Ostatnie dni października w Alder Cottage

108

Są dwa głośne święta w Irlandii. Świętego Patryka wiosną i Halloween jesienią. O ile oba święta mają swoje dobre, ładne i radosne strony, o tyle dla sporej grupy Irlandczyków są to dwa dni w roku poświęcone na ekstremalne pijaństwo. Szczególnie hałaśliwe jest Halloween, bo przyciąga przede wszystkim młodych ludzi, którzy – oprócz picia – tej nocy z upodobaniem puszczają przemycone z Irlandii Północnej petardy i fajerwerki. Do tego jeszcze dochodzą dźwięki krążących na sygnale samochodów gardy i ambulansów, pijackie burdy i awantury zakochanych – i mamy obraz wigilii wszystkich świętych widzianej z perspektywy okna w mojej sypialni.

Uciekliśmy. Zaszyliśmy się w sąsiednim hrabstwie, w malowniczo położonym Alder Cottage, którego istnienie potwierdza oficjalna mapa regionu z 1845 roku.

124

Domek stoi ukryty wśród starego drzewostanu, a prowadzi do niego podjazd – drzewny tunel. Wjeżdżając, uczucie jest niesamowite – jakby się przekraczało bramę do innego, baśniowego świata. Sam cottage został rozbudowany i pieczołowicie wyremontowany; obecnie pięknie łączy tradycyjny charakter z potrzebami współczesnego człowieka. Z każdego okna domu rozciąga się malowniczy widok – wysokie drzewa, które o tej porze roku mienią się barwami złota i bursztynu, pastwiska pełne owiec wyciągających szyje, by zobaczyć któż to przyjechał, góra Benbo, wchodząca w skład gór Dartry, które łączą hrabstwa Sligo i Leitrim. Słowem idealne miejsce, by schować się przed hałasem całego świata.

Bohey ma też tę zaletę, że mimo wszystko jest blisko cywilizacji – kilka minut samochodem dzieli je od miejscowości Dromahair z jednej strony, a z drugiej od miasteczka Manorhamilton. Daje to pewne poczucie komfortu, że nie jest się zupełnie odciętym od świata, a jedynie dobrze przed nim ukrytym.

115

W Alder Cottage spędziliśmy zaledwie długi weekend, ale miejsce nadaje się doskonale na dłuższy pobyt. Zarówno dla tych, którzy tylko chcą odpocząć, jak i dla tych, którzy są żądni aktywnego spędzania czasu. W zasięgu ręki, poza najbliższą okolicą, są atrakcje obu hrabstw – Sligo i Leitrim. Niedaleko jest też do granicy z Irlandią Północną. Zaledwie 40 minut drogi wzdłuż jeziora Glencar i dotrzecie do mnie na obiad…

Nie mieliśmy zupełnie planów na pobyt – po prostu chcieliśmy mieć spokój. Był to główny powód, dla którego wybraliśmy się do Alder Cottage. Na miejscu każde z nas zajęło się tym, co mu najbardziej pasowało. Mojemu Mężowi najbardziej przypadła do gustu duża, naprawdę duża wanna, w której przyjemnie było się zanurzyć i relaksować pięknym widokiem za oknem, ciszą przerywaną jedynie świergotem ptaków i pobekiwaniem owiec za płotem. Króliczka właściwie spędzała dni na dworze, biegając ze swoim zabawkowym konikiem lub grając z tatą w ping ponga, do którego stół ustawiono pod wiatą w rogu ogrodu. Chomiczek – i tu mieliśmy naprawdę dużo śmiechu – zakochał się w miotle. Z miotłą w ręku pił mleko, jadł, wędrował po całym domu, trzymał ją nawet w trakcie przewijania. Ja zabrałam ze sobą aparat – przede wszystkim po to, by zrobić portrety dzieciom, na zrobienie których w domu zazwyczaj brakuje czasu i odpowiedniej atmosfery. Nie zawiodłam się, dzieci trochę oszołomione nowym miejscem, nie zwracały za bardzo uwagi na obiektyw, dzięki temu mogłam zrobić im śliczne, naturalne zdjęcia. Oczywiście sfotografowałam też okolicę, dom i przyrodnicze ciekawostki. Kilka ujęć powstało też z myślą o blogu, inne zaś tylko jako sztuka dla sztuki.

