Węgierska zupa wiejska

zupa węgierska 24

Deszcz deszczem poganiany, kapuśniaczki i ulewy, ciemności egipskie w samo południe… Czyżby był to już koniec lata? Jeszcze jest ciepło, ale słońce coraz wcześniej chowa się za horyzontem. Królisia odlicza dni do rozpoczęcia roku szkolnego, sto razy obejrzała już słowniki i atlasy, z niecierpliwością czeka na nowe mundurki, w międzyczasie zaczytując się powieściami Enid Blyton. Chomiczek ze zdziwieniem obserwuje, jak deszcz zmywa jego kredowe malunki na podwórku. Wystawiam dzieci wraz z całym ekwipunkiem na dwór, a za 15 minut słyszę rozpaczliwe: –Mamo! Pada!

W kuchni również zwrot ku solidniejszym potrawom. Poszukiwanie kulinarnego antidotum na nieprzychylną aurę. Równocześnie odgniam myśl o końcu wakacji. Już niedługo skończą się leniwe poranki, trzeba będzie znów gonić dziecko, by szybciej myła zęby i pakowała lunch do plecaka. Zacznie się surwiwal zadań domowych, wieczorne pędzenie na zajęcia dodatkowe. Skończy się oglądanie filmów do drugiej nad ranem. I okaże się, że w przeciwieństwie do córki, nie wyrobiłam planu wakacyjnych lektur.

Z drugiej strony nie było to zbyt udane lato, nie najgorsze, ale również mało owocne. Początek wakacji wytrącił nas z równowagi i do teraz nie wszystko wróciło na swoje miejsce, więc może dobrze, że ta nieszczególna kanikuła pomału dobiega końca. Moją porą roku jest jesień – kwitnące wrzosy, grusze i jabłonie uginające się pod ciężarem owoców, bursztynowe, płonące pod wieczór barwami drzewa…

zupa węgierska 23

WĘGIERSKA ZUPA WIEJSKA

  • 700 g kiszonej kapusty
  • 125 g wędzonego boczku
  • 1 duża cebula
  • 150 g wędzonej kiełbasy
  • 200 g gęstej, kwaśnej śmietany
  • 1 łyżka mąki
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka mielonej słodkiej papryki
  • świeżo zmielony pieprz
  • natka pietruszki do przybrania

Kapustę wkładamy do 5-litrowego garnka, zalewamy 2 litrami wody i zagotowujemy. Boczek kroimy w kostkę i smażymy na suchej patelni. Boczek wraz z wytopionym tłuszczem dodajemy do kapusty.Cebulę i czosnek obieramy, drobno kroimy i dokładamy do zupy. Gotujemy na małym ogniu, aż kapusta będzie zupełnie miękka. Kiełbasę kroimy na plasterki i dodajemy do zupy pod koniec gotowania. Przyprawiamy zupę pieprzem i papryką. Śmietanę mieszamy z mąką, hartujemy kilkoma łyżkami zupy, po czym wlewamy do garnka i dokładnie mieszamy. Zagotowujemy, mieszając. Rozlewamy do talerzy, posypujemy natką i podajemy z pieczywem.

zupa węgierska 22

zupa węgierska 21

(przepis wg Kulinarnego atlasu świata z moimi zmianami)
Advertisements

Wileńska zupa koperkowa

koperkowa 09

Paradoksalnie w dzisiejszych nowoczesnych czasach, gdy wszystkie prace ułatwiają nam zaawansowane technologicznie urządzenia, wcale nie zyskujemy na chwilach relaksu, a nawet musimy obcinać z obszarów, które niegdyś były uważane za święte!

Gdzie się podziały rodzinne obiady, które nawet w skromnych gospodarstwach były celebrowane z należytym szacunkiem, które zbierały wszystkich domowników wokół stołu i nie było miejsca na wymówkę od nich? Dzisiaj każdy wpada do domu, kiedy może, zjada coś na szybko i pędzi dalej. Dzieci kończą zajęcia w szkołach o różnych porach, a potem o najróżniejszych godzinach mają zajęcia dodatkowe, rodzice mają elastyczne godziny pracy, co oznacza, że albo stają się nieprzewidywalni, albo wcale ich nie ma.

