Lemoniada grejpfrutowa

woda 021

Kiedy nad atlantyckie wybrzeże Irlandii dociera fala upałów i temperatura na zewnątrz przekracza 20°C…

Przyzwyczaiłam się, chociaż 10 lat temu nie wierzyłam, że można się przyzwyczaić do irlandzkich temperatur. Dzisiaj chyba nie przeżyłabym polskiego lata z temperaturami szybującymi ponad trzydziestą kreską na skali termometru. Po pierwszym lecie spędzonym na zielonej wyspie spakowałam wszystkie sandałki i japonki do walizki i zabrałam je do Polski, bo stwierdziłam, że mi się tutaj nigdy nie przydadzą. Pierwsze klapki kupiłam dopiero, gdy spodziewałam się Króliczki, ale nie ze względu na rzekomy upał, lecz ze względu na łatwość wkładania i szerokość tego typu obuwia. Każda matka wie o czym mówię…

A jednak się przyzwyczaiłam, organizm zaakceptował umiarkowane temperatury i zimne wiatry od oceanu. Są też benefity wyspiarskiego klimatu – skóra nie jest narażona na ekstremalne warunki, więc się starzeje znacznie wolniej, mamy świeże powietrze a smog znamy tylko z doniesień w mediach, kwiaty w doniczkach kwitną mi do Bożego Narodzenia. Kiedy więc już przychodzi ten dwudziestostopniowy upał, robię jak wyspiarze lemoniadę z cytrusów, wrzucam do niej kostki lodu i czekam do późnego popołudnia, by wyjść z domu, bo wcześniej było za gorąco (żartuję)…

woda 024

woda 027

W międzyczasie zaś wróciłam do porzuconego hobby. Po sukcesie w konstruowaniu torebki komunijnej dla Królisi, poszłam za ciosem i uszyłam sukienkę dla lalki. Na rozgrzewkę wybrałam prosty wzór z wiązaniem na ramionach, ale sprawiło mi to tyle frajdy, że coś mi podpowiada, że w ciągu lata plastikowy rudzielec zyska całkiem sporą garderobę. Szczególnie, że Malutka już martwi się o kurtkę zimową dla lali. Sukienkę uszyłam ręcznie – nauka u mamy i babci nie poszła w las – ale rozważam kupno maszyny do szycia. Zielone światło od męża już dostałam…

woda 023

LEMONIADA GREJPFRUTOWA

  • 750 ml wody mineralnej lub przegotowanej i ostudzonej wody z kranu
  • 3 łyżeczki brązowego cukru
  • ½ pęczka bazylii
  • 2 różowe grejpfruty
  • ½ cytryny
  • lód

50 ml wody wlewamy do miseczki, wsypujemy cukier i mieszamy. Gdy się rozpuści, dodajemy listki bazylii. Listki lekko rozgniatamy (łyżeczką lub tłuczkiem moździerza), przykrywamy i odstawiamy do naciągnięcia w chłodne miejsce na 4 godziny.

Syrop przelewamy przez gęste sitko lub gazę do dzbanka. Wyciskamy sok z cytryny i grejpfrutów. Sok i wodę dolewamy do syropu, mieszamy. Przed podaniem wrzucamy kostki lodu.

woda 026

(wg „Kuchnia. Koktajle” wyd. specjalne 3/2017)

Bakłażany w pomidorach po włosku oraz o polowaniu na muchy…

polowanie028

Wreszcie ciepło, wreszcie słonecznie, wreszcie otwieramy okna okna i drzwi na oścież, by pozbyć się resztek zimowego powietrza z wszystkich kątów i napełnić dom zapachem pól, łąk, świeżo skoszonej trawy, upajających kwiatów i całej przyrody, która rozkwita jak szalona. A wraz z wiosennym zefirkiem do domu wpadają nieproszone, jedna za drugą, muchy utrapione. Małe, duże, te, co gryzą i te, co tylko jak głupie pod lampą się kręcą. Wszystkie brzęczące, brudzące i znienawidzone.

