Bakłażany w pomidorach po włosku oraz o polowaniu na muchy…

polowanie028

Wreszcie ciepło, wreszcie słonecznie, wreszcie otwieramy okna okna i drzwi na oścież, by pozbyć się resztek zimowego powietrza z wszystkich kątów i napełnić dom zapachem pól, łąk, świeżo skoszonej trawy, upajających kwiatów i całej przyrody, która rozkwita jak szalona. A wraz z wiosennym zefirkiem do domu wpadają nieproszone, jedna za drugą, muchy utrapione. Małe, duże, te, co gryzą i te, co tylko jak głupie pod lampą się kręcą. Wszystkie brzęczące, brudzące i znienawidzone.

polowanie0222

Sezon polowań na muchy rozpoczął się na dobre! Wszystkie chwyty dozwolone, każdy broni się jak może. Nowocześni mają lampy wiatrakowe, gadżeciarze elektrofumigatory, higieniści spreje, tradycjonaliści eleganckie lepce, zwolennicy działań niekonwencjonalnych naklejki na szybach, leniwi siatki w oknach i drzwiach, a aktywni zestaw pacek na każdą okazję. Dwa ostatnie sposoby wykorzystujemy w naszym domu – siatka to rozwiązanie dla zmęczonych rodziców, a packi to świetna zabawa dla hiperaktywnych dzieci. Króliczka ma już takie doświadczenie, że niedawno w którymś ze sklepów wyszukała sobie packę z teleskopową rączką i bardzo giętką łapką na końcu, bo empirycznie dowiodła, że z twardszego plastiku łamią się podczas uderzania z impetem o ściany i okna. Trening czyni mistrza, a Malutka ćwiczy od lat szermierkę packą na owady, zaś hymnem wypraw przeciwko muchom jest wierszyk Brzechwy!

Król Borowik Prawdziwy szedł lasem
postukując swym jedynym obcasem,
a ze złości brunatny był cały,
bo go muchy okrutnie kąsały.

Tedy siadł uroczyście pod dębem
I rozkazał na alarm bić w bęben:
„Hej, grzyby, grzyby,
Przybywajcie do mojej siedziby,
Przybywajcie orężnymi pułkami,
Wyruszamy na wojnę z muchami”.

polowanie021

polowanie024

Dzielni wojownicy muszą się dobrze odżywiać, a słońce i pogoda skłania ku sięganiu po przepisy z południa Europy. Bakłażany w sosie pomidorowym z czerwonym winem i dużą ilością włoskich serów to uczta dla podniebienia. Do gotowania zużyjemy tylko lampkę wina, dlatego warto otworzyć butelkę dobrego trunku – resztę będziemy mieć na miły wieczór z ciekawym filmem. Pozostając w temacie polecam „Polowanie na muchy” Wajdy. Chociaż film jest sprzed blisko pół wieku, tematyka jest aktualna – to, co w filmie jest satyrą, dziś dla wielu może okazać się lustrzanym odbiciem.

Skarzanka Hanna;Skarzanka Ewa;Malanowicz Zygmunt;Braunek Malgorzata;

polowanie0225

BAKŁAŻANY W POMIDORACH PO WŁOSKU

  • 1 ½ kg bakłażanów
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 puszki podłużnych, całych pomidorów (400 g każda)
  • 150 ml czerwonego wina
  • 2 kulki mozzarelli
  • 150 g parmezanu
  • 50 g bułki tartej
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • ½ łyżeczki cukru
  • pęczek świeżej bazylii
  • oliwa

Bakłażany kroimy wzdłuż na plastry grubości ok. 0,5 cm, posypujemy z dwóch stron solą, układamy w durszlaku i odstawiamy na pół godziny.

