10. Boże Narodzenie w Irlandii

xmas tree 001

Zadumałam się nieco, kiedy policzyłam, że to moje 10. Boże Narodzenie na Zielonej Wyspie. To banalne, ale naprawdę czas upływa szybciej niż nam się wydaje… Pozwoliłam sobie na sentymentalną podróż, wyjęłam albumy ze zdjęciami, przypomniałam sobie cały szereg dobrych zdarzeń, ciepłych słów, miłych chwil, a nawet kilka żartów, które wypełniły te dziesięć spotkań przy choince. Właśnie choinkę wybrałam spośród licznych symboli towarzyszących świętom na punkt centralny wycieczki w przeszłość.

Nasze pierwsze święta w Irlandii. Rok 2006. Za krótko mieszkałam w Sligo, by rwać się do Katowic. Poza tym po raz pierwszy „gospodarzyłam”, bo dotychczas – jako dziecko, dorosłe, ale zawsze dziecko – raczej przeszkadzałam niż pomagałam. A tu pierwszy raz święta miały być po mojemu. W połowie, bo połowa przypadła będącej w tym samym momencie życiowym koleżance. To były bardzo kolorowe święta, a ich punktem kulminacyjnym były teologiczno-biologiczne rozważania, czy Maryja po urodzeniu Jezusa nadal była dziewicą. Zaś choinka dostała miano Statuy Wolności, ze względu na zawadiacko wyciągniętą jedną z górnych gałęzi. Wtedy nauczyłam się, że do świąt tutaj należy przygotować się z dużym wyprzedzeniem, bo w połowie grudnia sklepy zaczynają świecić pustkami.

Po tak barwnych i intensywnych świętach kolejnego roku Mój-Wówczas-Już-Narzeczony zabronił kategorycznie zapraszać kogokolwiek. Święta roku pańskiego 2007 miały być czasem odpoczynku, lenistwa i prywatności. On grał w „Wiedźmina” – jedynkę, ktoś pamięta?, a ja zjadłam całą górę pralinek z Baileysem. Tamtego roku pojawiły się bombki w kolorze czekolady. Zakupiłam ich całe mnóstwo, rezygnując z jakichkolwiek innych ozdób. Choinka miała wyglądać jak usłana czekoladowo-złotą rosą. Wstawiliśmy ją do pokoju dziennego, więc zamiast wigilii przy choince mieliśmy relaks przy niej. Dobrze, że mieliśmy dość mocno wypełniony kalendarz okołoświąteczny, bo zwariowałabym z nudów, gdybym musiała dłużej niż 3 dni patrzeć, jak Mój Drogi ekscytuje się zabijaniem wirtualnych potworów.

Święta 2008 roku spędzaliśmy już jako młode małżeństwo spodziewające się pierwszego potomka. Przylecieli Moi Rodzice, Mama ugotowała nam mnóstwo pyszności, a mnie Mąż wstawił kanapę do jadalni, bym mogła się wylegiwać i jednocześnie rozmawiać z krzatającą się po kuchni Mamą. W drugi dzień świąt zaprosiliśmy znajomych, którzy nie pojechali do Polski. Tata polewał naszym kolegom, a Mama doradzała w sercowych kłopotach koleżankom. To było bardzo udane Boże Narodzenie, tylko nie pamiętam jaka była choinka. Tamtego roku nie była zbyt ważna.

2009 – pierwsze święta Króliczki. Spędzone z Rodziną Mojego Męża. Bardzo mroźne, śnieżne i naprawdę białe. Choinka wyglądała jak dama w krynolinie, trudno ją było przystroić, bo łysa u góry i zbyt gęsta na dole. Kolację wigilijną zjedliśmy w restauracji, dzięki temu zamiast dojadania resztek przez pozostałe dni, miałam szansę się wykazać kulinarnie i przygowotować prawdziwie świąteczne obiady. Boże Narodzenie z maleńkim dzieckiem na ręku nabiera wyjątkowego sensu, wie o tym każda młoda mama…

xmas tree 002

Kolejne święta również były pełne gości. Wyposażenie domu trzeba było pożyczać, bo krzeseł nam brakowało. Zima 2010 była jeszcze bardziej zimowa, śnieżna i biała niż poprzedniego roku. W samochodzie zepsuło się ogrzewanie, a trzeba było jechać na drugi koniec Irlandii na lotnisko. Surwiwal nie podróż. Święta za to były przepyszne, rodzinne, gwarne. Graliśmy w Scrabble, oglądaliśmy filmy o wampirach, na zmianę bawiliśmy się z Króliczką. W Nowy Rok podaliśmy przepiórki, a potem trzeba było się pożegnać z Moją Siostrą i jej Mężem, odwieźć samochodem bez ogrzewania na lotnisko  (mróz po Nowym Roku zelżał) i wrócić do codzienności. Choinki nie pamiętam, tylko rdzewiejący stojak, który owijałam watą i ozdobnymi wstążkami, żeby nie pobrudził nowej wykładziny w pokoju…

