Nowy Rok w Dublinie III. Luksusowa dzielnica Ballsbridge

ballsbridge 221

W dublińskiej edycji gry „Monopol” ulice Ailesbury Road oraz  Shrewsbury Road w Ballsbridge oznaczono kolorem niebieskim jako najdroższe. Shrewsbury Road w 2007 roku była 6! najdroższą ulicą na świecie. XIX-wieczna zabudowa ukryta w cieniu stuletnich drzew zamieszkiwana niegdyś była przez lekarzy i prawników z Dublina, a obecnie niebotycznie drogie domy z kortami tenisowymi i basenami w ogródkach nabywają milionerzy związani z rynkiem usług internetowych oraz deweloperskich. Prestiżu ulicom dodają mieszczące się tam liczne ambasady, w tym Ambasada RP. Continue reading

Advertisements

Nowy Rok w Dublinie II. Literacka dzielnica Sandymount

Wśród otrzymanych w tym roku bożonarodzeniowych kartek jedna wyróżniała się szczególnie. Przedstawiała Mikołaja i dziewczynkę na dziwacznej plaży z dwoma kominami fabrycznymi w tle. W pierwszym odruchu pomyślałam, że to jakaś sztuka zaangażowana, ale podpis na odwrocie rozwiał górnolotne myśli. Ilustracja przedstawiała Mikołaja i dziewczynkę na plaży w Sandymount… Continue reading

Powitanie Nowego Roku w Dublinie. Clayton Ballsbridge Hotel

hotel 212

Życie pisze najdziwniejsze scenariusze, a nam zdarzyło się powitanie Nowego Roku w Dublinie. Nigdy nie wpadłabym na taki koncept, ale sytuacja sama się przytrafiła. Do stolicy zagnała nas potrzeba wymiany paszportów, na które wniosek należy osobiście złożyć w konsulacie. Za każdym razem, kiedy nam mniej więcej pasowało udać się na drugą stronę wyspy, okazywało się, że terminy są już zajęte i możemy zapisać się na za 3 tygodnie. Zapisaliśmy się w końcu na wizytę dzień po Nowym Roku, a skoro już musieliśmy spędzić dzień w trasie, postanowiliśmy pojechać dwa dni wcześniej i przywitać 2018 w Dublinie, co mam nadzieję będzie dobrą wróżbą na ten cały rok. Continue reading

Bloomsday beze mnie

16 czerwca miłosnikom Joyce’a skojarzy się od razu z “Ulissesem”. Co roku odbywa się w Dublinie Bloomsday, barwne święto, na które ściągają miłośnicy twórczości pisarza oraz turyści z całego świata.

Kiedy wyruszałam do Irlandii po raz pierwszy, miałam silne postanowienie, że na pewno uda mi się przyjechać do Dublina właśnie 16 czerwca. Mieszkam tu już 7 lat i w stolicy byłam tylko jeden raz w marcu 2010 roku. Pojechałam tam jednak w zupełnie innym celu, chociaż też literackim.

Część hrabstwa, w której mieszkam znana jest jako Yeats Country, ponieważ życie i twórczość noblisty są silnie związane z naszym regionem. I zdarzyło się tak, że zostałam zaproszona do uczestnictwa w warsztatach poświęconych kulturowemu dziedzictwu Sligo. Poszłam z ciekawości i niemal podskoczyłam z radości na krześle, gdy okazało się, że również mogę uczestniczyć w projekcie dotyczacym twórczości braci Yeatsów.

??????????Właśnie  z grupą uczestniczek (fankami poety okazały się być tylko panie) pojechałam do Dublina, by zobaczyć wystawę “The Life and Works of William Butler Yeats” w National Library of Ireland. Szkoda jechać na drugi koniec kraju, by zobaczyć tylko jedną wystawę, więc organizatorzy przygotowali propozycje na atrakcyjne spędzenie popołudnia. Jedną z nich była piesza wycieczka śladami Leopolda Blooma z młodym, przystojnym przewodnikiem, który prócz tych niewątpliwych zalet posiadał również dyplom doktora i był znawcą twórczości Joyce’a.

??????????Marcowa pogoda była kiepska, słońce trochę próbowało się przebić zza chmur, miasto zapchane przez kibiców z całej Irlandii poprzebieranych za leprechauny oraz kibiców ze Szkocji, łatwych do namierzenia z powodu kiltów (wieczorem odbywał się mecz piłkarski), zaś nasza grupa zatrzymywała się przy kolejnych płytach chodnikowych upamiętniających poszczególne epizody powieści, zasłuchana w czytającego fragmenty “Ulissesa” przewodnika. Coś niesamowitego!

Hmm…, Bloomsday jeszcze musi na mnie poczekać…