Makaron „Primavera” Artiego Bucco

primavera 022

Makaron “Primavera” to danie stosunkowo nowe, bo narodziło się już po drugiej stronie oceanu, w Kanadzie w latach 70. Gdy przepis zyskał na popularności o autorstwo upomniało się kilka osób w ten lub inny sposób związanych z restauracją „Le Cirque” w Nowym Jorku. Część z nich zgadzała się co do jednego – że danie wymyślili w kanadyjskiej Nowej Szkocji. Faktem jest, że ówczesny szef kuchni w „Le Cirque” nie kwapił się, by wpisać potrawę w restauracyjne menu. Pojawiła się jako okazyjna specjalność, a stała się przebojem po artykule w 1977 roku w „New York Timesie”, gdzie ukazał się też przepis na to niewyszukane danie. Nieoczekiwany sukces sprawił, że znalazło zaraz kilku ojców makaronu „Primavera”, co nie powinno dziwić, bo który kucharz nie chciałby przejść do historii jako autor kultowego dania. Nazwisk pretendentów nie będę przytaczać, bo żaden nie został oficjalnie uznany za twórcę, a i samo danie nie ma klasycznej wersji, a wręcz przeciwnie – jest idealne do interpretowania go po swojemu.

Podstawą jest sos z masła, gęstej śmietany oraz parmezanu, do tego obowiązkowo muszą dojść świeże warzywa – prawie w każdej wersji znajdziecie brokuły, szparagi, groszek i cebulę. Pozostałe dodatki są już zupełnie dowolne, możecie dodać marchewkę, jak w przepisie poniżej, pomidorki koktajlowe, krewetki, kurczaka, cukinię, paprykę, rzodkiewkę, kukurydzę a nawet pieczarki. Nie zapomnijcie o świeżych ziołach, nic tak jak one nie podnosi smaku włoskich potraw!

Przepis, z którego korzystałam, zaczerpnęłam z książki kucharskiej inspirowanej serialem Rodzina Soprano. Serialu nie muszę Wam polecać, na pewno znacie, ale książkę Allena Ruckera i Michelle Sciocolone polecam jako lekturę na lato. Przepisy w niej są bardzo proste i wręcz idealne na letnie miesiące, ale najlepsze są opowieści. Książka jest przede wszystkim wprowadzeniem do życia rodziny amerykańskich Włochów, ale autorzy – wchodząc w role postaci z serialu – wprowadzają nas przez kuchenne drzwi. Naszym gospodarzem jest Artie Bucco, właściciel filmowej restauracji „Nuovo Vesuvio”, którego postać uczyniono narratorem. Zabawne, lekkie i kolorowe historie, porady oraz komentarze są siłą tej nietypowej książki kucharskiej. Dostałam ją od mojej mamy, która wie najlepiej, co dobre. Buon appetito!

primavera 021

MAKARON „PRIMAVERA”

  • 3 łyżki masła
  • ½ cebuli
  • 2 średnie marchewki
  • ¾ szklanki różyczek brokuła
  • 180 g zielonych szparagów
  • 90 g groszku (świeżego lub mrożonego)
  • 200 ml crème fraîche
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 10 listków bazylii
  • 300 g makaronu (tagliatelle, fettuccine lub ewentualnie spaghetti)
  • ½ szklanki świeżo startego parmezanu
  • kilka listków bazylii i odrobina parmezanu do podania (opcjonalnie)

W garnku zagotowujemy 3 litry posolonej wody. Umyte szparagi kroimy na kawałki (ok. 1 ½ cm). Umyty brokuł dzielimy na małe różyczki. Wrzucamy go gotującej się wody na minutę. Wyjmujemy małym sitkiem z rączką lub łyżka cedzakową, odkładamy na bok. Wody nie wylewamy, tylko odstawiamy na bok – w niej ugotujemy makaron.

Cebulę obieramy i kroimy w kosteczką. Groszek, jeśli mrożony, rozmrażamy – wystarczy zalać zimną wodą i odstawić na kilka minut. Marchewkę obieramy i kroimy w ćwierćplasterki. W drugim rondlu roztapiamy masło ma średnim ogniu, wrzucamy marchewkę i cebulę, smażymy przez 5 minut, aż nieco zmiękną.