Następne Boże Narodzenie spędziliśmy już na wsi. Przyleciał wtedy Mój Teść, więc starałam się zabłysnąć w kuchni, ale i tak mnie z Mężem przegnali od garów, by wspólnie zrobić ich ukochane śląskie makówki. Nie mogłam się powstrzymać i nagrałam krótki film o poczynaniach panów przy garze z makiem. Króliczka miała już 2 i pół roku, trzeba było cały czas ją pilnować, bo była dosłownie wszędzie. Obrus przyklejałam taśmą dwustronną do stołu! Opłatkiem musieliśmy się podzielić, zanim kolacja się ugotowała, bo Malutka była gotowa wyjeść nam cały (olbrzymi!) zapas. Na szczęście choinki nie udało jej się zdemolować, choć pozdejmowała większość bombek, do których dostała. Dziadek dbał, by miała ręce zajęte zabawą, dzięki temu rok 2011 spokojnie mógł dobiec do końca…

xmas tree 003

W kolejnym roku – 2012 – mieliśmy w domu przedszkolaka przerabiającego wszystkie możliwe infekcje. Właśnie wtedy powstały nasze piękne łańcuchy z makaronu. Zawisły na najbrzydszej choince świata. Wyglądała jakby szaleniec pociął ją piłą mechaniczną. Do tego przestały mi się podobać nasze czekoladowe bombki. Zmieniłam wtedy koncepcję kolorystyczną – tylko srebro i złoto. Jakoś mało tych ozdób mi było, więc zawiązałam wielkie kokardy na gałęziach.  Mój Mąż się rozchorował tuż po wigilii, a Króliczka wyzdrowiała i właściwie spędziłyśmy święta we dwie, opychając się kiełbasami, na które chory mięsożerca nie chciał nawet patrzeć. Nie było śniegu, dużo spacerowałyśmy, przeczytałam jej cały stos książek, pokolorowałyśmy dziesiątki Mikołajów i zbudowałyśmy królestwo z klocków. Gdy Mąż wyzdrowiał, upiekłam moje pierwsze w życiu mince pies

Dla odpowiedniego balansu w 2013 roku stanęła w naszym domu przepiękna choinka. Nadal była srebrno-złota, makaron się uchował, ale okazało się, że tak zagraciłam jadalnię, że nie było w niej miejsca na choinkę… Wstawiliśmy ją do pokoju dziennego, tak by można ją było podziwiać również siedząc przy stole. Tamtego roku przez nasz dom przewinęło się sporo ludzi, my również odwiedzaliśmy innych – upiekłam wtedy naprawdę pokaźną ilość słodyczy. Były to bardzo udane święta, a Królisia w kółko nam śpiewała piosenkę o najmniejszym drzewku świątecznym.

xmas tree 004

2014 – kolejne święta na kanapie! Kolację wigilijną gotowałam trzy dni, bo nie mogłam opanować senności, a Króliczka podczas moich drzemek demolowała dom przy pomocy nożyczek. Nie powinnam narzekać, przecież bawiła się po cichutku, żeby mnie nie obudzić. Zażyczyłam sobie choinkę do samego sufitu, a że kobietom przy nadziei się nie odmawia, Mój Mąż przywiózł najpotężniejsze drzewko, jakie tylko znalazł. Trzeba było je solidnie poprzycinać, żeby ktoś sobie oka nie uszkodził gałązkami, przez co nabrało dość dziwnego kształtu. Przynajmniej dało się wejść do pokoju… Króliczka, która miała wolną rękę przy ubieraniu choinki, wybrała swój ulubiony kolor czerwony na główną barwę, dodała trochę złotych bombek i całą furę słomianych ozdób – jakim cudem namówiła na nie Mojego Męża, nie mam pojęcia! Święta chyba były udane, chyba – bo ja je właściwie spędziłam w objęciach Morfeusza…

Dzięsiąte Boże Narodzenie na irlandzkiej ziemi – rok 2015. Pierwsze jako czteroosobowa rodzina. Ponownie myślami byłam bliżej wędrującej do Betlejem Maryi, gdy tuliłam w ramionach słodko śpiące maleństwo. Choinkę w tym roku Króliczka ubrała samodzielnie, moja rola ograniczyła się do otwierania pudełek. A nie, przepraszam! Malutka zostawiła mi kilka bombek, żebym miała odrobinę przyjemności. Były to bardzo refleksyjne święta i pierwszy raz poczułam się stara. Nie w sensie wieku, ale w sensie dojrzałości, dotarcia do końca pewnego etapu w życiu. Gdy bujałam Chomiczka, patrzyłam na iskrzącą się blaskiem świąteczną jodłę i dumałam nad tymi dziesięcioma latami w Irlandii, a jednocześnie zastanawiałam się, jak będą wyglądać nasze święta za kolejne 10, 20 lat…

