Włoskie wspomnienia II: Sanktuarium Santa Casa, Czarna Madonna i szopki w Loreto

loreto 145

Do Włoch polecieliśmy bez szczegółowego planu i bez większych założeń. Nie było to z góry ustalone, po prostu przed wyjazdem tyle się działo, że nie miałam czasu usiąść i zastanowić się, co warto byłoby zobaczyć. Wynajęliśmy samochód, co pozwoliło nam na niezależne zwiedzanie i dużą dowolność w wyborze lokalizacji. A do Loreto dotarliśmy szczęśliwym zbiegiem okoliczności… Jadąc z lotniska w Bolonii do Martinsicuro, gdzie mieliśmy zamieszkać, zwróciłam uwagę na okazałą bazylikę na wzgórzu, znaki na autostradzie informowały, że to właśnie jest Loreto…

Nie miałam pojęcia, w której części Włoch znajduje się Bazylika Świętego Domku. Nie jest to coś,  czym mogę się chwalić, ale właśnie owo przypadkowe odkrycie pchnęło nas do udania się z rodzinną pielgrzymką do papieskiego sanktuarium. Gdybym zaplanowała nasz pobyt od A do Z, musiałabym z czegoś innego zrezygnować, żeby móc odwiedzić Loreto.

Historia miasta zaczyna w roku 1294, kiedy na wzgórze otoczone drzewkami laurowymi dotarły nietypowe relikwie – Święty Domek, czyli hipotetyczny dom Maryi, w którym przyszła na świat, dorastała, gdzie nastąpiło Zwiastowanie i gdzie po powrocie z Egiptu mogła mieszkać Święta Rodzina. Legenda mówi o cudownym przeniesieniu na skrzydłach aniołów całego domu. Inna historia wiąże przetransportowanie budowli z Palestyny z bizantyjską rodziną Angeli, którzy mieli (przy pomocy Templariuszy) przewieźć dom Maryi, by uchronić go przed zniszczeniem przez muzułmanów.  Istnieje również dokument (choć nie wiadomo, czy aby nie sfałszowany) datowany na rok 1294, stwierdzający darowanie w posagu kamieni z domu Matki Bożej przez Nicefora Angelo swej córce Ithmar (Tamarze) w dniu ślubu z Filipem I z Tarentu, synem Karola II Andegaweńskiego.

Domek to w rzeczywistości 3 ściany z kamienia pochodzącego z Palestyny (wyciosanego metodą typową dla czasów i miejsca życia Świętej Rodziny) i – co stanowi zagadkę – zespojonego zaprawą używaną właśnie w Palestynie i nieznaną we Włoszech. Ostatnią, czwartą ścianę domu stanowiła grota skalna. Domek początkowo tylko ustawiono na podniesieniu i przykryto dachem, a następnie obudowano arkadami, by w końcu wbudować go w niewielki kościół. Pierwszy kościół udało się zbudować dzięki ofiarom pielgrzymów, gdyż kult Świętego Domku rozprzestrzeniał sie bardzo szybko i przyciągał rzesze wiernych. Osadę, która zaczęła powstawać, bo ktoś musiał obsłużyć pielgrzymów i pilnować relikwi, nazwano Lauretum (lub Villa Loreti) od drzewek laurowych rosnących gęsto w okolicy. Wielkie dzieło budowy bazyliki, którą możemy podziwiać do dziś, rozpoczęto w roku 1468, co spowodowane było przede wszystkim zagrożeniem najazdów tureckich…

Budynek kościoła prawdopodobnie zaprojektował Marino Di Marco Cedrino z Wenecji, a nad realizacją pieczę sprawował Baccio Pontelli. Jego dziełem jest prezbiterium otoczone kaplicami oraz czysta, strzelista linia ścian. Budowla ma wybitnie warowny charakter, w całości zwieńczona jest sekcją korytarzy patrolowych, a jedynie wysokie, gotyckie okna łagodzą ten monumentalny wyraz. Jest to niewątpliwie ciekawy przykład połączenia dwóch, skrajnie różnych funkcji obiektu, dodatkowo zawieszonego między dwoma epokami artystycznymi.

Z każdego miejsca w regionie widać renesansową kopułę bazyliki. Wyraźnie inspirowana kopułą katedry florenckiej jest dziełem Giuliana da Maiano i Giuliana da Sangallo.

Ponieważ jest to miejsce tłumnie odwiedzane przez pielgrzymów i turystów, wokół murów sankturium znajduje się wiele parkingów, z których oznakowane przejścia i ścieżki prowadzą prosto na główny plac (Piazza della Madonna). Już z parkingu potężne mury i górująca nad nimi kopuła kościoła robią potężne wrażenie, które wzrasta jeszcze bardziej, gdy zaczynamy wędrować pomiędzy masywnymi, wysokimi ścianami budynków. Naprawdę warto obejść cały kompleks dookoła i obejrzeć zaprojektowane przez florenckiego architekta Antonia da Sangallo młodszego XVI-wieczne fortyfikacje obronne.

