Kalendarz adwentowy z rolek…

kalendarz-015

… po papierze toaletowym.

Króliczka ma cały wór rolek po papierze toaletowym, które swego czasu zbierałyśmy, żeby zrobić papierowy zamek… Zamku nie zrobiłyśmy, a rolki cierpliwie czekały na swój czas. Jak to mawia moja koleżanka – niech leży, jeść nie woła…

Miałam zamiar jej kupić kalendarz adwentowy, ale byłam znudzona tymi sklepowymi czekoladkami, których nie da się łatwo wyłuskać, a potem jeszcze trudno ustalić, co przedstawiają. Myślałam więc o ręcznie robionych czekoladkach z francuskiej cukierni, ale akurat na facebooku ktoś wrzucił zdjęcie kalendarza piwnego – puszki piwa powkładane w rolki, które zostały umocowane w kształt choinki. Przypomniał mi się też widziany u kogoś na blogu kalendarz z pudełek po zapałkach, które w ten sam sposób sklejono na kształt drzewka świątecznego. Połączyłam te dwa pomysły i skleciłam na szybko kalendarz dla Króliczki. Nie jest najpiękniej wykończony – naprawdę mógłby być bardziej dopracowany – ale za to powstał w ekspresowym tempie i przy minimalnym nakładzie środków.

Część prac robiłam w towarzystwie zainteresowanego dziecka, ale postraszyłam ją, że robię nam choinkę świąteczną, bo tak zagracony mamy dom ich zabawkami, że na żywą w tym roku miejsca nie będzie. Króliczka patrzyła wyjątkowo sceptycznie, a im bardziej rolki zaczynały przypominać choinkę, tym bardziej była przerażona, że to będzie naprawdę nasze drzewko. Kiedy wycinałam kółeczka, oświadczyłam, że robię bombki na naszą choinkę – tu już były prawie łzy w oczach, ale dzielnie zaproponowała, że może mi te białe kółka ozdobi, żeby ładniej to wyglądało. Zabrałam jej z oburzeniem, ale obiecałam, że dam jej gotową choinkę, jeśli przestanie mi przeszkadzać.

Prezenty udało mi się przemycić niezauważenie i bez kłamstwa – powiedziałam, że idę do apteki po maść dla Chomiczka i rzeczywiście tam po to poszłam, a dodatkowo kupiłam tam bzdety i bzdury, czyli drobiazgi, których nigdy bym nie kupiła mojej córce, a które ona zawsze bardzo chce mieć. Spożywczak jest po drodze, więc słodycze też się po kryjomu kupiły. Gdy o 18 poszła na próbę musicalu, zabrałam się za montowanie podarków. Mąż popatrzył sceptycznie: Nie ma szans, nie zdążysz przed ósmą. Wysłałam go siać defektyzm na piętro, ale i tak mi przeszkadzał: Nakarmisz małego? Zjesz ze mną kolację? Przyniesiesz mi krem z dołu? Naszykujesz Chomiczkowi pidżamkę? Sprawdzisz, czy przyniosłem małemu ręcznik? Za pięć ósma wiązałam ostatni cukierek, Mąż popatrzył i oznajmił: No! Wreszcie skończyłaś, to mogę iść po Króliczkę.

kalendarz-013

Gdy wrócili, pokazałam Malutkiej, że choinka gotowa czeka na nią. Przyglądała się zdziwiona, a z kuchni dobiegł komentarz: Powiedz jej, co to jest. Przecież ja gdybym nie wiedział, co robisz, to też bym się nie zorientował, co to ma być. Dzięki Mężu za wsparcie… Króliczka oczywiście wiedziała, co to ma być, ale była zaskoczona i… zachwycona. Fajnie być najlepszą mamą na świecie dla swojego dziecka!