114

Pogoda dopisała – czytaj „nie padało” – więc ruszyliśmy na spacer po najbliższych ścieżkach. Krajobraz zupełnie inaczej wygląda z dołu, z domu, z drogi i zupełnie inaczej po przejściu kilkuset metrów pod górę. Góry, które z dołu majaczyły gdzieś na linii horyzontu,  nieco wyżej wydawały się wypełniać całą przestrzeń. Już sama droga z szerokiej, gęsto po obu stronach zadrzewionej szosy, zamienia się w wąski, porośnięty trawą i otoczony chaszczami trakt. Osiągnąwszy pewną wysokość, nareszcie można napawać się widokami totalnie, bo nic już nie zasłania krajobrazu. Czuje się wreszcie bycie częścią Ziemi, a nie tylko elementem w świecie zbudowanym przez człowieka, gdzie nie wiadomo, co spotka nas za rogiem.

Po powrocie do domu przyjemnie było usiąść przy kominku z jedną z licznych książek pozostawionych do dyspozycji gości. Przewertowałam dwie książki kulinarne poświęcone tematyce raw food, a ich lektura tylko potwierdziła moją opinię na temat witarianizmu. Na obiad była więc lasagne, a kolejnego dnia nadziewane piersi kurczaka. Kuchnia w Alder Cottage została zaprojektowana nowocześnie i przyzwoicie wyposażona we wszelkie akcesoria,  toteż z powodzeniem można oddawać się gotowaniu. Wieczorami, kiedy Króliczka wraz z tatą oglądali w kółko kreskówkę Scooby-Doo na zmianę z przygodami Toma i Jerry’ego, zawijałam się w gruby, tweedowy koc, siadałam w jadalni przy kominku i zaśmiewałam się, czytając fragmenty z sekretnych dzienników Adriana Mole’a – książkę oczywiście znalazłam w podręcznej biblioteczce w Alder Cottage. Za kilka lat koniecznie muszę kupić Króliczce, żeby… samej przeczytać raz jeszcze!

121

Weekend upłynął nam naprawdę wesoło, spokojnie i leniwie, więc z odrobiną żalu wracaliśmy do naszej tętniącej życiem wioski. Szczególnie Króliczka nie mogła się pogodzić z rozstaniem ze stołem do ping-ponga oraz z niemożnością zerwania wszystkich jabłek z ogrodowych drzew. Ja zaś ze zdziwieniem odkryłam, ile potrafi wytrzymać bateria w telefonie, gdy się nie korzysta z internetu…

Więcej informacji o Alder Cottage znajdziecie na stronie internetowej i na facebooku.

Advertisements

Pomidorowa zapiekanka z rozmarynem

zapiekanka 7Moja Króliczka uwielbia zwierzęta, szczególnie gospodarskie. Bardzo żałuje, że jej szanowny tatuś nie jest farmerem i od czasu do czasu próbuje go namówić na zmianę profesji. W przyszłości chciałaby być i lekarzem, i weterynarzem. Weterynarzem wiejskim, który zajmuje się owcami i krowami.

