Sernik “Red Velvet”

red velvet cheesecake 022

Do samego końca nie wiedziałam, jakie ciasto zrobić z okazji 2. urodzin Chomiczka. Myślałam o serniku na zimno, bo zależało mi na tym, by było to ciasto aksamitne, delikatne i… o zwartej konsystencji. Urodzinowy poranek przywitał nas ciężkimi chmurami i groźbą deszczu, a przede wszystkim chłodem, a ja wciąż wahałam się wciąż pomiędzy karmelowym sernikiem z bananami (który chodzi za mną od urodzin Króliczki) a sernikiem z truskawkowym musem. Stałam jak cielę przy kuchennej wyspie, mając nadzieję, że poranna kawa przegoni chmury – te oknem i te nad moją głową – i pomoże mi zdecydować, którą wersję wybrać. Wtedy mój wzrok utknął na grzbietach świątecznych numerów magazynów, które zbierają kurz pod blatem. W świątecznych numerach są przecież najlepsze przepisy na ciasta, więc z nadzieją sięgnęłam po pierwszy z góry. I to był dobry odruch, ba zaraz na początku natknęłam się na Red Velvet Cheesecake

Sernik „Red Velvet” jest inspirowany oczywiście słynnym czerwonym ciastem, które doczekało się całej gromady „kuzynów” – popularne są muffiny, cupcake’i, rolady, torty, desery czy właśnie serniki, które z oryginalnym ciastem łączy ciężka, mokra konsystencja, kakao, czerwony kolor i serowy krem. Red Velvet Cake jest tradycyjnym ciastem w Stanach Zjednoczonych, ale jego popularność znacząco wzrosła dopiero w latach 90. za sprawą jednego z moich ulubionych filmów. Pamiętacie ciasto w kształcie ogromnego pancernika w Stalowych magnoliach? Dzisiaj mnie bawi, ale kiedy oglądałam pierwszy raz w telewizji, jak Shirley MacLaine, filmowa Ouiser, odkrawa zadek pancernika, by z przekąsem poczęstować nim ojca Shelby (Tom Skerritt), zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Było takie podekscytowane „no popatrz jakie ciasto!”, „czego to nie wymyślą w Ameryce!?” Teraz powiedziałabym, że było „wow!”, ale wtedy mówiąc „WOW”, myśleliśmy o kolorowej kuli – bugsie, wirusie komputerowym z popularnego serialu.

red velvet cheesecake 021

Wracając do sernika – nic dziwnego, że znalazł się w świątecznym numerze, bo czerwone ciasto i jego wariacje są częstym gościem w święta ze względu na swój kolor. Z tego samego względu jest też tradycyjnym gościem w Walentynki. Pasuje do każdej okazji, gdy chcemy powiedzieć komuś, że go kochamy. W oryginalnym przepisie sernik był przystrojony żurawiną, mój dostał letni garniturek z truskawek, jeżyn i borówek. Solenizant był zachwycony – podobało mu się zdmuchiwanie świeczek, a potem z przyjemnością rozsmarował swój kawałek na talerzu. Zjadł może pół łyżeczki, bo to dziwne dziecko nie przepada za słodyczami. Wspaniale – więcej bomby kalorycznej zostało dla mnie, a Malutki przynajmniej nie będzie miał dziur w zębach.

red velvet cheesecake 023

SERNIK “RED VELVET”

Spód:

  • 20 kakaowych ciastek (Bourbon, Oreo itp.)
  • 60 g roztopionego masła oraz kawałek masła do wysmarowania formy

Masa serowa:

  • 4 op. serka Philadelphia (180 g każde), w temp. pokojowej
  • 200 g miałkiego cukru
  • 3 łyżki kakao
  • 4 duże jajka
  • 200 ml kwaśnej śmietany
  • 70 ml maślanki
  • 1 łyżeczka octu
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 50 ml czerwonego barwnika w płynie

Dekoracja:

  • bita śmietana
  • owoce: jeżyny, truskawki, borówki

Piekarnik nagrzewamy do 150°C z termoobiegiem. Dno i bok tortownicy (23-24 cm średnicy) smarujemy masłem, a następnie wykładamy papierem do pieczenia (dno formy odrysowujemy na papierze i wycinamy, obwód mierzymy kawałkiem sznurka lub centymetrem krawieckim, zaznaczamy długość na papierze, przykładamy brzeg formy i zaznaczamy wysokość, a następnie wycinamy odpowiednio długi pasek).

