Torcik Bakława

torcik 24

Urodziny męża zobowiązują. Szczególnie, że mój drogi przywiązuje duże znaczenie nie tyle do samych urodzin, co do upływającego czasu. Od początku roku uparcie twierdził, że jest o rok starszy niż w rzeczywistości. Moim zdaniem to świadczy o tym, że wciąż czuje się za młody. Za kilka lat przyjdzie ten moment, w którym zacznie sobie tych lat ujmować… Continue reading

Advertisements

Bajgle z pesto i awokado

bajgle z awokado i pesto 22

Króliczka przyniosła wczoraj ze szkoły zawiadomienie, że będą mieli 16-dniowy trening jedzenia warzyw i owoców. Codziennie będą dostawać jakiś owoc oraz porcję warzyw, co ma pomóc przekonać dzieci do jedzenia zieleniny. Według statystyk większość dzieci nie dostaje 5-a-day, czyli pięciu porcji warzyw/owoców dziennie, jak zalecają dietetycy i lekarze. Continue reading

Pieczarki faszerowane szpinakiem

pieczarki 023

Skoro w Irlandii synonimem grzyba jest pieczarka, pieczarki jeść trzeba na sto sposobów, żeby się nie znudziły. Na szczęście lubimy pieczarki, a do tego pieczarka pieczarce różna. Mamy przecież nie tylko zwykłe pieczarki, ale też maluchy zwane button mushrooms, mamy pieczarki z zamkniętymi kapeluszami, mamy brązowe pieczarki – nazywane grzybami z witaminą D, mamy wreszcie duże pieczarki, które świetnie nadają się spód dla solidnych farszów. Continue reading

Gryczane muffiny z jeżynami

muffiny gryczane 023

Lubię ten moment, gdy w Irlandii zaczynają dojrzewać jeżyny. Dzieci ze spaceru wracają z buziami umorusanymi sokiem zerwanych po drodze dzikich owoców, których prawie nikt tu nie zbiera. Zapytałam znajomego, dlaczego nie zjada brambles , czyli dzikich jeżyn, które same rosną mu przy płocie. Podrapał się po głowie i wydukał, że jego mama kiedyś robiła z nich dżemy, ale on nie wie jak. – Jak chcesz, to je zbieraj, ja nie wiem, co z nich zrobić… Mnie dwa razy zachęcać nie trzeba!

muffiny gryczane 027

muffiny gryczane 022

Przy wiejskich dróżkach jeszcze nie ma ich tyle, by móc przynieść znaczącą ilość do domu, ale w sklepach są już tutejsze jeżyny, zamiast zamorskich. Jeżyny nadają się praktycznie do wszystkiego – pasują do serów pleśniowych (spróbujcie takich „koreczków”: ser brie, listek mięty i jeżyna!), do sałatek owocowych (np. schłodzony arbuz z jeżynami i listkami mięty) i do sałatek wytrawnych, do wszelkich wypieków i deserów na zimno, wychodzą z nich genialne dżemy i pyszne lody, a także bardzo zdrowe soki. Jeżyny naprawdę są mocno niedoceniane i niesłusznie przegrywają ze słodszymi malinami i truskawkami.

Dwa opakowania przeznaczyłam na najprostsze babeczki świata, czyli muffiny. Muffiny w ogóle najlepsze są ze świeżymi owocami, które balansują ich suchość swoją wilgocią. Przepis na gryczane bułeczki pochodzi z opakowania mąki (gotujecie czasami z przepisów na opakowaniach?), ale według zaleceń męża zrobiłam podwójną porcję, bo 6 muffinków to zdecydowanie za mało. Miał rację, sama od razu zjadłam dwie sztuki…

muffiny gryczane 020

MUFFINY GRYCZANE Z JEŻYNAMI

  • 200 g mąki gryczanej
  • 200 g miałkiego cukru
  • 4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 100 ml oleju
  • 100 ml mleka
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 250 g jeżyn

Piekarnik nagrzewamy do temp. 180°C (z termoobiegiem). 12-dołkową formę na muffiny wykładamy papierowymi kokilkami.

Mąkę gryczaną wraz z proszkiem do pieczenia przesiewamy do dużej miski, następnie wsypujemy cukier i mieszamy. Do dzbanka wlewawmy olej, mleko i ekstrakt z wanilii, nastepnie wbijamy jajka i wszystko dokładnie mieszamy trzepaczką. Zawartość dzbanka wlewamy do miski z mąką. Całość mieszamy. Wsypujemy umyte i osuszone jeżyny i mieszamy.