Na ogół obserwowanie baranków na pastwisku ją zadowala, ale czasami ma wyjątkowo silne pragnienie bliskiego obcowania z naturą. Wtedy konieczna jest towarzyska wizyta na jakiejś zaprzyjaźnionej farmie. Niedawno odwiedziła farmę Mary, która prowadzi gospodarstwo ekologiczne w Leitrim. Opowiadałam Wam, jak Mój Mąż karmił odrzuconego przez matkę baranka – było to właśnie tam.

zapiekanka 10Króliczka wróciła zadowolona z wycieczki, ale wściekła na swojego Ojca, który nie pozwolił jej wziąć kury na ręce (oczami wyobraźni widząc rozdziobaną córkę…). Musiała zadowolić się głaskaniem ptactwa i bieganiem z nimi po polu. Szczęśliwe kury Mary dają smaczne jajka, które można nabyć m.in. na sobotnim targu w Sligo (przy I.T.).

zapiekanka 9zapiekanka 8Dzięki znajomości z Mary zaczęliśmy zwracać uwagę na produkty, które trafiają do naszego koszyka. Jajka to podstawa, nie wyobrażam już sobie spożywania jajek od kur z chowu klatkowego. Nie chodzi nawet o ekologię czy etykę, ale o sam smak. Jajka szczęśliwych, zdrowych kur są po prostu lepsze i nie wywołują sensacji żołądkowych u co wrażliwszych osób.

Kury Mary były niedawno bohaterkami Leitrim Matters, programu publicystycznego stacji IrishTv. Jest to telewizja internetowa, więc kliknijcie tutaj: Leitrim Matters odc. 47 i przewińcie do mniej więcej 11 minuty. Obejrzałam z sentymentem, bo swego czasu jeździłam do Mary pomagać w czyszczeniu i ważeniu jajek. W filmie nie pokazano, jak się ręcznie stempluje jajka, a było to moje ulubione zajęcie. Maleńkie, gumowe pieczątki wkłada się na palce wskazujące i delikatnie przystawia się stempelki jajkom. Najmniej lubiłam obsługiwać wagę, zawsze się bałam, że zsuwające się rynienkami jajka na końcu się potłuką.

Więcej o farmie Mary możecie przeczytać na jej stronie internetowej: Bluebell Organic Farm, a poniżej doskonały pomysł na wykorzystanie pysznych, ekologicznych jajek w aromatycznej zapiekance.

zapiekanka 6POMIDOROWA ZAPIEKANKA Z ROZMARYNEM

  • 1 łyżka oliwy
  • 100 g jamón serrano lub pancetty
  • 2 średnie czerwone cebule
  • 6 dużych jajek
  • 250 ml świeżej śmietany
  • 150 ml crème fraîche
  • 100 g startego sera cheddar + 40 g na wierzch
  • 5 suszonych pomidorów w zalewie z oliwy
  • 1 łyżeczka świeżego rozmarynu + 1-2 gałązki do przybrania
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 2 średniej wielkości pomidory
  • odrobina masła do formy

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160°C (z termoobiegiem). Naczynie żaroodporne smarujemy odrobiną masła. Pokrojoną wędlinę obsmażamy na łyżce oliwy (3-4 minuty). Zdejmujemy z patelni szynkę, a wrzucamy posiekane cebule. Cebule smażymy ok. 6 minut. Mieszamy z szynką i przekadamy do przygotowanego naczynia.

Jajka, obie śmietany, 100 g sera cheddar i pokrojone suszone pomidory mieszamy razem w sporym dzbanku (lub misce). Doprawiamy solą i pieprzem, dodajemy rozmaryn, mieszamy i zalewamy cebulę i szynkę. Posypujemy pozostałym startym cheddarem (40 g), a na wierzchu układamy pokrojone w plastry pomidory.

Pieczemy w nagrzanym piekarniku ok. 45 minut. Po wyjęciu odstawiamy na 15-20 minut lub do całkowitego wystygnięcia. Podajemy przybraną gałązkami rozmarynu. Smaczna na ciepło i na zimno.