Nie zmienię świata, który pędzi nie oglądając się na moje sentymenty. Organizuję kulinarnie tydzień według rozkładu jazdy domowników – trudno, jesli nie siadają razem do stołu, jedzą odgrzewane potrawki lub treściwe zupy gulaszowe. Niestety, gdy już uda nam się wspólnie zjeść, na ogół jest dość późno, by wciskać w siebie 3-daniowy obiad. Musimy zadowolić się głównym daniem, a na ciasto poczekać do weekendu. Nie jesteśmy wyjątkiem, tak wygląda sprawa obiadu u większości moich koleżanek. Prawdziwe, rodzinne obiady mają tylko niepracujący lub pracujący we własnym domu freelancerzy; cała reszta zatrudnionych na etacie spędza dzień poza domem, stołując się w coffee shopach, biurowej kuchni lub w zakładowych stołówkach.

Kiedy nachodzą mnie takie refleksje, przypomina się genialna scena z Czterdziestolatka – rozmowa wychowcy z uczniami klasy Jagody. Jeden z uczniów deklaruje tam chęć zostania zawodowym… rencistą, żeby mieć czas na spacery, kontemplowanie przyrody, czytanie książek. Trudno się z nim nie zgodzić. W innych okolicznościach byłby rentierem, a w tej sytuacji pozostaje mu zostać rencistą…

Wracając do kulinarnego wątku i zmierzając do celu… Przez zmianę rozmiaru obiadu i ograniczenie jego czasu do jednego, ale solidnego dania, prawie w zapomnieniu są zupy, po których nadal mamy ochotę jeść. Zupy, które tylko połechtają nasz żołądek, pobudzą do trawienia i zaostrzą apetyt na główne danie. Jeśli już trafia się rodzinny obiad z prawdziwego zdarzenia, na stół wędruje nieśmiertelny rosół. W moim rodzinnym domu rosół był synonimem niedzieli, bo nie było niedzieli bez rosołu. Pomidorową w tym układzie mogliśmy uznać za synonim poniedziałku…

Nie mam nic przeciwko rosołowi, ale powiem szczerze, obecnie rzadko spotykam dobry rosół. Podawany jest na wszystkich weselach – i zazwyczaj woła o pomstę do nieba. Mnie samej często szkoda czasu na nastawianie rosołu, bo wolę skupić się na pieczeni i wypiekach. Dlatego warto mieć w zapasie pomysły na zupy, które nie są tak wymagające, a z powodzeniem wypełnią nam lukę w menu. Właśnie taką zupą jest wileńska koperkowa. Lekkie jak chmurki lane kluseczki oraz znany jako lek na trawienie koperek są idealnym wstępem do biesiady. To naprawdę udany kompromis obiadowy!

koperkowa 08

WILEŃSKA ZUPA KOPERKOWA

  • 1 porcja włoszczyzny (u mnie 3 marchewki, 1 pasternak i 1 mała rzepa)
  • 2 jajka
  • 3-4 łyżki mąki
  • 4 łyżki posiekanego koperku
  • 1 łyżka masła
  • 120 g gęstej, kwaśnej śmietany
  • kilka listków laurowych
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • sól

W rondlu zagotowujemy 1 ½ l osolonej wody. Włoszczyznę myjemy, obieramy i wkładamy do gotującej się wody wraz z listkami laurowymi i zielem angielskim. Zmniejszamy temperaturę, przykrywamy i gotujemy wywar ok. 45 minut. Wywar przecedzamy do większego garnka.

Mąkę wsypujemy do dzbanka, dodajemy jajka i odrobinę wody. Roztrzepujemy na gładkie, rzadkie ciasto. Zagotowyjemy wywar warzywny i wlewamy do niego cienką strużką ciasto. Gdy kluski wypłyną, zdejmujemy zupę z ognia. Dodajemy masło, śmietanę i posiekany koperek. Krótko podgrzewamy razem.

