Chińska zupa z wołowiny z makaronem

zupka chińska 22.jpg

Są takie dni, że wszytsko, ale to absolutnie wszystko idzie źle. Od rana do nocy człowiek czuje się, jakby ktoś mu uparcie podstawiał nogę. Mój dzisiejszy dzień, to właśnie takie stado pomyłek i wpadek. Nawet gotowanie poszło na opak… Miał być francuski gulasz, a wyszła zupka chińska. Na szczęście smaczna! Continue reading

Advertisements

Zupa kalafiorowa z serem pleśniowym

kalafiorowa 10

Dzieci są kochane…, kiedy śpią. A kiedy nie śpią, z całych sił starają się sprawić, by rodzice osiwieli. W każdym razie Króliczka należy właśnie do takich dzieci. Jednym z tematów, który doprowadza mnie do rozpaczy, jest kwestia smaku, konsystencji i wyglądu dań, które jej serwuję. Generalnie nasze dziecko jada wszystko, ale gdy przychodzi już do konsumpcji, zawsze ma jakieś „ale”… Bo pomidor zje, ale tylko surowy, zaś cebulę na odwrót. Marchewki są jadalne, póki są w całości, ale ogórki muszą być w plasterkach. Ser powinien być roztopiony, o ile nie jest parmezanem. Pieczarki są smaczne, ale tylko te malutkie, którym nie widać blaszek. Wędlina nie może być pokrojona grubiej niż na milimetr, a jajko powinno być bez żółtka… Continue reading

Barszcz wigilijny ze świeżych buraków

barszcz 14

Obserwując blogi kulinrne i przeglądając zawartość portali lifestyle’owych doszłam do wniosku, że chyba jestem jedyną osobą w całym kulinarno-wirtualnym świecie, która nie nie nastawia zakwasu na wigilijny barszcz… Continue reading

Scotch broth – szkocki rosół z jagnięciną

scotch broth 021

O ile kuchnia angielska ma opinię okropnej, o tyle kuchnia szkocka uchodzi za niemożliwą do przełknięcia. Jej synonimem w wyobrażeniu większości jest haggis – owczy żołądek wypełniony podrobami z cebulą, mąką owsianą, tłuszczem i ziołami. Czy rzeczywiście jest taka upiorna? Continue reading

Węgierska zupa wiejska

zupa węgierska 24

Deszcz deszczem poganiany, kapuśniaczki i ulewy, ciemności egipskie w samo południe… Czyżby był to już koniec lata? Jeszcze jest ciepło, ale słońce coraz wcześniej chowa się za horyzontem. Królisia odlicza dni do rozpoczęcia roku szkolnego, sto razy obejrzała już słowniki i atlasy, z niecierpliwością czeka na nowe mundurki, w międzyczasie zaczytując się powieściami Enid Blyton. Chomiczek ze zdziwieniem obserwuje, jak deszcz zmywa jego kredowe malunki na podwórku. Wystawiam dzieci wraz z całym ekwipunkiem na dwór, a za 15 minut słyszę rozpaczliwe: –Mamo! Pada!

W kuchni również zwrot ku solidniejszym potrawom. Poszukiwanie kulinarnego antidotum na nieprzychylną aurę. Równocześnie odgniam myśl o końcu wakacji. Już niedługo skończą się leniwe poranki, trzeba będzie znów gonić dziecko, by szybciej myła zęby i pakowała lunch do plecaka. Zacznie się surwiwal zadań domowych, wieczorne pędzenie na zajęcia dodatkowe. Skończy się oglądanie filmów do drugiej nad ranem. I okaże się, że w przeciwieństwie do córki, nie wyrobiłam planu wakacyjnych lektur.

Z drugiej strony nie było to zbyt udane lato, nie najgorsze, ale również mało owocne. Początek wakacji wytrącił nas z równowagi i do teraz nie wszystko wróciło na swoje miejsce, więc może dobrze, że ta nieszczególna kanikuła pomału dobiega końca. Moją porą roku jest jesień – kwitnące wrzosy, grusze i jabłonie uginające się pod ciężarem owoców, bursztynowe, płonące pod wieczór barwami drzewa…

zupa węgierska 23

WĘGIERSKA ZUPA WIEJSKA

  • 700 g kiszonej kapusty
  • 125 g wędzonego boczku
  • 1 duża cebula
  • 150 g wędzonej kiełbasy
  • 200 g gęstej, kwaśnej śmietany
  • 1 łyżka mąki
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka mielonej słodkiej papryki
  • świeżo zmielony pieprz
  • natka pietruszki do przybrania