Ciastem napełniami kokilki, pilnując przy tym, żeby równo rozdzielić owoce, a następnie wstawiamy blachę do piekarnika i pieczemy przez 30 minut. Po wyjęciu odstawiamy na 5 minut, po czym wyjmujemy babeczki i studzimy na kratce.

muffiny gryczane 021

Placki gryczane, czyli bliny bez drożdży

placki gryczane 21

Wygłupiłam się w sklepie, kupując mąkę gryczaną. Chyba z radości, że akurat była (a rzadko u nas jest, bo w Irlandii kasza gryczana w ogóle nie jest znana), tak mnie zaćmiło…

Na początku wakacji zrobili nam w sklepie kasy samoobsługowe  – wystarczająco dawno, by się z nimi oswoić, ale jeszcze często coś mnie przy nich zaskakuje. Tym razem czytnik nie chciał odczytać kodu kreskowego właśnie z mojej mąki. Miły, młody człowiek z obsługi ręcznie wpisał cyfry z kodu i na ekranie wyskoczyło Dove coś tam… No jak Dove, jak ja kupuję mąkę! Uśmiecham się nieśmiało, że tu coś nie to, a pan, że jak najbardziej to. No jak? Odwracam tę moją mąkę, by pokazać, że to mąka, bo może młody człowiek nie wie, i wtedy zauważam nazwę producenta – Doves Farm…

Zupełne zaćmienie – bo firmę kojarzę, chociaż brytyjska. Mąż oczywiście skwitował, że młodego chłopca zobaczyłam i od tego rozum straciłam… A nie…, to powiedział po wizycie w księgarni, gdzie byliśmy po słowniki dla Króliczki. Też był młody człowiek za ladą, ale to już inna historia…

…bo teraz będzie o plackach! Pisałam całkiem niedawno o zupełnym braku świeżych drożdży w irlandzkich sklepach. A mnie się akurat blinów zachciało, i nawet mąkę udało (!) mi się kupić, i na tej mące był przepis na bliny bez nielubianych przez wyspiarzy drożdży. Bliny bez drożdży to już nie bliny, lecz zwykłe placki, ale za to szybko się robi, więc jak macie tylko 15 minut na zrobienie obiadu, to będzie idealny przepis.

Podać możecie je z ulubionymi dodatkami – na słodko lub wytrawnie. Zjadłam z crème fraîche, łososiem i pietruszką, bo koperku w sklepie zabrakło, a moje starsze dziecko eksperymentowało, jedząc na zmianę ze śmietaną i rybą oraz z syropem klonowym. Na koniec wydało werdykt, że najlepsze są z łososiem, ale bez śmietany. Ciekawe, co by powiedziała na kawior?

placki gryczane 20

PLACKI GRYCZANE, CZYLI BLINY BEZ DROŻDŻY

  • 175 g mąki gryczanej
  • 300 ml mleka
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • olej do smażenia
  • dowolne dodatki (u mnie crème fraîche, wędzony łosoś, natka pietruszki)

Jajka rozbełtujemy w misce, a następnie wsypujemy mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia oraz wlewamy mleko. Mieszamy, aż uzyskamy gładkie ciasto naleśnikowe. Rozgrzewamy odrobinę oleju na patelni i smażymy placki partiami na średnim ogniu. Gdy zaczną uciekać pęcherzyki powietrza, obracamy placki na patelni i smażymy jeszcze chwilkę, aż się zrumienią. Podajemy z dowolnymi dodatkami – do placków pasuje śmietana, wędzony łosoś, masło, kawior itd. Można podać też na słodko, np. z syropem klonowym.

placki gryczane 105

placki gryczane 24

Młode ziemniaczki z masłem i koperkiem, czyli lato zawitało do Irlandii

kartofelki 031

To już trzecie lato w tym roku – tak podsumowała rewelacyjną wiadomość moja siostra. Tym razem lato trwało całe 3 dni… Lipiec nad Atlantykiem zazwyczaj jest dość deszczowy, więc każdy przebłysk słońca, każdy ciepły, suchy dzień to święto do oznaczenia w kalendarzu. Bo kiedy przestaje padać, wioska zamienia się w raj.