(zmodyfikowany przepis z “Irish Country Magazine” June/July 2013)

Glencar Lake – jezioro w głębokiej dolinie

male 10Zgodnie z obietnicą zabieram Was ponownie na wycieczkę nad jezioro Glencar. Jezioro położone jest częściowo w hrabstwie Sligo, a częściowo w hrabstwie Leitrim, wokół można objechać je drogą, przy czym od południowej strony prowadzi droga krajowa N16, ciągnąca się zawijasami i serpentynami pod zboczu góry, zaś od północnej strony wiejska szosa biegnie praktycznie wzdłuż linii brzegu całkiem spokojnym rytmem.

male 14Jezioro gatunkowo należy do jezior polodowcowych, zasilane jest przez Difreen River oraz wody spływające z gór, w tym przez Glencar Waterfall, by popłynąć dalej na zachód, ku oceanowi wraz z Drumcliff River (tak, tak, to samo Drumcliff, gdzie spoczywają szczątki noblisty Yeatsa). Położone jest w głębokiej dolinie w kształcie litery U i otoczone górami Dartry.

panorama małaJadąc od strony Sligo (wspomnianą już N16) koniecznie należy zatrzymać się w zatoczce oznaczonej na mapie jako punkt widokowy. Z tego miejsca rozciąga sie piękny widok na całą dolinę, a zwiedzający znajduje się nad jeziorem, w górach i nad oceanem równocześnie. Nie wierzycie?! Popatrzcie na Zachód – dostrzeżecie tam Atlantyk. Na wprost, wbrew temu co twierdzą niektóre przewodniki, nie znajduje się bok Benbulbena, a zbocze i szczyt King’s Mountain, zaś Benbulben wychyla się zza Góry Króla tylko koniuszkiem nosa. Charakterystyczny wygląd King’s Mountain zawdzięcza rozpadlinie, która niczym głęboka bruzda, zmarszczka na obliczu, straszy głębokim cieniem. Dla uproszczenia jednak wszystkie okoliczne wzniesienia nazywa się Benbulbenem, bo ostatecznie tworzą jeden masyw, a ta nazwa jest na tyle rozpoznawalna, że po cóż ludziom w głowach robić mętlik. Dla porządku reporterskiego należy jednak dodać, że King’s Mountain mierzy 462 metry, a Benbulben 526. Co oznacza tylko tyle, że King’s Mountain wcale nie jest mountain, a jedynie hill

male 1male 2male 4Największą atrakcją – niespodzianką – jest Celtic Trinity Knot, irlandzki symbol w rozmiarze XXL. Na prywatnym terenie, za własne pieniądze w połowie lat 80. tę atrakcję turystyczną zorganizował Jim McCabe z trójką synów. Wzgórze, zwane „Tormór”, zalesili świerkiem sitkajskim, zaś w środek wkomponowali modrzew japoński, który zmienia barwę jesienią na pomarańczowo-brunatną. Modrzew posadzono tak, by patrząc z drugiej strony jeziora, każdy mógł zobaczyć wymalowany na wzgórzu charakterystyczny kształt irlandzkiej koniczyny. Drzewka oznaczano białymi płachtami, zaś osoba po drugiej stronie jeziora informowała przez krótkofalówkę, czy położenie jest idealne. Efekt jest widoczny o każdej porze roku, ale najwyraźniej jesienią, gdy modrzew w pełni się wybarwi.

male 3male 5Jadąc dalej na wschód, trzeba uważać, by nie przegapić ostrego zjazdu w dół, który prowadzi do Glencar Waterfall. Koniczyna z modrzewi jest po stronie hrabstwa Sligo, zaś wodospad już po stronie hrabstwa Leitrim. Kto opowieści o nim nie czytał, zapraszam do poprzedniego odcinka. Wszystkich natomiast zachęcam do przejechania jeszcze kawałka w kierunku zachodnim i zatrzymania się w kolejnej zatoczce zwanej punktem widokowym. Poza podziwianiem jeziora oraz gór, których zboczami jechaliśmy wcześniej, możemy udać się na pieszą wycieczkę The Bog Road, by z wysokości zobaczyć Glencar Lake. Tę opcję wybraliśmy tylko raz, ale chcemy tam wrócić i dojść maksymalnie wysoko. Może uda się dotrzeć do tzw. Swiss Valley, która jest ukryta gdzieś 500 m powyżej. Z góry jezioro wydaje się większą kałużą i bardzo żałuję, że nie zrobiłam tam więcej zdjęć. Mieliśmy wtedy taki malutki aparat z niesprawną opcją white balance i nie nadążaliśmy z ręcznym ustawianiem podczas zmiennych warunków atmosferycznych.

