Pesto z liści rzodkiewki, wiosna i wizyta księcia Karola

pesto 2Wiosna płata nam figle. Rano przywitało mnie piękne słońce (po deszczowej nocy) i sprawiło, że nabrałam ponownie ochoty na wszystkie wiosenne przyjemności. Wyszłyśmy wcześniej z Króliczką, żeby w parku nazrywać liści potrzebnych do szkolnego projektu. Krople rosy przyjemnie chłodziły mi stopy, a po głowie chodziła mi myśl, żeby zrobić pesto z liści rzodkiewek…

Pesto z liści rzodkiewek pojawiło się na łamach wiosennego numeru „Maszkety”, ale przepis Marty zawierał niezbyt lubiane przeze mnie orzechy nerkowca. Pewnie w sosie zgubiłby się ich smak, lecz wpierw trzeba by je mieć w kuchennej szafce. Wczoraj zobaczyłam na blogu Bea w kuchni przepis na wiosenny makaron z rzodkiewkowym pesto. Zamiast przygotować całe danie, wyłuskałam tylko fragment dotyczący samego pesto. Wyszło pięknie, zielono i arcysmacznie. Pesto najbanalniejszą kanapkę zamienia w niebiańskie danie…

Tylko skończyłam miksować liście, gdy niebo zasłoniły potężne chmurzyska, lunęło i nie chciało przestać. W tych strugach deszczu mój sąsiad czyścił płytki na podwórku, zza okna dochodziło mnie rytmiczne „szlu”, „szlu”, gdy raz po raz szczotą jeździł po mokrej powierzchni… Jedną ręką przekładałam pesto do miski, a drugą otwierałam kolejne emaile z żywiołową dyskusją na temat spodziewanej wizyty księcia Karola. Niczego nie przekręciłam – Karol z Kamilą zamierzają odwiedzić hrabstwo Sligo na początku wakacji. Plan podróży nie został jeszcze oficjalnie ogłoszony, ale podobno jednym z głównych punktów wycieczki ma być Classiebawn Castle w Mullaghmore (w zamachu zginął tam Louis Mountbatten, ostatni wicekról Indii, brat babki księcia Karola). Skoro książe sam się pcha w nasze strony, to dlaczego nie miałby odwiedzić naszej wsi. W końcu ma co tu zwiedzać – na naszej plaży Anglicy pospołu z tubylcami wytłukli ok. 1000 rozbitków z trzech statków hiszpańskiej Armady. Wprawdzie pomnik wystawiono nieszczęsnym ofiarom i to hiszpańska flaga powiewa na Streedagh, ale obiektywnie patrząc, to Hiszpanie napadli na Anglię w 1588 roku…

Tymczasem deszcz przestał padać, u sąsiada po sprzątaniu została wielka kałuża błota, a mnie jeszcze całkiem sporo pesto zostało na jutrzejszy dzień…

pesto 1PESTO Z LIŚCI RZODKIEWKI

  • liście ze sporego pęczka rzodkiewek
  • pół pęczka bazylii
  • 6 łyżek oliwy
  • 30 g orzeszków piniowych
  • 40 g parmezanu
  • 1 ząbek czosnku
  • sól i swieżo zmielony pieprz

Liście rzodkiewki odcinamy i bardzo starannie myjemy, zwracając szczególną uwagę na ich spodnią część. Szatkujemy z grubsza i wkładamy do miski malaksera. Dodajemy umytą bazylię, pokruszony parmezan, orzeszki piniowe, obrany i pozbawiony kiełka ząbek czosnku oraz oliwę. Miksujemy, aż uzyskamy satysfakcjonującą konsystencję, dolewając w razie potrzeby więcej oliwy.

Domowy Wyrób

Advertisements

Kotlety wieprzowe z jabłkiem i brokułami

kotlety 4Bardzo letnia wiosna się nam skończyła, a przyszła nam wiosna jesienno-zimowa. Lodowata wichura przygnała chmury pełne deszczu, gradu a nawet odrobiny śniegu… Mój Troskliwy Mąż wychodząc do pracy, poradził mi, żebym napaliła sobie w kozie.

