Jagnięcina pieczona na wolnym ogniu (slow roast)

jagniecina 04

Właściwie za cały komentarz do tego dania wystarczy orzeczenie mojego Męża: – Od dzisiaj chcę mieć już zawsze tak upieczoną jagnięcinę!

Niezbyt się ucieszył, kiedy powiedziałam, że mięso będzie siedzieć w piecu całe trzy godziny. Oczyma wyobraźni widział spaloną na węgiel nogę, z której smętnie wyłania się okopcona kość. Ewentulanie wyschnięte na wiór mięso, które trzeba będzie chyba zatopić w tłuszczu na kilka dni, by nie utknęło w przełyku. Jest jednak oddanym mężem, więc wyglądając cudu, pocieszał mnie, że on zje tę nogę w każdej postaci, nawet niezjadliwej…

Chyba żadne z moich dań nie zaskoczyło go tak bardzo jak to. Pieczenie na wolnym ogniu nie jest żadną nowością, to jednak jest odwrotnością naszych czasów, gdzie wszystko ma być zrobione sprawniej, szybciej, efektywniej. Ta odwrotność już od jakiegoś czasu zatacza coraz szersze kręgi. Zmęczeni pośpiechem, życiem na najwyższych obrotach coraz częściej szukamy przeciwagi. Nawet ukuto pojęcie slow-life, którym opisuje się powrót do prostego, spokojnego życia. Wśród kuchennych sprzętów miejsce szybkowarów zaczynają zajmować slow-cookers (wolnowary).

Z wolnowarami to w ogóle jest ciekawa historia, bo stały się modne w latach 70. wśród dynamicznego, pracującego społeczeństwa amerykańskiego. Gospodynie domowe wstawiały w nich obiad rano, wychodziły do pracy, a po powrocie mogły podać od razu do stołu. Dziś jednak trafiają do kuchni jako symbol zdrowego żywienia.

Nie mam i nie zamierzam kupować kolejnego sprzętu, bo do wolnego gotowania wystarcza mi elektryczny piekarnik z kilkoma programami i szerokim zakresem temperatury. Wolnowar nie przemawia do mnie, bo gotowanie polegające na wrzuceniu wszystkiego do urządzenia, zalania wodą i włączenia na kilka godzin nie brzmi zachęcająco. Co innego od czasu do czasu przygotować danie na wolnym ogniu, a co innego szykować tylko jednogarnkowe dania z wolnowaru. Nie mam również szybkowaru ani „multiwaru” (multi-cookera). I całkiem mi z tym dobrze…

jagniecina 06

JAGNIĘCINA PIECZONA NA WOLNYM OGNIU

  • udziec jagnięcy, ok. 1200 g (łopatka również się nada)
  • 2 marchewki
  • 1 cebula
  • 300 ml bulionu warzywnego
  • ½ pęczka natki pietruszki
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • 4 listki laurowe

Mięso osuszamy, odcinamy nadmiar tłuszczu spod spodu, na tłuszcz na wierzchu nacinamy w kratkę (uważając, by nie przeciąć mięsa). Mięso oprószamy solą i nacieramy grubo zmielonym pieprzem.

Cebulę obieramy i kroimy w piórka, obraną marchewkę kroimy w cienkie słupki. Warzywa układamy na dnie naczynia żaroodpornego (niewiele większego niż mięso). przetykamy listkami laurowymi. Na środku układamy natkę pietruszki, na niej stawiamy mięso. Warzywa zalewamy bulionem tak, by nie przykryć ich zupełnie.

Piekarnik nagrzewamy do 200°C (z termoobiegiem). Naczynie z mięsem przykrywamy folią aluminiową. Musi być przykryte szczelnie i dość ciasno. Wstawiamy do piekarnika na 20 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 130°C i pieczemy ok. 3 h. Po wyjęciu odstawiamy na 10 minut zanim odkryjemy. Podajemy z kaszą jęczmienną i warzywami z pieczenia.

Wytworzony sos może okazać się bardzo tłusty, wtedy albo używamy bardzo oszczędnie, albo musimy go rozcieńczyć.

jagniecina 05

9 thoughts on “Jagnięcina pieczona na wolnym ogniu (slow roast)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s