Łabędzie i kobierce dzwonków w Hazelwood

hazelwood 102

Lasek zwany Hazelwood jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc przez mieszkańców Sligo oraz turystów. Wart jest wizyty o każdej porze roku, ale najpiękniej jest w nim na przełomie kwietnia i maja, kiedy drzewa porastaja pierwsze, jeszcze bladoseledynowe listki, a pod nimi rozciągają się fioletowe dywany dzwonków. I ten orzeźwiający, otulający delikatnie zapach budzącego się do życia lasu…

Miejsce to zostało zalesione ponad 250 lat temu przez ówczesnych właścicieli pobliskiej rezydencji, rodzinę Wynne’ów. Dla nich właśnie architekt Richard Casseles zaprojektował pierwszy w Irlandii pałac w stylu palladiańskim. Budynek powstał w roku 1731 i do 1923 był zamieszkiwany przez kolejne pokolenia Wynne’ów. Później były w nim m.in. koszary, szpital psychiatryczny, a w końcu dawny ogród na tyłach zamieniono w fabrykę przędzy nylonowej. Od mniej więcej 30 lat stoi opuszczony i zrujnowany, a ostatnim pomysłem o jakim słyszałam, było przekształcenie rezydencji i budynków fabrycznych w gorzelnię. W każdym razie budynek jest zamknięty, a stan wnętrz można zobaczyć jedynie na zdjęciach (np. na stronie Sligo Hub).

Być może kiedyś naszemu hrabstwu uda się znaleźć inwestora i rezydencja poszerzy zakres atrakcji Hazelwood. Póki co omijamy drogę do pałacu, wjeżdżamy do lasu i kierujemy się wzdłuż jeziora na miejsce parkingowe przy Half Moon Bay, zatoczce Półksiężyca, którą śmiało można nazwać miejscem piknikowym kaczek i łabędzi. Choć w telewizji, radiu i różnych mediach społecznościowych ekolodzy krzyczą, by nie dokarmiać dzikich ptaków chlebem, to ilekroć odwiedzicie Hazelwood, tylekroć zobaczycie całe rodziny karmiące łabędzie.

Nigdy nie zabieramy chleba dla ptaków, ale zazwyczaj jakaś poruszona naszą niewiedzą staruszka wciśnie naszym maluchom po kromce, by również mogły nacieszyć się rzucaniem kęsów do ptasich dziobów. Króliczka przy tej okazji zaliczyła dziobnięcie w palec, gdy świntuch łabędź łapczywie wybierał jej pieczywo z dłoni. Ptactwo w Hazelwood jest tak przyzwyczajone do ludzi, że gdy pewnego razu mąż mój pragnął poczytać książkę na ławce w tym uroczym miejscu, musiał salwować się ucieczką do samochodu, bo kaczki zaczęły go oblegać, domagając się zwyczajowego haraczu w postaci chleba.

 

Zostawmy kaczki i inne ptaki w spokoju i chodźmy na spacer. Pierwsza część szlaku wiedzie wzdłuż malowniczego jeziora Gill, do którego gdzieniegdzie można zejść, by przypatrzeć się jego tafli lub powieść wzrokiem po przeciwległym brzegu, gdzie zielenią się Dooney Rock i Slishwood. Po drodze przechodzimy przez drewnianą bramę, która jest jedyną pozostałością po projekcie Hazelwood Sculpture Trail z końca lat 80. Gdy odwiedziliśmy Hazelwood po raz pierwszy, tuż po naszym przyjeździe do Irlandii, stały jeszcze grzyby oraz jedna z rzeźb figuratywnych. W archiwum RTÉ znalazłam krótki reportaż przedstawiający prace nad owym szlakiem artystycznym.

Przy tym odcinku znajduje się również kamienna grota, którą postawiła jeszcze rodzina Wynne’ów. Można się tam schować, gdyby nagle dopadł nas przelotny deszcz, o który nie trudno na zielonej wyspie. Oprócz niej traficie po drodze na ławeczki, gdzie można przycupnąć, by w spokoju napawać się pięknem lasu i zasłuchać się w ptasich odgłosach.

 

Na całej trasie umieszczono słupki z ukrytymi wewnątrz tabliczkami informującymi o gatunkach drzew, które właśnie górują nad naszymi głowami. Co ciekawe – moje pociechy koniecznie muszą przeczytać wszystkie tabliczki podczas każdej wizyty w Hazelwood, a po powrocie pamiętają jedynie, że rośnie tam ostrokrzew. Tym razem ich wiedza poszerzyła się o informację, że wiosną kwitną tam również dzwonki. Całe morze dzwonków.

