Belleek – w krainie porcelany

belleek 7-4Irlandczycy powiedzieli “tak” dla równości i w powszechnym referendum zdecydowali, że chcą, by małżeństwa homoseksualistów były traktowane dokładnie tak samo jak osób heteroseksulanych. Już wkrótce wejdą stosowne przepisy i, kto wie, może wraz z nimi pojawią się zaproszenia na śluby.

Tymczasem „sezon ślubny” się rozpoczął, a na ślub nie wypada przyjść z pustymi rękami. Za czasów moich rodziców nabywało się praktyczne prezenty w postaci sprzętów domowych „na nową drogę życia”. Moje pokolenie raczej prosiło o pieniądze. Dzisiejsi państwo młodzi bardzo często mają już i urządzony dom, i pieniądze, a często nawet dzieci. I co takim podarować? Trudny wybór – albo coś bardzo oryginalnego, albo bardzo tradycyjnego. Na przykład elegancką, ponadczasową porcelanę. Taką produkują w Belleek Pottery.

belleek 7-8Belleek Pottery to fabryka porcelany, która stosuje tylko tradycyjne, ręczne metody, dlatego każda sztuka wychodząca z ich pracowni jest unikatem. Produkty Belleek można zamówić przez internet, ale będąc na północy wyspy warto wybrać się na wycieczkę do manufaktury. Mieści się ona w wiosce o tej samej nazwie, która leży nad rzeką Erne na granicy hrabstwa Donegal i hrabstwa Fermanagh. Większa część wioski położona jest w granicach Fermanagh, ale malutka jej część jest po drugiej stronie rzeki w republice.

belleek 7-7Malutka ta miejscowość nie ustrzegła się przed ofiarami trwającego 30 lat konfliktu w Irlandii Północnej. Szereg osób zginęło również w Belleek, zapewniając wiosce ponurą sławę. Jasnym obliczem wsi jest manufaktura porcelany, która mieści się tuż przy moście łączącym Irlandię Północną z republiką. Okazały budynek otoczony zielenią, z zadbanymi rabatami, ławkami piknikowymi i sporym parkingiem robi bardzo przyjemne wrażenie. W budynku poza fabryką mieści się firmowy sklep, miniaturowe muzeum oraz kawiarnia. W ofercie jest zwiedzanie manufaktury z przewodnikiem. Podczas wycieczki zobaczymy, jak powstają porcelanowe cuda, zgłębimy tajniki produkcji oraz poznamy pracowników Belleek Pottery. W muzeum zgromadzono unikatowe produkty fabryki, w tym przedmioty stworzone specjalnie na różne światowe wystawy. Aktualnie produkowaną porcelanę można podziwiać (i oczywiście nabyć) w sklepie, a także wypróbować w tea roomie, gdyż jak przystało na królestwo szlachetnej ceramiki, wszystkie dania serwowane są na pięknej zastawie powstałej w Belleek Pottery.

belleek 7-6Fabryka nie powstałaby, gdyby nie Wielki Głód. W 1849 roku amator minerałów, John Caldwell Bloomfield, odziedziczył majątek po swym ojcu. Wśród ziem znalazła się wioseczka nad rzeką Erne. Młody dziedzic chciał, by jego ludzie mieli wartościowe zatrudnienie. Dzięki swym zainteresowaniom odkrył, że okolica bogata jest w kaolin, gliny, łupki, krzemień i skaleń. Potężna rzeka nadawała się do obracania kołem młyńskim, a dzięki swemu zapałowi i energii doprowadził również do utworzenia stacji kolejowej we wsi, by z łatwością sprowadzać węgiel i wysyłać swe towary. W 1858 położył kamień węgielny, zatrudnił zdolnych praktykantów, a nawet podkupił kilkunastu rzemieślników z Anglii. W 1865 o firmie słyszano już nie tylko w Irlandii, ale również w Anglii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii. Wśród zadowolonych klientów znalazała się królowa Wiktoria.

belleek 7-5Firma zmieniała wielokrotnie właścicieli, musiała zmierzyć się z niepowodzeniami, przetrwać dwie wojny światowe, ale dzięki umiejętnemu zarządzaniu stoi do dnia dzisiejszego nad rzeką Erne, prężnie się rozwija, utrzymując wysoką jakość swoich produktów.