Wtedy z wdzięcznością myślę, ile radości daje mieszkanie nad oceanem, w pobliżu pięknej, piaszczystej plaży otoczonej pasmem górskim. Góry nad samiutkim oceanem robią wrażenie nie mniejsze niż wysokie, strome klify. Korzystamy więc, ile można. Co tam obiad – po południu, a nawet wieczorem warto wyskoczyć, by pochlapać się w wodzie. Szum morza uspokaja, wycisza, a fale oblewające łydki działają jak najlepszy masaż, są naturalną hydroterapią. Chodzenie po piasku boso pobudza receptory i działa doskonale na mięśnie stóp – wystarczy 15 minut spaceru, by poczuć się bardziej zrelaksowanym i zadowolonym. Morskie powietrze również przyczynia się do poprawy naszego samopoczucia.

kartofelki 021

 

Lekka, krótka pianka to letni niezbędnik w naszej części wyspy – gdy przychodzi przypływ, przynosi ze sobą chłodniejszą wodę. Królisia w swoim „kostiumie” bryka po falach ku zazdrości brata, który brodząc ze mną wzdłuż brzegu, z tęsknotą wodzi wzrokiem za siostrą i tatą wychylającymi się spomiędzy fal. Muszę go mocno trzymać, bo najchętniej pobiegłby prosto w wodę.

kartofelki 030

Niezbędnik plażowy mamy zawsze spakowany, by móc się w 5 minut zebrać i ruszyć na plażę oddaloną 3 minuty drogi od naszego domu. Po powrocie nikt nie ma głowy do wyszukanych obiadów. Królisia woła oczywiście o szybki makaron – uwielbia sztandarowe danie polskich przedszkoli sprzed lat, czyli makaron z twarogiem, cukrem i cynamonem. Z okazji upałów – przedwczoraj było 25°C, co tutaj jest anomalią (!) – zafundowałam Królisi kolejny wakacyjny przysmak z Polski. Młode ziemniaczki z masłem i koperkiem! I kefirem dla pełni szczęścia.

kartofelki 025

Chomiś był wniebowzięty, Królisia przerażona. Malutka z niedowierzaniem słuchała, że jej matka przynajmniej raz w tygodniu w czasie wakacji jadała ziemniaki z masłem, a do tego było jeszcze jajko sadzone. – Przecież jajko sadzone je się na śniadanie! – zdumienie mojej małej Irlandki sięga zenitu za każdym razem, gdy wspominam, że w Polsce jajka sadzone serwuje się też do obiadu. Kiedy oboje z mężem rozpływaliśmy się w zachwytach nad kulinarnym wspomnieniem dzieciństwa, nasze starsze dziecko ze zbolałym wyrazem twarzy przełykała „te nudne ziemniaki”, pomstując na barbarzyńskie zwyczaje rodziców. Dobrze, że chociaż kefir jej smakował!

kartofelki 023

MŁODE ZIEMNIAKI Z MASŁEM I KOPERKIEM

  • 1 kg młodych ziemniaków
  • 1/3 kostki masła
  • sól
  • świeży koperek
  • kefir (lub zsiadłe mleko) do podania

Wymyte ziemniaki wkładamy do osolonej wody, zagotowujemy. Gotujemy ok. 15 – 20 minut (w zależności od rozmiaru i gatunku ziemniaków). Koperek siekamy. Masło roztapiamy na garnuszku. Ugotowane ziemniaki odcedzamy, większe kroimy na kawałki (uważając, by się nie poparzyć – najlepiej w rękawiczkach lub pomagając sobie szczypcami). Ziemniaki polewamy masłem, mieszamy delikatnie. Wykładamy na talerze, posypujemy koperkiem i podajemy od razu. Najsmaczniejsze z chłodnym kefirem.

kartofelki 022

Spaghetti z pesto z jarmużu

pasta jarmuż 024.jpg

Mieszkałam przez 24 lata w Katowicach. Wiadomo smog, kopalnie, Rawa mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy. I gołębie – wcale nie mniej niż w Krakowie. Staruszki okupujące ławki na placu Miarki, by dokarmiać gołębie. Staruszki dokarmiające gołębie na przystankach, na podwórkach, na parapetach i balkonach. W wiecznym konflikcie nie tylko z nienawidzącym gołębi mieszkańcami, nie tylko z pracownikami wydziału biologii i weterynarzami, którzy grzmią, że dokarmianie chlebem szkodzi ptakom, ale także z miłośnikami rasowych gołębi, bo gołębiarzy na Śląsku jest sporo. Katowice to upaćkane przez gołębie parapety, samochody, upstrzone pomniki, latarnie miejskie a nawet skrzynki pocztowe. I ten charakterystyczny zapach, gdy mijasz chmarę zgromadzoną nad okruchami kajzerki…

