Krem rabarbarowy

rhubarb curd 01

Wyspiarze nazywają go curd, co zawsze wprawia mnie w zakłopotanie. Bo słowo ma dwa „kulinarne” znaczenia. Curd to zsiadłe mleko na twaróg, ale poprzedzone nazwą owocu staje się maślanym kremem zbliżonym do custardu, czyli wyspiarskiego odpowiednika budyniu. Custard i fruit curd różnią się przede wszystkim tym, że pierwszy można jeść bez niczego, a drugi jest zbyt maślany, by nadawał się do konsumpcji prosto ze słoika. Aczkolwiek mojej rodzinie to wcale nie przeszkadzało – jedno podjadało łyżeczką, a drugie palcem…

Kiedy słyszę, że ktoś zrobił jakąś tartę with curd, to zawsze mam wątpliwość, czy jest to słodka, owocowa tarta, czy może bardziej quiche, choć na ogół chodzi o tę pierwszą. Jak widać, angielski też bywa kłopotliwy i wcale nie jest trudno się w nim zaplątać…

Krem z rabarbaru można wykorzystać to tostów, słodkich bułek, jako wypełnienie spodu tarty lub część składową deseru. Krem można również przechowywać – jeśli jeszcze ciepłym napełnicie wysterylizowane słoiki, to możecie trzymać go w lodówce przez 2 tygodnie. Czasami warto przygotować część produktów wcześniej, szczególnie wtedy, gdy mamy naprawdę dużo do przygotowania – na przykład przed świętami lub na dużą uroczystość rodzinną. Wtedy każda minuta jest na wagę złota, więc stojące w lodówce „części składowe” okazują się być wielce pomocne.

W jaki sposób wykorzystałam mój owocowy curd napisze w kolejnym odcinku, ale to nic nie szkodzi, bo przecież nie trzeba go zjeść od razu!

rhubarb curd 21

KREM RABARBAROWY, CZYLI RHUBARB CURD

  • 120 g miodu
  • 2 jajka
  • 300 g rabarbaru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 60 ml wody
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 60 g masła

Miód z jajkami ucieramy w misce, aż się dobrze połączą. Odstawiamy na bok.

Rabarbar kroimy, wkładamy do rondla, dodajemy sok z cytryny, wodę i ekstrakt z wanilii. Mieszamy i wstawiamy, żeby się zagotował. Zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze 5-7 minut, aż rabarbar zupełnie zmięknie. Wlewamy pomału zawartość rondla do miski z miodem i jajkami, mieszając.

Wszystko przelewamy ponownie do rondla, stawiamy na średnim ogniu i gotujemy przez 8-10 minut, cały czas mieszając. Gdy krem zgęstnieje, zdejmujemy z ognia i dodajemy pokrojone w kostkę masło. Blendujemy na gładko. Przekładamy do wysterylizowanych słoików i przechowujemy w lodówce do dwóch tygodni.

rhubarb curd 23
(przepis „Easy Food” September 2015)

Zupa ogórkowa na żeberkach wieprzowych

ogorkowa 022

Święta wielkanocne przyniosły mi takie ciekawe spostrzeżenie, że własny blog zamiast tradycyjnego zeszytu z przepisami to (przynajmniej dla mnie) strzał w dziesiątkę. Właściwie przez całe święta gotowałam dania, które mam zarchiwizowane tutaj. Przede wszystkim dlatego, że duże uroczystości są nieodpowiednie dla eksperymentów. Lepiej postawić na sprawdzone przepisy, kiedy mamy gości i gdy nam zależy na odpowiednim efekcie. Eksperymenty w kuchni lepiej zostawić sobie na luźniejsze czasy, z uwagi na ryzyko niepowodzenia lub konieczności modyfikacji przepisu, która wyjdzie nam – jak to się mówi – w praniu. A po drugie dlatego lubię mój blog, że tutaj mam ostateczne wersje przepisów – dopracowane, dokładnie opisane, opatrzone, gdzie trzeba, komentarzem. Okienko do wyszukiwania też ułatwia zadanie, a do tego można mieć kilka przepisów otwartych równocześnie w osobnych oknach.