Ciastka rozkruszamy (w woreczku przy użyciu wałka lub w malakserze), mieszamy z roztopionym masłem, aż uzyskamy konsystencję mokrego piasku. Wykładamy dno i brzeg formy (tak by mieć chociaż niewielki rant). Pieczemy przez 10 minut, wyjmujemy i lekko schładzamy.

Temperaturę w piekarniku zmniejszamy do 130°C (pozostawiając termoobieg włączony). Przestudzoną formę owijamy od spodu wraz z brzegiem folią aluminiową (potrzebna jest szeroka folia).

Do dużej miski przekładamy cały serek, dosypujemy cukier i kakao. Mieszamy ręcznym mikserem na najniższych obrotach, aż się wszystko połączy. Dodajemy po jednym jajku, mieszając nadal na najniższych obrotach i zeskrobując brzegi po zmiksowaniu każdego jajka. Wlewamy kwaśną śmietanę, maślankę, ocet, ekstrakt z wanilii i barwnik, mieszamy nadal na najniższych obrotach, zeskrobując brzegi i dno miski łyżką.

Przelewamy masę do formy z podpieczonym spodem. Kilkakrotnie uderzamy formą o blat, aby uwolnić pęcherzyki powietrza. Wstawiamy formę do dużego naczynia żaroodpornego (lub na tacę z piekarnika, jeśli ma dość wysoki rant), napełniamy je ciepłą (ale nie gorącą) wodą mniej więcej do połowy wysokości formy (woda musi być poniżej brzegu folii, którą owinęliśmy formę!). Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 1 h 45 min.

Po upieczeniu nie otwieramy drzwiczek, ale wyłączamy piekarnik i zostawiamy ciasto w piekarniku na 30 minut. po tym czasie uchylamy drzwiczki i zostawiamy na jeszcze 25 minut. Wyjmujemy, stawiamy na kratce i odwijamy brzegi folii (bez zdejmowania jej zupełnie). Gdy ciasto przestygnie, wstawiamy je do lodówki na min. 1 h.

Zdejmujemy folię, odpinamy formę, usuwamy papier. Dekorujemy bitą śmietaną brzeg ciasta za pomocą szprycy lub rękawa cukierniczego. Środek dekorujemy owocami – wpierw aranżujemy duże owoce, a następnie uzupełniamy luki mniejszymi.

red velvet cheesecake 024
(przepis wg „Easy Food” Christmas Annual 2016 z moimi zmianami)
Advertisements

Pudding jagodowy

pudding 021

Moje dziecko mnie zaskoczyło. Zapytało, czy nie mogłabym znowu zrobić puddingu. Dobra matka ze mnie, więc zrobiłam. Inny niż poprzednio, dużo mniej wyrafinowany, ale całkiem smaczny. Przepis znalazłam w internetowym magazynie Tesco – wiedzieliście, że Tesco ma swój magazyn kulinarny? Też nie wiedziałam. Zdziwiło mnie, gdy zobaczyłam okładkę wśród rekomendowanych na issue.com. Zaintrygowana przejrzałam kilka numerów – więcej w nich reklam niż przepisów, ale zawsze coś ciekawego można znaleźć. Choćby pudding jagodowy!