Zaczynając spacer przy bramie Porta Marina, trafiamy na plac Jana Pawła II z pomnikiem papieża i tarasem widokowym, z którego jest zejście do polskiego cmentarza wojskowego, gdzie spoczywają żołnierze II Korpusu Polskiego, którzy w czasie II WŚ wyzwolili Loreto. Nie tylko wyzwolili miasto, ale – co raczej niespotykane w czasie działań wojennych – prowadzili walkę tak, by uchronić przed zniszczeniem sanktuarium! Idąc wzdłuż murów od strony północnej, dochodzimy do (według naszych dzieci) największej atrakcji, czyli samolotu. Jest to reklama znajdującego za murami Muzeum Lotnictwa – same muzeum jest dość trudno znaleźć, bo z zewnętrz nic nie wskazuje na jego istnienie, ale samolotu nie da się przegapić. Następnie musimy obejść Torrione Rotondo, minąć Bramę Rzymską (Porta Romana) i idąc wzdłuż murów, obejść mniejszą torrione, by ponownie znaleźć się przy Bramie Morskiej.

Za bramą, na przeciwko apsydy bazyliki, znajduje się plac z Parkiem Pamięci poświęconym poległym żołnierzom włoskim. Obchodząc bazylikę, przy której mieści się sala Matki Teresy z Kalkuty i uroczy kościółek Narodzenia Pańskiego (Chiesa della Nativita), dojdziemy już na Piazza della Madonna. Ogromny plac otaczony jest z dwóch stron przez Pałac Apostolski, który został zaprojektowany przez Donata Barmantego, a budowano go przez blisko 250 (!) lat – do 1750 r. Przez bramę wjazdową umieszczoną na wprost bazyliki wychodzi się na plac Jana XXIII (Piazza Giovanni XXIII) z pomnikiem papieża. Na fasadzie pałacu umieszczono liczne płaskorzeźby przedstawiające cudowne przenosiny Świętego Domku przez Anioły pod patronatem Madonny. Na parterze budynku znajdują się pomieszczenia Kongregacji Santa Casa, zaś na piętrze jest muzeum (wstęp jest bezpłatny), którego niestety nie zwiedziliśmy, gdyż musielibyśmy czekać ponad godzinę na jego ponowne otwarcie po sjeście.

Urodą zachwycają dwukondygnacyjne krużganki – koniecznie wejdzcie na piętro, skąd widać cały plac z fontanną (Fontana Maggiore) – oraz bogato zdobiona dzwonnica wpisana w bryłę pałacu. Dzwony, z których największy waży ponad 7 ton, biją z ogromną mocą. Ich siła jest jest tak duża, że uciekliśmy (dosłownie) do kościoła, gdyż ich dudnienie podczas wezwania na Anioł Pański huczało nam w głowach.  Południową stronę placu zamyka rząd kamienic, które według założeń projektu Bramantego miały zostać wyburzone, jednak nigdy nie znalazły się na to fundusze.

W centralnej części placu znajduje się wspaniała barokowa fontanna (1602-1622), zaprojektowana przez Carla Moderno (autora m.in. fasady bazyliki Św. Piotra w Watykanie) i jego wuja Giovanniego Fontanę. Dolny basen fontanny wykonany jest z czerwonego marmuru z Werony, dwa powyższe zbiorniki zaś z marmuru z Carrary. Wodotrysk zdobią liczne rzeźby z brązu przedstawiające trytony na delfinach, smoki, herby, a na górze putta i orły.

Uwagę przyciąga fronton kościoła, który stylem i rozmiarem zupełnie odstaje od wyglądu kościoła. Fasada bazyliki została dodana później, na zlecenie papieża Sykstusa V, którego pomnik stoi na schodach prowadzących do głównego wejścia. Papież na ten zaszczyt zasłużył sobie przede wszystkim nadaniem praw miejskich Loreto, co przyczyniło się niezmiernie do rozwoju urbanistycznego miasta (np. zbudowano system kanałów doprowadzających wodę z położonego kilka kilometrów dalej portu Recanti i zasilających m.in. fontanę na placu przed kościołem). Nad późnorenesansową fasadą wykonaną z istryjskiego, białego kamienia pracowało wielu architektów (Bramante, Boccalini, Chioldi, Ventura). Cztery pary półkolumn dzielą ją na trzy części odpowiadające nawie głównej i nawom bocznym. Drzwi wykonane z brązu zostały zamówione u różnych twórców, ale na dekoracje każdych składają się sceny ze Starego Testamenu. Nad głównym wejściem znajduje się posąg Maryi z Dzieciątkiem, a szczyty zewnętrznych krawędzi frontonu wyposażone są w zegary, nad którymi zamontowane dodatkowe dzwonki z kogutkami.