W tym roku już za późno, żeby zrobić sobie taki kalendarz, ale to odpowiedni czas, by zacząć zbierać rolki po papierze na przyszły rok. Zamiast kalendarza, możecie też zrobić sobie samą choinkę do ozdoby – wygląda bardzo „studencko”.

kalendarz-011

Najważniejszy jest dobór rolek – muszą być tej samej wielkości, a wierzcie mi, każdy producent ma inny rozmiar; różnią się między sobą minimalnie, ale jednak się różnią. Poza tym muszą być to bardzo sztywne rolki, wykonane z porządnej, grubej tektury, żeby nie zgniotły jedne drugich, kiedy włożymy do nich podarunki. Rolki przed sklejeniem w choinkę można oczywiście pomalować lub okleić pięknym papierem, mnie gonił czas, więc pozostały nagie. Układamy je dla orientacji w choinkę, a następnie sklejamy poszczególne rzędy. Najwygodniej ustawić je pionowo, po kolei każdą smarować klejem uniwersalnym (takim i do papieru, i do metalu) i doklejać jedną do drugiej, dociskając. Jeżeli macie wrażenie, że rolki nie są zbyt mocno połączone, użyjcie zwykłych spinaczy na brzegach – przytrzymają rolki w miejscu na czas schnięcia kleju. Kiedy wszystkie rolki są już sklejone w rzędy, zostawiamy je, by klej wysechł.

Następnie zdejmujemy spinacze i przystępujemy do konstruowania choinki. Przyda się jedna zapasowa rolka, żeby zaznaczyć w którym miejscu mamy smarować klejem. Zaczynamy od najdłuższego rzędu, czyli spodu „zielonej” części choinki i mocujemy na nim kolejny „zielony” rząd. Zapasową rolkę układamy w miejscu, gdzie powinna trafić rolka z następnego rzędu i zaznaczamy miejsca styczności – w tych miejscach na całej długości rolki, będziemy smarować klejem. Pracujemy sprawnie, by klej nam nie wysechł – najpierw zaznaczamy miejsca wszystkich rolek, wszystkie smarujemy klejem, układamy kolejny rząd, dociskamy. Miejsca, które mają szanse się skleić, ale potrzebują przytrzymania, spinamy na brzegu spinaczami. Miejsca, które mimo wszystko się nie chcą połączyć, zostawiamy. Klej i tak będzie niewidoczny (można wcześniej przymierzyć i zaznaczyć te miejsce, by nie smarować niepotrzebnie klejem). Kontynuujemy, aż do ostatniej rolki. Gdy wyschnie klej, „zieloną” część naklejamy na trzy pozostałe rolki tworzące „pieniek” choinki.

Jeżeli macie zamiar ustawić choinkę luzem, nie pod ścianą, to jeszcze musicie zakleić tył. Odrysujcie kształt choinki na papierze, wytnijcie, przyklejcie (klejem smarujemy rolki, nie papier, żeby nam się prezenty do tej tylnej ścianki nie przyczepiły), odstawcie do wyschnięcia.

kalendarz-012

Napełnić rolki można już zapakowanymi prezentami – np. w pakunek z bibułki, którego dno wypchacie lub usztywnicie kółkiem z kartonika. Ja byłam pod presją czasową i również sposób „nadziewania” choinki pozostawia sporo do życzenia. Z kartonu wycięłam 24 kółka o średnicy o milimetr mniejszej niż średnica rolki. Linijkę i cyrkiel znajdziecie w piórniku dziecka (tylko odłóżcie potem na miejsce, bo będziecie mieć chryję o ruszanie cudzych rzeczy bez pytania…). Wycięte kółeczka przyklejałam klejem szkolnym (z dziecięcego plecaka) do… stron gazetki świątecznej Lidla sprzed dwóch lat. Odkładam sobie takie rzeczy, żeby właśnie później wyciąć z nich różne detale, a lidlowe są naprawdę dobrze zaprojektowane. Więc te wszystkie zielone gałązki, pomarańcze itd. to fragmenty ulotki reklamowej. Najlepiej przyklejać, patrząc pod światło – łatwiej wtedy ułożyć kartonik we właściwym miejscu… Gdy klej wyschnie, wycinamy. Gotowym kartonikom trzeba nakleić lub narysować numerki (zużyłam jakieś stare naklejki, pozostałe cyfry wycięłam z cen ze wspomnianej gazetki, kilka napisałam wodoodpornym cienkopisem).

