Takie Walentynki mi się przydarzyły…

vday 3Nie obchodzimy z Mężem w jakiś szczególny sposób Dnia Zakochanych. A właściwie to obchodzimy, ale inaczej. Rozciągamy w czasie sprawianie sobie walentynkowych przyjemności. Zauważyłam, że owa rozciągliwość dotyczy wszystkich możliwych świąt. Nie analizowałam tego zjawiska, ale wydaje mi się, że wpływają na ten stan rzeczy dwa czynniki. Komercjalizacja świąt i tempo życia.

W sklepach atakują nas okolicznościowe wystawy, promocje i dekoracje na długo przed właściwym świętem. Nie są to dyskretne sugestie, ale nachalna, jazgocząca, mieniąca się, wręcz agresywna reklama. Efektem ubocznym są absurdalne sytuacje, gdy świąteczny produkt traci termin ważności przed dniem, na który został zaprogramowany. O dostawach walentynkowych róż okoliczne kwiaciarnie informowały już w okolicach minionego weekendu. Mój Mąż nabył bukiet z walentynkowej dostawy w środę i dzięki temu udało się coś z nich uratować. Przypuszczam, że dziś mógłby mieć problem z kupieniem ładnej wiązanki.

vday 1Przeprowadziliśmy się na wieś, żeby zwolnić tempo życia. Mnie się udało, ale Mojego Męża bardzo pochłania praca. Czas dla siebie zazwyczaj mamy dopiero, gdy położymy Króliczkę spać, ale często ona już śpi, a ja wciąż czekam na Męża. Nie rezygnujemy jednak z pełnego koszyka przyjemności na rzecz “wersji dla zabieganych”, ale właśnie stopniowo sięgamy po jego zawartość. Starcza na dłużej, ale granice między dniem powszednim a niedzielą dawno się już zatarły.

??????????

Tak czy owak dzisiaj Walentynki. Na dzień dobry zrobiło się zimno, przed jedenastą lało jak z cebra a o dwunastej sypnęło śniegiem. Ledwo zaprowadziłam Króliczkę do szkoły, już Mąż dzwoni, że przyjedzie hydraulik, by sprawdzić kaloryfery i naprawić spłuczkę. Przyjechał punktualnie, pogrzebał w hot pressie i zawyrokował, że przecieka nam bojler, więc postara się przyjechać jutro i nam go wymienić. Wzywa człowiek fachowca do cieknącej spłuczki, a on upiera się, że bojler przecieka. Zastanawiam się, gdzie przecieka, bo nigdy nie zauważyłam wokół niego mokrej podłogi. Nie chcę myśleć o jutrzejszym bałaganie…

Rozmarzam się natomiast na wspomnienie padającego śniegu. Hydraulik demolował mi piętro, a ja stałam przytulona do drzwi kuchennych, z kubkiem kawy i zadzierałam głowę napawając się tańcem mokrych płatków śniegu. Zasypało nas dokładnie, wszystko wokół pokrywała warstwa bielutkiego puchu. Szkoda, że już wszystko stopniało. Moja Króliczka skakała po mokrym śniegu, przemoczyła buty, ale była taka szczęśliwa.

Króliczka, kochany urwis, zrobiła w szkole laurkę dla swej mamy. Duma ją rozpierała, gdy mi owo cudo z ogromnym sercem wręczała. W środku poza stosownym wpisem było mnóstwo iksów – xxx – co angielskojęzycznym zwyczajem oznacza “kiss, kiss, kiss”. Najsłodsze 100 całusów na świecie.

vday 5vday 6vday 2By ilość wrażeń była odpowiednia jak na tak szczególny dzień, listonosz przyniósł mi przesyłkę od moich wiernych czytelników  z Polski. Bardzo się ucieszyłam z niezapowiedzianego prezentu. Tak bardzo, że postanowiłam podzielić się tą radością i zaprosić Was do zabawy. Będą nagrody niespodzianki. Jest jedno pytanie: Co dostałam w prezencie? Podpowiedzią jest zdjęcie poniżej. Na odpowiedzi czekam tydzień, a więcej szczegółów  podam w osobnym wpisie. 

vday 7

7 thoughts on “Takie Walentynki mi się przydarzyły…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s