Na zewnątrz nie jest jakoś wybitnie zimno, ale organizm tak się już przyzwyczaił do wygrzewania na słoneczku, że odczuwanie chłodu stało się po prostu przykre, a nawet bolesne. Z przykrością patrzyłam jak wiatr zrywa z drzew pierwsze listki, a na mojej wisience przed domem nie pozostał chyba ani jeden płatek…

W taki dzień szuka się ciepła za wszelką cenę. Napaliłam w piecu, poprasowałam trochę i ugotowałam pożywny obiad. Noc zamierzam spędzić tuląc się do termoforka. Podzielam wyspiarskie umiłowanie tego wynalazku. Przydaje się w „łagodnym” irlandzkim klimacie (szczególnie po porządnym wychłostaniu atlantyckimi wiatrami). Tak samo lubię solidną kuchnię, która jest właśnie odpowiedzią na ów nader delikatny klimat… Swoją drogą zastanawiam się, kto miał na tyle fantazji, by nazwać klimat panujący w Irlandii „łagodnym”…

kotlety 5

KOTLETY WIEPRZOWE Z JABŁKIEM I BROKUŁAMI

(zmodyfikowany przepis z „Easy Food”, April 2015)

  • 4 kotlety wieprzowe bez kości
  • ½ cebuli
  • 1 duże jabłko
  • 1 brokuł
  • 180 ml wytrawnego cydru
  • 80 ml śmietany
  • 1 łyżka oliwy
  • 20 g masła
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz

Cebulę obieramy i kroimy w piórka. Jabłko kroimy w cienkie plasterki, brokuł dzielimy na różyczki.

Oliwę rozgrzewamy na dużej patelni na średnim ogniu. Umyte i osuszone kotlety oprószamy solą i pieprzem z obu stron. Obsmażamy z każdej strony przez 2-3 minuty, aż zbrązowieją. Kotlety przekładamy na talerz.

Na patelnię wkładamy masło, gdy się rozpuści, wrzucamy cebulę, którą gotujemy przez 2-3 minuty, aż zmięknie. Dodajemy różyczki brokułu oraz plasterki jabłka, gotujemy ok. 5 minut, aż zmiekną.

Wlewamy cydr i gotujemy przez 1-2 minuty, drewnianą łyżką zdrapując przywarte do dna patelni drobiny. Dodajemy śmietanę, gotujemy, mieszając, przez minutę.

Wkładamy ponownie na patelnię kotlety, wlewamy sok, który wypłynął z mięsa. Gotujemy przez 6-7 minut, aż kotlety będą gotowe, a cydrowy sos sie zredukuje. Podajemy z pieczonymi ziemniakami.

Crumble śliwkowo-jabłkowy i wiosenne sprzątanie wsi

crumble śliwkowe 1Od 1 lutego, kiedy to rzekomo zaczyna się irlandzka wiosna, Króliczka dręczyła mnie pytaniem o Spring Cleaning Day. Kiedy będzie, czy pójdziemy, czy dostanie picker i kamizelkę odblaskową, czy później będzie mogła zjeść ciastko…

sprzątanie 1W przeciwieństwie do ubiegłorocznego zimnego i wietrznego dnia sprzątania, w tym roku pogoda dopisała, słońce mocno świeciło, wiatr był wprawdzie bardzo zimny, ale niezbyt mocny, więc z większą ochotą powędrowaliśmy z workiem sprzątać naszą ulubioną trasę spacerową. Mój Mąż naschylał się najwięcej, Króliczka najwięcej się „nadyrektorowała”, a ja się cieszyłam popołudniem spędzonym z rodziną na spacerze.

sprzątanie 2Muszę przyznać, że na sprzątanym przez nas terenie nie było aż tyle śmieci, co w ubiegłym roku, a to bardzo cieszy. Niemniej udało nam się nazbierać pełen wór odpadków z przeważającą ilością opakowań po Coca-Coli. Ciekawe czy to przypadek? Wraz ze śmieciami przywiezionymi z plaży nazbierało się 56 worów!