Wstawiamy ponownie garnek z woda na kuchenkę, wrzucamy makaron i gotujemy al dente (wg instrukcji na opakowaniu). Do rondla z marchewką dokładamy śmietanę, różyczki brokuła, szparagi oraz groszek, mieszamy, doprawiamy pieprzem. Gotujemy na małym ogniu kilka minut. Bazylię kroimy w paseczki, dodajemy do sosu i wyłączamy palnik pod rondlem.

Gdy makaron jest ugotowany, odcedzamy go i przekładamy do rondla z sosem. Dokładnie mieszamy, dodajemy starty ser, mieszamy raz jeszcze i od razu podajemy. Każdą porcję dekorujemy listkami bazylii i odrobiną sera (wg uznania).

primavera 023
(przepis z moimi zmianami wg Książki kucharskiej rodziny Soprano)

Woda truskawkowa z bazylią

woda truskawkowa 026

Nigdy nie kazano pić mi wody w dzieciństwie. Może w najwcześniejszym, bo odkąd pamiętam zawsze była herbata. Latem kompot. Trafiała się cola, oranżada, lemoniada oraz wszelkie napoje, których składu wolałabym nigdy nie poznać, ale wody nigdy nie dostawałam. Nikt mnie nie nauczył pić wody.

O zdrowotnych właściwościach picia wody dowiedziałam się dopiero pod koniec szkoły podstawowej. Triumfy święciły wtedy aerobik, dezodorant w sztyfcie Lady Speed Stick i butelka wody mineralnej zamiast coli. Z tą wodą szło najgorzej – 7 up, Sprite, Cola, Pepsi, Fanta i nasze Frugo zdecydowanie bardziej mi smakowały, więc woda mineralna nosiła się przez cały tydzień ta sama w plecaku.

W szkole średniej to już tylko kawa – bo wiecie, w liceum jest się już tak zmęczonym nauką, że ciężko bez kofeiny. Były też inne napoje, ale niewiele, bo budżet był skrojony przez rodziców wciąż na rozmiar coli… Na studiach do kawy dołączyły egzotyczne herbaty – im bardziej podejrzanie wyglądały i im egzotyczniejsza była ich nazwa, tym większym cieszyły się uznaniem.

Do dzisiaj nie potrafię przekonać się do picia wody. Herbata o poranku, potem czas na kawę, po południu orzeźwiam się zieloną herbatą, po obiedzie mięta na trawienie, a wieczorem melisa na lepszy sen. Wodę piją mąż i dzieci. Nauczona własnym niepowodzeniem dbam, by maluchy unikały kolorowych napojów. Czym skorupka za młodu… Króliczka przez moment miała bunt i uparła się pić herbatę. Pozwoliłam wybrać jej jakie chce i dobrze ją wyczułam, bo wybrała owocowe. Same w sobie są raczej kwaśne, toteż bunt minął, gdy okazało się, że na cukier nie ma co liczyć. Matka nie słodzi, więc nie było nawet argumentu.

woda truskawkowa 024

Latem, gdy pragnienie jest większe, nawet najdzielniejszym wojownikom woda zaczyna brzydnąć. Robię wtedy lemoniady, gotuję jak moja mama kompoty lub szykuję wodę owocową. Dzieciaki piją ją z ciekawości, zaintrygowane kolorem, ale dla mnie jest to jedyny sposób, bym w ogóle piła wodę. W takiej wersji mogę pić ją cały dzień. Polecam każdemu, kto z czystym  H2O jest na bakier.

woda truskawkowa 052.jpg

WODA TRUSKAWKOWA Z BAZYLIĄ

  • 2 łyżki listków bazylii
  • 300 g truskawek
  • sok z ½ cytryny
  • łyżeczka miodu
  • 1 litr wody
  • lód

Bazylię płuczemy, truskawki myjemy, usuwamy szypułki i kroimy na kawałki. Bazylię i truskawki przekładamy do dzbanka (słoika lub butelki), zalewamy wodą mineralną, dodajemy miód oraz sok z cytryny i mieszamy. Przed podaniem uzupełniamy lodem.

woda truskawkowa 025
(wg „Kuchnia. Koktajle” wyd. specjalne 3/2017)

Smażony ryż z imbirem i krewetkami

ryż z jajkiem 023

Smażony ryż, i to koniecznie z jajkiem, to według Króliczki najlepszy sposób podania ryżu. Zawsze bierzemy porcję ryżu z jajkiem jako dodatek do kaczki od Chińczyka, do tego sos słodko-kwaśny z kiełkami fasoli mung i mamy nasze ulubione danie na wynos skompletowane. Pokusiłabym się o odtworzenie tego w domu, ale nie bardzo wierzę, że bez „nadmuchania” i marynowania nadzieniem od środka kaczka wyszłaby tak, jak to podają w chińskich restauracjach, gdzie kaczki dodatkowo piecze się pionowo w specjalnych piecach. Kaczkę po kantońsku sobie na razie podaruję, ale ryż z jajkiem to sprawa osiągalna nawet dla nowicjusza.

