Pita z kurczakiem w słodkim sosie chili

pita z kurczakiem 24

Mam nadzieję, że moje koleżanki z dawnej pracy nie dojrzą tego na fanpage’u bloga podczas picia kawy, bo parskną tak, że naplują sobie na klawiaturę… To była (a może nadal jest) jedna z najbardziej popularnych pozycji w menu, a zarazem bardzo lubiana przez nas w kuchni, bo robi się ją w ekspresowym tempie i nie da się jej zepsuć. Tak polubiłam tę kombinację, że trafiła na stałe do jadłospisu w moim domu. Taki barowy lunch z resztek kurczaka z poprzedniego dnia. Do tego lekko pikantne, podane na ciepło – idealnie pasuje do coraz chłodniejszych, choć jeszcze słonecznych dni.

Arabskie pity (w przeciwieństwie do greckich) mają tę właściwość, że podczas podgrzewania pęcznieją, a w ich wnętrzu tworzy się kieszonka na nadzienie. Należy je delikatnie rozciąć wzdłuż brzegu, by się pięknie otworzyły, a następnie nafaszerować ulubionymi składnikami. Można podać od razu lub opiec na grillu, jeśli chcemy mieć kanapkę na ciepło. W sklepach dostępne są przeróżne chlebki – białe pszenne, z mąki z pełnego przemiału a nawet bezglutenowe czy koszerne, z dodatkiem ziół i przypraw, a także w różnych kształtach i rozmiarach. Użyłam akurat dość dużych, owalnych chlebków z mąki pełnoziarnistej, ale inne również można wykorzystać.

Jeśli zaś chodzi o sos sweet chilli, to pochodził ze sklepu. Kiedyś… Kiedyś jak moje dzieci dadzą mi trochę odetchnąć, pokaże jak go zrobić samemu, ale póki co, nie mam na to czasu – nawet jeśli miałoby to być jednorazowe wyzwanie na potrzeby działalności publicystycznej, czyli żeby się pochwalić się na blogu. Jak już do tego dojdzie, to może nawet pity sama upiekę… Na razie jestem w rozdziale „Dole i niedole macierzyństwa”, a chyba nigdy jeszcze nie było tak trudno być matką, jak w dzisiejszym oświeconym, oczytanym, wszystkowiedzącym społeczeństwie, które na każdym kroku jest w stanie pokazać, że jest jeszcze coś, co matka mogłaby zrobić lepiej. Uff… Cieszę się, że mieszkam w Irlandii, a szczególnie, że mieszkam w irlandzkiej wiosce na krańcu wyspy, gdzie „postęp cywilizacyjny” jeszcze nie dotarł i nikt mnie nie zlinczuje za ten nieszczęsny kupny sos w kanapce!

pita z kurczakiem 23

PITA Z KURCZAKIEM W SŁODKIM SOSIE CHILI

  • 4 chlebki pita
  • 2 upieczone piersi z kurczaka (lub resztki z kurczaka z poprzedniego dnia)
  • dojrzały czerwony cheddar (ok. 150 g)
  • sos sweet chilli
  • ewentualnie zielenina do podania (u mnie mieszanka liści sałatowych z ogórkiem i dressingiem musztardowo-klonowym)

Chlebki pita wkładamy na ok. 20 sekund do mikrofalówki (lub opiekamy w tosterze). Następnie każdą rozcinamy wzdłuż brzegu. Piekarnik nastawiamy na funkcję grila.

Kurczaka kroimy w dość drobno, a ser ścieramy na dużych oczkach tarki. Kurczaka możemy wymieszać z sosem przed nafaszerowaniem chlebków lub polać nim kurczaka po włożeniu go do pity (zawsze wybieram tę drugą wersję ze względu na dzieci, które wolą mniej sosu niż dorośli). Najpierw wkładamy kurczaka, potem polewamy go sosem, a na końcu uzupełniamy serem.

