Irlandzkie kiełbaski w sosie cydrowo-musztardowym

kielbaski 018

Dzień Świętego Patryka celebrujemy nie tylko paradą, zielonym strojem i Guinnessem. Świąteczny obiad 17 marca musi być irlandzki, co wcale nie oznacza tradycyjnego przepisu. Zamiast Eat Irish na zielonej wyspie promuje się ideę Eat Ireland. Nie musisz gotować stew z baraniny, ale kupuj irlandzkie produkty i gotuj, co tylko lubisz. Mieszaj tradycje, smaki i twórz nową jakość. Tylko nie mów, że to irlandzki chowder, jeśli kupiłeś rybę z Azji, nie mów, że to irlandzki fruit cake, jeśli używasz mąki z brytyjskiej pszenicy. Wiadomo, że nie wszystko rośnie w Irlandii, ale jeżeli masz wybór, to wybierz krajowe produkty, najlepiej lokalne.

Hasła „lokalnie” i „sezonowo” zyskują na popularności na całym świecie. W Irlandii również widać wzrost zainteresowania pochodzeniem żywności oraz odradzaniem się tradycyjnego rzemiosła. Mnie to bardzo cieszy, gdyż wyzwala inwencję i zwiększa różnorodność na sklepowych półkach, a kto jak kto, ale ja uwielbiam testować oryginalne produkty.

Właśnie z okazji Dnia Św. Patryka zrobiłam przyjemność mężowi, serwując mu irlandzkie kiełbaski w sosie cydrowo-musztardowym. Użyłam właśnie takich kiełbasek produkowanych przez małą, rodzinną firmę, a cydr po prostu podkradłam z zapasów męża. Do tego moje popisowe pieczone ziemniaki i prosty obiad przerodził się w wyborną ucztę.

kielbaski 015

kielbaski 013

KIEŁBASKI W SOSIE CYDROWO-MUSZTARDOWYM

  • 400 g kiełbasek wieprzowych wysokiej jakości
  • duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 250 g pieczarek
  • 400 ml wytrawnego cydru
  • 2 łyżki musztardy francuskiej
  • 200 ml crème fraîche
  • łyżka oliwy
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • pieczone ziemniaki
  • natka pietruszki

Cebulę i czosnek obieramy. Cebulę kroimy w półplasterki. Czosnek rozgniatamy. Oczyszczamy pieczarki i kroimy.

Oliwę rozgrzewamy na dużej patelni, wkładamy kiełbaski i smażymy, aż zbrązowieją z każdej strony. Przekładamy kiełbaski na talerz, a na patelnię wkładamy cebulę, czosnek i pieczarki. Zmniejszamy temperaturę i smażymy ok. 8 minut.

Wlewamy cydr i zagotowujemy. Wkładamy ponownie kiełbaski, przykrywamy i gotujemy ok. 10 minut. Dodajemy musztardę i gotujemy jeszcze 5 minut. Przyprawiamy solą i pieprzem, gotujemy jeszcze 10 minut bez przykrycia, by nieco zredukować sos. Zdejmujemy z palnika i wlewamy śmietanę, dokładnie mieszamy. Podajemy z pieczonymi ziemniakami. Każdą porcję posypujemy posiekaną natką pietruszki.

kielbaski 012

(przepis wg „Easy Food” March 2016)

Pudding bananowy

pudding 021

Pudding – czyli deser z chleba – był do niedawna dla mnie potwierdzeniem, że tradycyjna kuchnia brytyjska jest mało wyrafinowana, żeby nie powiedzieć okropna i barbarzyńska. Moczenie chleba w mleku przywodziło mi na myśl śląskie makówki świąteczne, których konsystencji nie potrafię zaakceptować. O ile makówki jeszcze jako tako wyglądają, to pudding chlebowy ma wygląd skrajnie nieapetyczny. Pewnie nadal miałabym takie wyobrażenie, gdybym nie została poczęstowana kawałkiem, którego nie wypadało nie spróbować. Biorąc pierwszy kęs do ust, powtarzałam sobie, to nie jest to, czym to jest… A okazało się całkiem niezłe, a na pewno zjadliwe.