Żeby zrobić smażony ryż, w Irlandii kupujemy już odpowiednio ugotowany ryż w woreczku. Oczywiście można samemu ugotować ryż, co zazwyczaj robię, ale jeżeli mamy mało czasu na przygotowanie obiadu, kupienie już ugotowanego ryżu jest wygodną alternatywą. Tak samo krewetki – oczywiście możemy wybrać świeże, ugotować je i obrać samodzielnie, ale możemy oszczędzić sobie czasu i zabawy (bo nie każdy obiera krewetki z wprawą) i kupić już ugotowane, przy czym najłatwiej dostać mrożone.

Bardzo lubię przyrządzać tego typu dania, gdy gotuję tylko dla siebie i dzieci. Co prawda Chomiś na razie więcej się bawi niż smakuje maminą kuchnię, ale Królisia ogłosiła ten obiad daniem miesiąca, detronizując tym samym makaron z masłem orzechowym. Z podanych składników wyjdą dwie porcje „na bogato” – pod nazwą „smażony ryż” zazwyczaj kryje się po prostu ryż z niewielka ilością dodatków, a u mnie proporcje się wyrównały…

ryż z jajkiem 022

SMAŻONY RYŻ Z IMBIREM I KREWETKAMI

  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczek obranego i pokrojonego imbiru
  • olej
  • 100 g ugotowanych i obranych krewetek
  • garść posiekanej zielonej cebulki
  • 1 jajko, rozbełtane
  • 1 mała marchewka
  • 50 g zielonego groszku (świeży lub mrożony)
  • 50 g kukurydzy
  • 250 g ugotowanego i schłodzonego ryżu
  • 50 ml sosu sojowego
  • 1 łyżka octu winnego

Jeżeli używamy mrożonych krewetek i groszku, rozmrażamy je (każde osobno) – wystarczy zalać je zimną woda na kilka minut. Czosnek obieramy i kroimy na bardzo cienkie plasterki. Marchewkę obieramy i ścieramy na dużych oczkach tarki. Kukurydzę odcedzamy.

Olej rozgrzewamy w woku lub na średniej patelni na średnim ogniu. Wrzucamy pokrojony czosnek i imbir, obsmażamy szybko, tylko do momentu, gdy zacznie wydobywać się z nich zapach (½ minuty). Dodajemy krewetki i połowę zielonej cebulki, smażymy przez 2-3 minuty.

Na środku patelni robimy miejsce, w które wlewamy rozbełtane jajko. Pozwalamy mu ścinać się przez ok. minutę, a następnie rozszarpujemy je drewnianą szpatułką, mieszamy, rozbijając ścinające się jajko na małe kawałeczki. Dorzucamy groszek, kukurydzę i startą marchewkę, mieszamy i smażymy przez minutę.

Ryż mieszamy z sosem sojowym, po czym wrzucamy na patelnię. Gotujemy, mieszając regularnie, przez 5 minut. Doprawiamy octem winnym, mieszamy i podajemy posypane resztą zielonej cebulki.

ryż z jajkiem 021

(przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” August 2016)

Pie z boczkiem i jajkami

paj z jajkiem 025

Ostatnio namiętnie oglądam różne programy i filmy od gotowaniu według dawnych receptur. Głównie amerykańskie i brytyjskie. Dość często przewijają się w nich pies, które po polsku nazywane są po prostu „pajami”. W Irlandii nie są szczególnie popularne, przynajmniej współcześnie w menu dominują francuskie „kisze” i tarty. Mnie jednak bardzo podobają się mięsne i warzywne „paje”, więc nie zwracając uwagi na aspekty polityczne, postanowiłam zrobić kolejny. Szczególnie, że lato jest idealną porą na wypady na pikniki, a pies są doskonałą propozycją na danie na wynos.