Po sprzątaniu czekała na nas a nice cup of tea w parku. Poplotkowałam sobie ze znajomymi, a zadowolona z ciastka i kubka mleka Króliczka pobiegła się wspinać na drabinki. Postanowiliśmy sie nagrodzić za wysiłek i zamiast iść do sklepu, zamówiliśmy stolik w „U Langa” na wieczór. W domu czekał na nas słodki podwieczorek – crumble ze śliwkami i jabłkami oraz lody waniliowe.

crumble śliwkowe 2CRUMBLE ŚLIWKOWO-JABŁKOWY

  • 500 g śliwek
  • 300 g jabłek
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 125 g miękkiego masła oraz odrobina do formy
  • 100 g brązowego cukru trzcinowego oraz dwie łyżki dodatkowo
  • 60 g płatków owsianyh
  • 120 g mąki
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 2 garści płatków migdałowych
  • lody waniliowe do podania

Piekarnik nagrzewamy do 180°C. Śliwki przekrawamy na pół, wyjmujemy pestki, ewentualnie kroimy w ćwiartki. Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w duże kawałki. Owoce układamy w dobrze natłuszczonym naczyniu żaroodpornym (szklanym lub ceramicznym). Posypujemy imbirem.

Masło, płatki owsiane, mąkę, cukier oraz ekstrakt z wanilii blendujemy w malakserze, używając pulsatora, aż uzyskamy spore bryłki ciasta. Ciasto wykładamy na owoce, tak by częściowo prześwitywały. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 30-35 minut. Wyjmujemy i posypujemy pozostałym cukrem oraz płatkami migdałowymi. Wkładamy do piekarnika na 10 minut. Podajemy z kulką lodów waniliowych. (Lepiej wyjmuje się z formy, gdy crubmble przestygnie. Poszczególne porcje można podgrzać w mikrofalówce.)

Wiosenne słodkości!

Fasolka w pomidorach, czyli kuchnia dla zabieganych

fasolka w pomidorach 3Przysłowie mówi, że każdy kij ma dwa końce. Lub w innej wersji, że są dwie strony medalu. Słowem każda myśl, idea, postawa, przekonanie, czyn znajdzie przeciwnika. Nawet najbardziej neutralne tematy potrafią podzielić ludzi na zwolenników i przeciwników.

Różnice zdań są oczywiście potrzebne, bo pozwalają spojrzeć na zagadnienie z drugiej strony, dostrzec ewentualne słabe punkty rozumowania. Czynią nasz świat bardziej interesującym, bogatszym i zajmującym. Jednak czasami zastanawiam się, czy nad niektórymi zagadnieniami w ogóle należy się pochylać, bo wydają się oczywiste. Jestem naiwna i wciąż życie mnie zaskakuje…

Przy okazji irlandzkiego Dnia Matki w jednej z ogólnokrajowych gazet pojawił się artykuł zachęcający do bojkotu tego święta. Poza wykpieniem oferowanych przez sklepy okazjonalnych produktów (jestem przeciwniczką komercjalizacji świąt, ale nie do tego stopnia, by wyśmiewać promocyjne oferty) autorka tekstu uznała, że celebrowanie takiego dnia jest błędne u samych podstaw, bo przecież dzieci nie proszą się na ten świat, więc nie mają powodów do wdzięczności…

Artykuł ten przypomniał mi się, gdy ostatnio moje dziecię kaprysiło przy obiedzie. Zniechęcona uderzyłam oklepanym argumentem, że powinna Bogu dziękować, że ma co jeść, podczas gdy większość świata głoduje. Moje dziecko popatrzyło zdziwione i stwierdziło, że nie ma powodu dziękować Bogu, bo obiad ugotowała mama. Może i się nie prosiła na świat, ale skoro już tu jest…