Wewnątrz bazylika na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie przestronnej, jasnej i eleganckiej w naszym współczesnym rozumieniu tego słowa. Białe kolumny, jasne sklepienia i zamykający widok ołtarz, za którym znajduje się Święty Domek nadają wnetrzu harmonijnego i uporządkowanego charakteru. Wystarczy jednak przejść do nawy bocznej i wzdłuż ambitu, gdzie znajdują się cztery zakrystie i 9 kaplic, które między sobą konkurują bogactwem zdobień, złoceń, fresków oraz misternością witraży, by doznać lekkiego oszołomienia. Nie wszystkie kaplice zobaczyliśmy – w niektórych akurat odbywały się nabożeństwa, a kilka ostatnich po prostu ominęliśmy, nieco przytłoczeni ich barwnym wystrojem. W kościele niestety panował półmrok oraz było dość tłoczno – więc zamiast robić zdjęcia, które w takim oświetleniu i tak by się nie udały, skupiliśmy się na pilnowaniu naszych ciekawskich pociech i kontemplowaniu sztuki sakralnej. Wśród kaplic narodowych jest też kaplica polska. Jest to kaplica Najświętszego Serca z przedstawieniami Maryi Królowej Polski, Sobieskiego pod Wiedniem i Cudu nad Wisłą.

Święty Domek z zewnątrz pokryty jest marmurową obudową. Jest to niewątpliwie najpiękniejszy element całej bazyliki, prawdziwe arcydzieło rzeźbiarskie. Przedstawia sceny z życia Matki Boskiej, a także mieści postaci proroków w dolnych niszach, zaś w górnych ustawiono Sybille. Wewnątrz Świętego Domku jest zakaz fotografowania, a uprzejmy kapucyn pilnuje porządku i dba o ciągłość ruchu, dzwoniąc dzwonkiem i chrząkając znacząco. Wnętrze to dwa pomieszczenia.  Większe z nich tworzą 3 ściany z piaskowca ciętego techniką Nabatejczyków i stosowaną również w Galilei, co potwierdzają wykopaliska. Od 3 metra do góry ściany dobudowane zostały już we Włoszech i pokryte freskami, z których do dziś zachowały się jedynie fragmenty. W części ołtarzowej znajduje figura Madonny z Loreto. Mniejsze pomieszczenie, tzw. kuchenka, to dobudowana część, gdyż oryginalnie dom Maryi przylegał do groty, która znajduje się w Bazylice Zwiastowania w Nazarecie.

Rzeźba Madonny wykonana jest z cedru libańskiego i ubrana w charakterystyczną, wysadzaną kamieniami pelerynę. Uważa się, że figura sczerniała na skutek procesów chemicznych lub, jeszcze bardziej prozaicznie, od dymu lamp; nie przeszkadza to jednak w uznaniu jej za Czarną Madonnę. Postać Madonny z Loreto wiąże się, podobnie jak Święty Domek, z licznymi cudami, jest ona również patronką lotników. Litanię Loretańską w 1587 roku zaaprobował papież Sykstus V, dodatkowo dołączając do jej odmawiania przywilej 200 dni odpustu. Zarówno rzeźba, jak i Święty Domek, są kopiowane i ustawiane w różnych kościołach (tzw. Domki loretańskie). Kopia figurki Madonny z Loreto znajduje się m. in. w  kościele Św. Elżbiety we Wrocławiu, a jednym z ciekawszych przykładów domku loretańskiego jest barokowy kopleks Loreta na Hradczanach w Pradze.

Po obejściu murów obronnych i zwiedzeniu bazyliki poczuliśmy zmęczenie i głód, a że akurat była włoska pora obiadu, poszliśmy do restauracji, którą wybraliśmy dość przypadkowo. Osteria Lauretana co prawda nie mieści się przy głównej ulicy, ale atrakcyjny afisz reklamowy ustawiono przy alejce prowadzącej poza główny plac. Obietnica kuchni apulijskiej przykuła moją uwagę, a że mąż uważa, że w sprawach kulinarnych mam nosa, swoisty 7 zmysł, więc gęsiego udaliśmy się pod wskazany adres. Warto było – wnętrze przyjemne, obsługa uprzejma, jedzenie bardzo dobre. Dzieci pałaszowały makaron, ja zjadłam doradę z kalmarami i z ziemniakami al forno (pieczonymi), a mąż wybór mięs z grilla z sałatką apulijską. Po wypiciu kawy postanowiliśmy zwiedzić historyczne centrum Loreto, zwłaszcza, że zaintrygowały nas reklamy informujące, że oto znajdujemy się w stolicy włoskich szopek bożonarodzeniowych.