W międzyczasie obieramy i rozgniatamy czosnek, następnie rozgrzewamy oliwę w rondlu na średnim ogniu i wrzucamy czosnek. Smażymy minutę, wlewamy wino i pomidory. Zagotowujemy, rozgniatając przy tym pomidory o brzeg garnka. Mieszamy, zmniejszamy nieco ogień, dodajemy cukier, oregano i doprawiamy sola i pieprzem. Gotujemy na małym ogniu przez 40-45 minut, mieszając od czasu do czasu. Miksujemy sos ręcznym blenderem.

Gdy sos się gotuje, włączamy piekarnik i nagrzewamy do 160°C (z termoobiegiem). Płuczemy bakłażany i wycieramy papierem kuchennym. Na patelni rozgrzewamy oliwę na dużym ogniu, partiami smażymy plastry bakłażanów, odsączamy je następnie na kuchennym papierze.

Natłuszczamy oliwą naczynie żaroodporne. Smarujemy dno sosem pomidorowym, układamy warstwę bakłażanów. Mozzarellę kroimy w plasterki, a parmezan ścieramy na małych oczkach tarki. Na bakłażany wylewamy porcję sosu, posypujemy parmezanem, dajemy kilka plastrów mozzarelli i kilka listków bazylii, solimy i pieprzymy, a na koniec przykrywamy warstwą bakłażanów. Postępujemy tak, aż do wyczerpania składników, kończąc warstwą sosu. Na wierzchu wysypujemy bułkę tartką i resztkę parmezanu.

Pieczemy ok. 30 minut. Wyjmujemy i odstawiamy na 10 minut, dopiero potem kroimy ostrym nożem na porcje. Zapiekanką podajemy przybraną bazylią.

polowanie026

(wg „Easy Food”  April 2016 z moimi zmianami)
Kadr z filmu “Polowanie na muchy” ze zbiorów FN

Schabowe pieczone z warzywami w sosie balsamicznym

kotlety balsamico 08

Ostatnimi czasy u nas nic tylko ryby, owoce morza i warzywa. Część Wam już pokazałam, ale sporo czeka w kolejce, bo byłoby tu monotematycznie, a jak ja wpadnę w ciąg gotowania w jeden deseń, to ciężko mi skończyć. I tak w kółko pomidory, bakłażany, bakłażany, pomidory – w winie, z serem, z tymiankiem, z bazylią i znowu w winie… Karuzela lub pozytywka, wciąż w koło, od nowa, raz jeszcze i ponownie…

Na moment wysiadłam z tego pociągu i zrobiłam kotlety schabowe. Irlandczycy nie robią sznycli, po prostu wrzucają kotlet na patelnię, smażą z dwóch stron i już. Kiedyś mnie to dziwiło, a teraz sama tak robię, bo nie lubię hałasować tłuczkiem. Walisz człowieku w to mięso, a wszystkie naczynia skaczą na blacie, kuchnia się trzęsie, a w uszach dzwoni do bólu. A potem jeszcze trzeba szorować całą kuchnię wraz ze ścianami, bo drobiny surowego mięsa przylepiają się do wszystkiego. Niektórzy radzą wpakować kotlet w worek, ale potem resztki worka trzeba wydłubać z mięsa, nie mówiąc już o niepotrzebnym zanieczyszczaniu środowiska, bo z tego woreczka już nic nie zrobimy. Po co utrudniać sobie życie? Chyba, że musicie się na czymś wyładować, to schabowy się nada – pamiętajcie tylko, że możecie przy tym wyglądać tak groteskowo jak Jacek z „Klanu”

kotlety balsamico 09

Fanom schabowego w sumie powinno być wszystko jedno, czy dostał tłuczkiem, czy też nie. Co najwyżej może być żal panierki, bo z tradycyjnego schabowego najsmaczniejsza jest właśnie panierka. W kotletach na wyspiarską modłę najsmaczniejszy jest tłuszczyk na brzegu. Jednak dla mnie mogłoby nie być wcale schabowych – ziemniaczki, czerwona cebula i pieczarki z serem pleśniowym i sosem balsamico wystarczą za całe danie. Coś czuję, że sobie w przyszłym tygodniu właśnie tak zrobię, ponieważ mój mięsożerca wyjeżdża na kilka dni.