Pierwsze koty za płoty, teraz już tylko należało przetestować pudding na rodzinie. Króliczka zje wszystko, co słodkie – konsystencja ani sposób produkcji nie mają znaczenia. Jeśli w czymś jest cukier, z pewnością zyska to jej uznanie. Mąż już taki pewien nie był i z podejrzliwością przyglądał się moim poczynaniom. Nawet próbował się wymigać od swojej porcji, zgłaszając pilną potrzebę pójścia z Chomiczkiem na plac zabaw. Nie darowałam mu – posłałam mu spojrzenie, po którym potulnie sięgnął po widelczyk. – Eee, dobre to – zawołał zdziwiony i zabrał się z zapałem do jedzenia – dobrze, że nie wyrzuciłem tych czarnych bananów, a już stałem z nimi przy koszu…

Do wypieków najlepsze są mocno dojrzałe banany, takie których skórka już zupełnie poczerniała. Wtedy są najsłodsze! Zaś na pudding polecam Wam brioszkę zamiast popularnego na wyspach chleba tostowego. W przepisie, z którego korzystałam, syrop jest wymieszany z brandy, ale akurat nie miałam w domu żadnego winiaka, więc zrobiłam pudding bez alkoholu. Zupełnie nie odczułam straty, bo przejrzałe banany skarmelizowane na patelni były wystarczająco aromatyczne i intensywne w smaku. Muszę się przyznać, że ten przepis jest idealny, pudding wyszedł wspaniały i z pewnością nie jest to moja ostatnia przygoda z tym deserem.

pudding 022

PUDDING BANANOWY

  • 3 jajka
  • 300 ml mleka
  • 100 ml kremówki (lub świeżej, słodkiej śmietany)
  • 100 g golden syrup (oraz odrobinę do skropienia)
  • 50 ml brandy (opcjonalnie)
  • 2 bardzo dojrzałe banany
  • odrobina masła do natłuszczenia formy
  • 400 g brioszki (u mnie z kawałkami czekolady)
  • bita śmietana do podania
  • kilka kawałków ciemnej czekolady (opcjonalnie)

Jajka, mleko i śmietanę miksujemy ręcznym robotem, aż jajka będą idealnie roztrzepane. Dla pewności, że nie zostały żadne gluty, możemy przelać custard przez bardzo gęste sito.

Banany obieramy i kroimy wzdłuż na plastry. Na dużej patelni rozgrzewamy golden syrup, aż zacznie się gotować i bulgotać. Wlewamy brandy (opcjonalnie) i dokładnie mieszamy. Wkładamy banany, gdy zezłocą się z jednej strony, obracamy na drugą. Odstawiamy patelnię wraz ze skarmelizowanymi bananami do ostudzenia.

Piekarnik nagrzewamy do 150°C. Keksówkę (900 g) wykładamy papierem do pieczenia, który natłuszczamy masłem. Brioszkę kroimy w kromki grubości 1 cm. Układamy warstwę pieczywa na dnie foremki, na wierzchu wylewamy custard (1/3 objętości). Gdy brioszka wchłonie płyn, układamy połowę bananów i zalewamy połową karmelu z patelni. Układamy kolejną warstwę pieczywa, zalewamy kolejną 1/3 sosu, układamy resztę bananów, zalewamy resztą syropu. Na wierzchu układamy ostatnią warstwę brioszki, którą zalewamy ostatnią porcją sosu. Pieczemy przez 30-35 minut, aż custard się zetnie.

Pudding można przygotować zawczasu. Przed podaniem nagrzewamy piekarnik do 200°C, natłuszczamy blaszkę masłem, pudding kroimy w plastry i układamy na blaszce. Każdy plaster skrapiamy złocistym syropem i zapiekamy ok. 7 minut. Czekoladę rozpuszczamy, a następnie każdy talerz dekorujemy przy pomocy pędzla kuchennego (opcjonalnie). Pudding podajemy gorący z bitą śmietaną na wierzchu.

pudding 023
(przepis z książki Marcusa Wareinga The Gilbert Scott Book of British Food)

Fasolowe curry z morszczukiem

hake curry 012

Ci z Was, którzy zaglądają tutaj od jakiegoś czasu, doskonale wiedzą, że mąż mój całkiem dobrze daje sobie radę w kuchni. Bardzo lubię, gdy dla nas gotuje, bo naprawdę nie jestem takim typem blogerki, co od rana do nocy siedzi w kuchni, by osiągnąć rekordową ilość wpisów na blogu. Mam tyle innych zajęć, zainteresowań i pomysłów na spędzenie czasu, że kuchnią dzielimy się pół na pół.