(przepis z moimi zmianami wg Kulinarnego Atlasu Świata)

Azjatycka zupa laksa z krewetkami

laksa 021

Laksa to zupa z Azji Południowo-Wschodniej, która ma źródła w kuchni potomków chińskich imigrantów. Przybywali oni w kilku falach, począwszy od XVI wieku, żenili się z miejscowymi kobietami, a ich potomków Malajowie zaczęli nazywać Parenakan. I właśnie z kuchni parenakańskiej (kuchni Nyonya) wywodzi się laksa, która popularna jest w Singapurze, Malezji, Indonezji i w południowej Tajlandii. Wraz z imigrantami z tych krajów dotarła do świata zachodniego, by w odbiegających od oryginału wersjach podbić podniebienia Australijczyków, Amerykanów i Europejczyków.

Trudno byłoby zakwalifikować do konkretnej kuchni oraz do konkretnego rodzaju wariację na temat laksy, którą ugotowałam. Zbyt warzywna na typową curry laksę, bezjajeczna, a do tego stworzona z najpopularniejszych na Zachodzie azjatyckich składników, dostępnych nawet w wiejskim sklepie na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Moja zupa nie jest szczególnie ostra, bo gotowałam ją z myślą o córce, a Malutka ma ograniczoną tolerancję na pikantne przyprawy. Kto lubi bardzo ostre, z powodzeniem może dać więcej pasty curry, a nawet przybrać sobie zupę posiekaną papryczką chili. Warzywa można sobie powymieniać, wybierając oczywiście z tych, które choć mgliście, ale kojarzą się z Azją.

Zupa wyszła naprawdę smaczna, aromatyczna i sycąca. Królisia była zachwycona, bo było wszystko, co lubi – mleko kokosowe, krewetki, groszek, sok z limonki i makaron. Dla tej mieszanki mogła przymknąć oko na nielubiane pieczarki, choć akurat te drobne jest w stanie zaakceptować. W Irlandii mówimy na nie button mushrooms – pieczarki-guziki – bo przypominają obciągane materiałem guziczki dwuwarstwowe. Laksa idealnie pasuje na lunch, szczególnie w deszczowe, wyspiarskie dni, ale nie ma przeszkód, by podać ją o innej porze.

laksa 022

AZJATYCKA ZUPA LAKSA Z KREWETKAMI

  • 300 g makaronu ryżowego “1-minutowego” lub 80 g suchego makaronu ryżowego (nitki)
  • 300 g krewetek, ugotowanych i obranych (mrożonych)
  • 150 g groszku śnieżnego
  • 200 g drobnego szpianku „baby”
  • 100 g malutkich pieczarek
  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 1 limonka
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 ząbek czosnku
  • kawałek świeżego imbiru (2 cm)
  • 1 ½ łyżki czerwonej pasty curry
  • 1 l bulionu z kurczaka
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżka sosu rybnego
  • 1 łyżka brązowego cukru

Suchy makaron gotujemy według opisu na opakowaniu, odcedzamy, przepłukujemy i odstawiamy, a jeśli używamy 1-minutowego, nie musimy go gotować.

Krewetki rozmrażamy – zalewamy je w misce zimną wodą i odstawiamy na kilkanaście minut (na czas gotowania zupy w zupełności wystarczy).

Czosnek obieramy, tak samo kawałek imbiru. W garnku lub rondlu (przynajmniej 3,5-litrowym) rozgrzewamy na średnim ogniu olej kokosowy. Czosnek i imbir przeciskamy przez praskę, wrzucamy do garnka i smażymy ok. 30-45 sekund (aż zaczną uwalniać aromat). Następnie dodajemy pastę curry, mieszamy i gotujemy kolejne 30 sekund. Wlewamy wywar z kurczaka, dodajemy sos sojowy, sos rybny i brązowy cukier. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień do minimum i gotujemy 20 minut. W tym czasie płuczemy pieczarki, szpinak, cytrynę i groszek. Pieczarki kroimy w plasterki. Z limonki wyciskamy sok.

