Sałatka fatoush z grillowanym serem halloumi

fatoush 21

Fatoush (lub fattoush, fattoosh, fattouche, fatush… lub jakkolwiek inaczej zapiszemy fonetycznie z arabskiego) to pochodząca z Lewantu sałatka z opieczonym chlebem pita. Egzotyczna nazwa może być myląca, ale to najzwyklejsza sałatka z sałaty, rzodkiewki, cebulki, ogórka, pomidorów i papryki. Najbardziej egzotycznym dodatkiem jest sumak, przyprawa, którą ciężko dostać w supermarkecie. Znajdziecie ją w arabskich sklepach z żywnością „halal” oraz w sklepach z orientalnymi produktami. Możecie też zastąpić ją… otartą skórką z niewoskowanej cytryny wymieszaną z odrobiną soli.

Skoro sałatka egzotyczna jest tylko z nazwy, to właściwie pozamiatane, bo czym się tu ekscytować? Ogórkiem z rzodkiewką i cebulką? W The Meat Free Monday Cookbook zwróciłam uwagę akurat na tę sałatkę nie ze względu na nazwę, ale ze względu na zdjęcie. Podana z hummusem i grillowanym serem halloumi sprawiała tak interesujące wrażenie, że po prostu musiałam ją zrobić. Czasami zobaczę coś na zdjęciu i czuję, że to samo musi znaleźć się na moim talerzu, cokolwiek to jest. Zdarza się, że nie jest to zdjęcie ilustracyjne do przepisu, ale po prostu zdjęcie potrawy zobaczone w internecie, wtedy kombinuję, co i ile, i jak to zrobić. Tym razem przepis był obok, więc nie musiałam zgadywać, czy to zielone to ogórek, czy może jednak papryka..

W trakcie mieszania  w misce wysłałam zdjęcie mężowi. Ale się ucieszył! Jak dotarł do domu od razu złapał za widelec! Pierwszy kęs i wielkie oczy: – Och, Ty! Na zdjęciu wyglądało jak kurczak, a to pieczywo! Zjadł do ostatniego listka sałaty, ale powtarzał, że to mi się lepiej udało, niż tegoroczny dowcip primaaprilisowy. Popłakałam się ze śmiechu, bo wcale nie miałam zamiaru go zwodzić, gdyż widział, którą książkę przeglądałam poprzedniego wieczoru. Ach, ci mężczyźni!

ocean 23

fatoush 22

SAŁATKA FATOUSH Z GRILLOWANYM SEREM HALLOUMI

  • 2 opakowania sera halloumi (225 g każde)
  • hummus (przepis tutaj)
  • 3 podłużne chlebki pitta
  • 4-5 łyżek oliwy
  • 4 spore garści mieszanych liści sałatowych
  • ½ ogórka wężowego
  • 5 zielonych cebulek
  • 6 rzodkiewek
  • 200 g pomidorków koktajlowych (słodkich)
  • 1 czerwona papryka
  • 1 zielona papryka
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • 2 łyżki posiekanej kolendry
  • sok z 1 cytryny
  • sól
  • pieprz
  • 2 łyżeczki sumaka (lub skórka otarta z cytryny)

Piekarnik ustawiamy na funkcję grilla. Chlebki pita grillujemy, aż zaczną nabrzmiewać. Wyjmujemy je, ostrożnie rozcinamy, rozkładamy na płasko i smarujemy w środku oliwą. Wkładamy do piekarnika i pieczemy, aż się lekko zezłocą. Kruszymy je na kawałki „na jeden kęs” i zostawiamy do ostygnięcia.

Sałatę myjemy, targamy liście na mniejsze kawałki i wkładamy do dużej miski. Ogórek obieramy (opcjonalnie), kroimy w półplasterki. Z umytych cebulek usuwamy zewnętrzną warstwę, odcinamy końcówkę i kroimy. Myjemy pomidorki, rzodkiewki i papryki. Pomidorki kroimy na pół, z obu papryk usuwamy gniazda nasienne i kroimy w sporą kostkę, z rzodkiewek odcinamy końcówki i kroimy w plasterki (jeśli mają ładne, świeże liście nie wyrzucam ich, tylko robię pyszne i bardzo zdrowe pesto!). Wszystkie warzywa wrzucamy do miski z sałatą. Dodajemy posiekane zioła i pokruszone chlebki pita.