male 11male 7Wracając tą samą drogą w stronę jeziora, będziemy mogli podziwić szczyty tworzące południową ścianę doliny. Rzeźba z tamtej strony jest bogatsza i mamy kolejno wzgórza (licząc od zachodniej strony) Copes Mountain (452 m), Crockauns (463 m), Kilogyboy Mountain (438 m), Hangmans Hill (400 m) i Leean Mountain (417 m).

male 6male 12male 9Kto nie lubi się wspinać pod górę, może udać się na spacer wzdłuż brzegu jeziora. Droga jest raczej spokojna, ale w sezonie mogą trafić się „tłumy” turystów. Można tam też spotkać zbiegów z okolicznych pastwisk, ale spotkania te mijają bezkolizyjnie, gdyż nie po to krowa ucieka z pastwiska, by pakować się w nowe kłopoty…

male 8By dokończyć objazd jeziora, należy pojechać prosto w kierunku zachodnim, a gdy miniecie już King’s Mountain, Benbulben pokaże się w swej okazałości. Droga ta zaprowadzi Was do N15 i tu musicie zdecydować, czy skręcacie na północ i wpraszacie się do mnie na kawę, czy skręcacie do Sligo, po drodze nawiedzając szczątki Yeatsa i zadowalając się kawą w tamtejszym tea roomie.

Nad Glencar Lake dotarł też w 1588 r. kapitan De Cuellar, ocalały rozbitek hiszpańskiej Armady. W trakcie naszego festiwalu (Celtic Fringe Festival) odbędzie sie wycieczka śladami kapitana De Cuellara, która dotrze m. in. nad jezioro.

Glencar Waterfall

wiosna 5Jeżeli w moich stronach zapytacie kogokolwiek, gdzie warto pojechać na wycieczkę, większość skieruje Was do wodospadu w Glencar w hrabstwie Leitrim. Wodospad jest atrakcją samą w sobie, bo raz, że jest to malownicze zjawisko przyrody, a dwa, że wcale rzadkie. Prysznicowi w łazience daleko do niego, nawet urwanej rynnie w czasie najlepszego irlandzkiego deszczu…

IMG_0473-115-metrowy wodospad znajduje się przy jeziorze Glencar (o jeziorze opowieść nastąpi w kolejnym odcinku). Przez mniej więcej środek jeziora biegnie granica pomiędzy hrabstwem Sligo i hrabstwem Leitrim i znów największa atrakcja turystyczna jest po stronie Leitrim (zupełnie jak z zamkiem Parke’a nad jeziorem Gill).

tablica 1Swą popularność zyskał również wśród miłośników literatury, jako że wspomniał o nim w jednym ze swych najlepiej znanych wierszy – The Stolen Child – William Butler Yeats (noblista, cieszący się w Irlandii taka sławą, jak u nas Mickiewicz).

Where the wandering water gushes
From the hills above Glen-Car,
In pools among the rushes
That scarce could bathe a star,
We seek for slumbering trout
And whispering in their ears
Give them unquiet dreams;
Leaning softly out
From ferns that drop their tears
Over the young streams.
[…]

DSC_6203-1Miejsce jest naprawdę popularne, toteż władze sąsiedniego hrabstwa dbają o nie nad wyraz… Odkąd pamiętam, zawsze coś tam ulepszają, budują, odnawiają… Zbudowano piękny parking w miejsce żwirowanej zatoczki, ułożono kostkę chodnikową w miejsce wydeptanej ścieżynki, postawiono malownicze mostki, ławki, latarnie (korci mnie sprawdzić, czy działają), a aktualnie budowane jest visitor centre, w którym mam nadzieję będzie działać jakaś mała gastronomia, bo póki co na turystów w weekendy czeka… ice-cream van.

