Powitanie Nowego Roku w Dublinie. Clayton Ballsbridge Hotel

hotel 212

Życie pisze najdziwniejsze scenariusze, a nam zdarzyło się powitanie Nowego Roku w Dublinie. Nigdy nie wpadłabym na taki koncept, ale sytuacja sama się przytrafiła. Do stolicy zagnała nas potrzeba wymiany paszportów, na które wniosek należy osobiście złożyć w konsulacie. Za każdym razem, kiedy nam mniej więcej pasowało udać się na drugą stronę wyspy, okazywało się, że terminy są już zajęte i możemy zapisać się na za 3 tygodnie. Zapisaliśmy się w końcu na wizytę dzień po Nowym Roku, a skoro już musieliśmy spędzić dzień w trasie, postanowiliśmy pojechać dwa dni wcześniej i przywitać 2018 w Dublinie, co mam nadzieję będzie dobrą wróżbą na ten cały rok.

W dwa dni, w tym jeden poświęcony na spotkanie z urzędnikiem konsulatu, z dwójką dzieci, w tym jeden maluszek, nie ma co planować wielkiego zwiedzania. Szczególnie, że w Nowy Rok i tak prawie wszystko pewnie było zamknięte. Pokazałam mężowi jedną z tegorocznych kartek świątecznych, która przedstawiała Mikołaja na plaży w Sandymount. – Słuchaj, może to jakiś punkt zaczepienia, taki znak od losu? A że mój kochany mąż akurat był w humorze na spełnianie moich życzeń, wpisał w wyszukiwarkę zapytanie o hotele w pobliżu rzeczonej plaży i kazał wybierać. Jak to ja, wybrałam hotel, bo podobał mi się budynek…

Uwielbiam historyczne miejsca, wiekowe mury z ich całą powagą i wzniosłością. Wychowałam się i spędziłam całą młodość w stuletniej kamienicy, więc pozostał mi sentyment do budynków nadgryzionych zębem czasu. Zatrzymaliśmy się w hotelu Clayton w Ballsbridge, który powstał w 1881 r. jako szkoła dla osieroconych dziewcząt irlandzkiej masonerii…

Historia tej szkoły sięga roku 1792 – początkowo opiekę sprawowano nad góra 20 dziewczynkami, wynajmując przeróżne budynki w centrum Dublina. Niestety szkoła musiała się co kilka lat przeprowadzać, co odbijało się na jakości opieki i kształcenia. Z czasem członkowie Loży Masońskiej podjęli starania, by szkoła zyskała stałe miejsce, a sposób jej prowadzenia osiągnął wzorowy poziom. Dzieci w 1852 r. trafiły do budynku przy Burlington Road, szkołę zreformowano i objęto stałą opieką lekarską. Dzięki temu dziewczęta zamiast na panny sklepowe, szwaczki i pokojówki, zaczęły uczyć się na guwernantki, a także kształcić w językach obcych i muzyce. Szkoła szczyciła się skuteczną walką z chorobami – przez 40 lat nie zmarło w niej żadne dziecko. Sukces sprawił, że uczennic zaczęło przybywać, ale budynku nie było już jak rozbudowywać. Członkowie Loży podjęli decyzję, że czas przenieść się poza obszar miejski i postawić nową szkołę, gdzieś wśród pól i łąk. W ten sposób w 1890 r. wmurowano kamień węgielny w Ballsbridge, a ceremonię prowadził Wielki Mistrz książę Abercorn, wspierany przez Earla Cowpera, ówczesnego wicekróla Irlandii. Dwa lata później do nowej szkoły wprowadziło się 80 uczennic.