Był więc m. in. staropolski żur i chowder, była ryba na purée z groszku i sałatka ziemniaczana, była kaczka świąteczna i cassoulet z irlandzkich kiełbasek. Wszystko pyszne i zjedzone ze smakiem. Eksperyment chciałam przeprowadzić na jajkach… Po ubiegłorocznym sukcesie w barwieniu kapustą i kurkumą, postanowiłam nie siadać na laurach i wypróbować kolejne barwniki – buraki i szpinak. No cóż, nie mam się czym pochwalić… Mam jednak mocne postanowienie zbadania sprawy i uzyskania odpowiedzi, co poszło nie tak, bo buraki ufarbowały mi jajka na kolor błotnej kałuży, a szpinak tylko lekko podbarwił na zielono.

ogorkowa 021

Na otarcie łez zrobiłam nam pyszną ogórkową, która chodziła za mną już od jakiegoś czasu. Nie jadłam ogórkowej od lat, a po ogórasy trzeba wybrać się do polskiego sklepu, czyli do miasta. Wiecie jak ciężko wieśniakowi wybrać się do miasta?! Wieśniak posłał w końcu męża do sklepu, bo mąż pracuje w mieście, więc trudno mu się wymigać. Nie robiłam też ogórkowej, bo kiedyś obrzydziła mi ją znajoma, która wlała do garnka – uwaga! – całą miskę śmietany zmieszanej z mąką. Bo zupa musi być, żeby łyżka w niej stała… Udało nam się wtedy wymigać od poczęstunku wątpliwej jakości, ale widok garnka oblepionego od środka mącznym kożuchem długo mnie prześladował…

 

ogorkowa 025

ZUPA OGÓRKOWA

  • ½ kg żeberek wieprzowych
  • 1/5 selera
  • kawałek pora (ok. 20 cm)
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • 5 średnich ziemniaków
  • 6 dużych ogórków kiszonych
  • pół pęczka koperku
  • sól
  • śwież zmielony pieprz
  • 120 ml śmietany (12%)

Żeberka wkładamy do sporego garnka. Por dokładnie myjemy, seler i pietruszkę obieramy. Warzywa dokładamy dożeberek, zalewamy wszystko wodą i gotujemy na średnim ogniu przez godzinę.

Marchewki i ziemniaki obieramy i kroimy w kosteczkę. Z ugotowanego wywaru wyjmujemy por, seler i pietruszkę, a wkładamy pokrojone ziemniaki i marchew. Gotujemy przez 15 minut. Ogórki kroimy w cienkie plasterki, dodajemy do zupy i gotujemy jeszcze 5 minut.

Wyjmujemy z zupy żeberka, z których usuwamy kości, a mięso kroimy. Koperek siekamy. Śmietanę hartujemy kilkoma łyżkami zupy, wlewamy do zupy i dodajemy koperek. Doprawiamy solą i pieprzem i podajemy z mięsem z żeberek.

ogorkowa 026

(przepis wg Smaki Życia)

Burgery z marchewki, cukinii i halloumi z dressingiem z tahini

burgery 021

… czyli jak nie zostać jaroszem!

Są pyszne, są sycące, są kolorowe. Wyglądają tak zachęcająco, że naprawdę chce się je zrobić. Ale ich produkcja to droga przez mękę. Bieg surwiwalowy przez bagna i chaszcze. Pot, brud i łzy.