W małej misce mieszamy pozostałą oliwę z sokiem z cytryny oraz solą i pieprzem. Zalewamy sałatkę, posypujemy sumakiem (lub skórką z cytryny), mieszamy i odstawiamy na pół godziny.

Tuż przed podaniem grillujemy ser halloumi pokrojony na plasterki ok. 1 – 1 ½ cm (na patelni lub w piekarniku – wg instrukcji na opakowaniu). Sałatkę podajemy z usmażonym serem i hummusem.

ocean 22
(przepis wg The Meat Free Monday Cookbook z niewielkimi zmianami)

Czipsy z jabłek

czipsy 02

Czasami przebiega mi przez głowę myśl, że coś tam byłoby dobrym tematem na wpis na blogu, a potem czas ucieka, biegnie dzień za dniem i temat staje się nieaktualny. Zima się kończy, zaczyna wiosna. Dzieci rosną. My się starzejemy.

W grudniu najstarszą osobą w Irlandii została Elizabeth Gallagher, kiedy skończyła 108 lat. Chciałam podzielić z Wami tą informacją, ponieważ tak się składa, że to pani z sąsiedniej wsi. Niestety czas nie stoi w miejscu i Elizabeth Gallagher odeszła 25 marca. Nic nie trwa wiecznie, nikt nie żyje wiecznie. Nie można niczego odkładać na potem, na jutro, na pojutrze a najlepiej na przyszły rok. Bo jutro świat może wyglądać już zupełnie inaczej i nie będzie sensu pisać o 11 prawnuczkach najstarszej osoby na zielonej wyspie.

Przed Wielkanocą refleksja o życiu, jego sensie i kruchości, jest właściwie nieunikniona. Zaskakujące bywa w jaki sposób różne elementy przywołują myśli o czymś zupełnie odległym. Rozmawialiśmy o winie, które pił kolega, bo zaintrygowała mnie nazwa jak nazwisko pisarza – Saramago, a zaraz potem mąż wspomniał o kazaniu o Łazarzu. – Pamiętasz? W swej powieści Saramago nie pozwolił wskrzesić Jezusowi Łazarza (bo nikt nie nagrzeszył aż tak, by umierać dwukrotnie), za to u Kazantzakisa Łazarz wstaje z grobu w stanie częściowego rozkładu, siostry muszą iskać z jego ciała robactwo i znosić zapach zgnilizny. I stoimy zapatrzeni w drzewa, a kawa stygnie w kubkach zawieszonych w zadumanych dłoniach.

Chwile zamyślenia są naprawdę chwilami, kiedy dom roznoszą Kojot ze Strusiem Pędziwiatrem, czyli Królisia z Chomiczkiem, jak łatwo odgadnąć. Na zakręcie, w biegu starsze rzuca w przelocie hasło „czipsy jabłkowe”, dwa kółka przez kuchnię na korytarz i znów do kuchni, by dorzucić magiczne „proszę”, i łomot w korytarzu, bo coś spadło/samo się przewróciło, ale „nic się nie potłukło, mamo!”, i huragan na nowo szaleje, śmieje się, a ja głupieję… Zrobić czipsy, zrobić czipsy…, jak dobrze wiedzieć, co ma się w życiu zrobić, nawet jeśli są tylko czipsy…

czipsy 03

CZIPSY Z JABŁEK

  • 2 duże, czerwone jabłka
  • cynamon

Piekarnik nagrzewamy do 140°C. Jabłka myjemy, wycinamy gniazdo nasienne i kroimy w cienkie plastry (2 mm). Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia.

Jabłka z obu stron oprószamy cynamonem (najwygodniej użyć małe sitko takie jak do cukru pudru). Układamy plasterki jabłka na blaszce (tylko jedną warstwę) i pieczemy przez 45 minut. W połowie pieczenia przewracamy na drugą stronę. Jeżeli jabłka są bardzo soczyste, pieczemy dłużej, aż zrobią się suche, ale pilnujemy, żeby się nie przypaliły. Po wyjęciu studzimy na kratce. Czipsy przechowujemy w szczelnie zamkniętym pudełku.

czipsy 01

Makaron nadziewany ricottą i szpinakiem

makaron szpinak 014

Ricotta ze szpinakiem to klasyczne połączenie, którego nie trzeba specjalnie przedstawiać. Bardzo lubię przekładać tym nadzieniem lasagne, ale tym razem przemogłam się i nafaszerowałam pennoni rigati giganti. Makaron, który kupiłam już jakiś czas temu, trochę mnie przerósł…, bo nie mogłam się zdecydować, czy go nadziać i zapiec, czy wymyślić do niego jakiś sos. Są dostępne mniejsze pennoni, ale mój makaron miał otwory niemal tak duże jak cannelloni, tylko o nieregularnych kształtach.

