Tam, gdzie grałem na skrzypcach… Dooney Rock w pobliżu Sligo

dooney rock 104

Kiedy opatrzy mi się wiejska plaża, mewy, kraby, wodorosty, wydmy i morskie fale, wtedy zgarniam rodzinę na spacer w inne, choć równie piękne okoliczności przyrody. Nad brzeg jeziora, do lasu, gdzie dęby, świerki, cisy, sitowie tworzące szuwary, czaple, łabędzie i niemal gładka tafla spokojnej wody z lekką mgiełką unoszącą się tuż nad nią.

Dooney Rock to kolejne miejsce na literackiej mapie krainy Yeatsa. Irlandzki noblista wspomniał je w uroczym wierszu The Fiddler of Dooney, czyniąc je obowiązkowym punktem dla miłośników twórczości poety, wędrujących jego śladami po hrabstwie Sligo.

Dooney Rock to niewielkie wzniesienie na brzegu jeziora Gill, który porasta wiekowy lasek. To uroczysko na skraju miasta, zaledwie kilka minut drogi od samego centrum. Wystarczy wyjechać drogą na południe (albo Pearse Road, albo N4) i zaraz za miastem skręcić w R287 (droga do Dromahair), minąć kościółek Św. Jana, dalej minąć zjazd do Holy Well (którą przy okazji też warto odwiedzić), by dotrzeć do celu. Miejsce jest dobrze oznaczone, znajduje się przy nim niewielki parking oraz tablice informacyjne.

Przejście wszystkim dróżkami nie zajmuje więcej niż 30 minut, ale jeśli zejdziecie ze ścieżki, jeśli przysiądziecie na powalonym pniu, jeśli zapatrzycie się na drugi brzeg jeziora, to nim się zorientujecie, godzina minie niespostrzeżenie. Wybraliśmy się w niedzielę rano i mieliśmy cały zakątek dla siebie. Turyści jeszcze spokojnie dojadali full Irish breakfast w hotelach i pensjonatach, okoliczni mieszkańcy szykowali się do kościoła, a nam zostawiano niczym niezmącony spokój zielonej oazy.

dooney rock 116

Króliczka początkowo była nadąsana, ale kiedy pozwoliliśmy jej biegać po lesie, gdzie chce, gdy zaczęła wspinać się na zbocza jarów, wypatrywać pająki i ślimaki, rozróżniać gatunki drzew i krzewów oraz bawić się z echem, nie chciała wracać do domu. Chomiczek miał zadziwienie wymalowane na buzi cały czas i tylko od czasu do czasu wołał głośno „wow!” lub „tam!”, pokazując paluszkiem wszelkie cudowności. Razem z tatą próbowali balansować na leżących gdzieniegdzie pniach.

Przez obiektyw aparatu mogłam przybliżyć się do obiektów migoczących na horyzoncie – próbowałam dojrzeć pozostałości po chacie Beezie Gallagher, która aż do swej tragicznej śmierci u schyłku 1949 r., mieszkała na niewielkiej Cottage Island, z ciekawością przypatrywałam się Church Island, która od strony jeziora gubi swój brzeg, zupełnie ukryty pod konarami siegającym tafli wody, powiodłam wzrokiem po budynkach St. Angela’s College i zatrzymałam się na wyznaczającym horyzont Benbulbenie. Spacerując, zadzierałam głowę, by dojrzeć czubki drzew i przekonać się, czy widać przez nie niebo. Zdałam sobie sprawę, że magii lasu, nawet takiego skrawka, nie da się ująć jednym kadrem, opisać jednym zdaniem. Trzeba się w niego zanurzyć, by poczuć wszystkim zmysłami jego atmosferę. Zapach butwiejących liści, dźwięk spadającej szyszki, wilgoć, która osiada na skórze, miękkość mchu pod dłonią. Wyjść z cienia ciężkich gałęzi ku jasnym brzegom jeziora. Chłonąć ciszę, przerywaną jedynie krzykiem porywającej się do lotu czapli. Przysiąść na ławce i pozwolić wyobraźni spotkać skrzypka z Dooney…

fiddler of dooney 01

 