Nafaszerowane pity układamy na blaszce, wsuwamy blaszkę na górną półkę piekarnika i zapiekamy, aż ser się rozpuści. Gotowe pity rozkrawamy na pół nożem z piłką. Podajemy z prostą zieloną sałatką.

pita z kurczakiem 22

Advertisements

Gnocchi z tuńczykiem

gnocchi z tuńczykiem 22

Wczoraj był piątek, to musiał być… stek. Z tuńczyka. Nie wiem jak w kraju, ale tutaj, na zielonej wyspie tuńczyka w puszce mamy w dwóch wersjach – w kawałku (tuna steak) lub w kawałkach (tuna chunks).

W tej pierwszej wersji, po otwarciu puszki zobaczymy po prostu kawałek tuńczyka, który można spróbować wyjąć w całości lub pokroić go na kawałki porządamych rozmiarów. W drugiej wersji po otwarciu możemy zobaczyć wszystko – mogą być tam duże kawałki ryby, a mogą też być strzępy. Różnią się też ceną – pierwsze są droższe od drugich, co jest całkiem zrozumiałe. Dlatego tuna steak kupuję, gdy zależy mi na efekcie wizualnym, a tuna chunks, gdy i tak mam zamiar mieć mocno rozdrobnione mięso np. do sosu tuńczykowego lub sałatki majonezowej. Jeśli się zagalopuję i kupię tuńczyka w kawałeczkach z czystego skąpstwa, efekt będzie taki, jak widać na zdjęciach, gdzie jest pół na pół. Wizualnie może wygląda to marnie, ale w smaku jest w porządku.

W ogóle z tym daniem wiąże się zabawna historia. Mąż dojrzał w książce, co zamierzam mu ugotować i, mówiąc delikatnie, nie był zachwycony pomysłem. Bardzo starał się wykręcić od spróbowania, ale nic mu do głowy sensownego nie przychodziło, więc koniec końców musiał zasiąść do miski pełnej ulubionych klusek i podejrzanie wyglądającego sosu. Spróbował i krzyknął: – To jest dobre! To jest naprawdę dobre! Nie sądziłem, że podgrzany tuńczyk z puszki może być dobry!

W takiej kombinacji – z czosnkiem, oliwą, cytryną, kaparami i czarnymi oliwkami – jest wyborny. Jeżeli macie naprawdę mało czasu, a nie chcecie rezygnować z przygotowania obiadu, jest to potrawa idealna. Zrobicie ją w mniej niż 15 minut, a na płycie indukcyjnej jeszcze szybciej, bo najdłużej trwa tu zagotowywanie wody na kluski. Do mojego obiadu dołożyłam już zupełnie na szybko po miseczce zieleniny skropionej sosem klonowym-musztardowym, który został mi z wczorajszej sałatki dyniowej. Bez stresu, bez messu* i życie od razu staje się piękniejsze!

gnocchi z tuńczykiem 21

GNOCCHI Z TUŃCZYKIEM

  • 500 g świeżych klusek gnocchi
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 puszki tuńczyka w sosie własnym (160 g każda)
  • 4 łyżki oliwy
  • 4 łyżki masła
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżka kaparów
  • 12 czarnych oliwek
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki

Czosnek obieramy i kroimy w cienkie plasterki. Tuńczyka, oliwki i kapary odsączamy. Oliwki kroimy w plasterki, a tuńczyka dzielimy na cząstki.

W garnku zagotowujemy osoloną wodę na gnocchi. Na patelni rozgrzewamy oliwę i połowę masła (na średnim ogniu), dodajemy czosnek i smażymy kilka sekund, aż zacznie uwalniać aromat. Dodajemy następnie tuńczyka, kapary, oliwki i sok z cytryny, zmniejszamy ogień i podgrzewamy wszystko.