Kapustę wkładamy do 5-litrowego garnka, zalewamy 2 litrami wody i zagotowujemy. Boczek kroimy w kostkę i smażymy na suchej patelni. Boczek wraz z wytopionym tłuszczem dodajemy do kapusty.Cebulę i czosnek obieramy, drobno kroimy i dokładamy do zupy. Gotujemy na małym ogniu, aż kapusta będzie zupełnie miękka. Kiełbasę kroimy na plasterki i dodajemy do zupy pod koniec gotowania. Przyprawiamy zupę pieprzem i papryką. Śmietanę mieszamy z mąką, hartujemy kilkoma łyżkami zupy, po czym wlewamy do garnka i dokładnie mieszamy. Zagotowujemy, mieszając. Rozlewamy do talerzy, posypujemy natką i podajemy z pieczywem.

zupa węgierska 22

zupa węgierska 21

(przepis wg Kulinarnego atlasu świata z moimi zmianami)

Wileńska zupa koperkowa

koperkowa 09

Paradoksalnie w dzisiejszych nowoczesnych czasach, gdy wszystkie prace ułatwiają nam zaawansowane technologicznie urządzenia, wcale nie zyskujemy na chwilach relaksu, a nawet musimy obcinać z obszarów, które niegdyś były uważane za święte!

Gdzie się podziały rodzinne obiady, które nawet w skromnych gospodarstwach były celebrowane z należytym szacunkiem, które zbierały wszystkich domowników wokół stołu i nie było miejsca na wymówkę od nich? Dzisiaj każdy wpada do domu, kiedy może, zjada coś na szybko i pędzi dalej. Dzieci kończą zajęcia w szkołach o różnych porach, a potem o najróżniejszych godzinach mają zajęcia dodatkowe, rodzice mają elastyczne godziny pracy, co oznacza, że albo stają się nieprzewidywalni, albo wcale ich nie ma.

Nie zmienię świata, który pędzi nie oglądając się na moje sentymenty. Organizuję kulinarnie tydzień według rozkładu jazdy domowników – trudno, jesli nie siadają razem do stołu, jedzą odgrzewane potrawki lub treściwe zupy gulaszowe. Niestety, gdy już uda nam się wspólnie zjeść, na ogół jest dość późno, by wciskać w siebie 3-daniowy obiad. Musimy zadowolić się głównym daniem, a na ciasto poczekać do weekendu. Nie jesteśmy wyjątkiem, tak wygląda sprawa obiadu u większości moich koleżanek. Prawdziwe, rodzinne obiady mają tylko niepracujący lub pracujący we własnym domu freelancerzy; cała reszta zatrudnionych na etacie spędza dzień poza domem, stołując się w coffee shopach, biurowej kuchni lub w zakładowych stołówkach.

Kiedy nachodzą mnie takie refleksje, przypomina się genialna scena z Czterdziestolatka – rozmowa wychowcy z uczniami klasy Jagody. Jeden z uczniów deklaruje tam chęć zostania zawodowym… rencistą, żeby mieć czas na spacery, kontemplowanie przyrody, czytanie książek. Trudno się z nim nie zgodzić. W innych okolicznościach byłby rentierem, a w tej sytuacji pozostaje mu zostać rencistą…

Wracając do kulinarnego wątku i zmierzając do celu… Przez zmianę rozmiaru obiadu i ograniczenie jego czasu do jednego, ale solidnego dania, prawie w zapomnieniu są zupy, po których nadal mamy ochotę jeść. Zupy, które tylko połechtają nasz żołądek, pobudzą do trawienia i zaostrzą apetyt na główne danie. Jeśli już trafia się rodzinny obiad z prawdziwego zdarzenia, na stół wędruje nieśmiertelny rosół. W moim rodzinnym domu rosół był synonimem niedzieli, bo nie było niedzieli bez rosołu. Pomidorową w tym układzie mogliśmy uznać za synonim poniedziałku…

Nie mam nic przeciwko rosołowi, ale powiem szczerze, obecnie rzadko spotykam dobry rosół. Podawany jest na wszystkich weselach – i zazwyczaj woła o pomstę do nieba. Mnie samej często szkoda czasu na nastawianie rosołu, bo wolę skupić się na pieczeni i wypiekach. Dlatego warto mieć w zapasie pomysły na zupy, które nie są tak wymagające, a z powodzeniem wypełnią nam lukę w menu. Właśnie taką zupą jest wileńska koperkowa. Lekkie jak chmurki lane kluseczki oraz znany jako lek na trawienie koperek są idealnym wstępem do biesiady. To naprawdę udany kompromis obiadowy!

koperkowa 08

WILEŃSKA ZUPA KOPERKOWA

  • 1 porcja włoszczyzny (u mnie 3 marchewki, 1 pasternak i 1 mała rzepa)
  • 2 jajka
  • 3-4 łyżki mąki
  • 4 łyżki posiekanego koperku
  • 1 łyżka masła
  • 120 g gęstej, kwaśnej śmietany
  • kilka listków laurowych
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • sól

W rondlu zagotowujemy 1 ½ l osolonej wody. Włoszczyznę myjemy, obieramy i wkładamy do gotującej się wody wraz z listkami laurowymi i zielem angielskim. Zmniejszamy temperaturę, przykrywamy i gotujemy wywar ok. 45 minut. Wywar przecedzamy do większego garnka.