 

 

Sernik “Red Velvet”

red velvet cheesecake 022

Do samego końca nie wiedziałam, jakie ciasto zrobić z okazji 2. urodzin Chomiczka. Myślałam o serniku na zimno, bo zależało mi na tym, by było to ciasto aksamitne, delikatne i… o zwartej konsystencji. Urodzinowy poranek przywitał nas ciężkimi chmurami i groźbą deszczu, a przede wszystkim chłodem, a ja wciąż wahałam się wciąż pomiędzy karmelowym sernikiem z bananami (który chodzi za mną od urodzin Króliczki) a sernikiem z truskawkowym musem. Stałam jak cielę przy kuchennej wyspie, mając nadzieję, że poranna kawa przegoni chmury – te oknem i te nad moją głową – i pomoże mi zdecydować, którą wersję wybrać. Wtedy mój wzrok utknął na grzbietach świątecznych numerów magazynów, które zbierają kurz pod blatem. W świątecznych numerach są przecież najlepsze przepisy na ciasta, więc z nadzieją sięgnęłam po pierwszy z góry. I to był dobry odruch, ba zaraz na początku natknęłam się na Red Velvet Cheesecake

Sernik „Red Velvet” jest inspirowany oczywiście słynnym czerwonym ciastem, które doczekało się całej gromady „kuzynów” – popularne są muffiny, cupcake’i, rolady, torty, desery czy właśnie serniki, które z oryginalnym ciastem łączy ciężka, mokra konsystencja, kakao, czerwony kolor i serowy krem. Red Velvet Cake jest tradycyjnym ciastem w Stanach Zjednoczonych, ale jego popularność znacząco wzrosła dopiero w latach 90. za sprawą jednego z moich ulubionych filmów. Pamiętacie ciasto w kształcie ogromnego pancernika w Stalowych magnoliach? Dzisiaj mnie bawi, ale kiedy oglądałam pierwszy raz w telewizji, jak Shirley MacLaine, filmowa Ouiser, odkrawa zadek pancernika, by z przekąsem poczęstować nim ojca Shelby (Tom Skerritt), zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Było takie podekscytowane „no popatrz jakie ciasto!”, „czego to nie wymyślą w Ameryce!?” Teraz powiedziałabym, że było „wow!”, ale wtedy mówiąc „WOW”, myśleliśmy o kolorowej kuli – bugsie, wirusie komputerowym z popularnego serialu.

red velvet cheesecake 021

Wracając do sernika – nic dziwnego, że znalazł się w świątecznym numerze, bo czerwone ciasto i jego wariacje są częstym gościem w święta ze względu na swój kolor. Z tego samego względu jest też tradycyjnym gościem w Walentynki. Pasuje do każdej okazji, gdy chcemy powiedzieć komuś, że go kochamy. W oryginalnym przepisie sernik był przystrojony żurawiną, mój dostał letni garniturek z truskawek, jeżyn i borówek. Solenizant był zachwycony – podobało mu się zdmuchiwanie świeczek, a potem z przyjemnością rozsmarował swój kawałek na talerzu. Zjadł może pół łyżeczki, bo to dziwne dziecko nie przepada za słodyczami. Wspaniale – więcej bomby kalorycznej zostało dla mnie, a Malutki przynajmniej nie będzie miał dziur w zębach.

red velvet cheesecake 023

SERNIK “RED VELVET”

Spód:

  • 20 kakaowych ciastek (Bourbon, Oreo itp.)
  • 60 g roztopionego masła oraz kawałek masła do wysmarowania formy

Masa serowa:

  • 4 op. serka Philadelphia (180 g każde), w temp. pokojowej
  • 200 g miałkiego cukru
  • 3 łyżki kakao
  • 4 duże jajka
  • 200 ml kwaśnej śmietany
  • 70 ml maślanki
  • 1 łyżeczka octu
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 50 ml czerwonego barwnika w płynie

Dekoracja:

  • bita śmietana
  • owoce: jeżyny, truskawki, borówki

Piekarnik nagrzewamy do 150°C z termoobiegiem. Dno i bok tortownicy (23-24 cm średnicy) smarujemy masłem, a następnie wykładamy papierem do pieczenia (dno formy odrysowujemy na papierze i wycinamy, obwód mierzymy kawałkiem sznurka lub centymetrem krawieckim, zaznaczamy długość na papierze, przykładamy brzeg formy i zaznaczamy wysokość, a następnie wycinamy odpowiednio długi pasek).

Ciastka rozkruszamy (w woreczku przy użyciu wałka lub w malakserze), mieszamy z roztopionym masłem, aż uzyskamy konsystencję mokrego piasku. Wykładamy dno i brzeg formy (tak by mieć chociaż niewielki rant). Pieczemy przez 10 minut, wyjmujemy i lekko schładzamy.

Temperaturę w piekarniku zmniejszamy do 130°C (pozostawiając termoobieg włączony). Przestudzoną formę owijamy od spodu wraz z brzegiem folią aluminiową (potrzebna jest szeroka folia).

Do dużej miski przekładamy cały serek, dosypujemy cukier i kakao. Mieszamy ręcznym mikserem na najniższych obrotach, aż się wszystko połączy. Dodajemy po jednym jajku, mieszając nadal na najniższych obrotach i zeskrobując brzegi po zmiksowaniu każdego jajka. Wlewamy kwaśną śmietanę, maślankę, ocet, ekstrakt z wanilii i barwnik, mieszamy nadal na najniższych obrotach, zeskrobując brzegi i dno miski łyżką.

Przelewamy masę do formy z podpieczonym spodem. Kilkakrotnie uderzamy formą o blat, aby uwolnić pęcherzyki powietrza. Wstawiamy formę do dużego naczynia żaroodpornego (lub na tacę z piekarnika, jeśli ma dość wysoki rant), napełniamy je ciepłą (ale nie gorącą) wodą mniej więcej do połowy wysokości formy (woda musi być poniżej brzegu folii, którą owinęliśmy formę!). Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 1 h 45 min.

Po upieczeniu nie otwieramy drzwiczek, ale wyłączamy piekarnik i zostawiamy ciasto w piekarniku na 30 minut. po tym czasie uchylamy drzwiczki i zostawiamy na jeszcze 25 minut. Wyjmujemy, stawiamy na kratce i odwijamy brzegi folii (bez zdejmowania jej zupełnie). Gdy ciasto przestygnie, wstawiamy je do lodówki na min. 1 h.

Zdejmujemy folię, odpinamy formę, usuwamy papier. Dekorujemy bitą śmietaną brzeg ciasta za pomocą szprycy lub rękawa cukierniczego. Środek dekorujemy owocami – wpierw aranżujemy duże owoce, a następnie uzupełniamy luki mniejszymi.

red velvet cheesecake 024
(przepis wg „Easy Food” Christmas Annual 2016 z moimi zmianami)

Łosoś w pomarańczowej glazurze

łosos 002

Właśnie ukazał się w sieci najnowszy numer „Maszketów”, w którym wśród wielu działów tematycznych znajdziecie rozdział poświęcony rybom. Nie jeść ryb, gdy mieszka się nad Atlantykiem, to wbrew idei eat local, eat fresh. O rybę prosto z połowu łatwiej tutaj niż o świeżo zerwaną truskawkę. Taki klimat…

Nie żebym była ideowcem-terrorystą kulinarnym! Po prostu dzieciństwo i młodość spędziłam na Śląsku, gdzie było dokładnie odwrotnie – do morza dzień drogi, ale truskawki u Babci na krzaczkach słodkie jak marzenie. Teraz mam truskawki z Wexford, a Wexford znajduje się dokładnie po drugiej stronie wyspy, skąd bliżej do Walii niż do mnie, ale przynajmniej atlantyckie ryby są na wyciągnięcie ręki.