Do gotującej się wody wrzucamy gnocchi. Gdy wypłyną (po ok. 3 minutach), odcedzamy je i wsypujemy ponownie do garnka. Dokładamy pozostałe masło oraz sos tuńczykowy, mieszamy i przekładamy do misek (najlepiej podgrzanych, bo kluski stygną błyskawicznie). Posypujemy natką i podajemy natychmiast.

(przepis z niewielkimi zmianami wg 1001 One Pot, Casseroles, Soups & Stews)

*mess – papranina

Sałatka z pieczonej dyni i pestek granatu z sosem klonowo-musztardowym

sałatka z dyni i granatu 24

Leje, leje, leje…

… i tylko chwilami przebłyskuje słońce, zamienia ulice w połyskliwe wstęgi, odbija się w głębokich kałużach, na moment oślepia bursztynowym blaskiem.

Niestety kolory najczęściej widzę na własnych gumiakach, którymi człapię cieknącymi potokami, w jakie zamieniają się nieliczne i do tego dziurawe jak szwajcarski ser chodniki w naszej uroczej wsi. Mam gdzieś elegancję, bo w takich strugach wody nie da się wyglądać szacownie, szczególnie gdy parasol wygina się na wszystkie strony szamotany atlantyckim wietrzyskiem.

sałatka z dyni i granatu 22

Jesień – taką malowniczą, tryskającą barwami – robię sobie na talerzu. Sałatka z dyni to tylko jeden z przykładów, jak można sobie wyczarować ukochaną porę roku bez narażania się na zmienność aury za oknem. A i ciepło przyjemnie rozchodzi się od gorącego piekarnika, i słodki zapach dyni wypełnia kuchnię. Kilka składników, a wizualnie mamy efekt „wow”, zwłaszcza za sprawą rubinowych pestek granatu. Prawdziwego sznytu dodaje sałatce niebanalny sos, który został podprawiony syropem klonowym. Ten ostatni po dłuższej przerwie wrócił u mnie do łask i na nowo podbił moje podniebienie. Sam sos można w przechowywać kilka dni w słoiku w lodówce i zużywać do zwyczajowej zieleniny obiadowej – kilka liści sałaty, pomidor, czarne oliwki i odrobina sosu ożywią zwyczajowy zestaw obiadowy „ziemniaki plus kotlet”.

sałatka z dyni i granatu 21

sałatka z dyni i granatu 23

SAŁATKA Z PIECZONEJ DYNI I PESTEK GRANATU Z SOSEM KLONOWO-MUSZTARDOWYM

  • 8 garści mieszanych liści sałatowych
  • 100 g pestek granatu
  • 1 średnia dynia piżmowa
  • 70 g koziego twarogu
  • oliwa
  • pieprz

Sos:

  • 100 ml greckiego jogurtu
  • 4-5 łyżeczek musztardy
  • 3 łyżki syropu klonowego
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżka białego octu winnego
  • odrobina świeżo zmielonego pieprzu

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Dynię obieramy, usuwamy pestki, a miąższ kroimy w kostkę. Przekładamy do naczynia żaroodpornego, skrapiamy oliwą i oprószamy pieprzem. Mieszamy, aż dynia będzie równo obtoczona oliwą. Pieczemy przez 30 minut (w połowie pieczenia wysuwamy naczynie i obracamy kawałki dyni). Po upieczeniu odstawiamy do wystudzenia.

Jogurt mieszamy z syropem klonowym, oliwą i octem. Dodajemy po łyżeczce musztardę, mieszając i sprawdzając smak (bo w zależności od użytej musztardy, jej ilość się może być różna – więcej dodamy musztardy Dijon, a mniej ostrej Strong Irish). Ewentualnie doprawiamy pieprzem.

