Staropolski sos koperkowo-pietruszkowy

sos-012

Pierwszy dzień lutego w Irlandii jest również pierwszym dniem wiosny. Co roku obiecuję sobie, że w końcu przysiądę i napiszę pełniej, w czym przysłowiowy pies pogrzebany, i każdego roku luty zaskakuje mnie swoim nagłym przyjściem. Spokojnie mogłabym przespać styczeń, bo i tak mi śmiga przed oczami przeganiany przez atlantyckie wichury.

Wiosnę nad Atlantykiem już czuć i już widać. Wszystko zielone spod ziemi wyłazi, a mojemu maleństwu znów wyłażą ząbki, więc wisi przyczepiony do mojego boku praktycznie całe dnie. Wiosna zatem rzeczywiście przybyła i to wbrew polskiej nazwie miesiąca – luty. Według Brücknera nazwa luty pochodzi od określenia srogiego mrozu, a z Brücknerem nikt nie będzie dyskutował. Nazwisko profesora przewijało się przez wszystkie lata studiów polonistycznych, zaczynając od opowieści, jak Brückner odnalazł Kazania świętokrzyskie, rozwalając okładkę kodeksu w Bibliotece Petersburskiej i wyjmując paski pergaminu będące wzmocnieniem brzegu księgi, a kończąc właśnie na etymologii słowiańskiej.

Na tych samych studiach polonistycznych radowano nas nauką łaciny, która nie kończyła się na gramatyce, ale rozciągała na wiele innych obszarów świata starożytnego. I tak oświecono nas, że kalendarz rzymski miał tylko dziesięć miesięcy – o styczniu i lutym nikt nie słyszał… Okres zimowy był sobie po prostu okresem zimowym – bez nazwy. Dopiero na przełomie VII/VI w. p.n.e. postanowiono wymyślić jakieś nazwy dla tych 61 dni – tak narodził się Februarius i Ianuarius. Jeszcze trochę czasu upłynęło i te dwa miesiące zamieniły się miejscami. Tym sposobem Februarius w końcu został… ostatnim miesiącem roku.

Jak widać sprawa kalendarza, końca roku, początku wiosny, ilości dni w miesiącu itd. jest bardzo względna. Jakby nie przestawiać miesięcy, to gdy słońce jest nisko, na dworze jest zimno. A kiedy jest zimno, to trzeba się uzbroić w kurtkę, gruby sweter i warstwę tłuszczyku. Co tam, zrzuci się na wiosnę – aaa, już jest wiosna, to pardon, zrzuci się na lato…

Na wiosenne „międzyporze” – bo to jest ta wiosna, czy jeszcze jej nie ma – prawdziwy przysmak kuchni polskiej, sos ziołowy według Monatowej. W oryginale jest to sos koperkowy, u mnie koperkowo-pietruszkowy. Nie ma to znaczenia, bo sos jak przystało dawną kuchnię polską jest zawiesisty, gęsty taki, że łyżka w nim stoi. Przyzwyczaiłam się już do lekkich sosów jogurtowych, do sosów na samej śmietanie, ale to ten sos jest jak wspomnienie obiadu u babci. Niby nic, a jednak…

sos-011

STAROPOLSKI SOS KOPERKOWO-PIETRUSZKOWY

  • ½ łyżki masła
  • ½ łyżki mąki
  • 4 łyżki rosołu
  • 250 ml świeżej śmietany
  • garść posiekanego koperku
  • garść posiekanej natki pietruszki
  • sól i świeżo zmielony pieprz do smaku

Z masła i mąki robimy jasną zasmażkę, rozprowadzamy ją bulionem. Wlewamy śmietanę, dokładnie mieszamy, by nie pozostały żadne grudki. Dodajemy posiekane zioła, mieszamy, sprawdzamy smak i ewentualnie doprawiamy solą i pieprzem. Przelewamy do sosjerki. Sos nadaje się zarówno do mięsa, jak i do ryby. U mnie z pierożkami lunette z nadzieniem z owoców morza.

sos-013

(przepis wg Uniwersalnej książki kucharskiej Marii Ochorowicz-Monatowej)
Advertisements

6 thoughts on “Staropolski sos koperkowo-pietruszkowy

      • Rozwiązanie godne spryciuli 😉

        No co Ty! Zawsze lubiłam język polski, miałam całkiem fajne polonistki i zawsze wolałam humanistów niż tzw. umysły ścisłe 🙂 Jakoś więcej wspólnego z nimi miałam.

        A napisałam to dlatego, że masz ładny i przyjemny styl, lekkie pióro i, co się coraz rzadziej zdarza w sieci, piszesz poprawnie. Widać, że jesteś za pan brat z polszczyzną. No i stosujesz interpunkcję, której chyba grozi wyginięcie. Takie przynajmniej mam wrażenie, kiedy czytam różne blogi…

        Instagram nadal mnie nie lubi. Grrr! Chyba wreszcie muszę przestać gadać, a po prostu wziąć się do roboty i założyć konto na Facebooku i Instagramie, żebym bez przeszkód mogła Cię “podglądać”.

        Liked by 1 person

        • Dziękuję 🙂 Bycie polonistą w sieci nie jest łatwe, nikt nie lubi belfrów i czasami się mi dostaje za tę poprawność językową. A jak już zrobię błąd – ortografia nie jest moją najmocniejszą stroną – to zaraz ktoś z lubością mi go wytknie 😀
          Instagram jest przyjemny (jak ktoś lubi oglądać obrazki), ale na moim fanpage’u na fejsbuku wieje nudą – nie ma czego tam szukać 😉

          Like

  1. Poprawność językowa to powód do dumy, nigdy do wstydu. Wiem, że nie jest ona w modzie, ale szczerze mówiąc, mało mnie to obchodzi. Na pewno nie będę kaleczyć własnego języka, tylko dlatego, że “każdy to robi”.

    Każdy popełnia błędy, nawet nauczyciele. Ważne, żeby się na nich uczyć. Wiesz, ja przed publikacją notki zawsze robię korektę, a potem i tak przeważnie znajduję jakiś błąd lub “błędzik”.

    Podsumowując, ode mnie masz DUŻEGO plusa za dbałość o język, którym się posługujesz! Niech ludzie mówią, co chcą, a prawda jest taka, że żadna strona internetowa nie będzie wyglądać profesjonalnie, jeśli będzie na niej mnóstwo błędów. Na szczęście Ty nie musisz się o to martwić 🙂

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s