kotlety balsamico 07

SCHABOWE PIECZONE Z WARZYWAMI W SOSIE BALSAMICZNYM

  • 4 kotlety schabowe bez kości
  • 400 g młodych ziemniaków
  • 250 g pieczarek
  • 1 czerwona cebula
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • kawałek sera Danish Blue (Danablu)

Sos balsamiczny:

  • 2 łyżki oliwy
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 1 łyżeczka pasty pomidorowej (puree)
  • 1 łyżka świeżo otartych listków tymianku
  • świeżo zmielony pieprz

Składniki na sos mieszamy w miseczce. Piekarnik nagrzewamy do 190°C (z termoobiegiem). Ziemniaki kroimy na pół, cebulę obieramy i kroimy w grube piórka. Pieczarki kroimy na pół (większe w ćwiartki).

Na grubej patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy (na dużym ogniu) i smażymy posolone i oprószone pieprzem kotlety po 3 minuty z każdej strony. Usmażone przekładamy na talerz. Zmniejszamy temperaturę na kuchence do średniej, układamy na patelni ziemniaki przecięta stroną do dołu. Smażymy 2 minuty.

W dużej misce mieszamy pieczarki i cebulę z połową sosu balsamicznego. Ziemniaki, pieczarki i cebulę wykładamy na blachę z rantem, polewamy resztką tłuszczu z patelni, mieszamy i wstawiamy na 20 minut do piekarnika. W połowie pieczenia wysuwamy blaszkę, by obrócić warzywa. Następnie dokładamy kotlety i pieczemy jeszcze 10 minut.

Kotlety podajemy z upieczonymi warzywami, każdą porcję polewamy odrobiną pozostałego sosu balsamicznego, posypujemy natką pietruszki i pokruszonym serem pleśniowym.

kotlety 04
(wg „Easy Food” August 2016 z drobnymi zmianami)

Morszczuk w pomidorach z chorizo i fasolką

morszczuk chorizo 027

Bardzo mi się spodobało połączenie fasoli z morszczukiem, gdy gotowałam ostatnio rybne curry. Kiedyś robiłam morszczuka w pomidorach, danie, które również bardzo wysoko uplasowało się na liście moich smaków. Z kombinacji tych dwóch pomysłów narodził się dzisiejszy obiad. Szperając w internecie, okazało się, że jest to klasyczne danie kuchni hiszpańskiej i portugalskiej, ale na półwyspie iberyjskim dodają jeszcze chorizo. Dołożyłam więc chorizo, bo pikantna kiełbasa potrafi doskonale podkręcić smak, a przy tym na pewno zaskoczy męża. Nie mógł się pożalić, że ma obiad bez mięsa. Szczerze mówiąc, to bardziej go dziwiło, że ryba jest zanurzona w sosie pomidorowym. No cóż, rybka lubi pływać, szczególnie w tomacie…

Latem koniecznie trzeba zastąpić pomidory z puszki słodkimi pomidorkami koktajlowymi, a jeśli macie ziemniaki w domu, to upieczcie je do tego dania z gruboziarnistą sola i tymiankiem. My akurat ostatnio jedliśmy ziemniaki do wszystkiego, więc machnęłam na nie ręką (a dokładniej nie chciało mi się ciągnąć ze sklepu 5-kilogramowego wora, bo mniejszych zabrakło). Z chlebem również pyszne, szczególnie na kolację. Morszczuka oczywiście można zastąpić dowolną rybą dorszowatą – dorsz czy łupacz (plamiak) sprawdzą się równie dobrze. Tak czy siak to fantastyczna potrawa na pierwsze prawdziwie słoneczne dni, a przy nie wymaga dużo pracy. To ważne – nie popieram duszenia się w kuchni, kiedy cały świat woła, byśmy cieszyli się ciepłymi dniami!