Zaglądacie czasami do internetowych magazynów? Oczywiście poza lekturą „Maszketów”, bo reklamuję Wam nasze pismo regularnie, więc pewnie przynajmniej raz kliknęliście, choćby z ciekawości. Mnie coraz bardziej przekonują wirtualne gazety, bo nie sposób kupować i gromadzić wszystkich interesujących tytułów. Jednym z moich postanowień noworocznych było nie kupienie w tym roku ani jednego papierowego żurnala, ze szczególnym naciskiem na pisma kulinarne, i póki co jest to jedyne postanowienie, w którym wytrwałam. Początkowo było trudno, ale teraz już nawet nie przeglądam ich w sklepie. Jeśli wytrzymam do grudnia, nagrodzę się którąś z oczekujących w kolejce książek kulinarnych. Jak nie wytrzymam, to pewnie też sobie kupię, ale już nie będzie tej satysfakcji. A że jeszcze nigdy w życiu nie wytrwałam w żadnym postanowieniu noworocznym…

Ale precz czarne myśli… Pogodę mamy w Irlandii przyjemną, na talerzu pyszni się pudding, a w perspektywie jest spacer nad ocean. Czegóż chcieć więcej? Chwilo trwaj…

pudding 026

PUDDING JAGODOWY

  • 10 kromek chleba tostowego
  • 150 g dżemu jagodowego
  • 250 g jagód lub borówek
  • skórka otarta z ½ cytryny
  • 4 jajka
  • 520 ml mleka
  • 3 łyżki naturalnego miodu
  • ½ łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 łyżeczka oleju do natłuszczenia formy
  • lody lub bita śmietana do podania

Piekarnik nagrzewamy do 170°C (program z termoobiegiem). Natłuszczamy naczynie żaroodporne.

Wszystkie kromki smarujemy dżemem, a następnie każdą przekrawamy na dwa trójkąty. Kromki chleba układamy w naczyniu żaroodpornym posmarowaną stroną do dołu w dwóch rzędach, posypując przy tym skórką z cytryny i jagodami.

Mleko, jajka, miód, cynamon i ekstrakt z wanilii miksujemy razem. Połowę wylewamy na przygotowany chleb, starając się polewać całość równo i dokładnie. Odstawiamy na 15 minut. Wlewamy pozostałą część mleka, wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 25-30 minut. Podajemy z lodami lub bitą śmietaną.

pudding 024
(przepis z moimi zmianami wg „Tesco Magazine” March 2017)

Sundae z kremem rabarbarowym

rhubarbdeser 023

– Deser w tej niebieskiej szklance – moje dziecko postanowiło za mnie, do czego wykorzystać krem rabarbarowy. Więc stałyśmy razem nad słoikiem, każda łychę kremu wpakowała do buzi i myślałyśmy, z czym będzie się najlepiej komponować.
– Z bitą śmietaną, mamo! Z bitą śmietaną wszystko smakuje dobrze! – rezolutnie uznała Króliczka.
– Z migdałami będzie dobre – stwierdziłam i od razu zajrzałam do szafki, żeby sprawdzić, czy się jakieś ciasteczka amaretti uchowały przed apetytem męża.
– No dobrze, ale śmietana i tak powinna być! – Malutka przypieczętowała recepturę dobitnie swoją koncepcją smakową.

Nie jestem przygotowana na niezależność mojego dziecka. Szczególnie kiedy na rękach trzymam młodsze, nie bardzo potrafię się pogodzić z odfruwaniem ode mnie starszego. Kolejne kamienie milowe pokonujemy, ale dla mnie to za szybko. Mam wrażenie, że Króliczka pędzi, a ja za nią truchtam z zadyszką. I z rozdwojeniem jaźni. Bo z jednej strony Malutka chce decydować o sobie, a z drugiej zadaje tak dziecinne pytania, że włosy siwieją jeden za drugim. Ja mam ją jedną, ale jej nauczyciel zupełnie osiwiał w tym roku. Nie dziwię się. Króliczka pomnożona przez dwadzieścia kilka… Boże, czy ten człowiek w ogóle jeszcze pamięta, jak się nazywa?!

rhubarbdeser 025

rhubarbdeser 024

Kruszę te ciastka, wyładowując na nich frustrację, mniejsze dziecko ciągnie mnie za nogawkę, dzierżąc w łapce ukochaną książkę o znienawidzonych już przeze mnie kolorach warzyw i owoców, a większe odrabia zadanie z matematyki. Nagle podnosi głowę znad zeszytu i się krytycznie przygląda…
– Ale z ciebie czupiradło, Mamo!
– Dzięki córciu – syczę pod nosem, kierując mordercze myśli w stronę migdałowych amaretti.
– Ale nie masz jeszcze zmarszczek, Mamo! Naprawdę, widziałam już wielu zwiotczałych ludzi… – małe nie zna umiaru i brnie dalej.
– Ty też kiedyś się zestarzejesz – odpowiadam, tłukąc z impetem ciastka.
– Wiem, Mamo, ale nie tak szybko jak ty. Ty sobie niszczysz skórę, bo się malujesz! – oświeciła mnie córka ukochana i wróciła do arytmetyki.
Cud, że tym wałkiem dziury w blacie nie zrobiłam…

rhubarbdeser 031 small

SUNDAE Z KREMEM RABARBAROWYM

  • opakowanie ciastek amaretti
  • krem rabarbarowy (przepis tutaj)
  • 250 ml słodkiej śmietany (latem pół na pół z lodami śmietankowymi)
  • płatki migdałowe

Śmietanę ubijamy. Odkładamy kilka ciasteczek do dekoracji a pozostałe rozkruszamy (wkładamy do woreczka i rozkruszamy wałkiem). Ciasteczka, krem rabarbarowy i śmietanę układamy warstwami w wysokich szklankach lub w pucharkach. Dekorujemy płatkami migdałowymi i pojedynczymi ciasteczkami amaretti.

rhubarbdeser 028 small

Krem rabarbarowy

rhubarb curd 01

Wyspiarze nazywają go curd, co zawsze wprawia mnie w zakłopotanie. Bo słowo ma dwa „kulinarne” znaczenia. Curd to zsiadłe mleko na twaróg, ale poprzedzone nazwą owocu staje się maślanym kremem zbliżonym do custardu, czyli wyspiarskiego odpowiednika budyniu. Custard i fruit curd różnią się przede wszystkim tym, że pierwszy można jeść bez niczego, a drugi jest zbyt maślany, by nadawał się do konsumpcji prosto ze słoika. Aczkolwiek mojej rodzinie to wcale nie przeszkadzało – jedno podjadało łyżeczką, a drugie palcem…

Kiedy słyszę, że ktoś zrobił jakąś tartę with curd, to zawsze mam wątpliwość, czy jest to słodka, owocowa tarta, czy może bardziej quiche, choć na ogół chodzi o tę pierwszą. Jak widać, angielski też bywa kłopotliwy i wcale nie jest trudno się w nim zaplątać…

Krem z rabarbaru można wykorzystać to tostów, słodkich bułek, jako wypełnienie spodu tarty lub część składową deseru. Krem można również przechowywać – jeśli jeszcze ciepłym napełnicie wysterylizowane słoiki, to możecie trzymać go w lodówce przez 2 tygodnie. Czasami warto przygotować część produktów wcześniej, szczególnie wtedy, gdy mamy naprawdę dużo do przygotowania – na przykład przed świętami lub na dużą uroczystość rodzinną. Wtedy każda minuta jest na wagę złota, więc stojące w lodówce „części składowe” okazują się być wielce pomocne.

W jaki sposób wykorzystałam mój owocowy curd napisze w kolejnym odcinku, ale to nic nie szkodzi, bo przecież nie trzeba go zjeść od razu!

rhubarb curd 21

KREM RABARBAROWY, CZYLI RHUBARB CURD

  • 120 g miodu
  • 2 jajka
  • 300 g rabarbaru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 60 ml wody
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 60 g masła

Miód z jajkami ucieramy w misce, aż się dobrze połączą. Odstawiamy na bok.

Rabarbar kroimy, wkładamy do rondla, dodajemy sok z cytryny, wodę i ekstrakt z wanilii. Mieszamy i wstawiamy, żeby się zagotował. Zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze 5-7 minut, aż rabarbar zupełnie zmięknie. Wlewamy pomału zawartość rondla do miski z miodem i jajkami, mieszając.

Wszystko przelewamy ponownie do rondla, stawiamy na średnim ogniu i gotujemy przez 8-10 minut, cały czas mieszając. Gdy krem zgęstnieje, zdejmujemy z ognia i dodajemy pokrojone w kostkę masło. Blendujemy na gładko. Przekładamy do wysterylizowanych słoików i przechowujemy w lodówce do dwóch tygodni.

rhubarb curd 23
(przepis „Easy Food” September 2015)

Crumble z rabarbaru z imbirem i migdałami

rhubarb crumble 023

W tym sezonie jeszcze nie pojawiły się owoce pod kruszonką, czyli mój ukochany deser. Crumble wygląda dokładnie odwrotnie do smaku. Wygląda, no cóż, marnie, ale smakuje, że oh la la! Będziesz śpiewać, mon ami! Będziesz tańczyć z zachwytu!

Jedliśmy ostatnio crumble z rabarbaru u przyjaciół równie pyszny jak prezentowany dzisiaj. Właśnie tamto doznanie kulinarne stało się impulsem do wykorzystania już dawno dołączonego do to-do-list przepisu. W oryginalnym przepisie jest tylko rabarbar, ale nie miałam aż tyle, więc dołożyłam jabłka, wsypałam nieco mniej cukru (bo jabłka są naturalnie słodkie) i z niecierpliwością czekałam, aż się upieką, bo zapach roznosił się po całym domu obłędny.

Króliczka, która ma od wczoraj przerwę świąteczną (całe dwa tygodnie!), oznajmiła, że jak jest ciacho z rabarbarem, to ona jest non stop głodna. Co pół godziny łasi się, żeby wyłudzić kolejną porcję, obiad zjadła do ostatniego ziarnka ryżu, żeby mieć zielone światło dla deseru, a nawet wysprzątała pokój, by móc domagać się słodkiej zapłaty. Wieczorem zapytała, czy jutro możemy kupić więcej rabarbaru i znów zrobić pyszny crumble. A święta dopiero przed nami…

rhubarb crumble 022

 

CRUMBLE Z RARABARU Z IMBIREM I MIGDAŁAMI

  • 500 g rabarbaru
  • 350 g czerwonych, słodkich jabłek (np. Royal Gala)
  • 2 łyżeczki świeżo startego korzenia imbiru
  • 100 g jasnego cukru muscovado (miałkiego)

Kruszonka:

  • 75 g schłodzonego masła
  • 150 g mąki
  • 100 g cukru demerara
  • 1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 110 g niełuskanych migdałów

Rabarbar myjemy, odcinamy końce i kroimy łodygi na 2 ½ cm kawałki. Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. Owoce mieszamy z cukrem muscovado i ze startym imbirem, przekładamy do głębokiego, żaroodpornego naczynia (ok. 18 cm x 30 cm).

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (program z termoobiegiem). Masło kroimy w kostkę, mąkę przesiewamy. Masło, mąkę, cukier demerara, imbir i cynamon wsypujemy do miski malaksera. Miksujemy, aż składniki się połączą i uzyskamy drobną kruszonkę. Dorzucamy migdały i miksujemy przez chwilę – migdały powinny być wyraźnie widoczne w kruszonce.