DSCN1577-1Wodospad jest obowiązkowym punktem wycieczkowym dla wszystkich naszych gości. Cała rodzina musiała odbębnić ten punkt programu, a niektórym trafiła się gratka być tam dwa razy. Wśród wszystkich „stałych punktów” ten jeszcze nie znudził Mojego Męża, chociaż w sobotę śmiał się, że to jego już 55 wizyta… Króliczka naliczyła, że była tam tylko 5 razy…

Lidzia i Mama 1???????????????????????????????????????????????Parking znajduje się przy jeziorze, należy przejść na drugą stronę drogi i powędrować kilkanaście kroków alejką wzdłuż ciągnącej się niewielkimi kaskadami rzeczki. Wodospad znajduje się w głębi, w skalnym zakolu, tajemniczo ukryty wśród konarów drzew. By móc podziwiać go z niewielkiego dystansu, ścieżka zamienia się w schody, które pną się w górę, aż do samej skały. W tym miejscu każdy turysta musi zrobić sobie zdjęcie z wodospadem w tle, choć to cale nie jest najlepsze miejsce do fotografii. Zapewniam Was, że lepiej ustawić się nieco niżej, by fotografujący mógł ująć cały wodospad i nas po jego lewej stronie.

wiosna 2015 2Schody nie kończą się przy ścianie skały, ale zakręcają i pną się w górę, by później sprowadzić nas w dół do rzeczki i przez mostek do alejki na parking. Stojąc przy skale, widac wyraźnie, że woda uderza nie tylko z głównym nurtem wodospadu, ale sączy się po skale, miejscami nawet całkiem mocno cieknie. Dokoła zaś zwisają korzenie, porastają różne gatunki mchów i co bardziej wytrzymałe roślinki. Wszechobecna woda i dobre osłonięcie zamieniły teren wokół wodospadu w przwdziwą zieloną dżunglę. Wysiadając z samochodu na parkingu poczujecie przykry, zminy wiatr od jeziora, ale po drugiej stronie drogi panuje zupełna cisza. I zieloność…

jesień 2011 2DSCN2104-1jesień 3Zielono jest szczególnie latem i wczesną jesienią. Wtedy drzewa aż uginają się od ciężaru liści, gęstych tak, że spaceruje się zielonym tunelem, przez który sączy się światło, rzucając jasne plamy jak na obrazach impresjonistów. W zachwycie łatwo się potknąć, więc uważajcie – schody zbudowano bez pomocy poziomicy i nie trudno na nich ujechać, szczególnie gdy zalegają na nich mokre liście.

zima 2008 1Zimą, gdy wszystkie liście już dawno opadną, drzewa nabierają majstetycznego wyglądu, tworząc morze splątanych, lekko szarych gałęzi ponad naszymi głowami. Moim zdaniem wyglądają po prostu magicznie. Po obfitych, zimowych opadach wodospad bije w dół z większą mocą i hukiem, pieniąc się i bulgocząc głośno.

wiosna 2015 1DSC_6166-1DSC_6156-1Wiosną, nim drzewa się w pełni zazielenią, dominuje kolor seledynowy, którym okrywają się pnie drzew (to chyba zasługa pierwotniaków, ale trzeba dopytać biologa). Dłonią można dotknąć mchów i paproci porastających ścianę przy wodospadzie. Mech jest taki przyjemny w dotyku, lubię przesuwać po jego skupiskach palcami. Słońce nie znajduje się jeszcze wystarczająco wysoko na niebie i sam wodospad pozostaje w cieniu, a spływająca woda przyjmuje błękitnawy odcień.

wiosna 4DSCN1599-1Każda pora roku jest niezwykła w tak romantycznym miejscu, dlatego niezależnie od sezonu warto tutaj zajrzeć. Wracając do samochodu, zatrzymajcie się na chwilę, by jeszcze raz zerknąć na jezioro, o którym opowiem Wam już niedługo.

