Staropolski sos koperkowo-pietruszkowy

sos-012

Pierwszy dzień lutego w Irlandii jest również pierwszym dniem wiosny. Co roku obiecuję sobie, że w końcu przysiądę i napiszę pełniej, w czym przysłowiowy pies pogrzebany, i każdego roku luty zaskakuje mnie swoim nagłym przyjściem. Spokojnie mogłabym przespać styczeń, bo i tak mi śmiga przed oczami przeganiany przez atlantyckie wichury.

Wiosnę nad Atlantykiem już czuć i już widać. Wszystko zielone spod ziemi wyłazi, a mojemu maleństwu znów wyłażą ząbki, więc wisi przyczepiony do mojego boku praktycznie całe dnie. Wiosna zatem rzeczywiście przybyła i to wbrew polskiej nazwie miesiąca – luty. Według Brücknera nazwa luty pochodzi od określenia srogiego mrozu, a z Brücknerem nikt nie będzie dyskutował. Nazwisko profesora przewijało się przez wszystkie lata studiów polonistycznych, zaczynając od opowieści, jak Brückner odnalazł Kazania świętokrzyskie, rozwalając okładkę kodeksu w Bibliotece Petersburskiej i wyjmując paski pergaminu będące wzmocnieniem brzegu księgi, a kończąc właśnie na etymologii słowiańskiej.

Na tych samych studiach polonistycznych radowano nas nauką łaciny, która nie kończyła się na gramatyce, ale rozciągała na wiele innych obszarów świata starożytnego. I tak oświecono nas, że kalendarz rzymski miał tylko dziesięć miesięcy – o styczniu i lutym nikt nie słyszał… Okres zimowy był sobie po prostu okresem zimowym – bez nazwy. Dopiero na przełomie VII/VI w. p.n.e. postanowiono wymyślić jakieś nazwy dla tych 61 dni – tak narodził się Februarius i Ianuarius. Jeszcze trochę czasu upłynęło i te dwa miesiące zamieniły się miejscami. Tym sposobem Februarius w końcu został… ostatnim miesiącem roku.

Jak widać sprawa kalendarza, końca roku, początku wiosny, ilości dni w miesiącu itd. jest bardzo względna. Jakby nie przestawiać miesięcy, to gdy słońce jest nisko, na dworze jest zimno. A kiedy jest zimno, to trzeba się uzbroić w kurtkę, gruby sweter i warstwę tłuszczyku. Co tam, zrzuci się na wiosnę – aaa, już jest wiosna, to pardon, zrzuci się na lato…

Na wiosenne „międzyporze” – bo to jest ta wiosna, czy jeszcze jej nie ma – prawdziwy przysmak kuchni polskiej, sos ziołowy według Monatowej. W oryginale jest to sos koperkowy, u mnie koperkowo-pietruszkowy. Nie ma to znaczenia, bo sos jak przystało dawną kuchnię polską jest zawiesisty, gęsty taki, że łyżka w nim stoi. Przyzwyczaiłam się już do lekkich sosów jogurtowych, do sosów na samej śmietanie, ale to ten sos jest jak wspomnienie obiadu u babci. Niby nic, a jednak…

sos-011

STAROPOLSKI SOS KOPERKOWO-PIETRUSZKOWY

  • ½ łyżki masła
  • ½ łyżki mąki
  • 4 łyżki rosołu
  • 250 ml świeżej śmietany
  • garść posiekanego koperku
  • garść posiekanej natki pietruszki
  • sól i świeżo zmielony pieprz do smaku

Z masła i mąki robimy jasną zasmażkę, rozprowadzamy ją bulionem. Wlewamy śmietanę, dokładnie mieszamy, by nie pozostały żadne grudki. Dodajemy posiekane zioła, mieszamy, sprawdzamy smak i ewentualnie doprawiamy solą i pieprzem. Przelewamy do sosjerki. Sos nadaje się zarówno do mięsa, jak i do ryby. U mnie z pierożkami lunette z nadzieniem z owoców morza.

sos-013

(przepis wg Uniwersalnej książki kucharskiej Marii Ochorowicz-Monatowej)

Chutney żurawinowo-jabłkowy

chutney-012

Ostatnia porcja świeżej żurawiny w towarzystwie jabłuszek powędrowała do słoików jako chutney. Właściwie zupełnie niepotrzebnie zapakowałam w słoiki, bo nie zamierzam tego przechowywać – w tej chwili zostało mi już tylko pół słoiczka, takie to dobre… Scone’y kokosowe z twarożkiem sprawiły, że opróżniłam pierwszy słoik, naleśniki ze śmietaną ubitą z domowym cukrem waniliowym pochłonęły kolejne półtora słoiczka, zostało jeszcze pół na jutro zamiast konfitur do herbaty.