Koniec końców postanowiłam zrobić zapiekankę. Wysypałam więc całą zawartość paczki i wybrałam te sztuki, które przynajmniej na jednym końcu miały wystarczająco okrągły, szeroki otwór, by łatwo było nałożyć do niego nadzienie. Niektórzy polecają nadziewać przy pomocy rękawa cukierniczego, ale wtedy trzeba naprawdę drobno posiekać cebulę, pieczarki i szpinak, żeby nadzienie miało konsystencję prawie pasty. Ja jednak lubię widzieć różnicę między daniem przygotowanym w domu, które właśnie wygląda nieprofesjonalnie, a idealnym produktem fabrycznym. Nakładanie łyżeczką farszu to jest zabawa, w sumie nie na moją cierpliwość, ale od czasu do czasu mogę się wysilić.

Rodzina zacierała ręce z radości, widząc, że szykuje się im uczta. Mąż zaglądał przez ramię i komentował: – Ja zjem tyle, Królisia tyle, to tobie kochanie zostaną dwie rurki… Chciałby mieć tak pojemny żołądek, a przecież jeszcze czekało słodkie „co nieco” –  z pozostałych białek zrobiłam kokosanki. Z podanych składników wychodzą cztery solidne porcje, ale danie łatwo można zmodyfikować, by móc nakarmić nim większą ilość osób. Polecam, klasyczne smaki nigdy nie wychodzą z mody!

makaron szpinak 011

MAKARAON NADZIEWANY SZPINAKIEM I RICOTTĄ

  • 300 g pennoni rigati giganti lub 250 g cannelloni
  • 680 g passaty pomidorowej
  • 2 łyżki oliwy
  • 300 g świeżego szpinaku (i łyżka masła) lub 250 g mrożonego
  • opakowanie ricotty (ok. 250 g)
  • 2 żółtka
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 1 mała cebula
  • szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • 60 g cheddara
  • 100 g pieczarek
  • duża garść świeżej bazylii
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Świeży szpinak myjemy i gotujemy na dużej patelni, na maśle, aż liście zwiędną. Odstawiamy do wystygnięcia, a następnie dość drobno kroimy. Mrożony szpinak wystarczy posiekać. Bazylię siekamy, cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę. Oczyszczone pieczarki drobno siekamy. Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę. Cheddar ścieramy na drobnych oczkach tarki. Cebulę, szpinak, żółtka, 40 g sera, czosnek, ricottę, połowę bazylii i pieczarki mieszamy razem w misce i przyprawiamy gałką, solą i pieprzem.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Farszem nadziewamy makaron (łyżeczką lub za pomocą rękawa cukierniczego). Nafaszerowany makaron układamy w żaroodpornym naczyniu tak, aby leżał w jednej warstwie. Na wierzch wylewamy passatę pomidorową, skrapiamy oliwą, przyprawiamy solą i pieprzem, a następnie posypujemy pozostałą bazylią i resztką cheddara. Przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy na 20 minut do piekarnika. Następnie zdejmujemy folię i pieczemy bez przykrycia jeszcze 20 minut (aż makaron będzie miękki – łatwo sprawdzić, naciskając wykałaczką lub końcem noża).

makaron szpinak 015

(przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” April 2016)

Central Park Bagel

cp bagel 12

Z bajglami to jest ciekawa historia. Każdy, kto bywał w Krakowie, pamięta uliczne kramarki sprzedające bajgle. Przy dworcu kolejowym, prosto z plastikowych skrzynek, w których po bajglach, gdy nikt akurat ich nie odpędzał, skakały gołębie. Zawsze mnie zawstydzało, że tradycyjny krakowski wypiek sprzedaje się w tak odrażający sposób. Nic dziwnego, że mało kto na świecie kojarzy bajgle z Krakowem. Bajgiel to Nowy Jork.