Wyniki wyszukiwania w google potrafią być bardzo „trafione”, ale wczoraj zaskoczenie było ogromne, gdy wyskoczył mi artykuł o tym, dlaczego nie powinno się wywieszać prania na dworze. Mam prywatne skrzywienie i uwielbiam dźwięk łopoczącego prania suszącego się na sznurku, więc nie mogłam przejść obojętnie wobec tekstu próbującego mnie przekonać, że nie powinnam oddawać się mojemu hobby. Nadal nie mogę wyjść ze zdumienia, że w ogóle ktoś wpadł na pomysł, by coś takiego napisać…

Zdumiewające jest też danie, na które przepis znajdziecie poniżej. Jest to potrawa ekspresowa, którą serwuję, gdy zupełnie nie mam czasu na gotowanie. Nie sądziłam jednak, że podzielę się tym na blogu. Skoro danie z mrożonek już było, to dlaczego nie z puszki. Kto wie, może następnym razem napiszę, jak panierować kotlety, a jeszcze lepiej dlaczego nie powinno się tego robić… Koniec końców mamy wolność słowa…

fasolka w pomidorach 4FASOLKA W POMIDORACH

  • puszka fasolki w pomidorach (400 g)
  • dobrej jakości pomidory w puszce (400 g)
  • kiełbasa i/lub boczek (wg uznania)
  • 1 łyżka cząbru
  • świeżo zmielony pieprz
  • ząbek czosnku (opcjonalnie)
  • 200 g pieczarek
  • 2 łyżki oliwy

Jeśli używamy boczku: kroimy go w kostkę i obsmażamy w sporym rondlu na oliwie. Pieczarki płuczemy, kroimy i dodajemy do boczku lub, jeśli go nie używamy, obsmażamy na oliwie. Wlewamy pomidory z puszki, dodajemy pokrojoną kiełbasę, przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku, pieprzymy, przykrywamy i gotujemy ok. 10 minut. Dodajemy fasolkę wraz z zalewą oraz cząber, mieszamy i gotujemy jeszcze kilka minut na małym ogniu. Podajemy z pieczywem.

Glencar Waterfall

wiosna 5Jeżeli w moich stronach zapytacie kogokolwiek, gdzie warto pojechać na wycieczkę, większość skieruje Was do wodospadu w Glencar w hrabstwie Leitrim. Wodospad jest atrakcją samą w sobie, bo raz, że jest to malownicze zjawisko przyrody, a dwa, że wcale rzadkie. Prysznicowi w łazience daleko do niego, nawet urwanej rynnie w czasie najlepszego irlandzkiego deszczu…

IMG_0473-115-metrowy wodospad znajduje się przy jeziorze Glencar (o jeziorze opowieść nastąpi w kolejnym odcinku). Przez mniej więcej środek jeziora biegnie granica pomiędzy hrabstwem Sligo i hrabstwem Leitrim i znów największa atrakcja turystyczna jest po stronie Leitrim (zupełnie jak z zamkiem Parke’a nad jeziorem Gill).

tablica 1Swą popularność zyskał również wśród miłośników literatury, jako że wspomniał o nim w jednym ze swych najlepiej znanych wierszy – The Stolen Child – William Butler Yeats (noblista, cieszący się w Irlandii taka sławą, jak u nas Mickiewicz).

Where the wandering water gushes
From the hills above Glen-Car,
In pools among the rushes
That scarce could bathe a star,
We seek for slumbering trout
And whispering in their ears
Give them unquiet dreams;
Leaning softly out
From ferns that drop their tears
Over the young streams.
[…]

DSC_6203-1Miejsce jest naprawdę popularne, toteż władze sąsiedniego hrabstwa dbają o nie nad wyraz… Odkąd pamiętam, zawsze coś tam ulepszają, budują, odnawiają… Zbudowano piękny parking w miejsce żwirowanej zatoczki, ułożono kostkę chodnikową w miejsce wydeptanej ścieżynki, postawiono malownicze mostki, ławki, latarnie (korci mnie sprawdzić, czy działają), a aktualnie budowane jest visitor centre, w którym mam nadzieję będzie działać jakaś mała gastronomia, bo póki co na turystów w weekendy czeka… ice-cream van.