Pomimo tego, że od początku nie wierzyłam, że uda mi się odłożyć choć jeden, jeden malutki, maluteńki słoiczek na ciężkie czasy, to podeszłam profesjonalnie do zadania i słoiki wyjałowiłam… Wrzuciłam je do sterylizatora parowego do butelek, którego wciąż z przyzwyczajenia używamy, choć Chomiczek ma już półtora roku. Jak widać ustrojstwo przydaje się też do innych celów, o których nawet nie śniło się jego producentom…

Chutney miał być w pierwotnym założeniu z gruszkami, ale Króliczka oświadczyła, że nie zje ani jednego czerwonego jabłka w rozmiarze „dla dziecięcej dłoni”. Jabłuszka łypały ogonkami, by coś z nimi zrobić, a że słodkie były, to trafiła im się gratka i wylądowały w rondlu z żurawiną przysypane w bonusie cukrem. I tak powstał chutney z gatunku słodko-kwaśnych owocowych sosów. Doskonały jako dodatek do deserów, prostych ciast i innych mało wyrafinowanych wypieków oraz do wszelkiej maści twarożków i twarogów. A nawet sam w sobie jest wystarczająco pyszny.

chutney-013

CHUTNEY ŻURAWINOWO-JABŁKOWY

  • 5 małych, słodkich jabłek
  • 340 g świeżej żurawiny
  • 30 g cukru demerara
  • 20 g skrystalizowanego imbiru
  • 60 ml wody

Jabłka myjemy, obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w półplasterki. Żurawinę płuczemy, przebieramy i wraz z jabłkami wkładamy do sporego rondla. Zasypujemy cukrem, wlewamy wodę, mieszamy i stawiamy na średnim ogniu. Zagotowujemy, zmniejszamy temperaturę i gotujemy ok. 30-35 minut, aż jabłka będą bardzo miękkie, a całość będzie dość gęsta.

Imbir drobno siekamy i dodajemy do ugotowanego sosu. Mieszamy całość i przekładamy do wysterylizowanych słoików, dociskając, by nie zostało powietrze. Słoiki zamykamy od razu, póki sos jest gorący. Mnie najbardziej smakuje na ciepło, więc przed podaniem go podgrzewam.

chutney-017

Cacciatore z kurczaka i dyni piżmowej z pieczarkami, czosnkiem i rozmarynem

rozmaryn-036

Gulasz czy inna jednogarnkowa potrawa z pomidorami i rozmarynem to mój kulinarny rozpieszczacz na szare, krótkie dni. Kiedy słońce ledwie widać pod warstwą chmur, a do tego dni są tak krótkie, że czasami mam wrażenie, że wcale ich nie ma, wtedy naprawdę potrzebuję otulenia… Ciepło kominka, miękkie tkaniny, pachnąca ziołami kolacja i delikatne dźwięki muzyki pełnią właśnie rolę otulaczy dla duszy i ciała.

Razem z Chomiczkiem zasłuchujemy się ostatnio w utworach Simona & Garfunkela, dzieki  czemu przypomniałam sobie tradycyjną angielską pieśń Scarborough Fair. Balladę w swoim repertuarze ma wielu artystów, ale szczerze mówiąc, mało które wykonanie porywa, więc chyba wciąż najbardziej popularne jest to Simona & Garfunkela. Mnie się bardzo podoba wykonanie Celii Pavey, ale największym zaskoczeniem okazała się wersja z polskim słowami zaśpiewana przez Danutę Stenkę i Maćka Zakościelnego. Nie widziałam „Rodzinnego Show” w Teatrze Tv, a piosenkę z przedstawienia usłyszałam pierwszy raz zaledwie kilka dni temu. Pięknie przełożona na język polski, a interpretacja Stenki jest po prostu… otulająca. Jak ta melodia płynie…  Wirujemy z Chomiczkiem w tańcu przez kuchnię do jadalni, nucąc ziołowy refren ballady.