Dosłownie, bo burgery zyskują swoją formę dopiero po odwróceniu ich na patelni. Wcześniej po prostu się nie zlepią na tyle mocno, by móc je byle jak przełożyć. Ale zanim w ogóle położycie je na patelnię, trzeba je mniej więcej uformować, odciskając sok, który zabarwi wam dłonie na pomarańczowo. Położone na patelni trzeba pilnować, żeby się nie rozpadły, no a potem trzeba je obrócić, przytrzymując drugą ręką, a przy tym uważać, żeby się nie oparzyć. O sprzątaniu nie wspominam, bo to kwestia indywidualna – u mnie dla przykładu zawsze jest pobojowisko…

Jeśli więc krąży wam myśl o wegetarianizmie, ale raczej szukacie pretekstu, by tę myśl odegnać precz, to jest to przepis dla was. Co prawda niebo w gębie, ale życia nie starczy, by się tak mordować. Jeśli jednak potrzebujecie pretekstu w drugą stronę, to kupcie sobie kaczkę w Lidlu – 45 minut wyskubywania resztek piór skutecznie zohydzi wam obiad.

Do odważnych świat należy, toteż nie wątpię, że znajdą się amatorzy marchewkowych burgerów. Kto wie, może nawet znajdziecie jakiś patent na ułatwienie sobie pracy. Ja nawet zastanawiałam się nad użyciem okrągłych foremek, żeby utrzymać masę w jednym miejscu na patelni. Ostatecznie uznałam, że dam radę, w końcu nie takie przygody w kuchni miałam. Ogumienie z piekarnika mi na przykład opadło na rękę, gdy wyjmowałam muffiny – blizny już praktycznie nie widać. Wybuch puszki mleka skondensowanego to było coś, chociaż wtedy to nie była moja puszka. Wiec „sypkie” burgery, to już naprawdę lekki kaliber kuchenny.

A dressing z tahini możecie zrobić sobie i bez burgerów. Będzie idealny do wszystkiego, co zawiera marchewkę.

burgery 024

burgery 023

BURGERY Z MARCHEWKI, CUKINII I HALLOUMI  Z DRESSINGIEM Z TAHINI

Dressing:

  • 120 ml jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki tahini
  • 2 łyżki soku z limonki
  • 1 łyżeczka syropu klonowego
  • szczypta soli

Burgery:

  • 200 g halloumi
  • 1 duża marchewka
  • 1 mała cukinia
  • kilka gałązek świeżej mięty lub kolendry
  • sezam

oraz:

  • dobre, chrupiące bułki
  • mieszanka sałat
  • czerwona kapusta ze słoika
  • awokado

Wszystkie składniki dressingu mieszamy ze sobą.

Marchewkę i cukinię obieramy i razem z serem ścieramy na dużych oczkach. Z gałązek mięty lub kolendry odrywamy liski i drobno siekamy. Marchewkę, cukinię, halloumi i miętę mieszamy w misce, a następnie formujemy 6 kotlecików. Obtaczamy każdy w sezamie.

Rozgrzewamy patelnię (odpowiednią do smażenia bez tłuszczu), smażymy kotleciki z obu stron. Bułki rozcinamy, spody smarujemy dressingiem, układamy na nich liście sałaty, na to plasterki awokado, na nich kotleciki marchewkowe, na nich kapustę czerwoną i przykrywamy wierzchami bułek. Podajemy z pozostałym dressingiem.

burgery 022

(przepis wg „Good Food” April 2016)

Twarożek ziołowy, czyli co zrobić z rzeżuchą po świętach

twarozek 027

Taka „trawka” z rzeżuchy to piękny akcent na wielkanocnym stole. Może być posiana praktycznie w każdym naczyniu, więc pasuje do niemal każdej koncepcji dekoracyjnej. Pięknie wyglądają ułożone wokół niej (lub bezpośrednio na niej) jajka, które na takim tle nie potrzebują być zdobione. Baranek wielkanocny również zyska wiosenną oprawę, gdy będzie „pasł się” na rzeżuchowym pastwisku. Można wykorzystać ją wraz z innymi ziołami w małych doniczkach jako jadalną ozdobę stołu, którą można skubać w trakcie posiłku! Niestety często zapominamy ją zjeść – nie wszyscy lubią ostry smak rzeżuchy, a czasem po prostu brakuje nam pomysłu na jej wykorzystanie.