Zniknęła stacja kolejowa (zamknięta w 1957 r, gdy zlikwidowano połączenie z Bundoranem), rzeka nie napędza już koła młyńskiego, a delikatną porcelenę można zamówić nie wychodząc z domu. Czasy się zmieniły, ale miłośnicy delikatnej ceramiki nie zniknęli. Piękna porcelana jest nadal w cenie, a w świecie pełnym masowej produkcji ręczne rzemiosło przywodzi na myśl czasy, które już nie wrócą.

belleek 7-2Odwiedziliśmy Belleek Pottery w 2013 roku tylko po to, by nadać sens podróży do Enniskillen inną trasą niż zwykle. Wprawdzie kolekcjonowanie porcelanowych bibelotów zostawiam sobie na wiek dojrzały, póki co zadawalając sie kilkoma filiżankami i wspomnieniem babcinych i matczynych „skorup” (choć w moim rodzinnym domu kryształy cieszyły się zawsze większą renomą), to cieszę się, że zagnało mnie do tej uroczej fabryki, w której rzemiosło nie zostało zdominowane przez przemysł.

belleek 7-3

Witraże katedry Św. Macartina w Enniskillen

katedra 2Dokładnie na wprost kościoła Św. Michała przy Darling Street w Enniskillen stoi anglikańska katedra Św. Macartina. Miejsce to nieprzypadkowo zostało wybrane na budowę kościoła. Jest to bowiem wyższe z dwóch wzgórz, na których rozłożyło się miasto. Wieże obu kościołów są dobrze widoczne z innych miejsc w mieście.

Pierwszy kościół został prawdopodobnie ukończony w roku 1627. Był mały, niezbyt strojny, dach miał kryty wymagającym częstych napraw gontem. Niewiele pozostało do dzisiaj z tej pierwotnej budowli, ale gdy spojrzymy nad główne wejście, zobaczymy, że powyżej trzech małych okien, znajduje się malutka płaskorzeźba z wizerunkiem Baranka Bożego i datą 1637.

katedra 7Kościółek ten już na początku XIX wieku nie był w stanie pomieścić wszystkich parafian, powiększono go więc na długość w roku 1826. Jednak już 6 lat później potwierdzono, że iglica stanowi niebezpieczeństwo i należy ją niezwłocznie rozebrać. Stało się to okazją, by kościół zupełnie przebudować, co uczyniono. Roboty budowlane ukończono w 1842 i właściwie od tego czasu niewiele się zmieniło. Kościół wówczas był po prostu parafią Św. Anny i nawet nie spodziewał się, że gwałtowny rozwój miasta sprawi, że przemianują go na katedrę.

W latach 20. XX w. uchwalono decyzję, że diecezja Clogher wzbogaci się o drugi kościół katedralny. Konsekracji kościoła dokonano w 1923 roku i przemianowano go na Katedrę Św. Macartina. Starej katedrze – Diecezjalnej Katedrze Św. Macartana w Clogher – nie odebrano katedralnych praw i odtąd mamy ewenement w skali światowej, dwa kościoły katedralne w jednej diecezji.

katedra 13W latach 60. przeznaczono jedną nawę na kaplicę wojskową dla Inniskilling Regiments. Dobudowano również salę konferencyjną oraz wprowadzono szereg udogodnień.

katedra 4Największe skarby katedry nie są dostępne dla zwiedzających. Jest to kolekcja sreber komunijnych oraz 10 dzwonów, z których największy waży tonę. W 1842, gdy przebudowywano kościół, 8 dzwonów zawisło na dębowej ramie, w 1936 roku osadzono je na nowej stalowej ramie oraz dodano dwa nowe, by uzupełnić liczbę do dziesięciu. Organy katedry, odrestaurowane w latach 90., nie wyróżniają się niczym szczególnym.

Na mnie wrażenie zrobiły jedynie witraże, gdyż ogólnie kościół raczej wydał mi się brzydki. Natomiast witraże wzbudziły moje zainteresowanie nie tyle swym wyglądem, co historią. U dołu każdego widnieje inskrypcja wspominająca fundatora oraz intencję fundacji. Nie są one przemyślaną koncepcja artystyczną, a każdy z nich ma swoją historię do opowiedzenia. Te z końca XIX wieku są mroczne, ciemne, wypełnione po brzegi ornamentami, pełne alegorii i symbolicznych przedstawień. Natomiast współczesne witraże, ufundowane w latach 90., są jasne, pogodne, powiedziałabym nawet, że łagodne. Niestety częściowo są zakryte dobudowanymi balkonami i aby je obejrzeć trzeba się nieco nagimnastykować.

katedra 11Z tyłu kościoła wmurowano w ścianę tablicę nagrobną Williama Pokricha, który został pochowany na przykościelnym cmentarzu w 1628. Tablica była wmurowana w zewnętrzną ścianę kościoła, ale ze względów konserwatorskich przeniesiono ją do wnętrza. Trupia czaszka oraz inskrypcja umieszczona w połowie do góry nogami (do odczytania już “po drugiej stronie”) oddają w pełni klimat epoki.