DSCN1577-1Wodospad jest obowiązkowym punktem wycieczkowym dla wszystkich naszych gości. Cała rodzina musiała odbębnić ten punkt programu, a niektórym trafiła się gratka być tam dwa razy. Wśród wszystkich „stałych punktów” ten jeszcze nie znudził Mojego Męża, chociaż w sobotę śmiał się, że to jego już 55 wizyta… Króliczka naliczyła, że była tam tylko 5 razy…

Lidzia i Mama 1???????????????????????????????????????????????Parking znajduje się przy jeziorze, należy przejść na drugą stronę drogi i powędrować kilkanaście kroków alejką wzdłuż ciągnącej się niewielkimi kaskadami rzeczki. Wodospad znajduje się w głębi, w skalnym zakolu, tajemniczo ukryty wśród konarów drzew. By móc podziwiać go z niewielkiego dystansu, ścieżka zamienia się w schody, które pną się w górę, aż do samej skały. W tym miejscu każdy turysta musi zrobić sobie zdjęcie z wodospadem w tle, choć to cale nie jest najlepsze miejsce do fotografii. Zapewniam Was, że lepiej ustawić się nieco niżej, by fotografujący mógł ująć cały wodospad i nas po jego lewej stronie.

wiosna 2015 2Schody nie kończą się przy ścianie skały, ale zakręcają i pną się w górę, by później sprowadzić nas w dół do rzeczki i przez mostek do alejki na parking. Stojąc przy skale, widac wyraźnie, że woda uderza nie tylko z głównym nurtem wodospadu, ale sączy się po skale, miejscami nawet całkiem mocno cieknie. Dokoła zaś zwisają korzenie, porastają różne gatunki mchów i co bardziej wytrzymałe roślinki. Wszechobecna woda i dobre osłonięcie zamieniły teren wokół wodospadu w przwdziwą zieloną dżunglę. Wysiadając z samochodu na parkingu poczujecie przykry, zminy wiatr od jeziora, ale po drugiej stronie drogi panuje zupełna cisza. I zieloność…

jesień 2011 2DSCN2104-1jesień 3Zielono jest szczególnie latem i wczesną jesienią. Wtedy drzewa aż uginają się od ciężaru liści, gęstych tak, że spaceruje się zielonym tunelem, przez który sączy się światło, rzucając jasne plamy jak na obrazach impresjonistów. W zachwycie łatwo się potknąć, więc uważajcie – schody zbudowano bez pomocy poziomicy i nie trudno na nich ujechać, szczególnie gdy zalegają na nich mokre liście.

zima 2008 1Zimą, gdy wszystkie liście już dawno opadną, drzewa nabierają majstetycznego wyglądu, tworząc morze splątanych, lekko szarych gałęzi ponad naszymi głowami. Moim zdaniem wyglądają po prostu magicznie. Po obfitych, zimowych opadach wodospad bije w dół z większą mocą i hukiem, pieniąc się i bulgocząc głośno.

wiosna 2015 1DSC_6166-1DSC_6156-1Wiosną, nim drzewa się w pełni zazielenią, dominuje kolor seledynowy, którym okrywają się pnie drzew (to chyba zasługa pierwotniaków, ale trzeba dopytać biologa). Dłonią można dotknąć mchów i paproci porastających ścianę przy wodospadzie. Mech jest taki przyjemny w dotyku, lubię przesuwać po jego skupiskach palcami. Słońce nie znajduje się jeszcze wystarczająco wysoko na niebie i sam wodospad pozostaje w cieniu, a spływająca woda przyjmuje błękitnawy odcień.

wiosna 4DSCN1599-1Każda pora roku jest niezwykła w tak romantycznym miejscu, dlatego niezależnie od sezonu warto tutaj zajrzeć. Wracając do samochodu, zatrzymajcie się na chwilę, by jeszcze raz zerknąć na jezioro, o którym opowiem Wam już niedługo.