rozmaryn-033

CACCIATORE Z KURCZAKA I DYNI PIŻMOWEJ

  • 3 nóżki z kurczaka
  • kawałek wędzonego boczku
  • ½ dyni piżmowej (ok. 600 g)
  • cebula
  • por
  • 100 g brązowych pieczarek
  • 2 gałązki rozmarynu
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżka oliwy
  • 2 puszki pomidorów (400 g każda)
  • 250 ml Chianti
  • 3 listki laurowe
  • sól, pieprz do smaku

Z kurczaka zdejmujemy skórę i oddzielamy pałkę od udka. Cebulę obieramy i kroimy na 8 cząstek. Czosnek obieramy i kroimy w plasterki. Boczek kroimy w cienkie plasterki, a następnie w kostkę. Por myjemy, kroimy w plasterki. Listki rozmarynu oskubujemy i drobno siekamy. W naczyniu na casserole (takim, którego można używać na płycie i w piekarniku) rozgrzewamy oliwę na średnim ogniu. Wrzucamy pokrojony boczek i rozmaryn, mieszamy regularnie przez 2 minuty, a następnie dorzucamy cebulę, por i czosnek. Gotujemy przez 10 minut, mieszając regularnie.

Piekarnik nagrzewamy do 170°C (program z termoobiegiem). Dynię myjemy, bez obierania kroimy w kostkę, usuwamy nasiona. Pieczarkom tylko odrywamy nóżki. Pieczarki, dynię i części kurczaka dodajemy do garnka, wlewamy wino i gotujemy, aż zacznie się płyn nieco zredukuje. Wtedy wkładamy listki laurowe i wlewamy pomidory. Do obu pustych puszek wlewamy wodę (do połowy puszki), potrząsamy, by zebrać resztki pomidorów ze ścianek puszki i wlewamy do garnka. Zagotowujemy, po czym przekładamy naczynie do piekarnika. Pieczemy przez 1 godzinę. Przed podaniem doprawiamy do smaku. Serwujemy z chlebem.

rozmaryn-032

(zmodyfikowany przepis z „Taste Ireland” Annual 2015/2016)

Biała czekolada na gorąco

czekolada-024

Gdzie ta obiecana śnieżyca? Pytam się łaskawie, gdzie jest ta straszna śnieżyca, o której alarmowały wszystkie lokalne stacje radiowe, gazety, urzędy i przedstawiciele władz hrabstwa, a której tylko nie zapowiadano w prognozach pogody.

To była najciekawsza burza śnieżna w moich stronach. O tym, że ma szaleć śnieżyca, dowiedziałam się z wpisu pani burmistrz na facebooku, prywatnie mojej koleżanki ze stowarzyszenia. Przekazywała ona oficjalne informacje o alarmie pogodowym i kierowała do strony internetowej, która jest oficjalnym poradnikiem na ciężkie, zimowe czasy, czyli tłumaczy jak się zabezpieczyć na wypadek śniegu, by jego opady przeżyć. Dziwnym trafem żaden z internetowych serwisów pogodowych nie przewidywał ani mrozu, ani śniegu, ani nawet szczególnie silnego sztormu, bo co to tam u nas wiaterek wiejący z prędkością 50 km na godzinę? Zefirek zwyczajny, świeża bryza od oceanu. Temperatura nie spadła nawet do zera, wiatr wiał zwyczajny zimowy, trochę posypało gradem wielkości przeciętnego pryszcza na brodzie. A śniegu ani widu, ani słychu…

Dzieci stały przy drzwiach na podwórko, patrząc na grad, którego spadło za mało, by przykryć ziemię. Rozczarowana była szczególnie Króliczka, która marzy o prawdziwie białej aurze, a pozostaje jej tylko oglądnie zdjęć z pierwszych dwóch lat życia, podczas których rzeczywiście nawiedziły Irlandię zimowe śniegi. Pięknie wtedy wyglądały palmy w przydomowych ogródkach obsypane białym puchem…

czekolada-091

Na pocieszenie zrobiłam Króliczce gorącą białą czekoladę, słodką jak diabli, ale puszystą i białą jak śnieg. Nie do końca tak białą, ale jak ktoś nigdy śniegu nie widział, to nie ma porównania… W komplecie, do pełni dziecięcego szczęścia, dostała pianki marshmallows, których nie cierpię. Nie mogę patrzeć, jak moje dziecko się nimi zajada, po prostu mnie otrzepuje na sam widok. Czekoladę zrobiłam na mleku migdałowym, bo mnie picie mleka krowiego już nie służy (można kupić – najlepiej niesłodzone, a można zrobić samemu – w przepisie na napój migdałowy wystarczy pominąć wodę różaną i cukier). Przygotowanie czekolady trwa chwilę, ale efekt rozpieszczenia utrzymuje się znacznie dłużej…

czekolada-023

BIAŁA CZEKOLADA NA GORĄCO

  • 420 ml mleka migdałowego
  • ½ łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 100 g białej czekolady
  • pianki marshmallows do dekoracji (niekoniecznie)