Mąkę wsypujemy do dzbanka, dodajemy jajka i odrobinę wody. Roztrzepujemy na gładkie, rzadkie ciasto. Zagotowyjemy wywar warzywny i wlewamy do niego cienką strużką ciasto. Gdy kluski wypłyną, zdejmujemy zupę z ognia. Dodajemy masło, śmietanę i posiekany koperek. Krótko podgrzewamy razem.

(przepis z moimi zmianami wg Kulinarnego Atlasu Świata)

Azjatycka zupa laksa z krewetkami

laksa 021

Laksa to zupa z Azji Południowo-Wschodniej, która ma źródła w kuchni potomków chińskich imigrantów. Przybywali oni w kilku falach, począwszy od XVI wieku, żenili się z miejscowymi kobietami, a ich potomków Malajowie zaczęli nazywać Parenakan. I właśnie z kuchni parenakańskiej (kuchni Nyonya) wywodzi się laksa, która popularna jest w Singapurze, Malezji, Indonezji i w południowej Tajlandii. Wraz z imigrantami z tych krajów dotarła do świata zachodniego, by w odbiegających od oryginału wersjach podbić podniebienia Australijczyków, Amerykanów i Europejczyków.

Trudno byłoby zakwalifikować do konkretnej kuchni oraz do konkretnego rodzaju wariację na temat laksy, którą ugotowałam. Zbyt warzywna na typową curry laksę, bezjajeczna, a do tego stworzona z najpopularniejszych na Zachodzie azjatyckich składników, dostępnych nawet w wiejskim sklepie na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Moja zupa nie jest szczególnie ostra, bo gotowałam ją z myślą o córce, a Malutka ma ograniczoną tolerancję na pikantne przyprawy. Kto lubi bardzo ostre, z powodzeniem może dać więcej pasty curry, a nawet przybrać sobie zupę posiekaną papryczką chili. Warzywa można sobie powymieniać, wybierając oczywiście z tych, które choć mgliście, ale kojarzą się z Azją.

Zupa wyszła naprawdę smaczna, aromatyczna i sycąca. Królisia była zachwycona, bo było wszystko, co lubi – mleko kokosowe, krewetki, groszek, sok z limonki i makaron. Dla tej mieszanki mogła przymknąć oko na nielubiane pieczarki, choć akurat te drobne jest w stanie zaakceptować. W Irlandii mówimy na nie button mushrooms – pieczarki-guziki – bo przypominają obciągane materiałem guziczki dwuwarstwowe. Laksa idealnie pasuje na lunch, szczególnie w deszczowe, wyspiarskie dni, ale nie ma przeszkód, by podać ją o innej porze.

laksa 022

AZJATYCKA ZUPA LAKSA Z KREWETKAMI

  • 300 g makaronu ryżowego “1-minutowego” lub 80 g suchego makaronu ryżowego (nitki)
  • 300 g krewetek, ugotowanych i obranych (mrożonych)
  • 150 g groszku śnieżnego
  • 200 g drobnego szpianku „baby”
  • 100 g malutkich pieczarek
  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 1 limonka
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 ząbek czosnku
  • kawałek świeżego imbiru (2 cm)
  • 1 ½ łyżki czerwonej pasty curry
  • 1 l bulionu z kurczaka
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżka sosu rybnego
  • 1 łyżka brązowego cukru

Suchy makaron gotujemy według opisu na opakowaniu, odcedzamy, przepłukujemy i odstawiamy, a jeśli używamy 1-minutowego, nie musimy go gotować.

Krewetki rozmrażamy – zalewamy je w misce zimną wodą i odstawiamy na kilkanaście minut (na czas gotowania zupy w zupełności wystarczy).

Czosnek obieramy, tak samo kawałek imbiru. W garnku lub rondlu (przynajmniej 3,5-litrowym) rozgrzewamy na średnim ogniu olej kokosowy. Czosnek i imbir przeciskamy przez praskę, wrzucamy do garnka i smażymy ok. 30-45 sekund (aż zaczną uwalniać aromat). Następnie dodajemy pastę curry, mieszamy i gotujemy kolejne 30 sekund. Wlewamy wywar z kurczaka, dodajemy sos sojowy, sos rybny i brązowy cukier. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień do minimum i gotujemy 20 minut. W tym czasie płuczemy pieczarki, szpinak, cytrynę i groszek. Pieczarki kroimy w plasterki. Z limonki wyciskamy sok.

Następnie do zupy dodajemy mleko kokosowe, pokrojone pieczarki, szpinak oraz sok z limonki. Gotujemy 2-3 minuty. Następnie dodajemy rozmrożone i wypłukane krewetki oraz groszek śnieżny. Gotujemy kolejne 2-3 minuty. Dodajemy makaron i gotujemy jeszcze 1 minutę. Rozlewamy do misek.

laksa 025

(wg „Easy Food” May 2016 z moimi zmianami)