Prezent trzeba jakoś wyłuskać. Sposób elegancki: doklejamy do spodniej strony kartonika zawinięty podarek oraz kawałek wstążeczki, którą formujemy w pętelkę i jej drugi koniec przyklejamy przy pierwszym. Sposób widoczny na zdjęciu: robimy dziurkę w kartoniku, przewlekamy złożony na pół sznurek (lub wstążeczkę), od spodniej strony zawiązujemy supełek, przytrzymując pętelkę po zewnętrznej stronie, na końcu sznurka przywiązujemy cukierki oraz drobne przedmioty (te których nie da się po prostu przywiązać, zawijamy w kawałek szmatki, folii, bibułki lub w cokolwiek innego i dopiero takie zawiniątko przywiązujemy sznurkiem. Prezenty wsuwamy w rolki – dzieciom, które nie znają jeszcze cyferek ułóżcie numerki kolejno, tym które znają zróbcie rozsypankę. Jak macie fantazję, to doczepcie na czubku gwiazdę! Gotową choinkę ustawcie na udekorowanym świątecznie parapecie lub tak jak ja – na nieudekorowanej półce nad kominkiem, gdzie szesnastomiesięczne maluchy nie dosięgają!

kalendarz-014

Zupa z ciecierzycy (oraz o problemach siedmiolatki)

zupa-z-ciecierzycy-007

Króliczka przechodzi trudny okres zachcianek. Trudny dla rodziców oczywiście…

Pierwsza trudność jest taka, że zazwyczaj sama zainteresowana niespecjalnie wie, co tak naprawdę chce, a nawet jeśli wie, to ma specyficzny problem podzielenia się tą wiedzą. Rodzice powinni się przecież sami domyślić, jakie pomysły rodzą się w głowie ich pociechy.

Druga trudność jest taka, że zachciankę nie zawsze można zrealizować i wcale nie dlatego, że brakuje nam dobrych chęci. Przykładowo – wielkim marzeniem Króliczki są wiązane buty, jakiekolwiek, byle były wiązane. Ma jednak drobną nóżkę, a w jej rozmiarze większość butów ma imitację wiązania lub wiązanie wspierane rzepami lub zamkiem. Do dorosłych butów musi jeszcze jej troszkę stopa urosnąć, z czym absolutnie nie chce się pogodzić…

Kolejna trudność to nieumiejętność przewidzenia wystąpienia krótkotrwałej potrzeby przez rodziców. Takiej do zrealizowania z dnia na dzień. Przykładowo – dzień przed wycieczką dostała ze szkoły wytyczne, że ma zabrać gumiaki w siatce oraz kurtkę przeciwdeszczową. Kurtkę ma, ale gumiaków jej w tym roku nie kupiliśmy, bo już wyrosła ze skakania po kałużach. Zaproponowałam jej martensy (które dostała w ramach poszukiwania wspomnianych butów wiązanych, niestety nie są na 100% spełnieniem marzeń, bo mają również zamek). Nie chciała, bo choć martensy są doskonałe do chodzenia po błocie, to najważniejsze okazało się zabranie butów w siatce, by mieć zabawę z ich zmienianiem. Ostatecznie pojechała z butami do jazdy konnej, co ją na szczęście usatysfakcjonowało…

Następna trudność zachciankowa to sytuacja, gdy nasza córka sama przyznaje, że sprawa jest bzdurna, ale „nic na to nie poradzi”… Taka jak dołujące uczucie zazdrości, bo koleżanka przyniosła do szkoły nową lalkę. – A ja nie mam nic fajnego! – rozpacz, foch, złość, żal, dziki ryk i rzeka łez. Szczęśliwie mąż doznał oświecenia i przypomniał sobie, że Króliczka dostała na urodziny jakieś bony do sklepu z zabawkami. W sobotę mogła więc zaspokoić swoje pragnienie (bez uszczerbku dla naszego portfela) i kupiła sobie lalki z konikiem…