Czekoladę łamiemy na małe kawałki. Mleko wlewamy do rondelka, dodajemy ekstrakt z wanilii. Wrzucamy pokruszoną czekoladę. Stawiamy na średnim ogniu, podgrzewamy, mieszając, żeby rozpuścić czekoladę, ale nie dopuszczamy do zawrzenia. Rozlewamy do filiżanek, ewentualnie posypujemy piankami marshmallows. Podajemy od razu, przed wypiciem należy wymieszać.

“Hummus” z czarnej fasoli (oraz wrapy z tym hummusem)

hummus-z-fasoli-016

Jeśli czytaliście poprzedni wpis, wiecie, że trafiłam na wyjątkową puszkę czarnej fasoli. Nie dość, że była to ekologiczna fasola w samej wodzie (bez soli!), to jeszcze trafiła mi się podwójna porcja. Po otwarciu okazało się, że puszka jest napchana po same brzegi, a fasola tak ubita, że nie tylko nie było co odsączać, ale też ledwo udało się ją wydłubać z puszki. Łyżka mi się zaczęła wyginać, więc wyskrobałam fasolę widelcem. Nie byłabym sobą, gdybym nie zważyła zawartości. Okazało się, że mam całe 480 g fasoli, choć puszka teoretycznie miała zawierać 400 g fasoli wraz z zalewą, a bez zalewy to jedynie 230 g. Czyli miałam bonusowo drugą porcję. Niestety po wydłubaniu jej z opakowania nie prezentowała się zbyt elegancko, bo zamieniła się w breję.

Mąż chciał od razu wyrzucić całą zawartość, ale solennie obiecałam zużyć całość w ciągu 24 godzin. W jakiejś gazecie widziałam kiedyś pomysł na meksykański „hummus” właśnie z czarnej fasoli, ale czas gonił, więc nie wertowałam wszystkich magazynów kulinarnych jakie zalegają mi w domu, by znaleźć przepis, szczególnie, że nie mam pewności, że to była moja gazeta. Mam paskudny nawyk oglądania każdej gazety z przepisami, jaka mi się nawinie. Kiedyś przepisywałam na karteluszkach co ciekawsze przepisy, a potem je gubiłam w przepastnych czeluściach moich toreb. Teraz, dzięki postępowi techniki, robię zdjęcia telefonem, a potem już tylko zapominam o sfotografowanych recepturach. Na szczęście te najciekawsze pomysły zostają w mojej głowie w zarysie, uzupełniam je odrobiną wyobraźni i voilà! – hummusowa pasta do chleba, tortilli czy nachos gotowa.

hummus-z-fasoli-014

Wysmarowałam nią placki tortilli, które potem napchałam warzywami. Mnie wegetariańska wersja w zupełności zadowala, ale mięsożercy mogą usmażyć sobie kurczaka, jeśli bez niego mieliby umrzeć… Mój Mąż już tam dobrze wie, że to o nim… Moim zdaniem bez mięsa jest smaczniejsze, bo że zdrowsze, nie trzeba nikogo przekonywać.

hummus-z-fasoli-013

„HUMMUS” Z CZARNEJ FASOLI

  • 480 g czarnej fasoli z puszki (po odsączeniu z zalewy)
  • 2 papryczki chili
  • 4 łyżki soku z limonki
  • duża garść świeżej kolendry
  • 1 łyżka oliwy

Papryczki rozkrawamy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy na mniejsze kawałki. Wkładamy wraz z wypłukaną fasolą do malaksera, dodajemy pozostałe składniki i dokładnie miksujemy (można użyć też ręcznego blendera).

