Polędwiczki na musie jabłkowym oraz National W.O.W. Day

polędwiczki na musie 2Dzisiaj w Irlandii odbyło się zbiorowe pójście piechotą do szkoły czyli National W.O.W. Day. Przy czym skrót W.O.W. znaczy Walk on Wednesday. Wczoraj Króliczka przyniosła zawiadomienie ze szkoły o tym wydarzeniu i jej szanowna matka długo głowiła się nad rozwiązaniem zagadki. Bo w zawiadomieniu stało jak byk, że a walking bus wyruszy o 9.05 rano z sąsiedniego osiedla. Cokolwiek to znaczy…Ostatecznie uczestnicwo nie było obowiązkowe, więc machnęłam ręką. Przecież codziennie odprowadzam Króliczkę do szkoły, więc co to ma zmienić.

Dla mnie nic, dla rzeszy uczniów to atrakcja nieziemska, bo większość z nich tylko raz w roku ma szansę piechotą pójść do szkoły. Codziennie są przywożeni do szkoły przez rodziców lub przez szkolny autobus. Rodzice w naszej wsi dowożą dzieci z kilku powodów. Po pierwsze nie mieszkają w samej wsi, tylko gdzieś hen, za polem i lasem, za wzgórzem, za rzeką… Po drugie na wsi nie ma chodników, co biorąc pod uwagę zdolności lokalnych kierowców, właściwie wyklucza samodzielne pójście dzieci do szkoły. Po trzecie u nas dość często pada, a po czwarte Poranny Leń przymusza do pokonania nawet 300 metrów od szkoły do domu samochodem.

Fionn_Badge_White_Option_3.jpg_Thumbnail0Dlatego też szkoła Króliczki bierze udział w W.O.W. Day, a zważając na wymienione trudności, przygotowuje się do tego wydarzenia starannie. Wskazanych zostało pięć miejsc zbiórek, a rodzicom, którzy mieszkają jeszcze dalej zaproponowano, by przywieźli dzieci do najbliższego punktu i tam rozpoczęli spacer. Dla nas wyznaczono zbiórkę w takiej samej odległości jaką mamy do szkoły, ale w przeciwnym kierunku. Był to kolejny argument, by jednak nie brać w zbiorowym marszu udziału.

Zaapelowano do rodziców, by ubrali dzieci w odblaskowe kamizelki oraz poproszono nas o wolontariacki udział w przedsięwzięciu, którego głównym celem jest promowanie bezpiecznego zachowania na drodze i prawidłowego przechodzenia przez jezdnię. Projekt pod patronatem Green Schools miał zgromadzić 20 tysięcy osób w całym kraju idących dzisiaj do szkoły piechotą.

Gdy wyszłyśmy z domu dziś rano, zobaczyłyśmy zbliżającą się w naszą stronę grupę z nauczycielką ze szkoły Króliczki na czele. Zawołała nas: “Zaczekajcie, autobus już po Was jedzie” i wtedy zrozumiałam, dlaczego nazwano ten przemarsz “chodzącym autobusem”. Co chwilę grupa zatrzymywała się, by ktoś nowy mógł “wsiąść do autobusu”. Wbrew własnym zamierzeniom wzięłyśmy udział w projekcie Walk On Wednesday.

Na obiad zaś proponuję polędwiczki wieprzowe z musem jabłkowym i pieczone ziemniaki. Te ziemniaki Mój Mąż zawsze wychwala pod niebiosa i twierdzi uparcie, że są nie do podrobienia.

polędwiczki na musie 1polędwiczki na musie 3

POLĘDWICZKI WIEPRZOWE Z MUSEM JABŁKOWYM I PIECZONYMI ZIEMNIAKAMI

  • polędwiczki wieprzowe (150 – 200 g na porcję)

Pieczone ziemniaki:

  • średnie ziemniaki (3-4 na porcję)
  • tymianek suszony
  • sól morska gruboziarnista
  • świeżo zmielony pieprz
  • oliwa

Mus jabłkowy:

  • 2 jabłka Granny Smith (lub inne słodko-kwaśne)
  • 40 ml bialego octu winnego
  • 50 ml prawdziwego soku jabłkowego
  • gałązka podsuszonego majeranku (lub odrobina suszonego)
  • 2 łyżki crème fraîche
  • łyżka brązowego cukru
  • 1/3 kostki masła
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • sok z połowy cytryny
  • szczypiorek

1. Piekarnik nagrzewamy do 180°C. Ziemniaki myjemy, osuszamy i kroimy w cząstki. Wkładamy do żaroodpornego naczynia, skrapiamy oliwą, posypujemy tymiankiem i oprószamy pieprzem, mieszamy, by były równo obtoczone. Posypujemy niewielką ilością soli i wstawiamy bez przykrycia na ok. 30 minut do piekarnika.