Owoce dociskamy do dna naczynia, żeby nie wystawały za bardzo. Na wierzchu wysypujemy kruszonkę, wstawiamy do piekarnika na 35-40 minut. Po wyjęciu odstawiamy na ok. 15 minut. Podajemy ze świeżą, słodką śmietanką.

rhubarb crumble 021
(przepis wzorowany na recepturze z portalu Delia online)

Pudding bananowy

pudding 021

Pudding – czyli deser z chleba – był do niedawna dla mnie potwierdzeniem, że tradycyjna kuchnia brytyjska jest mało wyrafinowana, żeby nie powiedzieć okropna i barbarzyńska. Moczenie chleba w mleku przywodziło mi na myśl śląskie makówki świąteczne, których konsystencji nie potrafię zaakceptować. O ile makówki jeszcze jako tako wyglądają, to pudding chlebowy ma wygląd skrajnie nieapetyczny. Pewnie nadal miałabym takie wyobrażenie, gdybym nie została poczęstowana kawałkiem, którego nie wypadało nie spróbować. Biorąc pierwszy kęs do ust, powtarzałam sobie, to nie jest to, czym to jest… A okazało się całkiem niezłe, a na pewno zjadliwe.

Pierwsze koty za płoty, teraz już tylko należało przetestować pudding na rodzinie. Króliczka zje wszystko, co słodkie – konsystencja ani sposób produkcji nie mają znaczenia. Jeśli w czymś jest cukier, z pewnością zyska to jej uznanie. Mąż już taki pewien nie był i z podejrzliwością przyglądał się moim poczynaniom. Nawet próbował się wymigać od swojej porcji, zgłaszając pilną potrzebę pójścia z Chomiczkiem na plac zabaw. Nie darowałam mu – posłałam mu spojrzenie, po którym potulnie sięgnął po widelczyk. – Eee, dobre to – zawołał zdziwiony i zabrał się z zapałem do jedzenia – dobrze, że nie wyrzuciłem tych czarnych bananów, a już stałem z nimi przy koszu…

Do wypieków najlepsze są mocno dojrzałe banany, takie których skórka już zupełnie poczerniała. Wtedy są najsłodsze! Zaś na pudding polecam Wam brioszkę zamiast popularnego na wyspach chleba tostowego. W przepisie, z którego korzystałam, syrop jest wymieszany z brandy, ale akurat nie miałam w domu żadnego winiaka, więc zrobiłam pudding bez alkoholu. Zupełnie nie odczułam straty, bo przejrzałe banany skarmelizowane na patelni były wystarczająco aromatyczne i intensywne w smaku. Muszę się przyznać, że ten przepis jest idealny, pudding wyszedł wspaniały i z pewnością nie jest to moja ostatnia przygoda z tym deserem.

pudding 022

PUDDING BANANOWY

  • 3 jajka
  • 300 ml mleka
  • 100 ml kremówki (lub świeżej, słodkiej śmietany)
  • 100 g golden syrup (oraz odrobinę do skropienia)
  • 50 ml brandy (opcjonalnie)
  • 2 bardzo dojrzałe banany
  • odrobina masła do natłuszczenia formy
  • 400 g brioszki (u mnie z kawałkami czekolady)
  • bita śmietana do podania
  • kilka kawałków ciemnej czekolady (opcjonalnie)

Jajka, mleko i śmietanę miksujemy ręcznym robotem, aż jajka będą idealnie roztrzepane. Dla pewności, że nie zostały żadne gluty, możemy przelać custard przez bardzo gęste sito.

Banany obieramy i kroimy wzdłuż na plastry. Na dużej patelni rozgrzewamy golden syrup, aż zacznie się gotować i bulgotać. Wlewamy brandy (opcjonalnie) i dokładnie mieszamy. Wkładamy banany, gdy zezłocą się z jednej strony, obracamy na drugą. Odstawiamy patelnię wraz ze skarmelizowanymi bananami do ostudzenia.