Najmniej trudności sprawiają mi jej zachcianki kulinarne. Ostatnia – ugotuj mi zupę, jakiej jeszcze nigdy nie jadłam. Mówisz i masz. Zupa z ciecierzycy. Sądząc po minie z jaką Króliczka ją jadła, nie przypadła jej do gustu, ale za nic w świecie nie przyznałaby się. Przełykając kolejną łyżkę z grymasem na twarzy, wygłaszała wciąż peany na temat dania. Kto lubi ciecierzycę, będzie zachwycony, a kto nie lubi, tego pewnie i tak nic do niej nie przekona.

zupa-z-ciecierzycy-008

zupa-z-ciecierzycy-006

ZUPA Z CIECIERZYCY

  • 2 puszki ciecierzycy (400 g każda)
  • 3 łyżki oleju słonecznikowego
  • ½ łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka nasion kminu rzymskiego
  • 2 ząbki czosnku
  • 2-centymetrowy kawałek imbiru
  • papryczka chili (lub suszone krążki chili)
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • crème fraîche (lub jogurt grecki)
  • świeża kolendra
  • zielona cebulka

Ciecierzycę płuczemy i dokładnie odsączamy na sitku. Czosnek obieramy i kroimy. Imbir obieramy i ścieramy na tarce. Papryczkę chili rozkrawamy i usuwamy nasiona (jeśli używamy świeżej). Olej rozgrzewamy w rondlu, wrzucamy czosnek, imbir, kmin, kurkumę i chili. Smażymy, mieszając, aż czosnek nabierze koloru.

Wrzucamy ciecierzycę i zalewamy wodą tak, by było jej ok. 1 centymetr ponad warzywami. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 15 minut. Blendujemy na gładko. Przyprawiamy solą i pieprzem i podgrzewamy.

Rozlewamy do misek. Do każdej porcji dodajemy łyżkę śmietany lub jogurtu oraz posiekaną cebulkę i kolendrę.

zupa-z-ciecierzycy-005

(przepis wg „Food & Wine”, September 2013)

Sałatka z młodych ziemniaków z groszkiem i sosem tuńczykowym

sałatka tuna 004

Schowałam się w kuchni. Wcześniej postraszyłam Króliczkę, że jeśli jeszcze raz mnie zawoła, to nie tylko nie będzie miała co jeść, ale nie pozwolę jej zjeść lodów, które sama sobie kupiła za pieniądze wyciągnięte od Tooth Fairy.

Zwyczaj z Wróżką od Zębów nie byłby taki irytujący, gdyby nie podbijanie stawki za ząb przez co bardziej pomysłowych rodziców. Przed ostatnią transakcją z wróżką Króliczka napisała do skubanej list, że wycenia swój ząb na całe 5 euro (skoro koledze tyle Zębuszka zapłaciła, to dlaczego ona miałaby się zadowolić tylko jedną monetą!). Co mieli zrobić rodzice? Zapłacili okup w imieniu wróżki.

Z zazdrością myślałam o rodzicach w kraju, którzy nie muszą wykupywać kolejnych mleczaków swych pociech, ale koleżanka mnie uświadomiła, że Świnka Peppa skutecznie rozpropagowała ten zwyczaj wśród polskich rodzin. Zapomniałam jednak zapytać, ile kasuje skubana nad Wisłą!

Używając mało pedagogicznych metod, czyli groźby, a także przywłaszczając sobie prawo do rozporządzania mieniem dziecka (no co, w końcu to ja jestem matką), wywalczyłam te 30 minut bez „Mamo! Maaaamooo! Maaaaaaamoooooo!” i zniknęłam w kuchni, żeby ugotować ziemniaki i zrobić z nich sałatkę. Króliczka z Chomiczkiem bawili się w zagrodzie – błoga cisza, bo Maluszek nie pamięta o mnie, dopóki jego starsza siostra nie zaczyna mnie wołać, kartofle się gotowały, a ja – przycupnięta na ryczce – ukradkiem czytałam artykuł o wrednych matkach. Takich, co nie bardzo lubią „Mamo, zobacz!”, „Mamo, podaj!”, „Mamo, a wiesz…?”, „Mamo, a gdzie jest…?” i „Mamo, a on znowu…”

sałatka tuna 005

SAŁATKA Z MŁODYCH ZIEMNIAKÓW Z GROSZKIEM I SOSEM TUŃCZYKOWYM

  • 500 g młodych ziemniaków
  • 120 g mrożonego młodego groszku (petit pois)
  • 2 zielone cebulki
  • 4 garście szpinaku (drobne liście „baby”)
  • 160 g tuńczyka w sosie własnym z puszki (w małych kawałkach)
  • 100 g jogurtu greckiego
  • 1 łyżka majonezu
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon
  • sok z połowy cytryny
  • sól i swieżo zmielony pieprz
  • 4 jajka