Wersja z boczkiem i jajkami świetnie nadaje się do zabrania na wycieczkę, ze względu na łatwość przetransportowania jej w nienaruszonym stanie. Do tego z powodzeniem zjemy nasz pie na zimno. Zwróćcie uwagę, że mamy w nim połowę wyspiarskiego śniadania – jajka, boczek i kiełbaski. Mój mąż kawałek zjadł na śniadanie, kolejny zabrał na lunch a następny pochłaniał na obiad – to się nazywa wykarmić rodzinę i przeżyć! Jedząc ostatnią porcję, tę obiadową, rzucił mi komentarz: – Nie obraź się, ale to nadzienie smakuje zupełnie jak mielonka. I dodał rozgoryczony: – Bardzo lubię mielonkę, ale nigdy nie pozwalasz mi jej kupić…

paj z jajkiem 025a

Zrobienie takiej potrawy jest proste, jedyne co mnie przerasta, to wycinanie dekoracji z ciasta. Gdyby ktoś pytał, co to miało być, to podpowiadam, że myślami byłam koło chabrów rosnących przed domem. Nie no, za grosz talentu do lepienia. Już w przedszkolu lepienie z plasteliny było koszmarem. Pamiętam do dziś, jak się męczyłam nad zrobieniem ula, a pani i tak spytała, czy kiedykolwiek widziałam ule na polu… Wstyd! Potem było już tylko gorzej, bo w czasach szkoły podstawowej hitem była masa solna… Nikt nie jest doskonały, a ja obiecuję potrenować przed następną próbą udekorowania ciasta.

W oryginalnym przepisie nie było mowy o samodzielnym robieniu ciasta, więc spokojnie możecie posłużyć się gotowym kruchym ciastem – mniej więcej ½ kilo wystarczy, bo zależy to od grubości wywałkowanego ciasta. Mnie się wcale nie chciało zagniatać i wałkować, ale jak na złość w naszym sklepie była cała zamrażarka ciasta francuskiego, na wierzchu zaś leżało jedno jedyne opakowanie ciasta filo. Kruchego – pod żadną postacią – niestety nie było. Niektórzy zawsze mają pecha… I jeszcze jedna rada – ten “paj” jest pyszny, ale po wyspiarskiemu solidny, dlatego dołóżcie sobie na talerz garść zieleniny, jakąś sałatę, rukolę i zioła, będzie Wam lżej na żołądku!

paj z jajkiem 023

PIE Z BOCZKIEM I JAJKAMI

Ciasto:

  • 375 g mąki
  • 180 g schłodzonego masła
  • 3 łyżki wody
  • odrobina mleka do posmarowania wierzchu

Nadzienie:

  • 6 jajek
  • 250 g boczku
  • 500 g irlandzkich kiełbasek wieprzowych
  • 1 łyżka posiekanej szałwii

Mąkę i pokrojone masło wyrabiamy w misce, aż otrzymamy „okruchy”, dodajemy wodę i zagniatamy ciasto. Dzielimy je na 3 części. Jedną część zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki, a dwie pozostałe rozwałkowujemy razem między dwoma arkuszami papieru do pieczenia. Rozwałkowujemy tak, by ciasto wypełniło 20-centymetrową tortownicę, a jego brzegi wychodziły ponad rant. Tortownicę lub inną okrągłą formę z wyjmowanym dnem natłuszczamy odrobiną masła. Z rozwałkowanego ciasta zdejmujemy warstwę papieru, przenosimy ciasto do formy, oklejamy drugi arkusz papieru i dokładnie dociskamy ciasto do brzegów formy. Odcinamy nadmiar zwisający ponad rant, odcięte kawałki dokładamy do pozostałego ciasta w lodówce. Formę przykrywamy folią i odstawiamy do lodówki.

Piekarnik nagrzewamy do 170°C (z termoobiegiem). Jajka gotujemy w osolonej wodzie ok. 8 minut, a następnie szybko schładzamy pod bieżącą wodą, by zatrzymać proces gotowania. Z boczku usuwamy skórę i kroimy mięso na bardzo drobne kawałki. Zdejmujemy osłonki z kiełbasek (lub wyciskamy z nich zawartość), mięso wraz z boczkiem wkładamy do miski. Dodajemy posiekaną szałwię i dokładnie mieszamy. Obieramy jajka ze skorupek. Wyjmujemy formę z ciastem z lodówki, zdejmujemy folię. Każde jajko oblepiamy dokładnie masą mięsną (bierzemy łychę masy, formujemy z niej placek, trzymamy go w dłoni i na nim układamy jajko, a następnie obiema dłońmi naciągamy masę wokół jajka. Jajka, jedno przy drugim, układamy dookoła w formie. Resztą masy mięsnej wypełniamy wolne przestrzenie.