WRAPY Z „HUMMUSEM” FASOLOWYM

  • 4 wrapy (tortille)
  • hummus z czarnej fasoli
  • oliwa
  • mini kukurydze (2 graści)
  • groszek cukrowy (2 graści)
  • 3 marchewki
  • ½ czerwonej papryki
  • awokado
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • ogórek

Marchewki myjemy, obieramy i kroimy w słupki. Kukurydze myjemy. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju i wrzucamy kukurydze wraz z marchewkami. Smażymy kilka minut, dodajemy umyty groszek cukrowy, przyprawiamy solą i pieprzem. Ogórek kroimy w plasterki, z papryki usuwamy gniazdo nasienne i kroimy w paski. Awokado rozkrajamy na pół, usuwamy pestkę, obieramy i kroimy w plasterki.

Placki tortilli przygotowujemy wg instrukcji na opakowaniu. Każdy smarujemy dość grubo hummusem fasolowym, na nim układamy warzywa, całość składamy i spinamy wykałaczką. Podajemy od razu. Kto woli wrapy na ciepło, może złożone już podgrzać w kuchence mikrofalowej, w piekarniku lub zgrzać w zgrzewarce (opiekaczu) do kanapek.

hummus-z-fasoli-012

Kurczak z chorizo, fasolką i stuffingiem (oraz o kuchennych przygodach)

swieta-012

I tydzień zleciał. A właściwie przeleciał… między palcami. Zgubił się mi zupełnie. Dzisiaj jednak należało się otrząsnąć, przerwa świąteczna się skończyła, więc przyszło wystawić się na chłód poranka i pomaszerować z dzieckiem do szkoły. Po południu już bardziej przytomnie kroczyłam drogą, na tyle przytomnie, by dostrzec budzącą się do życia przyrodę. Narcyzy przebiły się już przez zmarzniętą ziemię! Niestety pogoda jest kapryśna i poza zwyczajowym wietrzyskiem znad Atlantyku, podarowała nam dziś gradobicie. Sypnęło lodowymi kulkami, ledwo zdążyliśmy się rozsupłać z szalików. Uciec przed gradem się udało, ale pech dosięgnął mnie w ostatnim czasie kilkakrotnie w kuchni…

Zaczęło się już przed wigilią, gdy gotowałam świąteczną czerwoną kapustę. Doprawiam ją czerwonym winem – wygrzebałam butelkę dobrego trunku, zdjęłam metalową folię i widzę, że korek już z zewnątrz pęka. Nie dość, że był za głęboko wciśnięty, to jeszcze kawałek odstawał. Pod wpływem nacisku korkociągu zaczął pylić, a nim wkręciłam się na pożądaną głębokość, dolna część korka, ot tak sobie, odpadła. Wyciągnięcie pozostałej części też nie było proste, ale udało się. Szkoda mi było tego wina, w desperacji więc je przefiltrowałam przez poskładaną pieluszkę tetrową (dzieci mają tyle pożytecznych akcesoriów!) do szklanej butelki z szeroką szyjką. Część wlałam do kapusty, odrobinę do gardła, a resztę zostawiłam mężowi. Wypił, na zdrowie…

swieta-011

W kolejnych dniach trafiły mi się dwie zepsute śmietany. Pierwsza była crème fraîche, która pod wieczkiem porosła błękitną pleśnią. Trudno, miałam jeszcze świeżą śmietanę, więc sos z łososiem do makaronu udało się dokończyć bez większych zgrzytów. Następnego dnia odkupiłam sobie tę świeżą śmietanę, bo była mi potrzebna do planowanego sosu koperkowego. Kiedy jej dzień nastał, posiekałam zioła, zrobiłam zasmażkę i sięgnęłam po śmietanę. Skisła! A niech ją gęś! Szybko połapać dzieci, zmusić do założenia kurtek, czapek, Chomiczka dodatkowo przekonać po raz setny, że w rękawiczce ta wąska część jest na kciuk, a nie na palec wskazujący i pędem do sklepu po śmietanę. Ten sos będzie mi się jeszcze długo śnił…

