Sobota targowa

Kiedy mieszkałam w Polsce było dla mnie oczywistością, że świeże warzywa i owoce kupujemy na targu. Regularnie odwiedzałam pobliskie targowisko przemierzając jego zatłoczone uliczki w poszukiwaniu najdorodniejszych jabłek, najświeższej sałaty i całych pęków ziół. Pierwsze zakupy w Sligo były więc dla mnie szokiem. Nie ma targu! Nie ma, po prostu nie ma!

sligo_market_5

Warzywa w supermarketach popakowane w siateczki, owoce duszące się w plastikowych pojemnikach, sałata w workach. Wszędzie tacki i folie, a to co sprzedawano luzem, na sztuki lub kilogramy, często wymagało wprawy archeologa w dokopywaniu się do okazów spełniających podstawowe wymagania konsumenckie. Na całe szczęście sytuacja się w ciągu minionych lat poprawiła, w wielu sieciowych sklepach mamy wybór między tanią sałatą niewiadomego pochodzenia a ekologiczną z pobliskiej farmy.

Natomiast w każdą sobotę mamy targ rolniczy. Prawdziwe święto, prawdziwe jedzenie, prawdziwi ludzie… Przez lata targ się rozrastał i dzisiaj przyciąga coraz więcej sprzedawców i kupujących.

sligo_market_4

Chlubą targu są warzywa i owoce pochodzące z ekologicznych upraw, z przeważającą liczbą produktów dostarczonych przez lokalnych rolników. Dostaniemy tu również świeżutkie francuskie pieczywo, jaja od szczęśliwych kur, świeże mięso, ryby i sery. Zaopatrzymy się również w domowe przetwory i wypieki oraz miody z lokalnych pasiek. Często wystawiają swoje prace okoliczni rzemieślnicy i rękodzielnicy. Do domu możemy też wrócić z naręczem kwiatów.

Mnie przyciagają najbardziej ludzie, zarówno sprzedawcy jak kupujący. To są zawsze przemiłe spotkania. Spotkania ludzi, których łączy miłość do dobrego jedzenia. Tylko na targu kupując rybę, można dostać kilka przepisów na nią od pań stojących obok nas w kolejce. I tylko na targu sprzedawca traktuje nas wyjatkowo, bo dzieli się z nami tym, co ma najlepsze – owocami swojej pracy. Bo jest w tym coś niezwykłego, gdy wraz z zakupami dostajemy historyjkę o kurach awanturnicach oraz lisie czyhającym na nie przy płocie.

Tym razem wróciłam do domu z pachnącym chlebem z pomidorkami, który zniknął w przeciągu 20 minut, ciasteczkową rodziną, o którą zawsze prosi nasze dziecko oraz dipem buraczanym. Na dip mam już pewien pomysł…

2 thoughts on “Sobota targowa

  1. Pingback: Pomidorowa zapiekanka z rozmarynem | U stóp Benbulbena

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s