Dostępność i obfitość zachęca do próbowania nowych smaków i eksperymentów. Powszechnie wiadomo, że sok z cytryny służy rybie (choć istnieją też zajadli przeciwnicy skrapiania nim ryby), a co powiecie na sok z pomarańczy? Nim przepis trafił do magazynu, wypróbowałam go na mojej rodzinie – pokochali miks miodu, sosu sojowego, oleju sezamowego i pomarańczy. Muszę wymyślić coś nowego, bo od dłuższego czasu (składanie magazynu trochę trwa!) mam łososia w pomarańczowej glazurze regularnie na obiad…

łosos 003

ŁOSOŚ W POMARAŃCZOWEJ GLAZURZE

  • 4 filety z łososia
  • 4 łyżki naturalnego miodu
  • 4 łyżki sosu sojowego
  • sok i skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego
  • 1-2 łyżeczki sosu sriracha (lub suszonych krążków chili w łagodniejszej wersji)
  • olej

W misce mieszamy miód, sos sojowy, sos sriracha, olej sezamowy oraz sok i skórkę z pomarańczy. 4 łyżki marynaty przekładamy do osobnej miseczki i odstawiamy na później. Łososia zanurzamy w misce z marynatą i odstawiamy na ½ h, pamiętając, by obrócić mięso w marynacie po 15 minutach. Piekarnik nagrzewamy do 180°C z termoobiegiem. Blaszkę wykładamy folią aluminiową, którą smarujemy cienką warstwą oleju. Filety układamy na blaszce skórą do dołu i pieczemy (na środkowej półce) ok. 18 minut. Przełączamy piekarnik na funkcję grillowania i zwiększamy temperaturę. Wyjmujemy blaszkę z łososiem, smarujemy mięso pozostałą, wstawiamy ponownie do piekarnika i pieczemy 2 minuty (na najwyższej półce), aż brzegi ryby zaczną się brązowić. Podajemy z ryżem i warzywami.

łosos 001

Młode ziemniaczki z masłem i koperkiem, czyli lato zawitało do Irlandii

kartofelki 031

To już trzecie lato w tym roku – tak podsumowała rewelacyjną wiadomość moja siostra. Tym razem lato trwało całe 3 dni… Lipiec nad Atlantykiem zazwyczaj jest dość deszczowy, więc każdy przebłysk słońca, każdy ciepły, suchy dzień to święto do oznaczenia w kalendarzu. Bo kiedy przestaje padać, wioska zamienia się w raj.

Wtedy z wdzięcznością myślę, ile radości daje mieszkanie nad oceanem, w pobliżu pięknej, piaszczystej plaży otoczonej pasmem górskim. Góry nad samiutkim oceanem robią wrażenie nie mniejsze niż wysokie, strome klify. Korzystamy więc, ile można. Co tam obiad – po południu, a nawet wieczorem warto wyskoczyć, by pochlapać się w wodzie. Szum morza uspokaja, wycisza, a fale oblewające łydki działają jak najlepszy masaż, są naturalną hydroterapią. Chodzenie po piasku boso pobudza receptory i działa doskonale na mięśnie stóp – wystarczy 15 minut spaceru, by poczuć się bardziej zrelaksowanym i zadowolonym. Morskie powietrze również przyczynia się do poprawy naszego samopoczucia.

kartofelki 021

 