W średniej misce mieszamy jogurt z majonezem, musztardą i sokiem z cytryny. Tuńczyka odsączamy i dodajemy do sosu, mieszamy. Przyprawiamy solą i pieprzem.

Umyte i pokrojone w ćwiartki kartofelki gotujemy ok. 15-20 minut w osolonej wodzie. Jajka gotujemy na półtwardo (lub na twardo, jeśli nie lubicie płynnego żółtka). Jajka na półtwardo gotuję w ten sposób: jajka w temperaturze pokojowej wkładam do gotującej się, osolonej wody i gotuję przez 5 minut, następnie szybko schładzam pod bieżącą, zimną wodą, aby przerwać gotowanie.

Umyty i osuszony szpinak układamy na talerzach (lub w większym półmisku). Umytą zieloną cebulkę kroimy. W rondelku zagotowujemy wodę, zdejmujemy z ognia i wkładamy mrożony groszek, blanszujemy przez minutę, a następnie odsączamy na sitku.

Odcedzamy kartofelki i mieszamy z sosem tuńczykowym. Dodajemy groszek i przekładamy na talerze ze szpinakiem. Posypujemy posiekaną cebulką, a na wierzchu układamy jajka przekrojone na pół. Oprószamy pieprzem i podajemy od razu.

sałatka tuna 006
Przepis z moimi zmianami z „Easy Food” June/July 2015


Warzywa psiankowate 2016
Warzywa psiankowate 2016

Sałatka z batatów z boczkiem

sałatka ze słodkim ziemniakiem 04

Lato było, ale już dawno się skończyło… Choć może jeszcze wróci… Pierwszy tydzień wakacji zbliża się ku końcowi, Króliczka bawi się na summer campie, jak tutaj nazywają się półkolonie, a Chomiczek…

No właśnie Chomiczek jest beznadziejnym konsumentem. Zabawki mogą piszczeć, grać, migać światełkami, a on zupełnie nie jest nimi zainteresowany, a w skrajnych przypadkach od nich ucieka. Według producentów mają one wpływać pozytywnie na rozwój dziecka, ale moje wcale nie chce korzystać z tych dobrodziejstw. Siedzi w kuchni i obiera cebulę…

Siedzi w kuchni, grzebie w skrzynce na warzywa i ma frajdę. Ziemniak się turla, z cebuli można zdjąć łupiny lub bawić się nią jak bączkiem, a jak jakaś zaczyna kiełkować, to kiełki można poodrywać, zaś szalotki bananowe idealnie pasują do małych rączek i można bez problemu powrzucać je do pralki…

Króliczka po powrocie z półkoloni, poszła bawić się na podwórko… kamieniami. Kamienie są świetne – można nimi rzucać, niektórymi da się rysować po bruku, a jak mocno się rzuci, to się rozłupują. I mama się nie gniewa, że popsuło się zabawkę.

Bo zabawki to najlepiej dać rodzicom. Na pewno ich nie zniszczą, a do tego naprawdę lubią sie nimi bawić. W końcu to nie dzieci, a dorośli je wymyślają. Dzieci mają patyki, liście i kamienie. Albo cebulę.

sałatka ze słodkim ziemniakiem 05

SAŁATKA Z BATATÓW Z BOCZKIEM

  • 100 g bekonu (pokrojonego w cienkie plastry) lub pancetty
  • 3 średniej wielkości bataty
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 5 szalotek bananowych
  • mieszanka liści sałatowych
  • 80 g fety
  • 1 łyżka octu balsamicznego
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon
  • 1 łyżeczka naturalnego miodu
  • 1 ząbek czosnku
  • 3 łyżki oliwy

Piekarnik nagrzewamy do 160°C (z termoobiegiem). Plastry bekonu lub pancetty układamy na blaszce. Wstawiamy do piekarnika na 20-25 minut (aż zrobi się chrupiący), w trakcie pieczenia raz przewracamy plastry na drugą stronę (rzy okazji warto obrócić też blaszkę). Upieczony wykładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym i odstawiamy.