Chociaż do Nowego Jorku bajgle przywędrowały z Europy, a dokładnie wraz krakowskim  Żydami, to jednak świat podbiły jako produkt nowojorski. Sprzedawane w różnych rozmiarach, odmianach, z dodatkami lub bez, jedzone świeże lub opieczone, nadziane absolutnie wszystkim, o czym dusza zamarzy, stały się symbolem Nowego Jorku. W takiej formie podbiły też moje podniebienie, nie jako sucha bułka z krakowskiego rynku, ale jako kanapka pełna pyszności z bajgielowego baru w nowojorskim stylu, których sporo tutaj, w Irlandii.

Samo miasto też jest ikoną – zauważcie, że obok Londynu i Paryża, jest najpopularniejszym miastem-motywem dekoracyjnym.  Miasto występuje też jako tło dla filmowych historii, a jednym z najczęściej „grających” miejsc jest Central Park. Moja mama na pewno wskazałaby „Love Story”, mój mąż „Muppety na Manhattanie” a ja „Hair” jako najlepszy film z Central Parkiem w tle.

W takie wiosenny dzień jak dziś przyjemnie by było wziąć na wynos bajgle z jedno z licznych na Manhattanie bagel barów, rozsiąść się na The Great Lawn, gdzieś w pobliżu Metropolitan Museum of Art, wystawić twarz do słońca i chłonąć atmosferę miasta, o którym Alicia Keys śpiewa, że w nim wszystko można. Póki co, na wycieczkę do Stanów się nie zanosi, ale bajgle smakują tak samo dobrze po tej stronie Atlantyku, a słońce świeci dziś nawet w Irlandii.

cp bagel 11

CENTRAL PARK BAGEL

  • wieloziarniste bajgle
  • sałata
  • majonez
  • pomidory
  • usmażona lub gotowana na parze pierś z kurczaka (resztki z poprzedniego dnia nadają się idealnie)
  • boczek
  • sól
  • pieprz

Boczek kroimy w cienkie plastry i smażymy na patelni (do smażenia bez tłuszczu) na chrupko. Kurczaka kroimy w plasterki. Sałatę i pomidory myjemy. Pomidory kroimy w plastry. Bułki rozkrawamy na pół i wrzucamy do tostera (lub grillujemy w piekarniku na najwyższej półce).

Spód bułki smarujemy majonezem, układamy sałatę, pomidory, przyprawiamy solą i pieprzem. Na wierzchu układamy kurczaka i boczek, przykrywamy drugą częścią bułki.


Kuchnia Ameryki Północnej 2017

Irlandzkie kiełbaski w sosie cydrowo-musztardowym

kielbaski 018

Dzień Świętego Patryka celebrujemy nie tylko paradą, zielonym strojem i Guinnessem. Świąteczny obiad 17 marca musi być irlandzki, co wcale nie oznacza tradycyjnego przepisu. Zamiast Eat Irish na zielonej wyspie promuje się ideę Eat Ireland. Nie musisz gotować stew z baraniny, ale kupuj irlandzkie produkty i gotuj, co tylko lubisz. Mieszaj tradycje, smaki i twórz nową jakość. Tylko nie mów, że to irlandzki chowder, jeśli kupiłeś rybę z Azji, nie mów, że to irlandzki fruit cake, jeśli używasz mąki z brytyjskiej pszenicy. Wiadomo, że nie wszystko rośnie w Irlandii, ale jeżeli masz wybór, to wybierz krajowe produkty, najlepiej lokalne.

Hasła „lokalnie” i „sezonowo” zyskują na popularności na całym świecie. W Irlandii również widać wzrost zainteresowania pochodzeniem żywności oraz odradzaniem się tradycyjnego rzemiosła. Mnie to bardzo cieszy, gdyż wyzwala inwencję i zwiększa różnorodność na sklepowych półkach, a kto jak kto, ale ja uwielbiam testować oryginalne produkty.