DSC_6193-1

Sorbet cytrynowo-limonkowy

sorbet cytrynowy 4Dziwna ta wiosna w tym roku… Sama nie wie, chce przyjść czy nie chce… Słońce coraz wyżej na niebie, gdy przygrzeje, to niemal lato, ale wiatr jeszcze lodowaty wieje. Stopy jednak zaczynają nas świerzbieć, zaczyna nas gnać z domu na wędrówki. Szczególnie te najmniejsze stópki rwą się na wycieczki.

W czwartek Króliczka miała na zadanie domowe ułożyć kilka zdań z wyrazami zawierającymi cząstkę „all”. Pisała kto jest „small”, a kto „tall”, kto gra w „ball” i komu pilno na wycieczkę do „waterfall”. Zadanie domowe tak ją zainspirowało, że wzięła sprawy w swoje ręcę i namówiła tatusia, by ją tam zabrał w sobotę. Zaradne z niej dziewczę!

sorbet cytrynowy 5Wycieczka nam się udała. Króliczce najbardziej podobały się… batoniki orzechowe, które znalazła w torbie z prowiantem. Mojemu Mężowi powstający właśnie visitor centre. Mnie – wszechobecna zieloność traw, mchów, paproci, bluszczu, krzewów i drzew. A wodospad? Opowiem następnym razem…

Wracając, natknęliśmy się na przyjaciół, którzy przyjechali pospacerować ze swoją pociechą. Zamiast kulturalnie zatrzymać się na parkingu, który był 10 metrów przed nami, konwersację prowadziliśmy beztrosko przez okno. Gdy za nami ustawił się samochód, oglądaliśmy się ze zdziwieniem, czemu u licha nas nie mija. Musieliśmy intensywnie zachęcać, by w końcu z cierpiętniczą miną pani przejechała obok. Kolega przytomnie tę sytuację skomentował: – Niemiecka rejestracja… No tak, Niemcy to się nawet na takim odludziu boją, że złamią przepisy… Uświadomiłam sobie dopiero w tym momencie, że zrobiliśmy się bardzo „irlandzcy”. Bo zatrzymywanie się w celach towarzyskich na środku drogi jest charakterystycznym obrazkiem w naszych stronach.

sorbet cytrynowy 6W domu czekał na nas lodowy deser. Słodycz syropu, kwaśność cytryny i gorzki posmak limonki podany z aromatem świeżej mięty. Bardzo chciało mi się takiego sorbetu, bo ostatnio mam ogromne zamiłowanie do cytryny. Mój Mąż po pierwszej skosztowanej łyżce stwierdził, że idzie do sklepu po biały rum…

sorbet cytrynowy 3SORBET CYTRYNOWO-LIMONKOWY

  • 5 limonek
  • 5 cytryn
  • 200 g brązowego cukru trzcinowego
  • 275 ml wody
  • listki mięty do dekoracji

Cukier wsypujemy do rondelka, zalewamy wodą, podgrzewamy na średnim ogniu, mieszając. Gdy cukier się rozpuści, zmniejszamy ogień i podgrzewamy jeszcze przez 5 minut. Odstawiamy do ostudzenia.

Cytryny i limonki myjemy, ścieramy z nich skórkę i wyciskamy sok. Sok, otarte skórki i syrop z cukru mieszamy, przelewamy płyn do plastikowego pojemnika nadającego się do zamrażarki.

Wstawiamy do zamrażarki. Po 2 h wyjmujemy i mieszamy, wstawiamy ponownie do zamrażarki. Co 30-45 minut wyjmujemy i mieszamy. Podajemy, gdy sorbet dobrze się zmrozi. Każdą porcję dekorujemy listkami mięty.

Domowy Wyrób Wiosenne słodkości!