Lekka, krótka pianka to letni niezbędnik w naszej części wyspy – gdy przychodzi przypływ, przynosi ze sobą chłodniejszą wodę. Królisia w swoim „kostiumie” bryka po falach ku zazdrości brata, który brodząc ze mną wzdłuż brzegu, z tęsknotą wodzi wzrokiem za siostrą i tatą wychylającymi się spomiędzy fal. Muszę go mocno trzymać, bo najchętniej pobiegłby prosto w wodę.

kartofelki 030

Niezbędnik plażowy mamy zawsze spakowany, by móc się w 5 minut zebrać i ruszyć na plażę oddaloną 3 minuty drogi od naszego domu. Po powrocie nikt nie ma głowy do wyszukanych obiadów. Królisia woła oczywiście o szybki makaron – uwielbia sztandarowe danie polskich przedszkoli sprzed lat, czyli makaron z twarogiem, cukrem i cynamonem. Z okazji upałów – przedwczoraj było 25°C, co tutaj jest anomalią (!) – zafundowałam Królisi kolejny wakacyjny przysmak z Polski. Młode ziemniaczki z masłem i koperkiem! I kefirem dla pełni szczęścia.

kartofelki 025

Chomiś był wniebowzięty, Królisia przerażona. Malutka z niedowierzaniem słuchała, że jej matka przynajmniej raz w tygodniu w czasie wakacji jadała ziemniaki z masłem, a do tego było jeszcze jajko sadzone. – Przecież jajko sadzone je się na śniadanie! – zdumienie mojej małej Irlandki sięga zenitu za każdym razem, gdy wspominam, że w Polsce jajka sadzone serwuje się też do obiadu. Kiedy oboje z mężem rozpływaliśmy się w zachwytach nad kulinarnym wspomnieniem dzieciństwa, nasze starsze dziecko ze zbolałym wyrazem twarzy przełykała „te nudne ziemniaki”, pomstując na barbarzyńskie zwyczaje rodziców. Dobrze, że chociaż kefir jej smakował!

kartofelki 023

MŁODE ZIEMNIAKI Z MASŁEM I KOPERKIEM

  • 1 kg młodych ziemniaków
  • 1/3 kostki masła
  • sól
  • świeży koperek
  • kefir (lub zsiadłe mleko) do podania

Wymyte ziemniaki wkładamy do osolonej wody, zagotowujemy. Gotujemy ok. 15 – 20 minut (w zależności od rozmiaru i gatunku ziemniaków). Koperek siekamy. Masło roztapiamy na garnuszku. Ugotowane ziemniaki odcedzamy, większe kroimy na kawałki (uważając, by się nie poparzyć – najlepiej w rękawiczkach lub pomagając sobie szczypcami). Ziemniaki polewamy masłem, mieszamy delikatnie. Wykładamy na talerze, posypujemy koperkiem i podajemy od razu. Najsmaczniejsze z chłodnym kefirem.

kartofelki 022

Penne z mozzarellą

penne z mozarella 024

Mam wrażenie, że odkąd zaczęły się wakacje, stoję ciągle przy desce do krojenia, a przy tym nic nie gotuję. Maluchy jak te pisklęta w gnieździe ciągle wołają o jedzenie, a przy tym wybredne są jak francuskie pieski. Podtykam im smakołyki, połkną nieomalże z talerzem, a za moment sterczą przede mną z miną wygłodzonego psa. Gdzie im się to mieści? Co do Chomisia, to wiem gdzie mu się mieści – najczęściej pod kanapą, ale Króliczka wpycha w siebie gargantuiczne ilości, a chuda jest jak niteczka. Gdy nadchodzi już długo oczekiwana pora obiadu, Malutka jak mantrę powtarza życzenie, by na obiad był makaron.