morszczuk chorizo 021

MORSZCZUK W POMIDORACH Z CHORIZO I FASOLĄ

  • 4 filety z morszczuka
  • 60 g chorizo
  • 2 szalotki bananowe
  • puszka pomidorów (400 g)
  • puszka fasolki cannellini, półksiężycowatej lub Jaś (400 g)
  • ½ łyżki świeżo otartych listków tymianku oraz kilka gałązek do przybrania
  • 120 ml białego wina
  • oliwa
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Piekarnik nagrzewamy do 200°C (z termoobiegiem). Szalotki obieramy i drobno kroimy. Z kiełbasy zdejmujemy osłonkę i kroimy w kostkę. Fasolkę opłukujemy na sitku i odsączamy.

Łyżeczkę oliwy rozgrzewamy w rondlu na średnim ogniu. Dodajemy szalotki, chorizo oraz listki tymianku. Mieszamy i smażymy przez minutę. Wlewamy połowę wina, gotujemy 3-4 minuty, aż wino prawie całe odparuje. Wlewamy pomidory z puszki i dodajemy fasolkę. Doprawiamy solą i pieprzem.

Naczynie żaroodporne smarujemy odrobiną oliwy. Na dnie układamy filety z morszczuka, przyprawiamy solą i pieprzem. Wlewamy sos pomidorowy oraz pozostałe wino. Przykrywamy folią aluminiową (lub pokrywką, jeśli naczynie ją posiada) i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Zapiekamy przez 20 minut. Podajemy przybrane tymiankiem ze świeżym pieczywem lub pieczonymi ziemniakami.

morszczuk chorizo 024

Makaron z krewetkami w sosie cytrynowym

makaron krewetki 022

Uwielbiam makaron. Uwielbiam w zupie pomidorowej, w rosole, w zapiekance i po prostu z szybkim sosem na obiad. Jedyne dania makaronowe, na widok których chce mi się płakać, to łazanki z kapustą oraz makaron po bolońsku w polskim stylu.

Łazanki na tłusto z kapustą są takim daniem-koszmarkiem z dzieciństwa. Były wielkie łzy każdorazowo nad talerzem i zupełny brak uznania dla rodzicielki, która ten makaron ręcznie zagniatała, rozwałkowywała i kroiła. Tylko żal i zniechęcenie, dłubanie widelcem w potrawie, pociąganie nosem oraz składana samej sobie obietnica, że nigdy we własnym domu nie będę tym straszyć rodziny.

Makaron utopiony w rzadkim sosie pomidorowym z grudami mielonego mięsa oraz przypadkowymi jarzynami to dzieło, które jadłam w wielu polskich domach, a jego wielkimi fanami są mąż i Króliczka. W smaku nie jest złe, ale do jedzenia należy siadać w fartuchu laboratoryjnym, ściany wokół stołu zasłaniać folią malarską i dopiero przystępować do konsumpcji – najlepiej z łyżką w trzeciej ręce jak u inspektora Gadgeta.

Łazanek w moim domu nie ma i raczej nie będzie. Natomiast makaron z sosem gotujemy na zmianę. Raz jest pycha-pycha moje danie, a raz nie-wiem-czy-to-zupa-czy-to-gulasz męża, czyli słynne polskie spaghetti po bolońsku. To się nazywa sztuka kompromisu w małżeństwie…

makaron krewetki 023

LINGUINE Z KREWETKAMI W SOSIE CYTRYNOWYM

  • 350 g makaronu linguine
  • 400-450 g krewetek (królewskich)
  • 250 ml wywaru warzywnego
  • 60 ml soku z cytryny
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 120 ml świeżej, słodkiej śmietany
  • 3 ząbki czosnku
  • ½ łyżeczki suszonych krążków chili
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka oliwy
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • posiekana natka pietruszki do przybrania

Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę lub rozgniatamy. Jeśli mamy krewetki w całości, musimy je sprawić. Makaron gotujemy w osolonej wodzie wg instrukcji na opakowaniu. Po ugotowaniu odcedzamy, ale zostawiamy trochę wody.