Wnętrze kościoła to konglomerat XIX-wiecznych ław i współczesnych ekranów telewizyjnych. Brzoskwiniowy i gołębioszary wprawdzie ładnie komponują się na ścianach, ale dekoratorzy zapomnieli, że drewniane stalle w ciepłym odcieniu brązu oraz brązowo-żółte posadzki potrzebują bardziej neutralnego tła. Także chabrowa wykładzina w prezbiterium nie dodaje uroku wnętrzu kościoła. O ile główna nawa jest utrzymana w dobrym stanie, to już w kątach farba łuszczy się i odpada. Pod względem estetycznym katedra Św. Macartina bardzo mnie rozczarowała, co stwierdzam z żalem. Nie zmienia to jednak faktu, że warto tam zajrzeć, szczególnie, że zwiedzający są mile widziani.katedra 1katedra 3katedra 5katedra 15katedra 14katedra 6katedra 12katedra 9katedra 8katedra 10

Neogotycki kościół św. Michała w Enniskillen

st michael'sLubię zwiedzać kościoły. Gdy jestem w nowym mieście, zawsze ciągnie mnie, by zajrzeć do kościoła. Niestety bardzo często są one otwierane jedynie na czas nabożeństwa, najczęściej z powodu powtarzających się kadzieży czy aktów wandalizmu. Tym bardziej cieszę się, gdy uda mi się trafić na otwarty budynek kościelny, a już zupełnie szczęśliwa jestem, gdy przed obiektem sakralnym widnieje tabliczka zachęcająca do odwiedzin.

W ubiegłym tygodniu byliśmy w Enniskillen w Irlandii Północnej. Była to nasza nie-wiem-która wizyta, ale pierwszy raz pojechaliśmy w celach jedynie turystycznych. Przy głównej ulicy, niemal w jednym miejscu znajdują się trzy świątynie: protestancka katedra, katolicki kościół św. Michała oraz kościół metodystów. Każdy z nich można obejrzeć, przed kościołem metodystycznym stoi nawet tablica “Visitors welcome”. Udało mi sie obejrzeć dwa pierwsze, przy trzecim mąż błagał wzrokiem, bym już dała sobie spokój. Trudno, zajrzę tam następnym razem.

st michael's 11Wysiadając z samochodu na parkingu przy zamku, nie można nie zwrócić uwagi na potężną tylną elewację St. Michael’s Church (Kościoła św. Michała). Tym bardziej nas ona zaskakuje, gdy wejdziemy na główną ulicę i zorientujemy się, że frontowa elewacja ginie stłoczona wśród otaczających ją ściśle budynków. Wrażenie jest tak duże, że można by pomyśleć, że przód i tył należą do osobnych budowli.

Owo wciśnięcie między inne budynki wynika z tego, że kościół stoi na stosunkowo niewielkiej działce. Nie rozmiar się jednak liczy, a lokalizacja. Enniskillen jest jednym z nielicznych miast w Irlandii, gdzie udało się postawić katolicki kościół przy głównej ulicy. Przy głównej ulicy i do tego na wprost protestanckiej katedry. Są one tak blisko siebie ulokowane, że idąc z dołu ma się wrażenie, że dwie górujące wieże należą do jednego budynku. Tę bliskość podkreślono podczas ubiegłorocznej wizyty królowej Elżbiety, którą wraz z małżonkiem odbyła z okazji Diamentowego Jubileuszu. Po spotkaniu w anglikańskiej katedrze królowa przeszła na drugą stronę ulicy, by odwiedzić katolicką parafię św. Michała.

st michael's 5Wszystkie kościoły katolickie w Enniskillen i okolicy zostały zniszczone w czasie Plantacji Ulsteru w XVII wieku. Rządowy raport z 1731 roku potwierdza, że nie było w tej okolicy żadnego kościoła lub domu mszalnego, a trzech niezarejstrowanych kapłanów katolickich odprawiało nabożeństwa pod gołym niebem.

Pierwszy kościółek wybudowano w 1750 roku. Był on kryty słomą, miał klepisko zamiast podłogi, ale służył aż do 1803 roku, gdy na działce podarowanej przez rodzinę Kernanów wybudowano pierwszy kościół św. Michała. Kościół przy Darling Street był stopniowo rozbudowywany, aż w końcu zapadła decyzja o budowie nowego, który zdołałby pomieścić wszystkich wiernych.