polowanie0222

Sezon polowań na muchy rozpoczął się na dobre! Wszystkie chwyty dozwolone, każdy broni się jak może. Nowocześni mają lampy wiatrakowe, gadżeciarze elektrofumigatory, higieniści spreje, tradycjonaliści eleganckie lepce, zwolennicy działań niekonwencjonalnych naklejki na szybach, leniwi siatki w oknach i drzwiach, a aktywni zestaw pacek na każdą okazję. Dwa ostatnie sposoby wykorzystujemy w naszym domu – siatka to rozwiązanie dla zmęczonych rodziców, a packi to świetna zabawa dla hiperaktywnych dzieci. Króliczka ma już takie doświadczenie, że niedawno w którymś ze sklepów wyszukała sobie packę z teleskopową rączką i bardzo giętką łapką na końcu, bo empirycznie dowiodła, że z twardszego plastiku łamią się podczas uderzania z impetem o ściany i okna. Trening czyni mistrza, a Malutka ćwiczy od lat szermierkę packą na owady, zaś hymnem wypraw przeciwko muchom jest wierszyk Brzechwy!

Król Borowik Prawdziwy szedł lasem
postukując swym jedynym obcasem,
a ze złości brunatny był cały,
bo go muchy okrutnie kąsały.

Tedy siadł uroczyście pod dębem
I rozkazał na alarm bić w bęben:
„Hej, grzyby, grzyby,
Przybywajcie do mojej siedziby,
Przybywajcie orężnymi pułkami,
Wyruszamy na wojnę z muchami”.

polowanie021

polowanie024

Dzielni wojownicy muszą się dobrze odżywiać, a słońce i pogoda skłania ku sięganiu po przepisy z południa Europy. Bakłażany w sosie pomidorowym z czerwonym winem i dużą ilością włoskich serów to uczta dla podniebienia. Do gotowania zużyjemy tylko lampkę wina, dlatego warto otworzyć butelkę dobrego trunku – resztę będziemy mieć na miły wieczór z ciekawym filmem. Pozostając w temacie polecam „Polowanie na muchy” Wajdy. Chociaż film jest sprzed blisko pół wieku, tematyka jest aktualna – to, co w filmie jest satyrą, dziś dla wielu może okazać się lustrzanym odbiciem.

Skarzanka Hanna;Skarzanka Ewa;Malanowicz Zygmunt;Braunek Malgorzata;

polowanie0225

BAKŁAŻANY W POMIDORACH PO WŁOSKU

  • 1 ½ kg bakłażanów
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 puszki podłużnych, całych pomidorów (400 g każda)
  • 150 ml czerwonego wina
  • 2 kulki mozzarelli
  • 150 g parmezanu
  • 50 g bułki tartej
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • ½ łyżeczki cukru
  • pęczek świeżej bazylii
  • oliwa

Bakłażany kroimy wzdłuż na plastry grubości ok. 0,5 cm, posypujemy z dwóch stron solą, układamy w durszlaku i odstawiamy na pół godziny.

W międzyczasie obieramy i rozgniatamy czosnek, następnie rozgrzewamy oliwę w rondlu na średnim ogniu i wrzucamy czosnek. Smażymy minutę, wlewamy wino i pomidory. Zagotowujemy, rozgniatając przy tym pomidory o brzeg garnka. Mieszamy, zmniejszamy nieco ogień, dodajemy cukier, oregano i doprawiamy sola i pieprzem. Gotujemy na małym ogniu przez 40-45 minut, mieszając od czasu do czasu. Miksujemy sos ręcznym blenderem.

Gdy sos się gotuje, włączamy piekarnik i nagrzewamy do 160°C (z termoobiegiem). Płuczemy bakłażany i wycieramy papierem kuchennym. Na patelni rozgrzewamy oliwę na dużym ogniu, partiami smażymy plastry bakłażanów, odsączamy je następnie na kuchennym papierze.

Natłuszczamy oliwą naczynie żaroodporne. Smarujemy dno sosem pomidorowym, układamy warstwę bakłażanów. Mozzarellę kroimy w plasterki, a parmezan ścieramy na małych oczkach tarki. Na bakłażany wylewamy porcję sosu, posypujemy parmezanem, dajemy kilka plastrów mozzarelli i kilka listków bazylii, solimy i pieprzymy, a na koniec przykrywamy warstwą bakłażanów. Postępujemy tak, aż do wyczerpania składników, kończąc warstwą sosu. Na wierzchu wysypujemy bułkę tartką i resztkę parmezanu.