Oliwę rozgrzewamy na dużej patelni na średnim ogniu. Dodajemy jeden rozgnieciony ząbek czosnku i chili, mieszamy i wrzucamy sprawione krewetki. Gotujemy 3-5 minut (aż krewetki zrobią się różowe), wtedy przekładamy je na talerz.

Na tę samą patelnię wlewamy wywar warzywny, sok z cytryny oraz dodajemy pozostały czosnek. Zagotowujemy. Gotujemy 2-3 minuty, drewnianią szpatułką zeskrobując przywarte drobiny z dna patelni. Zminiejszamy ogień i gotujemy jeszcze 5 minut, po czym dodajemy masło i mieszamy, aż się roztopi.

Dodajemy otartą skórkę z cytryny oraz śmietanę. Gdy zacznie się delikatnie gotować, doadajemy krewetki i odcedzony makaron. Mieszamy, by sos dokładnie oblepił makaron. Jeśli sos jest zbyt gęsty dodajemy kilka łyżek wody z gotowania makaronu. Przyprawiamy pieprzem. Nakładamy na talerze, posypująć posiekaną natką pietruszki.

makaron krewetki 021

(wg „Easy Food” April 2016 z moimi zmianami)

Sundae z kremem rabarbarowym

rhubarbdeser 023

– Deser w tej niebieskiej szklance – moje dziecko postanowiło za mnie, do czego wykorzystać krem rabarbarowy. Więc stałyśmy razem nad słoikiem, każda łychę kremu wpakowała do buzi i myślałyśmy, z czym będzie się najlepiej komponować.
– Z bitą śmietaną, mamo! Z bitą śmietaną wszystko smakuje dobrze! – rezolutnie uznała Króliczka.
– Z migdałami będzie dobre – stwierdziłam i od razu zajrzałam do szafki, żeby sprawdzić, czy się jakieś ciasteczka amaretti uchowały przed apetytem męża.
– No dobrze, ale śmietana i tak powinna być! – Malutka przypieczętowała recepturę dobitnie swoją koncepcją smakową.

Nie jestem przygotowana na niezależność mojego dziecka. Szczególnie kiedy na rękach trzymam młodsze, nie bardzo potrafię się pogodzić z odfruwaniem ode mnie starszego. Kolejne kamienie milowe pokonujemy, ale dla mnie to za szybko. Mam wrażenie, że Króliczka pędzi, a ja za nią truchtam z zadyszką. I z rozdwojeniem jaźni. Bo z jednej strony Malutka chce decydować o sobie, a z drugiej zadaje tak dziecinne pytania, że włosy siwieją jeden za drugim. Ja mam ją jedną, ale jej nauczyciel zupełnie osiwiał w tym roku. Nie dziwię się. Króliczka pomnożona przez dwadzieścia kilka… Boże, czy ten człowiek w ogóle jeszcze pamięta, jak się nazywa?!

rhubarbdeser 025

rhubarbdeser 024

Kruszę te ciastka, wyładowując na nich frustrację, mniejsze dziecko ciągnie mnie za nogawkę, dzierżąc w łapce ukochaną książkę o znienawidzonych już przeze mnie kolorach warzyw i owoców, a większe odrabia zadanie z matematyki. Nagle podnosi głowę znad zeszytu i się krytycznie przygląda…
– Ale z ciebie czupiradło, Mamo!
– Dzięki córciu – syczę pod nosem, kierując mordercze myśli w stronę migdałowych amaretti.
– Ale nie masz jeszcze zmarszczek, Mamo! Naprawdę, widziałam już wielu zwiotczałych ludzi… – małe nie zna umiaru i brnie dalej.
– Ty też kiedyś się zestarzejesz – odpowiadam, tłukąc z impetem ciastka.
– Wiem, Mamo, ale nie tak szybko jak ty. Ty sobie niszczysz skórę, bo się malujesz! – oświeciła mnie córka ukochana i wróciła do arytmetyki.
Cud, że tym wałkiem dziury w blacie nie zrobiłam…

rhubarbdeser 031 small

SUNDAE Z KREMEM RABARBAROWYM

  • opakowanie ciastek amaretti
  • krem rabarbarowy (przepis tutaj)
  • 250 ml słodkiej śmietany (latem pół na pół z lodami śmietankowymi)
  • płatki migdałowe