Wydaje mi się, że pomysłów zrodziłoby się wiele, gdyby każdy posiadacz rzeżuchowej rabatki zobaczył w niej kiełki. Kiełki już wiele lat temu zagościły w naszych kuchniach i choć szał na nie nieco minął, w wielu domach stały się oczywistym składnikiem codziennych dań. Rzeżuchę można więc dodać wszędzie tam, gdzie dodajemy kiełki lucerny czy brokułu. Jeśli posiadamy jej całe pole, to nawet można zrobić z niej zupę rzeżuchową (przepis znajdziecie w numerze wiosennym „Maszketów” sprzed dwóch lat). Resztkę mojej rzeżuchy zużyłam wraz z koperkiem i szczypiorkiem do zrobieni pysznego, wiosennego twarożku do chleba. Trochę oldschoolowo, ale dla mnie to wspomnienie dzieciństwa.

twarozek 021

TWAROŻEK ZIOŁOWY

  • twarożek (opakowanie 250 g)
  • ½ pęczka koperku
  • ½ pęczka szczypiorku
  • duża garść rzeżuchy
  • świeżo zmielony pieprz kolorowy
  • sól

Zioła siekamy, mieszamy z twarożkiem. Przyprawiamy do smaku solą i pieprzem. Podajemy jako pasta do chleba albo jako dodatek do wędlin lub wędzonego łososia.

twarozek 029

Zwyczaje wielkanocne w Irlandii

hot cross buns_

Zostałam poproszona o artykuł o świątecznych zwyczajach w Irlandii dla magazynu „Maszkety”, którego wielkanocny numer ukazał się już dobrych kilka tygodni temu. Niniejszy tekst jest wersją wzbogaconą o osobiste komentarze – dotyczące mojej rodziny, parafii i wsi. Od strony teologicznej Wielkanoc w Irlandii niczym się nie różni od Świąt w Polsce. Różnią nas tylko ludowe zwyczaje, choć czasami wcale nie zdajemy sobie sprawy, że ta „odwieczna tradycja” jest w gruncie rzeczy młoda, lokalna i nierzadko wywodzi się z przedchrześcijańskich wierzeń…

Okres wielkanocny w Irlandii – tak samo jak w Polsce – poprzedza Wielki Post, który zaczyna się w Środę Popielcową. Przez cały dzień wszędzie natkniemy się na osoby chodzące z czołem pokrytym popiołem. Nikt go nie ściera po wyjściu z kościoła, ale chodzi z tym znakiem do wieczora, przy czym mazidło, jakiego używają irlandzcy księża, jest dość solidne. Popiół można zabrać również do domu, a za sprawą pewnej parafii w Galway rozpowszechnił się zwyczaj, żeby popiół był wystawiony przez cały dzień, aby wierni mogli go zabrać, kiedy im pasuje. W Galway wierni mogą podjechać pod bramę kościoła, by wziąć popiół, ale ksiądz w naszej parafii stwierdził, że za bardzo mu to przypomina usługę „drive” w McDonald’s, więc u nas trzeba się piechotą pofatygować do kościoła.

Poszczenie w Irlandii polega nie tylko na niejedzeniu mięsa i jajek, ale również na wyrzeczeniu się innych przyjemności – alkoholu, słodyczy a nawet powstrzymaniu się od oglądania telewizji. Chociaż w dzisiejszym, szybko laicyzującym się społeczeństwie, mało kto przywiązuje wagę do postanowień wielkopostnych, zachęca się nadal dzieci do jego praktykowania. Nasza córka rezolutnie uznała, że ona się ograniczy w byciu niemiłą dla rodziców, zaś my możemy się poprawić – ja powinnam przestać podjadać ciasteczka, a mąż pić cydr…

Czas wielkopostnej powagi przerywają dwa święta, będące zarazem „odpustem” od samego postu. 17 marca wypada dzień Świętego Patryka, patrona Irlandii, który jest barwnym, wesołym i hucznym świętem, spędzanym na paradach i niekończących się zabawach w pubach. Drugie ze świąt to Mothering Sunday – Dzień Matki, który wypada zawsze w czwartą niedzielę wielkiego postu.

Nabożeństwo w Niedzielę Palmową wygląda dokładnie tak samo jak w Polsce, ale zamiast naszych palemek Irlandczycy zabierają z kościoła krzyżyki zrobione z liści drzewa palmowego. W tym roku zaskoczona Króliczka wróciła z kościoła z gałązką tui… Ostatni tydzień przed Wielkanocą Irlandczycy sprzątają swoje domy i obejścia. Wielki Piątek to dzień ciszy – ulice są puste, sklepy (w naszej wsi zamknięty był tylko od 3 do 4 po południu ze względu na nabożeństwo) i biura pozamykane, a pracownicy wysłani na przymusowy urlop, gdyż nie jest to dzień ustawowo wolny od pracy. Ustawowo w Wielki Piątek nie wolno sprzedawać alkoholu, dlatego puby i restauracje również są przeważnie zamknięte. W tych sklepach, które są otwarte stoiska z alkoholem są zasłonięte prześcieradłami lub zablokowane barierkami. Warto o tym pamiętać, przejeżdżając do Irlandii na święta, bo wielu turystów przeciera oczy z niedowierzania. Tego dnia nie powinno się pracować poza domem, nie szlachtuje się zwierząt, unika się rozmów, o 3 po południu wszyscy udają się na nabożeństwo do kościoła, a po nim odwiedzają cmentarze i „święte studnie” (Holy Wells). W Wielki Piątek należy jeszcze odświeżyć fryzurę (obcinanie włosów tego dnia zapobiega bólom głowy), obciąć paznokcie i naszykować nowe, nienoszone nigdy wcześniej ubranie na Niedzielę Wielkanocną. Popularne jest także pieczenie słodkich, korzennych bułek z krzyżykiem – hot cross buns, a jajka zniesione przez kury tego dnia oznacza się krzyżem i zjada dopiero w Wielkanoc.

Irlandczycy odwiedzają kościół również w Wielką Sobotę, ale nie święcą pokarmów jak my. Dopiero w Irlandii przekonałam się, że święcenie jajek jest najważniejszym „świętem” dla Polaków. Takie tłumy przychodzą do polskiego księdza, że zaprasza on biskupa i odprawia godzinne nabożeństwo z obnoszeniem relikwii Jana Pawła II. Irlandczycy wody święconej używają do pobłogosławienia wszystkich domowników ( a nawet żywego inwentarza), a w niektórych rejonach zwyczajowo wypija się jej trzy łyki.

easter bonnet 32

Wielka Niedziela jest rodzinną ucztą poprzedzoną wizytą w kościele. Tradycyjnie zakładało się nowe ubranie, a dzisiaj coraz popularniejszy staje się amerykański zwyczaj zakładania „wielkanocnego czepka” przez dziewczynki, czyli zabawnie przybranego wiosennymi ozdobami kapelusza. Zrobiłam Króliczce Easter Bonnet, bo śpiewała w chórze podczas wielkanocnej mszy. Po mszy ksiądz zaprosił wszystkie chórzystki do ołtarza, żeby mogły zaprezentować swoje kapelusze.

baran 012

W Irlandii nie spożywa się szczególnego śniadania, tylko świąteczny obiad, który składa się z pieczonego mięsa – najlepiej jagnięciny – z sosem i warzywami, ciast lub deserów i dużej ilości alkoholu. Dzieci dostają czekoladowe jajka, które często muszą wpierw znaleźć podczas zabawy zwanej Easter Egg Hunt. Publiczne polowanie na jajka odbyło się też po mszy w wiejskim parku. Wielkanocny stół ozdabiają zajączki, kurczaczki, baranki, pisanki i wiosenne kwiaty. Natomiast praktycznie nie istnieje zwyczaj wysyłania kartek z życzeniami wielkanocnymi, a w sklepach jest ich niewielki wybór (chociaż asortyment bardzo się zwiększył odkąd do Irlandii przybyli… Polacy) i często przedstawiają krzyż ułożony z wiosennych, fioletowych kwiatów. W Irlandii Północnej w Niedzielę Wielkanocną organizuje się zawody sportowe – dla dzieci (np. biegi z jajkiem na łyżce) i poważne (np. wyścigi konne). Niedziela Wielkanocna jest także dniem upamiętnienia powstania wielkanocnego, które wybuchło w 1916 roku. Szczególnie w ubiegłym roku, z okazji 100. rocznicy powstania, odbyło się wiele uroczystości, koncertów, przedstawień i marszów pamięci. Wieczorem zaś Irlandczycy chętnie udają się do pobliskiego pubu, bo poniedziałek traktują bardziej jako Bank Holiday niż kontynuację świąt.

Biała kiełbasa pieczona z cebulą i jabłkami

biala kielbasa 022

Łagodnieję z wiekiem. Pazur się stępia, temperament wietrzeje. Odechciewa mi się wojowania. Misja wychowywania męża dobiega końcowi, a jej wynik jest niemożliwy do oceny. Kulinarnie to pełny kompromis. Pozwalam mu na te okropne irlandzkie kiełbaski, pozwalam na białą kiełbasę. Więcej, sama mu te paskudztwa przygotowuję, żeby ukryć ich pierwotną naturę. Robię mu cassoulet z irlandzkich kiełbasek, gotuję mu je w cydrze, a białą kiełbasę upiekłam mu wczoraj z jabłkami i cebulą. Jejku, jak on się zachwycał, jak się cieszył! A nastawiony był sceptycznie, próbował mnie odwieść od wsadzenia mu tej kiełbachy do piekarnika. Argumentował, że późno wrócą z Króliczką, że będzie za ciemno na zdjęcia (mój mąż martwił się o ewentualne zdjęcia na blog, uwierzycie?!), że mam się nie przepracowywać z okazji świąt…

Niestety na nic jego wysiłki, bo moja przekorna natura zwyciężyła. Im bardziej mnie odwodzi od jakiegoś pomysłu, tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu o słuszności moich zamiarów. W odwrotną stronę jest dokładnie tak samo. Im bardziej próbuje mnie do czegoś namówić, tym mniejsze są szanse, że to zrobię.

Z pieczoną kiełbasą było tak, że akurat w tym samym czasie, kiedy mąż robił zakupy w polskim sklepie, „korespondując” ze mną (vivat nowe technologie!), przeglądałam akurat wiadomości i natknęłam się na „pieczoną białą kiełbasę” w serwisie gazety (wiadomo jakiej). Odpisałam tylko „OK”, a potem okazało się, że mąż mnie uraczył gargantuiczną ilością. Z nieznanych mi powodów uznał, że to moje „OK” znaczyło, że chcę białą kiełbasę do żuru, do którego zamówiłam boczek i wędzoną kiełbasę, oraz że zgadzam się na kiełbasę na śniadanie wielkanocne. A znaczyło „OK, kup sobie, ale ja ci ją tak przyrządzę, żebyś był zaskoczony!” Niestety w zamrażalniku teraz czeka jeszcze porcja na śniadanie wielkanocne, bo do żuru nie ma mowy. Aż tak jeszcze nie złagodniałam!

biala kielbasa 023

BIAŁA KIEŁBASA PIECZONA Z CEBULĄ I JABŁKAMI

  • 500 g białej kiełbasy
  • 1 cebula
  • 1 duże jabłko słodko-winne (u mnie Royal Gala)
  • 50 ml naturalnego sosu sojowego o obniżonej zawartości soli
  • woda
  • majeranek
  • natka pietruszki do przybrania

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Kiełbasę nakłuwamy czubkiem ostrego noża, a następnie układamy w naczyniu żaroodpornym. Cebulę obieramy i kroimy w grube piórka. Jabłko myjemy, usuwamy gniazdo nasienne i kroimy w dość grube półplasterki. Plastrami cebuli i jabłka obkładamy kiełbasy z każdej strony. Posypujemy wszystko majerankiem, skrapiamy sosem sojowym i podlewamy wodą. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 50 minut. W razie potrzeby podlewamy jeszcze wodą w trakcie pieczenia. Kiełbasę podajemy przybraną natką pietruszki.

(na podstawie przepisu z bloga Dorota Smakuje)

Crumble z rabarbaru z imbirem i migdałami

rhubarb crumble 023

W tym sezonie jeszcze nie pojawiły się owoce pod kruszonką, czyli mój ukochany deser. Crumble wygląda dokładnie odwrotnie do smaku. Wygląda, no cóż, marnie, ale smakuje, że oh la la! Będziesz śpiewać, mon ami! Będziesz tańczyć z zachwytu!

Jedliśmy ostatnio crumble z rabarbaru u przyjaciół równie pyszny jak prezentowany dzisiaj. Właśnie tamto doznanie kulinarne stało się impulsem do wykorzystania już dawno dołączonego do to-do-list przepisu. W oryginalnym przepisie jest tylko rabarbar, ale nie miałam aż tyle, więc dołożyłam jabłka, wsypałam nieco mniej cukru (bo jabłka są naturalnie słodkie) i z niecierpliwością czekałam, aż się upieką, bo zapach roznosił się po całym domu obłędny.

Króliczka, która ma od wczoraj przerwę świąteczną (całe dwa tygodnie!), oznajmiła, że jak jest ciacho z rabarbarem, to ona jest non stop głodna. Co pół godziny łasi się, żeby wyłudzić kolejną porcję, obiad zjadła do ostatniego ziarnka ryżu, żeby mieć zielone światło dla deseru, a nawet wysprzątała pokój, by móc domagać się słodkiej zapłaty. Wieczorem zapytała, czy jutro możemy kupić więcej rabarbaru i znów zrobić pyszny crumble. A święta dopiero przed nami…

rhubarb crumble 022

 

CRUMBLE Z RARABARU Z IMBIREM I MIGDAŁAMI

  • 500 g rabarbaru
  • 350 g czerwonych, słodkich jabłek (np. Royal Gala)
  • 2 łyżeczki świeżo startego korzenia imbiru
  • 100 g jasnego cukru muscovado (miałkiego)

Kruszonka:

  • 75 g schłodzonego masła
  • 150 g mąki
  • 100 g cukru demerara
  • 1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 110 g niełuskanych migdałów

Rabarbar myjemy, odcinamy końce i kroimy łodygi na 2 ½ cm kawałki. Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. Owoce mieszamy z cukrem muscovado i ze startym imbirem, przekładamy do głębokiego, żaroodpornego naczynia (ok. 18 cm x 30 cm).

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (program z termoobiegiem). Masło kroimy w kostkę, mąkę przesiewamy. Masło, mąkę, cukier demerara, imbir i cynamon wsypujemy do miski malaksera. Miksujemy, aż składniki się połączą i uzyskamy drobną kruszonkę. Dorzucamy migdały i miksujemy przez chwilę – migdały powinny być wyraźnie widoczne w kruszonce.

Owoce dociskamy do dna naczynia, żeby nie wystawały za bardzo. Na wierzchu wysypujemy kruszonkę, wstawiamy do piekarnika na 35-40 minut. Po wyjęciu odstawiamy na ok. 15 minut. Podajemy ze świeżą, słodką śmietanką.

rhubarb crumble 021
(przepis wzorowany na recepturze z portalu Delia online)