Gdy właśnie zostało ustalone, że ma gotować on, a nie ja, zapytał, na co mam ochotę. Miałam na rybę, przytaknął, poszedł do sklepu i wrócił ze stekami. Bo one tak kusiły, takie ładne były, a ryba…, cóż…, pływa pewnie jeszcze w oceanie. Och ty! Steki zjedliśmy – pyszne były, a ryba trafiła na stół kolejnego dnia. Bez zastanowienia, akurat jakiś przepis nawinął się w gazetce z Lidla.

Przepis jest z gazetki z Lidla, ale produkty nie. Bardzo mi się nie podoba, że Lidl oznacza np. ryby, jako „produced in Ireland”, a w praktyce znaczy to, że rybę z końca świata w Irlandii tylko zapakowano. Czytajcie dokładnie etykiety, szczególnie to, co napisano na drugiej stronie drobnym drukiem, i nie sugerujcie się nazwą produktu oraz jego ceną. Na przykład mleko kokosowe w puszce może być wodą z dodatkiem kokosu lub samym ekstraktem z kokosa. W naszym lokalnym sklepie w tej samej cenie  (ok. € 2,30) są trzy produkty ekologiczne – mleko kokosowe, gdzie 75% to ekstrakt z kokosu,mleko typu light, gdzie ekstraktu jest 28% oraz mleko kokosowe, gdzie 99,6% to ekstrakt z kokosu. Nieco tańsze (30-50 centów) są produkty „nieekologiczne” z zawartością ekstraktu w granicach 30-50%. Wszystkie puszki mają 400 ml pojemności i trudno wybrać najlepszy produkt, kierując się etykietką. Szczególnie, że wiele osób wierzy, że produkt opisany jako wersja light jest dla nich lepszy. W przypadku mleka kokosowego produkt light najczęściej otrzymuje się przez dolanie większej ilości wody. Kto chce otłuścić (rozcieńczyć), może spokojnie zrobić to w domu, ale po co kupować wodę za tyle pieniędzy? Kupując mleko kokosowe zwróćcie też uwagę na dodatki – właściwie nie powinno być żadnych. Nie spotkałam jeszcze mleka kokosowego, które by ich nie zawierało, wybieram więc takie, które zawiera jedynie minimalną ilość gumy guar, ale może Wam się poszczęści i znajdziecie mleko w puszce bez polepszaczy.

Ten przydługi akapit jest dla mojego drogiego męża, który uważa, że czytanie etykietek jest zbędne, a zgłębianie się w skład, metody produkcji żywności, jej pochodzenie – to już zupełna strata czasu. Uwierzycie, że posłany na zakupy wrócił z mlekiem w kartonie (nigdy nie kupujcie, to głównie woda z ekstraktem z ryżu lub z sokiem z grejpfruta i mnóstwem innych dodatków, do tego dość drogie)?! Nie chciało mu się poszukać na półkach puszki. Trochę go rozumiem, bo one stoją chyba w czterech różnych miejscach, upchane pomiędzy innymi produktami, i naprawdę trudno znaleźć ten poszukiwany rodzaj, ale pójść na taką łatwiznę… Nie darowałam, posłałam ponownie, chociaż psioczył pod nosem i odgrażał się, że pójdzie do pubu, a nie do sklepu. A potem po cichutku, za moimi plecami porównywał skład tych mlek, bo jeszcze nie dowierzał!

Gorąco zachęcam Was do czytania etykietek, ale nie do szukania sensacji. Nie panikujcie za każdym razem, gdy zobaczycie w składzie jakieś E. E z cyferkami to oznaczenie substancji dodawanych do żywności, także tych naturalnych. Na przykład wspomniana guma guar to E412, a jest pochodzenia roślinnego, nie laboratoryjnego. Takie E960 wystraszy nie jedną osobę, która równocześnie z zapałem słodzi herbatę słodzikiem ze stewi – a to dokładnie to samo. Co ciekawe – oburzamy się na dodatki w żywności, a jednocześnie w ogóle nie zastanawiamy się, ile z nich znajduje się np. w tabletkach – witaminach, suplementach czy zwykłej tabletce od bólu głowy. A chemia w chemii? Kremy, pudry, zjadane wraz z kanapką szminki… A barwniki w ubraniach, które również mogą przeniknąć do naszego organizmu… A powietrze pełne najróżniejszych substancji chemicznych… Jak tu nie zwariować? Przy tych doniesieniach o smogu to nawet bretarianinem nie można zostać (trzeba byłoby chyba wyemigrować do Irlandii). Polecam więc rozsądek i… optymizm. Optymizm Pollyanny. Zawsze szukajcie dobrej strony, bo każdy kij ma dwa końce. I nie dajcie się zwariować!