Śmietanę ubijamy. Odkładamy kilka ciasteczek do dekoracji a pozostałe rozkruszamy (wkładamy do woreczka i rozkruszamy wałkiem). Ciasteczka, krem rabarbarowy i śmietanę układamy warstwami w wysokich szklankach lub w pucharkach. Dekorujemy płatkami migdałowymi i pojedynczymi ciasteczkami amaretti.

rhubarbdeser 028 small

Krem rabarbarowy

rhubarb curd 01

Wyspiarze nazywają go curd, co zawsze wprawia mnie w zakłopotanie. Bo słowo ma dwa „kulinarne” znaczenia. Curd to zsiadłe mleko na twaróg, ale poprzedzone nazwą owocu staje się maślanym kremem zbliżonym do custardu, czyli wyspiarskiego odpowiednika budyniu. Custard i fruit curd różnią się przede wszystkim tym, że pierwszy można jeść bez niczego, a drugi jest zbyt maślany, by nadawał się do konsumpcji prosto ze słoika. Aczkolwiek mojej rodzinie to wcale nie przeszkadzało – jedno podjadało łyżeczką, a drugie palcem…

Kiedy słyszę, że ktoś zrobił jakąś tartę with curd, to zawsze mam wątpliwość, czy jest to słodka, owocowa tarta, czy może bardziej quiche, choć na ogół chodzi o tę pierwszą. Jak widać, angielski też bywa kłopotliwy i wcale nie jest trudno się w nim zaplątać…

Krem z rabarbaru można wykorzystać to tostów, słodkich bułek, jako wypełnienie spodu tarty lub część składową deseru. Krem można również przechowywać – jeśli jeszcze ciepłym napełnicie wysterylizowane słoiki, to możecie trzymać go w lodówce przez 2 tygodnie. Czasami warto przygotować część produktów wcześniej, szczególnie wtedy, gdy mamy naprawdę dużo do przygotowania – na przykład przed świętami lub na dużą uroczystość rodzinną. Wtedy każda minuta jest na wagę złota, więc stojące w lodówce „części składowe” okazują się być wielce pomocne.

W jaki sposób wykorzystałam mój owocowy curd napisze w kolejnym odcinku, ale to nic nie szkodzi, bo przecież nie trzeba go zjeść od razu!

rhubarb curd 21

KREM RABARBAROWY, CZYLI RHUBARB CURD

  • 120 g miodu
  • 2 jajka
  • 300 g rabarbaru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 60 ml wody
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 60 g masła

Miód z jajkami ucieramy w misce, aż się dobrze połączą. Odstawiamy na bok.

Rabarbar kroimy, wkładamy do rondla, dodajemy sok z cytryny, wodę i ekstrakt z wanilii. Mieszamy i wstawiamy, żeby się zagotował. Zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze 5-7 minut, aż rabarbar zupełnie zmięknie. Wlewamy pomału zawartość rondla do miski z miodem i jajkami, mieszając.

Wszystko przelewamy ponownie do rondla, stawiamy na średnim ogniu i gotujemy przez 8-10 minut, cały czas mieszając. Gdy krem zgęstnieje, zdejmujemy z ognia i dodajemy pokrojone w kostkę masło. Blendujemy na gładko. Przekładamy do wysterylizowanych słoików i przechowujemy w lodówce do dwóch tygodni.

rhubarb curd 23
(przepis „Easy Food” September 2015)