Wyjmujemy pozostałe ciasto z lodówki, odwijamy z folii i rozwałkowujemy pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia. Na środku wycinamy niewielki otwór, by para mogła uciekać w trakcie pieczenia. Przykrywamy wierzch formy ciastem, zlepiamy brzegi. Odcinamy nadmiar ciasta, z którego możemy wyciąć dekoracje (nie jest to konieczne). Wierzch ciasta smarujemy cienką warstwą mleka. Wstawiamy na 40 minut do piekarnika.

Podajemy na ciepło lub na zimno. Jeśli na zimno, zostawiamy w formie do zupełnego wystudzenia.

paj z jajkiem 025aa

(przepis na ciasto mój, przepis na nadzienie wg Farmer’s Market Jacqueline Bellefontaine z moimi niewielkimi zmianami)

Lemoniada grejpfrutowa

woda 021

Kiedy nad atlantyckie wybrzeże Irlandii dociera fala upałów i temperatura na zewnątrz przekracza 20°C…

Przyzwyczaiłam się, chociaż 10 lat temu nie wierzyłam, że można się przyzwyczaić do irlandzkich temperatur. Dzisiaj chyba nie przeżyłabym polskiego lata z temperaturami szybującymi ponad trzydziestą kreską na skali termometru. Po pierwszym lecie spędzonym na zielonej wyspie spakowałam wszystkie sandałki i japonki do walizki i zabrałam je do Polski, bo stwierdziłam, że mi się tutaj nigdy nie przydadzą. Pierwsze klapki kupiłam dopiero, gdy spodziewałam się Króliczki, ale nie ze względu na rzekomy upał, lecz ze względu na łatwość wkładania i szerokość tego typu obuwia. Każda matka wie o czym mówię…

A jednak się przyzwyczaiłam, organizm zaakceptował umiarkowane temperatury i zimne wiatry od oceanu. Są też benefity wyspiarskiego klimatu – skóra nie jest narażona na ekstremalne warunki, więc się starzeje znacznie wolniej, mamy świeże powietrze a smog znamy tylko z doniesień w mediach, kwiaty w doniczkach kwitną mi do Bożego Narodzenia. Kiedy więc już przychodzi ten dwudziestostopniowy upał, robię jak wyspiarze lemoniadę z cytrusów, wrzucam do niej kostki lodu i czekam do późnego popołudnia, by wyjść z domu, bo wcześniej było za gorąco (żartuję)…

woda 024

woda 027

W międzyczasie zaś wróciłam do porzuconego hobby. Po sukcesie w konstruowaniu torebki komunijnej dla Królisi, poszłam za ciosem i uszyłam sukienkę dla lalki. Na rozgrzewkę wybrałam prosty wzór z wiązaniem na ramionach, ale sprawiło mi to tyle frajdy, że coś mi podpowiada, że w ciągu lata plastikowy rudzielec zyska całkiem sporą garderobę. Szczególnie, że Malutka już martwi się o kurtkę zimową dla lali. Sukienkę uszyłam ręcznie – nauka u mamy i babci nie poszła w las – ale rozważam kupno maszyny do szycia. Zielone światło od męża już dostałam…

woda 023

LEMONIADA GREJPFRUTOWA

  • 750 ml wody mineralnej lub przegotowanej i ostudzonej wody z kranu
  • 3 łyżeczki brązowego cukru
  • ½ pęczka bazylii
  • 2 różowe grejpfruty
  • ½ cytryny
  • lód

50 ml wody wlewamy do miseczki, wsypujemy cukier i mieszamy. Gdy się rozpuści, dodajemy listki bazylii. Listki lekko rozgniatamy (łyżeczką lub tłuczkiem moździerza), przykrywamy i odstawiamy do naciągnięcia w chłodne miejsce na 4 godziny.