Właśnie z okazji Dnia Św. Patryka zrobiłam przyjemność mężowi, serwując mu irlandzkie kiełbaski w sosie cydrowo-musztardowym. Użyłam właśnie takich kiełbasek produkowanych przez małą, rodzinną firmę, a cydr po prostu podkradłam z zapasów męża. Do tego moje popisowe pieczone ziemniaki i prosty obiad przerodził się w wyborną ucztę.

kielbaski 015

kielbaski 013

KIEŁBASKI W SOSIE CYDROWO-MUSZTARDOWYM

  • 400 g kiełbasek wieprzowych wysokiej jakości
  • duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 250 g pieczarek
  • 400 ml wytrawnego cydru
  • 2 łyżki musztardy francuskiej
  • 200 ml crème fraîche
  • łyżka oliwy
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • pieczone ziemniaki
  • natka pietruszki

Cebulę i czosnek obieramy. Cebulę kroimy w półplasterki. Czosnek rozgniatamy. Oczyszczamy pieczarki i kroimy.

Oliwę rozgrzewamy na dużej patelni, wkładamy kiełbaski i smażymy, aż zbrązowieją z każdej strony. Przekładamy kiełbaski na talerz, a na patelnię wkładamy cebulę, czosnek i pieczarki. Zmniejszamy temperaturę i smażymy ok. 8 minut.

Wlewamy cydr i zagotowujemy. Wkładamy ponownie kiełbaski, przykrywamy i gotujemy ok. 10 minut. Dodajemy musztardę i gotujemy jeszcze 5 minut. Przyprawiamy solą i pieprzem, gotujemy jeszcze 10 minut bez przykrycia, by nieco zredukować sos. Zdejmujemy z palnika i wlewamy śmietanę, dokładnie mieszamy. Podajemy z pieczonymi ziemniakami. Każdą porcję posypujemy posiekaną natką pietruszki.

kielbaski 012

(przepis wg „Easy Food” March 2016)

Pudding bananowy

pudding 021

Pudding – czyli deser z chleba – był do niedawna dla mnie potwierdzeniem, że tradycyjna kuchnia brytyjska jest mało wyrafinowana, żeby nie powiedzieć okropna i barbarzyńska. Moczenie chleba w mleku przywodziło mi na myśl śląskie makówki świąteczne, których konsystencji nie potrafię zaakceptować. O ile makówki jeszcze jako tako wyglądają, to pudding chlebowy ma wygląd skrajnie nieapetyczny. Pewnie nadal miałabym takie wyobrażenie, gdybym nie została poczęstowana kawałkiem, którego nie wypadało nie spróbować. Biorąc pierwszy kęs do ust, powtarzałam sobie, to nie jest to, czym to jest… A okazało się całkiem niezłe, a na pewno zjadliwe.

Pierwsze koty za płoty, teraz już tylko należało przetestować pudding na rodzinie. Króliczka zje wszystko, co słodkie – konsystencja ani sposób produkcji nie mają znaczenia. Jeśli w czymś jest cukier, z pewnością zyska to jej uznanie. Mąż już taki pewien nie był i z podejrzliwością przyglądał się moim poczynaniom. Nawet próbował się wymigać od swojej porcji, zgłaszając pilną potrzebę pójścia z Chomiczkiem na plac zabaw. Nie darowałam mu – posłałam mu spojrzenie, po którym potulnie sięgnął po widelczyk. – Eee, dobre to – zawołał zdziwiony i zabrał się z zapałem do jedzenia – dobrze, że nie wyrzuciłem tych czarnych bananów, a już stałem z nimi przy koszu…

Do wypieków najlepsze są mocno dojrzałe banany, takie których skórka już zupełnie poczerniała. Wtedy są najsłodsze! Zaś na pudding polecam Wam brioszkę zamiast popularnego na wyspach chleba tostowego. W przepisie, z którego korzystałam, syrop jest wymieszany z brandy, ale akurat nie miałam w domu żadnego winiaka, więc zrobiłam pudding bez alkoholu. Zupełnie nie odczułam straty, bo przejrzałe banany skarmelizowane na patelni były wystarczająco aromatyczne i intensywne w smaku. Muszę się przyznać, że ten przepis jest idealny, pudding wyszedł wspaniały i z pewnością nie jest to moja ostatnia przygoda z tym deserem.

pudding 022

PUDDING BANANOWY

  • 3 jajka
  • 300 ml mleka
  • 100 ml kremówki (lub świeżej, słodkiej śmietany)
  • 100 g golden syrup (oraz odrobinę do skropienia)
  • 50 ml brandy (opcjonalnie)
  • 2 bardzo dojrzałe banany
  • odrobina masła do natłuszczenia formy
  • 400 g brioszki (u mnie z kawałkami czekolady)
  • bita śmietana do podania
  • kilka kawałków ciemnej czekolady (opcjonalnie)

Jajka, mleko i śmietanę miksujemy ręcznym robotem, aż jajka będą idealnie roztrzepane. Dla pewności, że nie zostały żadne gluty, możemy przelać custard przez bardzo gęste sito.

