Sałatka brokułowa i wyznania wieśniaczki

brokułowa 2Spraw urzędowych nie można załatwić na wsi. W tym celu należy udać się do miasta. Nawet taki zagorzały wieśniak jak ja od czasu do czasu musi zmierzyć się z cywilizacją. Tak było dzisiaj…

Sygnalizacja świetlna w Sligo owiana jest legendą, istoty jej działania nie potrafi nikt zrozumieć. Czerwone światło mam ja i kierowcy, stoimy… stoimy… stoimy… Człowiek zdążyłby dziesięć razy przejść, tańcząc przy tym “Macarenę”. Po zmianie światła udało się przejechać garstce, reszta znów tkwi na czerwonym, pocieszając się, że ci przed nimi utkwili 100 metrów dalej na kolejnych światłach. W tym czasie udaje mi się przejść na wysepkę na środku drogi i wcisnąć kolejny guzik, bo światła nie są zintegrowane… I zabawa zaczyna się od nowa. Nie tylko przechodzenie przez główną drogę jest skomplikowane w swej prostocie. Przedarcie się przez skrzyżowanie dwóch bocznych uliczek wygląda podobnie, czyli stoimy… stoimy… stoimy… ja i kierowcy…

Stojąc na światłach w Sligo, zawsze przypominam sobie sytuację, która mnie spotkała kilka lat temu w okolicach katedry. Do grzecznie stojącej na czerwonym świetle całej gromadki ludzi, dołączył ksiądz i zachęcał do przejścia: – Te światła to zagadka… Nigdy się tu nie doczekałem na zielone…

Piękny dzień, a miasto wydało mi się nieciekawe. Godzina była 10 rano, a wokół większość sklepów jeszcze zamknięta, na drzwiach informacje, że otwierają o 11, o 11:30… Pustawo wokół, sporadycznie mijani ludzie smutni, szarzy, pędzący dokądś… Później tłoczno, ale mimo słońca przyjemnie prażącego w buzię, jakiś wyraz przygnębienia malował się na twarzach przechodniów…

Kupiłam kawę na wynos i zorientowałam się, że nie za bardzo mam gdzie z nią pójść. Ani drzewa, ani przezwoitej ławki. Nad rzeką kilka kamiennych ławek obleganych przez gołębie, kilka obskurnych metalowych. Oparłam się o barierkę i patrzyłam na wodę, łabędzie, umykające memu wzrokowi rybki… Z ulgą wsiadłam do samochodu i wróciłam na wieś.

Odebrałam Króliczkę ze szkoły i poszłyśmy na plac zabaw. Ona bawiła się z koleżankami i kolegami, ja rozmawiałam z ich mamami, tatusiami, babciami, dziadkami, ciotkami, wujkami… Słowem poczułam, że wróciłam do domu. W Sligo mieszkałam pięć lat, wcześniej spędziłam dwadzieścia kilka lat w stolicy Górnego Śląska, na wsi żyję zaledwie trzy, a to miasto wydaje mi się dziś zupełnie obce, trudne i nieprzyjazne. Jestem wieśniaczką, bez dwóch zdań…

Sałatka brokułowa, czyli odtruwanie od miejskich spalin. Popularną w Irlandii sałatkę z brokułów z fetą i pomidorkami koktajlowymi wypromowała firma Avoca, której marka jest już dziś u nas kultowa. Osobiście jestem wielką fanką ich książek kucharskich oraz filozofii opartej na założeniu, że diabeł tkwi w szczegółach. Poniżej moja wersja nader często kopiowanej sałatki.

brokułowa 3brokułowa 1SAŁATKA Z BROKUŁÓW Z FETĄ I POMIDORKAMI KOKTAJLOWYMI

  • brokuł
  • pomidorki koktajlowe (3-4 na porcję)
  • feta
  • posiekane orzechy laskowe (mogą być uprażone)
  • mieszanka liści sałatowych
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • ziołowy olej rzepakowy

1. Umyty brokuł dzielimy na różyczki, zalewamy gorącą wodą i odstawiamy pod przykryciem na kilka minut. Można różyczki chwilę gotować, ale trzeba uważać, by ich nie ugotować. Mają jedynie nabrać pięknego koloru i pozostać chrupkie.