2. Jabłka myjemy, obieramy i kroimy na kawałki. Skrapiamy sokiem z cytryny i krótko smazymy na łyżce masła z cukrem. Zalewamy octem i chwilę gotujemy, aż zmiekną. Dodajemy resztę masła, sok jabłkowy, majeranek i stopniowo śmietanę. Solimy i pieprzymy do smaku. Blendujemy całość (lub rozgniatamy widelcem dokładnie jabłka i starannie mieszamy z powstałym sosem). Szczypiorek siekamy i posypujemy nim mus dopiero przed wydaniem.

3. Polędwiczki oczyszczamy z błon, myjemy, osuszamy i kroimy na kawałki. Smażymy na patelni posolone mięso, a przed podaniem oprószamy świeżo zmielonym lub utłuczonym pieprzem.

4. Na talerzach rozlewamy mus jabłkowy, który posypujemy szczypiorkiem, na nim układamy polędwiczki, ziemniaki zaś układamy obok.

18 thoughts on “Polędwiczki na musie jabłkowym oraz National W.O.W. Day

  1. I znów pysznie u Ciebie!🙂
    A ten W.O.W Day to ciekawa sprawa!🙂 Moja najmłodsza latorośl( ostatnia klasa podstawówki) ma niecałe 2 km do szkoły. Zwykle ją zawożę, mają potwornie ciężkie tornistry( raczej plecaki; za słowo” tornister” zamordowałaby mnie chyba!😉🙂. Czasem jednak, gdy lekcji mniej, idzie do szkoły z koleżankami na piechotę.

    Like

    • 2 km to dość daleko i faktycznie w Polsce trzeba w plecaku pół pokoju do szkoły przynieść. My mamy szkołę w odległości 5 minut ślimaczym tempem, więc nawet bez kawy tam trafię, dziecko mamę zaprowadza😉 Zapomniałabym dodać, że lekcje zaczynają się o 9.20, nie ma porównania z polską 8 rano.

      Like

  2. Dobry pomysł taki dzień na piechotę. U nas z odwożeniem dzieci jest podobnie, a przyczyny takiego stanu rzeczy to: niebezpiecznie ruchliwa szosa w pobliżu szkoły i oczywiście lenistwo🙂 Potwierdzam też informację o ciężkich tornistrach-plecakach.

    Like

    • Te polskie tornistry były szeroko dyskutowane już wtedy, gdy ja byłam w podstawówce i nic się nie zmieniło. W Irlandii dzieci wszystko mają w szkole, w plecaku Lidka nosi obowiązkowo drugie śniadanie i picie, saszetkę z 4 ołówkami, kolorowankę oraz teczkę A4 na kartkę z zadaniem domowym. Dosłownie tyle. Na koniec roku szkolnego pokuszę się o dłuższy wpis o szkole. Dodam jeszcze, że w ubiegłym roku była pani, która przeprowadzała dzieci rano i po lekcjach przez drogę. Szkoda, że w tym roku nie ma pieniędzy na jej zatrudnienie (bo zrobiono sygnalizację świetlną, ale często kierowcy pędzą nie patrząc na światła😦 ).

      Like

  3. 9.20 co za dziwna godzina .U nas 9.00 do 12.30 a potem od 15.00 do 17 .00 ,to się nazywa ,,masakra ,, wędrować z dzieckiem 4 razy dziennie ,a potem do parku …życia nie starczy .Obiadek marzenie.

    Like

  4. Ciekawa akcja, podoba się dzieciakom, widzę. Na pewno pójdzie im nie tylko w nogi ale i na zdrowie!
    Przypomniało mi się, że moja mama chodziła do szkoły 2, 5 km tam i 2, 5 km z powrotem, niosąc ciężkie książki. A po powrocie do domu, po obiedzie zwykle praca w gospodarstwie. Teraz dzieci mają lekko.

    Like

  5. Nie tak dawno pisałam u siebie “Czym Matka Polka w Szwajcarii się stresowała?” o tym jak przyzwyczajałam się do faktu, że w Szwajcarii dzieci chodzą same nie tylko do szkoły, ale i przedszkola. Czyli np. mój młodszy syn, pokonywał pieszo, bez mamy, 1,5 km drogi do przedszkola w wieku 4 lat. Oczywiście nim się z tym zwyczajem ostatecznie pogodziłam, chociaż do tej pory siwieję, gdy zagadają się z kolegami, a ja w domu czekam z obiadem… bo u nas podobnie jak u ladylaurabloq, dzieci wracają do domu na lunch.🙂

    Like

  6. Pingback: Męskie gotowanie w cieniu Benbulbena: Żeberka w musztardzie | U stóp Benbulbena

  7. Pingback: Męskie gotowanie w cieniu Benbulbena: Czarniak pieczony w ziołach | U stóp Benbulbena

  8. Pingback: Kotlety wieprzowe z jabłkiem i brokułami | U stóp Benbulbena

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s