniaki”, pomstując na barbarzyńskie zwyczaje rodziców. Dobrze, że chociaż kefir jej smakował!

kartofelki 023

MŁODE ZIEMNIAKI Z MASŁEM I KOPERKIEM

  • 1 kg młodych ziemniaków
  • 1/3 kostki masła
  • sól
  • świeży koperek
  • kefir (lub zsiadłe mleko) do podania

Wymyte ziemniaki wkładamy do osolonej wody, zagotowujemy. Gotujemy ok. 15 – 20 minut (w zależności od rozmiaru i gatunku ziemniaków). Koperek siekamy. Masło roztapiamy na garnuszku. Ugotowane ziemniaki odcedzamy, większe kroimy na kawałki (uważając, by się nie poparzyć – najlepiej w rękawiczkach lub pomagając sobie szczypcami). Ziemniaki polewamy masłem, mieszamy delikatnie. Wykładamy na talerze, posypujemy koperkiem i podajemy od razu. Najsmaczniejsze z chłodnym kefirem.

kartofelki 022