Zblaszki zlewamy wytopiony tłuszcz, zostawiając około jednej łyżeczki. Wrzucamy obrane i pokrojone w kostkę słodkie ziemniaki i mieszamy, by obtoczyć je w tłuszczu. Przyprawiamy solą i pieprzem. Wstawiamy na 15 minut do piekarnika. Obieramy szalotki i kroimy w ćwiartki, wrzucamy na blaszkę i razem z ziemniakami pieczemy kolejne 15-20 minut (aż ziemniaki i szalotki się upieką).

W miseczce przy pomocy małej trzepaczki mieszamy ocet balsamiczny, musztardę, miód i przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku. Cały czas mieszając, wlewamy pomału oliwę. Przyprawiamy wg uznania.

Umyte i osuszone liście sałatowe układamy w półmisku (lub bezpośrednio na talerzach), na wierzchu układamy upieczony boczek oraz ziemniaki z szalotkami. Posypujemy pokruszoną fetą i skrapiamy dresingiem. Podajemy od razu (bo gorące warzywa powodują, że delikatna sałata więdnie).

sałatka ze słodkim ziemniakiem 06
(wg „Easy Food” May 2016)

Benbulben Motor Show 2016

ben motor show 015

Kolejna impreza plenerowa w mojej wsi. I ponownie skierowana do miłośników motoryzacji. Tym razem pokaz zabytkowych (mniej lub bardziej, a czasem i wcale) samochodów, motocykli a nawet kilku traktorów. Celem wydarzenia była zbiórka funduszy na rzecz naszego stowarzyszenia (Grange and Armada Development Association) oraz Sligo Bay Lifeboat Station (RNLI).

Plac przed Gilroy’s Tiles zapełniły wypielęgnowane cacka, błyszczące wypolerowaną karoserią i chromowanymi zderzakami. Pod maskami ginęli zainteresowani szczegółami technicznymi mężczyźni, dzieci ciągnęły matki w stronę budki z lodami, fotografowie prawie kładli się na ziemi, by ich obiektywy mogły stanąć oko w oko z tablicami rejestracyjnymi. W tej kwestii jestem zupełną ignorantką, bardziej pociągał mnie ogólny widok na zastałą sytuację, feria barw i powtarzalność elemantów, niż poszczególne modele same w sobie. Jeszcze większym ignorantem był tylko fotoreporter z lokalnej gazety, którego same pojazdy w ogóle nie interesowały, a ludzie, którzy chętnie kupią gazetę, jeśli znajdzie się w niej ich portret rodzinny.

ben motor show 022

Pogoda niemal do końca była piękna. Rozsiedliśmy się wygodnie pod markizą dosłownie u szczytu głównej alei wystawowej z widokiem na Benbulbena. Prawie jak królewska świta mieliśmy ogląd na całe show. Kawa w jednej dłoni, ulotki reklamujące festiwal (Celtic Fringe Fest) w drugiej, nogi przed siebie do słońca, muzyka przygrywała po prawej stronie, po lewej od wjazdu osłaniał nas słomiany galeon, szef udzielał wywiadu reporterce Irish TV, a reszta ekipy docinała sobie nawzajem – żartobliwie, w irlandzkim stylu.

Zabrałam ze sobą Chomiczka, w końcu chłopak powinien interesować się pojazdami mechanicznymi. Co tam się będzie dziecko bawiło zabaweczkami, niech się życia uczy od małego. Nie wiem, czy był zainteresowany samochodami, ale wszyscy podziwiali jego wielkopańskie maniery. Rozłożył się w wózku, ignorował otoczenie i wyglądał na zadowolonego z leniwego życia. Wiadomo – do czasu… Gdy się znudził nicnierobieniem, zdezerterowałam do domu.