Budynek budowała firma Gahan & Son (w trakcie zbankrutowała, a prace dokończono pod nadzorem Williama Bolgera) według planów architektów z biura McCurdy & Mitchell. Był to najnowocześniejszy budynek tamtych czasów, urządzony z uwzględniem wszelkich nowinek technologicznych i inżynieryjnych. Surowy, po zakonnemu schludny i praktyczny wystrój wnętrz nie przeszkadzał, by było też komfortowo i nowocześnie. 10 lat później dobudowano z lewej strony budynku aulę, w której odbywały się wszelkie ważne uroczystości oraz modlitwy. Postarano się, by do budowy używać, gdzie tylko to było możliwe, wyrobów irlandzkich. A fontannę ufundował pan Sawyer, co ciekawe, nie był on członkiem Irlandzkiej Loży Masońskiej. Budynek przez kolejnych 90 lat pełnił funkcję charytatywną (z dwutygodniową przerwą w czasie Powstania Wielkanocnego, gdy zajęła go armia na tymczasowe koszary), aż w latach 70. ubiegłego stulecia został zakupiony przez Royal Dublin Society i przemianowany na „Thomas Prior House” (na cześć jednego z fundatorów Królewskiego Towarzystwa). Niecałe 20 lat później budynek odkupił Burt Allen, który stworzył tu Bewley’s Hotel. Gdy w 2008 cała sieć hoteli Bewley’s została przejęta przez The Moran Hotel Group odrestaurowano aulę, nadając jej nazwę Thomas Prior Hall. W 2015 roku hotel przejęła kolejna firma, która odświeżyła lobby, wyremontowała pokoje, podniosła hotelowy standard do 4 gwiazdek, włączając go przy tym w sieć hoteli Clayton.

Miło wspominamy nasz pobyt w Claytonie. Pokój był czysty, schludny, urządzony elegancko i bez zbędnych ornamentów. Duża łazienka z wanną i podgrzewanym, ogromnym lustrem była dodatkowym atutem. Chomiczek dostał solidne łóżeczko turystyczne, z którego był bardzo zadowolony. W mojej prywatnym odczuciu o końcowej ocenie hotelu decydują śniadania i obsługa. Dobre śniadanie to podstawa udanego dnia, a uprzejmi ludzie wokół nas sprawiają, że świat wydaje się przyjemniejszy, życzliwszy i bardziej różowy niż lukier na ciastkach. Śniadania w Claytonie są bogate – każdy znajdzie coś dla siebie w bufecie „obsłuż się sam”, a czego nie znajdzie, obsługa doniesie mu z kuchni. Personel hotelu był bardzo pomocny i sympatyczny. Nie przytrafiły nam się żadne przykre sytuacje ze strony obsługi – naprawdę nie mam czego się przyczepić.

W hotelu działa kawiarnia, która w porze lunchu jest dosłownie oblegana (i to nie tylko przez gości hotelowych). Jedzenie w niej podawane jest dokładnie takie, jakie w przeciętnej kawiarni gdziekolwiek w Irlandii, po prostu trafia w główny nurt. Serwuje standardowe kanapki jak bajgle z kremowym serkiem z łososiem czy BLT panini. Restauracja „The Brasserie” wieczorem zamienia się w romantyczne, przytulne miejsce. Karta dań jest krótka, ale treściwa i również celująca w dominujący nurt kulinarny w irlandzkich restauracjach. Alternatywnie można zjeść kolację w hotelowym barze, który dysponuje dodatkowym menu złożonym z popularnych potraw. My wybraliśmy restaurację, by świętować Nowy Rok w odpowiedniej oprawie. Dania były całkiem smaczne, wina delikatne i przyjemne. Nie była to szczególnie wyrafinowana uczta, ale restauracjom trudno zaskoczyć mnie swymi daniami. W tym wypadku cała oprawa wypadła wystarczająco na korzyść, by puścić w niepamięć nieco mdłe risotto (choć Chomiczkowi bardzo smakowało!).

W Ballsbridge hoteli jest sporo. Nowoczesne i bardziej tradycyjne, skromniejsze i bardzo luksusowe. Mnie przyciągnęła do Claytona przede wszystkim historia tego miejsca, którą widać na każdym kroku. Frontowa elewacja wygląda dokładnie tak, jak ponad 100 lat temu. Znajdują się na niej emblematy wolnomularskie – cyrkiel i węgielnica oraz okno w kształcie heksagramu. Wejście wciąż zdobi orginalna posadzka z symbolem loży oraz dwoma datami: 1792 – data założenia pierwszej Masonic Female Orphan School oraz 1881 – data ukończenia budowy nowej placówki. Także w auli Thomasa Priora odnajdziemy insygnia masońskie na witrażach. Niewątpliwie miejsce jest pomostem między przeszłością a dniem dzisiejszym, więc nawet jeśli nie zechcecie się w nim zatrzymać, warto zajrzeć tu na lekcję historii.

Advertisements

11 thoughts on “Powitanie Nowego Roku w Dublinie. Clayton Ballsbridge Hotel

  1. Pingback: Nowy Rok w Dublinie II. Literacka dzielnica Sandymount | U stóp Benbulbena

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s