Nowy Rok w Dublinie III. Luksusowa dzielnica Ballsbridge

ballsbridge 221

W dublińskiej edycji gry „Monopol” ulice Ailesbury Road oraz  Shrewsbury Road w Ballsbridge oznaczono kolorem niebieskim jako najdroższe. Shrewsbury Road w 2007 roku była 6! najdroższą ulicą na świecie. XIX-wieczna zabudowa ukryta w cieniu stuletnich drzew zamieszkiwana niegdyś była przez lekarzy i prawników z Dublina, a obecnie niebotycznie drogie domy z kortami tenisowymi i basenami w ogródkach nabywają milionerzy związani z rynkiem usług internetowych oraz deweloperskich. Prestiżu ulicom dodają mieszczące się tam liczne ambasady, w tym Ambasada RP.

Oczywiście Ballsbridge to nie tylko dwie superluksusowe ulice. Poza nimi są też po prostu luksusowe ulice… Trudno sobie to wyobrazić, ale na początku XIX wieku Ballsbridge było niewielką osadą otoczoną bagnami. Wiejskie tereny należały do hrabiego Pembroke, który pewnie cieszyłby się samym ich posiadaniem, gdyby nie decyzja Royal Dublin Society, by przenieść tam swoją siedzibę w 1879. Dało to impuls do rozwoju i wyznaczyło jego kierunek. Przy nowo wyznaczonych ulicach zaczęły powstawać eleganckie podmiejskie domy z czerwonej cegły. Tak z wioski skupionej wokół mostu ufundowanego przez rodzinę Ballów na przełomie XVI i XVII wieku, Ballsbridge stało się elegancką dzielnicą zamieszkiwaną przez zamożnych Dublińczyków.

Ballsbridge rozciąga się po dwóch stronach rzeki Dodder, której brzegi łączy most w samym środku dzielnicy oraz mały mostek tuż obok głównego, którym dojedziecie do hotelu Herbert Park. Rzeka prawdopodobnie zazwyczaj malowniczo przepływa przez centrum, my jednak trafiliśmy na przebudowę koryta i tylko w oddali majaczył sielankowy pejzaż, a pod mostem widzieliśmy gruz i rury… Przy wspomnianym hotelu zwróciliśmy uwagę na ciekawą fontannę, przedstawiającą glob ziemski w kartograficznym ujęciu, podtrzymywany przez stopy leżących na plecach postaci. Autorką rzeźby zatytułowanej „Who Made The World” jest Cliodna Cussen. Niestety nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na temat fontanny, a i o samej artystce również niewiele. Mogę się tylko domyślać, czy postaci szukają odpowiedzi na pytanie o stworzenie świata, czy też reprezentują nas wszystkich i nasz wpływ na kształt zielonej planety.

Z drugiej strony opisywanego hotelu znajduje się właśnie Herbert Park. Nie ma on oczywiście nic wspólnego z naszym poetą (ale dzięki skojarzeniu z autorem „Pana Cogito” łatwo zapamietać jego nazwę). Herbert Park nazwę zawdzięcza Sidney’owi Herbertowi, 14. hrabiemu Pembroke, który podarował te tereny miastu. W 1907 roku odbywała się tutaj przez kilka miesięcy Irish International Exhibition, a nastepnie teren przekształcono w publiczny park. Pozostałością po wystawie jest stawik oraz altana, w której grała orkiestra. W stawiku podobno pływają karpie, my jednak nie dostrzegliśmy ani jednej sztuki, za to parka łabędzi i stado kaczek bardzo niecierpliwie czekały, aż je nakarmimy. Rozczarowane odpłynęły na drugi koniec akwenu, wypinając w naszą stronę kupry…

Park ten jest dość dziwny, bo przecięty na pół drogą otwartą dla ruchu samochodowego. Po jednej stronie znajduje się plac zabaw, a po drugiej właśnie stawik z dwoma sztucznymi wyspami. Atrakcją parku jest trasa „poznaj nasze drzewa”. Ze strony Tree Council of Ireland można ściągnąć darmowy przewodnik, wydrukować i zabrać ze sobą do parku wraz z kredkami. Podążając za mapą z przewodnika, trafimy na poszczególne drzewa, które są oznaczone tabliczkami na słupkach. Tablice są tak odlane, by przykładając do nich kartkę papieru, można było odrysować wzór liścia i drzewa. Proste, ale bardzo pomysłowe zadanie dla dzieci. Obejście całego parku nie zajmuje dużo czasu, bo jego powierzchnia to zaledwie 12 ha.

Tuż obok parku znajduje się słynny okrąglak, budynek Ambasady Stanów Zjednoczonych. Obiekt jako ikoniczny omawiany jest na każdych studiach architektonicznych w Irlandii, więc koniecznie trzeba go obejrzeć. Zaprojektowany w 1955 r. przez Johna M. Johansena, profesora architektury z Yale, wzbudzał sporo kontrowersji po drugiej stronie oceanu, jednak profesorowi udało się osobiście przedstawić plan nowo wybranemu prezydentowi Johnowi F. Kennedy’emu. W 1964 r. ukończono budowę ambasady i odtąd jest punktem orientacyjnym na mapie Ballsbridge.

Chciałam sfotografować owo dzieło, ale przed zrobieniem ładnego zdjęcia spłoszył mnie mąż, szepcząc mi do ucha, żebym przestała, bo zaraz w ambasadzie podniosą alarm, że terrorystka kręci się przed wejściem. – No co ty, przecież to można obejrzeć na mapie Google – zaoponowałam. Mąż tylko się uśmiechnął i poszliśmy do parku. Akurat słońce chyliło się ku zachodowi, toteż chciałam wykorzystać światło odbijające się w wodzie stawiku, gdy za plecami odezwał się męski głos: – Hej, robisz zdjęcia krajobrazu? Odwróciłam się, a przede mną stał oficer Gardy. Chwilę porozmawialiśmy, kierując się w stronę, gdzie stała moja rodzina. Oficer zażartował, że przyprowadził zgubę, a gdy się oddalił, mój mąż szepnął: – A nie mówiłem, żebyś nie robiła zdjęć ambasadzie. Zaraz przysłali kogoś, by Cię sprawdził…

Oczywiście to żart. W okolicy kręciło się mnóstwo mundurowych, bo na znajdującym się w samym centrum stadionie RDS odbywał się akurat mecz rugby pomiędzy drużyną Leinster i drużyną Connacht. Wracając do hotelu z jednej strony mijaliśmy kolejki ludzi udających się na mecz, a z drugiej podziwialiśmy georgiańską i wiktoriańską zabudowę mieszkaniową. Przeszliśmy obok dawnego ratusza, wybudowanego w 1879 r. neogotyckiego Pembroke Town Hall, w którym obecnie mieści się siedziba CDETB. Tuż obok znajduje się wybudowana 1929 r. Pembroke Library, a za rogiem jeden z pierwszych neogotyckich kościołów w Irlandii, postawiony w 1827 r. St. Mary’s Church of Ireland.

Nie przyjechaliśmy do Dublina w celach turystycznych, a urzędowych, a korzystając z okazji, postanowiliśmy chwilę odpocząć. Turystyka jako taka niezupełnie pokrywa się z zainteresowaniami dzieci. Jeśli zapytacie moją córkę, co podobało jej się najbardziej, odpowie, że jazda na łyżwach na znajdującym tuż obok naszego hotelu, jedynym w Irlandii lodowisku pod gołym niebem oraz przejazd kolejką DART do centrum Dublina. Jeśli zapytacie mojego syna, co jemu się podobało, to powie, że skakanie po hotelowych łóżkach. Górujący nad stosunkowo niską zabudową stadion Aviva? Historyczne budynki? Gdzie tam, moje dzieci zapamiętają łabędzie w parku i taplanie się w kałuży…

ballsbridge 239

 

Advertisements

2 thoughts on “Nowy Rok w Dublinie III. Luksusowa dzielnica Ballsbridge

  1. O, moje okolice! Tzn. nie moje, tylko mojego pracodawcy konkretnie. Jestem w Ballsbridge prawie codziennie, faktycznie ładnie tu (i rzeczywiście nie najtaniej). Po Herbert Park spaceruję przy lunchu przynajmniej raz w tygodniu 😉 A ten gruz w rzece to z okazji remontu, który trwa “od zawsze”, a który podobno ma jakoś usprawnić “zachowanie” rzeki Dodder w sytuacji zagrożenia powodziowego.

    Pozdrawiam zza blogowej miedzy…

    Liked by 1 person

    • O, proszę! Jaki ten świat mały. Dziękuję za wyjaśnienie sprawy z rzeką, bo już podejrzewałam, że miałam jakiegoś pecha. Rzeka “w ruinie”, a do tego wszędzie zastawione samochodami z powodu meczu, że ani stanąć odpowiednio w aparatem ;).
      Pozdrów proszę ode mnie łabędzie, może już nam wybaczyły, że nie przynieśliśmy im nic do jedzenia!

      Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s