Nieważne z czym, ważne, że będzie makaron. Jak tak dalej pójdzie, zmienię nazwę bloga na Tysiąc potraw z makaronu… Żartuję, na pewno nie będzie tak źle. Jeszcze niedawno chciała jeść tylko ryż, ostatnio wrócił makaron do łask, ciekawe co będzie następne?! W każdym razie wczoraj na odczepnego zrobiłam wyjątkowo banalne rurki z mozzarellą – właściwie jedyną fantazją jest tu zapieczenie na koniec w piekarniku, by utworzyła się taka skorupka z sera na wierzchu. Przygotowanie obiadu zredukowane do minimum, żeby móc się oddać innemu hobby, a mianowicie szyciu ubranek dla lalki.

strappy tank top 022

Królisia zażyczyła sobie koszulkę na ramiączkach dla Sii, więc trzeba było to życzenie zrealizować. Porządkowałam ostatnio garderobę dzieci – rosną jak na drożdżach – i znów wór za małych rzeczy stanął w korytarzu. Postanowiłam zrobić mały recycling i z pidżamki wycięłam plecy – starczyło akurat na koszulkę. Biała podkoszulka w niebieskie paski to element niezbędny latem dla każdej elegantki, nawet takiej co mierzy tylko  46 cm! Lala może teraz opalać ramiona i czekać cierpliwie, aż znajdę czas na uszycie jej spódniczki do kompletu…

strappy tank top 023

penne z mozarella 022

PENNE Z MOZZARELLĄ

  • 2 puszki podłużnych pomidorów w całości (400 g każda)
  • 4 łyżki oliwy
  • 2 łyżki posiekanej pietruszki lub bazylii
  • 2 kulki mozzarelli (125 g każda)
  • 150 g parmezanu
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • 350 g makaronu penne rigate

Wstawiamy osoloną wodę na makaron. Mozzarellę kroimy w kostkę, parmezan ścieramy na dużych oczkach tarki. Piekarnik nagrzewamy do temp. 180°C.

Gdy woda zacznie się gotować, wrzucamy makaron, mieszamy i gotujemy ok. 9-10 minut (lub tyle, ile podaje instrukcja na opakowaniu). Do rondla wlewamy oliwę oraz pomidory, stawiamy na średnim ogniu i podgrzewamy, rozbijając pomidory drewnianą łyżką. Wrzucamy połowę porcji parmezanu, całą posiekaną zieleninę i przyprawiamy do smaku. Zagotowujemy i zdejmujemy z palnika.

Ugotowany makaron odcedzamy, a nastepnie przekładamy do żaroodpornego naczynia. Zalewamy sosem i dodajemy pokrojoną mozzarellę, mieszamy całość. Posypujemy pozostałym parmezanem i wstawiamy na 10 minut do piekarnika. Podajemy od razu.

penne z mozarella 023

(przepis Twiggy dla The Meat Free Monday Cookbook – zmieniłam tylko proporcje)

Placek śliwkowy z migdałową kruszonką

placek sliwkowy 022

Wśród wszystkich wczesnych odmian o bicie serca przyprawiają mnie śliwki “Black Splendor”. Pojawiają się u nas na początku lipca i są dostępne dość krótko, dlatego lepiej nie zwlekać i brać je od razu. Są to śliwki, które na długo zostają w pamięci – bardzo duże, okrągłe owoce mają niemal czarną skórkę (stąd nazwa), pod którą znajduje się ciemnoczerwony, buraczkowy miąższ. Im śliwka bardziej dojrzała, tym miąższ jest ciemniejszy. Do tego mają piękny, nieco „gruszkowy” zapach, są bardzo słodkie, a ich jedyną wadą jest malutka pestka, którą niełatwo wyłuskać. Zamiast się z nią szarpać, najlepiej ją wyciąć.