hake curry 011

FASOLOWE CURRY Z MORSZCZUKIEM

  • ½ kg wyfiletowanego morszczuka
  • 1 puszka fasolki cannellini (400 g)
  • 3 pory
  • 1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
  • 15 g świeżego imbiru
  • 2 łyżki masła
  • 200 ml wody
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1 łyżka mieszanki curry
  • garść posiekanej natki pietruszki
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • ryż

Por myjemy, kroimy w plasterki lub półplasterki. Obieramy imbir i kroimy w kostkę. Rybę kroimy na spore kawałki.

Ryż gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Pokrojone pory przekładamy na dużą, dość głęboką patelnię, dodajemy masło i wodę, stawiamy na dużym ogniu i gotujemy pod przykryciem ok. 5 minut. Zmniejszamy ogień i wlewamy mleko kokosowe, przyprawiamy solą, pieprzem, miodem i curry, dokładnie mieszając. Odsączamy fasolkę i dodajemy do sosu, na końcu wkładamy rybę. Przykrywamy i gotujemy ok. 10 minut (aż ryba się ugotuje).

Podajemy z ryżem, posypując każdą porcję posiekaną pietruszką.

hake curry 013

(nieco zmodyfikowany przepis z gazetki z Lidla)

Nasiona roślin strączkowych na talerzuNasiona roślin strączkowych na talerzu

Jedzmy ryby!

Aromatyczne casserole z kurczaka i soczewicy

casserole-013

Kolejne… danie jednogarnkowe! Jeszcze nie zaczyna się robić nudno, ale już przewidywalnie… Prawda jest taka, że przy pałętającym się między nogami maluchu, który uparcie domaga się wspólnego oglądania po raz setny jednej z sześciu ulubionych książeczek z obrazkami, najlepiej sprawdzają się dwa rodzaje dań. Dania ekspresowe jak ten makaron z sosem orzechowym albo makaron z kukurydzą oraz dania jednogarnkowe, które wstawia się do piekarnika pod przykryciem i można na półtorej godziny o nich zapomnieć. Dania te mają jeszcze tę zaletę, że trochę makaronu lub ryżu można nałożyć dziecku do miseczki i posadzić niesfornego malca z rodziną przy stole. Manewrowanie widelcem powinno go zająć, a do tego będzie cały przeszczęśliwy, że je wreszcie samodzielnie (choć większość wyląduje w najlepszym razie w śliniaku) i do tego wszyscy się cieszą, że tak pięknie nabrudził.

Dzisiejsze casserole jest bardzo łatwe w przygotowaniu i do tego jest w nim kilka moich ulubionych składników. Przede wszystkim chorizo – kupuję chorizo, które wcale nie jest specjalnie drogie, a do tego zrobione jest z 4 naturalnych składników. Warto czytać etykietki, bo często cena nie jest wyznacznikiem jakości. Najdroższe chorizo w naszym sklepie zawiera tyle dodatków, polepszaczy i konserwantów, że trudno uwierzyć, że to jeszcze kiełbasa. Drugi ulubiony składnik to pomidory – o tej porze roku (a w Irlandii to właściwie przez cały rok) są to puszkowane pomidory. Też warto poszukać, popróbować różnych, bo wiele dostępnych na rynku jest okropnie kwaśnych, przez które potem trzeba mocno dosładzać potrawę. Ostatnie na liście ulubionych składników są przyprawy – aromatyczne przyprawy ze Wschodu napełniają kuchnię (a w przypadku kuchni „open-space” – również cały dom) orientalnymi zapachami. Gdy tak pachnie w kuchni Króliczka za nic w świecie nie da się wyprawić do swoje pokoju.  –Uwielbiam, kiedy mama gotuje! Nie wiem, co to będzie, ale będzie pyszne! – takie wyznania to gwarancja na bezkarne pałętanie się wraz z młodszym bratem i domaganie się grania w jedną z licznych gier jej pomysłu z baaardzo elastycznym regulaminem…