Następnie do zupy dodajemy mleko kokosowe, pokrojone pieczarki, szpinak oraz sok z limonki. Gotujemy 2-3 minuty. Następnie dodajemy rozmrożone i wypłukane krewetki oraz groszek śnieżny. Gotujemy kolejne 2-3 minuty. Dodajemy makaron i gotujemy jeszcze 1 minutę. Rozlewamy do misek.

laksa 025

(wg „Easy Food” May 2016 z moimi zmianami)

 

Zupa ogórkowa na żeberkach wieprzowych

ogorkowa 022

Święta wielkanocne przyniosły mi takie ciekawe spostrzeżenie, że własny blog zamiast tradycyjnego zeszytu z przepisami to (przynajmniej dla mnie) strzał w dziesiątkę. Właściwie przez całe święta gotowałam dania, które mam zarchiwizowane tutaj. Przede wszystkim dlatego, że duże uroczystości są nieodpowiednie dla eksperymentów. Lepiej postawić na sprawdzone przepisy, kiedy mamy gości i gdy nam zależy na odpowiednim efekcie. Eksperymenty w kuchni lepiej zostawić sobie na luźniejsze czasy, z uwagi na ryzyko niepowodzenia lub konieczności modyfikacji przepisu, która wyjdzie nam – jak to się mówi – w praniu. A po drugie dlatego lubię mój blog, że tutaj mam ostateczne wersje przepisów – dopracowane, dokładnie opisane, opatrzone, gdzie trzeba, komentarzem. Okienko do wyszukiwania też ułatwia zadanie, a do tego można mieć kilka przepisów otwartych równocześnie w osobnych oknach.

Był więc m. in. staropolski żur i chowder, była ryba na purée z groszku i sałatka ziemniaczana, była kaczka świąteczna i cassoulet z irlandzkich kiełbasek. Wszystko pyszne i zjedzone ze smakiem. Eksperyment chciałam przeprowadzić na jajkach… Po ubiegłorocznym sukcesie w barwieniu kapustą i kurkumą, postanowiłam nie siadać na laurach i wypróbować kolejne barwniki – buraki i szpinak. No cóż, nie mam się czym pochwalić… Mam jednak mocne postanowienie zbadania sprawy i uzyskania odpowiedzi, co poszło nie tak, bo buraki ufarbowały mi jajka na kolor błotnej kałuży, a szpinak tylko lekko podbarwił na zielono.

ogorkowa 021

Na otarcie łez zrobiłam nam pyszną ogórkową, która chodziła za mną już od jakiegoś czasu. Nie jadłam ogórkowej od lat, a po ogórasy trzeba wybrać się do polskiego sklepu, czyli do miasta. Wiecie jak ciężko wieśniakowi wybrać się do miasta?! Wieśniak posłał w końcu męża do sklepu, bo mąż pracuje w mieście, więc trudno mu się wymigać. Nie robiłam też ogórkowej, bo kiedyś obrzydziła mi ją znajoma, która wlała do garnka – uwaga! – całą miskę śmietany zmieszanej z mąką. Bo zupa musi być, żeby łyżka w niej stała… Udało nam się wtedy wymigać od poczęstunku wątpliwej jakości, ale widok garnka oblepionego od środka mącznym kożuchem długo mnie prześladował…

 

ogorkowa 025

ZUPA OGÓRKOWA

  • ½ kg żeberek wieprzowych
  • 1/5 selera
  • kawałek pora (ok. 20 cm)
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • 5 średnich ziemniaków
  • 6 dużych ogórków kiszonych
  • pół pęczka koperku
  • sól
  • śwież zmielony pieprz
  • 120 ml śmietany (12%)

Żeberka wkładamy do sporego garnka. Por dokładnie myjemy, seler i pietruszkę obieramy. Warzywa dokładamy dożeberek, zalewamy wszystko wodą i gotujemy na średnim ogniu przez godzinę.

Marchewki i ziemniaki obieramy i kroimy w kosteczkę. Z ugotowanego wywaru wyjmujemy por, seler i pietruszkę, a wkładamy pokrojone ziemniaki i marchew. Gotujemy przez 15 minut. Ogórki kroimy w cienkie plasterki, dodajemy do zupy i gotujemy jeszcze 5 minut.