Gulasz z jagnięciny z chorizo i ciecierzycą

lamb stew 5 Pierwsze biuro, w jakim Mój Mąż pracował po przeprowadzce do Irlandii, mieściło się na ekologicznej farmie… To znaczy biuro dla wygody urządzone było w budynku przylegającym do domu właściciela, zaś żona tegoż pana prowadzi ekologiczne gospodarstwo rolne. Dużo później jeździłam tam czasami, by… czyścić i ważyć jajka… Mojemu-wtedy-jeszcze-nie-Mężowi zaś trafiła się fucha… mamki… Karmił odrzuconą przez matkę owieczkę… ??????????????????????????????????????????????????????????Jak się szybko okazało podopieczna nie była owieczką, a małym barankiem. Gdy zbliżała się pora karmienia, kręcąca się po pastwisku za biurem sierotka beczała tak znacząco, że w biurze wszyscy wołali Mojego Męża: -Idź już, bo dziecko Cię szuka! Baranków los jest oczywisty – to z nich będzie obiad. Właścicielka farmy, widząc przywiązanie opiekuna do baranka, nie miała serca tak po prostu odwieźć jagniątka do rzeźnika. Baranek pożegnał się z ziemskim padołem dopiero, gdy Mój Mąż pojechał na urlop. Kilka zdjęć z tego okresu na moją prośbę wykonał kolega Mojego Męża, z którym wtedy pracował. Gdy wówczas ktoś mnie pytał, co zamierzam robić w Irlandii, pokazywałam właśnie te fotografie i z naiwną miną mówiłam, że będę paść owce na zielonych pastwiskach szmaragdowej wyspy. lamb stew 9Owiec co prawda jeszcze nie miałam okazji wypasać, ale przekonałam się do mięsa jagnięcego. Jagnięcina jest popularna nie tylko w Irlandii, ale również na południu Europy, we Włoszech, w Grecji czy w Hiszpanii. Orientalna kuchnia muzułmańska także obfituje w wielość dań z mięsa jagnięcego, gdyż wieprzowina jest zakazana. lamb stew 6GULASZ Z JAGNIĘCINY Z CHORIZO I CIECIERZYCĄ (zmodyfikowana wersja przepisu z książki 1001 One Pot, Casseroles, Soups & Stews)

  • 900 g mięsa jagnięcego z udźca
  • 200 g chorizo
  • 2 puszki pomidorów (każda 400 g)
  • 2 puszki niesolonej ciecierzycy (każda 400 g)
  • 4 gałązki tymianku
  • 6 ząbków czosnku
  • 2 duże cebule
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • oliwa
  • 250 ml wody
  • 125 ml czerwonego wina
  • 2 łyżki czerwonego octu winnego
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 6 listków laurowych

Cebulę obieramy i kroimy w kostkę. Z chorizo zdejmujemy osłonkę i kroimy w plasterki (½  cm). Mięso jagnięce kroimy w kostkę (3 cm). Ząbki czosnku obieramy i rozgniatamy. 2 łyżki oliwy rozgrzewamy w dużym garnku z grubym dnem. Na rozgrzanej oliwie obsmażamy chorizo przez 1 minutę. Przekładamy chorizo na talerz, a do garnka wkładamy cebulę, którą smażymy przez 2 min, dodajemy rozgnieciony czosnek i smażymy jeszcze 3 minuty. Cebulę z czosnkiem przekładamy na talerz, a do garnka dolewamy kolejne 2 łyżki oliwy. Smażymy pokrojoną jagnięcinę partiami, tak by w garnku była tylko jedna warstwa mięsa. Pierwszą partię zbrązowionego mięsa wraz całym płynem przekładamy na talerz, rozgrzewamy znów 2 łyżki oliwy i smażymy drugą partię. Następnie do garnka wkładamy wszystkie obsmażone produkty, tj. jagnięcinę (wraz z sokiem), cebulę, czosnek i chorizo. Wlewamy 250 ml wody, wino, ocet winny, pomidory z puszek, doprawiamy pieprzem i solą. Zagotowujemy, drewnianą łyżką zdrapujemy z dna, jeśli coś przywarło. Dodajemy tymianek, liście laurowe oraz słodką paprykę, zmniejszamy temperaturę, przykrywamy i dusimy ok. 1 ½ h. Ciecierzycę odsączamy na sitku i płuczemy pod bieżącą wodą. Dodajemy do gulaszu, mieszamy i gotujemy bez przykrycia jeszcze 15 minut. Sprawdzamy smak gulaszu, podajemy przybrany gałązką tymianku.