casserole-012

AROMATYCZNE CASSEROLE Z KURCZAKA I SOCZEWICY

  • 4 piersi z kurczaka (bez skóry)
  • 100 g chorizo
  • 50 g czerwonej soczewicy
  • 1 cebula
  • 1 puszka pomidorów (400 g)
  • 100 g suszonych moreli
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 laska cynamonu
  • 1 łyżka mielonej kolendry
  • 1 łyżka mielonego kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka mielonej papryki
  • 2 łyżki oliwy
  • 200 ml wody
  • garść płatków migdałowych i garść posiekanej natki pietruszki do przybrania
  • ryż

Czosnek obieramy i rozgniatamy, wkładamy do dużej miski wraz z mieloną kolendrą, kminem i papryką. Kurczaka kroimy w kostkę, dodajemy do miski z przyprawami, dokładnie go nimi nacierając. Miskę przykrywamy i wstawiamy na godzinę do lodówki, aby mięso się zamarynowało.

Cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę. Z chorizo zdejmujemy osłonkę i kroimy w plasterki. Kroimy w kostkę suszone morele. Płatki migdałowe prażymy na suchej patelni, aż delikatnie zbrązowieją.

Piekarnik nagrzewamy do 160°C (z termoobiegiem). W naczyniu na casserole rozgrzewamy oliwę na średnim ogniu. Dodajemy cebulę i chorizo, gotujemy razem przez 10 minut. Wlewamy pomidory, dodajemy soczewicę (przebraną i wypłukaną), morele oraz laskę cynamonu. Dodajemy kurczaka i zalewamy wodą, mieszamy wszystko razem. Przykrywamy naczynie i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Gotujemy ok. 1 ½ h.

W międzyczasie gotujemy ryż. Casserole podajemy z ryżem, posypane posiekaną natką pietruszki (lub świeżą kolendrą albo miętą) oraz prażonymi migdałami.

casserole-011
(przepis wg „Taste Ireland”, Annual 2014/2015)


Nasiona roślin strączkowych na talerzu
Nasiona roślin strączkowych na talerzu

American Confetti Pancakes

confetti-007

Naleśniki są jednym z najbardziej uniwersalnych dań na świecie, bo placki na patelni smaży się chyba w każdym zakątku świata. Dziś to żaden problem zobaczyć, co jedzą ludzie w najbardziej odległych zakątkach globu – wszak mamy telewizję, internet, zagraniczną prasę, a także egzotyczne podróże są dostępne dla coraz większej grupy ludzi.

Amerykańskie puchate naleśniki, a właściwie naleśnikowe wieże, pierwszy raz zobaczyłam jako dziecko, oglądając Simpsonów. W ogóle ten serial otworzył mi oczy na amerykańskie zwyczaje jedzeniowe! Wcześniej kuchnia amerykańska kojarzyła mi się tylko z hamburgerami z McDonald’sa, który w Katowicach otwarto w grudniu 1992 roku. Niestety moja mama nie uważała wizyty w tym przybytku za coś wartego uwagi i zamiast na shake’i z Maca chodziliśmy na koktajle owocowe do pijalni soków po drugie stronie Stawowej.  Zanim moja kieszeń wzbogaciła się o pieniądze na własny użytek, a wolność rozszerzyła się do samodzielnych powrotów ze szkoły do domu, telewizja publiczna zaczęła emitować Simpsonów. Simpsonów zajadających stosy naleśników, pizzę i kanapki z masłem orzechowym.

simp-pancakes

Wiecie, jakie było moje rozczarowanie, gdy mając już kieszonkowe i będąc na wagarach, odkryłam, że polski McDonald’s nie ma w menu naleśników, tych słynnych pancake’ów czy hotcake’ów. Był więc shake, który okazał się za słodki, i apple pie, które oparzyło mi buzię – to była moja pierwsza i ostatnia (na długie lata) wizyta w Macu. Później czasami zaglądałam tam na lody, a teraz zdarza się nam trafić do McDonald’sa w Sligo może raz w roku. W irlandzkiej ofercie są pancake’i, ale dzisiaj wolę zrobić je sama. Puchate naleśniki i masło orzechowe – to moje dwa przeboje amerykańskiej kuchni, z których nie zrezygnuję za nic w świecie.

Na deser, bo naleśniki to śniadanie, polecam Wam lekturę strony Eats like a duck. Przepisy i historyjki prosto ze Springfield!

confetti-008

AMERICAN CONFETTI PANCAKES

  • 280 g mąki
  • 40 g drobnego cukru
  • 1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 duże jajka
  • 500 ml maślanki
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 90 g roztopionego masła
  • 100 g (lub mniej) kolorowej posypki cukrowej*
  • olej lub masło do smażenia
  • bita śmietana do podania

*Do ciasta dodałam cukrowe gwiazdki, tylko śmietanę posypałam drobną posypką.

Mąkę przesiewamy wraz z cukrem, sodą i proszkiem do pieczenia do miski, mieszamy. W drugiej, dużej misce mieszamy maślankę z jajkami, ekstraktem waniliowym i masłem. Do mokrych składników stopniowo dodajemy suche i mieszamy, aż się wszystko ładnie połączy.

Olej (lub masło) rozgrzewamy na pataleni na średnim ogniu. Małą chochelką nabieramy porcje ciasta i wylewamy na patelnię tak, by naleśniki się nie dotykały. Każdy naleśnik posypujemy kolorową dekoracją cukrową. Smażymy ok. 2 minut, następnie każdy naleśnik obracamy i smażymy jeszcze minutę. Postępujemy tak samo, aż do zużycia całego ciasta.

Na talerzach układamy naleśniki jeden na drugim, dekorujemy bitą śmietaną i posypką.

(przepis wg „Easy Food” February 2016)


Kuchnia Ameryki Północnej 2017

Tagliatelle z sosem orzechowym (salsa di noci)

salsa-015

Kulinarnie Liguria słynie jako ojczyzna pesto. Pesto alla genovese dla rozmiłowanego w kulinariach Włocha oznacza świeżo przygotowany sos z prawdziwej (lokalnej) oliwy i liguryjskiej bazylii o drobnych liściach, a nie maziatą papkę ze słoika utrwaloną w najlepszym razie octem. W tym miejscu zgadzam się z konserwatywnymi smakoszami – pesto ze sklepu jest albo zupełnie bez smaku, albo… obrzydliwe. Tylko co zrobić, gdy wciąż za mało słońca, by cieszyć się bazylią?

Zastanowiło mnie, z czym też Liguryjczycy mieszają makaron poza bazyliowym sezonem… Łatwo się domyślić, że muszą mieć inne sosy, bo przecież nie wcinają makaronu na sucho. Sos orzechowy – salsa di noci – jest numerem dwa. Nie zrobił takiej kariery poza granicami kraju jak pesto, ale wcale nie znaczy, że jest mniej wart. Paradoksalnie łatwiej go odtworzyć na drugim końcu Europy, bo orzechom wszystko jedno jakie słońce je ogrzewa i jaki wiatr owiewa, a bazylię na pesto musi podmuchać wiatr od Morza Liguryjskiego i ogrzać słońce, które oświecało głowę Kolumba.

salsa-013

Oczywiście wcale nie rozchodzi się o bazylię. O orzechy też nie. Tylko o błagający o zjedzenie makaron zalegający w kuchennej szafce. Te tagliatelle akurat zielone (od dzikiego czosnku), a nudno zielone polewać zielonym. Dlatego tak bardzo było mi potrzeba innego sosu, który byłby równie prosty, równie smaczny i do tego oryginalny. Salsa di noci spełnia wszystkie te warunki, więc ze spokojnym sumieniem mogę zaopatrzyć się w kolejną paczkę makaronu…

salsa-016

TAGLIATELLE Z SALSA DI NOCI

  • 18 orzechów włoskich
  • 50 g orzeszków piniowych
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • 250 ml świeżej śmietany
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 3 łyżki świeżo startego parmezanu
  • 1 1/3łyżki masła
  • tagliatelle

Orzechy włoskie łuskamy, wyłuskane wkładamy do malaksera wraz z orzeszkami piniowymi. Obieramy ząbek czosnku i wraz z natką pietruszki dodajemy do orzechów. Całość miksujemy – orzechy mają być drobno posiekane, ale nie zamienione w pastę. Przekładamy do miski, wlewamy pomału śmietanę, ciągle mieszając. Doprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy.

