Włoskie wspomnienia: Makaron z sosem fenkułowym i miasteczko Martinsicuro

makaron z fenkułem 14

Wszystko kiedyś się kończy i po długich trzech tygodniach w słonecznych Włoszech trzeba było wrócić do mżystej Irlandii. Nad Adriatykiem spędziliśmy cały okres święteczny, dzieląc czas między zwiedzanie, odpoczynek, wędrówki po plaży, smakowanie lokalnych specjałów, rodzinne posiedzenia i zakupy. Nie byłabym sobą, gdybym nie postała trochę przy garach, wypróbowując włoskie przepisy. Spodobało mi się to na tyle, że nabyłam w lokalnej księgarni dwie książki kucharskie – teraz już tylko muszę się nauczyć języka!

 

We Włoszech zamieszkaliśmy w nadmorskim miasteczku Martinsicuro na północnym krańcu Abruzji, które zimą jest niesamowicie spokojnym, opustoszałym miejscem. Samo miasteczko nie jest specjalnie interesujące, ale wygodnie się w nim mieszka i świetnie nadaje się na bazę wypadową. Właściwie jedynymi historycznie ciekawymi obiektami są renesansowa wieża i kościół, którego dzwony budziły nas o poranku i wyznaczały nam rytm dnia.

Kościół stał się kością niezgodą między nami, bo bardzo chciałam pójść na koncert kolęd chóru gospel, a drogi mąż uznał siedzenie przez półtorej godziny w zimnej świątyni za stratę czasu. A wieżę obejrzeliśmy tylko z zewnątrz, ponieważ gdy do niej dotarliśmy, okazało się, że dzień wcześniej odbywała się tam świąteczna fiesta i – sądząc po pustych butelkach tu i ówdzie oraz stratowanych grządkach – rano wszyscy musieli odsypiać imprezę.

 

Zamiast muzeum archeologicznego mieszczącego się we wnętrzu wieży Karola V (zbudowanej w roku pańskim 1547, by bronić przed najazdami Saracenów, tudzież by było gdzie pobierać opłaty celne), obejrzeliśmy wnętrze towarzyszącego wieży budynku stajennego, który obecnie należy do Uniwersytetu w Ferrarze. Widocznie pracownika akademickiego plebejskie fiesty nie interesowały, za to chętnie opowiedział nam o historii budowli i zaprosił do zwiedzenia części zajmowanej przez uczelnię. Przed odjazdem obeszliśmy wieżę z każdej strony, zrobiłam zdjęcie aediculi z orłem Habsburgów i inskrypcją wspomnianego już cesarza rzymskiego, a dzieci pomajstrowały przy porzuconych saniach Mikołaja.

 

Po kilku dniach pobytu znaliśmy już miasteczko jak własną kieszeń, a przynajmniej na tyle, by poznać tajniki funkcjonowania lokalnej poczty… Włócząc się po plaży odkryliśmy lokalne muzeum oraz targ rybny, gdzie prosto z kutrów sprzedawano małże i morskie ślimaki, których gotowanie to naprawdę niezła zabawa, o czym szybko przekonał się mój pełen zapału mąż… Wędrując nadmorską promenadą znaleźliśmy ścieżkę dla aktywnych, gdzie co kilkanaście metrów znajdowały się przeróżne przyrządy sportowe ukryte w cieniu palm. Następnie trafiliśmy do winiarni, gdzie lokalne wino kupowało się na litry, lane wprost z kadzi. Poznaliśmy sklep ze sprzętem rolniczym, przed którym stał piękny ciągnik amerykańskiej produkcji, na który dzieci musiały się wgramolić. Z czasem zaczęliśmy rozpoznawać okolicznych mieszkańców, jak pana z zepsutym rowerem czy właściciela pieska z czerwonymi spineczkami i wiedzieliśmy już, gdzie sprzedają najlepsze rogaliki… Ot, uroki życia w małej miejscowości!

 

Prosty przepis na sos fenkułowy pochodzi z pożyczonej, włoskiej książki kucharskiej – jedni podziwiają w cudzych domach dywany lub kryształy, a ja ludziom zaglądam na półkę z przepiśnikami… Danie jest bardzo proste i bardzo smaczne. Tak przygotowane bulwy kopru włoskiego tracą sporo ze swojego anyżkowego aromatu, więc gładko przejdą przez gardło nawet tym, którzy delikatnie mówiąc, za fenkułem nie przepadają. W zamian koper bardzo fajnie zwiąże nam sos, co z kolej sprawia, że nada się do podania z innymi makaronami (np. z wstążkami czy bigoli).

makaron z fenkułem 12

MAKARON Z SOSEM FENKUŁOWYM

  • 400 g makaronu (u mnie średnie muszle)
  • 2 fenkuły
  • 150 g passaty pomidorowej
  • 1 cebula
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • parmezan
  • oliwa
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Fenkuły myjemy, odkrawamy zielone czubki (i zostawiamy do przybrania) kroimy w ćwiartki i gotujemy w osolonej wodzie. Cebulę obieramy, kroimy w kosteczkę i smażymy na oliwie na średnim ogniu wraz posiekaną natką pietruszki (torchę natki można zostawić do przybrania). Gdy fenkuły zmiękną, wyjmujemy je łyżką cedzakową i odstawiamy na chwilę. Lekko ostudzone kroimy w kostkę i dodajemy do cebuli. Całość gotujemy jeszcze przez 10 minut, a następnie wlewamy pasatę. Gotujemy, aż sos zacznie gęstnieć. Doprawiamy do smaku sola i pieprzem. W międzyczasie gotujemy w osolonej wodzie makaron (wg instrukcji na opakowaniu). Ugotowany odcedzamy, mieszamy z sosem i podajemy skropiony oliwą i posypany startym parmezanem, natką i zielonymi gałązkami kopru.

(przepis wg książki Pasta fresca, secca, ripiena e…)

 

Advertisements

One thought on “Włoskie wspomnienia: Makaron z sosem fenkułowym i miasteczko Martinsicuro

  1. Pingback: Kuchnia dla zabieganych: Pappardelle z kurczakiem i estragonem | U stóp Benbulbena

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.