Wyjmujemy z zupy żeberka, z których usuwamy kości, a mięso kroimy. Koperek siekamy. Śmietanę hartujemy kilkoma łyżkami zupy, wlewamy do zupy i dodajemy koperek. Doprawiamy solą i pieprzem i podajemy z mięsem z żeberek.

ogorkowa 026

(przepis wg Smaki Życia)

Chowder – wyspiarska zupa rybna

chowder-007

Pierwszą irlandzką potrawą jaką poznałam po przyjeździe do Irlandii był właśnie chowder. O ile pierwszym poznanym produktem (poza oczywiście Guinnessem, Baileysem i whiskey, z których jest znana Irlandia na całym świecie) były śmierdzące irlandzkie kiełbaski, których najgorszy sort z zapałem co drugi dzień smażył nasz ówczesny współlokator na śniadanie, lunch i obiad (co miał się rozdrabniać…), o tyle pierwszym całościowym daniem był właśnie chowder.

Nie miałam go jeść, miałam go nalewać klientom coffee shopu, którzy przyszli na lunch. Niby prosta sprawa, a jednak… Restauracyjna chochla to narzędzie w rozmiarze XXL, które z powodzeniem posłużyłoby każdej wiedźmie, a miska na zupę jest w rozmiarze XS, niewiele większa niż duża filiżanka. Chowder był w piątki i w każdy piątek wracałam do domu z oparzoną rękę od tej przeklętej zupy. Zajęło mi kilka tygodni, nim wymyśliłam własny sposób celowania wiadrem w naparstek bez oblewania się wrzątkiem, ale uraz do zupy rybnej pozostał.

Cicha skarga Męża polega na zamawianiu chowdera przy każdej możliwej okazji; służbowy lunch czy kolacja „na mieście” – nie ma znaczenia, jeśli tylko w karcie jest chowder, to każe sobie go podać. Trzeci tydzień lutego jest w naszym domu tygodniem świętowania, akurat wypadają walentynki, a kilka dni po nich urodziny Męża. Chciałam mu zrobić niespodziankę, więc ugotowałam mu jedno z jego ulubionych dań kuchni irlandzkiej. Kazał mi napisać, że to najlepszy chowder, jaki jadł, i że rekomenduje go każdemu, kto lubi dobrze zjeść.

Sekret smaku tkwi w różnorodności i w proporcjach. Chociaż jest to bardzo prosta wersja, to ilość i jakość ryb podnosi wartość dania. Spróbujcie koniecznie, a raz na zawsze zmienicie zdanie na temat kuchni wyspiarzy.

chowder-008

CHOWDER

  • 350 g ryb morskich w kawałkach (u mnie łosoś, łupacz i wędzony dorsz)
  • 280 g obranych i ugotowanych krewetek
  • 500 ml wywaru rybnego
  • 300 ml mleka
  • 4 łyżki świeżej śmietany
  • 1 duża cebula
  • 1 mały por
  • 220 g ziemniaków (w sezonie młodych)
  • 120 g surowego boczku
  • 1 łyżka oleju
  • 1 łyżka mąki
  • chili, słodka papryka, pieprz i ewentualnie sól
  • natka pietruszki i chleb do podania

Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, por myjemy i kroimy w plasterki, boczek również kroimy w kostkę. W sporym rondlu rozgrzewamy olej na średnim ogniu, wrzucamy cebulę, por i boczek, które smażymy ok. 8-10 minut, aż zmiękną. Wsypujemy łyżkę mąki i mieszamy.

Wlewamy wywar rybny i podgrzewamy, aż zacznie się delikatnie gotować. Ziemniaki myjemy i kroimy w kostkę. Dodajemy do zupy, gdy wywar zacznie się gotować, przykrywamy i gotujemy ok. 12 minut. Przyprawiamy chili, papryką i pieprzem. Wlewamy mleko, mieszamy. Dodajemy pokrojone na kawałki ryby, mieszamy i gotujemy kilka minut (aż ryby będą ugotowane).