Tagliatelle gotujemy al dente wg instrukcji na opakowaniu. Ugotowane odcedzamy. Do garnka z makaronem wkładamy parmezan, masło i wlewamy sos.  Garnek ustawiamy na bardzo małym ogniu i całość mieszamy, gotując chwilę, aż sos się zagrzeje,  a ser i masło rozpuszczą. Serwujemy na podgrzanych talerzach.

salsa-012
(przepis wg Culinaria Italy z moimi niewielkimi zmianami)

 

Udziec jagnięcy w czerwonym winie (wolno pieczony)

baran-015

Jak uczcić urodziny Męża? Solidną porcją mięsa! Udziec jagnięcy robi wrażenie, ale przygotowanie go jest wyjątkowo proste i nie zajmuje wiele czasu. Właściwie piecze się sam, bo nie trzeba go podlewać, obracać, zmieniać temperatury. Im dłużej będzie się piekł – a właściwie piekł, dusił i gotował równocześnie – tym bardziej będzie się rozpływał w ustach.

Kupiłam trochę ponad 2 kilogramy udźca (z kością), w piekarniku trzymałam nieco ponad 3 godziny – tyle wystarczy, by mieć mięciutkie, soczyste mięso, ale nie rozpadające się, więc dające się pokroić w plastry. Ważne jest, aby mięso leżało zanurzone w płynie, a nie sterczało do góry (a mało kto ma tak duże naczynia i odpowiednio duży piekarnik) – dlatego warto poprosić jeszcze w sklepie, by rzeźnik przeciął koniec kości, tak by ten koniec dało się ułożyć wzdłuż udźca. Oczywiście można zrobić to samemu w domu, jeśli posiada się… piłę. Mnie zdarzyło się już kiedyś angażować Męża w piłowanie, ale wierzcie mi, że piła do drewna słabo się nadaje do tego celu, bo jej brzeszczot ma zupełnie inny kształt zębów niż piła masarska, dlatego zawsze proszę o przecięcie tej kości lub kupuję mniejszy – ok. 1 kg – kawałek z górnej części udźca.

baran-011

Pieczenie jagnięciny na wolnym ogniu rozpoczynamy od… dużego ognia. Tym razem po prostu obsmażyłam mięso z każdej strony przed włożeniem do piekarnika, ale można wpierw piec w wysokiej temperaturze przez ok. ½ h (jak w tym przepisie), a następnie zmniejszyć temperaturę i rozpocząć proces wolnego gotowania.

Ponieważ jagnięcina jest tłustym mięsem, dobrze jest do niej podać sporą porcję surówki. Zrównoważy ona „ciężkość” mięsa, a także uatrakcyjni potrawę na talerzu. Po tak solidnym obiedzie przyda się… filiżanka naparu z mięty pieprzowej.

baran-017

UDZIEC JAGNIĘCY

  • 1 udziec jagnięcy (2 – 2 ½ kg)
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 3 łyżki oliwy
  • 4 cebule
  • 100 ml czerwonego wina
  • 200 ml bulionu wołowego
  • garść gałązek tymianku

Piekarnik nagrzewamy do 140°C (program z termoobiegiem). Cebulę obieramy i kroimy w cienkie plastry. Ręcznikiem kuchennym osuszamy udziec, a następnie nacieramy solą i pieprzem.

W dużym naczyniu do casserole rozgrzewamy oliwę i wkładamy udziec. Obsmażamy z wierzchu przez 8-10 minut, obracając kilka razy. Gdy zbrązowieje z każdej strony, przekładamy na talerz, a do naczynia wkładamy pokrojone cebule. Cebulę smażymy na średnim ogniu ok. 10 minut, aż zmięknie i nabierze koloru. Dodajemy tymianek i gotujemy jeszcze 2 minuty.

Wkładamy ponownie do naczynia mięso (układamy na cebuli ), wlewamy wino i wywar wołowy, szczelnie przykrywamy (jeśli folią, to dość ciasno) i wstawiamy do piekarnika na 3-3 ½ h. Podajemy z kluskami lub purée z ziemniaków, z cebulą z pieczenia i ulubioną surówką.

baran-014

(wg „Easy Food” February 2016)