Miałam zamiar je po prostu zjeść, ale zachciało mi się takiego polskiego placka, najzwyczajniejszego, z kruchą posypką, bez żadnych udziwnień i zaskakujących składników. W czasie wakacji nie bardzo jest czas, żeby się tak bawić, ponieważ dzieci zaczynają szaleć, gdy tylko zauważą, że mama wolałaby, aby był spokój. Musiałam być sprytna – ciasto wyrobiłam, kiedy Chomiś miał drzemkę, a Królisia odpłynęła nad kolejną częścią przygód Sekretnej Siódemki. Z zadowoleniem zaniosłam je na poddasze, zazwyczaj parne, duszne i nagrzane o tej porze roku, w sam raz na wyrastanie dla drożdżowego placka, a tu klops, okna dachowe otwarte szeroko, wiatr hula w najlepsze. Obeszłam więc z tym ciastem cały dom i nie znalazłam ani jednego ciepłego kąta dla niego. Trudno, nie wyrosło tak, jakbym sobie tego życzyła, bo braciszek z siostrzyczką wyrośli nagle jak spod ziemi pośrodku kuchni, trzymając się za ręce, i patrzyli tym podejrzliwym spojrzeniem na matkę i na miski uwalane w cieście, domagając się wyjaśnień, gdzie są słodkości. Nie było czasu czekać, aż drożdże łaskawie zaczną pracować (a po godzinie dopiero zaczęły ciasto ruszać), więc poszło jak leżało do piekarnika.  Może to nawet lepiej, bo w gruncie rzeczy nie przepadam za ciastem drożdżowym.

placek sliwkowy 025

Pod tym względem jestem jak rodowita Irlandka – Irlandczycy mają awersję do drożdżowych wypieków, szczególnie pieczywa. Przypuszczam, że wielu by się zdziwiło, gdyby przypadkiem odkryli, że pizza jest drożdżówką. Niestety z powodu tej przypadłości tubylców w sklepach nie ma świeżych drożdży, jedynie drożdże instant. Z tymi suchymi drożdżami jednak nie zawsze ciasto chce szybko wyrosnąć – niby z nazwy są fast action, ale ani fast, ani tym bardziej action przy nich nieraz się nie uświadczy.

Placek jednak nic nie ucierpiał, wyszedł bardzo smaczny i właśnie taki „plackowy”. Jakby nie patrzeć placek powinien leżeć plackiem, a nie wzrastać w chmury. W każdym razie rodzina zjadła ze smakiem i zgodnie stwierdzili, że ciasto jest ok i chcą dokładkę. A ja stwierdziłam, że na pieczenie placka chyba nie przyjdzie mi zbyt szybko ochota…

placek sliwkowy 021

PLACEK ŚLIWKOWY Z MIGDAŁOWĄ KRUSZONKĄ

Spód:

  • 700-750 g śliwek
  • 150 g masła
  • 500 g mąki
  • 100 g cukru pudru
  • 60 g domowego cukru waniliowego
  • 2 żółtka
  • 1 op. drożdży instant (7 g)
  • 125 ml mleka

Kruszonka:

  • 80 g mąki
  • 50 g cukru pudru
  • 50 g masła
  • 50 g obranych migdałów
  • 35 g migdałów w płatkach

oraz: odrobina masła do natłuszczenia blaszki, łyżka cukru pudru do posypania

Z umytych śliwek usuwamy pestki. Owoce kroimy w ćwiartki (duże – w półplasterki).

Blaszkę smarujemy odrobiną masła i wykładamy papierem do pieczenia. Masło siekamy z przesianą mąką i żółtkami. Dodajemy drożdże, oba rodzaje cukru i mleko, a następnie zagniatamy ciasto. Ciastem wykładamy przygotowaną formę, na wierzchu układamy śliwki, odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce.

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Wstawiamy placek na ok. 20 minut. W tym czasie przygotowujemy kruszonkę. Siekamy migdały (niezbyt starannie). Masło siekamy z mąką, dodajemy cukier puder i posiekane migdały, wyrabiamy ciasto.