Pieczemy ok. 30 minut. Wyjmujemy i odstawiamy na 10 minut, dopiero potem kroimy ostrym nożem na porcje. Zapiekanką podajemy przybraną bazylią.

polowanie026

(wg „Easy Food”  April 2016 z moimi zmianami)
Kadr z filmu “Polowanie na muchy” ze zbiorów FN

Sundae z kremem rabarbarowym

rhubarbdeser 023

– Deser w tej niebieskiej szklance – moje dziecko postanowiło za mnie, do czego wykorzystać krem rabarbarowy. Więc stałyśmy razem nad słoikiem, każda łychę kremu wpakowała do buzi i myślałyśmy, z czym będzie się najlepiej komponować.
– Z bitą śmietaną, mamo! Z bitą śmietaną wszystko smakuje dobrze! – rezolutnie uznała Króliczka.
– Z migdałami będzie dobre – stwierdziłam i od razu zajrzałam do szafki, żeby sprawdzić, czy się jakieś ciasteczka amaretti uchowały przed apetytem męża.
– No dobrze, ale śmietana i tak powinna być! – Malutka przypieczętowała recepturę dobitnie swoją koncepcją smakową.

Nie jestem przygotowana na niezależność mojego dziecka. Szczególnie kiedy na rękach trzymam młodsze, nie bardzo potrafię się pogodzić z odfruwaniem ode mnie starszego. Kolejne kamienie milowe pokonujemy, ale dla mnie to za szybko. Mam wrażenie, że Króliczka pędzi, a ja za nią truchtam z zadyszką. I z rozdwojeniem jaźni. Bo z jednej strony Malutka chce decydować o sobie, a z drugiej zadaje tak dziecinne pytania, że włosy siwieją jeden za drugim. Ja mam ją jedną, ale jej nauczyciel zupełnie osiwiał w tym roku. Nie dziwię się. Króliczka pomnożona przez dwadzieścia kilka… Boże, czy ten człowiek w ogóle jeszcze pamięta, jak się nazywa?!

rhubarbdeser 025

rhubarbdeser 024

Kruszę te ciastka, wyładowując na nich frustrację, mniejsze dziecko ciągnie mnie za nogawkę, dzierżąc w łapce ukochaną książkę o znienawidzonych już przeze mnie kolorach warzyw i owoców, a większe odrabia zadanie z matematyki. Nagle podnosi głowę znad zeszytu i się krytycznie przygląda…
– Ale z ciebie czupiradło, Mamo!
– Dzięki córciu – syczę pod nosem, kierując mordercze myśli w stronę migdałowych amaretti.
– Ale nie masz jeszcze zmarszczek, Mamo! Naprawdę, widziałam już wielu zwiotczałych ludzi… – małe nie zna umiaru i brnie dalej.
– Ty też kiedyś się zestarzejesz – odpowiadam, tłukąc z impetem ciastka.
– Wiem, Mamo, ale nie tak szybko jak ty. Ty sobie niszczysz skórę, bo się malujesz! – oświeciła mnie córka ukochana i wróciła do arytmetyki.
Cud, że tym wałkiem dziury w blacie nie zrobiłam…

rhubarbdeser 031 small

SUNDAE Z KREMEM RABARBAROWYM

  • opakowanie ciastek amaretti
  • krem rabarbarowy (przepis tutaj)
  • 250 ml słodkiej śmietany (latem pół na pół z lodami śmietankowymi)
  • płatki migdałowe

Śmietanę ubijamy. Odkładamy kilka ciasteczek do dekoracji a pozostałe rozkruszamy (wkładamy do woreczka i rozkruszamy wałkiem). Ciasteczka, krem rabarbarowy i śmietanę układamy warstwami w wysokich szklankach lub w pucharkach. Dekorujemy płatkami migdałowymi i pojedynczymi ciasteczkami amaretti.

rhubarbdeser 028 small

Kalendarz adwentowy z rolek…

kalendarz-015

… po papierze toaletowym.