Umytą i osuszoną sałatę układamy na talerzach. Wykładamy dynię, posypujemy pokruszonym twarogiem i pestkami granatu. Polewamy sosem klonowo-musztardowym. Podajemy z pieczywem.

sałatka z dyni i granatu 25


Warzywa dyniowate 2017

Risotto z pieczarkami i orzechami włoskimi

risotto z grzybami 21

Bardzo lubię brązowe pieczarki. Są one o wiele aromatyczniejsze od białych, mają wyrazisty, intensywny smak i ładnie prezentują się w potrawie. Są też nieco twardsze od białych, a pod czas gotowania zachowują swój kolor. Lubię je również ze względu na brak innych grzybów w irlandzkich sklepach. Poza pieczarkami żadnych grzybów tutaj nie dostanę, więc jestem skazana na suszone, które kupuję za zawrotne pieniądze w polskim sklepie. Przymilam się też do rodziny w kraju, by na święta przysłali mi woreczek prawdziwków.  Jest to co roku najbardziej wyczekiwany prezent!

Swego czasu robiłam taki grzybowo-orzechowy sos do ryżu z rodzynkmi i orzeszkami piniowymi, bo połączenie to pasuje mi bardzo do jesiennej atmosfery. Chyba każdy ma takie obrazy i smaki zapisane w pamięci związane z poszczególnymi porami roku, bez których nie wyobraża sobie danego sezonu. Kiedy w powietrzu zaczynam czuć zapach spalanego drewna, wtedy wyobraźnia podpowiada mi orzechy i grzyby na talerzu. Tym razem jest to risotto, które swój wyjątkowy smak zawdzięcza goździkom i gałce muszkatołowej. Szybkie danie w sam raz na środek zabieganego tygodnia.

risotto z grzybami 20

RISOTTO Z PIECZARKAMI I ORZECHAMI WŁOSKIMI

  • 250 g brązowych pieczarek
  • 75 g orzechów włoskich
  • 1 cebula
  • 6 goździków
  • 100 ml białego wina
  • ¼ łyżeczki świeżo otartej gałki muszkatołowej
  • 1 łyżka gęstej, świeżej śmietany
  • 25 g masła
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • posiekana natka pietruszki do ugarnirowania
  • 400 g ryżu arborio

Ryż gotujemy w osolonej wodzie wg instrukcji na opakowaniu.

Cebulę obieramy i drobno siekamy. Pieczarki oczyszczamy i kroimy. Orzechy siekamy niezbyt drobno. Rozgrzewamy masło i smażymy cebulę ok. 7 minut, aż zacznie brązowieć. Dodajemy pieczarki, orzechy, goździki i otartą gałkę, gotujemy ok. 5 minut, aż grzyby zaczną mięknąć. Wlewamy wino, przyprawiamy solą i pieprzem i gotujemy jeszcze kilka minut, aż grzyby zmiękną. Dodajemy śmietanę. Sos mieszamy z ugotowanym ryżem, delikatnie podgrzewając. Cały czas mieszamy. Risotto podajemy póki gorące, każdą porcję przybieramy natką pietruszki.

(wg The Meat Free Monday Cookbook)

Pogacze – węgierska przekąska do piwa

pogacze 21

Piątek! Piątunio! Kocham piątki, bo w szkole Króliczki nie zadają nic na weekend, więc po południu ona ma labę, a ja nie muszę cerberować, żeby odrobiła wszystko. I najważniejsze – nie muszę tego sprawdzać! Wiecie, jak teraz uczą matematyki? Już za moich czasów szkolnych było dużo logiki, ale teraz są chyba same zadania logiczne. Według podtytułu książki jest to mental maths. Mental to będzie moja następna destynacja – mental hospital.

Zwariuję od tłumaczenia Malutkiej – zwyczajnie na równaniach nie zawsze uda się jej wyłożyć problem. Wtedy sięgam po zabawę w pracę w fabryce cukierków, a dokładnie w pakowalni. Dziesięć cukierków i zamykasz pudełko… Rysujemy pudełka i cukierki, zmazujemy „zjedzone” cukierasy, zamykamy pudełka i układamy w zgrabny stosik. Chyba kupię jej liczydło…

Najlepsza i tak jest historia. Dla 8-latki to zupełna abstrakcja i zdaje się, że jej nauczyciel też ma drogę przez mękę, ucząc zawiłości sprzed 500 lat. Króliczka w poniedziałek wróciła podekscytowana: -Mamo! Uczymy się o odkrywcy! – Fantastycznie, a o którym? – Eeee, nie pamiętam, jak się nazywał… – Hmm, a co odkrył? – Eeee, tego pan jeszcze nie powiedział, ale ten odkrywca dostał 3 statki od królowej. – To Krzysztof Kolumb, Christopher Columbus. – Tak, tak, tak! A skąd wiesz?

Po obiedzie moje dziecko chciało zobaczyć, jak ten Kolumb płynie. Nie mogłam zrozumieć, o co jej u licha chodzi? W końcu wydusiłam z niej, że nauczyciel obiecał im fragment filmu i ona chce już to zobaczyć. Tylko skąd mam wiedzieć, który film będą oglądać? Teraz to Króliczka nie mogła zrozumieć. – To ile razy Kolumb ruszał na tę wyprawę tymi statkami? – Tymi statkami to tylko raz. – To jak mógł nakręcić więcej filmów? Pokolenie selfie… Cały wieczór zastanawiała się, jak to możliwe, że nie mieli telefonów z aparatem…

Wczoraj tatuś dla żartu zaczął ją podpytytwać. – Jak tam wyprawa Kolumba? Dopłynął już do celu? – Tato! No przecież to było bardzo dawno temu! – Tak? To przypomnij mi, co to on odkrył? – Afrykę!

Cieszę się zatem przeogromnie, że dziś piątek. Bez angielskiej ortografii, bez zwrotów grzecznościowych po irlandzku, bez jednostek i dziesiątek w matematyce i bez Kolumba w drodze do odkrycia Nowego Świata. Moja rodzina chyba też się cieszy… Szczególnie, że męczyłam ich zagadką – jakie wiekopomne wydarzenie miało miejsce dokładnie, co do godziny, 490 lat po zobaczeniu lądu przez żeglarza z załogi Kolumba?

Cieszymy się też z powodu serowych bułeczek, które są bardzo smaczną i sycącą przekąską. Połączenie twarogu w cieście z serem na wierzchu jest naprawdę dobre, a gruboziarnista sól jest tą przysłowiową „kropką nad i”. Komu znudziły się słone paluszki, temu czas wypróbować pogacze! Węgrzy podają je jako dodatek do wina lub piwa, ale mnie one również zastępują pieczywo do leniwego śniadania. Dwa plastry chudej wędliny i spora garść warzyw wraz z bułeczkami w zupełności wystarczą mi w deszczowy, weekendowy poranek. Warzywna zupa krem także zyska w ich towarzystwie, prosta sałatka na lunch również i tylko trzeba uważać, żeby nam na wieczór do piwa coś zostało!

pogacze 22

POGACZE

  • 300 g mąki
  • 300 g dobrze odciśniętego twarogu
  • 300 g masła
  • 100 g ostrego sera (u mnie vintage cheddar)
  • 1 jajko
  • gruboziarnista sól

Twaróg rozdrabniamy widelcem, dodajemy przesianą mąkę i pokrojone masło. Wszystko razem wyrabiamy na gładkie ciasto. Zawijamy w folię lub w pergamin i wkładamy na godzinę do lodówki.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C z termoobiegiem. 2 blaszki wykładamy papierem do pieczenia. Jajko rozbełtujemy w misce, a ser ścieramy na drobnych oczkach tarki. Ciasto wyjmujemy z lodowki, odwijamy i rozwałkowujemy na grubość palca. Okrągłą foremką o średnicu 4-5 cm wycinamy krążki, które układamy na blaszce, zachowując odstępy. Smarujemy rozbełtanym jajkiem, posypujemy solą i startym serem. Pieczemy w nagrzanym piekarniku przez 15 minut.

pogacze 23
(przepis Kláry Molnár z Kulinarnego Atlasu Świata)

Łosoś w tajskim sosie

łosoś po tajsku 21

Po krótkiej przerwie wracamy do tajskich klimatów, ale to już przedostatnia odsłona, ponieważ w słoiku została jeszcze – mniej więcej – łyżka czerwonej pasty curry. Następną kupię… zieloną! Łosoś wyszedł pyszny, nie ma co się bać takich połączeń. Mnie też się łosoś kojarzył się z zimną Skandynawią i długo wydawało mi się, że tylko jogurt, kolorowy pieprz, odrobina koperku i kilka kropli cytryny może „zdobić” tę rybę.

Człowiek uczy się całe życie, szczególnie jeśli ma odwagę sam się rozwijać, a nie tylko ciągnięty przez życiowe okoliczności. Można zgłębiać tajemnice kosmosu, zawiłe zagadnienia polityki międzynarodowej, filozofię Kanta, co komu pasuje. Mnie aktualnie interesują bardziej przyziemne sprawy, a dokładniej to, co dotyczy mnie i mojego otoczenia bezpośrednio. Młodzieńcze ideały w dużej mierze uleciały i właściwie mogłabym podpisać się pod mickiewiczowskiem wierszem…

Polały się łzy me czyste, rzęsiste
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i durną,
Na mój wiek męski, wiek klęski;
Polały się łzy me czyste, rzęsiste…

Ale się nie podpiszę, bo nie uważam dojrzałości za „klęskę” i nad nią nie płaczę. Nie uważam też, że młodzieńczy zapał i górnolotne hasła były „durne”. Każdy wiek ma swoje prawa, każdy czas ma swój urok. Wiek „męski” (jak go nazwać w przypadku kobiety – „matroniczny”, „matronowy”?) nie jest ani gorszy, ani lepszy od innych etapów życia. Nie byłoby go bez hura-bura młodości, a tej nie byłoby bez słodkiego dzieciństwa. Tak jak w przyrodzie nie ma wiosny bez zimy, nie ma jesieni bez lata.

W każdym razie nie roztkliwiam się nad tym, co było, co minęło. Nie tęsknię za chińskimi zupkami z torebki, termosem kawy i dyskusjami po świt na temat pelagiamizmu. Nie wylewam łez, bo świat nie zobaczy Króla Edypa na stadionie. Nie dramatyzuję, że zamiast zostać Skłodowską polskiego literaturoznawstwa, param się gotowaniem ryby. Skoro sama nad tym nie ubolewam, dlaczego innym miałoby to spędzać sen z powiek?

Gdybym właśnie produkowała odciski na pośladkach, ślęcząc w bibliotece instytutu nad zakurzonymi tomiszczami, nie serwowałabym rodzinie łososia po tajsku. Pewnie w ogóle nic bym nie gotowała, zadowalając się stołówkowymi pierogami z kapustą. A tak plany obiadowe do końca tygodnia są już poczynione, łosoś wszystkim smakował, a na deser zdradzę, że malunki kredkami świecowymi najszybciej usuwa się ze ścian szczotkując pastą do zębów, taką zwykłą, nie żelową. Czarno-czerwone dzieło Chomiczka zeszło bez śladu…

łosoś po tajsku 22

ŁOSOŚ W TAJSKIM SOSIE

  • 4 filety z łososia
  • 3 łyżki oleju sezamowego
  • 4 łyżki naturalnego miodu
  • sok z 1 limonki
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki octu ryżowego
  • 1 łyżka czerwonej pasty curry
  • 2 łyżki sezamu
  • ryż (u mnie tajski jaśminowy)
  • zielone warzywa (u mnie młode brokuły)

Piekarnik rozgrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Ryż gotujemy wg instrukcji na opakowaniu.

Składniki na sos (olej sezamowy, miód, sok z limonki, sos sojowy, ocet ryżowy, pastę curry) podgrzewamy razem w rondelku (na małym ogniu), mieszając, aż się dokładnie połączą, a miód się rozpuści.