Na koniec wrzucamy krewetki (jeśli były mrożone, musimy je wcześniej rozmrozić). Wlewamy śmietanę, mieszamy i gotujemy jeszcze 1-2 minuty. Sprawdzamy smak, rozlewamy do talerzy, dekorujemy posiekaną natką pietruszki i podajemy z pieczywem.

(przepis z moimi zmianami wg „Easy Food” March 2016)


Jedzmy ryby!

Pieczarkowa zupa krem

pieczarkowa-004

Z zupą pieczarkową jest tak, że właściwie każdy przepis jest podobny do drugiego i zadaje się, że zawsze smakuje tak samo. Trochę jak z pomidorową zrobioną na koncentracie Pudliszek – tego charakterystycznego smaku nie da się pomylić z żadnym innym. A jednak zdarzyło się nam zjeść pieczarkową, która stała się odtąd niedoścignionym wzorem, smakiem, który ciągle umykał i nie chciał się dać odtworzyć.

Ponieważ jedliśmy ją w dość oryginalnej scenerii, w XVIII-wiecznej rezydencji Enniscoe House, po cichu podejrzewaliśmy, że być może na urok posiłku wpłynął nastrój miejsca. Mimo wszystko nie traciłam nadziei, że kiedyś uda mi się ugotować zupę zbliżoną do tamtej. Prezentowana poniżej nie jest jeszcze spełnieniem tego życzenia, ale jest blisko. W każdym razie jest kolejnym dowodem na to, że proste i tanie danie może być całkiem wykwintne. Zupa pieczarkowa ma na tyle neutralny smak, że doskonale wkomponowuje się w menu obiadowe, nie przyćmiewając głównego dania. Będzie świetnym preludium dla pieczeni wołowej czy jagnięcego udźca. Naprawdę ją polecam!

pieczarkowa-005

PIECZARKOWA ZUPA KREM

  • 1 cebula
  • 1 duży ziemniak
  • 2 ząbki czosnku
  • 300 g pieczarek
  • 12 ziaren pieprzu
  • ½ łyżeczki suszonego tymianku
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka oliwy
  • 2-3 listki laurowe
  • 240 ml bulionu warzywnego
  • 240 ml mleka
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 4 łyżki crème fraîche i natka pietruszki do podania

Cebulę obieramy i siekamy. Ziemniak obieramy i kroimy w kostkę. Obieramy ząbki czosnku i je rozgniatamy. Pieczarki oczyszczamy i kroimy.

W dużym rondlu rozgrzewamy masło i oliwę na średnim ogniu. Wsypujemy posiekaną cebulę i gotujemy przez 6-7 minut, aż się zeszkli. Dodajemy czosnek, listki laurowe, tymianek i ziarna pieprzu, mieszamy razem i gotujemy przez minutę.

Dodajemy pokrojony ziemniak, pieczarki i wlewamy bulion. Mieszamy, zagotowujemy, a następnie zmniejszamy ogień, przygrywamy i gotujemy przez 20 minut.

Wyjmujemy listki laurowe z zupy, a następnie blendujemy całość na gładko. Zagotowujemy zupę, dodajemy mleko i doprawiamy do smaku. Rozlewamy do talerzy, dekorujemy łyżką śmietany i posiekaną natką pietruszki.

(przepis wg “Easy Food” September 2015)

Zupa z ciecierzycy (oraz o problemach siedmiolatki)

zupa-z-ciecierzycy-007

Króliczka przechodzi trudny okres zachcianek. Trudny dla rodziców oczywiście…

Pierwsza trudność jest taka, że zazwyczaj sama zainteresowana niespecjalnie wie, co tak naprawdę chce, a nawet jeśli wie, to ma specyficzny problem podzielenia się tą wiedzą. Rodzice powinni się przecież sami domyślić, jakie pomysły rodzą się w głowie ich pociechy.