Syrop przelewamy przez gęste sitko lub gazę do dzbanka. Wyciskamy sok z cytryny i grejpfrutów. Sok i wodę dolewamy do syropu, mieszamy. Przed podaniem wrzucamy kostki lodu.

woda 026

(wg „Kuchnia. Koktajle” wyd. specjalne 3/2017)

Lasagne z groszkiem, brokułem i pesto

lazania 024

Moja rodzina ogłosiła to danie najlepszą lazanią, jaką kiedykolwiek podałam. Zachwytom nie było końca, a każdy dopytywał, dlaczego nigdy wcześniej takiej nie robiłam. Nie robiłam, bo trochę zabawy przy tym daniu jednak jest – zaczynając od wyciskania mięsa, potem idąc przez smażenie, blanszowanie, opiekanie, mieszanie i składanie w jedną całość. Na końcu ktoś musi to wszystko pozmywać, bo mała zmywarka takiej ilości misek i naczyń nie zmieści. Przy dwójce bardzo absorbujących dzieci wolę jednak dania w stylu pokrój wszystko, wrzuć do gara i duś 2 godziny. Przy ładnej pogodzie mogę jednak wystawić maluchy na podwórko i pilnować je przez kuchenne okno, przy okazji brudząc stos garów i przyrządzając obiad nad obiady.

W podanym przepisie są kulki z wieprzowych kiełbasek, ale bez szkody dla dania można je pominąć i zrobić jarską lazanię. Moim zdanie są zupełnie zbędne, a według Króliczki to one są najlepsze. Bez żalu pozwoliłam jej wyjeść wszystkie z mojej porcji, dzięki czemu zyskałam tytuł najlepszej mamy na świecie. Tytułu najlepszej żony się nie doczekałam, bo z ustami pełnymi dokładki trudno rozdawać zaszczyty, a tym bardziej podczas zasłużonej sjesty…

lazania 022

Lazania to nie jest dietetyczne danie, ale ilość warzyw w tej wersji znacznie poprawia jej walory zdrowotne, bo walory smakowe ma jak stąd na księżyc i z powrotem. Żeby cieszyć się tym daniem w pełni, należy pamiętać o dwóch sprawach. Pierwsza sprawa, to pomidorki koktajlowe – wybierzcie najsłodsze jakie znajdziecie. U mnie były irlandzkie piccolo, ale każde słodkie będą taką czerwoną kropką wieńczącą nasz obiad. Druga sprawa, bardzo ważna sprawa, to pesto. To musi być świeże, dobrej jakości pesto, czyli nie pasteryzowana papka ze słoika. Dobre pesto sporo kosztuje, ale można z powodzeniem zrobić je samemu w domu i to nawet kilka dni wcześniej. Zawsze robię pesto wg przepisu Małgosi (autorki bloga Pieprz czy wanilia), a jeśli kupuję, to sprawdzam skład – ważna jest ilość bazylii, dodatki i tłuszcz, bo musi to być najlepsza oliwa, a nie inne oleje roślinne. Wierzcie mi, opłaca się wybierać to, co najlepsze i najsmaczniejsze…

lazania 026

LASAGNE Z GROSZKIEM, BROKUŁEM I PESTO

  • 200 g groszku (mrożonego)
  • 250 g pomidorków koktajlowych
  • 1 brokuł (mały)
  • 150 g świeżego pesto z bazylii
  • 400 g mascarpone
  • 6 irlandzkich, rzemieślniczych kiełbasek wieprzowych
  • makaron lasagne
  • pęczek bazylii
  • 50 ml mleka
  • 100 g startej mozzarelli
  • 3 łyżki startego parmezanu
  • 20 g orzeszków piniowych
  • 4 łyżki oliwy
  • świeżo zmielony pieprz

Z kiełbasek wyciskamy mięso, które następnie formujemy w kulki wielkości pomidorka koktajlowego. Brokuł dzielimy na małe różyczki. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy i obsmażamy kulki mięsne przez 5-10 minut, obracając je, by zbrązowiały z każdej strony. W międzyczasie zagotowujemy wodę w garnku, wkładamy różyczki brokułu, które gotujemy 3-4 minuty, a następnie odcedzamy. Bazylię siekamy.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Pomidorki układamy na blaszce do pieczenia, obtaczamy w pozostałych 2 łyżkach oliwy, przyprwiamy pieprzem i opiekamy przez 10 minut.

W dużym garnku mieszamy ze sobą zblanszowane różyczki brokułu, groszek zielony, 200 g mascarpone, pesto, usmażone kulki mięsne i posiekaną bazylię. Podgrzewamy przez kilka minut, aż uzyskamy konsystencję sosu. Sprawdzamy smak, ewentualnie doprawiamy.