Nowy kościół zaprojektował architekt John O’Neill, który jest autorem m. in. Kościoła św. Piotra w Belfaście.

st michael's 7

Nowa budowla jest pięknym przykładem neogotyku w architekturze sakralnej. Wystrój również utrzymany jest w stylu epoki z charaktrystycznymi kolumnami bogato zdobionymi roślinnymi ornamentami oraz wspaniałym ołtarzem wybudowanym w 1882 roku. Zdobiące ściany freski przedstawiające m. in. klęczącą u stóp Chrystusa Marię Magdalenę i Kazanie na Górze powstały w latach 90-tych XIX wieku, a ich autorem jest Charles Russell. Witraż Narodzenia Pańskiego został stworzony przez genialnego irlandzkiego artystę  Michaela Healy 20 lat później. Uwagę zwraca również sosnowy sufit, który został ukończony w 1898 roku oraz organy piszczałkowe, które swój obecny wygląd zawdzięczają odbudowie z 1964 r.

st michael's 12st michael's 6st michael's 4st michael's 8st michael's 9st michael's 3st michael's 2st michael's 10

Chleba naszego powszedniego…

Nie znam nikogo, kto wyobraża sobie dzień bez pieczywa, choć z pewnością są osoby, które go nie jedzą. W moim rodzinnym domu był podstawą wyżywienia, śniadanie i kolacja bez chleba nie istniały, chleb wędrował z nami do szkoły, często trafiał na stół także w porze obiadu, jako dodatek do zupy, bigosu czy gulaszu.

Jedzony tak często musiał być smaczny i Ojciec potrafił wędrować do oddalonej sporo od domu piekarni, by kupić naprawdę dobre pieczywo. Raz po raz jakaś piekarnia trafiała na jego czarną listę, bo “chleb się w niej popsuł”. Przyczyn było wiele. Raz była to wymiana pieców z opalanych węglem drzewnym na elektryczne, innym razem stary piekarz odszedł na emeryturę, w kórymś miejscu zaczęto zbytnio oszczędzać kosztem jakości. Najczęściej tradycyjna piekarnia była po prostu zamykana, bo nie wytrzymywała konkurencji większych sklepów.

Mojej Mamie nigdy nie przyszło do głowy, by upiec chleb. Gdy ją o to pytałam, odpowiadała, że zwykły gazowy piekarnik nie nadaje się do pieczenia chleba, a poza tym chleb wymaga innej mąki. Sama również przez długi czas opierałam się idei domowego chleba.

Koleżanki, które jako pierwsze dołączyły do grupy fanek własnego pieczywa, posiadały tajemniczą maszynkę do pieczenia chleba. Kolejne “pokolenie” dzieliło się zakwasem, który w równie tajemniczy sposób hodowano. Słysząc ich rozmowy, miałam wrażenie, że skończyły jakiś magiczny Hogwart dla piekarzy i byłam pewna, że nigdy nie upiekę w domu chleba.

chleb 3

Ogromne było moje zdziwienie, gdy w pracy kazano mi piec irlandzki chleb. Sprawiło mi to taką przyjemność, że zaczęłam bliżej interesować się piekarstwem. Nie dotarłam jeszcze na wyżyny tej sztuki, ale od czasu do czasu piekę chlebek na drożdżach lub irlandzki chleb sodowy.Ten ostatni jest arcyłatwy do zrobienia i nie wymaga wielkiej wprawy. Dlatego jest idealny dla początkujących.

Popularnym prezentem wśród moich irlandzkich znajomych jest kosz z produktami spożywczymi. Zawiera on najczęściej specjalnie wyselekcjonowane przetwory, sery, wino, słodycze, itp. Niedawno zaś dostałam mieszankę na chleb złożoną z mąki, sody i otrąb pszennych, do której należało dodać jedynie maślankę zmieszaną z olejem, a powstałe ciasto wlać do foremki, by po godzinie cieszyć się własnym pieczywem.

chleb 1Moja mieszanka pochodziła z Customs House Country Inn w Belcoo w hrabstwie Fermanagh w Irlandii Północnej. Obok części hotelowej, baru i restauracji działa tam maleńki rzemieślniczy sklep spożywczy, w którym można nabyć krakersy domowej roboty czy wspomniany już mix chlebowy.

Myślę, że taki prezent jest świetnym upominkiem z podróży do Irlandii, a także doskonałym pomysłem na wprowadzenie bliskiej nam osoby w kulisy piekarstwa.