Wyjmujemy placek z pieca. Rozkruszamy ciasto z migdałami na wierzchu placka, a następnie posypujemy płatkami migdałowymi. Wstawiamy ponownie do pieca i pieczemy jeszcze ok. 15 – 20 minut, aż kruszonka się zezłoci.

placek sliwkowy 024
(przepis z archiwalnego numeru „Claudii” z drobnymi zmianami)

Domowa granola z morelami, orzechami laskowymi i pestkami słonecznika

granola 023

Króliczka da się posiekać za jakiekolwiek płatki z mlekiem na śniadanie. Kiedy my opychamy się jajkami na bekonie, tudzież jajecznicą z boczkiem, nasze dziecko z zapałem zajada „karmę dla chomika”, jak to zwykł mawiać mój tata. Dziś zawisły czarne chmury nad moją głową, gdy Malutka odkryła, że zapas muesli się wyczerpał. Postanowiłam wysprzątać kuchenne szafki i zużyć choć część orzechów i suszonych owoców, które tam zalegają, żeby zrobić dziecku granolę. Bakalie do mojej kuchni chyba są wnoszone przez myszy, bo zawsze borykam się z ich nadmiarem.

Tym razem udało mi się zużyć pestki słonecznika i orzeszki laskowe, zawsze to luźniej na półce. Granolę można przygotować z dowolnych składników – po prostu dodajcie ulubione orzechy i pestki do płatków owsianych, uprażcie je z miodem lub złocistym syropem, dosypcie suszonych owoców i gotowe. Chociaż preferuję miód, to musiałam dodać golden syrup, bo akurat miód schodzi nam w ogromnych ilościach – używany jest jako smakołyk, kosmetyk i lekarstwo.

granola 022

Granolę czasami stawia się jako przykład superzdrowego śniadania, ale mnie się tak bardzo zdrowa nie wydaje. Raz – jest to śniadanie na słodko (dlatego tak bardzo kocha je nasza córka), a dwa – ile trzeba jej zjeść, żeby czuć się najedzonym. Szczerze mówiąc, wolę świeże produkty niż suszone, ale od czasu do czasu chętnie podkradnę porcję płatków z sekretnego słoika Królisi. W każdym razie domowa wersja jest na pewno zdrowsza od kupnej, gdyż zawiera znacznie mniej cukru, bo smaku daje jej duża ilość bakalii. W przepisie poniżej jest ich więcej niż samych płatków, w kupnej granoli będzie ich tylko kilka procent! Przygotowanie nie jest ani trudne, ani pracochłonne, a przy tym można zużyć zawartość wszystkich napoczętych opakowań.

granola 021

GRANOLA Z MORELAMI, ORZECHAMI LASKOWYMI I PESTKAMI SŁONECZNIKA

  • 300 g płatków owsianych
  • 115 g orzechów laskowych
  • 120 g rodzynek
  • 110 g suszonych moreli
  • 60 g pestek słonecznika
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego
  • 3 łyżki „złotego syropu”
  • 3 łyżki naturalnego, płynnego miodu

Piekarnik nagrzewamy do 180°C (z termoobiegiem). Miód, golden syrup i olej wlewamy do rondelka i na małym ogniu podgrzewamy, aż się staną się rozpuszczą i połączą. Do dużej miski wsypujemy orzechy laskowe, pestki słonecznika i płatki owsiane, mieszamy, a następnie zalewamy syropem, mieszamy raz jeszcze i wykładamy na blaszkę z rantem, rozprowadzając równo. Pieczemy ok. 10 minut, wyjmujemy blaszkę i mieszamy składniki, wstawiamy ponownie do piekarnika na kolejne 10 minut, pilnując, by zbytnio nie przypiec – płatki mają tylko lekko zbrązowieć.

Po wyjęciu odstawiamy do przestudzenia. Morele kroimy w kosteczkę. Dodajemy wraz z rodzynkami do przestudzonej granoli. Granolę przechowujemy w czystym, szczelnym pojemniku. Podajemy z ulubionym mlekiem lub jogurtem na śniadanie.

granola 024