Rybę układamy skórą do dołu w naczyniu żaroodpornym, polewamy połową sosu i pieczemy w nagrzanym piekarniku przez 15 minut.

Zielone warzywa blanszujemy. Zlewamy sos spod ryby do rondelka z pozostałym sosem. Rybę przykrywamy folią aluminiową i odstawiamy. Sos podgrzewamy na średnim ogniu, żeby go nieco zredukować. Sosem polewamy rybę i posypujemy sezamem. Podajemy z ryżem i warzywami.

(przepis z moimi drobnymi zmianami wg „Easy Food” May 2016)

Sałatka ziemniaczana z rzodkiewkami

sałatka ziemniaczana 21

To już chyba ostatnie tak ciepłe i słoneczne dni w tym roku, choć w głębi duszy mam nadzieję, że prognoza pogody się zmieni i przeczytam jeszcze zapowiedź abundant sunshine! Póki co korzystamy ze sprzyjającej aury, spacerując, bawiąc się na placu zabaw i wystawiając buzie do popołudniowego słońca.

Królisia wróciła do szkoły, w domu zrobiło się ciszej przed południem i zupełnie cicho popołudniami, gdy Chomiś ma drzemkę. Szwędam się po domu i próbuję na nowo zorganizować sobie czas. Na razie trochę chaotycznie – coś tu upiekę, coś tam powycieram, coś wrzucę do pralki, tu poskładam, tam rozłożę. Potem próbuję jak najłagodniej wybudzić Maluszka, który kocha długie drzemki, ale szkoła niestety tego nie przewidziała i ktoś musi podreptać po siostrę. Dopiero dwa dni szkolne za nami, słabo nam wychodzi wtłaczanie się w codzienną rutynę. Za tydzień wystartują zajęcia dodatkowe, zadania domowe i korowód przyjęć urodzinowych. Jeszcze minie kilka dni nim przyzwyczaję się do picia ciepłej (!) kawy bez wstawania z fotela po każdym łyku…

sałatka ziemniaczana 23

W tym „międzyporzu”, jedną stopą wciąż na ciepłym, letnim piasku, a drugą już wśród butwiejących liści, szykuję ostatnie wakacyjne dania, wplatane w już mocno jesienny jadłospis. Sałatka ziemniaczana może być samodzielnym daniem, a można wykorzystać ją jako side dish, czyli po naszemu jarzynę do obiadu. W tym drugim wydaniu doda polotu najzwyklejszemu „drugiemu daniu”.

sałatka ziemniaczana 24

SAŁATKA ZIEMNIACZANA Z RZODKIEWKAMI

  • 750 g młodych ziemniaków
  • 1 pęczek zielonych cebulek
  • 1 łyżka kaparów
  • 6 rzodkiewek
  • 6 korniszonów
  • 2 łyżki musztardy francuskiej
  • 1 łyżka białego octu winnego
  • 3 łyżki oliwy
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki

Ziemniaki myjemy i gotujemy w osolonej wodzie, aż będa miękkie. Odcedzamy, a gdy lekko przestygną, kroimy je na kawałki „na jeden kęs”. Pokrojone przekładamy do miski. Umyte rzodkiewki kroimy w drobne słupki (zapałki). Korniszony i kapary kroimy na kawałki. Z zielonych cebulek usuwamy suche kawałki i korzonki, a następnie kroimy w piórka. Cebulkę, rzodkiewki, kapary i korniszony dodajemy do zmieniaków, mieszamy.

W małej misce przygotowujemy sos. Mieszamy dokładnie oliwę, ocet, musztardę, sól i pieprz. Gotowym sosem polewamy sałatkę. Posypujemy posiekanymi ziołami i delikatnie mieszamy.

sałatka ziemniaczana 29
(przepis z książki The Meet Free Monday Cookbook)


Warzywa psiankowate 2017