A ostanie przygody zdarzyły się podczas gotowania poniższego dania. Pierwsza niezwiązana z kuchnią – niespodziewany gość opóźnił moje wejście do kuchni, więc zdjęcia zostały cyknięte telefonem na blacie, bo już nie miałam ani sił, ani nastroju na jakiekolwiek działania z aparatem. Poza nieoczekiwaną wizytą, były jeszcze inne atrakcje. Pierwsza to fasola – miała być czarna. Po otworzeniu puszki okazało się, że jest przepakowana. W tę nieszczęsną puszkę maszyna wepchnęła prawie 500 g fasoli! Co za róg obfitości – tylko nie dało się tego dobra wyjąć. Musiałam wydłubywać widelcem (łyżka zaczęła się odginać!), do zapiekanki użyłam więc białej fasolki, a co zrobiłam z miazgą z czarnej, przekonacie się wkrótce. Druga wpadka jeszcze głupsza. Szpinak okazał się być niemytą jarzyną, co jest dość rzadkie w Irlandii. Wszystkie pakowane liście zazwyczaj są umyte i gotowe do spożycia, a ten szpinak był właśnie taki nieekologicznie zapakowany w folię. Ale z ekologicznym błotkiem w środku. Stoję przy tym rondlu, sięgam ręką do paczki i już mam wrzucać, gdy mi błoto przez palce ścieka. No szlag by to trafił. Myłam liście z takim zaangażowaniem, że furgały po całej kuchni.

swieta-014

Mam nadzieję, że wyczerpałam już limit kulinarnych przygód na cały 2017 rok i teraz będzie już przewidywalnie, spokojnie i bezkolizyjnie. Marchewki będą się równo kroić, cebula nie będzie rozmazywać tuszu, a śmietana będzie zawsze świeża. Czego życzę i Państwu!

swieta-013

KURCZAK Z CHORIZO, FASOLKĄ I STUFFINGIEM

  • stuffing (ok. 200 g)
  • cebula
  • duża pierś z kurczaka
  • chorizo (ok. 150 g)
  • puszka pomidorów (400 g)
  • puszka fasolki (400 g)
  • szpinak
  • ząbek czosnku
  • świeży tymianek
  • natka pietruszki
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz kolorowy
  • łyżka oliwy

Chorizo obieramy i kroimy w kostkę, pierś z kurczaka kroimy w nieco większą kostkę. Cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę. W rondlu rozgrzewamy oliwę i wrzucamy posiekaną cebulę. Gdy się zeszkli, dodajemy rozgnieciony ząbek czosnku. Następnie wrzucamy kurczaka i smażymy, aż się zrumieni ze wszystkich stron. Dodajemy chorizo, smażymy jeszcze 2-3 minuty.

Piekarnik rozgrzewamy do 180°C. Do rondla z mięsem wlewamy pomidory, dodajemy posiekaną natkę i otarty tymianek, przyprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy kilka minut, by sos nieco zgęstniał. Fasolkę płuczemy na sitku i odsączamy. Szpinak dokładnie myjemy, dodajemy wraz z fasolką do rondla. Gotujemy chwilę, aż szpinak zwiędnie.

Przekładamy całość do naczynia żaroodpornego. Na wierzch wysypujemy stuffing. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez ok. 20 minut.

Kaczka świąteczna

kaczka-swiateczna-018a

Co prawda upiekłam ją na Sylwestra i Nowy Rok, ale nadzienie z migdałami i skórką pomarańczową pasuje nawet lepiej do świątecznego menu. Ponieważ kaczka jest moim zdaniem najsmaczniejsza z drobiu, cieszy mnie pod każdą postacią o każdej porze roku. Jednak niezbyt często przygotowuję ją sama w domu, znacznie częściej zamawiam nóżkę konfitowaną w restauracji lub kupujemy na wynos crispy duck od Chińczyka.

Kaczkę przytachał Mąż, jak zawsze bez pytania, czy w ogóle mam ochotę stać w Sylwestra przy piekarniku, a przepis wybrała Króliczka, bo z drobiu najbardziej lubi… stuffing. Z przepisem miałam trochę zabawy, bo albo był napisany z błędami, albo przez kompletnego laika, a na zdjęciu był… kurczak. Gdyby postąpić dokładnie według instrukcji, wyszło by nam ponad kilo stuffingu (wyobraźcie sobie kilo okruchów z chleba!), a kaczkę podalibyśmy… na wpół surową.

Piekłam jedną kaczkę, ale zrobiłam podwójną porcję nadzienia, ponieważ uznałam, że szkoda mi czasu bawić się aż tak na jedną, małą porcję. Pozostałą porcję wykorzystałam na dzisiejszy obiad (wraz z kiełbasą chorizo, której do nadzienia zużyłam raptem ćwiartkę), o czym postaram się jutro napisać. Wyspiarski stuffing łatwo zagospodarować – można nim nadziać każdy rodzaj drobiu, można go wykorzystać jako wierzch do mięsno-warzywnej zapiekanki, a nawet napchać nim kanapkę (tak, wiem, brzmi to dziwnie) z kurczakiem.