Druga trudność jest taka, że zachciankę nie zawsze można zrealizować i wcale nie dlatego, że brakuje nam dobrych chęci. Przykładowo – wielkim marzeniem Króliczki są wiązane buty, jakiekolwiek, byle były wiązane. Ma jednak drobną nóżkę, a w jej rozmiarze większość butów ma imitację wiązania lub wiązanie wspierane rzepami lub zamkiem. Do dorosłych butów musi jeszcze jej troszkę stopa urosnąć, z czym absolutnie nie chce się pogodzić…

Kolejna trudność to nieumiejętność przewidzenia wystąpienia krótkotrwałej potrzeby przez rodziców. Takiej do zrealizowania z dnia na dzień. Przykładowo – dzień przed wycieczką dostała ze szkoły wytyczne, że ma zabrać gumiaki w siatce oraz kurtkę przeciwdeszczową. Kurtkę ma, ale gumiaków jej w tym roku nie kupiliśmy, bo już wyrosła ze skakania po kałużach. Zaproponowałam jej martensy (które dostała w ramach poszukiwania wspomnianych butów wiązanych, niestety nie są na 100% spełnieniem marzeń, bo mają również zamek). Nie chciała, bo choć martensy są doskonałe do chodzenia po błocie, to najważniejsze okazało się zabranie butów w siatce, by mieć zabawę z ich zmienianiem. Ostatecznie pojechała z butami do jazdy konnej, co ją na szczęście usatysfakcjonowało…

Następna trudność zachciankowa to sytuacja, gdy nasza córka sama przyznaje, że sprawa jest bzdurna, ale „nic na to nie poradzi”… Taka jak dołujące uczucie zazdrości, bo koleżanka przyniosła do szkoły nową lalkę. – A ja nie mam nic fajnego! – rozpacz, foch, złość, żal, dziki ryk i rzeka łez. Szczęśliwie mąż doznał oświecenia i przypomniał sobie, że Króliczka dostała na urodziny jakieś bony do sklepu z zabawkami. W sobotę mogła więc zaspokoić swoje pragnienie (bez uszczerbku dla naszego portfela) i kupiła sobie lalki z konikiem…

Najmniej trudności sprawiają mi jej zachcianki kulinarne. Ostatnia – ugotuj mi zupę, jakiej jeszcze nigdy nie jadłam. Mówisz i masz. Zupa z ciecierzycy. Sądząc po minie z jaką Króliczka ją jadła, nie przypadła jej do gustu, ale za nic w świecie nie przyznałaby się. Przełykając kolejną łyżkę z grymasem na twarzy, wygłaszała wciąż peany na temat dania. Kto lubi ciecierzycę, będzie zachwycony, a kto nie lubi, tego pewnie i tak nic do niej nie przekona.

zupa-z-ciecierzycy-008

zupa-z-ciecierzycy-006

ZUPA Z CIECIERZYCY

  • 2 puszki ciecierzycy (400 g każda)
  • 3 łyżki oleju słonecznikowego
  • ½ łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka nasion kminu rzymskiego
  • 2 ząbki czosnku
  • 2-centymetrowy kawałek imbiru
  • papryczka chili (lub suszone krążki chili)
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • crème fraîche (lub jogurt grecki)
  • świeża kolendra
  • zielona cebulka

Ciecierzycę płuczemy i dokładnie odsączamy na sitku. Czosnek obieramy i kroimy. Imbir obieramy i ścieramy na tarce. Papryczkę chili rozkrawamy i usuwamy nasiona (jeśli używamy świeżej). Olej rozgrzewamy w rondlu, wrzucamy czosnek, imbir, kmin, kurkumę i chili. Smażymy, mieszając, aż czosnek nabierze koloru.

Wrzucamy ciecierzycę i zalewamy wodą tak, by było jej ok. 1 centymetr ponad warzywami. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 15 minut. Blendujemy na gładko. Przyprawiamy solą i pieprzem i podgrzewamy.

Rozlewamy do misek. Do każdej porcji dodajemy łyżkę śmietany lub jogurtu oraz posiekaną cebulkę i kolendrę.

zupa-z-ciecierzycy-005

(przepis wg „Food & Wine”, September 2013)