Zupa ogórkowa na żeberkach wieprzowych

ogorkowa 022

Święta wielkanocne przyniosły mi takie ciekawe spostrzeżenie, że własny blog zamiast tradycyjnego zeszytu z przepisami to (przynajmniej dla mnie) strzał w dziesiątkę. Właściwie przez całe święta gotowałam dania, które mam zarchiwizowane tutaj. Przede wszystkim dlatego, że duże uroczystości są nieodpowiednie dla eksperymentów. Lepiej postawić na sprawdzone przepisy, kiedy mamy gości i gdy nam zależy na odpowiednim efekcie. Eksperymenty w kuchni lepiej zostawić sobie na luźniejsze czasy, z uwagi na ryzyko niepowodzenia lub konieczności modyfikacji przepisu, która wyjdzie nam – jak to się mówi – w praniu. A po drugie dlatego lubię mój blog, że tutaj mam ostateczne wersje przepisów – dopracowane, dokładnie opisane, opatrzone, gdzie trzeba, komentarzem. Okienko do wyszukiwania też ułatwia zadanie, a do tego można mieć kilka przepisów otwartych równocześnie w osobnych oknach.

Był więc m. in. staropolski żur i chowder, była ryba na purée z groszku i sałatka ziemniaczana, była kaczka świąteczna i cassoulet z irlandzkich kiełbasek. Wszystko pyszne i zjedzone ze smakiem. Eksperyment chciałam przeprowadzić na jajkach… Po ubiegłorocznym sukcesie w barwieniu kapustą i kurkumą, postanowiłam nie siadać na laurach i wypróbować kolejne barwniki – buraki i szpinak. No cóż, nie mam się czym pochwalić… Mam jednak mocne postanowienie zbadania sprawy i uzyskania odpowiedzi, co poszło nie tak, bo buraki ufarbowały mi jajka na kolor błotnej kałuży, a szpinak tylko lekko podbarwił na zielono.

ogorkowa 021

Na otarcie łez zrobiłam nam pyszną ogórkową, która chodziła za mną już od jakiegoś czasu. Nie jadłam ogórkowej od lat, a po ogórasy trzeba wybrać się do polskiego sklepu, czyli do miasta. Wiecie jak ciężko wieśniakowi wybrać się do miasta?! Wieśniak posłał w końcu męża do sklepu, bo mąż pracuje w mieście, więc trudno mu się wymigać. Nie robiłam też ogórkowej, bo kiedyś obrzydziła mi ją znajoma, która wlała do garnka – uwaga! – całą miskę śmietany zmieszanej z mąką. Bo zupa musi być, żeby łyżka w niej stała… Udało nam się wtedy wymigać od poczęstunku wątpliwej jakości, ale widok garnka oblepionego od środka mącznym kożuchem długo mnie prześladował…

 

ogorkowa 025

ZUPA OGÓRKOWA

  • ½ kg żeberek wieprzowych
  • 1/5 selera
  • kawałek pora (ok. 20 cm)
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • 5 średnich ziemniaków
  • 6 dużych ogórków kiszonych
  • pół pęczka koperku
  • sól
  • śwież zmielony pieprz
  • 120 ml śmietany (12%)

Żeberka wkładamy do sporego garnka. Por dokładnie myjemy, seler i pietruszkę obieramy. Warzywa dokładamy dożeberek, zalewamy wszystko wodą i gotujemy na średnim ogniu przez godzinę.

Marchewki i ziemniaki obieramy i kroimy w kosteczkę. Z ugotowanego wywaru wyjmujemy por, seler i pietruszkę, a wkładamy pokrojone ziemniaki i marchew. Gotujemy przez 15 minut. Ogórki kroimy w cienkie plasterki, dodajemy do zupy i gotujemy jeszcze 5 minut.

Wyjmujemy z zupy żeberka, z których usuwamy kości, a mięso kroimy. Koperek siekamy. Śmietanę hartujemy kilkoma łyżkami zupy, wlewamy do zupy i dodajemy koperek. Doprawiamy solą i pieprzem i podajemy z mięsem z żeberek.

ogorkowa 026

(przepis wg Smaki Życia)