Kaczka starczyła nam na dwa obiady, ale była tak smaczna, że trudno było się oprzeć przed zjedzeniem jej do końca – przecież sylwestrowa noc jest długa. Myśl, że wtedy musielibyśmy Nowy Rok witać kurczakiem z fasolą, przekonała nas, by nie ulegać grzechowi łakomstwa. Tylko Chomiczek nie był przekonany… Oj, rośnie nam smakosz! Podałam kaczkę z ziemniakami gratin i klementynkami. Równie dobrze pasują pieczone ziemniaki i prosta surówka z czerwonej kapusty lub świąteczna czerwona kapusta – ten zestaw testowaliśmy drugiego dnia.

kaczka-swiateczna-017

kaczka-swiateczna-016

KACZKA ŚWIĄTECZNA

Nadzienie (stuffing, starczy na 2 kaczki):

  • 300 g świeżej bułki tartej
  • 75 g solonych prażonych migdałów
  • 75 g masła
  • pół cebuli
  • skórka z połowy pomarańczy
  • 50 g chorizo
  • 1 łyżeczka świeżo otartego tymianku
  • pieprz kolorowy, świeżo zmielony

Cebulę obieramy i siekamy w drobną kostkę. W rondlu roztapiamy masło i smażymy cebulę na małym ogniu przez 10 minut. Zdejmujemy osłonkę z chorizo i kroimy w kosteczkę, dodajemy do rondla z cebulą i smażymy jeszcze 2-3 minuty.

Prażone migdały rozdrabniamy ręcznym blenderem, uważając, by nie przesadzić – nie robimy z nich proszku, tylko okruchy. Wsypujemy do dużej miski, dodajemy bułkę tartą, skórkę pomarańczową i tymianek. Przekładamy całą zawartość rondla do miski z bułką, doprawiamy pieprzem i starannie mieszamy.

Kaczka:

  • kaczka (2 kg)
  • 500 ml wody
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz kolorowy
  • garść świeżego tymianku
  • 2 łyżeczki mielonej papryki
  • odrobina ciepłej wody

Piekarnik nagrzewamy do 200°C z termoobiegiem. Z kaczki usuwamy nadmiar skóry oraz tłuszczu z obu stron i z wewnątrz, tłuszcz odkładamy na bok. Ewentualne pozostałości upierzenia usuwamy pęsetą. Kaczkę nacieramy solą i pieprzem, a następnie nadziewamy stuffingiem dość luźno (nie ubijamy). W otworze układamy na nadzieniu 2-3 kawałki odkrojonego tłuszczu z kaczki, żeby zapobiec wyschnięciu stuffingu. Otwór spinamy wykałaczką. Skórę na piersiach kaczki nacinamy niezbyt głęboko (4 nacięcia na każdej), aby umożliwić wypływanie tłuszczu.

Kaczkę pieczemy w brytfannie z rusztem (można użyć tacy z rusztem z wyposażenia piekarnika). Na spodzie naczynia układamy świeże zioła, zalewamy wodą, wkładamy kratkę. Na kratce układamy kaczkę piersiami do góry. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 10 minut.

Mieloną paprykę rozprowadzamy ciepłą wodą, aż uzyskamy gęstą pastę. Wyjmujemy kaczkę z piekarnika i dokładanie smarujemy pastą paprykową. Zmniejszamy temperaturę do 170°C (z termoobiegiem), wstawiamy ponownie kaczkę i pieczemy przez 2 godz. Na pół godziny przed końcem pieczenia nakłuwamy kaczkę w pachwinach, by wytopić tłuszcz. W razie potrzeby dolewamy wodę na dno tacy.

Po upieczeniu kaczkę odstawiamy na 15 minut. Usuwamy wykałaczkę. Kaczkę zdejmujemy z rusztu, (jeśli przywarła do kratki, podważamy nożem) i układamy na półmisku udekorowanym ziołami i cytrusami (opcjonalnie), kroimy na porcje – do każdej dodajemy łyżkę stuffingu.

kaczka-swiateczna-014
(dopracowany przeze mnie przepis z „Taste Ireland” Annual 2015/2016)