xmas skarpeteczki

23 thoughts on “10. Boże Narodzenie w Irlandii

  1. Wspomnienia masz piekne i zyczę Ci aby równie piękne wspomnienia pozostały po wszystkich następnych  świętach. Z mojego doswiadczenia mogę powiedzieć , że za 10 lat usiądziecie do stołu z nastoletnią panienką (oczywiście dorastającą) i majacym coraz częściej własne zdanie dziesieciolatkiem i … znowu pozostaną cudne wspomnienia🙂 A za dwadzieścia lat być może przy stole pojawi się następne pokolenie i to też będzie piękne🙂

    Liked by 1 person

  2. Daga, ale fantastyczny wpis! Przeczytałam go z niesamowitą przyjemnością i dużym zainteresowaniem. Podparłam ręką brodę, popijałam moją kawę i miałam wrażenie, że czytam dobrą książkę. Fajnie, że podzieliłaś się z nami fotkami z rodzinnych albumów.

    Ale Twoja mała ma piękne włosy na zdjęciu z 2011 roku? Piękny koński ogon, i ta fala na jego końcu🙂

    Widzę, że jesteście zwolennikami żywej choinki. U mnie najczęściej wygrywa pragmatyzm i choinka jest sztuczna.

    Tak się zastanawiałam czytając ten wpis. Spisałaś te wszystkie wspomnienia z pamięci, czy może wspomagałaś się jakimś pamiętnikiem/archiwalnymi zapiskami, bo jest tego naprawdę sporo. Powiem szczerze, że gdyby mi przyszło zrobić takie podsumowanie – a też spędziłam dziesiąte święta na wyspie! – to miałabym problem.

    Liked by 1 person

    • Taito, bardzo mi miło. Cieszę się, że dotrwałaś do końca!
      Dzieci mają takie puszyste, delikatne włoski, kiedy są malutkie, a potem zmieniają się w dorosłe, grube, proste włosy – po obcięciu już się nigdy nie mają takich mięciutkich loków.
      Choinka prawdziwa, bo zawsze taką chciałam mieć, to jest spełnienie dziecięcych marzeń i coroczny główny prezent od Męża dla mnie. Poza tym nie trzeba jej przechowywać przez cały rok, co też ma znaczenie. Zawsze ją tniemy i sezonujemy na podwórku, a potem trafia do kozy.
      Odpowiadam na pytanie – nie mam pamiętników. Mam tylko albumy ze zdjęciami, które odświeżają mi pamięć. Każde z tych 10 świąt było inne, stąd nie zlewają mi się w jedno. Gdybym miała podsumować dwadzieścia kilka spędzonych w Polsce byłoby mi bardzo trudno.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Like

      • Dotrwanie do końca nie było żadnym wyzwaniem, bo naprawdę bardzo fajnie mi się to czytało🙂

        Tak, tak – małe dzieci często mają piękne pukle, a potem, wraz z upływem czasu i kolejnymi wizytami u fryzjera, znikają kolejne loki. Nawet sam kolor włosów potrafi się mocno zmienić. Mówię tu głównie o blond włosach. Latem – blond czupryna niczym u kalifornijskiego surfera, a zimą ciemny, a nawet bardzo ciemny blond.

        Ja chyba przez całe dzieciństwo [nie pamiętam wszystkich świąt] miałam sztuczną choinkę. Pewnego razu w Irlandii wymyśliłam sobie, że w tym roku to już musi być prawdziwa. No i nabyliśmy żywe drzewko – uroczego świerka, chyba nawet nieco srebrzystego. W następnym roku jednak już tego nie powtórzyliśmy, głównie z dwóch powodów. Po pierwsze mamy kominek gazowy, więc nie da rady spalić w nim choinki. Po świętach jest tylko problem, co zrobić z drzewkiem, które leży w ogródku i straszy. Po drugie, to szczerze mówiąc nie uśmiecha mi się wydawać 60-70 euro na drzewko, bo to trochę wyrzucanie pieniędzy w błoto. Przyznam, że wolę za te pieniądze kupić sobie któryś z droższych kosmetyków, pojechać na wyjazd z noclegiem, albo przeznaczyć je na coś innego, co posłuży mi dłużej i lepiej niż drzewko, które postoi i nacieszy moje oczy maksymalnie 2 tygodnie.

        Moje święta, od dobrych kilku lat, są bardzo do siebie podobne, więc naprawdę musiałabym nieźle się wysilić, żeby je tak ładnie i szczegółowo opisać.