Malutki miał wyczucie. Ledwo zamknęłam drzwi wejściowe, zaczęło robić się ciemno, a pięć minut później rozpętała się burza. Ale potem pachniało ozonem!

Kurczak z szalotkami i pomidorkami koktajlowymi

kurczak szalotki 05

Zabawki są nudne. Nudzą Króliczkę, nudzą Chomiczka. Świat jest pełen ciekawych przedmiotów, a oni mają bawić się klockami? Chomiczek pracuje zawzięcie nad zerwaniem siatki przeciw owadom z drzwi na podwórko, trenuje przewracanie kosza na śmieci (wcześniej przewracał krzesło, ale odkąd upadło mu na głowę, zmienił dyscyplinę), próbuje połamać miotełkę do kurzu oraz szufelkę, a okiem szpiega zerka tylko, czy przypadkiem ktoś nie otwiera jakiejś szafki kuchennej. Zmywarka też jest fascynująca, szczególnie kiedy już się odkryło, jak wyjąć talerze z koszyka po uprzednim wdrapaniu się na drzwiczki. Z nudów można też powyciągać warzywa z kosza – cebulę, szalotki i ziemniaki. Ale bawić się klockami? To dobre dla grzecznych dzieci…

Dzisiaj nie wszystko poszło zgodnie z założeniem i cały koszyk z warzywami spadł z półki. Sprzątanie przypadło w udziale Króliczce, która zaleciła mi zrobić porządek z szalotkami: – Mamo! Po co ty tyle ich kupiłaś?! Rzeczywiście nazbierało się ich trochę, bo jakoś bezmyślnie wrzucam je do siatki w sklepie, a potem giną w czeluściach koszyka na warzywa. Pierwsza porcja trafiła do dania z kurczakiem, czyli do zwykłego obiadu w sam raz na środek tygodnia. Króliczka powiedziała, że to najlepsze nogi kurczaka, jakie kiedykolwiek jadła. I w ogóle najlepiej jak mama gotuje, bo mama jest the best cook ever!

Tylko szalotki Malutka odsunęła na bok. Bo z zasady nie jada cebuli. – Ale sama kazałaś mi je zużyć… – próbowałam zachęcić francuskiego pieska. – Po za tym to są szalotki, nie cebula! Niestety usłyszałam, że nie może zjeść cebuli, bo gdyby zjadła, to nie byłoby, że ona jej nie je. Grunt to żelazna logika i konsekwencja w działaniu. Chyba powinnam się zacząć od niej uczyć, może osiągnęłabym lepsze wyniki w poskramianiu jej temperamentu…

kurczak szalotki 004

KURCZAK Z SZALOTKAMI I POMIDORKAMI KOKTAJLOWYMI

  • 2 ćwiartki z kurczaka
  • 2 łyżki mąki
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 2 łyżki masła
  • 5 szalotek bananowych
  • 150 ml jasnego piwa
  • 180 ml bulionu z kurczaka
  • 2 łyżki musztardy Dijon
  • gałązka rozmarynu
  • 300 g pomidorków koktajlowych

Z ćwiartek kurczaka usuwamy nadmiar skóry, wycieramy mięso do sucha, oprószamy mąką, solimy i pieprzymy. Na dużej patelni z grubym dnem rozgrzewamy masło na średnim ogniu. Gdy zacznie bulgotać, wkładamy ćwiartki z kurczaka. Smażymy z obu stron, aż zbrązowieją.

Szalotki obieramy i kroimy w ćwiartki. Pomidorki koktajlowe przekrawamy na pół.

Kurczaka zdejmujemy z patelni i odkładamy na bok. Zlewamy tłuszcz, pozostawiając ok. 1 łyżki. Wstawiamy ponownie na palnik, wrzucamy szalotki bananowe. Gotujemy ok. 10 minut, aż szalotki zaczną mięknąć i się skarmelizują.

Wlewamy piwo i gotujemy 2-3 minuty, przy pomocy drewnianej szpatułki zdrapujemy to, co przywarło do dna patelni. Wlewamy bulion, dodajemy musztardę, gałązkę rozmarynu i wkładamy ponownie kurczaka. Przykrywamy patelnię i gotujemy na małym ogniu ok. 20 minut. Zdejmujemy pokrywkę i gotujemy jeszcze 10 minut, by zredukować sos.