Gdy przeprowadziłam się do Sligo, nie było w nim żadnego wysokiego budynku, a co za tym idzie, nie było też gołębi. Bo gołębie kochają wysokość. Z czasem miasto zyskało kilka wyższych budowli, a wraz z nimi niewielką ilość znienawidzonych ptaków. Na wsi to już o gołębia trudno, kilka cukrówek lata po okolicy. Nie znaczy to, że nie mamy czego sprzątać. Mamy. Mamy żarłoczne mewy, które szczególnie upodobały sobie celowanie w okna połaciowe. Mewy tłoczą się zazwyczaj w porcie. Gdy rybacy przypływają z kutrami i robią selekcję połowu, mewy mają ucztę. Czasami jednak zapuszczają się w poszukiwaniu gniazd innych ptaków, a koło mnie mieszka cała kolonia kawek i gawronów. Wiecie jak dzielnie walczą w obronie swych gniazd. Wtedy już innego mewom nie pozostaje jak dobrać się do psiej miski. Naprawdę niczym nie pogardzą, dlatego tak wiele ich również żeruje przy nadbrzeżnych hotelach, wyjadając zawartość kubłów na śmieci.

pasta jarmuż 022

pasta jarmuż 023

Obserwuję sobie ptaki podczas gotowanie, bo skrzydła pozwalają im na dostanie się w pobliże okna. Płot udaje się sforsować tylko kotom, ślimaki i małe robaczki prześlizgną się pod spodem, a ptaki nie znają granic. Patrzę więc na małe, pocieszne rudziki, na wiecznie wystraszone sikorki, na zięby, pliszki, kawki, gawrony, sroki, kosy, cztery cukrówki i okazyjnie przylatujące mewy. Widzieliście kiedyś, jak zmyślnie małe ptaszki radzą sobie z rozłupaniem ziarna słonecznika? Albo jak bezczelnie mewy potrafią ukraść kanapkę nieopatrznie pozostawianą na stole na podwórku? A gawrony, którym zdarza się gratka złapać coś z grilla, gdy grillujący wolą jeść w domu?

Mnie się jeszcze marzy zobaczyć bociana połykającego żabkę, bo „żurawia połykającego żurawinę” mogę sobie wyobrazić… To mój mąż, który zasiadł do spaghetti z pesto z jarmużu. Zjadł, ale nakombinował się, jakby to przyprawić, żeby zabić smak zielska. Króliczce natomiast trzęsły się uszy i wciągnęła swoją porcję błyskawicznie. Jeszcze domagała się dokładki! Jarmuż albo się lubi, albo nie. Nic na siłę, przynajmniej jeśli nie jest się moim mężem..

pasta jarmuż 025

SPAGHETTI Z PESTO Z JARMUŻU

  • 40 g orzechów włoskich
  • 4 ząbki czosnku
  • skórka i sok z cytryny
  • 200 g jarmużu
  • 100 ml oliwy
  • 60 g parmezanu oraz odrobinę do przybrania
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • świeżo starta gałka muszkatołowa
  • 400 g spaghetti

Orzechy włoskie opiekamy ok. 6 minut w piekarniku nagrzanym do 180°C (alternatywnie możemy uprażyć na suchej patelni). Jarmuż myjemy i odcinamy liściom ogonki. Parmezan ścieramy na tarce.

Spaghetti gotujemy w osolonej wodzie wg. instrukcji na opakowaniu.

Orzechy włoskie miksujemy w malakserze wraz z obranym czosnkiem, skórką otartą z jednej cytryny oraz wyciśniętym z niej sokiem. Partiami dodajemy jarmuż i miksujemy, aż będzie drobno posiekany. Dodajemy sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Ciągle miksując, wlewamy stopniowo oliwę, aż uzyskamy gęsty sos. Przekładamy całość do dużej miski, dodajemy parmezan, a następnie całość mieszamy. Dolewamy ok. 50 ml wody, w której gotował się makaron do pesto, a następnie odsączamy spaghetti. Makaron mieszamy z pesto, posypujemy odrobiną sera i podajemy od razu.

pasta jarmuż 021
(wg „Easy Food” April 2016 z drobnymi zmianami)