Historyczne centrum za murami bazyliki to dwie równoległe aleje. Z restauracji udaliśmy się w stronę Bramy Rzymskiej, spacerując ulicą przy której mieszczą się pensjonaty, a następnie przez Porta Romana weszliśmy na plac Garibaldiego, gdzie znajduje się popiersie bojownika. Aleją handlową pełną sklepików, butików i hotelików, wracaliśmy na plac Madonny.

Jak na miejscowość pielgrzymkową przystało, roiło się wszędzie od straganów i sklepów z dewocjonalnami. Na straganach można było dostać najdziwniejsze pamiątki, zaś w sklepikach o tej porze roku królowały szopki oraz figurki do ich zbudowania (w pozostałych miesiącach czekają na pielgrzymów setki tysięcy Czarnych Madonn oraz innych figurek Matki Boskiej). Tymczasem oglądaliśmy na wystawach stajenki w rozmiarach od kilku centymetrów do naturalnej wielkości człowieka. Szopki na każdą kieszeń i na każdy gust. Porcelanowe, drewniane, metalowe, jednobarwne i kolorowe, skromne i upstrzone kilogramami brokatu, wielkie instalacje i oryginalne cacka w skrzyneczkach. Figurki Jezusków blondwłosych i kruczoczarnych, różowiutkich i smagłych, golutkich i w sukienkach, z aureolką lub bez. Scenki bożonarodzeniowe w stajenkach, w grotach i w średniowiecznych budowlach włoskich. Całe stada baranków, osiołków i wielbłądów. Anioły, królowie i pasterze. A także figurki piekarzy, rybaków, praczek i nosiwodów. W tym wiele ruchomych, jak ulubiona szopka Króliczki, gdzie Maryja co chwilę unosiła kocyk, by zaś okryć śpiące Dzieciątko… Słowem każdy się wyposaży. Ja też. Nabyłam niewielką, mieszczącą się w dłoni ceramiczną płaskorzeźbę jako pamiątkę.

Ale nie z powodu nagromadzenia sklepów z dewocjonaljami Loreto zyskało nazwę stolicy włoskich szopek. Od 2006 roku przy placu Giovanniego XXIII mieści się wystawa z najpiękniejszą mechaniczną stajenką w całym kraju. Opowiada ona historię od Zwiastowania do Bożego Narodzenia, a każdego roku dokładane są nowe postaci, których jest już ponad 100. Co ciekawe wystawa jest otwarta cały rok, a za wejście płaci się „co łaska”, gdyż szopka jest częścią działalności charytatywnej Stowarzyszenia Lauretana Presepi. Włosi bardzo lubią zmechanizowane stajenki, organizują nawet konkursy na najpiękniejszą realizację, a tworzący je najznakomitsi artyści cieszą się dużą popularnością i uznaniem.

Zanim ruszyliśmy w drogę powrotną, wstąpiliśmy jeszcze na kawę, ciasteczko (i – obowiązkową przy dzieciach – wizytę w toalecie) do istniejącej od 1927 r. Caffè Bramante. To ciasteczko Chomiczek wspomina do dziś i chyba jest to jedyna rzecz jaką zapamiętał z Loreto poza wspomnianym wcześniej samolotem. Bardzo się cieszę, że udało nam się odwiedzić Sanktuarium Santa Casa. Bez względu na to, czy wierzy się w pochodzenie i cudowne przenosiny domku Maryi, czy też pozostaje się sceptykiem, miejsce zachwyca architekturą i historią. Zapalając świeczkę, myślami byliśmy przy moim zmarłym rok temu Tacie.

loreto 158
Ostatni rzut oka na plac Madonny z ogródka Caffè Bramante

Gdybyśmy byli sami, z pewnością poczekaliśbyśmy cierpliwie na ponowne otwarcie muzeum, być może powłóczylibyśmy po mieście poza terenem bazyliki, ale podróżując z dziećmi lepiej mieć na uwadze ich potrzeby i skrócić wycieczkę, bo przeładowane bodźcami i nowymi wrażeniami maluchy mogą nam zafundować bardzo niespokojną noc, a tego nikt sobie nie życzy.

 

3 thoughts on “Włoskie wspomnienia II: Sanktuarium Santa Casa, Czarna Madonna i szopki w Loreto

Add yours

    1. Nie, nie wiedziałam. Już obejrzałam w internecie poznańską szopkę. Robi wrażenie i być może rzeczywiście jest największą ruchomą szopką zbudowaną w kościele. Okazałe włoskie szopki nie stoją w kościołach. W świątyniach są skromne, znacznie ciekawsze stoją na placach czy przy wejściach do portów 😀 Ta w Loreto zajmuje kilka pomieszczeń.

      Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑

%d bloggers like this: