Nowy Rok w Dublinie II. Literacka dzielnica Sandymount

Wśród otrzymanych w tym roku bożonarodzeniowych kartek jedna wyróżniała się szczególnie. Przedstawiała Mikołaja i dziewczynkę na dziwacznej plaży z dwoma kominami fabrycznymi w tle. W pierwszym odruchu pomyślałam, że to jakaś sztuka zaangażowana, ale podpis na odwrocie rozwiał górnolotne myśli. Ilustracja przedstawiała Mikołaja i dziewczynkę na plaży w Sandymount…

Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie Sandymount Beach, plażę, która dwukrotnie pojawia się w Ulissesie Joyce’a. Ech, „walking into eternity” w stronę dwóch kominów… Czasami coś tak prozaicznego potrafi zepsuć obraz stworzony w głowie lata temu… Toteż kiedy okazało się, że możemy jechać do konsulatu, bo jest wolny termin 2 stycznia, pomyślałam, że to dobra okazja, by przekonać się osobiście jak wygląda wspomniana plaża.

Zarezerwowaliśmy nocleg w hotelu Clayton w Ballsbridge, kilkanaście minut piechotą od obiektu pożądania, czyli tajemniczej plaży. Wyspani i najedzeni ruszyliśmy na spacer ku wybrzeżu. Minęliśmy dom, w którym urodził się William Butler Yeats*, stację kolejki miejskiej i zanurzyliśmy w XIX-wiecznej zabudowie Sandymount, by po kilku minutach dotrzeć nad Zatokę Dublińską.

Ku naszemu rozczarowaniu musieliśmy się zadowolić spacerem wzdłuż nabrzeża, bo plażę chwilowo zjadło nam morze. Odpływ dopiero się zaczynał i nie zanosiło się na szybkie oddanie nam piasku. Zaskoczył mnie tłum ludzi na tym niewielkim skrawku zieleni – co prawda było słonecznie i sucho, ale dość zimno i wietrznie, a mimo to mnóstwo osób zdecydowało się powitać pierwszy poranek nowego roku nad wodą.

Dotarliśmy mniej więcej do połowy ścieżki, do Martello Tower, kiedy dzieciom się znudziło kluczenie między ludźmi i psami. Gdy wróciliśmy do punktu wyjścia, piasku przybyło na tyle, że Króliczce udało się wyłowić z niego muszelkę na pamiątkę. Wracając do hotelu podziwiałyśmy z Malutką drzwi georgiańskich domów, które wyglądały niezwykle malowniczo nie tylko przez eleganckie obramowania z bogatą sztukaterią, nie tylko z powodu pomalowania ich kontrastowymi farbami, ale również dzięki zdobiącym je wieńcom bożonarodzeniowym.

Największym zaskoczeniem jednak było odkrycie, że ogrody tutaj kwitną cały rok. Początek stycznia, a tu róże rozchylają płatki w najlepsze, co niektóre drzewa zupełnie obrzucone kwieciem… Tak mnie ten fenomen pogodowo-ogrodniczy zaintrygował, że zupełnie zapomniałam zaciągnąć rodzinę na skwerek Sandymount Green, gdzie podobno znajduje się popiersie Yeatsa. Może to również przeznaczenie, zapowiedź powrotu na plażę z kominami…

* 5 Sandymount Avenue (na rogu Sandymount Avenue i Prince of Wales Terrace)

Advertisements

5 thoughts on “Nowy Rok w Dublinie II. Literacka dzielnica Sandymount

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s