Króliczka ma cały wór rolek po papierze toaletowym, które swego czasu zbierałyśmy, żeby zrobić papierowy zamek… Zamku nie zrobiłyśmy, a rolki cierpliwie czekały na swój czas. Jak to mawia moja koleżanka – niech leży, jeść nie woła…

Miałam zamiar jej kupić kalendarz adwentowy, ale byłam znudzona tymi sklepowymi czekoladkami, których nie da się łatwo wyłuskać, a potem jeszcze trudno ustalić, co przedstawiają. Myślałam więc o ręcznie robionych czekoladkach z francuskiej cukierni, ale akurat na facebooku ktoś wrzucił zdjęcie kalendarza piwnego – puszki piwa powkładane w rolki, które zostały umocowane w kształt choinki. Przypomniał mi się też widziany u kogoś na blogu kalendarz z pudełek po zapałkach, które w ten sam sposób sklejono na kształt drzewka świątecznego. Połączyłam te dwa pomysły i skleciłam na szybko kalendarz dla Króliczki. Nie jest najpiękniej wykończony – naprawdę mógłby być bardziej dopracowany – ale za to powstał w ekspresowym tempie i przy minimalnym nakładzie środków.

Część prac robiłam w towarzystwie zainteresowanego dziecka, ale postraszyłam ją, że robię nam choinkę świąteczną, bo tak zagracony mamy dom ich zabawkami, że na żywą w tym roku miejsca nie będzie. Króliczka patrzyła wyjątkowo sceptycznie, a im bardziej rolki zaczynały przypominać choinkę, tym bardziej była przerażona, że to będzie naprawdę nasze drzewko. Kiedy wycinałam kółeczka, oświadczyłam, że robię bombki na naszą choinkę – tu już były prawie łzy w oczach, ale dzielnie zaproponowała, że może mi te białe kółka ozdobi, żeby ładniej to wyglądało. Zabrałam jej z oburzeniem, ale obiecałam, że dam jej gotową choinkę, jeśli przestanie mi przeszkadzać.

Prezenty udało mi się przemycić niezauważenie i bez kłamstwa – powiedziałam, że idę do apteki po maść dla Chomiczka i rzeczywiście tam po to poszłam, a dodatkowo kupiłam tam bzdety i bzdury, czyli drobiazgi, których nigdy bym nie kupiła mojej córce, a które ona zawsze bardzo chce mieć. Spożywczak jest po drodze, więc słodycze też się po kryjomu kupiły. Gdy o 18 poszła na próbę musicalu, zabrałam się za montowanie podarków. Mąż popatrzył sceptycznie: Nie ma szans, nie zdążysz przed ósmą. Wysłałam go siać defektyzm na piętro, ale i tak mi przeszkadzał: Nakarmisz małego? Zjesz ze mną kolację? Przyniesiesz mi krem z dołu? Naszykujesz Chomiczkowi pidżamkę? Sprawdzisz, czy przyniosłem małemu ręcznik? Za pięć ósma wiązałam ostatni cukierek, Mąż popatrzył i oznajmił: No! Wreszcie skończyłaś, to mogę iść po Króliczkę.

kalendarz-013

Gdy wrócili, pokazałam Malutkiej, że choinka gotowa czeka na nią. Przyglądała się zdziwiona, a z kuchni dobiegł komentarz: Powiedz jej, co to jest. Przecież ja gdybym nie wiedział, co robisz, to też bym się nie zorientował, co to ma być. Dzięki Mężu za wsparcie… Króliczka oczywiście wiedziała, co to ma być, ale była zaskoczona i… zachwycona. Fajnie być najlepszą mamą na świecie dla swojego dziecka!

W tym roku już za późno, żeby zrobić sobie taki kalendarz, ale to odpowiedni czas, by zacząć zbierać rolki po papierze na przyszły rok. Zamiast kalendarza, możecie też zrobić sobie samą choinkę do ozdoby – wygląda bardzo „studencko”.

kalendarz-011

Najważniejszy jest dobór rolek – muszą być tej samej wielkości, a wierzcie mi, każdy producent ma inny rozmiar; różnią się między sobą minimalnie, ale jednak się różnią. Poza tym muszą być to bardzo sztywne rolki, wykonane z porządnej, grubej tektury, żeby nie zgniotły jedne drugich, kiedy włożymy do nich podarunki. Rolki przed sklejeniem w choinkę można oczywiście pomalować lub okleić pięknym papierem, mnie gonił czas, więc pozostały nagie. Układamy je dla orientacji w choinkę, a następnie sklejamy poszczególne rzędy. Najwygodniej ustawić je pionowo, po kolei każdą smarować klejem uniwersalnym (takim i do papieru, i do metalu) i doklejać jedną do drugiej, dociskając. Jeżeli macie wrażenie, że rolki nie są zbyt mocno połączone, użyjcie zwykłych spinaczy na brzegach – przytrzymają rolki w miejscu na czas schnięcia kleju. Kiedy wszystkie rolki są już sklejone w rzędy, zostawiamy je, by klej wysechł.

Następnie zdejmujemy spinacze i przystępujemy do konstruowania choinki. Przyda się jedna zapasowa rolka, żeby zaznaczyć w którym miejscu mamy smarować klejem. Zaczynamy od najdłuższego rzędu, czyli spodu „zielonej” części choinki i mocujemy na nim kolejny „zielony” rząd. Zapasową rolkę układamy w miejscu, gdzie powinna trafić rolka z następnego rzędu i zaznaczamy miejsca styczności – w tych miejscach na całej długości rolki, będziemy smarować klejem. Pracujemy sprawnie, by klej nam nie wysechł – najpierw zaznaczamy miejsca wszystkich rolek, wszystkie smarujemy klejem, układamy kolejny rząd, dociskamy. Miejsca, które mają szanse się skleić, ale potrzebują przytrzymania, spinamy na brzegu spinaczami. Miejsca, które mimo wszystko się nie chcą połączyć, zostawiamy. Klej i tak będzie niewidoczny (można wcześniej przymierzyć i zaznaczyć te miejsce, by nie smarować niepotrzebnie klejem). Kontynuujemy, aż do ostatniej rolki. Gdy wyschnie klej, „zieloną” część naklejamy na trzy pozostałe rolki tworzące „pieniek” choinki.

Jeżeli macie zamiar ustawić choinkę luzem, nie pod ścianą, to jeszcze musicie zakleić tył. Odrysujcie kształt choinki na papierze, wytnijcie, przyklejcie (klejem smarujemy rolki, nie papier, żeby nam się prezenty do tej tylnej ścianki nie przyczepiły), odstawcie do wyschnięcia.

kalendarz-012

Napełnić rolki można już zapakowanymi prezentami – np. w pakunek z bibułki, którego dno wypchacie lub usztywnicie kółkiem z kartonika. Ja byłam pod presją czasową i również sposób „nadziewania” choinki pozostawia sporo do życzenia. Z kartonu wycięłam 24 kółka o średnicy o milimetr mniejszej niż średnica rolki. Linijkę i cyrkiel znajdziecie w piórniku dziecka (tylko odłóżcie potem na miejsce, bo będziecie mieć chryję o ruszanie cudzych rzeczy bez pytania…). Wycięte kółeczka przyklejałam klejem szkolnym (z dziecięcego plecaka) do… stron gazetki świątecznej Lidla sprzed dwóch lat. Odkładam sobie takie rzeczy, żeby właśnie później wyciąć z nich różne detale, a lidlowe są naprawdę dobrze zaprojektowane. Więc te wszystkie zielone gałązki, pomarańcze itd. to fragmenty ulotki reklamowej. Najlepiej przyklejać, patrząc pod światło – łatwiej wtedy ułożyć kartonik we właściwym miejscu… Gdy klej wyschnie, wycinamy. Gotowym kartonikom trzeba nakleić lub narysować numerki (zużyłam jakieś stare naklejki, pozostałe cyfry wycięłam z cen ze wspomnianej gazetki, kilka napisałam wodoodpornym cienkopisem).

Prezent trzeba jakoś wyłuskać. Sposób elegancki: doklejamy do spodniej strony kartonika zawinięty podarek oraz kawałek wstążeczki, którą formujemy w pętelkę i jej drugi koniec przyklejamy przy pierwszym. Sposób widoczny na zdjęciu: robimy dziurkę w kartoniku, przewlekamy złożony na pół sznurek (lub wstążeczkę), od spodniej strony zawiązujemy supełek, przytrzymując pętelkę po zewnętrznej stronie, na końcu sznurka przywiązujemy cukierki oraz drobne przedmioty (te których nie da się po prostu przywiązać, zawijamy w kawałek szmatki, folii, bibułki lub w cokolwiek innego i dopiero takie zawiniątko przywiązujemy sznurkiem. Prezenty wsuwamy w rolki – dzieciom, które nie znają jeszcze cyferek ułóżcie numerki kolejno, tym które znają zróbcie rozsypankę. Jak macie fantazję, to doczepcie na czubku gwiazdę! Gotową choinkę ustawcie na udekorowanym świątecznie parapecie lub tak jak ja – na nieudekorowanej półce nad kominkiem, gdzie szesnastomiesięczne maluchy nie dosięgają!

kalendarz-014

Zupa z ciecierzycy (oraz o problemach siedmiolatki)

zupa-z-ciecierzycy-007

Króliczka przechodzi trudny okres zachcianek. Trudny dla rodziców oczywiście…

Pierwsza trudność jest taka, że zazwyczaj sama zainteresowana niespecjalnie wie, co tak naprawdę chce, a nawet jeśli wie, to ma specyficzny problem podzielenia się tą wiedzą. Rodzice powinni się przecież sami domyślić, jakie pomysły rodzą się w głowie ich pociechy.

Druga trudność jest taka, że zachciankę nie zawsze można zrealizować i wcale nie dlatego, że brakuje nam dobrych chęci. Przykładowo – wielkim marzeniem Króliczki są wiązane buty, jakiekolwiek, byle były wiązane. Ma jednak drobną nóżkę, a w jej rozmiarze większość butów ma imitację wiązania lub wiązanie wspierane rzepami lub zamkiem. Do dorosłych butów musi jeszcze jej troszkę stopa urosnąć, z czym absolutnie nie chce się pogodzić…

Kolejna trudność to nieumiejętność przewidzenia wystąpienia krótkotrwałej potrzeby przez rodziców. Takiej do zrealizowania z dnia na dzień. Przykładowo – dzień przed wycieczką dostała ze szkoły wytyczne, że ma zabrać gumiaki w siatce oraz kurtkę przeciwdeszczową. Kurtkę ma, ale gumiaków jej w tym roku nie kupiliśmy, bo już wyrosła ze skakania po kałużach. Zaproponowałam jej martensy (które dostała w ramach poszukiwania wspomnianych butów wiązanych, niestety nie są na 100% spełnieniem marzeń, bo mają również zamek). Nie chciała, bo choć martensy są doskonałe do chodzenia po błocie, to najważniejsze okazało się zabranie butów w siatce, by mieć zabawę z ich zmienianiem. Ostatecznie pojechała z butami do jazdy konnej, co ją na szczęście usatysfakcjonowało…

Następna trudność zachciankowa to sytuacja, gdy nasza córka sama przyznaje, że sprawa jest bzdurna, ale „nic na to nie poradzi”… Taka jak dołujące uczucie zazdrości, bo koleżanka przyniosła do szkoły nową lalkę. – A ja nie mam nic fajnego! – rozpacz, foch, złość, żal, dziki ryk i rzeka łez. Szczęśliwie mąż doznał oświecenia i przypomniał sobie, że Króliczka dostała na urodziny jakieś bony do sklepu z zabawkami. W sobotę mogła więc zaspokoić swoje pragnienie (bez uszczerbku dla naszego portfela) i kupiła sobie lalki z konikiem…

Najmniej trudności sprawiają mi jej zachcianki kulinarne. Ostatnia – ugotuj mi zupę, jakiej jeszcze nigdy nie jadłam. Mówisz i masz. Zupa z ciecierzycy. Sądząc po minie z jaką Króliczka ją jadła, nie przypadła jej do gustu, ale za nic w świecie nie przyznałaby się. Przełykając kolejną łyżkę z grymasem na twarzy, wygłaszała wciąż peany na temat dania. Kto lubi ciecierzycę, będzie zachwycony, a kto nie lubi, tego pewnie i tak nic do niej nie przekona.

zupa-z-ciecierzycy-008

zupa-z-ciecierzycy-006

ZUPA Z CIECIERZYCY

  • 2 puszki ciecierzycy (400 g każda)
  • 3 łyżki oleju słonecznikowego
  • ½ łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka nasion kminu rzymskiego
  • 2 ząbki czosnku
  • 2-centymetrowy kawałek imbiru
  • papryczka chili (lub suszone krążki chili)
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • crème fraîche (lub jogurt grecki)
  • świeża kolendra
  • zielona cebulka

Ciecierzycę płuczemy i dokładnie odsączamy na sitku. Czosnek obieramy i kroimy. Imbir obieramy i ścieramy na tarce. Papryczkę chili rozkrawamy i usuwamy nasiona (jeśli używamy świeżej). Olej rozgrzewamy w rondlu, wrzucamy czosnek, imbir, kmin, kurkumę i chili. Smażymy, mieszając, aż czosnek nabierze koloru.

Wrzucamy ciecierzycę i zalewamy wodą tak, by było jej ok. 1 centymetr ponad warzywami. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 15 minut. Blendujemy na gładko. Przyprawiamy solą i pieprzem i podgrzewamy.

Rozlewamy do misek. Do każdej porcji dodajemy łyżkę śmietany lub jogurtu oraz posiekaną cebulkę i kolendrę.

zupa-z-ciecierzycy-005

(przepis wg „Food & Wine”, September 2013)

Sałatka z młodych ziemniaków z groszkiem i sosem tuńczykowym

sałatka tuna 004

Schowałam się w kuchni. Wcześniej postraszyłam Króliczkę, że jeśli jeszcze raz mnie zawoła, to nie tylko nie będzie miała co jeść, ale nie pozwolę jej zjeść lodów, które sama sobie kupiła za pieniądze wyciągnięte od Tooth Fairy.

Zwyczaj z Wróżką od Zębów nie byłby taki irytujący, gdyby nie podbijanie stawki za ząb przez co bardziej pomysłowych rodziców. Przed ostatnią transakcją z wróżką Króliczka napisała do skubanej list, że wycenia swój ząb na całe 5 euro (skoro koledze tyle Zębuszka zapłaciła, to dlaczego ona miałaby się zadowolić tylko jedną monetą!). Co mieli zrobić rodzice? Zapłacili okup w imieniu wróżki.

Z zazdrością myślałam o rodzicach w kraju, którzy nie muszą wykupywać kolejnych mleczaków swych pociech, ale koleżanka mnie uświadomiła, że Świnka Peppa skutecznie rozpropagowała ten zwyczaj wśród polskich rodzin. Zapomniałam jednak zapytać, ile kasuje skubana nad Wisłą!

Używając mało pedagogicznych metod, czyli groźby, a także przywłaszczając sobie prawo do rozporządzania mieniem dziecka (no co, w końcu to ja jestem matką), wywalczyłam te 30 minut bez „Mamo! Maaaamooo! Maaaaaaamoooooo!” i zniknęłam w kuchni, żeby ugotować ziemniaki i zrobić z nich sałatkę. Króliczka z Chomiczkiem bawili się w zagrodzie – błoga cisza, bo Maluszek nie pamięta o mnie, dopóki jego starsza siostra nie zaczyna mnie wołać, kartofle się gotowały, a ja – przycupnięta na ryczce – ukradkiem czytałam artykuł o wrednych matkach. Takich, co nie bardzo lubią „Mamo, zobacz!”, „Mamo, podaj!”, „Mamo, a wiesz…?”, „Mamo, a gdzie jest…?” i „Mamo, a on znowu…”

sałatka tuna 005

SAŁATKA Z MŁODYCH ZIEMNIAKÓW Z GROSZKIEM I SOSEM TUŃCZYKOWYM

  • 500 g młodych ziemniaków
  • 120 g mrożonego młodego groszku (petit pois)
  • 2 zielone cebulki
  • 4 garście szpinaku (drobne liście „baby”)
  • 160 g tuńczyka w sosie własnym z puszki (w małych kawałkach)
  • 100 g jogurtu greckiego
  • 1 łyżka majonezu
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon
  • sok z połowy cytryny
  • sól i swieżo zmielony pieprz
  • 4 jajka

W średniej misce mieszamy jogurt z majonezem, musztardą i sokiem z cytryny. Tuńczyka odsączamy i dodajemy do sosu, mieszamy. Przyprawiamy solą i pieprzem.

Umyte i pokrojone w ćwiartki kartofelki gotujemy ok. 15-20 minut w osolonej wodzie. Jajka gotujemy na półtwardo (lub na twardo, jeśli nie lubicie płynnego żółtka). Jajka na półtwardo gotuję w ten sposób: jajka w temperaturze pokojowej wkładam do gotującej się, osolonej wody i gotuję przez 5 minut, następnie szybko schładzam pod bieżącą, zimną wodą, aby przerwać gotowanie.

Umyty i osuszony szpinak układamy na talerzach (lub w większym półmisku). Umytą zieloną cebulkę kroimy. W rondelku zagotowujemy wodę, zdejmujemy z ognia i wkładamy mrożony groszek, blanszujemy przez minutę, a następnie odsączamy na sitku.

Odcedzamy kartofelki i mieszamy z sosem tuńczykowym. Dodajemy groszek i przekładamy na talerze ze szpinakiem. Posypujemy posiekaną cebulką, a na wierzchu układamy jajka przekrojone na pół. Oprószamy pieprzem i podajemy od razu.

sałatka tuna 006
Przepis z moimi zmianami z „Easy Food” June/July 2015


Warzywa psiankowate 2016
Warzywa psiankowate 2016

Sałatka z batatów z boczkiem

sałatka ze słodkim ziemniakiem 04

Lato było, ale już dawno się skończyło… Choć może jeszcze wróci… Pierwszy tydzień wakacji zbliża się ku końcowi, Króliczka bawi się na summer campie, jak tutaj nazywają się półkolonie, a Chomiczek…

No właśnie Chomiczek jest beznadziejnym konsumentem. Zabawki mogą piszczeć, grać, migać światełkami, a on zupełnie nie jest nimi zainteresowany, a w skrajnych przypadkach od nich ucieka. Według producentów mają one wpływać pozytywnie na rozwój dziecka, ale moje wcale nie chce korzystać z tych dobrodziejstw. Siedzi w kuchni i obiera cebulę…

Siedzi w kuchni, grzebie w skrzynce na warzywa i ma frajdę. Ziemniak się turla, z cebuli można zdjąć łupiny lub bawić się nią jak bączkiem, a jak jakaś zaczyna kiełkować, to kiełki można poodrywać, zaś szalotki bananowe idealnie pasują do małych rączek i można bez problemu powrzucać je do pralki…

Króliczka po powrocie z półkoloni, poszła bawić się na podwórko… kamieniami. Kamienie są świetne – można nimi rzucać, niektórymi da się rysować po bruku, a jak mocno się rzuci, to się rozłupują. I mama się nie gniewa, że popsuło się zabawkę.

Bo zabawki to najlepiej dać rodzicom. Na pewno ich nie zniszczą, a do tego naprawdę lubią sie nimi bawić. W końcu to nie dzieci, a dorośli je wymyślają. Dzieci mają patyki, liście i kamienie. Albo cebulę.

sałatka ze słodkim ziemniakiem 05

SAŁATKA Z BATATÓW Z BOCZKIEM

  • 100 g bekonu (pokrojonego w cienkie plastry) lub pancetty
  • 3 średniej wielkości bataty
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 5 szalotek bananowych
  • mieszanka liści sałatowych
  • 80 g fety
  • 1 łyżka octu balsamicznego
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon
  • 1 łyżeczka naturalnego miodu
  • 1 ząbek czosnku
  • 3 łyżki oliwy

Piekarnik nagrzewamy do 160°C (z termoobiegiem). Plastry bekonu lub pancetty układamy na blaszce. Wstawiamy do piekarnika na 20-25 minut (aż zrobi się chrupiący), w trakcie pieczenia raz przewracamy plastry na drugą stronę (rzy okazji warto obrócić też blaszkę). Upieczony wykładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym i odstawiamy.

Zblaszki zlewamy wytopiony tłuszcz, zostawiając około jednej łyżeczki. Wrzucamy obrane i pokrojone w kostkę słodkie ziemniaki i mieszamy, by obtoczyć je w tłuszczu. Przyprawiamy solą i pieprzem. Wstawiamy na 15 minut do piekarnika. Obieramy szalotki i kroimy w ćwiartki, wrzucamy na blaszkę i razem z ziemniakami pieczemy kolejne 15-20 minut (aż ziemniaki i szalotki się upieką).

W miseczce przy pomocy małej trzepaczki mieszamy ocet balsamiczny, musztardę, miód i przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku. Cały czas mieszając, wlewamy pomału oliwę. Przyprawiamy wg uznania.

Umyte i osuszone liście sałatowe układamy w półmisku (lub bezpośrednio na talerzach), na wierzchu układamy upieczony boczek oraz ziemniaki z szalotkami. Posypujemy pokruszoną fetą i skrapiamy dresingiem. Podajemy od razu (bo gorące warzywa powodują, że delikatna sałata więdnie).

sałatka ze słodkim ziemniakiem 06
(wg „Easy Food” May 2016)