DSC_6193-1

Najmniejsza kaplica w Europie – Costello Memorial Chapel

costello chapelW samym sercu Carrick-on-Shannon, stolicy hrabstwa Leitrim, niemal zasłonięta przez otaczające budynki, tkwi najmniejsza kaplica w Europie. Costello Memorial Chapel znajduje się na zbiegu Main Street i Bridge Street, niemal na wprost Town Clock (miejskiego zegara), najbardziej znanego miejsca w Carrick.

Kaplicę zbudował w 1879 Edward Costello, urodzony w pobliskim Dromore farmer, który po przeniesieniu się do miasta został kupcem, znany za życia z dobrego serca i wielkiej miłości do żony Mary Josephine, która przyszła na świat w hrabstwie Longford. Mary zmarła 6 października roku pańskiego 1877 w wieku 47 lat. Jej ciało zostało zabalsamowane, złożone w metalowej trumnie a następnie oddane pod opiekę Marist Sisters (kongregacja ta nie ma przyczółku w Polsce).

costello chapel 322 kwietnia 1879 odbyło się uroczyste poświęcenie kaplicy, na której wybudowanie i wyposażenie nieutulony w bólu mąż nie szczędził wydatków. Trumna Mary spoczęła pod podłogą po lewej stronie od wejścia, przykryta wykonaną ze specjalnego szkła płytą. W każdy pierwszy piątek miesiąca odbywało się tu nabożeństwo w intencji nieodżałowanej małżonki Edwarda Costello.

Edward dołączył do Mary Josephine w zaświatach w marcu 1891 roku. Pochowano go również w bogato zdobionej metalowej trumnie pod podłogą z prawej strony kaplicy i przykryto szklaną taflą. Od jego śmierci nie odbywały już się żadne religijne uroczystości w kaplicy.

costello chapel 5

W latach 2009/2010 kaplica została poddana zabiegom konserwatorskim, zaś w 2011 odbyła się pierwsza od śmierci fundatora kaplicy ceremonia . Pewna para z Kanady odświeżyła swoją przysięgę małżeńską z okazji 40 rocznicy ślubu.

Kaplica, zbudowana z wapienia oolitowego z Bath, ma wymiary 16 stóp na 12 stóp, czyli mierzy 192 stopy kwadratowe (nieco mniej niż 18m2). Od ulicy oddziela ją zdobiona brama osadzona na dwóch słupach kamiennych zwieńczonych krzyżami celtyckimi. W środku znajduje się marmurowy ołtarz, a nad nim mały witraż. Po renowacji ołtarz i oba groby zostały oddzielone od zwiedzających szklanymi barierkami, ponadto wnęki grobowe zostały podświetlone, dzięki czemu nie potrzebujemy dziś latarki, by odczytać inskrypcje trumienne. Wejście nic nie kosztuje, a kaplica jest otwarta cały rok.

costello chapel 2

Miłość Edwarda do Mary trwa do dziś zamnknięta w tym maleńkim sanktuarium. W historii tej pobrzmiewa duch drugiej połowy XIX wieku, pełnej romatycznych uniesień, dążenia do wzniosłości, ale też nieco gotycko-upiornej mentalności. Mały Taj Mahal w scenerii Wichrowych Wzgórz

Z wizytą na zamku kapitana Parke’a

parkes castle 1Trudno mi zliczyć, ile razy już byłam w Parke’s Castle… Pierwszy raz byłam tam służbowo w październiku 2006 roku. Po skończonej pracy dostałam trochę wolnego czasu na zwiedzanie obiektu. Później zabrałam tam mojego – wówczas dopiero przyszłego – Męża. Potem Rodziców, ale był grudzień i zamek był zamknięty… Potem… I jeszcze… W ubiegłe wakacje byłam tam trzy razy, ku radości mojej Lidki i ku znudzeniu Męża, który w końcu kategorycznie odmówił zwiedzania tego miejsca po raz enty.