Banany obieramy i kroimy wzdłuż na plastry. Na dużej patelni rozgrzewamy golden syrup, aż zacznie się gotować i bulgotać. Wlewamy brandy (opcjonalnie) i dokładnie mieszamy. Wkładamy banany, gdy zezłocą się z jednej strony, obracamy na drugą. Odstawiamy patelnię wraz ze skarmelizowanymi bananami do ostudzenia.

Piekarnik nagrzewamy do 150°C. Keksówkę (900 g) wykładamy papierem do pieczenia, który natłuszczamy masłem. Brioszkę kroimy w kromki grubości 1 cm. Układamy warstwę pieczywa na dnie foremki, na wierzchu wylewamy custard (1/3 objętości). Gdy brioszka wchłonie płyn, układamy połowę bananów i zalewamy połową karmelu z patelni. Układamy kolejną warstwę pieczywa, zalewamy kolejną 1/3 sosu, układamy resztę bananów, zalewamy resztą syropu. Na wierzchu układamy ostatnią warstwę brioszki, którą zalewamy ostatnią porcją sosu. Pieczemy przez 30-35 minut, aż custard się zetnie.

Pudding można przygotować zawczasu. Przed podaniem nagrzewamy piekarnik do 200°C, natłuszczamy blaszkę masłem, pudding kroimy w plastry i układamy na blaszce. Każdy plaster skrapiamy złocistym syropem i zapiekamy ok. 7 minut. Czekoladę rozpuszczamy, a następnie każdy talerz dekorujemy przy pomocy pędzla kuchennego (opcjonalnie). Pudding podajemy gorący z bitą śmietaną na wierzchu.

pudding 023
(przepis z książki Marcusa Wareinga The Gilbert Scott Book of British Food)

Fasolowe curry z morszczukiem

hake curry 012

Ci z Was, którzy zaglądają tutaj od jakiegoś czasu, doskonale wiedzą, że mąż mój całkiem dobrze daje sobie radę w kuchni. Bardzo lubię, gdy dla nas gotuje, bo naprawdę nie jestem takim typem blogerki, co od rana do nocy siedzi w kuchni, by osiągnąć rekordową ilość wpisów na blogu. Mam tyle innych zajęć, zainteresowań i pomysłów na spędzenie czasu, że kuchnią dzielimy się pół na pół.

Gdy właśnie zostało ustalone, że ma gotować on, a nie ja, zapytał, na co mam ochotę. Miałam na rybę, przytaknął, poszedł do sklepu i wrócił ze stekami. Bo one tak kusiły, takie ładne były, a ryba…, cóż…, pływa pewnie jeszcze w oceanie. Och ty! Steki zjedliśmy – pyszne były, a ryba trafiła na stół kolejnego dnia. Bez zastanowienia, akurat jakiś przepis nawinął się w gazetce z Lidla.

Przepis jest z gazetki z Lidla, ale produkty nie. Bardzo mi się nie podoba, że Lidl oznacza np. ryby, jako „produced in Ireland”, a w praktyce znaczy to, że rybę z końca świata w Irlandii tylko zapakowano. Czytajcie dokładnie etykiety, szczególnie to, co napisano na drugiej stronie drobnym drukiem, i nie sugerujcie się nazwą produktu oraz jego ceną. Na przykład mleko kokosowe w puszce może być wodą z dodatkiem kokosu lub samym ekstraktem z kokosa. W naszym lokalnym sklepie w tej samej cenie  (ok. € 2,30) są trzy produkty ekologiczne – mleko kokosowe, gdzie 75% to ekstrakt z kokosu,mleko typu light, gdzie ekstraktu jest 28% oraz mleko kokosowe, gdzie 99,6% to ekstrakt z kokosu. Nieco tańsze (30-50 centów) są produkty „nieekologiczne” z zawartością ekstraktu w granicach 30-50%. Wszystkie puszki mają 400 ml pojemności i trudno wybrać najlepszy produkt, kierując się etykietką. Szczególnie, że wiele osób wierzy, że produkt opisany jako wersja light jest dla nich lepszy. W przypadku mleka kokosowego produkt light najczęściej otrzymuje się przez dolanie większej ilości wody. Kto chce otłuścić (rozcieńczyć), może spokojnie zrobić to w domu, ale po co kupować wodę za tyle pieniędzy? Kupując mleko kokosowe zwróćcie też uwagę na dodatki – właściwie nie powinno być żadnych. Nie spotkałam jeszcze mleka kokosowego, które by ich nie zawierało, wybieram więc takie, które zawiera jedynie minimalną ilość gumy guar, ale może Wam się poszczęści i znajdziecie mleko w puszce bez polepszaczy.