2. Umyte i osuszone liście sałaty wrzucamy do miski, na nich układamy odcedzone i lekko ostudzone różyczki brokuła, dodajemy połówki pomidorków, przyprawiamy solą i pieprzem.

3. Sałatkę skrapiamy olejem rzepakowym (lub delikatnym dressingiem na bazie oliwy). Posypujemy pokruszoną fetą i orzechami laskowymi. Podajemy z kromką ciemnego pieczywa.
Na majówkę Dania dla urody

15 thoughts on “Sałatka brokułowa i wyznania wieśniaczki

      • Jakiś podstarzały mi się nieopatrznie trafił, postanowiłam raczej wsadzić do zapiekanki, ale nie porzucam planów. Podobno brokuł jest tak zdrowy, że kto go je trzy razy w tygodniu nigdy nie umrze, odkryli naukowcy w zeszłym tygodniu. Czy to nie byłoby kosmicznie odjechane, gdybyśmy spotkały się na kawie w kawiarni niedaleko Światowidu (w którym kiedyś pracowałam, cudne czasy, chlip)? Niestety od 8 lat tam nie byłam i pewnie nieprędko..:\

        Like

        • Będziemy jeść brokuły trzy razy w tygodniu, to i za sto lat możemy sie spotkać koło Światowida😀
          Do Światowida chodziliśmy na obowiązkowe projekcje w podstawówce – “Faustyna” i “Bodyguard” odbiły się na mej wczesnej młodości… W Katowicach nie byłąm już 4 lata, ale jest malutka szansa, że dotrę w tym roku😉

          Like

  1. Mimo tego, że urodziłam się i większą część swojego życia spędziłam w mieście (Poznaniu), to po przeprowadzce w rejony prawie wiejskie, potwierdzam – miasta nie są dla ludzi🙂 Jadę tam tylko gdy muszę i wracam z bólem głowy.

    Like

  2. Mieszkając w Oslo nie odczuwam tego żeby było to wielkie miasto aczkolwiek na pewno jest. Ludzie tu mieszkaja troszke inaczej i się nie spiesza więc np. bedąc w Paryżu przeżywałam szok i czułam się na zwolnionych obrotach… : ) W każdym razie na pewno wracając do swojego rodzinnego domu gdzie na tarasie mogę siąść i wypić kawkę z rana obserwując jezioro zamiast bloku/ulicy czy innego zawsze daje mi to do myslenia czy by nie zacząć wiejskiego zycia.

    Ps. uwielbiam brokuły zawsze jem je same ale chyba spróbuję w sałatce ; )

    Like

    • Myślę, że są przyjazne miasta (lub chociaż ich części), ale akurat Sligo słynnie z barier komunikacyjnych i jest jakieś takie dziwne.
      Trafnie to ujęłaś – “czułam się na zwolnionych obrotach”. Też tak się czuję – jakbym traktorem wjechała na autostradę🙂
      Ps. Marzę o domku z widokiem na jezioro…

      Like

  3. Urodziłam i wychowałam się na wsi, od 5 lat mieszkam w Krakowie – nie ma nic gorszego! Miasto to koszmar. Marzę skrycie o małym domku, najlepiej w środku lasu, blisko rzeki – taka idylla, ale na tym polu dochodzi do największych napięć z moim mieszczuchem, “bo takie życie to męczarnia”.😀

    Like

  4. 🙂 jam z krwi I kosci wiesniaczka, przez kilka lat uczylam sie miastowego zycia. Z nauki pozostalo mi tyle, ze jak trzeba to umiem sie w miescie zachowac, docenic kafejke I sklepy otwarte 24h. Tak sobie to tego miasta pojade, zmecze sie I wracam do swojej wioski, ktora miastem sie nazywa ale w cale nim nie jest.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s