Piekarnik nagrzewamy do 150°C. Keksówkę (900 g) wykładamy papierem do pieczenia, który natłuszczamy masłem. Brioszkę kroimy w kromki grubości 1 cm. Układamy warstwę pieczywa na dnie foremki, na wierzchu wylewamy custard (1/3 objętości). Gdy brioszka wchłonie płyn, układamy połowę bananów i zalewamy połową karmelu z patelni. Układamy kolejną warstwę pieczywa, zalewamy kolejną 1/3 sosu, układamy resztę bananów, zalewamy resztą syropu. Na wierzchu układamy ostatnią warstwę brioszki, którą zalewamy ostatnią porcją sosu. Pieczemy przez 30-35 minut, aż custard się zetnie.

Pudding można przygotować zawczasu. Przed podaniem nagrzewamy piekarnik do 200°C, natłuszczamy blaszkę masłem, pudding kroimy w plastry i układamy na blaszce. Każdy plaster skrapiamy złocistym syropem i zapiekamy ok. 7 minut. Czekoladę rozpuszczamy, a następnie każdy talerz dekorujemy przy pomocy pędzla kuchennego (opcjonalnie). Pudding podajemy gorący z bitą śmietaną na wierzchu.

pudding 023
(przepis z książki Marcusa Wareinga The Gilbert Scott Book of British Food)

Jabłkowy Eton Mess

apple-mess-005

Przetwórnia jabłek, a nie kuchnia. Z nieznanych powodów – no dobra, znanych, ale nie ma się czym chwalić… – zalegają nam jabłka. Pojawiają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, żeby następnie machać swoimi ogonkami z prośbą o zjedzenie. Po pewnym czasie to już jest jak w wierszyku, gdzie Powiada robaczek: I dziadek, i babka, /I ojciec, i matka jadali wciąż jabłka, /A ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta!

Kiedy już nikt, ale to absolutnie nikt nie chce zjeść ani jednego więcej rumianego jabłuszka, wtedy odsyłane są do kuchni. I tak jak dla robaczka podróż po befsztyczek, tak i dla domowników niechęć do surowych jabłek kończy się posiłkiem z przetworzonym jabłkiem: Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami, /Duszone są jabłka, pieczone są jabłka /I z jabłek szarlotka, i kompot, i babka!

Jak nie placki z jabłkami, to pieczeń z jabłkami, jak nie ciasto z jabłkami, to chutney jabłkowy, jak nie chipsy z jabłek, to jabłkowy Eton mess… Ten ostatni ma na wierzchu jabłkowy chipsik z wyciętym serduszkiem, w końcu wczoraj były walentynki…

apple-mess-006

JABŁKOWY ETON MESS

  • 5-6 jabłek
  • 250 ml świeżej śmietany (lub kremówki)
  • 1 łyżka brązowego cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 8 łyżek syropu klonowego
  • 10 ciasteczek imbirowych (ginger nuts)

Dekoracja (opcjonalnie):

Piekarnik nagrzewamy do 160°C (z termoobiegiem), małą blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Z 4 jabłek wycinamy z samego środka duże plastry (najładniej wyglądają z ogonkiem). Z każdego plastra małą foremką w kształcie serduszka wycinamy środek z gniazdem nasiennym. Plasterki układamy na blaszce, wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20 minut.

Deser:

Wszystkie jabłka (łącznie z tymi, z których wycięliśmy po plastrze) obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. Wkładamy do rondla, zasypujemy cukrem i cynamonem, mieszamy i gotujemy na małym ogniu, aż zmiękną. Odstawiamy, by nieco ostygły.

Ciasteczka wkładamy do woreczka i przy pomocy wałka kruszymy je. Śmietanę ubijamy na sztywno. W wysokich szklankach (pucharkach lub innych dekoracyjnych naczyniach) układamy warstwami jabłka, zalewając  je syropem klonowym, zasypując ciastkami i przykrywając czapą bitej śmietany. Układamy tak, by każdą porcję wieńczyła bita śmietana, na której umieszczamy upieczony plasterek jabłka.

apple-mess-004

(wg Woman’s Way Cookbook, Autumn 2015 – z moimi zmianami)

Walentynki 2017 - Czym To się je?