        Trzymaj się ciepło w ten zimny wieczór, ja zaraz lecę pod gorący prysznic, a potem to już tylko relaks z książką i ogólnie pojęte słodkie nicnierobienie🙂

        Liked by 1 person

  3. Daga, no nie mów, że się obraziłaś?

    Mam takie pytanie niezwiązane z tematyką posta: za każdym razem, kiedy klikam w Twoje zdjęcia po prawej stronie bloga, nie włącza mi się instagramowa strona, jak to ma miejscu u innych blogerów, tylko pokazuje się komunikat: “Przepraszamy, ta strona jest niedostępna. Kliknięty link mógł być uszkodzony lub strona mogła zostać usunięta”. Moje pytanie zatem brzmi: czy Twój instagram jest dostępny dla wszystkich, czy tylko wybranych?🙂

    Liked by 1 person

    • Hej, nie, ja się nie obraziłam. Może hrabstwo się obraziło, gdy przeczytało, że nie jest najpiękniejszym😉.
      Mam prywatne konto na instagramie, ale link z bloga powinien przekierować do zdjęcia (zablokowane jest tylko “lajkowanie” i dodawanie komentarzy). Sprawdziłam przed chwilą i rzeczywiście w zależności od przeglądarki nie wszystkie zdjęcia się otwierają. Najwięcej zrywa firefox, nie wiem dlaczego tak się dzieje. Co prawda te zdjęcia to bardziej dekoracja niż rzeczywiście część składowa bloga, bo nie mam czasu wrzucać tam fotograficznych zapowiedzi następnych postów, ale i tak przykro mi, że coś nie działa. Po weekendzie poszukam odpowiedzi na tę zagadkę.

      Like

  4. Witaj!
    Świetna, sentymentalna troszkę aczkolwiek bardzo fajna wędrówka po tych wszystkich świątecznych historiach🙂 Czytając tak troszeczkę doszukałem się wspólnych cech, a mianowicie również jesteśmy (ja z obecną żoną) w Irlandii od 10 lat (ja ponad 10, żona 11), również urodziła nam się dwójka dzieci (dziewczynka i młodszy chłopczyk), wszystkie Święta spędziliśmy tutaj. Z tego co wywnioskowałem z tekstu, to Twój mąż jest z Katowic a Ty z poza Śląska? A więc ja także jestem z Katowic a żona z poza Śląska🙂

    Co do choinki to zdarzyło się parokrotnie, że mieliśmy żywą ale od bodajże 3 lat mamy sztuczną. Żywa fajna, pięknie pachnie i pomimo, że jest tylko na 1 raz i pod koniec ma tendencję do opadania igieł, to jednak warto taką właśnie mieć. Niewykluczone, że wrócimy w przyszłości do takiej właśnie.

    Jak makówki? Podeszło Ci to nasze śląskie, świąteczne danie?🙂

    pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego w tym 2016 roku!

    Liked by 1 person

    • Hej, Ćwirku!
      Sentymentalna, bardzo sentymentalna historia. Publikując to, zastanawiałam się, czy ktoś dotrwa do końca😉.
      Jestem z Katowic, a Mąż z okolic Katowic. Makówki to jego przysmak, mnie przez gardło nie przejdzie z powodu konsystencji. Dlatego jak chce, to musi sobie sam zrobić, ewentualnie ze swoim Tatą🙂.
      Również życzę Wam wspaniałego, słonecznego 2016 roku!

      Like

  5. Cześć Dagmara!

    O widzisz, zła dedukcja z mojej strony🙂 Gwoli ścisłości to pochodzę z Tychów a w K-ce (na Giszowcu) mieszkałem większość życia. Wiesz, gdy zaczynam coś czytać, to z reguły staram się aby skończyć🙂 A, że było fajnie i ciekawie jak wspomniałem, to nie było żadnego problemu z dotarciem do mety.

    Z innej beczki: byliście już na szczycie Benbulbena? Jeśli tak to warto? Jak widoki?

    pozdrawiam!

    Liked by 1 person

  6. Cześć!
    Kto tam wie? Może tak być, że znamy tych samych ludzi🙂
    Widzę po zdjęciu, że jakaś ratownicza drużyna się tam wspinała? Twój mąż działa coś w tym temacie? Mówisz, że Benbulbena masz za oknem i jeszcze, po tylu latach go nie zdobyłaś?🙂 Gdybym mieszkał bliżej, to czuję, że mogłaby to być moja ulubiona góra. U nas w Longford mamy Corn Hill – 278 metrów😀
    pozdrawiam!

    Liked by 1 person

    • Hej! Co roku w lipcu organizowane jest nocne wejście przez ratowników górskich. Zbierają w ten sposób fundusze. Mąż zapowiedział, że w tym roku znowu pójdzie, bo to świetna przygoda i dobrze wydane pieniądze.
      Dla mnie Benbulben to wisienka na torcie, nie spieszę się, by go zdobyć.
      Pozdrawiam🙂

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s