Dzwonki rosną dosłownie wszędzie, ale najwięcej ich za zakrętem. Ciągną się kobiercem daleko w głąb lasu, a wokół roztacza się ich zniewalający zapach. Pamiętajcie jednak, że dzwonki są bardzo wrażliwymi roślinami i  nie lubią, by po nich deptać. Raz zgniecione mogą już nie odrosnąć w danym miejscu. Dociekliwym mogę zdradzić, że dzwonki wcale nie są dzwonkami w ujęciu taksonomicznym. Po angielsku na wszystkie okazy o dzwonowatych, niebieskich kwiatach mówi się bluebell, ale przede wszystkim nazwa ta określa popularnie występujący na wyspach hiacyntowiec Hyacinthoides non-scripta. To właśnie ta roślina porasta bujnie irlandzkie i brytyjskie gąszcza, tworząc charakterystyczny, wiosenny, leśny krajobraz.

 

Ścieżka wiodąca z powrotem w stronę parkingu jest równoległa do nadbrzeżnego szlaku i skręca przy wspomnianych wyżej zabudowaniach fabrycznych. Co prawda można jeszcze kawałek iść wzdłuż brzegu rzeki Garavogue, która swój początek ma właśnie w jeziorze Gill, ale jakoś nigdy nie zapędziliśmy się w tamtą stronę. Zawsze wybieramy najkrótszą wersję trasy, bo najbardziej lubimy wędrować drogami, które zataczają koło. Wracaliśmy więc magiczną drogą, zaczarowanym lasem, który witał spacerowiczów obrzucając nas drobniutkimi łuskami, pozostałościami po pąkach liści.

Przy Half Moon Bay znajdują się ławki piknikowe, gdzie można nie tylko rozsiąść się do posiłku, ale również przysiąść z tomikiem wierszy W.B. Yeatsa, który rozsławił Hazelwood, wspominając go w wierszu The Song of Wandering Aengus z tomiku The Wind Among the Reeds (1899):

I went out to the hazel wood,
Because a fire was in my head,
And cut and peeled a hazel wand,
And hooked a berry to a thread;
And when white moths were on the wing,
And moth-like stars were flickering out,
I dropped the berry in a stream
And caught a little silver trout.

Do Hazelwood wybraliśmy w świąteczny weekend specjalnie, by zobaczyć tę oszałamiającą feerię błękitu rozpościerającą się szeroko u stóp wysokich drzew. Jest to jedno z tych miejsc, do których zawsze zabieramy naszych gości. Zwyczajowo wpisane jest w pakiet „Wycieczka wokół Lough Gill”, gdzie obowiązkowymi punktami jest właśnie Hazelwood oraz Parke’s Castle, przystanek na kawę w Dromahair, Creevelea Friary, Slishwood lub Dooney Rock oraz na koniec Holy Well. Jak widać jeszcze wiele moich ulubionych miejsc w pobliżu Sligo czeka na opisanie na blogu i mam nadzieję, że zdążę to zrobić zanim minie mi entuzjazm do pisania!

 

Jak dojechać do Hazelwood? Przejeżdżając Sligo główną drogą w kierunku północnym, za rzeką na drugim skrzyżowaniu należy skręcić w N16 (bo jadąc dalej na północ N15 dojedziecie do mnie, więc w sumie też dobrze), w kierunku Enniskillen i Manorhamilton. Na następnym skrzyżowaniu skręcamy w prawo w R286, w kierunku St. Angela’s Collage i Parke’s Castle. Następnie skręcamy w prawo w stronę Hazelwood – ta droga prowadzi prosto do Hazelwood House, kawałek przed rezydencją należy odbić w lewo. Droga jest dość dobrze oznakowana, ale jak to w Irlandii bywa, znaki lubią „zniknąć” w gąszczu przydrożnych chaszczy, więc odrobina uwagi się przyda, by ich nie przegapić.

 

Advertisements

6 thoughts on “Łabędzie i kobierce dzwonków w Hazelwood

  1. Te dzwonkowe pola po prostu czysta poezja nawet bez dodatku W.B. Yeatsa 😉 Nie dziwię się jednak, że taka przyroda inspirowała jego, jakże romantyczną w wymowie, twórczość. Pozdrawiam serdecznie

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.