Gdy kurczak jest już ugotowany, wrzucamy pomidorki koktajlowe i mieszamy. Podajemy z purée z ziemniaków.

kurczak szalotki 006

(przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” May 2016)

Różowe spaghetti z pesto z pieczonych buraków

pink pasta 004

Danie dla małej księżniczki – różowe, mocno różowe, wściekle różowe. Króliczka była zachwycona. Nad miską makaronu mlaskała: – Och! Jak ja lubię, jak Ty gotujesz, mamo! W ogóle dziś miała dzień słodzenia matce. Rano mi powiedziała, że jestem lepszą mamą niż tata tatą. Bo tata ją czymś denerwuje, tylko właśnie zapomniała, co też on takiego denerwującego wyczynia.

Wieczorem, jak każdego wieczoru, awanturowała się z tatusiem o kąpiel, szykowanie mundurka do szkoły, sprzątanie zabawek itd. W drugim pokoju wycieram Chomiczka i słucham jaką pedagogiczną porażkę ponosi każdego dnia małżonek. Dziś nawet mnie to rozśmieszyło, gdy Królisia perorowała ojcu, że zamiast ją pouczać, mógłby być more helpful – w myśl zasady, że jeśli dorosły chce, by dziecko miało coś zrobione, to niech to dla niego zrobi. Dał się wpuścić w maliny, więc gdy słyszałam, jak mu zaczyna brakować argumentów, zawołałam, by przysłał awanturnicę do mnie. Zacierał ręcę: – Toś się doczekała, teraz się będziesz mamie tłumaczyć. Królisia zaraz smyrgnęła do mojego pokoju z uśmiechem od ucha do ucha i diabelskim błyskiem w oku: – Dobrze, że mnie zawołałaś, teraz Tata będzie musiał sam to wszystko posprzątać!

Malutka do tego postanowiła jak najszybciej stać się taka jak mama. Nie jest to z pewnością najlepszy wzorzec, ale jaka dla mnie nobilitacja! Tylko biedny Tata coraz częściej otwiera usta oniemiały i patrzy tępo, nie dowierzając własnym uszom, załamuje też ręce, liczy kolejne siwe włosy i raz po raz burczy pod nosem, gdy akurat stoi koło mnie: – Ona jest już gorsza od Ciebie! Takie to ma życie z dwoma babami… Nie dość, że każda papla jak najęta, że obie strzelają fochy od rana do nocy, to jeszcze mu spaghetti ufarbowały na różowo…

pink pasta 006

RÓŻOWE SPAGHETTI Z PESTO Z PIECZONYCH BURAKÓW

  • 5 małych buraków (lub 4 średnie)
  • oliwa
  • miska lodowatej wody
  • mały pęczek bazylii
  • 80 g orzeszków piniowych (oraz garść do podania)
  • 60 g parmezanu (oraz odrobinę do podania)
  • 4 łyżki ziołowego oleju rzepakowego
  • sok z ½ cytryny
  • spaghetti

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180°C. Buraki oczyszczamy, układamy na blaszce wyłożonej folią aluminiową, skrapiamy oliwą i pieczemy przez ok. godzinę (aż będą dość miękkie, by zsunąć się z wbitego w nie widelca).

Po upieczeniu każdy burak zanurzamy na kilka sekund w lodowatej wodzie, następnie obieramy (w rękawiczkach!) – skórka będzie łatwo odchodzić. Obrane odstawiamy.

W sporym garnku zagotowujemy wodę na makaron (gotujemy wg instrukcji na opakowaniu).

Obrane buraki, bazylię, starty parmezan, orzeszki piniowe, olej i sok z cytryny blendujemy w malakserze. Przekładamy do dużego garnka, ustawiamy na palniku na średnim ogniu, dodajemy odcedzony makaron i mieszając, dokładnie obtaczamy makaron w pesto buraczkowym. Podajmy od razu, każdą porcję posypujemy odrobiną startego parmezanu i kilkoma orzeszkami piniowymi.

pink pasta 005

(przepis wg „Easy Food”, April 2015)