Mleko mieszamy z pozostałą porcją mascarpone, aż uzyskamy konsystencję sosu (jeśli zbyt gęsty, dolewamy więcej mleka). Niewielką ilością sosu smarujemy dno naczynia żaroodpornego (25 cm × 35 cm). Układamy warstwę makaronu, na którą wykładamy 1/3 sosu brokułowego, rozkładamy 1/3 pomidorków i przykrywamy kolejną warstwą makaronu. Kontynuujemy w ten sam sposób, kończąc warstwą makaronu i zostawiając kilka pomidorków do dekoracji.

Na wierzch wylewamy biały sos, posypujemy mozzarellą, parmezanem i orzeszkami piniowymi. Dekorujemy pozostawionymi pomidorkami. Pieczemy ok. 35 minut, aż wierzch zacznie się brązowić, a sos będzie bulgotał. Jeżeli wierzch lasagne zacznie brązowieć zbyt szybko, przykrywamy naczynie folią aluminiową lub pokrywką.

lazania 025

(wg „Good Food” April 2016)

Pałki z kurczaka w słodko-pikantnej glazurze

pałki 022

Dzisiaj w Irlandii świętujemy Dzień Ojca. Z tej okazji tatusiowi należy dogodzić czymś, co lubi najbardziej. W przypadku mojego męża jest to kurczak. Im mniej wyrafinowany, tym lepszy. Trzecie życie kurczaka, czyli sklepowy kurczak z rożna, to wspomnienie młodzieńczych powrotów do domu, gdy słońce już mrugało nad horyzontem, śmieciarze tłukli się kubłami, a z piekarni dochodził kuszący zapach pieczywa. Jeszcze bardziej kuszący zapach unosił się otwartej 24 h budki z kurczakami. Ciekawe czy ta budka jeszcze istnieje?

Dziś o tej porze wstaje, a nie się kładzie, zaś podejrzanie wyglądającego kurczaka może sobie tylko pooglądać przez szybkę cieplarni w wiejskim sklepie. W tym wieku żołądek domaga się lepszego pożywienia, a i podniebienie nie zadowoli się już byle czym. Specjalnie dla niego zrobiłam pałki w glazurze. Dzięki temu, że gotowały się zanurzone częściowo w sosie i były często obracane, pozostały soczyste i było co z nich ogryzać. Pikantność sosu można dozować dowolnie – odrobina chili doda przyjemnego twistu, a jej duża ilość pozwoli ziać ogniem. Dodatki również można dowolnie zmieniać, a nawet z nich zrezygnować i zrobić sobie po prostu kopiec kurczakowych pałek.

pałki 021

PAŁKI KURCZAKA W SŁODKO-PIKANTNEJ GLAZURZE

  • 240 ml wody
  • 120 ml octu balsamicznego
  • 80 ml sosu sojowego
  • 2 ½ łyżki cukru
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżki sosu sriracha lub 1 łyżeczka suszonych krążków chili
  • 8-10 pałek z kurczaka
  • zielona cebulka do przybrania
  • sezam do przybrania
  • ryż
  • zielenina i dowolne warzywa (np. rukola lub pak choi)

Ryż gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Zieleninę i warzywa przygotowujemy według uznania (rukola na przykład wcale nie potrzebuje dodatków, jest tak intensywna w smaku).

Sos sojowy, ocet balsamiczny i wodę wlewamy do miski. Dodajemy obrany i przeciśnięty przez praskę czosnek, a następnie cukier i sos sriracha (lub chili – ilość pikantnych przypraw zależy od własnych upodobań, można dodać mniej lub więcej). Składniki dokładnie mieszamy, aż cukier się rozpuści.

Sos wlewamy na dużą patelnię, układamy pałki i ustawiamy na dużym ogniu. Gdy sos się zagotuje, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 25 minut, obracając pałki co 7 minut.

Na talerzu układamy porcję ryżu, zieleninę i warzywa, a na wierzchu pałki, które przed zdjęciem z patelni obtaczamy w sosie. Posypujemy pokrojoną zieloną cebulką i ziarnami sezamu. Resztę sosu zlewamy z patelni i podajemy do obiadu.

pałki 023

(wg „Easy Food” June/July 2015)