Zupa z pieczonej dyni w stylu fusion

dyniowa 1W miniony weekend mój Mąż zaproponował, żebyśmy pojechali do TK Maxxa. Ten przypływ ciepłych uczuć do mnie – bo on nie znosi sklepów typu “szwarc, mydło i powidło” – wynikał tylko z faktu, że obawiał się już o moje zdrowie.

A było tak… Był sobie garnek (a jakże, nabyty w TK Maxxie przed laty), miał szklaną pokrywkę. Pokrywka raz i drugi upadła, ale jeszcze się trzymała. Niedawno wyślizgnęła mi się z rąk, spadła na posadzkę, rozbijając się przy tym na milion kawałków. Szkoda, bo garnek był idealny na zupę… Radziłam sobie dzielnie… Próbowałam zastąpić inną, wiekszą pokrywką, to para skroplona kapała na kuchenkę… Bez pokrywki woda zagotowywała się wieki… Z talerzem nawet dobrze mi szło gotowanie, ale gotując brokułową, rozmawiając z dzieckiem i czytając magazyn równocześnie, niestety oparzyłam się zdejmując talerzową pokrywkę z gara…

I tak Mąż, dbający o bezpieczeństwo moje i naszej kuchni, zadecydował, że garnek nowy trzeba kupić. Pojechaliśmy… Garnki są na końcu sklepu, a na początku buty. Ledwo znalazłam ciekawą parę w moim nader rzadkim rozmiarze, już usłyszałam za sobą: – A nie mówiłem Lidziu, mama na pewno się zgubiła przy półkach z butami… Pomachałam butami Mężowi przed nosem, pokazałam cenę, zrobiłam wszystkie przewidziane na taką okazję miny plus specjalną minę jako odpowiedź na retoryczne pytanie: – A są Ci one potrzebne? W końcu Mąż wydusił z siebie, że jak chcę mogę je kupić… Hmm, odpowiedź mogła być lepsza… Widząc, że kręcę nosem burknął: – Nie patrz tak na mnie, obiecałam już kupić Ci garnek!

Z butami pod pachą powędrowałam na dział kuchenny. Po dwóch minutach buty już mi zawadzały, po czterech uznałam, że wcale nie są ładne, po sześciu doszłam do wniosku, że i tak nie mam do nich odpowiednich spodni, choć to akutrat nie problem… Znaleźlismy dwa naczynia odpowiadające wymaganiom, zdecydowaliśmy się na praktyczniejsze, Lidka zaczęła jęczeć, że chce na traktor… Mąż powędrował do kasy, a ja dzierżąc buty pod pachą utknęłam między regałami.

Znalazłam nawet sporą kolekcję ceramiki z Bolesławca, były ładne maszynki do kawy, kilka ciekawych kubków i inne takie. I całkiem nie wiem, jak przykleiły się do mnie miniforemki do zapiekania minipyszności i nóż (to potrzebne, bo całkiem niedawno ułamałam końcówkę mojego ulubionego do warzyw). Tymczasem odnazł mnie Małżonek, mówiąc, że będą czekali przy traktorze, bo Lidka się uparła. Wcisnęłam mu te nieszczęsne buty, by odstawił na półkę, jak będzie wychodził i uwolniona od ciężaru wróciłam to swych poszukiwań. Ścierki też były ładne, fartuchy średnie, obrusów nie było…

Idąc do kasy trochę żal mi się tych butów zrobiło, więc zerknęłam jeszcze na półkę z kosmetykami, gdzie mały słoik się prosił, bym go zabrała do domu… Cóż, butów końcu nie kupiłam, Mąż może być ze mnie dumny…

A skoro jest garnek, jest też zupa… Inspirowana przepisem z książki Grandma’s Special Recipes.

ZUPA Z PIECZONEJ DYNI W STYLU FUSION

  • 1200 g dyni piżmowej
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 cebula
  • 2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
  • 2 marchewki
  • 2 małe łodygi selera naciowego
  • 1 litr wywaru drobiowego (z kurczaka)
  • sól, pieprz
  • crème fraîche, drobno posiekana natka pietruszki oraz świeżo utarta gałka muszkatołowa do przybrania

dyniowa 21. Piekarnik nagrzewamy do 180˚C. Dynię obieramy i kroimy w sporą kostkę. Przekładamy do natłuszczonej formy do pieczenia i smarujemy oliwą. Dokładnie mieszamy dynię, by była równo pokryta oliwą. Pieczemy ok. 25 minut (dopóki nie zmięknie i delikatnie nie zbrazowieje na brzegach).

2. Obieramy i kroimy cebulę, marchewkę i seler. Rozgrzewamy łyżkę oliwy w rondlu, w którym zamierzamy gotować zupę. Na rozgrzany tłuszcz wrzucamy cebulę i kmin rzymski, smażymy ok. 2 minut. Dodajemy marchew i seler naciowy, gotujemy kolejne 3 minuty, często mieszając. Dodajemy upieczoną dynię oraz wywar z mięsa. Doprowadzamy do wrzenia, redukujemy temperaturę i gotujemy ok. 20 minut.

3. Ugotowana zupę blendujemy. Zmiksowaną chwilę podgrzewamy (nie gotujemy), doprawiamy do smaku solą i pieprzem (jeśli to konieczne). Każdą porcję posypujemy natką, dodajemy łyżkę śmietany oraz posypujemy świeżo utartą gałką muszkatołową.

7 thoughts on “Zupa z pieczonej dyni w stylu fusion

  1. Pysznie wygląda (jak wszystko na Twoich zdjęciach). Ostatnio dorzuciłem do dyniowej słodkiego ziemniaka bo lezał taki samotny i nie zapowiadało się że w najbliższym czasie ktoś go zje. I smak zupy na tym bardzo zyskał, na tyle że następna też będzie z batatem.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s