Ten przydługi akapit jest dla mojego drogiego męża, który uważa, że czytanie etykietek jest zbędne, a zgłębianie się w skład, metody produkcji żywności, jej pochodzenie – to już zupełna strata czasu. Uwierzycie, że posłany na zakupy wrócił z mlekiem w kartonie (nigdy nie kupujcie, to głównie woda z ekstraktem z ryżu lub z sokiem z grejpfruta i mnóstwem innych dodatków, do tego dość drogie)?! Nie chciało mu się poszukać na półkach puszki. Trochę go rozumiem, bo one stoją chyba w czterech różnych miejscach, upchane pomiędzy innymi produktami, i naprawdę trudno znaleźć ten poszukiwany rodzaj, ale pójść na taką łatwiznę… Nie darowałam, posłałam ponownie, chociaż psioczył pod nosem i odgrażał się, że pójdzie do pubu, a nie do sklepu. A potem po cichutku, za moimi plecami porównywał skład tych mlek, bo jeszcze nie dowierzał!

Gorąco zachęcam Was do czytania etykietek, ale nie do szukania sensacji. Nie panikujcie za każdym razem, gdy zobaczycie w składzie jakieś E. E z cyferkami to oznaczenie substancji dodawanych do żywności, także tych naturalnych. Na przykład wspomniana guma guar to E412, a jest pochodzenia roślinnego, nie laboratoryjnego. Takie E960 wystraszy nie jedną osobę, która równocześnie z zapałem słodzi herbatę słodzikiem ze stewi – a to dokładnie to samo. Co ciekawe – oburzamy się na dodatki w żywności, a jednocześnie w ogóle nie zastanawiamy się, ile z nich znajduje się np. w tabletkach – witaminach, suplementach czy zwykłej tabletce od bólu głowy. A chemia w chemii? Kremy, pudry, zjadane wraz z kanapką szminki… A barwniki w ubraniach, które również mogą przeniknąć do naszego organizmu… A powietrze pełne najróżniejszych substancji chemicznych… Jak tu nie zwariować? Przy tych doniesieniach o smogu to nawet bretarianinem nie można zostać (trzeba byłoby chyba wyemigrować do Irlandii). Polecam więc rozsądek i… optymizm. Optymizm Pollyanny. Zawsze szukajcie dobrej strony, bo każdy kij ma dwa końce. I nie dajcie się zwariować!

hake curry 011

FASOLOWE CURRY Z MORSZCZUKIEM

  • ½ kg wyfiletowanego morszczuka
  • 1 puszka fasolki cannellini (400 g)
  • 3 pory
  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 15 g świeżego imbiru
  • 2 łyżki masła
  • 200 ml wody
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1 łyżka mieszanki curry
  • garść posiekanej natki pietruszki
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • ryż

Por myjemy, kroimy w plasterki lub półplasterki. Obieramy imbir i kroimy w kostkę. Rybę kroimy na spore kawałki.

Ryż gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Pokrojone pory przekładamy na dużą, dość głęboką patelnię, dodajemy masło i wodę, stawiamy na dużym ogniu i gotujemy pod przykryciem ok. 5 minut. Zmniejszamy ogień i wlewamy mleko kokosowe, przyprawiamy solą, pieprzem, miodem i curry, dokładnie mieszając. Odsączamy fasolkę i dodajemy do sosu, na końcu wkładamy rybę. Przykrywamy i gotujemy ok. 10 minut (aż ryba się ugotuje).

Podajemy z ryżem, posypując każdą porcję posiekaną pietruszką.

hake curry 013

(nieco zmodyfikowany przepis z gazetki z Lidla)

Nasiona roślin strączkowych na talerzuNasiona roślin strączkowych na talerzu

Jedzmy ryby!