Zamek Parke’a jest malowniczo usytuowany nad Jeziorem Gill (Lough Gill), zaledwie 11 km od miasta Sligo i 7 km od Dromahair. Administracyjny podział wskazuje, że ta strona jeziora jest już częścią hrabstwa Leitrim.

W latach 70-tych, podczas prac restauracyjnych, na dziedzińcu zamku odkryto fundamenty XV-wiecznej wieży rycerskiej, która była siedzibą rodu Ó Ruairców. Klan ten panował nad ziemiami Królestwa Breifne od VII wieku do czasów Cromwella. Ostatnim wielkim władcą z tego rodu był Brian O’ Rourke, który, oskarżony o zdradę, stracił życie (“przez powieszenie i poćwiartowanie”) w 1591 roku w Londynie. O’Rourke bowiem pomógł w ucieczce ocalałym rozbitkom Hiszpańskiej Armady, której 3 statki zatonęły w 1588 w pobliżu Grange, gdzie mieszkam. Wśród garstki ocalałych znalazł się kapitan Francisco de Cuellar, który później tak napisał o swym wybawcy: “Chociaż ten wódz  jest dziki, jest on dobrym chrześcijaninem i wrogiem heretyków i zawsze jest w stanie wojny z nimi.”

parkes castle 3Dobra po O’Rourke’ach nabył niejaki kapitan Robert Parke. W 1610 udało mu się ukończyć budowę zamku. Zamek, zwany podówczas Leitrim Castle, został opuszczony dopiero pod koniec XVII wieku.

Zrujnowany obiekt został pieczołowicie odrestaurowany pod koniec ubiegłego stulecia. Do prac zatrudniono lokalnych rzemieślników, którzy przy użyciu XVII-wiecznych metod odbudowali dębowe schody oraz dach zamku. Dokumentację tych prac przedstawiono w ekspozycji wewnątrz zamku. Pani w recepcji podzieliła się ze mną pewną ciekawostką. Otóż strzecha kuźni jest zrobiona z trzech warstw słomy. Słoma została przywieziona z Donegal, ale na środkową warstwę użyto podobno słomy z Polski.

W skład ekspozycji wchodzą kukły przedstawiające rodzinę kapitana Parke’a w domowym zaciszu. Pani domu zajmuje się wyrobem koronek i dumnie sprawuje pieczę nad… pułapką na myszy. Pan domu, odłożywszy na bok misterną perukę, załatwia sprawy z zarządcą swych dóbr. Poza wystawą dotyczącą historii tego miejsca, znajduje się też tam sala poświęcona budownictwu wiejskiemu w Irlandii i Europie. Warto wspiąć się na blanki, by podziwiać wspaniały widok na urokliwe Jezioro Gill. Moim zdaniem warto obejrzeć również, trwający około 20 minut, film o historii Irlandii, ze szczególnym uwzględnieniem ziem dawnego królestwa Breifne.

????????????????????Z powodu recesji nie napijemy się już herbaty w tea roomie (choć podobno czasami jeszcze jest otwarty), ale wciąż możemy skorzystać z toalety. Wstęp na zamek jest płatny (€3 dorośli, €2 osoby starsze, €1 studenci), zamek otwarty jest tylko w sezonie (od końca marca do połowy września), przed zamkiem jest parking. Z bliżej nie znanych powodów nie wolno fotografować wnętrz, tylko budynki z zewnątrz. Przy zamku jest przystań, z której w rejs po jeziorze wypływa stateczek Rose of Innisfree. Wycieczki statkiem jeszcze nie odbyłam, ale bardzo mnie nęci, więc kto wie…